| |
FORUM-NURAS Froum dla nurkujących i nie tylko ... |
 |
HYDE PARK - z życia wzięte, czasem śmieszne...
Misteres - 20-04-2004, 12:02 Temat postu: z życia wzięte, czasem śmieszne... A może oprócz dowcipów jakieś historyjki prawdziwe, choć na miano dowcipu zasługujące?
Spróbuję zacząć.
Przy wprowadzaniu na pokład samolotu pasażerów zawsze stosuje się zasadę, iż osoby niepełnosprawne przywozi się wcześniej. Tak, aby mogły bez pośpiechu zająć swoje miejsce i nie zmuszać innych do oczekiwania przed samolotem. Pewnego dnia przywieziono pana poruszającego się o kulach. Pracowicie wszedł na pokład i zajął swoje miejsce. Zajęło to trochę czasu. W chwili w której pozostali pasażerowie pojawili się przy schodkach do samolotu jedna ze stewardess zauważyła, iż od jednej z kul odpadł gumowy stempelek (taki kapsel na samym dole kuli). Podniosła go i usiłowała założyć na swoje miejsce, tarasując tym samym i tak wąskie przejście. Widząc to szefowa pokładu zatrzymała pasażerów przy samych schodach oznajmiając donośnym głosem:
"Proszę zaczekać chwilkę, bo tu PANU GUMKA Z LASKI SPADŁA!"
Pozdrawiam,
Misteres
Mania - 20-04-2004, 14:24
hmmmm
dobre!
Mania
Misteres - 23-04-2004, 17:53
Krótka opowieść o tym, jak to co widzimy wpływa na to co mówimy.
Jednym z pasażerów był Murzyn. W czasie serwowania napojów między nim, a szefową pokładu wywiązała się taka oto mniej więcej konwersacja:
-ona: Would you like something to drink, sir?
-on: Wine please.
-ona: White, or BLACK?
-on: I can accept RED, I think.
-------------------------
Pozdrawiam weekendowo.
Misteres
Dorota i Wojtek - 23-04-2004, 18:37
no Bartek... dobre... - ale jesteś z tego znany (Twój dowcip o Bułce i Piwku - to nadal przebój... )
no to sofcik z naszego podwórka:
Latem, organizujemy wycieczki na wyspę Giftun. Płyną z reguły całe rodziny - przerój wieku naszych Gości, jest wtedy najszerszy ...
Cała impreza to pływanie w ABC , plażowanie, opowieści różne, podglądanie ryb na kilku rafach... osoby nie wprawione mogą się nieco zmęczyć
Przy każdym wejściu i wyjściu z wody sprawdzamy obecność - fajnie jest jak do bazy wraca komplet Gości ...
Po ostatnim pływaniu wszystko było ok - ekipa zadowolona - wszyscy szczerzą zęby , więc tradycyjnie konkursik na najbardziej hardcorowy dowcip ... i spokojnie wracamy.
Jakoś nigdy wcześniej nie wpadliśmy na pomysł, żeby sprawdzić obecność po zejściu na ląd - od ostatniego pływania do bazy mamy jakieś 15-20 minut drogi...
Już w bazie mały 5-7 letni, Jacek woła na cały głos:
MAMO! A BABCIA ZNOWU SIĘ ZGUBIŁA!!! - podchodzę i pytam czy wszystko ok? Na to odp. - jasne babcia pewnie gdzieś tu chodzi ... Na wszelki wypadek proszę żeby jej poszukać i wracam do załatwiania spraw "formalnych" $$$ ...
Po jakiś 15min. grupa powoli zbiera się do odejścia, a mały Jacek przybiega i z hm... ciekawą miną mówi: a babcia się nie znalazła...
No to mi włosy dęba (babcia była w średnim wieku - miała trochę ponad 70 lat).
Zatrzymujemy grupę i zaczynamy wszyscy szukać ...
W międzyczasie, do bazy dzwoni kapitan łodzi , którą płynęliśmy - w toalecie znaleźliśmy śpiącą , starszą panią - nie chcemy jej budzić - co robić?
No to kamień z serca, obudzić - mówię, a kapitan na to: ok, ale co dalej - właśnie dopływamy do punktu tankowania paliwa...
Załoga okazała się całkiem pomysłowa: babcię obudzili i wsadzili na ponton i zrobili jej extra jazdę z niezłą prędkością ...
Po powrocie nasza zguba stwierdziła: nawet się człowiek w spokoju przebrać nie może... ledwo do toalety poszłam, a już mi każą wychodzić...
...a mały Jacek stwierdził znudzonym głosem trzeba byłą ją zostawić - miała by za swoje, tak jak wtedy w zoo...
Misteres - 26-04-2004, 00:17
No, jak na sofcik ta całkiem przyzwoite.
To może z wieczora coś bardziej hard...
Aby polecieć na trasę samolotem w ramach szkolenia należało złożyć plan lotu kontaktując się w tym celu z właściwym ośrodkiem kontroli przestrzeni powietrznej. Można to było zrobić na dwa sposoby - pracowicie wypisać nazwy miejscowości przez które chcielibyśmy polecieć na kartce i wysłać faksem , lub, co jest prostsze i częściej stosowane, po prostu zadzwonić i podać je jako odgłos paszczą.
