FORUM-NURAS
Froum dla nurkujących i nie tylko ...

NURKOWANIE EKSTREMALNE I TECHNICZNE - Śmiertelny wypadek w trakcie kursu GUE C1

jacekplacek - 04-02-2013, 15:04
Temat postu: Śmiertelny wypadek w trakcie kursu GUE C1
28 stycznia podczas kursu jaskiniowego GUE C1 w jaskini Landenousse doszło do śmiertelnego wypadku:
"Fredrik Lindstedt, 30, died at Landenouse/France, on 28 January, 2013
during a GUE Cave 1 Course being conducted by Christophe Le Maillot.
Due to current flow caused by heavy rains the past few weeks, and his
inexperience, he was blown out of the containment basin through the
approx 30" x 30" overflow hole and got hung up in the rocks.
One other student, Mike Schernbeck, was also blown through the
overflow hole and dropped 25 feet into the river. When the other
course participents were unable to free Fredrik, the French fire
department was called.
They were able to free him by removing parts of the containment
wall, and he then dropped 25' from the overflow hole into the river.
By the time he was recovered, he had been unconcious for over 7
minutes underwater.
Heavy rains in the preceeding weeks, made this one of the only
divable caves in the area.
Lack of experience in this location (I saved a scooter that was
about to go through the overflow hole 5 or 6 years ago so the
possibility is known.).
Pressure to conduct a course that had been planned and paid for
months earlier, that should have been blown off due the weather.
Now a 30 year old Swede, with a 1 year old baby is dead.
I've been cavediving for 15 years now, but I cannot remember hearing
about a student dieing during training. Hopefully this will remain a first."
Film:
http://api.dmcloud.net/pl...ode=transparent
Warto nadmienić, że wywierzysko w jaskini Landenousse jest dość specyficzne. Znajduje się ono w głębokiej na kilka metrów studni i w czasie niskiej wody wejście/wyjście stanowi niewielki problem logistyczny. Sprawa zmienia się diametralnie, kiedy woda jest wysoka - a była taka i teraz i mieliśmy taką rok temu też w styczniu.
W górnej części studni znajduje się niczym nie zabezpieczony otwór przelewowy z którego woda opada kilkanaście metrów w dół, na głazy i skały. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że w studni osadzone są DWIE drabiny, z czego leżąca na wprost poręczówki prowadzi dokładnie na otwór przelewowy a bezpieczna/właściwa jest po prawej i nieco wyżej - o błąd nie trudno, szczególnie w kursowym stresie i wizurze rzędu 2-3metrów - bo do takiej w czasie opadów spada ona w jaskini.
Widoczny w pierwszych sekundach otwór przelewowy, rok temu zabezpieczony był przewiązaną przez środek liną - co (+ wyjątkowo szczęśliwy splot okoliczności) uratowało wówczas od upadku jedną z naszych koleżanek. Jak widać na filmie, obecnie nawet tej liny nie było.
W czasie deszczów stan wody w Landenousse potrafi w ciągu jednego niezbyt długiego nurkowania, podnieść się o kilkanaście centymetrów - co zwykłą wycieczkę zamienia w wyjątkowo niebezpieczną zabawę.
Pamiętajmy: nikt za nas nie będzie myślał i nie ma pieniędzy, jakich wydanie warte byłoby naszego życia. Nie ma takiego kursu, na którym nie można odmówić nurkowania, bo idąc krok za daleko, pozostaje smutek, pustka i żal.

Exstream - 04-02-2013, 17:32
Temat postu: Dejavu :(
W maju zeszłego roku prowadziłem kurs jaskiniowy we Francji. Pojawiło się wtedy sporo nurków jaskiniowych z kilku krajów. Dwukrotnie zaobserwowałem podobne sytuacje w Landenousse. Również w związku z ówcześnie bardzo wysokim poziomem wody. Szybka akcja podjęta wraz z Niemcami zapobiegła tragedii. Jak widać nie każdy ma tyle szczęścia by spotkać we właściwym miejscu i czasie doświadczonych nurków gotowych natychmiast ruszyć z pomocą.
PawelW - 04-02-2013, 18:02

coś wspominałeś , a to nawet jakiś Polak był chyba ???
jacekplacek - 04-02-2013, 18:25

To, czy Polak ma chyba znaczenie o tyle, że w razie trudnych warunków im dalej do domu, tym trudniej odpuścić - bo kurs, bo urlop, bo kiedy powtórzyć zaległe ćwiczenie/nurkowanie? Ja trafiłem tam bardzo trudne warunki gdzie Francuzi czy Niemcy nie mieli problemu z wycofaniem się: nie dziś, to za tydzień, ale ponurkują.
Wiele innych jaskiń "zamyka się" na tyle, że wejście jest niemożliwe a tylko Landenousse stwrza pozory łagodnej - niestety, łagodną nie jest.

Miły Maciej - 04-02-2013, 21:53

Mam nadzieje że mylnie ale odnoszę wrażenie Jacek, że szczególnie podkreślasz fakt że był to kurs GUE ... wydaje mi się to zbędne.
lozerka - 04-02-2013, 22:05

Ja jednak podpytam?? nikt nie wie nic więcej poza tą notką w prasie ?? w koncu niecodziennie dochodzi do wypadków śmiertelnych na kursach, a tu dochodzi jeszcze fakt, że to GUE, które jednak jest dość elitarną i nieliczną organizacją ? I nic, poza tą parozdaniową relacją nie wiadomo ? Przecież minął tydzien od zdarzenia, to aż nieprawdopodobne, by informacja przynajmniej nieoficjalnymi kanałami sie nie rozeszła...

mi np tu brakuje jakiejkolwiek informacji, gdzie w tym czasie był instruktor- mowa jest o innych współkursantach, którzy wzywali Straż Pożarną, ale o udziale instruktora- nic.
Ja szczerze mówiąc jestem mocno tym zainteresowana, bo gdzies tam to szkolenie cave mi się marzy i..po prostu wolalabym wiedzieć, co mi się przydarzyć może...

w przypadku innych wypadków tysiące analiz i nawoływanie do nich, by innym pomóc uniknąć błedów, a tu...cisza niemal. Fakt, że ta notka zbyt wiele pola do analiz nie daje, ale ...

Zwykle jednak wypadek jest efektem jakiegoś błędu...i dobrze byłoby wiedzieć, czy błedem było tu w ogole wchodzenie w jakichś warunkach, czy może błąd podstawowy mógł tu popełnić kursant...

zupełnie mnie personalia nie interesują ( to tak do Macieja :) ) bo ani Chrisa de Maillot nie znam, ani na GUE uczulenia nie mam, ale fakt, że to w tej organizacji doszło do wypadku ma dla mnie znaczenie dla potencjalnego rozchodzenia się informacji - bo organizacja elitarna i sam typ nurkowania również.

al - 04-02-2013, 23:05

News z francuskiej telewizji mówi że specialiści nie wypowiadają się o tym wypadku jako o wypadku stricte nurkowym tylko raczej jak o nieszcześliwym spolcie zdrazeń : gwałtowne opady deszczu, wysoki nurt, porwanie nurka, zakleszczenie w syfonie, wezwanie specjalistycznej pomocy, nieudana próba wydobycia , ponowne zakleszczenie , zbyt długie minuty na kolejny ratunek, utonięcie....tak to wynika z relacji lokalnego policjanta...ten sam oficer twierdzi że był to głupi wypadek spowodowany specyficznym warunkami panującymi tego dnia na spocie...
pomorzanka - 04-02-2013, 23:12

nie możemy jednak abstrahować od tego, że wypadek, czy też splot nieszczęśliwych zdarzeń, miał miejsce na kursie i to kursie jaskiniowym podstawowego stopnia.
Ja absolutnie nie chcę krytykować ani organizacji, ani tym bardziej instruktora, którego nie znam. Zastanawiam się tylko, czy te niekorzystne warunki pogodowe nie powinny były skłonić, jeżeli nie napalonych kursantów, to instruktora, do przełożenia terminu kursu? Czy tak wysoki stan wody powinien być powodem do przełożenia kursu? Czy też jednak kursy odbywają się w takich warunkach?
Z notatki wynika też, że dwóch kursantów miało poważne problemy - z tym, że dla jednego z nich skończyło się to śmiertelnie.

