| |
FORUM-NURAS Froum dla nurkujących i nie tylko ... |
 |
OPOWIADANIA NURKOWE - Talibowie atakują!!!
hennessy - 28-07-2010, 14:14 Temat postu: Talibowie atakują!!! Talibowie atakują!!!
A było tak.
Zeszłej niedzieli udaliśmy się z kolegą M. na nurka. A ponieważ do wody trzeba sie pofatygować dwie godziny samochodem, to szczwany plan zakładał wykonanie dwóch nurków. Dojechaliśmy bezpiecznie, w drodze przeprowadzając planowanie i analizując warianty awaryjne, no po prostu podręcznikowo. Przy okazji też przełożyłem M. rękawice w pierścieniach, bo stare sparciały i podciekały, ale za to nowe przeciekły, bo były za duże. Niemniej nie o tym miałem. Dojechaliśmy na miejsce szczęśliwie, jeszcze przed otwarciem bazy, czyli tak za pięć dziesiąta, a tam tłumy i piknik normalnie. Namioty, kampery, auta zwykłe, grille i generalnie szał ciał i uprzęży, imprezka od piątku na całego. Do tego dodam, że ludzie życzliwi, weseli i nie pijani. Po rozpakowaniu i całej papierologii wskoczyliśmy w sprzęt i do wody. Ciekawym doświadczeniem jest pluskanie się w zalewie o temperaturze 18 st.C na 32 metrach i w towarzystwie co najmniej setki nurków równocześnie. Mimo ciemności co chwila błyskają latarki, flesze a obok przesuwają się grupki nurkowaczy nawigujących między beczką, telefonem, helikopterem czy autobusem. Generalnie pierwszy nurek był super, powrót w stylu patrolowym wzdłuż stoku i kilka ćwiczeń. Jednym słowem rewelacyjne rozpoczęcie leniwej niedzieli.
Można zapytać, co z tymi Talibami?!? Ano powoli, powoli dojdziemy i do tego. W sumie powinienem dodać dla określenia klimatu, że zalew jest ograniczony tamą z elektrownią wodną a w drodze komentowaliśmy ostatni sabotaż w elektrowni wodnej w Rosji (kto ciekawy niech przeglądnie doniesienia prasowe – wysadzono kilka transformatorów i zrobiono pożar. Generalnie kłopot…).
Po nurku udaliśmy się do knajpki posilić i popić soczkiem. Soczkiem dlatego, że twardzi jesteśmy i nie dajemy się skusić na flaszkę szato czy innego bierre jak wszyscy wokół. Po obiadku luftu w baniak daliśmy i oddaliliśmy się na sjestę, coby azot opadł i na sadełko się zawiązało, jak mówiono w dawnych czasach.
Przyszedł jednak czas na drugiego z zaplanowanych nurów i M, mamrotał ciągle, że przy autobusie to koniecznie szczupak musi być, a w ogóle to zdeponować stejdża trzeba w ramach ćwiczeń i co to jest za nurek bez helikoptera… Zapomniałem dodać, iż za pierwszym podejściem złośliwy krasnal przestawił wiatraka, bo tylko stare ujęcie wody odszukaliśmy, ale to chyba dlatego, że niemal pod samą zaporę patrol nam wypadł.
Czując zew wody (może to tylko zapach jeziora z butów dobiegł?) wskoczyłem w wilgotną piankę i resztę sprzętu. Stojąc gotowym do zejścia do wody zobaczyłem, że partnur ledwie gatki poprawia a gdzie mu tam do wbijania się w suchacza, więc nie chcąc męczyć się zanadto na słoneczku przyklęknąłem byłem na rozwiniętej niczym dywan karimacie. Klęcząc tak i przenosząc się co pewien czas do pozycji „w podporze przodem”, czyli po naszemu na czworakach rozmawiałem z M. W pewnym momencie siedząc na nogach (własnych) złożyłem ręce i burczałem do M. jakąś nader bystrą ripostę, gdy zobaczyłem przechodzącą obok nurczynkę z tatusiem. Jako, że miło było, to uśmiechnąłem się do dziecięcia i do tatusia i jakieś nawet bąplążę wybełkotałem. Chwilę później M. wijąc się i podskakując M. malo nie wysikał się z radości do własnego suchacza usłyszawszy, co młode dziewczę rzekło do opiekuna.
Mianowicie stwierdziło, że nie wiedziała, iż muzułmanie musza modlić się przed nurkowaniem, a poza tym ten pan to dziwny jakiś, bo do tego biały był i bez brody, no i uśmiechał się jeszcze. Tylko w złą stronę do tej Mekki się obracał…
Nie dotarło do nas, co odpowiedział tatuś/wujek, bo nie byliśmy w stanie opanować śmiechu. Mało flaszek nie pogubiliśmy.
Swoją drogą, co znaczą różnice kulturowe.
Czy w kraju ktokolwiek widząc klęczącego i kolebiącego się na karimacie nurka pomyślałby – „o modli się, bije pokłony do Mekki!”? A już w szczególności dzieciaki? Chyba nie, no może jak trzecia część uczniów będzie Arabami, a kolejna jedna czwarta z Konga czy innego Zairu lub Somalii.
Podsumowując, nie ma to jak wielokulturowy enwirąmęt a na kolejne nurkowania zamiast fajki przyjdzie zabrać laskę dynamitu, bynajmniej nie do głuszenia ryb.
