FORUM-NURAS
Froum dla nurkujących i nie tylko ...

NURKOWANIE EKSTREMALNE I TECHNICZNE - Jaskinie

geojacek - 23-08-2007, 16:27
Temat postu: Jaskinie
Mam w tej chwili około 110 nurkowań w log booku, rescue Padi, i dwa nurkowania w jaskiniach w Chorwacji. Czy jest miejsce w Polsce, które mógłbym zobaczyć ( Chodzi o jaskinie), bez kursu Jaskiniowego? Pozdrawiam Geojacek.
Ps. Bardzo Dziękuję za życzenia urodzinowe.

majki - 23-08-2007, 21:17

Najblizsze - 5km od centrum Warszawy.
Kolejne - 30km od centrum Warszawy,
Nastepne - 150km od Warszawy.
Kolejne - 300km
Kilka kolejnych - 450km
i nastepne 600km
Wszystkie na dzien dzisiejszy dostepne...
Prawdziwy, ostry overhead.
Tylko uwazaj bo jaskinie chetnie pozeraja smialkow takich jak ty.

Powodzenia

styx - 23-08-2007, 21:21

majki, mógłbyś sprecyzować bardziej konkretnie i ew. nieco opisać ?
majki - 23-08-2007, 21:27

Nie wiem czy na forum wypada, bo pewnie zaraz ktos mnie zjebie.

Jesli jestes zainteresowany - zapraszam na priv.

mysiar - 23-08-2007, 22:21

majki napisał/a:
Nie wiem czy na forum wypada, bo pewnie zaraz ktos mnie zjebie.


nikt Cie nie zjebie, dawaj na forum bo ja też jestem ciekawy

martin - 23-08-2007, 22:35

majki napisał/a:
Nie wiem czy na forum wypada, bo pewnie zaraz ktos mnie zjebie.


WYpada. Dawaj namiary na te zalane rupieciarnie :)

Judas - 24-08-2007, 08:50

Wlasnie dawaj namiary, albo pisz wszystkim na priv...
morfius - 24-08-2007, 09:40

Też bym był zainteresowany :)
Henry - 24-08-2007, 10:09

eeee taaaam. Pewnie jakaś ściema. Tylu w wawie nurasów i niby miały by sie zachować w tajemnicy jakie jaskinie lub groty ?
Ściema i tyle. Niepodpuszczam żeby jak by co :ping:

waterman - 24-08-2007, 11:04

też jestem zainteresowany proszę o info
Rysiek - 24-08-2007, 12:46

A ja jestem przekonany że większość użytkowników tego forum nie jest wcale zainteresowana nurkowaniem w jaskiniach (kilka razy z Majkim na forum dawaliśmy informacje o planowanych wyprawach jaskiniowych, zero odzewu), zainteresowanie tematem kończy się na oglądaniu filmów i zdjęć z jaskiń, a do tego nie jest konieczne podawanie dokładnej lokalizacji otworów. Dla mnie jest to ok, każdy robi to co lubi - jeden Jezioro Białe drugi jaskinie, nic mi do tego. Podanie opisu dojazdu nic nie zmieni bo i tak nikt się tam nie wybierze, zrobi się z tego jałowa dyskusja - tylko po co o tym dyskutować z osobami które nigdy takich nurkowań nie będą wykonywać bo je to nie interesuje. Lokalizacja kilku atrakcyjnych miejsc gdzie można zanurkować pod stropem, również tego 30 km od Warszawy nie jest żadną skrywaną tajemnicą i jeśli kogoś to rzeczywiście interesuje to znajdzie namiary np. na stronie Speleoklubu Warszawskiego lub w naszych relacjach z wyjazdów na stronie PNJ.
waterman - 24-08-2007, 12:50

Rysiek napisał/a:
(kilka razy z Majkim na forum dawaliśmy informacje o planowanych wyprawach jaskiniowych, zero odzewu)
o przepraszam nie widziałem
Rysiek napisał/a:
również tego 30 km od Warszawy

znam tylko jedno, a i tak działki tam zrobili

mysiar - 24-08-2007, 16:02

Rysiek napisał/a:
A ja jestem przekonany że większość użytkowników tego forum nie jest wcale zainteresowana nurkowaniem w jaskiniach (kilka razy z Majkim na forum dawaliśmy informacje o planowanych wyprawach jaskiniowych, zero odzewu), zainteresowanie tematem kończy się na oglądaniu filmów i zdjęć z jaskiń


Rysiu trzymam Cie za słowo, jak się pokursuję to się zgłoszę :)

geojacek - 24-08-2007, 20:22

Może macie linki do speleoklubu i na Wasze opisy wypraw.
Pozdrawiam

styx - 25-08-2007, 11:19

geojacek napisał/a:
Może macie linki do speleoklubu i na Wasze opisy wypraw.
Pozdrawiam


masz do PNJ - http://gnj.org.pl/
i do speleoklubu waw - http://speleo.waw.pl/

majki - 27-08-2007, 20:56

Czesc

Widze, ze temat umiera smiercia naturalna - niedobrze.

2 osoby zglosily sie do mnie na priv - obie dostaly namiary na fajna dziure blisko Wwy.
Teraz czekam na relacje z nurkowan.

Tymczasem mam propozycje dla zdeterminowanych jaskiniowo nurkow:

W drugiej polowie wrzesnia moge zabrac na nurkowanie typu overhead w Polsce grupe 2-3 nurkow.
Proponuje obiekt pochodzenia antropogenicznego z krystalicznie czysta woda (kilkadziesiat metrow przejzystosci) oraz kilkaset metrow zalanych korytarzy.
300km od Warszawy.

Chetnych prosze o przeslanie zgloszenia na priv zawierajacego (aby troche sie poznac):

- uprawnienia nurkowe
- ilosc nurkowan
- liste - wraz z krotkim opisem - kilku (3-5) "flagowych" nurkowan

Zastrzegam prawo do odpowiedzi na wybrane zgloszenia.

Wybrane osoby prawdopodobnie zaprosze na pogadanke i check-dive przed wyjazdem.

Czekam na zgloszenia.

Jesli dojdzie do wyprawy we wrzesniu, nie ma przeciwskazan aby kolejna (w kolejne miejsce) zorganizowac w pazdzierniku.