Pewnego razu dyżurny kontroler podniósł słuchawkę telefonu i po potwierdzeniu iż jest gotowy do zapisania trasy usłyszał:
"Kazimierz, Nieliż, Cyców, Haliny"
(trasa z okolic Lublina, obecnie kultowa)
Misteres - 06-05-2004, 00:20
Mojego serdecznego kolegę będącego przejazdem w Jeleniej Górze dopadła zdradliwie i znienacka salmonella. Kilka dni spędził w miejscowym szpitalu. Będąc ledwie żywym nie chciał jednak uchodzić za mięczaka (pielęgniarki były ponoć wyjątkowo kobiece ) i postanowił o własnych siłach przedostać się za twardą potrzebą do szpitalnego klozetu. Dowlókł się tam dosłownie na ambicji (zaszczyciła kogoś z Was wątpliwa przyjemność spotkania z salmonellą?) i bez sił opadł na sedes.
Jak ogólnie wiadomo kabin w szpitalnych kiblach ze względów bezpieczeństwa nie da się zablokować od środka.
Mój kolega przebywał w swojej kabinie już dłuższą chwilę, gdy drzwi otwarły się gwałtownie i naprzeciwko niego stanęła Pani Salowa uzbrojona w wiadro i szmatę fantazyjnie owiniętą wokół szczotki na długim kiju. Kompletnie zaskoczona zamknęła natychmiast drzwi mrucząc pod nosem coś w rodzaju "O, przepraszam!". Mój biedny kolega zamarł oszołomiony impetem wejścia Pani Salowej i, co gorsza, nie dane mu było ochłonąć. Kilka sekund później drzwi otwarły się ponownie i Pani Salowa blokując je wiadrem i uśmiechając się szeroko wkroczyła do środka mówiąc:
"A jak już przyszłam, to posprzątam!"
Miłosz - 06-05-2004, 13:10 Temat postu: ja mam inne z życia... Pozostawiam bez komentarza.
Pozdro,
Nishi
Dorota i Wojtek - 08-05-2004, 14:12
W wolnych chwilach zastanawiamy się nad innymi "mocnymi stronami" naszego sprzętu, nasze testy czasem przybierają nieco, hm... "specyficzny" charakter
Oto prawdopodobnie pierwsza próba zastosowania suchacza Equesa w nieco odmiennych warunkach...
test oporów powietrza:
test wizualizacyjny...
Misteres - 05-08-2004, 17:31
O, łobuzy. A jak chciałem spróbować pomęczyć dwókołowca to nie, bo szef łeb urwie...
To może coś z rodzimego podwórka. Dosłownie.
Na każdym chyba podwórku jest gość, którego się ogólnie nie lubi. My też takiego mieliśmy. Nienawidził dzieci (bo mu ciągle brudziły piłką, lub piaskiem z piaskownicy samochód, który był jego oczkiem w głowie), a one odwajemniały mu się pięknym za nadobne.
Pewnej zimy dzieciaki zrobiły sobie pracowicie bałwanka. Piękny był, choć niezbyt duży. Nos z prawdziwej marchewki i te sprawy. Nasz milusiński dostrzegł w bałwanku szansę na straszliwą zemstę. Wyjeżdżając samochodem z podwórka "niechcący" zahaczył o bałwanka.
I tu się sprawdziło stare dobre "nie czyń drugiemu...".
Dzieci w swej dziecięcej nieświadomości osadziły bałwanka na hydrancie...
------------------------------
Pozdrawiam zimowo.
Misteres
[ Dodano: 2004-12-08, 05:41 ]
Uslyszalem kilka dni temu dosc oryginalna opowiesc od Rosyjskich pilotow. Przysiegali sie na wszystkie swietosci, ze jest prawdziwa. Znajac Rosjan moze byc...
Dzialo sie to w radosnych latach osiemdziesiatych. Samolotem transportowym An-26 przewozono krowe. Nie byle jaka. Rekordzistke w ilosci dawanego mleka, chlube kolchozu gdzies na Syberii. Krowa byla uwiazana w ladowni. Lot odbywal sie do Moskwy, gdzie krowe miano zbadac i rozmnozyc. Na zasadzie banku genow. Kabina nie byla cisnieniowa, wiec chlopcy lecieli na 4000 metrow.
W pewnym momencie dowodca dostal informacje od mechanika, ze krowa wpadla w szal, zerwala wiezy i szaleje po ladowni bodac wszystko, co jej sie pod rogi nawinie. Nie byli w stanie jej opanowac i jej dzialalnosc grozila uszkodzeniem instalacji samolotu. Decyzja byla jedna – otworzyli rampe zaladunkowa (rodzaj opuszczanej klapy, sluzacej jako trap zaladunkowy, stanowiacej spodnia, tylnia czesc kadluba), gwaltownie zadarli nos samolotu i krowina wypadla z tych 4000 metrow...
I moglby to byc nieco smutny i dosc humorystyczny zarazem koniec historii. Ale nie byl...
Krowa zostala wyrzucona nad jakims duzym zbiornikiem wodnym i wpadajac do niego... trafila w maly kuter rybacki zatapiajac go razem z zaloga. Zginelo trzech rybakow.
Wyobrazacie sobie wpis we wniosku ubezpieczeniowym o wyplacenie odszkodowania za kuter?
„Jednostka zostala zatopiona przez spadajaca z nieba krowe...”.
|
|