Yavox - 04-02-2013, 23:27

jacekplacek napisał/a:
To, czy Polak ma chyba znaczenie o tyle, że w razie trudnych warunków im dalej do domu, tym trudniej odpuścić - bo kurs, bo urlop, bo kiedy powtórzyć zaległe ćwiczenie/nurkowanie?


Myślę, że to jest właśnie w tym wszystkim największą sztuką - potrafić zrezygnować, nawet w ostatniej chwili, zamiast próbować przekonać samego siebie, że w zasadzie to jest prawie OK i damy radę. Czuję się trochę gorzej - nie nurkuję, jest zbyt silny prąd - nie nurkuję, jest za duża fala - nie nurkujemy, czekamy albo wracamy do portu, itp.

Problem jest niestety nie tylko psychologiczny (wpadanie w pułapkę własnego wcześniejszego zaangażowania), ale również budżetowy. Nie każdy potrafi pogodzić się z tym, że poszło trochę kasy (i trudno, jeszcze nie raz pójdzie) a on nic za to nie dostanie, bo musi coś tam odwołać. Być może również z tego powodu statystycznie łatwiej dokonać bezpiecznego i rozsądnego wyboru Francuzom lub Niemcom a nie Polakom. Zaangażowanie w podróż do Francji największe, budżet w przeliczeniu na wartość nabywczą waluty też zdecydowanie największy się marnuje. Chociaż tym razem to nie był Polak...

jacekplacek - 04-02-2013, 23:43

al napisał/a:
żaden plastik, ani przynależnośc federacyjna nikogo nie uchroni przed głupim utonięciem...możę jedynie ją zminimalizować....

Nie ma czegoś takiego jak "głupie utonięcie". Kiedy ginie człowiek, należy analizować dlaczego do tego doszło i jak można było tego uniknąć a nie rozpatrywać w trybie głupie/mądre.
Na pewno wessanie do górnego przepływu nie było tam pierwsze i na pewno nie jedynym nurkom GUE się zdarzyło. Sam brałem udział w wyciąganiu stamtąd nurka i udało się to tylko dlatego, że na powierzchni wsparcie było - z resztą Andrzej opisuje podobne zdarzenie kilka miesięcy później.
Tak wyglądało Landenousse w styczniu rok temu, kiedy stan wody wzrastał:



jak widać, wizura nie rozpieszczała. Kiedy stan wody rośnie, wraz z nim wzrasta jej ilość w przepływie a więc i siła w ten przepływ wciągająca. Warunki nurkowania stają się tam szczególnie trudne i miejscowi raczej unikają wtedy wchodzenia do wody.
Na dzień 29 stycznia http://www.caveconditions.com/view.php?cID=43 czytamy:
29.01.2013 2-3m 13°C medium good some none

więc lekki prąd w jaskini mógł być mocno mylący w stosunku do dyszy, jak tworzy się na powierzchni lub tuż pod nią w pozornie bezpiecznym miejscu. Jak wygląda to od strony studni, pokazałem na zdjęciach wyżej.poniżej, jak wygląda to na prawdę:



Miły Maciej napisał/a:
Mam nadzieje że mylnie ale odnoszę wrażenie Jacek, że szczególnie podkreślasz fakt że był to kurs GUE ... wydaje mi się to zbędne.

Załączony angielski tekst nie jest mojego autorstwa. Jeżeli razi Cię jego forma, przykro mi. W mojej prywatnej ocenie nie powinno też znaleźć się tam nazwisko instruktora a najbardziej, nie powinno dojść do tego wypadku.

[ Dodano: 04-02-2013, 23:57 ]
Yavox napisał/a:
Nie każdy potrafi pogodzić się z tym, że poszło trochę kasy (i trudno, jeszcze nie raz pójdzie) a on nic za to nie dostanie, bo musi coś tam odwołać. Być może również z tego powodu statystycznie łatwiej dokonać bezpiecznego i rozsądnego wyboru Francuzom lub Niemcom a nie Polakom

Pół dnia drogi jest Ardeche - warunki potrafią być diametralnie inne. Jako Polakom, nie trudno było nam podjąć decyzję o zmianie miejsca. Niestety, bywa tak, że człowiek dostaje jakiegoś zaćmienia i sami tkwiliśmy w Lot wbrew rozsądkowi. Przejeżdżając do Ardeche można po drodze zobaczyć wspaniałą jaskinię Font Estramar o ciepłej, słonawej wodzie i niepowtarzalnym klimacie.

slawek290 - 05-02-2013, 00:14

Ktoś coś wie na GUE forum ? Może trzeba poinformować abo coś .
lozerka - 05-02-2013, 00:17

al napisał/a:
specialiści nie wypowiadają się o tym wypadku jako o wypadku stricte nurkowym tylko raczej jak o nieszcześliwym spolcie zdrazeń : gwałtowne opady deszczu, wysoki nurt, porwanie nurka, zakleszczenie w syfonie, wezwanie specjalistycznej pomocy, nieudana próba wydobycia , ponowne zakleszczenie , zbyt długie minuty na kolejny ratunek, utonięcie...


Nie wiem, jacy specjaliści sie wypowiadali, ale jeśli to, co piszesz nie jest typowym wypadkiem nurkowym - z uwzględnieniem specyfiki nurkowania, jakie nurkowie wykonywali- to ja nie wiem, co jest wypadkiem typowym.
Sama brałam udział w nurkowaniu, gdy podczas dużego prądu i falowania - przyboju dwóch nurków zostało wciągniętych w szczelinę wąwozu i w kipieli jednemu wyrwało ao i mocno przekotłowało, a w tym czasie drugi z nich został płetwą zakleszczony w skale- na szczęscie zdołał wyrwać stopę z płetwy i uratować siebie i partnura z prądu, wąwozu..

w ostatnim nurasie dziewczyna opisuje, jak na rajskim Galapagos prąd ją wciągnął w jakąs szczeline skały, zakleszczył płetwę, także wyrwało jej ao i zerwało maskę i wyciągnał ją z tej sytuacji partnur.

te sytuacje różnią się jedynie tym, że w tych dwóch przypadkach skończyło się wszystko dobrze.

Ja tak najbardziej chciałabym się dowiedzieć, jak wygląda zabezpieczenie wzajemne przez kursantów, czy przez instruktora w trakcie takiego kursu/ nurkowania.

Wprawdzie od Majkiego tysiąc razy słyszałam- w tej szkole francuskiej, że nurek jaskiniowy jest po prostu nurkiem solo, ale to rozumiem dotyczy nurka już wyszkolonego. Ale czy w warunkach takich, jakie bywają w tych własnie jaskiniach jest realna szansa wysokoprocentowego zabezpieczenia takiego kursanta ?

Jacek-jesli to nie jest tajemnica, czy mógłbyś opisac te sytuację, która się na Twoim kursie zdarzyła, tzn. więcej szczegółow, tzn jak ta wspołkursantka utknęła, jak została zauwazona itd? Może to dyletanckie pytania, ale dla mnie perspektywicznie ważne.

I w którym miejscu, tak na zdjęciach, jest to miejsce, w którym moze dojsc do tego zakleszczenia? na ostatnim zdjęciu w miejscu spadku tej wody ? to nie jest wewnątrz ?

Yavox napisał/a:
Chociaż tym razem to nie był Polak...


ale Szwed- podobnie daleko i pewnie podobnie trudny do zorganizowania logistycznie kolejny wyjazd...