PS. W Polsce jest ponad 20 miejsc gdzie z powodzeniem mozna uprawiac nurkowanie jaskiniowe. Ponad 10 jest swobodnie dostepnych. W wiekszosci tych miejsc nurkowalem i jestem gotow podzielic sie wiedza o nich z osobami co do ktorych nabiore przypuszczen, ze moga bezpiecznie nurkowac pod stropem.

D@rek - 28-08-2007, 08:29
Temat postu: weryfikacja
Chetnych prosze o przeslanie zgloszenia na priv zawierajacego (aby troche sie poznac):

- uprawnienia nurkowe

adv nitrox TDI Deco procedury TDI instruktor SDI p3 cmas

- ilosc nurkowan
zalogowanych 350 niezalogowanych mnustwo :)

- liste - wraz z krotkim opisem - kilku (3-5) "flagowych" nurkowan

łagów trześniowskie - 47 m z łódki po linie na dno i na kompas do brzegu deco na NX 50
czas denny 15 profil oparty na z-planerze 14 lipiec
- wukśniki 48 m powietrze czas denny 20 min 25 czerwiec
- abilla 3 maj 18' czas denny deco NX 50
- hańcza kwiecień 52 m
wszystko na powietrzu z opcją deco na NX wiele solo w jeziorach do około 40m
i kilka solo w kamieniołomie sulejowskim płytko 14m ale blisko i wizura w porywach do
1 m

:pa:

[ Dodano: 28-08-2007, 08:41 ]
ha zamiast na priv wyklikałem na post :) :) :)

majki - 28-08-2007, 08:41

Darku, na priv, bylo na priv ! :)
nseal - 03-09-2007, 12:36

Wczoraj postanowiłem ruszyć trochę d… zamiast gnić w domu i zdecydowałem się wykorzystać namiary otrzymane od Majkiego. Blisko, podane na talerzu - nie wypadało nie skorzystać...

Graty do bagażnika, mapka na siedzenie i „witaj wesoła przygodo”.

Trafiłem prawie bez problemu, pokrążywszy wcześniej po okolicznych wsiach. Miejsce od razu mi się spodobało, klimat niecodzienny jak na nurkowisko: auto musiałem zaparkowałać na urokliwej łączce, którą lokalesi zamienili w małe wysypisko śmieci. Nie zrażony tym faktem udałem się na mały rekonesans… backupowy Princeton-Tec w dłoń, gdyż jako jaskiniowiec neofita nie dorobiłem się czołówki i siup do środka fortu. Ciemnooooo… poświeciłem wokół latarką i okazało się że już się otarłem o zagładę. Po obu stronach kładki jaką okazało się być główne wejście ziały otwarte klatki schodowe… a kolejny poziom był jakieś 3 metry niżej. Obszedłem górny poziom fortu, moje przeświadczenie że to dziewiczy teren zostało szybko przepędzone precz widokiem kilku całkiem współcześnie wyglądających flaszek po winie. Ściany zdobiły starożytne freski z tekstami typu „Jasiek robił mi tu laskę za 4,5 pln” itp. Obiekt duży nie jest, więc szybko obszedłem górny poziom, po czym schodkami poszedłem sobie w dół szukać zalanego korytarza. Nie było to trudne, minąłem jeszcze kilka rozbitych butelek po różnych trunkach ze zdecydowanie dolnej półki, rozkładające się zwłoki jakiegoś czworonoga i pogrążyłem się w ciemnościach korytarza. Samo miejsce w dechę, połączenie meliny ze smętarzem dla zwierząt. Wodę znalazłem bez trudu, korytarz lekko opadał w dół, na powierzni unosiły się jakieś paskudztwa, ale jak wiadomo prawdziwe piękno tkwi wewnątrz, więc nie zrażony tym faktem poleciałem w te pędy klarować sprzęt.

Doczłapałem do wody, tym razem wejściem bocznym wchodząc do fortu – kładka przy głównym była na tyle cienka, że nie byłem pewien czy udźwignie mnie dociążonego butlami. Zszedłem po schodkach uważając by nie wpieprzyć się w truchełko zwierzaka. Następnie nie tracąc czasu przebiłem się przez śmieci pływające na powierzchni i poszedłem wzdłuż korytarza.

Suuuuuper! Sam korytarz nie jest wielki: ma ok. 20m długości (30 ze schodami – zgaduję bo nie mam za bardzo wyczucia). Najpierw płynąłem nad schodami usianymi żelastwem, następnie dotarłem do korytarza. Wejście ozdabiała imponująca ropucha w stanie rozkładu. HID rozświetlał korytarz bardzo ładnie, woda dość przejrzysta, sądzę ze ok. 4-5 m przejrzystości. Ciekawy strop, wzdłuż ściany rura i jakieś elementy techniczne. Jest dość wąsko, zawracając w zasadzie kolanami dotykałem jednej ściany a czołem drugiej. Ponieważ korytarz kończy się szybko, przepłynąłem go kilka razy w każdą stronę. Nie mąci się bardzo, niemniej troszkę farfocli zaczęło się unosić w wodzie – podejrzewam że głównie od bąbli powietrza, być może gdzieś dotknąłem płetwą ściany. Posiedziałem w wodzie kilkanaście minut i uznałem że już zobaczyłem wszystko… ale jednocześnie stwierdziłem że naprawdę chętnie tu wrócę. Zaczynam rozumieć dlaczego jaskiniowcy pchają się w takie dziwne miejsca. Naprawdę, nie sądziłem że nurkowanie w zasadzie obok domu, na gł. 6m, trwające ok 15 minut może dać taką frajdę.
Miejsce jest proste do zanurkowania, niemniej trzeba uważać poruszając się po samym forcie: ciemności, klatki schodowe, szkło na podłodze, inne niespodzianki.

Potem się zapuściłem się spacerkiem na tyły fortu. Tam też jest zalany korytarz, czy to coś ciekawego – nie wiem. Niestety ukrywał się za zakrętem, a mnie trochę czas naglił, zresztą nie chciałem się wpieprzać nie wiedząc co tam jest - bez "wsparcia". Następnym razem…

Jeszcze raz dziękuję bardzo Majkiemu za to że podzielił się namiarami i wskazówkami.

kamyk - 03-09-2007, 12:52

Z twojego opisu wynika ze to jest zalany korytarz (nie jaskinia) - Czy może się mylę ?

Super Relacja; ] Najlepszy jest opis fresków :d Pewnie sa Historycznie Wartościowe.

nseal - 03-09-2007, 13:02

kamyk napisał/a:
Z twojego opisu wynika ze to jest zalany korytarz (nie jaskinia) - Czy może się mylę ?


