FORUM-NURAS
Froum dla nurkujących i nie tylko ...

BEZ MODERACJI - Procedury

piotr_c - 06-05-2011, 09:33
Temat postu: Procedury
Masakra... Procedury ważniejsze niż zdrowy rozsądek.


Ratownikowi nie wolno było pomóc, para utonęła

Prokuratura w Słupcy (Wielkopolska) prowadzi śledztwo ws. nieumyślnego spowodowania wypadku, do którego doszło 1 maja na Jeziorze Powidzkim. W wyniku wywrócenia się jachtu kabinowego, utonęły tam dwie osoby. Na miejscu znajdował się przypadkiem ratownik WOPR-u, ale nie dopuszczono go do akcji ratunkowej.

Piątka młodych ludzi wypłynęła na jezioro wypożyczonym jachtem, który wywrócił się na bok. Wejście do kabiny znajdowało się około metra pod wodą. Została tam Marta, jej chłopak wrócił po nią. Troje pozostałych osób wydostało się na zewnątrz.

Strażacy nie dostali się do kabiny, gdzie para czekała na pomoc. Nie mieli nawet sprzętu do nurkowania. Postanowili przyholować łódź do brzegu. Trwało to kilkanaście minut. Marty i Sebastiana nie udało się uratować mimo reanimacji.


Na miejscu przypadkiem znajdował się Adam Damięcki, instruktor WOPR z województwa łódzkiego. Miał sprzęt i zaoferował swoją pomoc. Chciał razem ze strażakami popłynąć na miejsce wypadku. Dowodzący akcją odmówił jednak wzięcia ratownika na pokład. – Będzie mnie to gryzło do końca życia. Miałem chęci, miałem sprzęt, a musiałem pozostać na brzegu – mówi ratownik.

źródło: onet.pl

klon - 06-05-2011, 10:19

piotr_c napisał/a:
Masakra... Procedury ważniejsze niż zdrowy rozsądek


tak jak piszesz - masakra... słyszałem o tym wypadku i że strażacy nie mieli odpowiedniego sprzętu, ale nie wiedziałem, że odmówili udziału w akcji człowiekowi, który miał i sprzęt i jakieś kwalifikacje...
wariactwo...
pewnie jakieś procedury ciążące na strażakach wymusiły na nich taką decyzję, ale... dwie osoby nie żyją...

piotr_c - 06-05-2011, 10:50

klon napisał/a:
pewnie jakieś procedury ciążące na strażakach wymusiły na nich taką decyzję, ale... dwie osoby nie żyją...


Procedury procedurami, ale prawda jest taka, że nie mając samemu odpowiednich środków do prowadzenia akcji, kierujący akcją uniemożliwił przeprowadzenie takiej akcji osobie, która ma odpowiednie umiejętności i sprzęt.

Gdyby był to zwykły nurek, to jeszcze potrafiłbym znaleźć uzasadnienie takiej a nie innej decyzji kierującego akcją.

Ale że to był ratownik WOPR, to w głowie mi się nie mieści, jak można wykazać się tak rażącym brakiem zdrowego rozsądku.

norbertkoziar - 06-05-2011, 11:06

Łatwo to oceniać przed komputerem. Ja bym tutaj bronił dowodzącego akcją ( przynajmniej jeśli chodzi o powierzenie przypadkowej osobie przystąpienie do akcji)
Co by było gdyby pomagając ów ratownik WOPR się utopił? Dopiero był by dym.
A skąd dowodzący akcją mógł wiedzieć, że ten ratownik jest sprawny, może pływał ostatnio 10 lat temu? Skąd miał w ogóle wiedzieć, że jest ratownikiem? miał na nurkowaniu ze sobą legitymację?

To taj jak przy nurkowaniu, jesteście z partnerem szykujecie się na powiedzmy 50m nura a tu przychodzi koleś, którego pierwszy raz widzicie i mówi: hej chłopaki, jestem doświadczony, robię takie 3 nury tygodniowo, weźcie mnie ze sobą.

I co? bierzecie?

Zespół to zespół, w szczególności ratowniczy. Oni się znają, razem trenują, wiedzą co od kogo można wymagać. Zadaniem dowodzącego jest również zminimalizowanie dodatkowych zagrożeń.