Dla wytrwałych na koniec mały konkurs o pietruszkę – gdzie rzecz się działa?
wujo - 28-07-2010, 14:18
Może to tajnos talibos ha ha ha dobre
tom_wie - 28-07-2010, 14:25 Temat postu: Re: Talibowie atakują!!!
| hennessy napisał/a: | Talibowie atakują!!!
(...)
Dla wytrwałych na koniec mały konkurs o pietruszkę – gdzie rzecz się działa? |
W Klewkach?
hennessy - 28-07-2010, 14:46 Temat postu: Re: Talibowie atakują!!!
| tom_wie napisał/a: | | W Klewkach? |
nie no, Tomasz, w Klewkach nie ma zapory... Znaczy jeszcze nie ma.
gorcio - 28-07-2010, 15:29 Temat postu: Re: Talibowie atakują!!!
| hennessy napisał/a: | | Przy okazji też przełożyłem M. rękawice w pierścieniach, bo stare sparciały i podciekały, ale za to nowe przeciekły, bo były za duże. |
Ja rozumiem, ze humanisci sobie nie radza z rekawicami. Ale naukowcy ? Trzeba umiec je zalozyc, poprzednie o ile pamietam tez byly za duze. A poniewaz M. ma moje, ktore na mnie byly za wielkie (jedni graja na pianinie, a inni na perkusji ), to wiem, ze nie ciekly, bom je mial zalozone na jednego nurka. Ale byly duuuuzo za duze.
Eh, Talibowie
hennessy - 28-07-2010, 15:45 Temat postu: Re: Talibowie atakują!!!
| gorcio napisał/a: | ...Ja rozumiem, ze humanisci sobie nie radza z rekawicami. Ale naukowcy ? ...
Eh, Talibowie |
Ciekną, bom je aligantnie zawinął był na raz... gdyz albowiem ponieważ piDe rękawicy w nadgarstku jest o jakieś 2cm dłuższy od pierścienia mocującego.
No ale następną razą, jak mawiał Dudek w skeczu z Kobuszewskim, postaram się równomiernie rozprowadzić nadmiar po pierścieniu.
gorcio - 28-07-2010, 15:57 Temat postu: Re: Talibowie atakują!!!
| hennessy napisał/a: |
No ale następną razą, jak mawiał Dudek w skeczu z Kobuszewskim, postaram się równomiernie rozprowadzić nadmiar po pierścieniu. |
I to jest rozwiazanie ... moje tez maja za duze fi w stosunku do pierscienia ale ... nie ciekna
gringo - 28-07-2010, 16:11
czyzby w Wapienicy?!
gorcio - 28-07-2010, 16:49
| gringo napisał/a: | | czyzby w Wapienicy?! |
Nie. Chlopcy sie kapali w Plate Taille, zwanym rowniez Barrage de Lacs de l'Eau d'Heure. Jak pogooglasz, to znajdziesz zapore.
tom_wie - 28-07-2010, 17:15 Temat postu: Re: Talibowie atakują!!!
| hennessy napisał/a: | | tom_wie napisał/a: | | W Klewkach? |
nie no, Tomasz, w Klewkach nie ma zapory... Znaczy jeszcze nie ma. |
Ale talibowie już byli
http://pl.wikipedia.org/w...ko-mazurskie%29
Andrzej Gutowski - 29-07-2010, 09:12
[quote="hennessy"]gdzie rzecz się działa?[/quote
mniemam że to Dutch Springs piękne miejsce
http://dutchsprings.com/scuba.html
pozdrawiam
Nikczemnik - 26-10-2012, 16:14
Ciekawa historia
Voltek - 26-10-2012, 17:13
Haaa! Z opisu wynika że to jezioro zaporowe Plate Taille, największe i najgłębsze w Belgii. Na autobusie chodzą okonie jak konie.
gorcio - 27-10-2012, 14:24
| Voltek napisał/a: | | Haaa! Z opisu wynika że to jezioro zaporowe Plate Taille, największe i najgłębsze w Belgii. Na autobusie chodzą okonie jak konie. |
Dokladnie to miejsce. Nie tylko okonie tam chodza, chodza tez spore szczuapki i cos a la jesiotr, cholera wie jak sie to nazywa. Ale ... odgrzewacie koledzy kotelcika
Bul-kot - 27-10-2012, 18:22
| Nikczemnik napisał/a: | Ciekawa historia |
Korzystając z szukajki/przeglądając samotrzeć popatrz czasem na daty postów...
Voltek - 27-10-2012, 20:09
| gorcio napisał/a: | | Voltek napisał/a: | | Haaa! Z opisu wynika że to jezioro zaporowe Plate Taille, największe i najgłębsze w Belgii. Na autobusie chodzą okonie jak konie. |
Dokladnie to miejsce. Nie tylko okonie tam chodza, chodza tez spore szczuapki i cos a la jesiotr, cholera wie jak sie to nazywa. Ale ... odgrzewacie koledzy kotelcika |
Musimy się spiknąć na jakiegoś grilla czy choćby kotleta.
gorcio - 27-10-2012, 20:49
| Voltek napisał/a: |
Musimy się spiknąć na jakiegoś grilla czy choćby kotleta. |
Np jutro rano w Rochefontaine - jesli innym razem - pisz na PRW.
Voltek - 27-10-2012, 21:03
Jutro robię za woźnicę, córka ma Hubertusa w klubie jeździeckim. Obiecałem, słowo się rzekło - kobyłka u płotu.
Nie jestem pewien czy wejdę w zimowe "ciuchy", ostatni raz je mierzyłem ze trzy lata temu
|
|