Nie myslisz się :) Słowa "jaskinie", "jaskiniowy" użyłem, bo mi lepsze określenie nie przyszło do głowy :) Niemniej wpisuje się w wątek :)

kamyk napisał/a:

Super Relacja; ] Najlepszy jest opis fresków :d Pewnie sa Historycznie Wartościowe.

Dziękuję bardzo za miłe słowo :)

majki - 03-09-2007, 13:49

Rewelacyjna relacja!!! Brawo!!!

Gratuluje udanego i jak wynika z opisu obfitujacego w pozytywne wrazenia nurkowania jaskiniowego.

Trzymam kciuki za nastepne akcje!


DO KAMYKA: okresleniem "nurkowanie jaskiniowe" nazywamy wszelka dzialalnosc podwodna w zalanych podziemiach (bunkrach, fortach, kopalniach, jaskiniach i innych). Czyli wszelka dzialalnosc pod stropem (chyba, ze stropem jest lod albo dekompresja... - wtedy nazywamy to nurkowaniem podlodowym lub dekompresyjnym ;) )

kamyk - 03-09-2007, 22:58

majki napisał/a:
Rewelacyjna relacja!!! Brawo!!!

Gratuluje udanego i jak wynika z opisu obfitujacego w pozytywne wrazenia nurkowania jaskiniowego.

Trzymam kciuki za nastepne akcje!


DO KAMYKA: okresleniem "nurkowanie jaskiniowe" nazywamy wszelka dzialalnosc podwodna w zalanych podziemiach (bunkrach, fortach, kopalniach, jaskiniach i innych). Czyli wszelka dzialalnosc pod stropem (chyba, ze stropem jest lod albo dekompresja... - wtedy nazywamy to nurkowaniem podlodowym lub dekompresyjnym ;) )


Thx majki, nie wiedziałem ze to powchodzi w tą kategorie. :muu:

majki - 10-09-2007, 09:51

Czolem wszystkim

Termin wrzesniowej akcji ustalilismy na niedziele, 30 wrzesnia br.
Jeszcze jedna osoba moze wziac udzial wiec jesli ktos chcialby... prosze o kontakt.

[ Dodano: 11-09-2007, 08:26 ]
Niniejszym zamykam liste. Mamy komplet.
Kolejna cave-akcja prawdopodobnie w pazdzierniku.

maaciek- - 11-09-2007, 12:12

cześć
uzytkowanie forum to dla mnie magia
ale lubię poczytać
da radę załatwić kontakt do majki X divers team?
pozdr

waterman - 11-09-2007, 12:29

majki napisał/a:
Kolejna cave-akcja prawdopodobnie w pazdzierniku.

prawdopodobnie bedę się pisał na październik

Tomek Radomski - 11-09-2007, 12:37

maaciek- napisał/a:
da radę załatwić kontakt do majki X divers team?

Pisz na PW - taki mały znaczek pod jego postem.

mateuszwarszawa - 11-09-2007, 22:14

Witam,

Od dawna temat jaskiniowy chodzil za mna... ale ciagle bylo jakies ale...
W zeszłym tygodniu zebralem sie na odwagę i napisalem do Majkiego, ze moze jest mozliwosc porozmawiania, przedstawienia blizej albo nawet popatrzenia jak to się je?
I tutaj akcja nabrała tempa.
Co ja mowie tempa? Wysłany mail okazał się przyczyna lawiny, która mnie porwała...
Majki odpisal, ze luzik, ze super, ze damy rade, slowem nie ma co się szczypac niech wpadam do Niego w weekend to mi cos poopowiada.
Dolaczyl równiez spis sprzetu potrzebnego to nurkowania w konfiguracji sidemount.
Sidemount... no pewnie... sidemount... nawet nie wiedziałem, ze to się tak nazywa... troszke zaczałem się bac...
Majki jak to Majki uspokaja; dasz rade, wszystko ci wytlumacze.
No dobra.

Skoczylem do sklepu nurkowego OBI po brakujacy ekwipunek.
Najpierw kask budowlany. Poprosilem o taki dla poczatkujacych ale nie wiedzieli o co mi chodzi, wiec wzialem taki wyczynowy. Zolty z daszkiem i miekka gabka na czole.
Gites! Jak nie zostane nurkiem jaskiniowym to na saksy w Irlandii jak znalazl...
Nic się nie zmarnuje a moze sie nawet przyda.
Nastepnie sekator, tutaj wybor byl jeszcze prostrzy - jak mantra powtarzalem sobie tresc reklamy skandynawskiego banku.
Fiskars, taki czarny, opływowy, ostry i oczywiście z blokada.
Do tej pory zawsze nurkowalem z 2ma narzedziami tnacymi. Hakiem sieciowym sekodive i nozykiem na przedramieniu.
Juz pierwsze cwiczenia mialy mi uswiadomic to o czym oczywiscie wiedziałem - sekator, sekator i jeszcze raz sekator - to jedyne narzedzie do walki z linkami pod woda. Ale o tym dalej.

Nastepny etap to proba znalezienia butli 4 lub 6 litrowych do wspomnianej konfiguracji sidemount. I tutaj poległem.
Nikt ze znajomych takich nie ma, a w zaprzyjaznionych centrach nurkowych rowniez brak.
No klops...
Na szczescie Majki zaproponowal, ze da mi swoje a sam cos dla siebie wymysli.

Nadszedl sadny dzien, sobota rano...
Nie wspomne o tym, ze przez kilka dni poprzedzających warsztaty miałem koszmarne sny...
Ze sie zapodzialem, ze się zaplatalem, ze to bardzo, bardzo zly pomysl myslec o włażeniu do zalanej woda dziury... Bardzo zly...

No dobra ale wracam do soboty.

Majki powital mnie jak starego znajomego - mimo ze widzial mnie pierwszy raz w zyciu. Herbata, cytryna, miekka kanapa i ogolna atmosfera jak u cioci na imieninach.
Te sielanke zaklucaly tylko wtracane w trakcie opowiadania o procedurach jaskiniowych uwagi:
- jesli zrobisz to tak a tak to zginiesz
- jesli to zaniedbasz to jestes trup
- jesli sie zapomnisz i spanikujesz to nie zyjesz
- jesli spieprzysz tamto to zabijesz caly zespol
- nurkujesz autonomicznie i inni mogą być tylko swiadkami twojej smierci, nikt ci nie pomoze, jestes tam sam i sam musisz wszystko przezwyciezyc...