Yavox - 05-02-2013, 00:32

lozerka napisał/a:
Nie wiem, jacy specjaliści sie wypowiadali, ale jeśli to, co piszesz nie jest typowym wypadkiem nurkowym


Myślę, że tu jest właśnie trik - coś Cię dopada w miejscu, w którym się w sumie tego jeszcze nie spodziewasz, bo przecież to dopiero początek nurkowania, właściwie nie myślisz nawet, że jesteś w jaskini - to trochę tak, jak połamać nogi schodząc do wody. Ciekawe refleksje miał na ten temat Tomek Strugalski, podsumowując liczbę różnych "wypadków" w czasie nocnych nurkowań pod wodą oraz w czasie szykowania się do nurkowania kursantów. Pod wodą przez kilkanaście lat nic się nie wydarzyło, natomiast pomiędzy rozpoczęciem kompletowania/ubierania sprzętu a wejściem do wody uzbierało się całkiem sporo sytuacji, które przy mniejszej dozie szczęścia mogłyby okazać się zdrowotnie niebezpieczne.

Druga wersja to chyba ostatnie nurkowanie na danym wyjeździe, gdzie już koncentracja spada, bo "jeszcze tylko tę godzinkę i do domu". Taki syndrom "końcówki podróży", znany z wypadków drogowych - np. mojemu ojcu drzewo na drodze wyrosło na kilka kilometrów przed dojechaniem z W-wy nad morze, bo już był tak blisko, w zasadzie na miejscu, że po prostu przestał się pilnować (plus oczywiście zmęczenie trasą).

[ Dodano: 05-02-2013, 00:33 ]
slawek290 napisał/a:
Ktoś coś wie na GUE forum ? Może trzeba poinformować abo coś .


Nic więcej niż tutaj.

lozerka - 05-02-2013, 07:13

Yavox napisał/a:
lozerka napisał/a:
Nie wiem, jacy specjaliści sie wypowiadali, ale jeśli to, co piszesz nie jest typowym wypadkiem nurkowym


Myślę, że tu jest właśnie trik - coś Cię dopada w miejscu, w którym się w sumie tego jeszcze nie spodziewasz, bo przecież to dopiero początek nurkowania, właściwie nie myślisz nawet, że jesteś w jaskini - to trochę tak, jak połamać nogi schodząc do wody.

takiej opcji, to ja nawet zakładac nie chcę. Bo dla mnie oznaczałoby to, że ktoś nie został poinformowany o bardzo typowym, jak czytam wyżej, zagrożeniu występujacym w tym miejscu i bardzo często występującej diametralnej ( ? ) zmianie warunków.

i nie wiem, czy odniosłam dobre wrażenia, ale mi się wydawało, że to przy koncu nurkowania się zdarzyło ?

pomorzanka - 05-02-2013, 07:53

z tego, co ja zrozumiałam z tej krótkiej notatki, intensywne opady deszczu występowały przez kilka poprzedzających dni i podniesienie się stanu wody nie było nagłą, diametralną zmianą. Poza tym może wyciągam błędny wniosek, ale rozumiem, że jest to czymś typowym w tym miejscu po takich opadach.
Dopytuję, bo sama rozważam gdzieś w przyszłości zrobienie kursu jaskiniowego właśnie we Francji.

jacekplacek - 05-02-2013, 08:19

lozerka napisał/a:
Jacek-jesli to nie jest tajemnica, czy mógłbyś opisac te sytuację, która się na Twoim kursie zdarzyła, tzn. więcej szczegółow, tzn jak ta wspołkursantka utknęła, jak została zauwazona itd? Może to dyletanckie pytania, ale dla mnie perspektywicznie ważne.

Pytania nie są dyletanckie - są jak najbardziej zdroworozsądkowe. Jednak chciałbym uniknąć porównywania "naszej" sytuacji, do tego, co wydarzyło się teraz - bo tego tak na prawdę nie wiemy. Więc proszę o NIE porównywanie tych dwóch wydarzeń.
Przede wszystkim, nasz kurs różnił się od "typowego" o tyle, że pojechały DWA zespoły + instruktor na dwukrotnie dłuższy okres. Tak więc była zupełnie inna logistyka, niż na kursach, gdzie wyjeżdża zespół jeden + instruktor. W naszym przypadku zespół wchodzący/wychodzący zawsze miał wsparcie z brzegu - kiedy trzeba było podać stage, ktoś czegoś zapomniał itp. W "normalnym" okresie dostęp do jaskiń w Lot jest dość prosty i nie wymaga takiego wsparcia - pod wywierzysko podjeżdża się przysłowiową taksówką. Jednak w styczniu bywa, że opady deszczu są większe i wiele jaskiń nie wpuszcza. Np delikatny, leniwy strumyczek w TrouMadamme (nazwa własna, wiec bez pretensji proszę :) ) wyglądał wówczas tak:



i o ile jakąś karkołomną metodą dałoby się tam dostać, to samo wejście do jaskini mogło spowodować pomyłkę i przyssanie nurka, więc instruktor uznał, że tam nie nurkujemy.
W innych jaskiniach sytuacja wygląda równi nieciekawie i np. wejście do Ressel jest w środku nurtu rzeki do której można dostać się albo z bliska po stromym zboczu (w deszczu błotnistym), albo wygodnie, ale trzeba trochę płynąć pod prąd a wychodząc kierować się sprawnie do brzegu po porwanie przez prąd też może być nieciekawe - z resztą i na takie coś byliśmy przygotowani.
Kursowo Landenousse jest ciekawą jaskinią, choćby ze względu na wywierzysko położone na dnie kilkumetrowej studni. Są tam wprawdzie drabiny, ale transportu linowego uniknąć się nie da, no i zawsze trzeba myśleć o ewentualnej potrzebie ewakuacji nieprzytomnego nurka - więc kolejne przygotowania.
Ponieważ były deszcze a woda dochodziła pod sam górny przepływ, pozornie wygląda to prościej. W naszym przypadku pod wodę zszedł zespół, jednak po chwili jeden z nurków zrezygnował i wypłynął. Ponieważ ciągle padało, wsparcie powierzchniowe było umówione na początek i koniec nurkowania czas runtajmu spędzając w samochodach. Pierwszy nurek wypłynął, zaraz na początku nurkowania, jednak nie była potrzebna mu, pomoc, ponieważ błyskawicznie zorientował się, która drabinka jest właściwa. Niestety po chwili zrezygnował i podjął wynurzanie drugi nurek, który wypływał bezpośrednio pod przelewem. W samym przelewie, przez jego środek była przewiązana lina, która pozwoliła mu na dość pewny chwyt a nam na w miarę stabilne utrzymanie go, niezbędne na czas biegu do auta po linę asekuracyjną, za pomocą której wydobyliśmy go z opałów.
Kolejne nurkowania tam - oczywiście już po opadnięciu wysokiej wody i poprawie wizury do znośnej, bo w 2-3m nie wolno prowadzić szkoleń - przygotowywaliśmy już nieco inaczej. Gotowa do uzycia lina asekuracyjna była bezpośrednio przy studni, i "nieco" zmieniliśmy doporęczowanie - gruba, umożliwiająca trzymanie się lina, której nie wstyd było się złapać.
Warto dodać, że kiedy woda jest wysoka, wyjście z Landenousse wygląda na sporo łatwiejsze, niż wejście na platforme na Koparkach.
lozerka napisał/a:
I w którym miejscu, tak na zdjęciach, jest to miejsce, w którym moze dojsc do tego zakleszczenia? na ostatnim zdjęciu w miejscu spadku tej wody ? to nie jest wewnątrz ?


widoczna po prawej drabinka, jest właściwa. Natomiast w środku kadru znajduje się przelew - tuż pod nogami idącego nurka - pod którym kończy się druga, stara drabina. O pomyłkę nietrudno i słyszałem o kilku takich przypadkach. Natomiast gdzie tam może dojść do zakleszczenia? Pojęcia nie mam.

slawek290 napisał/a:

Yavox napisał/a:

Ktoś coś wie na GUE forum ? Może trzeba poinformować abo coś .

Nic więcej niż tutaj.

Yavox, skad wiesz? Na forum GUE, spoza GUE nikt nie ma dostępu.

