| |
FORUM-NURAS Froum dla nurkujących i nie tylko ... |
 |
MEDYCYNA NURKOWA - Smutna praktyka badań nurkowych
FotoMiś - 02-08-2006, 12:42 Temat postu: Smutna praktyka badań nurkowych Pewni złośliwi ludzie postanowili przetestować lekarzy wydających zaświadczenia o braku (lub istnieniu) przeciwwskazań do nurkowania. Ofiarom wysłano dokumentację 15 hipotetycznych pacjentów i poproszono o wypowiedzenie się czy są oni zdolni, niezdolni bądź czy należy ich odesłać na badania dodatkowe. Wirtualni pacjenci byli "skonstruowani" tak, by osoba znajaca standardy medyczne nie miała problemu z poprawnym zakwalifikowaniem delikwenta. Wszyscy lekarze (81szt) byli po przeszkoleniu w zakresie badań nurkowych i udzielali odpowiedzi anonimowo - drogą pocztową.
A wyniki ich działalności były następujące:
- w żadnym z hipotetycznych przypadków orzecznikom nie udało się osiągnąć jednomyślności
- najlepszą zgodność (70%) uzyskano w 6 przypadkach, przy czym 3 z nich orzecznicy notorycznie kwalifikowali błędnie
- orzecznicy nie lubią konsultacji - zaledwie 17% odpowiedzi sugerowało dodatkowe badania chociaż "pacjenci" byli pomyślani tak, by ten odsetek wynosił jakieś 66%. Rekordzista odwalił z marszu 13 z 15 kandydatów do nurkowania...
- we wszystkich przypadkach w których było przeciwwskazanie bezwzględne do nurkowania co najmniej jeden z lekarzy stwierdził, że pacjent jest jak najbardziej zdolny.
A to wszystko, panie, w Australii się działo..
Na szczeście u nas nie ma żadnych durnych standardów, więc problem jakby z głowy. Ale jeżli ktoś chce się rzetelnie zbadać a nie tylko dostać kwitek, to lepiej niech pójdzie do co najmniej dwu lekarzy. Sicher ist sicher..
Pozdrawiam,
Michał
DDAT - 02-08-2006, 18:07
A czy myślisz że nasi orzecznicy są lepsi. Byłem u dwojga naszych specjalistów, spojrzeli głeboko w oczęta, następnie na kieszeń, i kwit jest. Moim zdaniem cieszcie się że tak jest. Większość naszych nurasków nie przejdzie solidnych badań. Dotyczy to głownie instruktorów i DM. A to Wy powinniście dawać przykład. To są kilkuletnie obserwacje, i wiem co mówię.
ŻYCZĘ DUUUUŻO ZDRÓWKA
Pozdro
Gajusz - 02-08-2006, 18:23
Ciekawa rzecz w sprawie tych badań...
Z jednej strony faktycznie, jak ktoś chce to "papier" można załatwić systemem spoglądania głęboko w oczy i płacenia panu doktorowi za konsultacje, z drugiej z kolei, to nasze życie i każdy decyduje czy i w jakim stopniu chce mieć wiedze na temat swych możliwości...
Moja historia jest prosta. Otóz Pan doktor wprost się zapytał czy chcę mieć papier czy też chcę wiedzieć jak wyglada mój organizm pod kątem nurkowań. Kiwał głową i sugerował tak jakby, żeby jednak sobie zrobic pełne badania, ale był gotowy podpisać papier na zasadzie juz tyle lat pan nurkuje itd itp.
No i cóż - badania krwi i moczu, EKG, RTG klatki, Spirometria, laryngolog i w końcu specjalista medycyny morskiej.
Baaaardzo ciekawa rozmowa na temat głębokiego nurkowania, dekompresji, kolejna sugestia żeby sobie zrobić badanie ciała szklistego oka (nie wiem czy wiecie, ale mikropęcherzyki mogą powodować trwałe zmiany w części szklistej oka).
Ewidentnie lepiej się czuje mając świadomość że organizm jest OK.
Polecam. Szczerze.
Nie taki ze mnie znowu stary pierdziel, ale "przegląd techniczny sprzętu" dobrze jest zrobic sobie coi jakiś czas. Taki prawdziwy.
Ps. Nie jestem lekarzem i nie mam żadnych profitów z reklamowania badań
kijanek - 03-08-2006, 07:58
Nie przerzucałbym całej odpowiedzialności na lekarzy nurkowych. OGólnie mam bardzo krytyczne zdanie o lekarzach w ogóle i nie rozumiem dlaczego akurat "nurkowi" mieliby być akurat grupą, w której odsetek lekarzy niedouczonych, nie czytających (aktualnej literatury fachowej) i niekomunikatywnych miałby być niższy niz wśród anestezjologów czy ginekologów. Ale... (zawsze w takim momencie powinno nastąpić jakieś "ale") to my tak na prawdę napędzamy klientelę tym lekarzom, którzy diagnozują na podstawie bankontu pięćdziesięciozłotowego.
Trzy historyjki:
- Jeden ze znanych i poważanych w środowisku nurów postanowił dokładnie się przebadać (skończył 40 lat i postnowił z tej okazji zrobić "przegląd". Lekarz (bardzo dobry) męczył go trzy dni i znalazł co najmniej trzy medyczne powody, by kumpel przestał nurkować (w tym jeden dość poważny kardiologiczny) - wszystkie potwierdzili później inni lekarze. Pacjent zapłacił kilakset złotych za badania i konsultacje, wie, że nie powinien nurkować i... nurkuje. Od badań upłynęły chyba trzy lata. Jeszcze żyje.
- Koleżanka poszła do "pięćdziesięciozłotowego" łapiducha, spojrzał na nią i wypisał kwitek. Była strasznie wściekła, klęła na jego nieodpowiedzialność chyba przez dwa tygodnie. Ale po roku znowu do niego poszła, bo "wyjazd na wraki już za dwa dni".
- Inny kolega chwalił się, że z dziesieciu pytań w wywiadzie lekarskim przy badaniu nurkowym musiał skłamać na sześć, bo nie dostałby "zdolności". Zmarł na zawał w pracy, przy biurku - jakieś dwa miesiace po badaniu.
Ja osobiście preferuję wersję "medium": wszystko trwa ok. 1,5 godziny, dokładne badanie internistyczne, laryngolog, wywiad, trochę neurologii, spirometr (no, ta bania, co sę dmucha), EKG i do domciu.
|
|