| |
FORUM-NURAS Froum dla nurkujących i nie tylko ... |
 |
OPOWIADANIA NURKOWE - NUR
TomS - 20-10-2007, 23:57 Temat postu: NUR Wyrwał się kilka kopnięć do przodu machając rękami jak zachwycony dzieciak macha swoim idolom podczas wyścigów F1 (z podobnym zresztą skutkiem) jednak najwyraźniej poczuł się nieco samotny bo zaraz niepewnie się rozejrzał, czy płynę za nim. Niestety. Czy nie zauważyli czy też nie chcieli widzieć – trzy czarne sylwetki śmignęły tuż obok w towarzystwie charakterystycznego, cichego wizgu, ustawione w nienagannym kluczu; przynajmniej z punktu widzenia pilota. Zapatrzeni jak sroka w gnat przeżywaliśmy te chwile, kiedy nurek wstydzi się swoich skądinąd całkiem dobrych automatów. Odprowadziliśmy sylwetki wzrokiem aż do momentu kiedy zniknęły w otworze. Nasz plan zakładał jeszcze 20 minut na tej głębokości jednak frustracja tym razem spowodowała, że było tak jakoś... nudno. Poza tym co tu robić z kolesiem, który planuje maksymalną głębokość na piętnaście metrów w miejscu, gdzie dno zaczyna się na dwudziestu a pierwsze atrakcje turystyczne są na co najmniej trzydziestu, bo się „niepewnie czuje”. Nie „źle” bo ma katar czy coś... po prostu – niepewnie. Mając P3. Tragedia.
***
Śmieszne spotkanie. Doszedłem nad brzeg o świcie, słonko jeszcze nie wzeszło ale pogodny brzask poranka zwiastował kolejny piękny dzień. Za godzinę nurek, póki co śniadanko się układa.
- Jo, Ziom! Siema!
Odwróciłem się pod wschodzące właśnie słońce w kierunku Głosu. Nie mogłem mieć wątpliwości do kogo to. Byłem tu sam... no i ten Głos... Spostrzegłem wśród odblasków wschodu długi wąż i charakterystyczny kształt „frejmlesa”. Po chwili cała reszta do Głosu bezszelestnie pojawiła się na brzegu. Kolo z metr-dziewięćdziesiąt, potężny "kark". No co tu dużo gadać – z katalogu Halcyon’a. Kamizelka z kapturkiem, kąpielówki, płyta alu z kieszeniami na balast, singielek alu, Jety, Apeksy, hid itd... Wyjątkowo zadbany, nowoczesny sprzęt. Zrzucił to wszystko niczym lekki plecaczek tuż obok mnie, strymował węże i zgrabnym ruchem pozbawił się kamizelki. Taaak... siłownia... ze 4 razy dziennie... Na kudłatej klacie błysnął szlachetnie i wyjątkowo wyzywająco złoty kajdan: łańcuch grubszy od mojego kciuka a na środku ozdobnik – ze sto gram złota odlane na kształt symbolu amerykańskiej waluty. W zasadzie zdublowany. Takie jubilerskie „3D”. No pierwsze wrażenie piorunujące. I został: „Kajdan”; choć nikt o tym nie wie. Tylko po co On się rozbiera przed wejściem??
- A no witam.
- Mów mi Wawelski. Taka ksywa. Wiesz, stara ale sie przyzwyczaiłem. Nie pytaj skąd. Kiedyś Ci powiem, jak będziemy przyjaciółmi. Czyli pewnie już w środę! Ha ha! No bo będziemy, nie?
Ale jazda. I co tu takiemu powiedzieć? Jak się zeźli to będzie wypadek nurkowy przed nurkowaniem...
- Niezły sprzęcik.
- Sie wie! No moja nie narzeka! He he!
- Ten na ziemi mam na myśli...
- A?! No! Też sie wie! Nurasz Ziom?
- Za godzinkę.
- E, no git. To dokąd płyniemy? Bo w nocy byłem nad Krążownikiem...
Krążownik zaczyna się od 40 metrów, może będzie dobrze...
- Hmm? Nie za krótka przerwa?
Mam kurde nadzieję, że jednak za krótka...