Żeby było jasne, akcję oceniam fatalnie, ale decyzję o nie włączeniu przypadkowego nurka do akcji oceniam pozytywnie.

piotr_c - 06-05-2011, 11:16

norbertkoziar napisał/a:
A skąd dowodzący akcją mógł wiedzieć, że ten ratownik jest sprawny, może pływał ostatnio 10 lat temu?


No fakt. Mógł nie mieć opłaconej składki... A bez składki jak wszyscy wiemy, ratować nie wolno.

[ Dodano: 06-05-2011, 11:20 ]
norbertkoziar napisał/a:
Skąd miał w ogóle wiedzieć, że jest ratownikiem? miał na nurkowaniu ze sobą legitymację?


Tak.

klon - 06-05-2011, 11:23

norbertkoziar napisał/a:
Zespół to zespół, w szczególności ratowniczy. Oni się znają, razem trenują, wiedzą co od kogo można wymagać. Zadaniem dowodzącego jest również zminimalizowanie dodatkowych zagrożeń.


no może i słuszne podejście - możnaby to przyrównać do sytuacji kiedy zwykły patrol policji wezwany na interwencję natrafia na świra z giwerą, i nagle napatoczy się przypadkowy gość z kałachem i mówi: "weźcie mnie na akcję - ja to załatwię w minutę bo kiedyś służyłem w komandosach..."

nie wiem trudno mi oceniać postawę dowódcy, ale fakt, że dwie osoby nie żyją bo do wypadku na wodzie podjechała jednostka nieprzygotowana do akcji...
k

piotr_c - 06-05-2011, 11:26

klon napisał/a:
no może i słuszne podejście - możnaby to przyrównać do sytuacji kiedy zwykły patrol policji wezwany na interwencję natrafia na świra z giwerą, i nagle napatoczy się przypadkowy gość z kałachem i mówi: "weźcie mnie na akcję - ja to załatwię w minutę bo kiedyś służyłem w komandosach..."


Bez przesady. Tu mamy czynnego instruktora WOPR, który przychodzi z legitymacją do kierującego akcją, który nie ma nawet ABC, a on nawet nie chce z nim rozmawiać. Dlaczego? Bo brak "porozumienia na szczeblu powiatowym".

[ Dodano: 06-05-2011, 11:28 ]
Porównałbym to raczej do sytuacji, w której pogotowie przyjeżdża na miejsce wypadku nie mając ze sobą kompletnie nic i gdy przychodzi lekarz z całym sprzętem i papierami, nie dopuszczają go do ratowania ofiar.

piotrkw - 06-05-2011, 12:36

norbertkoziar napisał/a:
Co by było gdyby pomagając ów ratownik WOPR się utopił? Dopiero był by dym.

A co by było gdyby ratownik WOPR popłynął łódka wziętą z np. pomostu i zanurkował i przystąpił do ratowania . A strażacy na brzegu naradzali by się w tym czasie co zrobić.
Wyciągnięto by go z wody ?? Zabroniono by mu ?? Podano do sądu, wymierzono grzywnę ??
Zachowanie dowódcy akcji jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Nie może wprowadzic do swojego zespołu kogoś obcego, ale nie może zabronić ratowania. !!!

Pozdrawiam Piotr

piotr_c - 06-05-2011, 13:44

piotrkw napisał/a:
Nie może wprowadzic do swojego zespołu kogoś obcego


Nie jestem tego pewien.

norbertkoziar - 06-05-2011, 17:28

Jeśli ratownik WOPR podjął by akcję pierwszy to ma pełne prawo i obowiązek kontynuować ratowanie poszkodowanych, ale tu nie maiło to miejsca. Jeżeli w miejscu wypadku pojawia się kilka służb to dowództwo, przejmuje osoba najwyższa stopniem, chyba że zdecyduje ona inaczej. Nie można dopuścić do sytuacji w której różni ratownicy będą sobie przeszkadzać, bo wydaje im się, że najlepiej sobie poradzą.
atego815 - 06-05-2011, 18:26

Jak dla mnie decyzja strażaka była chora. Nie wiem, może podyktowana stresem, sytuacją. Ale wobec tego czy on może dowodzić?
Weźmy dla przykładu taką sytuację. Jest wypadek drogowy. Z jedną z ofiar, jest kiepsko. Przyjeżdża zespół pogotowia. Ratują człeka, ale widać że to problem z sercem. Podchodzi inny kierowca, mówi że jest lekarzem kardiologiem, że pomoże. Uważacie że go wygonią??
Chyba naturalnie, wręcz on przejmie ratowanie życia tej ofiary. Na jeziorze było to samo.
Odmówiono przyjęcia fachowej pomocy od specjalisty ratownictwa wodnego. Paranoja,kryminał, kretynizm,głupota...dobra,zapędziłem się....

piotrkw - 06-05-2011, 18:38

norbertkoziar napisał/a:
Nie można dopuścić do sytuacji w której różni ratownicy będą sobie przeszkadzać, bo wydaje im się, że najlepiej sobie poradzą.