No mowie wam, herbatka jakos nabrala dziwnego smaku a cytrynka dziwnie zrobila się kwasna...
Awaria krytyczna receptorow smaku - tak pewnie okreslil by to Majki. Nie powinna się zdarzyc ale jak się zdarzy to moze mnie zabic.
Zaczalem nerwowo nabierac powietrze i wstrzymywac oddech na dłuzej. Chcialem oszczędzać gazy a jeszcze nadal siedziałem na kanapie...
Niby wszyscy o tym wiemy ale jak się slucha opowiesci człowieka, ktory zna to z autopsji i wykonal iles tam setek nurkowani w ekstremalnych warunkach - to zaczyna dzialac na wyobraznie.

Moim zdaniem sluszne kladziony jest nacisk na te wszystkie zagrozenia a nie na czarowanie wizjami bajkowych scenerii nurkowych.
Majki od czasu do czasu wspominal o kolejnych zagrozeniach przy jaskiniowych eksploracjach.
Ja miałem coraz wieksze oczy...

Jeszcze tylko procedura planowania i zarzadzania gazami.
Wyliczanie czasow i dystansow. Gospodarowanie depozytami.

Po tym wykladzie ruszylismy nad zwirownie - jedna ze slynnych Garwolinskich Cenotow.
Wyobrazalem ja sobie inaczej. Myslałem, ze to bedzie szczelina w ziemi z odrobina wody na dnie. Zaskoczony bylem na plus. To taki staw nad, ktory jedzie się z wedka, spokojnie posiedzieć i pogapic w wode.

Przyszla pora na praktyczne cwiczenie tego co mamy zrobic pod woda (a raczej to ja mam zrobic). Ta czesc to poreczowanie w krzakach i miedzy drzewami + kamienie i narysowany na ziemi kontur jaskini.
Poreczowanie, metoda francuska i amerykanska. Robienie jumpow, czyli odplyniec i stawiania nowej poreczowki od poreczowki głownej.
Zaplatywanie w poreczowka i wycinanie się z niej z zachowaniem ciagłosci liny.
Poszukiwanie zagubionej poreczowki i plan wykonywania tego wszystkiego pod woda.
Caly czas Majki zwracal mi uwage na arcywazna czesc wszystkich działań - caly czas mam pilnowac kompasu i korygowac azymuty.
To tak się wydaje, ale wszystko to zajeło nam caly dzien!

Zrobil się wieczor i przyszla ciemnosc...

Zgodnie z planami mielismy wykonac nurkowanie nocne by jeszcze bardziej zblizyc sie do warunkow realnych.

Pora przygotowac sprzet, przebrac sie i do wody...

Nowa i troche egzotyczna dla mnie konfiguracja sidemount okazala się nadwyraz wygodna. Dwie butle pod pachami i regulacja pływalności samych suchym skafandrem da sie opanowac. Do tego kask z dwoma swiatłami na glowie i lampa w rece.
Myslalem ze bedzie gorzej.

Przystapilismy do realizacji planu nurkowania.

- Poreczowanie - poszlo mi jako tako. Problemem bylo wynajdowanie punktow zakotwienia. Mulilem strasznie i widoczność spadala do 0. Miałem problemy z odczytaniem przyrzadow.
Ale to i tak maly miki.
Aha, na samym początku zamotałem się w poreczowke - dalem rade się wyplatac...
Aleze mnie sprytek.
Niby banalne zadanie ale jeśli jednoczesnie trzeba pilnowac azymutow i przestawiac tarcze kompasu to robi sie ciekawie. Do tego dochodzi koniecznośsc pilnowania manometrow i zmienianie automatow z ktorych sie oddycha.
No... zaczyna brakowac glowy i rak do robienia wszystkiego naraz...

- Nastepne cwiczenia to symulacja awarii oswietlenia i plywanie na backupowych latarkach - przyzadowkach. Caly czas pilnujac poreczowki i zarzadzania gazami...
Poszlo...
Dalsze poglebianie awarii - plyniecie calkowicie bez swiatel. Tu się pogubilem, chwila nie uwagi. Stracilem poreczowke i nie moglem jej odnalezc - pierwszy raz zginalem...

- Kolejne cwiczenie czyli robienie jumpa. Mialem przymocowac nowa poreczowke do istniejacej. Odplynac w wirtualny nowy korytarz, postawic nowe punkty do poreczowki i wrocic.
Wszystko ok, tylko, ze przekombinowałem i zle oznaczyłem kierunek powrotu do wyjscia z jaskini. Tak zginalem 2gi raz...

- Nastepne cwiczenie to zagubienie głownej poreczowki. Postawienie punktu mocowania nowej poreczowki i odnalezienie zagubionej linii zycia. Poleglem calkiem. Zerowa widocznosc, dno pokryte takim mulem, ze nie wiedziałem czy go dotykam, czy jeszcze jestem w toni.... 3ci raz zginalem.
Tak przy okazji przyszla mysl "a wiec to tak sie umiera..."
Nawet nie było zlosci tylko taka cholerna bezradnosc...

- Pora na deser czyli zaplatanie sie w poreczowke, wyciecie z niej z zachowaniem ciagłosci. A nastepnie zabezpieczenie odcinka dla reszty wirtualnego zespolu.
Tutaj dalem rade o tyle, ze wycialem sie, zabezpieczylem ciaglosc a nastepnie... uwaga! Odcialem poreczowke w zlym miejscu!
Tym razem przezylem ale MOGLEM ZABIC CALY ZESPOL ZA SOBA!
Tak wlasnie w ulamku sekundy zabija się przyjaciol... Daje do myslenia!...

- Czekalo mnie jeszcze cwiczenie z plywania bez maski przy calej poreczowce w te i wewte. I tu sie zawachalem. Nie zdazyłem przecwiczyc zdejmowania pod woda, nie byłem pewien jak to zrobic. Problemem jest kask na glowie i automat w ustach.

Koniec powietrza (rezerwa) i koniec nurkowania. Na powierzchni jeszcze podpowiedz ze strony Majkiego jak zdejmowac maska w kasku.Wracam pod wode, zdejmuje maske zgodnie ze wskazaniami... jednak sie dalo.