Miły Maciej - 05-02-2013, 08:27

lozerka napisał/a:
bo organizacja elitarna i sam typ nurkowania również.

dałaś się złapać w sidła ich marketingu ... np ja GUE widze inaczej - dla mnie to organizacja mała a nurkowania bardzo ograniczone, przeciętne, typowe i powtarzalne ... w sumie nic wyjątkowego poza przywiązaniem do pewnych produktów, marek

mi_g - 05-02-2013, 08:49

jacekplacek napisał/a:
Warto dodać, że kiedy woda jest wysoka, wyjście z Landenousse wygląda na sporo łatwiejsze, niż wejście na platforme na Koparkach

Za to przy niskim stanie wody robi mocne wrażenie... Trudno powiedzieć co bardziej niebezpieczne 5m lotu z twinem jak się poślizgniesz na drabince, pobyt w wodzie gdy się komuś stage wypnie z liny albo wyślizgnie z ręki czy prąd wciągający do dziury przy wysokim stanie wody (takiego zagrożenia w ogóle nie byłem świadomy ale ja byłem tam tylko przy niskim stanie wody).

Przy niskim stanie wody wygląda to tak:

Widać dwie drabinki i dziurę odpływu.

jacekplacek - 05-02-2013, 08:54

mi_g napisał/a:
Trudno powiedzieć co bardziej niebezpieczne 5m lotu z twinem jak się poślizgniesz na drabince

Po lewej można podczepić linę na niej spuścić butle. Dlaczego ktoś rozsądny miałby ryzykować na drabinie? Nawet lenistwo podpowiada: nie rób sam, tego co możesz zrobić we dwóch :ping:

majki - 05-02-2013, 09:51

lozerka napisał/a:
Ale czy w warunkach takich, jakie bywają w tych własnie jaskiniach jest realna szansa wysokoprocentowego zabezpieczenia takiego kursanta ?


Jest. Nie wchodzić do wody. niestety to jedyna opcja. Zabawa w jaskiniach wiąże się niezależnie od "zabezpieczeń" z wysokim poziomem ryzyka. Jest spore pole dla "nieprzewidzianego"...
Jest oczywiście klucz do zminimalizowania ryzyka, zawsze jednak będzie ono większe niż w działaniach open water.

jacekplacek - 05-02-2013, 11:40

Notka GUE:
"Diving Accident in France
It is with deep regret and sadness that we learned of a GUE diver’s death yesterday. Our thoughts and prayers are with the diver, his family and all those affected by this tragedy. Preliminary reports indicate the deceased diver was attempting to assist a fellow diver when he encountered problems at or near the surface while diving at Landenouse cave in France. The dive team had not entered the cave before tragedy struck. Despite assistance from local emergency services the diver was pronounced deceased later that day at a local hospital. GUE’s primary concern is for the family of the deceased diver. A European GUE representative has been in communications with family members. The GUE representative is working with the authorities to determine the cause of this unfortunate death. Out of respect for the decedent and his family, we will refrain from any further comment until the investigations are complete. We send our prayers to the deceased diver and his family.
__________________
Kady Smith

Global Underwater Explorers"

Yavox - 05-02-2013, 17:10

jacekplacek napisał/a:
Yavox, skad wiesz? Na forum GUE, spoza GUE nikt nie ma dostępu.


Nie wiedziałem, to był tak zwany "fast guess" :) Założyłem, że jakby było wiadomo jakieś spektakularne Coś, to osób czytających tamto forum jest wystarczająco dużo, żebym się o tym przypadkowo w ciągu ostatnich kilku dni dowiedział ;) Z tego co zacytowałeś powyżej wynika, że trafiłem.

Miły Maciej napisał/a:
np ja GUE widze inaczej - dla mnie to organizacja mała a nurkowania bardzo ograniczone, przeciętne, typowe i powtarzalne ... w sumie nic wyjątkowego poza przywiązaniem do pewnych produktów, marek


Mnie się też wydaje, że ci goście po prostu robią większe lub mniejsze swoje, a cała mitologia i część marketingu jest robiona raczej przez osoby postronne spoza tej organizacji, które dorabiają do tego jakąś ideologię.

lozerka napisał/a:
w koncu niecodziennie dochodzi do wypadków śmiertelnych na kursach, a tu dochodzi jeszcze fakt, że to GUE, które jednak jest dość elitarną i nieliczną organizacją


Nie ma chyba takiej etykietki, za którą można sobie kupić nieśmiertelność :( Obawiam się, że jak ktoś nie ma solidnego przygotowania, umiejętności a oprócz tego zdrowego rozsądku i w sobie czegoś z lekkiego paranoika, wyczulonego na różne niebezpieczeństwa, to żaden szyld pod którym robi jego instruktor, partner czy on sam nie jest w stanie mu uratować skóry, jak coś się spierdzieli... :(

lozerka - 05-02-2013, 17:51

Yavox napisał/a:

lozerka napisał/a:
w koncu niecodziennie dochodzi do wypadków śmiertelnych na kursach, a tu dochodzi jeszcze fakt, że to GUE, które jednak jest dość elitarną i nieliczną organizacją

Nie ma chyba takiej etykietki, za którą można sobie kupić nieśmiertelność :( Obawiam się, że jak ktoś nie ma solidnego przygotowania, umiejętności a oprócz tego zdrowego rozsądku i w sobie czegoś z lekkiego paranoika, wyczulonego na różne niebezpieczeństwa, to żaden szyld pod którym robi jego instruktor, partner czy on sam nie jest w stanie mu uratować skóry, jak coś się spierdzieli... :(


Adam, wykorzystałeś mój cytat, by wypowiedzieć mysli, które kompletnie nie były moim zamiarem, ta (moja ) wypowiedź była wyłacznie komentarzem do mojego zdziwienia, iz po tygodniu od takiego zdarzenia jest o nim zupelnie cicho i w zasadzie nikt nic nie wie...

majki napisał/a:
lozerka napisał/a:
Ale czy w warunkach takich, jakie bywają w tych własnie jaskiniach jest realna szansa wysokoprocentowego zabezpieczenia takiego kursanta ?


Jest. Nie wchodzić do wody. niestety to jedyna opcja. Zabawa w jaskiniach wiąże się niezależnie od "zabezpieczeń" z wysokim poziomem ryzyka. Jest spore pole dla "nieprzewidzianego"...
Jest oczywiście klucz do zminimalizowania ryzyka, zawsze jednak będzie ono większe niż w działaniach open water.


nieprzypadkowo uzyłam określenia "wysokoprocentowego" , by wyeliminować te najbardziej oczywistą możliwość zachowania bezpieczeństwa, czyli rezygnację - wtedy mamy 100% pewności.

Zupełnie serio i merytorycznie ( a nie z potrzeby sensacji ) jestem ciekawa, na ile w trakcie takiego kursu jaskiniowego kursanci wzajemnie, czy też z instruktorem się asekurują, dbają o swoje bezpieczeństwo, czy są na to jakieś procedury w przypadku takiego kursu właśnie. I nie chodzi o takie wsparcie powierzchniowe,o jakim pisał Jacek ( dzieki za relację :) ), ale w trakcie nurkowania. Czy tez z zalożenia każdy realizuje swój diveplan i gdzieś nad tym czuwa instruktor ? No, ale właśnie, na ile jest w stanie nad wszystkimi ?

Jeśli to nie tajemnica warsztatu, to bardziej o ten klucz pytam. I oczywistym jest dla mnie, że nurkowania jaskiniowe niosą znacznie wiekszy poziom zagrożenia, niż OW i ten element od razu wkalkulowuję.


Miły Macieju, Tobie odpowiem w wydzielonym wątku, bo nie chciałabym, by ten rozmył sie na sporach federacyjnych, bo mimo, że sama kilkakrotnie wymieniłam GUE, to dla samego faktu zaistnienia wypadku, dla mnie te 3 litery szyldowe nie mają zadnego znaczenia :)

Yavox - 05-02-2013, 18:27

lozerka napisał/a:
Adam, wykorzystałeś mój cytat, by wypowiedzieć mysli, które kompletnie nie były moim zamiarem


Być może (a nawet na pewno, skoro tak piszesz ;) ).