- Spoko, da sie rade.
- No to bądź za pół godziny, idę po sprzęt.
- Tu poczekam. Ładnie tak jakoś…
Romantyk??
- Zmarzniesz. Może idź się ubrać?
- E, luzik. Czekam.
Odchodząc bezwiednie omiotłem wzrokiem jego błyskotkę. Tym razem to zauważył bo, niemal do siebie, mruknął:
- Nogi mi opadają, to taki trymer, wiesz do robienia trymu...
Taaa. Wiem. Mnie też opadają, zaraz po rękach... balast ze złota... Pozer! A może optymalizator? Uhahałem się w duchu, w końcu słonko pokazało co potrafi z rana i troski poszły won.
No nic. Założyłem suchacza (miękki taki jestem poniżej szesnastu stopni wody i powietrza) i resztę koncepcyjnie przystającą do sprzętu Kajdana, Wawelskiego znaczy się. Przynajmniej dobrze, że to nie zwolennik podnoszenia pachy na „weź sobie”.
Wracam.
- Gotowy?
Zatrzymał mnie i dokładnie, niemal z matczyną troską sprawdził cały mój sprzęt, test bąbli itp. Zanosi się na spokojne nurkowanie... Sprawdziłem i jego.
- To dokąd? - pytam.
- Może nad Towarowy?
- Stary! Z singlem na sześćdziesiątkę?
- Jaką sześćdziesiątkę, Ziom?
- No, tyle jest przy kominach... Mówiłeś, że byłeś na Krążowniku a Towarowy jest sporo głębiej...
- Co Ty, Ziom. Byłem NAD Krążownikiem. Zaliczyłem w nocy 12 metrów i mam jeszcze pół flachy.
No to po nurkowaniu..!
Co On robił tam na dwunastu metrach?
- Co robiłeś tam na dwunastu?
- Oglądałem rybki.
- Co??
- Rybki Ziom, takie podwodne.
O żeszsz kurr...
- To co w takim razie?
- Może nad jaskinie?
- No dobra. Wejście jest na trzydziestu dwóch, trzech. Wpłyniemy pierwsze dziesięć do rozwidlenia i powrót. OK?
- Nie Ziom. Niepewnie sie czuje jakoś.
- Jaki masz stopień? Owudziak??
- Półkownik.
- Ale nurkowy?
- No mówie Ziom: pe-trzy i dwa spece.
- A! Militarysta?
- Tak jakoś... paintball w plenerku...
- No dobra. Pokręcimy się zatem do piętnastki, może "coś się wydarzy" w toni...
OK?
Pokazał kółeczko i zanurkowaliśmy. Szok. Kolo jak by miał przed sobą manuala do fundamentalsów. Aż się poczułem nieswojo...
W oddali dostrzegłem trzy długie sylwetki. Za długie na nurków, za nierówne na ryby, zero bąbli, zero ruchu poza postępowym... Pokazałem Wawelskiemu. Zbliżały się dość szybko, w końcu śmignęły tuż nad nami...
***
Nie wiedziałem jak kontynuować rozmowę. Jeszcze trudniej było odejść. W końcu nie był niczemu winien, ale ja, podobnie jak moi poprzednicy, nie miałem zamiaru więcej wchodzić z nim do wody (o ja naiwny) i podobnie jak inni nie miałem zamiaru przyznawać się do tego nurkowania, w ogóle do całej tej znajomości. Dziwne uczucie, bardziej podświadome niż wyrachowane. W końcu Kajdan okazał się szalenie uprzejmy i bezinteresownie uczynny, aż onieśmielająco. Nurkuje, hmm... wzorcowo. Ale ta cholerna granica "złego samopoczucia"... Jak on zrobił tego półkownika..? Pewnie, swoim zwyczajem, zagadał egzaminatorów; gdy prostą odpowiedź na pytanie medyczne zaczynasz mylić z geometrią z powodu ilości parabol a wielopoziomowe dywagacje doprowadzają do rozpaczy to zrobisz wszystko aby "zakończyć". Tak było i ze mną. Plótł coś o potrawce z dzika jego mamy po tym jak dobry kwadrans temu zapytałem go gdzie kupował swój sprzęt do nurkownia.