Po wszystkim omowienie nurkowania i oczywista konkluzja Majkiego.
Gdyby to bylo nurkowanie realne - bylby to spacer na cmentarz.
Nie jest zaskoczony bo takiego obrotu sprawy się spodziewal.
Ja mam poczucie solidnie przepracowanych warsztatow.
Wiem, ze nic nie umiem - to pierwsza moja samoocena. Wiem rowniez, ze chce szkolic sie dalej...
Nie namawiam nikogo na jakiekolwiek "cave", bo to trzeba zdecydowanie chciec.
Majki, powiedział ze ludzie poddaja się czasami przy pierwszych cwiczeniach pod woda. Potrafie ich zrozumiec. Nic na sile...

Moim zdaniem jesli ktos wchodzi do jaskini bez odpowiedniego nastawiania psychicznego i treningu to igra z zyciem...
Wiem, wiem, banal i truizm...
Ja bardzo lubie nurkowania nocne i podlodowe, ALE LUBIC TO ZA MALO...
W jaskini nasze umiejetności moga byc zweryfikowane doslownie w ciagu sekundy.
Jednej cholernej sekundy...

No i pora na napisy koncowe.
Wielkie dzieki dla Majkiego za cierpliwosc i bezinteresowna chec przekazania wiedzy!
Jestes wielki, a co tam, ze lukier...

Ps. mam nadzieje, ze z wyjazdu do Winnicy bede mogl przywiezc zdjecia pod i nadwodne.
I, ze przydam się jako czesc supportowa.

W zalaczeniu kilka fotek Cenota :-) - wykonane w ostatnia niedziele.

[/img]

[/img]



Mam nadzieje, ze jesli cos pokielbasilem w opisie to Majki to wyjasni i opatrzy odpowiednim przypsiem...
Wiecie jak to jest - chcialem dobrze a wyszlo jak zawsze...

pozdrawiam
Mateusz

Slawek O - 12-09-2007, 02:26

Pozwolisz, ze napise tylko jedno slowo o fotach: niesamowite...

Pozdro,

Jaga19 - 12-09-2007, 05:35

mateuszwarszawa napisał/a:
No mowie wam, herbatka jakos nabrala dziwnego smaku a cytrynka dziwnie zrobila się kwasna...

Czułam ten dreszczyk podczas Twojego opowiadania, jakbym siedziała na tej kanapie obok Was.

Podoba mi się Twoja realna ocena swoich możliwości i to, że miałeś przy sobie kogoś, kto był jak Anioł Stróż.

Pouczająca relacja, przepiękne fotki.

Pozdrawiam

nseal - 12-09-2007, 08:38

Świetna relacja :)

Pozdrawiam

D@rek - 12-09-2007, 15:37

super
jadę w weekend śficyć to samo ciekawe ile razy zginę :(
Już czuje niezłą walkę z materią lub jak kto woli z konfiguracją .
Do zobaczenia w krótce :)

martin - 12-09-2007, 15:39

D@rek napisał/a:
ile razy zginę


Mase :) Taki urok tych cwiczen :)

grzegorz - 12-09-2007, 20:05

MateuszWarszawa,napisz jakim sprzętem robiłes zdjęcia,bo wg. mnie(sorry,dla mnie)sa zaje.....ste
pozdrawiam
Gzegorz

mateuszwarszawa - 12-09-2007, 21:29

Witam,
Dziekuje wszystkim za cieple komentarze...
Mialo byc o jaskiniach a zaczyna byc o zdjeciach... he, he...

nseal:
To miedzy innymi Twoja relacja zmobilizowala mnie do dzialania, wiec to po czesci przez Ciebie! :-)

darek:
Ja zginalem kilka razy jeszcze w czasie cwiczen na powierzchni.
Tych nie liczyłem. Pewnie i tak bedziesz mial lepszy bilans niz ja...
I do zobaczenia!

grzegorz:
Te zdjęcia robilem zestawem. Canon D20 + 16-35 2.8.
Jednak odpowiedzia na Twoje pytanie nie jest prawdopodobnie opis sprzetu.
Ogromne znaczenie ma tutaj obrobka. A to juz jest inna bajka i temat na oddzielny elaborat... :-)
Zajmuje się miedzy innymi, za przeproszeniem fotografia komercyjna i postprodukcja...
Mam nadzieje, ze to Cie troszke uspokoi. To nie jest takie latwe...

Wracajac do tematu jaskin.
Ostrze sobie zeby na plan zdjeciowy z krystalicznie czysta woda! no i oczywiscie ze swietnymi modelami! A tych mam zagwarantowanych...
W oczekiwaniu na fotorelacje z wyprawy do Winnicy, zalaczam kilka moich fotek podwodnych na zaostrzenie apetytu...
A co tam! Jak szalec to szalec... :-)


Kto wie... może i w tamtych warunkach cos da się zwojowac?
Pozdrawiam
Mateusz

[img][img][/img] [/img]

[img][img][/img][img][/img]

[img][/img][/img]

[img][/img]

Przemo_C - 12-09-2007, 21:44

Te podwodne fotki, też tą elką robiłeś ? Jak to się spisuje w fotografii podwodnej? Mam canona z cropem (350d) i przymierzam się do skompletowania osprzętu pod wodę, myślałem o obiektywie 10-22 lub 17-40, ale nie wiem czy 17 nie będzie za wąsko.

Czy zdjęcia z rodzimych cenot to hdr-y?

mateuszwarszawa - 12-09-2007, 22:15

Juz wyjasniam :-) ,

Przemo_C:
Te zdjecia podwodne robilem starym dobrym D300 + kitowy 18-55 + obudowa ikelite + swiatla - stare analogowe ikelite (bez ttl).
Nie mam odwagi brac pod wode drogiego sprzetu (nie wspomne o srednim formacie).
Zreszta nie wiem czy sa obudowy do sredniego formatu....?
Moim zdaniem nie warto brac L pod wode. W zupelnosci wystarcza 10-22. Zwlaszcza przy aparacie z "cropem".
Koszt utraconego ewentualnie sprzetu nie porownywalny a efekty zblizone (upraszczam by nie wdawac sie w szczegolowe dywagacje na temat sumy bledow optyki + obudowa / domeport).