Moim zamiarem było wypowiedzenie myśli bardzo prostej - mianowicie mam taką refleksję, że wiele wypadków dzieje się dlatego, że ludzie nie przestrzegają rzeczy najprostszych - tych, których uczy dosłownie każda federacja, ale to jakoś nie pomaga.

Sprawdzasz sprzęt absolutnie przed każdym wejściem do wody? Odwołasz nurkowanie zawsze wtedy, kiedy nie jesteś do końca pewna, czy na 100% dobrze się czujesz? Wynurzysz się zawsze mając tyle a tle bar, a nie 10 mniej czy 20 mniej, bo dłużej się zeszło a przecież z taką rezerwą to i tak jest bezpiecznie? To była moja myśl w kwestii etykietek - to jest dokładnie jeden pies, czy tego i tamtego uczyło PADI, GUE, NAUI, SDI czy ktokolwiek inny. Dowcip polega na tym, żeby pewnych procedur po prostu przestrzegać.

To tak jak z sytuacją, którą zapewne pamiętasz, kiedy zgubiliśmy nurka w czasie nocnego nurkowania w jeziorze. To jest kompletnie bez różnicy, kto mnie nurkować uczył - po prostu trzeba się stuknąć w czoło, przyznać że się dało d... i sobie obiecać, że nigdy więcej nie zrobi się tego i tamtego tak, jak się teraz zrobiło - bo się człowiek najadł strachu, na szczęście skończyło się dobrze i trzeba założyć, że limit szczęścia się wyczerpał, powiedzieć "wiadomość dotarła" i wdrożyć działania korygujące. To jest wszystko jedno, w imieniu której federacji się dało ciała, jak się już dało - to była taka moja myśl, która się jakoś krzywo wyraziła i której to Ty nie miałaś na myśli, bo odnosiłaś się do czegoś innego :)

lozerka - 05-02-2013, 18:37

Yavox napisał/a:
to była taka moja myśl, która się jakoś krzywo wyraziła i której to Ty nie miałaś na myśli, bo odnosiłaś się do czegoś innego :)


ok :) po prostu pomyślałam i chciałam tego uniknąć, że uznałeś, że w tym zdaniu przemycam jakąś myśl pt. patrzcie niby ( tu nazwa dowolnej organizacji nurkowej ), a wypadek się zdarzył. Jestem jak najdalsza od tego.

Yavox - 05-02-2013, 19:04

lozerka napisał/a:
ok :) po prostu pomyślałam i chciałam tego uniknąć, że uznałeś, że w tym zdaniu przemycam jakąś myśl pt. patrzcie niby ( tu nazwa dowolnej organizacji nurkowej ), a wypadek się zdarzył. Jestem jak najdalsza od tego.


Mnie się wydaje, że zdrowy rozsądek w połączeniu z zasadami niemal dowolnej organizacji nurkowej daje całkiem akceptowalny poziom bezpieczeństwa - pod warunkiem, że się zdrowego rozsądku używa a zasad przestrzega, no i że się nie próbuje zastępować jednego drugim w sytuacjach, w których kolejność użycia powinna być odwrotna :)

lozerka - 05-02-2013, 19:56

tak mi wydźwieczały jeszcze te pytania :)
Yavox napisał/a:

Sprawdzasz sprzęt absolutnie przed każdym wejściem do wody?

nie bardzo wiem, co mieścisz pod tym pojęciem...

Bo ja nie jestem szczególnie skrupulatna, ale akurat tu nie wyobrażam sobie wejscia do wody bez takiego sprawdzenia...absolutnie przed każdym nurkowaniem. Więc nie wiem, co masz na myśli, ze pytasz :)

bo np nie robię najczęściej sprawdzenia partnerskiego. Wiem, jak sprawdzam swój sprzęt, jak i najczęściej nurkuję z osobami, które wiem, jak swój sprawdzają. Oczywiście, gdy zachodzi potrzeba sprawdzenia czegoś wzajemnie- zawsze to robimy, np. komus sie wydaje, że może mieć drobny wyciek, to zarówno na początku, jak w trakcie nurka kontrolujemy, czy tak jest i czy nic się nie dzieje.
Gdy nurkuję z kimś nowym, nieopierzonym, tak, sprawdzam. Nie tyle partnersko, co jego. sorry, ale nigdy w takiej sytuacji nie poproszono mnie o wzajemność :)

tylko..nie do końca wiem, jaki ma to związek z tym tutaj zdarzeniem, poza ogólnymi refleksjami o nurkowaniu ?

ptja - 05-02-2013, 20:01

lozerka napisał/a:
bo np nie robię najczęściej sprawdzenia partnerskiego. Wiem, jak sprawdzam swój sprzęt, jak i najczęściej nurkuję z osobami, które wiem, jak swój sprawdzają.


to działa... aż kiedyś ktoś coś przeoczy. Czy warto dodatkowo ryzykować pomijając sprawdzenie razem z partnerem, krok po kroku?

TomM - 05-02-2013, 20:04

majki napisał/a:
Zabawa w jaskiniach wiąże się niezależnie od "zabezpieczeń" z wysokim poziomem ryzyka.


Zdecydowanie popieram Michała. Pomimo uprawiania tej aktywności na poziomie zdroworozsądkowym, wcale nie ekstremalnym, trzeba realnie liczyć się z możliwością utraty życia. Jeśli tego nie akceptujesz - po prostu tego nie rób.
Landenouse wcale nie jest jaskinią łatwą.
Wprawdzie w dobrych warunkach doświadczony nurek dobrze wyszkolony i dobrze wyposażony relatywnie łatwo osiąga koniec liny, to jednak ta jaskinia bywa kapryśna, a wejście trudne. Sam wielokrotnie byłem tam świadkiem róznych zdarzen okołonurkowych, które mogły sie skończyc fatalnie, od wywrotki w tył na murku obok drogi siedząc z twinem, wywrotki na ścieżce (skośnej, gdy jeszcze biegła wokół drzewa) z twinem, upadku z drabiny gdy nurkowie pływaja na powierzchni w studni, zerwania bloczka, upadku do wody skutera, stejdża... O licznych zdarzeniach z otworem przelewowym słyszałem, chociaz nie uczestniczyłem w żadnym.
Widziałem kursy, które wskakiwały do wody (przy niskiej wodzie, jak jeszcze była tylko stara żółta drabina) i zawsze mi skóra cierpła.
Od kilku lat GUE-owcy upodobali sobie mieszkanie w Cajarc i najbliższej okolicy i często widywało sie ich w Landenouse i Cunhac. Właściwie zawsze spotykało sie tam jakis kurs GUE... Przy realnym ryzyku, jest to kwestia liczby powtórzeń - w końcu musiał sie tam zdarzyć wypadek.
Na pewno organizowanie kursu w Lot w tej porze roku wiąże się ze świadomością że może byc problem organizacyjny, jest zima, jest zimno, poziom wody może być wysoki a jaskinie nienurkowalne. Instruktor przyleciał z Meksyku (na koszt kursantów), nie sądze, aby miał pełna świadomośc w jakich warunkach przyjdzie mu prowadzic kurs. Nie byłoby niczym dziwnym, aby istniała pewna presja, aby mimo wszystko kurs sie odbył. Decyzja o jego odwołaniu była na pewno trudna...
Niemniej pamietam całą serię kursów w Lot odwołaną z powodu warunków wiosną, instruktor znalazł sie w regionie jako pierwszy, zbadał warunki, odwołał kursantów i wrócił do kraju. Na swój koszt.
A więc da się...

wiesiek01 - 05-02-2013, 20:11

ptja napisał/a:
Czy warto dodatkowo ryzykować pomijając sprawdzenie razem z partnerem, krok po kroku?

Bingo .
lozerka napisał/a:
Wiem, jak sprawdzam swój sprzęt, jak i najczęściej nurkuję z osobami, które wiem, jak swój sprawdzają.