Napiszę przewrotnie " Nie można dopuścić do sytuacji w której ratownicy nie posiadający skutecznych środków do przeprowadzenie akcji, przeszkadzają innym mogącym podjąć skuteczne działanie."

norbertkoziar napisał/a:
Jeżeli w miejscu wypadku pojawia się kilka służb to dowództwo, przejmuje osoba najwyższa stopniem, chyba że zdecyduje ona inaczej.


I to jest całe nieszczęście . Ale .... jak to w regulaminach.
Szkoda tylko dwojga młodych ludzi. Zabiła ich głupota i regulamin.

Piotr

kopyto - 06-05-2011, 19:48

Wiadomo dlaczego strażacy nie dostali się do kabiny, do której chwilę wcześniej dostał się chłopak Marty? Bali się zaryzykować, czy podjęli próbę? Dlaczego nie skorzystali przynajmniej ze sprzętu ratownika? I skąd się tam wzięli nie przygotowani do takiej akcji strażacy?
Włodek K - 07-05-2011, 00:06

norbertkoziar napisał/a:
Jeżeli w miejscu wypadku pojawia się kilka służb to dowództwo, przejmuje osoba najwyższa stopniem, chyba że zdecyduje ona inaczej.


W systemie ratownictwa w PL jest ustawione tak że jeśli w gestii PSP jest jakaś działka ratownictwa (tu jest to zdarzenie wodne) do którego wezwano PSP. To zawsze przyjeżdża zespół ratowników znaczy drużyna wozu bojowego, która jest najbliżej zdarzenia = czas dojazdu.
Dowódca akcji np. dowódca wozu jest dowodzącym całą akcją z racji przepisów obowiązujących w PL.
Każdy wyższego szczebla pojawiający się na miejscu zdarzenia przejmuje dowodzenie nad akcją lub formalnie zleca jej prowadzenie temu który zna się na tym temacie a on tylko nadzoruje i wspiera.

Jeśli akurat jest to zespól wyszkolony w ratownictwie wodnym to pół biedy. Podejmują działania zgodnie z własnym wyszkoleniem i posiadanymi środkami.
Jeśli zaś są to znakomici strażacy li tylko od gaszenia pożarów albo rozpruwania autek to mamy problem na szczeblu dowódczym.

Zwykle wraz z wyjazdem wozu bojowego zwykłych strażaków jest powiadamiana jednostka wodna najbliższa miejsca zdarzenia danego województwa. (odstępstwo jest wtedy gdy strażacy jadą szukać trupa - wtedy nie ma pośpiechu) Zwykle taka specjalistyczna jednostka przyjeżdża później, bo ma dalej, bo muszą wezwać siły z wolnego, bo muszą zebrać się strażacy ochotnicy wyspecjalizowani w wodnych tematach bo wreszcie taka drużyna nie jest formacją pierwszego rzutu. Różnie to bywa w jednostkach tak pod względem specjalistycznych środków jak i sił będących w gotowości do działania wodnego.

Niezależnie od okoliczności, chłopaki z PSP muszą jechać na akcję którą mają ujętą w ustawach.

Od dowódcy akcji zależy kogo dopuści do realizacji zadania. On podejmuje decyzje i za nie odpowiada. On też może na podstawie oceny sytuacji powołać osoby postronne do przeprowadzenia fragmentu lub całości akcji. Zawsze to on odpowiada za to co się dzieje na miejscu zdarzenia.

Chcę tylko zwrócić uwagę że akcja ratownicza może ratownikowi także zagrażać. Ostatni przykład z górnictwa mamy akurat teraz, gdzie dwójka ratowników zginęła w trakcie próby ratowania innych ludzi.

