| |
FORUM-NURAS Froum dla nurkujących i nie tylko ... |
 |
OPOWIADANIA NURKOWE - Kurs nurkowy
pawel_fe - 18-12-2007, 04:53 Temat postu: Kurs nurkowy Witajcie
Dopadło mnie obecnie przeziębienie, które wyeliminowało mnie z nurkowania na 3 tygodnie (pierwszy raz od kilku lat nie ma mnie tak długo w wodzie). W związku z tym postanowiłem ponurkować wirtualnie i opisać moje pierwsze kroki nurkowe - może komuś się to przyda.
Wszystko zaczęło się tego dnia, w którym zauważyłem, że coraz ciężej mi się wchodzi po schodach do mieszkania na czwartym piętrze. Dotychczas ignorowałem wszystkie sygnały ostrzegawcze wysyłane przez organizm mówiące o kompletnym braku formy i zdzadzieniu zabiurkowym. Ostatnie lata spędziłem na budowaniu od podstaw mojej małej firmy i tym świetnie tłumaczyłem swoje lenistwo. Ale wewnętrzna potrzeba aktywności powoli przedzierała się do mojej świadomości. Wcześniej dość intensywnie uprawiałem sport, ale kontuzja barku wyeliminowała mnie ze sportu wyczynowego przyprawiając od razu fałdy tłuszczu, gdy zabrakło nagle intensywnych treningów. Cały czas tęskniłem za tym oczyszczającym uczuciem błogości po intensywnym wysiłku i to pozwoliło mi się wydobyć z marazmu. Postanowiłem pójść w kierunku mojej wcześniejszej pasji - pływania. Ale z samym pływaniem też miałem kłopot, bo mam alergię na środki dosypywane do wody w basenach. Zostawały tylko wody otwarte. Ale pływać u nas bez pianki to można góra 3 miesiące w roku. A ja szukałem sportu, który mógłbym uprawić, na codzień przez cały rok. I tak powoli moje myśli skierowały się ku nurkowaniu. Zawsze sport ten kojarzył mi się z niebezpiecznym wyczynem. Zastanawiałem się czy aby to nie kryzys wieku średniego pcha mnie ku zagładzie. Zacząłem czytać intensywnie wszystko, co tylko miało jakikolwiek związek z nurkowaniem. Po kilku miesiącach tego etapu byłem już uspokojony, co do rzeczywistego zagrożenia wynikającego z uprawiania tego sportu i naładowany wiedzą teoretyczną poczynając od konstrukcji automatów na wszystkich możliwych schorzeniach nurkowych kończąc.
Ponieważ zbliżało się lato postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznym i przekonałem rodzinę, że najlepszym miejscem na wakacje będzie ośrodek nad jeziorem, nad którym przypadkowo zupełnie znajduje się baza nurkowa . Zapisałem się na dwutygodniowy kurs podstawowy i z utęsknieniem i obawą czy sobie poradzę czekałem na nasz wakacyjny wyjazd. W końcu wreszcie nadeszła wyczekana data naszych wakacji i udaliśmy się nad wyszukane przeze mnie jezioro. Rodzina zajęła się wczasowaniem a ja grzecznie podreptałem po śniadaniu na pierwsze zajęcia. Schody zaczęły się, gdy miałem skompletować sobie sprzęt. Okazało się, że baza nie dysponuje pianką w moim aktualnym wymiarze. Trochę mnie to dobiło i uświadomiło "nietypowość" mojej sylwetki. W klatce miałem 132 cm a w pasie 110. Takie pianki nie istnieją w typowej rozmiarówce... Cóż - wziąłem największą jaka była i oddaliłem się w pokorze aby ją ubrać. Po wykonaniu wielu karkołomnych wygibasów i na głębokim wydechu udało mi się jakoś wbić w moje gumowe ubranko. Przez kolejne dni kurs przebiegał zaskakująco gładko. Wykłady były ciekawie poprowadzone, a zajęcia praktyczne na szczęście nie nastręczały wielu problemów. Wszystko uległo zmianie pewnego dnia już pod koniec kursu. Tego ranka odbywaliśmy ćwiczenia z ratownictwa polegające na dopłynięciu po powierzchni w ABC i piance do miejsca gdzie znajdował się pod wodą nasz partner, którego mieliśmy ratować, wydobyciu go na powierzchnię z 5 metrów za pomocą jego kamizelki, a następnie odholowaniu 50 m do brzegu i rozebraniu ze sprzętu a następnie wyniesieniu na brzeg. Pierwszy etap ćwiczenia przebiegał bez większych problemów. Zanurkowałem po partnera, wydobyłem go na powierzchnię, a następnie rozpocząłem holowanie. Po chwili zacząłem odczuwać ogarniający mnie niepokój. Oddech mi raptownie przyśpieszył spłycając się znacznie. Straciłem całkowicie siły. Mój partner oddalił się przestraszony sytuacją, a ja miałem problemy z utrzymaniem się na wodzie, bo byłem wyważony na minimalny minus, aby łatwiej zanurkować po partnera. Rozpoczęła się typowa lawina zdarzeń mogąca prowadzić do nieszczęścia. Dużą przytomnością umysłu wykazał się instruktor nadzorujący ćwiczenie i błyskawicznie, (choć wtedy sekundy dłużyły mi się straszliwie) dopłynął do mnie. Wystarczyło dotknięcie przez niego mojego ramienia abym się znacząco uspokoił i pozbierał myśli. Wiedziałem, że są to objawy zatrucia dwutlenkiem węgla - i próbowałem pogłębić i uspokoić oddech... Ale nie jest to takie proste. Zajęło mi to dobre kilka minut po uprzednim rozpięciu pianki, której ciasnota w połączeniu z moim brakiem wytrenowania była przyczyną zadyszki.
Kurs ukończyłem pływając w rozpiętej piance, co było dość ciekawym doświadczeniem - bo nie dość, że taka pianka w takiej konfiguracji działa jak kotwica to delikatnie mówiąc komfort cieplny "lekko" ucierpiał na tym manewrze.
Od tamtego wydarzenia wykonałem kilkaset nurkowań i nie wyobrażam sobie teraz życia bez tego sportu. Cały stres codziennego życia można pozostawić na brzegu i pogrążyć się w cichy świat taktowany regularną pracą automatu oddechowego.
TomS - 18-12-2007, 05:24
| pawel_fe napisał/a: | | Mój partner oddalił się przestraszony sytuacją, |
| pawel_fe napisał/a: | | byłem wyważony na minimalny minus |
| pawel_fe napisał/a: | | taka pianka w takiej konfiguracji działa jak kotwica |
thorne - 28-03-2008, 21:07
Jeszcze niezabardzo to rozróżniam te minusy i w ogóle ale rozumiem ze ten patner zostawił Cię na "pastwę losu"?
|
|