Wiele razy widziałem jak po skoku do wody, zanurzeniu się nagle nurek wypływa na powierzchnię i prosi pierwszego napotkanego aby odkręcił mu zawór butli. Przy nurkowaniu z łodzi, pośpiechu można zapomnieć dlatego nie warto ufać tylko sobie.

jacekplacek - 05-02-2013, 20:23

TomM napisał/a:
Niemniej pamietam całą serię kursów w Lot odwołaną z powodu warunków wiosną, instruktor znalazł sie w regionie jako pierwszy, zbadał warunki, odwołał kursantów i wrócił do kraju. Na swój koszt.
A więc da się...

Myślę, że TAKIE nazwiska warto promować.

TomM - 05-02-2013, 20:27

jacekplacek napisał/a:
TAKIE nazwiska warto promować.


Z pewnością. Jednak w tym konkretnym przypadku raczej pozostaje tylko pamięć.

lozerka - 05-02-2013, 21:27

wiesiek01 napisał/a:
. Przy nurkowaniu z łodzi, pośpiechu można zapomnieć

wybacz, ale jesli akurat taki przykład podajesz, to gdzie w tym pośpiechu miejsce na sprawdzeniu krok po kroku wzajemne, o którym pisał Jarek :) ?

wiesiek01 napisał/a:
dlatego nie warto ufać tylko sobie.

wiesz, co mówi jeden ze znanych instruktorów technicznych ? Że gdyby ufal swoim kursantom, to by dawno lezał na dnie akwenu. Wielokrotnie ich testuje przepinając się na 21 metrach na gaz deco i pokazuje butle z MOD6 wyrysowanym jak wół i w ogromnym % przypadków widzi radosne, pełne akceptacji OK ;-)

Jesteśmy różni. Są ludzie, którzy potrzebują oparcia innej osoby, takiego współdziałania, ja akurat uważam, ze to po prostu rozmywa odpowiedzialność. Poczucie, że nie tylko ja, ale i ktoś może powodować, że jesteśmy mniej staranni. Więc ja sprawdzam się, jakbym była jedyna bez marginesu, że ktoś mnie poprawi. A ponieważ nurkuję także solo, to po prostu takiego marginesu zostawić sobie nie mogę.

Oczywiście, jeśli ktoś chce mnie sprawdzić- bardzo proszę. Ale to nie dla mnie, a dla tej drugiej osoby, jesli dla jej spokojności jest to potrzebne :) Jestem też w stanie się dostosować i sprawdzać partnersko, jeśli nurkuję z osobami, które taką procedurę stosują standardowo, bo wchodząc z kims w zespół pewne zasady czyjeś szanuję. Ale tylko dlatego, a nie dlatego, że daje mi to poczucie wiekszego bezpieczeństwa.

ptja napisał/a:
Czy warto dodatkowo ryzykować pomijając sprawdzenie razem z partnerem, krok po kroku?

jak pewnie widać powyżej, nie uważam, by było to ryzykowanie :)

Ale..nie wiem, jak Wy nurkujecie i jaką wizję tego, o czym piszę, macie. Przecież to nie jest tak, że ja i mój partnur/ka wchodzimy do komórek, tam się ubieramy i pod osłoną nocy wchodzimy do wody ;-)

Zawsze klarowanie sprzętu, ubieranie jest obok siebie, dla mnie to oczywiste, że kątem oka po prostu patrzę robiąc swoje, czy u tej drugiej osoby wszystko ok, na bieząco kontroluje się sobie wzajemnie, czy no węże nie są splatane, czy są dobrze ułozone, po rozkręceniu butli zawsze pytamy sie, ile kto ma gazu, w przypadku, gdy coś komuś nie lezy, wydaje się, że jest niewygodne- pomagamy sobie, kontrolujemy, z czego ta uwaga wynika i poprawiamy, co wymaga poprawek.

I mówię raczej o stanie obecnym, bo te zachowania zmieniają się, bo w tym roku ciągle coś nowego w konfiguracji wchodziło, jak i nabieramy wprawy, pewnych nawyków, których jeszcze pół roku temu nie było.

I nikogo nie namawiam do zmiany postepowania, jesli własne mu odpowiada, jest bezpieczne. Ja tylko odpowiadałam na pytanie Yavoxa, czy absolutnie zawsze sprawdzam swój sprzęt, a ze mi się wydało ono dziwne, to zastrzegłam, że tak, absolutnie zawsze, ale... :)

i może tyle w tym temacie, bo głowny jest naprawdę interesujący, chociaż powstał na bazie tragicznego jednak wydarzenia.

mi_g - 05-02-2013, 22:39

Yavox i lozerka - IMHO tego typu wypadek zwraca uwagę nie na procedury a na jakieś ogólnie zasady bezpieczeństwa które łamiemy jeszcze łatwiej wytyczne organizacji. Naprawdę rzadko kto na nurkowisku myśli o tym że coś jest niebezpieczne bo może spaść, oderwać się przewrócić... Nawet jak pomyśli to pewnie szybko zapomni - bardziej do wyobraźni przemawiają zagrożenia pod wodą choć pewnie 90% wypadków okołonurkowych jest na powierzchni.
Kiedyś na Koparkach odnosiłem butle do samochodu, po jednej w każdej ręce w dodatku lekkim truchtem bo się śpieszyłem. Wcześniej z pośpiechu nie zawiązałem sznurówek. Skończyło się rozbitą twarzą i obtłuczonymi żebrami. Jakby się przydarzył jeszcze jakiś kamień, jakby słupki ogrodzenia były bliżej, jakby butle walnęły zaworami o asfalt...
Wychodzi na to że bylem najbliżej wypadku na nurkowisku przez trywialny brak wyobraźni nie mający nic wspólnego z nurkowaniem.

TomM - 05-02-2013, 22:51

No to z serii nagród Darwina. Wypadek nurkowy....
Nurkowanie w Ressel, zaplanowane na 900 m (do struny Hasenmayera). Pełne uzbrojenie. Skutery, rebridery...
Wejście. Coś "nie tak" się oddycha. Świeżo zasypane wapno, czysty i suchy reb. Ki diabeł?
Poczekajmy. Pierwszy szaft. 30 m. Zdecydowanie coś jest "nie tak". Sygnał odwrotu.
W połowie drogi z powrotem przejście na OC, na BOV. Nie pomaga. Coś jest "nie tak". Przejście na długiego węża. Wyjście. Weryfikacja.
W ustniku BOVa i zarazem pętli... Pestka z brzoskwini.
Zapewne wpłynęła sobie z rzeki w czasie motania sie ze stejdżami...
Zupełny banał. Po kilku potrząśnięciach BOVem wypadła.
Dobrze, że nie wypadła w czasie nurkowania prosto do krtani...
Ponowne wejście i udane nurkowanie.

Wniosek. Nie zaniedbano żadnych procedur. Losowy przypadek, który mógł się skończyć tragicznie. Od tego czasu zaglądam w ustnik...

ptja - 06-02-2013, 08:30

lozerka napisał/a:
wiesiek01 napisał/a:
. Przy nurkowaniu z łodzi, pośpiechu można zapomnieć

wybacz, ale jesli akurat taki przykład podajesz, to gdzie w tym pośpiechu miejsce na sprawdzeniu krok po kroku wzajemne, o którym pisał Jarek :) ?

najlepiej: przed nurkowaniem :-)

lozerka napisał/a:
Jesteśmy różni. Są ludzie, którzy potrzebują oparcia innej osoby, takiego współdziałania, ja akurat uważam, ze to po prostu rozmywa odpowiedzialność. Poczucie, że nie tylko ja, ale i ktoś może powodować, że jesteśmy mniej staranni. Więc ja sprawdzam się, jakbym była jedyna bez marginesu, że ktoś mnie poprawi. A ponieważ nurkuję także solo, to po prostu takiego marginesu zostawić sobie nie mogę.

nie zgodzę się z twierdzeniem, że kontrola partnerska pogarsza jakość samodzielnego sprawdzenia. Przecież idąc krok po kroku robisz to, co sama i tak byś zrobiła, a przy okazji masz pewność, że partner ma na pewno np. sprawny backup albo przypięty wężyk do worka.

lozerka napisał/a:
ptja napisał/a:
Czy warto dodatkowo ryzykować pomijając sprawdzenie razem z partnerem, krok po kroku?

jak pewnie widać powyżej, nie uważam, by było to ryzykowanie :)

Dla mnie partner z problemem sprzętowym (który się pojawił, bo niedokładnie sprawdził) to jest ryzyko. Ale oczywiście YMMV.