Andrzej Kosko - 07-05-2011, 17:00

http://kontakt24.tvn.pl/t...grupa=najnowsze
czarnny7 - 08-05-2011, 15:57

Należy sprecyzować że to była jednostka ochotniczej straży pożarne a nie zawodowcy , dla mnie w głowie dowódcy tej akcji powstał spokój (bo sama akcja nie była ograniczona sekundami działania ) który spowodował rozluźnienie i pewność że to"my ich uratujemy tak jak my chcemy".
Co można było zrobić ?
- rozwalić siekierami tą łajbę od góry (nigdzie nie mówiono o tej możliwości)
- wpłynąć do środka i siła (choćby miałaby mieć połamane zęby) wyciągnąć ją ze środka
- poprosić nurków by zanurkowali do środka (a podobno było ich więcej więc można by było jej dać maskę i cały inny potrzebny sprzęt.
- pożyczyć od nurków cały sprzęt jeżeli im nie ufali
- wezwać zawodowców PSP

ale co .... woda była za zimna (wyp. z tvn), nurkowie nie byli profesjonalistami - w oczach dowódcy oczywiście, ambicja nie pozwalała ......
i co ?
mamy dwie ofiary... a w straży mówią o wzorowej akcji ratunkowej :!!: :!!: :!!: :!!:

DeDeK - 08-05-2011, 16:54

czarnny7 napisał/a:
mamy dwie ofiary... a w straży mówią o wzorowej akcji ratunkowej


bo 3 osoby uratowane czyli wiekszosc

btw holowanie lodzi z 2 osobami pod pokladem to zakrawa na szczegolna glupote
dupy sie nie chcialo zamoczyc zeby chociaz sprawdzic czy nic im nie jest i jaka jest ilosc powietrza w kabinie nie mowiac o wyciagnieciu na sile osoby ktora napewno byla spanikowana

w sumie wystarczylby jeden nurek z drugim automatem

generalnie w OSP nie urazajac nikogo czesc ludzi nadaje sie do lania wody na podpalone laki tam gdzie im ktos myslacy wskaze, a nie do przeprowadzania akcji ratunkowych

z glupiej i banalnej wywrotki taka tragedia

Włodek K - 08-05-2011, 18:49

DeDeK napisał/a:
bo 3 osoby uratowane czyli wiekszosc

Nie, one same się uratowały.

DeDeK napisał/a:
btw holowanie lodzi z 2 osobami pod pokladem to zakrawa na szczegolna glupote


Nie koniecznie. Wystarczy aby był kontakt powierzchni z uwięzionymi. Czyli najzwyklejsze stuku puku po obu stronach kadłuba. Jest kontakt? można holować tam gdzie jest łatwiej udzielić pomocy np na brzegu.
Nie ma kontaktu jest konieczna próba dojścia do uwięzionych. Tu mógł by sie przydać ów nurek

Prowadzący z OSP spokojnie może powołać postronnego specjalistę do pomocy w akcji. Obaj są na takich samych podstawach prawnych!!!

Swego czasu powstał podobny problem u nas w ORW i wynegocjowaliśmy ubezpieczenie dla takich właśnie osób powołanych z obserwatorów. Nie wiem czy w przypadku chłopaków z OSP te braki zabezpieczenia ustawowego nie były decydujące o rezygnacji z pomocy obcej osoby?

DeDeK napisał/a:
generalnie w OSP nie urazajac nikogo czesc ludzi nadaje sie do lania wody


Owszem tak często bywa. Pamiętajmy że są to najczęściej ludzie z ulicy, sąsiedzi z wioski i nie zawsze muszą się znać na szczególnych rodzajach działań ratowniczych w tym działań wodnych.

Pamiętajmy że nie zależnie od wszystkiego co możemy powiedzieć nt akcji, nie wiemy czy owi poszkodowani żyli jeszcze w chwili podejmowania działań przez jednostkę OSP.
Jest cała masa pytań które pozostają bez odpowiedzi choćby to dlaczego chłopak który wpłynął do środka po dziewczynę nie był w stanie się wydostać sam?

Z pewnością biegli wraz z prokuraturą łatwo ustalą czy występująca poduszka powietrzna miała szanse na przechowanie poszkodowanych (jacht kabinowy to nie pusty słoik a mnóstwo jakiegoś wyposażenia jakichś mebli itp. Wreszcie ustalą to gdzie znajdowały się zwłoki Przynajmniej tak mi się wydaje że powinno przeprowadzić się analizę tego zdarzenia minuta po minucie.