Tak, powierzchniowe na bazie "szybkiego" hdr.

pozdrawiam
Mateusz

Przemo_C - 13-09-2007, 09:41

Poznałem kiedyś na łodzi w Egipcie, gościa który miał 5D+17-40L, obudowa i dwie lampy ikelite, był fotografem amatorem. Gdy zapytałem czy nie obawia się zalania, lub innego rodzaju zniszczenia sprzętu stwierdził, że ubezpieczył sprzęt od takich zdarzeń, tłumaczył, że taką polisę można wykupić w przypadku prowadzenia działalności gospodarczej związanej z foto (pewnie wystarczy odpowiedni wpis w zgłoszeniu).
I to jest chyba jedyne rozsądne rozwiązanie (jego sprzęt to coś koło 30tyś. PLN).

O średnim formacie pod woda nie słyszałem, raczej nie ma takiej potrzeby, widziałem zdjęcia z Nikona D200 i ze wspomnianego 5d, ich jakość powalała na kolana (co oczywiście głównie było zasługą fotografów).
Strasznie mnie kręci fotografia podwodna, na razie bawię się małpkami i zbieram kasę na obudowę do 350-tki.

mateuszwarszawa - 13-09-2007, 12:01

No prosze,
nawet nie wiedzialem, ze jest mozliwosc ubezpieczenia sprzetu w ten sposob...
Ale jesli tak mowil to pewnie tak jest.
Pociesze Cie, ze widzialem zdjecia robione malpkami (w tym i podwodne), ktore rowniez powalaly na kolana.
Tak jak napisales, to jest w znacznej mierze kwestia myslenia o zdjeciu a dopiero potem sprzetu.

pozdrawiam
Mateusz

tomek Sienicki - 13-09-2007, 13:08

Cytat:
Gdy zapytałem czy nie obawia się zalania, lub innego rodzaju zniszczenia sprzętu stwierdził, że ubezpieczył sprzęt od takich zdarzeń, tłumaczył, że taką polisę można wykupić w przypadku prowadzenia działalności gospodarczej związanej z foto (pewnie wystarczy odpowiedni wpis w zgłoszeniu).


Nie za bardzo w to wierzę. Sprzęt elektroniczny, owszem, można ubezpieczyć bez problemu, lecz należy dokładnie przeczytać Ogólne Warunki Ubezpieczenia, szczególnie rozdział "wyłączenie odpowiedzialności". Bez tej wiedzy mozna przeżyć niezłe rozczarowanie.

--
tS

Przemo_C - 13-09-2007, 13:24

Cytat z artykułu "Bezpieczne wakacje" Autor: Piotr Dębek z www.fotal.pl

"Większość ubezpieczycieli nie bierze odpowiedzialności za sprzęt komputerowy i nośniki danych. Oznacza to, że nie otrzymamy równowartości utraconych kart pamięci, image tanków czy notebooków zabranych w celu archiwizacji zdjęć i filmów (wyjątkiem od tej reguły jest polisa Holiday Charter Plus i do pewnego stopnia omówiona wyżej oferta Generali - Lew Podróżnik). O ile standardowa umowa polisy PZU Wojażer czy Hestii Podróże wystarczy użytkownikowi taniego kompaktu, o tyle właściciele drogich lustrzanek uzupełnionych o wysokiej jakości, kosztowne obiektywy znajdują się w trudniejszej sytuacji. Często ich sprzęt jest znacznie cenniejszy niż maksymalna wartość polisy. Ponadto agenci ubezpieczeniowi, z którymi się kontaktowałem, wskazywali, że uzyskanie zgody na wliczenie tak drogiego sprzętu do polisy wymaga indywidualnych negocjacji i nie zawsze musi być uwieńczone umową, która będzie satysfakcjonowała obie strony. Co paradoksalne, w znacznie lepszej sytuacji są zawodowi fotografowie i filmowcy, którzy mogą wynegocjować indywidualne warunki umowy, odpowiedno dopasowane do potrzeb, celu i długości trwania podróży oraz posiadanego sprzętu. Jeśli amatorowi zależałoby na podobnej, nietypowej polisie, to być może mógłby ją wynegocjować, ale praktycznie zależy to od dobrej woli przedstawicieli ubezpieczyciela. Wniosek z dziesiątek zapisanych drobnym maczkiem stron polis ubezpieczeniowych jest jeden: dobrze jest się ubezpieczyć, ale jeszcze lepiej po prostu uważać i przewidywać potencjalne zagrożenia, by nie musieć korzystać z odszkodowania. "

Przy wartości sprzętu rzędu kilkudziesięciu tyś. pewnie warto pomyśleć o indywidualnym ubezpieczeniu, choć koszty też będą konkretne.

train - 13-09-2007, 13:45

Zdjęcia bardzo piękne.
Gratuluje udanego wyjazdu.

tomek Sienicki - 13-09-2007, 17:33

Cytat:
Przy wartości sprzętu rzędu kilkudziesięciu tyś. pewnie warto pomyśleć o indywidualnym ubezpieczeniu, choć koszty też będą konkretne.


Dalej uważam, że żaden ubezpieczyciel w naszym kraju nie podejmie ryzyka ubezpieczenia sprzętu foto od zalania w trakcie nurkowania. Zbyt wysokie ryzyko i nietypowy zakres odpowiedzialności. Jeżeli stworzyli by warunki szczególne, to wyłączenia były by tak daleko idące, a składka tak wysoka, że ubezpieczenie było by martwe.

--
tS

geojacek - 13-09-2007, 21:53

Rozpocząłem temat, przygotowałem sprzęt na nurkowanie w bunkrze, ale zamiast na nurkowanie trafiłem do lekarza rodzinnego. Po tygodniu jego leczenia wylądowałem w szpitalu z obustronnym zapaleniem płuc. Po 10 dniach pobytu i 26 kroplówkach nareszcie jestem w domu. Ten sezon mam już z głowy, ale z przyjemnością przeczytałem Wasze relacje . Liczę na to, że dołączę wiosną.
Pozdrawiam wszystkich geojacek.
P.S. Relacja z bunkra fantastyczna, czytało się jakbym tam był. Kurs u Majkiego też super, nie mówiąc o zdjęciach.

mateuszwarszawa - 13-09-2007, 22:05

O cholera! Ale ironia losu...
Jednak Majki okazal sie prorokiem... Wytarczyl sam etap rozwazan i przygotowan a juz:
"...jaskinie chetnie pozeraja smialkow takich jak ty" - nie gniewaj sie za zart :-)
Zdrowiej, a tymczasem bede zdawal relacje z dalszych dzialan.
Pozodzenia
Mateusz

oz - 14-09-2007, 04:27

geojacek napisał/a:
Rozpocząłem temat, przygotowałem sprzęt na nurkowanie w bunkrze, ale zamiast na nurkowanie trafiłem do lekarza rodzinnego. Po tygodniu jego leczenia wylądowałem w szpitalu z obustronnym zapaleniem płuc. Po 10 dniach pobytu i 26 kroplówkach nareszcie jestem w domu. Ten sezon mam już z głowy, ale z przyjemnością przeczytałem Wasze relacje . Liczę na to, że dołączę wiosną.
Pozdrawiam wszystkich geojacek.
P.S. Relacja z bunkra fantastyczna, czytało się jakbym tam był. Kurs u Majkiego też super, nie mówiąc o zdjęciach.