Włodek K - 06-02-2013, 09:33

lozerka napisał/a:
. Więc ja sprawdzam się, jakbym była jedyna bez marginesu, że ktoś mnie poprawi.

lozerka napisał/a:
Przecież to nie jest tak, że ja i mój partnur/ka wchodzimy do komórek, tam się ubieramy i pod osłoną nocy wchodzimy do wody ;-)


Lozerko jedno drugiego nie wyklucza a wręcz uzupełnia się oddalając błędy. Osobiste możliwe rzetelne sprawdzenie własnych klamotów i partnerskie sprawdzenie tegoż samego tylko trochę inaczej należy traktować jako jeden ciąg procedury przygotowania się do nurkowania.

Naprawdę jest tak że mimo staranności czasem albo sami coś zapomnimy albo nasz partner coś sobie zapomni albo mało prawdopodobne zdarzenie coś nam zepsuje. Zwykle to pierdoła typu "odkręć mi butlę" gdy sobie jeszcze na powierzchni wisimy ale czasem dzieją się rzeczy nieprawdopodobne i do ustnika wpływa szyszeczka buczyny z gałązkami :)

Mówimy o jakichś sensownych działaniach ujętych w procedurę. Ma to tą zaletę iż przyjmując jakiś sposób kontroli partnerskiej za obowiązujący poprostu go wykonujemy z racji wpojonej obowiązkowej czynności.
Tak ma być i już bez zastanawiania się dlaczego Uzasadnieniem są promilowe częstości np. nie wpięcia wężyka, nie odkręcenia butli, nie poprawnego ułożenia czegoś tam czy choćby przypomnienie tego jak to ma mój partner itd. ..................

Podglądanie chyłkiem partnera owszem też fajnie działa. Tylko nie ujmując tego w umownie obowiązującą procedurę możemy partnera podejrzeć bo akurat mieliśmy czas i ochotę na przeszpiegi partnerskie albo zupełnie nie zadaliśmy sobie trudu i nic się zwykle nie stanie.
Takie procedury to jeszcze jedna tamka przed możliwymi błędami głównie ludzkimi.

W trakcie szkoleń stosuję przeszpiegi w kontroli bo gdy tylko uczeń połapie się w tym co do czego i jak się składa to stwarzam pozory samodzielności i składa klamoty sam ale pod moim niby nie zainteresowanym okiem. Potem odkrywamy błędy w trakcie kontroli partnerskiej i jest okazja do omówienia co i dlaczego robił źle. Ale to inna bajka bardziej warsztatowa.

Znowu nie przeczytałem całego wątku i pewnie czepiłem się pierwszego lepszego fragmentu który uznałem za warty wyjaśnienia.

Nuroslaw - 06-02-2013, 10:18

mnie zastanawia jedno:
- znane miejsce
- wiele nurków
- odpływ
- drabiny

Tak więc dlaczego w tak popularnym miejscu nikt jeszcze nie zamontował stalowego koszta/kraty na odpływie? Wówczas przysscie trochę do kraty, ale ze względu na kopułową budowę nurek nie zasłoni w całości otworu a więc nie przejmnie na siebie większości siły wywieranej przez wodę. Akcja ratunkowa, ba nawet pewnie samoratunkowa miałaby wówczas zdecydowanie większe szanse na wyjścia z opresji cało.

A tak jak widać przelew jest zupełnie nie zabezpieczony.

Trajter - 06-02-2013, 10:35

TomM napisał/a:
Od tego czasu zaglądam w ustnik...


… i do jest doskonały przyczynek do zmodyfikowania procedury sprawdzającej przed nurkowaniem przez uzupełnienie jej o podpunkt:
-sprawdzenie drożności automatu (lub BOV’a) przed zanurzeniem

Włodek K napisał/a:
ale czasem dzieją się rzeczy nieprawdopodobne i do ustnika wpływa szyszeczka buczyny z gałązkami


Albo inny patyczek w sposób nieprawdopodobny do przewidzenia i okazuje się, że na większej głębokości automat zaczyna podawać wodę, co przy sprawdzeniu pod wodą, ale blisko powierzchni nie zostało zauważone. Zdarzają się takie rzeczy i dopiero jak się człowiek z nimi spotka na własnej skórze to zaczyna rozumieć bardzo dokładnie, dlaczego pierwszy wdech po zmianie automatu należy brać ze zdecydowanie większa ostrożnością (choć wcześniej było o tym na kursie).

wiesiek01 - 06-02-2013, 11:46

lozerka napisał/a:
wybacz, ale jesli akurat taki przykład podajesz, to gdzie w tym pośpiechu miejsce na sprawdzeniu krok po kroku wzajemne, o którym pisał Jarek

Właśnie napisałem o takich co nie stosują partnerskiego sprawdzania przed wejściem do wody...
lozerka napisał/a:
co mówi jeden ze znanych instruktorów technicznych ? Że gdyby ufal swoim kursantom

Nie mówimy o kursantach tylko o nurkach, którzy zakończyli kurs i samodzielnie nurkują.
Włodek K napisał/a:
Lozerko jedno drugiego nie wyklucza a wręcz uzupełnia się oddalając błędy. Osobiste możliwe rzetelne sprawdzenie własnych klamotów i partnerskie sprawdzenie tegoż samego tylko trochę inaczej należy traktować jako jeden ciąg procedury przygotowania się do nurkowania.

Dzięki Włodku.

mi_g - 06-02-2013, 12:41

Nuroslaw napisał/a:
Tak więc dlaczego w tak popularnym miejscu nikt jeszcze nie zamontował stalowego koszta/kraty na odpływie?

Pewnie dlatego ze to tak naprawdę miejsce "niczyje", zreszta chyba jak większość dostępnych jaskiń w Lot. Te które sa czyjeś (znaczy się na gruncie prywatnym) najczęściej mają napis "plongee interdite" :-) .
Drabinki zrobił pewnie ktoś bo akurat mu były potrzebne. Może prowadził kurs, może duzo nurkowań robił i go wkurzyło. Być może w ogóle nie mają nic wspólnego z nurkowaniem. Pewnie jakby pozom wody się wachał 1m to drabin też by nie było bo po co. Te jaskinie to właściwie dziury w ziemi, niekiedy tylko ze ściezką wydeptaną przez nurków. Infrastruktura nie istnieje. Jest to co nurkowie zostawią. Ten mur wokół Landenouse powstał pewnie z 200lat temu jak się jeszcze nikomu o nurkach nie sniło.