- Gdzie robiłeś uprawnienia?
- W stolycy.
- Pokażesz plastik? nigdy nie widziałem takiego...
Znaczy się P3...
- Eee, nie...
- No co Ty?
- Dobra, masz.
I pokazuje mi... P1..!
- Mówiłeś P3...
- No wiesz, nauczyłem sie tego wszystkiego na blache, i P2 i P3 ale podobno nie da sie uzyskać tych uprawnień nie schodząc poniżej pietnastki... no wiesz... a ja źle sie tam czuje... No a skoro i tak nie nurkuje poniżej piętnastu to po jasną cholere mam robić to "dla sztuki" tylko na egzaminie?
- Ale dlaczego mówisz, że masz uprawnienia P3??
- Tak sie czuje. Jak bym miał. Wiem wszystko co potrzeba!
No to pojechał!
- To nie możesz zamiast tego mówić ile masz nurkowań? Doświadczenie też się liczy. Staż. No właśnie, skoro nurkujesz od dwudziestu lat (zaczynałeś chyba mając dziesięć?) to przecież masz tego sporo na koncie, nie?
- Jasne Ziom. Sporo. Spoko do setki dobijam. Ale ciężko jest w tym sporcie o partnera z odpowiednim wykształceniem...
- Jeden nur co dwa miechy?
- Ja tego tak nie interpretuję.
- A to zmienia postać rzeczy... No to ja lecę spać, jutro U-bocik.
- Nara Ziom, złapie cie w sieci!
Durny dowcip, sam się zaplącz. Jak tam dopłyniesz...
***
Ale to nie był dowcip. Proroctwo dotarło do mnie o wiele później i w najmniej oczekiwanym momencie.
Tymczasem lecąc spokojnie na dziesięciu tysiącach z nudów wspominałem Wawelskiego i wszystko z nim związane.
Pamiętam jak dał mi puścić ze swojego laptopa, nota bene nieźle wyczesanej siedemnastki, meila do domu. Pierwszy rzut oka na pulpit był tak nierealny, że nie wywarł w zasadzie żadnego wrażenia. Ale foldery "projekty", "patenty", "głębokie nurkowanie", "obiegi zamknięte", "fizyka kwantowa", "składy graficzne", "kartografia", "fora", "ichtiologia", "do sprawdzenia" itd nie przystawały mi do kolesia nurkującego na piętnaście metrów i większość czasu spędzającego na dbaniu o kondycję fizyczną. Nie wyrażał się nawet jak przystało na absolwenta studiów. No ale co mi do tego. Historia. Wracając do tematu - odpalam Firefox'a a tu w zakładkach osobistych cała galeria linków do słowników, encyklopedii, wyszukiwarek, stron nurkowych i naukowych etc... Niby nic, chwała mu za chęci do samodoskonalenia.
Ale po pewnym czasie, w połączeniu z innymi szczegółami z życia Wawelskiego, jego komputer nabrał dla mnie nowego, wręcz symbolicznego znaczenia.
***
- Widziałeś tych kolesi Ziom? Ale ja im zazdroszczę! Chyba Gaviny, nie? Na pewno Gaviny. Sądząc po odgłosie aku żelowe. Wapna mieli po jakieś półtora kilo. Wiesz na ile to im starczy? Ja wiem... Czyściutka formacja ale prawy kiepsko dawał znaki, prowadzący ich nie widział. Kto ich uczył nurkować? Pozabijają się tam w tej dziurze. Ale ja im zazdroszczę!
- Wawelski, spokojnie, narkoza cię wzięła na powierzchni? - ledwie wyjąłem automat z ust
- Poza tym - "absorbentu" nie wapna.
- Nie brałem eteru tylko nitrox - odburknął.
- Azotowa...
- A..! Nie.
- No to co się tak podniecasz. Tam jest głęboko, niepewnie. Co ty byś tam robił?
- Tam? Nic. Tylko chciałbym być w zespole.
- Jak to? Jak? W batyskafie?
- Nie, na powierzchni.
- Po co??