Niektórzy kisną, robiąc magisterkę w miesiąc.
Szybkiego powrotu do zdrowia!
Znam Twój ból.

Jaga19 - 15-09-2007, 11:18

D@rek napisał/a:
jadę w weekend śficyć to samo ciekawe ile razy zginę :(

Pomyśl raczej ile razy osiągniesz sukces, czego Ci życzę:-)

bulgard88 - 15-09-2007, 11:41

Świetna lektura. Brdzo fajnie wszystko opisane. Też chetnie bym się wybrał na jakieś warsztaty, ale jaskinie to jeszcze nie mój poziom. Może za jakieś 100 nurków albo może 200.
nseal - 16-09-2007, 10:42

Piątek, 14.09.2007, późny wieczór.

Nareszcie weekend… ludzie sposobią się na piątkowe imprezy. W większości mieszkań unosi się zapach perfum, słychać szelest żelazek przesuwających się po tkaninach i brzęk flaszek pakowanych w plastikowe reklamówki.

W jednym z mieszkań na warszawskim Tarchominie, skulona postać siedzi w pokoju obłożona cybantami, linkami i sprzętem nurkowym wszelkiej maści próbując w miarę bezboleśnie poskładać z tego konfigurację jaskiniową z sidemount. Szczególnie dużo uwagi poświęca przekształceniu kasku budowlanego kupionego w Castorama Diving Shop za 16pln w „fulprofeszional kejw dajwing ekłipment”. Ok. 22 wszystko zdaje się być gotowe, butle sklarowane, sprzęt zapakowany do bagażnika auta drzemiącego na parkingu a tajemniczy jegomość zamiast oddawać się hulaszczej zabawie i rozpuście idzie grzecznie spać.

Sobota, 15.09.2007, środek nocy.

O 4 rano (sic!) budzik brutalnie przerywa jego sen. Mrucząc przekleństwa jednak zrywa się z łóżka. Szybkie śniadanie, ciche zejście do garażu i rusza w drogę do Józefowa. Tam do auta wsiada kolejna osoba. Cicho ruszają i rozpływają się w mroku…


„Witaj wesoła przygodo”

Spośród pytanych osób tylko Paweł zdecydował się spędzić pół dnia w aucie, uwalić błotem i nosić część moich gratów - mimo iż sam nie nurkuje. Innym zabrakło woli by stawić czoła przygodzie Cóż, ich strata. Pakuje do auta plecak i ruszamy w dalszą drogę… przed nami ok. 3h jazdy.

Droga jak to droga, w większości rozkopana. Euro 2012. Na szczęście o tej porze ruch jest minimalny, kilometry lecą szybciutko przy dźwiękach płyty „Ellodia” Lacrimosy.

Około 8 docieramy na miejsce. Chwilę kręcimy się po okolicy, w końcu parkujemy auto. Mimo gróźb Omeny i Zubilewicza pogoda jest całkiem całkiem. Zachęceni tym faktem wyłazimy z auta i rozpoczynamy poszukiwania wejścia do jaskini – póki co „na lekko”.

Poszukiwania… mhmmm… wstydliwy temat. Majki zastawił namiary GPS, ale jakoś krzywo je wpisaliśmy, co zaowocowało zwiedzaniem okolicy przez kolejne 1,5h. W końcu pozostało tylko ostatnie wyjście – „telefon do przyjaciela”. Majki w krótkich żołnierskich słowach wskazuje nam jak dotrzeć do wejścia, przy okazji udziela wskazówek. Biegusiem ruszamy i po kilkunastu minutach odnajdujemy wejście. Wracamy do auta, nakładam na siebie graty i człapiemy do wejścia.

Wejście jest dość niskie, Majki to zapowiadał. Dalej czekać ma na nas stosunkowo wygodny korytarz. Już w tej chwili stwierdzam że rada Majkiego „daj sobie spokój z twinem, zmasakruje Cię. Załatw sobie boki 4l albo pożyczę Ci swoje” była bezcenna. Na dzień dobry musiałbym tego twina wciągać do dziury. Chwilę potem przypier… głową w strop słyszę drugą radę „stanowczo zalecam użycie kasku, zwłaszcza w części suchej”. Noooo przyjacielu, dobrze że Cię posłuchałem. W przeciwnym wypadku miałbym w tej chwili łeb jak po półfinałach K-1. Korytarz się stopniowo robi wyższy, na dnie zalega sporo błota, strop się czasami obniża, co czuję zaliczając regularnie dzwona, na szczęście hełm spisuje się ok… poza tym że lata mi na głowie. Kilka odnóg, sprawdzamy wszystkie, by nie przeoczyć niczego, ale wyglądają na wnęki z których wydobywano urobek – są ślepe.

Myśl: "Ależ superrrr!!!" Dotąd łażenie po jaskiniach ograniczało mi się do turystyki. Tu nie ma przewodnika, kładek, turystów, elektryczności. Tylko cisza, chłód, błoto i my. Docieramy do kamienia blokującego 2/3 szerokości korytarza. Muszę zdjąć uprząż z płytą, inaczej się nie przecisnę. No kurcze… już sobie wyobrażam jak targam tu twina. Masakra! Kawałek za przewężeniem po przejściu którego wyglądam jak bym rozkopywał groby, trafiamy na szyb prowadzący na dolny poziom. To nie dla nas – brak sprzętu i umiejętności. My musimy trawersować otwór szybu… w sumie nic trudnego, ale trzeba uważać – nieuważny krok i lądujesz na dole. Po ostatnim locie w życiu. Po raz trzeci dziękuję w myśli Majkiemu – podawanie twina nad tą wąską półeczką to proszenie się o kłopoty. Po kilku minutach graty i my obaj jesteśmy po drugiej stronie. Woda! Jest! Jest! Syfony! Szybki rekonesans, namierzamy dwa pierwsze syfony, trzeci się cholera gdzieś ukrył. Nic to, przypinam butle, rozwieszam automaty i siup do pierwszego syfonu…