Dywagacje oskarżające prowadzącego akcję póki co są nie na miejscu w moim odczuciu.
Ponieważ prokuratura jak czytamy, prowadzi śledztwo to mam nadzieję że precyzyjnie wyjaśni okoliczności sprawy.

szuwar - 08-05-2011, 19:45

piotr_c napisał/a:
piotrkw napisał/a:
Nie może wprowadzic do swojego zespołu kogoś obcego


Nie jestem tego pewien.



Może jak najbardziej:
Ustawa o PSP
Art. 21.
(...)
2. W okolicznościach uzasadnionych stanem wyższej konieczności strażak kierujący
akcją ratowniczą ma prawo zarządzenia:
1) ewakuacji ludzi i mienia z terenu objętego akcją ratowniczą;
2) koniecznych prac wyburzeniowych i rozbiórkowych;
3) wstrzymania komunikacji w ruchu lądowym;
4) udostępnienia pojazdów, środków i przedmiotów niezbędnych do akcji ratowniczej;
5) zakazu przebywania osobom postronnym w rejonie akcji ratowniczej.
3. Ponadto w okolicznościach, o których mowa w ust. 2, kierujący akcją ma prawo:
1) żądania niezbędnej pomocy od instytucji państwowych, jednostek gospodarczych,
organizacji społecznych i obywateli;
2) odstąpienia od zasad działania uznanych powszechnie za bezpieczne.

Dąbek69 - 08-05-2011, 20:50

Kolega nurek , ratownik WOPR ma czyste sumienie ale po analizie wszystkich "in plus i in minus" moim zdaniem zawiódł podstawowy brak wiedzy o nurkowaniu u dowódcy jednostki ratunkowej. Chłopina , poprostu nie wiedział jak bardzo nasz kolega może pomóc. Z całym szacunkiem dla Ochotników Straży Pożarnej ale powinni oni a przynajmniej dowódcy, przechodzic szkolenia w zakresie w/w przypadków. Przepraszam za kolokwializm ale stawiałbym w tym sporze na "remis ze wskazaniem" na naszego kolegę ...Co wskazuje na "in minus" dowódcy ? A no to ,że nasz kolega miał uprawnienia ratownik WOPR , sprzęt do nurkowania i zapewne doświadczenie...
DeDeK - 08-05-2011, 21:00

Włodek K napisał/a:
Nie koniecznie. Wystarczy aby był kontakt powierzchni z uwięzionymi. Czyli najzwyklejsze stuku puku po obu stronach kadłuba. Jest kontakt? można holować tam gdzie jest łatwiej udzielić pomocy np na brzegu.
Nie ma kontaktu jest konieczna próba dojścia do uwięzionych. Tu mógł by sie przydać ów nurek


no wlasnie jak napisales jest kontak nie ma kontaktu dwa rozne zachowania z ktorych i tak lepsze jest proba dojscia do uwiezionych

Włodek K napisał/a:
Jest cała masa pytań które pozostają bez odpowiedzi choćby to dlaczego chłopak który wpłynął do środka po dziewczynę nie był w stanie się wydostać sam?


podejrzewam utopienie przez spanikowana dziewczyne lub przecenienie wlasnych umiejetnosci
jak wiemy to sa dwie najczestsze przyczyny utoniec

Włodek K napisał/a:

Z pewnością biegli wraz z prokuraturą łatwo ustalą czy występująca poduszka powietrzna miała szanse na przechowanie poszkodowanych (jacht kabinowy to nie pusty słoik a mnóstwo jakiegoś wyposażenia jakichś mebli itp. Wreszcie ustalą to gdzie znajdowały się zwłoki Przynajmniej tak mi się wydaje że powinno przeprowadzić się analizę tego zdarzenia minuta po minucie.


poduszka powietrzna zawsze ma szanse na przechowanie kwestia tego przez jaki okres
holowanie lodzi ma bardzo duzy wplyw na zmiane warunkow wewnatrz kabiny

nie sadze zeby ktos teraz potrafil w takim przypadku przeanalizowac zdarzenie minuta po minucie

mam nadzieje ze na przyszlosc ktos wyciagnie wnioski z tego zdarzenia i nie popelni tych bledow


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group