- Mówił bym im co mają robić i jak. Widziałeś przecież te lebiegi, niedouki. Nie wiedzą, że niebezpiecznie jest prowadzić jedną ręką? Jak ja robiłem prawko to instruktor polecił mi przykleić dłonie do kierownicy plastrem. I nie miałem kłopotów na egzaminie. Na teorii też. Obryty byłem po uszy. Całą noc zakuwałem odpowiedzi do testów mimo impry piętro wyżej. Do rana grali. A muza jakaś popieprzona. Albo im wzmak się przegrzewał. No zniekształcenia, szczególnie basów, nie do zniesienia - jak kolczaste jajko. A rano jajeczniczka z boczkiem i na egzaminek. No mówie Ci Ziom, do jajek boczuś tylko wędzony, nie surowy.
Tak wyglądało pierwsze piętnaście sekund po nurkowaniu trwającym piętnaście minut. I tak cały tydzień bez przerwy. Podczas klarowania, mycia sprzętu, jedzenia nie wspominając o "chwilach na pogawędki" - wyjazd nurkowy zamienił się w interdyscyplinarną dysputę, której powód ani cel nie były istotne. Ba. Nie były znane. Koszmar. Sam nie wiem czemu nie przeniosłem się do innego hotelu... hipnoza? Pewnie Voodoo!
***
A proroctwo? W końcu złapał mnie w sieci... na PW.
iwiki - 21-10-2007, 08:48
REWELACJA!!!! Dzięki!
$$ - 21-10-2007, 09:32
| TomS napisał/a: | | Sam nie wiem czemu nie przeniosłem się do innego hotelu... hipnoza? Pewnie Voodoo! | Jeśli to prawda, to jesteś wyjątkowo spokojny, raczej po kwadransie powiedział bym w y p i e r d a l a j, szacunek za wytrwałość jeśli to prawda.
Powodzenia
VooDoo_73 - 21-10-2007, 10:20 Temat postu: Re: NUR
| TomS napisał/a: | | hipnoza? Pewnie Voodoo! |
mnie do tego proszę nie mieszać
Voodoo (73)
Jaga19 - 21-10-2007, 12:18
Jakbym skądś znała tego facia przedstawionego w opowiadaniu-ten łańcuch, nuranie solo, militarysta,,,,,,,,,czy to ktoś z forum?
Nie,,,,,,chyba zbyt dużą dawkę filmów sobie zaaplikowałam i jeszcze to fajne opowiadanie:-)
VooDoo_73 - 21-10-2007, 12:24
A swoją drogą zaskakująco bohater opowiadania jakoś... się nie rozpoznaje?
M.
$$ - 21-10-2007, 14:27
| VooDoo_73 napisał/a: | | A swoją drogą zaskakująco bohater opowiadania jakoś... się nie rozpoznaje? | A dziwi to ciebie, to postać fikcyjna, czy mógłbym nurkować z ludkiem który ma kłopot z kupnem o-ringa.
powodzenia
[ Dodano: 21-10-2007, 16:24 ]
| Smok napisał/a: | Wysłany: 12-10-2006, 14:28
TomS napisał/a:
Smok, wszystko, co piszesz ma się nijak do mojego pytania...
Dostajesz namiar na źrudło wielu uszczelnień z wielu materiałów w olbrzymiej ilości wymiarów. Kilkanaście stron to tylko O-ringi a jest jeszcze sporo innych uszczelnień np Q-ring. Tamten człowiek służy pomocą , nie chcesz nie pytaj.
pozdrawiam rc |
| Cytat: | Wysłany: 12-10-2006, 14:50
TomS napisał/a:
"Podaj Pan rozmiar to pogadamy..." i tak jest wszędzie, więc przestań się bezsensownie mądrzyć, przynajmniej odpisując mnie, poproszę.
Na garażowej trafiasz do fachowców pomogą jeśli przyniesiesz to zmierzą.
Dlaczego tak się denerwujesz?
pozdrawiam rc |
TomS - 30-10-2007, 22:57
Przeczytaj jeszcze raz całość:
http://forum-nuras.com/viewtopic.php?t=11146
i przestań się wydurniać.
Twoja prawda jest tylko twojsza. Ale nie jest prawdziwa.
|
|