Zaczynam od staropolskiego „Nooooooszzzzz kurrrrrr…. mać! ” :blabla: Jestem niedoważony na maksa! Sądziłem że płyta wystarczy. Właśnie, sądziłem… Efekt jest taki że by się zanurzyć muszę oddychać, jak to kiedyś określił na sekcie Paweł Poręba ,„w dolnych rejestrach płuc” (Sly, druhu serdeczny, pozdrowienia dla Ciebie :) ). Woda krystalicznie czysta, patrząc teraz z perspektywy kilku godzin to niby nic szczególnego – mała sadzawka, ale atmosfera miejsca i przejrzystość wody sprawiają że jest superrrr. Potem kolej na syfon II. Mhmmm… kwestia troszkę trudniejsza. Lustro wody znajduje się około metra niżej. Taka studnia z wodą, która swoją przejrzystością zdaje się prosić „come to me”. No cóż, „raz Białemu śmierć”. Siup i wślizguję się do tej studzienki. Głęboki wyyyyydech (niedoważenie) i zanurzam się. Woda klarowniejsza niż w basenie na Inflanckiej (dno na pewno czystsze :) ). Ok. 3 m poniżej powierzchni wody studnia przekształca się w korytarzyk, niestety zasypany. Mnóstwo niedużych kamieni. Spostrzeżenie – kask powinien mieć otwór na szczycie. Niby oczywiste, ale nie pomyślałem o tym w domu – w rezultacie po dwóch - trzech wydechach muszę wypuszczać spod kasku powietrze, bo lewituje mi nad głową.

Obiecałem że spróbuję to odgruzować, więc zaczynam pracę… niestety, brak balastu bardzo to utrudnia. Chcąc nie chcąc muszę się po kilku minutach poddać. Wynurzam się do powierzchni…
No tak. Wpaść w tę studnię było łatwo. Teraz trzeba z niej jakoś wyjść. Podaję Pawłowi butle, płetwy i na rozpórkę wyłażę mozolnie z wody.

Uff… no to debiut jaskiniowy mam za sobą :)

Dzielimy się z Pawłem moim ekwipunkiem i wracamy do świata, w którym świeci słońce. Ubłocony niemiłosiernie, spocony jak szczur ale z uśmiechem od ucha do ucha wyłażę na zewnątrz, ciągnąc ze sobą butle.

Po kilku minutach, przy aucie, zagościł w mej głowie jeszcze jeden pomysł racjonalizatorski – trzeba w bagażniku wozić folię. Co prawda w razie kontroli policyjnej, przy mojej fryzurze i ogólnej aparycji, będę się musiał długo tłumaczyć z tej folii, ale dzięki temu może uniknę wożenia luzem góry błota poprzetykanej elementami wyposażenia nurkowego.

Refleksja końcowa?

Oj było warto. Super miejsce – począwszy od samego nurkowania, przez jaskinię w części suchej aż po otaczający nas krajobraz. Kurde, nawet samochód mniej mi spalił niż zwykle  Trudno sobie wyobrazić lepszą formę spędzenie soboty.

Wnioski na przyszłość:

Nurkowanie w jaskiniach jest cool Już samo wejście pod ziemię jest niezwykłą frajdą. Zupełnie inne problemy logistyczne i ich rozwiązywanie – to kolejna atrakcja. No i ta krystaliczna woda…
Kilka kwestii dotyczących wyposażenia wymaga korekt, najlepiej po konsultacji z osobami zajmującymi się tym dłużej. Po co wyważać otwarte drzwi?

Na koniec chciałbym podziękować osobom które przyczyniły się do tego, że miałem tak zajebiście spędzoną sobotę:

Majkiemu – za całokształt: namiary, sugestie i rady, pomoc wszelaką i super przyjazną postawę. Mam nadzieję że wkrótce będzie okazja spotkać się i zanurać razem 
Oskarowi – za pożyczenie mi butli.
Pawłowi – za poświęcenie swojego czasu i niezbędne wsparcie logistyczne.
Tym którzy to przeczytali - za cierpliwość

mateuszwarszawa - 16-09-2007, 13:41

Brawo! :-)
no prosze, to sie rozhulales z tymi jaskiniami...
Bardzo fajna relacja. Czekam na nastepne...

Tymczasem ja szykuje sie na Winnice...

Kupilem sobie do bagaznika taka gumowa wkladke - dywanik.
Kosztowala relatywnie niewiele, a zmiana jakosci wozenia sprzetu ogromna! Namawiam.

http://aukcja.onet.pl/sho...num%5B52%5D=all

pozdrawiam
Mateusz

Mania - 16-09-2007, 13:56

Jak moge cos poradzic to od razu zerwij z tej maty te antyposlizgowa czesc. To sie niestety szybko rwie i potem takie male, czarne kawalki czepiaja sie wszystkiego
:D

Nseal - super opowiesc!!!
Mania

nseal - 17-09-2007, 09:21

mateuszwarszawa napisał/a:

Tymczasem ja szykuje sie na Winnice...


Jak dobrze pójdzie i mnie w robocie nie uziemią w przyszłym tygodniu, to będzie okazja pogadac przy browcu, bowiem też się szykuję na Winnicę :)



[ Dodano: 17-09-2007, 10:36 ]
Mania napisał/a:

Nseal - super opowiesc!!!


Maniu, dziekuje bardzo za mile slowo :)

Pozdrawiam Was wszystkich i znikam na tydzien sie urlopowac - niestety raczej bez nurkowan, chyba ze mi sie uda wyhaczyc lokalne centrum nurkowe na Krymie. A byloby warto, ponoc troche zelastwa tam lezy... tylko dosc daleko od miejsca gdzie bede.

Jaga19 - 17-09-2007, 09:36

nseal napisał/a:
Tym którzy to przeczytali - za cierpliwość

Przeczytanie kolejnej Twojej relacji to czysta przyjemność.
Zapowiada się, że oprocz relacji z wypraw alpinistów i żeglarzy, zacznę czytywać Twoje.

Pozdrawiam.

aleXandra - 17-09-2007, 10:39

Świetna relacja. Znakomicie się czyta... :)
Wracaj szybko z tego urlopu, bo już nie mogę doczekać się Twoich kolejnych sprawozdań.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group