TomM - 06-02-2013, 14:22

mi_g napisał/a:
Pewnie dlatego ze to tak naprawdę miejsce "niczyje"


No niezupełnie. Przykładem, w którym zbiornik wodny w całości jest położony na terenie prywatnym i ogrodzony to Doux de Coly, gdzie właściciel terenu wystawił znaki "wstep wzbroniony". Wejście do Ressel, Cunhac czy Landenouse jest na terenie należącym z mocy prawa do Państwa (rzeka, infrastruktura drogi). Inna sprawa do dostepem do wejścia. Z tym były liczne problemy, dlatego lokalna gmina (Mercillac sur Cele) wykupiła od właściciela prywatnego spłachetek terenu dający publiczny dostep do rzeki Cele, a nawet zrobiła zatoczkę parkingową w jego pobliżu, podobnie w Landenouse, gdzie były liczne nieporozumienia z właścicielem pola przylegającego do strumienia, gdzie przy okazji wykarczowano i nieco wyrównano ścieżkę. Problem z dostepem do wody zaczyna sie w St. Georges, gdzie ścieżka obok strumienia leży na terenie prywatnym i ostatnio właściciel uparcie wysypuje na ścieżkę gruz...
Drabiny w Landenouse zostały ustawione przez osoby prywatne (nurków), podobnie jak uchwyt do bloków. Problem z przelewem jest tylko przy bardzo wysokiej wodzie, czyli wiosną. Od późnej wiosny do późnej jesieni problem nie istnieje...

pomorzanka - 06-02-2013, 14:54

wiesiek01 napisał/a:
lozerka napisał/a:
co mówi jeden ze znanych instruktorów technicznych ? Że gdyby ufal swoim kursantom

Nie mówimy o kursantach tylko o nurkach, którzy zakończyli kurs i samodzielnie nurkują.

taki drobiazg - chyba z wypowiedzi luzerki dość czytelnym jest, że pisze o nurkach samodzielnych robiących kursy techniczne. Nie słyszałam o kursantach OWD ćwiczących przepinanie się na gazy deco ;-)

jacekplacek - 06-02-2013, 15:28

Nuroslaw napisał/a:
Tak więc dlaczego w tak popularnym miejscu nikt jeszcze nie zamontował stalowego koszta/kraty na odpływie? Wówczas przysscie trochę do kraty, ale ze względu na kopułową budowę nurek nie zasłoni w całości otworu a więc nie przejmnie na siebie większości siły wywieranej przez wodę. Akcja ratunkowa, ba nawet pewnie samoratunkowa miałaby wówczas zdecydowanie większe szanse na wyjścia z opresji cało

Tam wystarczy wpuścić dwa pionowe pręty - nurek nie przeleci a koszt i robocizna żadne.

lozerka - 06-02-2013, 15:28

Włodku, Wiesiek, Jarek- odniose sie krótko i raczej ogólnie, ponieważ nie chcę tego wątku rozmydlić.

nie bardzo wiem, z czym dyskutujecie ? tzn. jeśli chcecie na bazie mojej wypowiedzi przekazać szerokiej rzeszy nurków, jakie są właściwe procedury postępowania, to ja oczywiście nie będę Wam przeszkadzać :)

Jesli natomiast chcecie mnie przekonać do rewolucji w myśleniu, czy zmiany, to trochę to bezcelowe, bo to nie jest pomysł wynikający z niewiedzy, z lekkomyślności itp.

Jak napisałam, opisane postępowanie jest moim, wyrobionym na bazie jakiejś tam ilości nurkowań, stosowanym z tymi osobami, które takie reguły też stosują, mogę je modyfikować, jeśli partnur sobie tego zyczy, takiego zachowania nie promuję, nie przekonuję nikogo, że tak ma robić i przyjąć moje reguły, podobnie, jak nikogo nie nakłaniam do nurkowania solo, chociaż dla mnie samej to po prostu kosmos :-) i jedynie nurkowanie z 2 osobami stawiam na równi/ czasem wyżej z tym.
Ale do pewnych zachowań, kierunków działań jesteśmy bardziej predystynowani, do innych mniej i chyba nie ma sensu przekonywać innych, doroslych ( naprawdę dorosłych ;-) ) do zmiany opinii naprawdę świadomie wypracowanych.

Powtórzę tylko, że nie napisałam początkowej wypowiedzi, by kogokolwiek przekonywać do takiego sposobu postępowania, a jedynie wymyslając, o co moglo Adamowi w pytaniu chodzić, bo do głowy mi nie przyszłoby, że może chodzić o zwykłe sprawdzenie sprzętu.
Parafrazując moje stanowisko w tej sprawie, nie zamierzam nikogo przekonywać, że grochówka to swietna zupa, natomiast twierdzę, ze ja ją lubię, przy czym nie sądzę, by to upodobanie moje miało stanowić powod do wywoływania dyskusji ogólnonarodowej :)

I jeszcze dwie sprawy :) Włodku, moje kątem oka, nie oznacza pokątnie, w żadnym wypadku :) Nie chodzi mi o to, ze nie ufam i po kryjomu sprawdzam, a to, że moja percepcja obejmuje znacznie więcej niż tylko koniec mojego własnego nosa i mój własny wtyk do inflatora. Po prostu klarując sie sama jednocześnie widzę w sposób naturalny czynności osoby obok mnie :)

No i druga ;-) Włodek, chyba nie mylę sie, że robisz te swoje buszowania po krzaczorach także sam :) ? Kto wtedy Cię sprawdza :) ?
Ja oczywiście Cię nie odpytuję i nie porównuję się z Tobą :) Chcę tylko zwrócić uwagę na pewne różnice między tym, co wiekszość ludzi promuje jako właściwy tryb, a tym, czego sama używa :)
Ja swojego nie promuję, ale pozwalam sobie używać :-)

I uwierzcie, kiedy nurkuje się solo, nawyki sprawdzania każdej wtyczki są chyba bardziej wdrukowane, niż w przypadku innych nurkowań na poziomie rec, szczególnie, ze o ile niedawno jeszcze to były nurkowania po szuwarach, teraz jednak schodzę głębiej.
A że robiłam także ITT, to sprawdzanie sprzętu mam dość usystematyzowane. Ktoś kiedyś czytał Yavoxową instrucję obługi nurka ;-) ? To tak gdzieś u mnie w glowie ten pkt po pkt tkwi :) Ja jedynie nie werbalizuje i nie uzewnetrzniam tego, a mam to w głowie.

no i to było...krótko :P

Czy może moderator mógłby to sprawdzanie sprzętu wydzielić z wątku jaskiniowego ?

Włodek K - 07-02-2013, 20:21

lozerka napisał/a:
No i druga ;-) Włodek, chyba nie mylę sie, że robisz te swoje buszowania po krzaczorach także sam :) ? Kto wtedy Cię sprawdza :) ?
Ja oczywiście Cię nie odpytuję i nie porównuję się z Tobą :) Chcę tylko zwrócić uwagę na pewne różnice między tym, co wiekszość ludzi promuje jako właściwy tryb, a tym, czego sama używa :)
Ja swojego nie promuję, ale pozwalam sobie używać :-)
'

Ależ oczywiście, że sam na sam także pływam i tu i tam :)
Tylko że my tu o partnerstwie i tego jak to powinno wyglądać. Natomiast solo jest właśnie także dlatego bardziej ryzykowne ponieważ nie ma możliwości partnerskiego sprawdzenia klamotów czy nurka i jego zachowania. Ten mały fragmencik planowania bezpieczeństwa siłą rzeczy, w solo nurkowaniu jest zaniechany. Nie żeby to było bardzo wielkie ryzyko przy dobrym samo-sprawdzeniu się i swojego klamota. Jednak nie można o tym nie wspomnieć i zapominać że partnerstwo wnosi bezpieczeństwo na trochę wyższy poziom.

To tak jak z tą szyszeczką bukową z gałązką, która sobie wpłynęła do mojego ustnika gdy wężyk zawisł na chwilę w pobliżu płetw. No nie mogłem go łatwo stamtąd wydobyć bo gałązki się rozparły i cały czas zaburzały pracę zaworka wylotowego podając do siorbania wodę. Nie żeby zrobiło to na mnie wrażenie pod wodą ale dało sporo przemyśleń o nieprawdopodobnych sytuacjach mogących zakłócić przewidywany poziom bezpieczeństwa - tu sprzętowego.
Wyrwanie "krzaka" z ustnika przywróciło suchość AO czyli kupa się zrobiła bo miałem herbatkę siorbaną :)
Nie mam aż tyle wyobraźni aby wymyślić sytuację jakąś gdy partner poprawi to bezpieczeństwo bo siłą rzeczy potrafi spojrzeć z boku na swojego druha niedoli podwodnej. Ale jestem przekonany że takie sytuacje są i wtedy poddaję się sprawdzeniu partnerskiemu z całym inwentarzem swoich poglądów.
Które kiedyś można było określić "a sio od moich klamotków bo sam sobie je sprawdzę lepiej" :)

Ale jako że nie jestem krówką ani nawet byczkiem to mi się pogląd zmienił mimo, że psykanie partnerskim AO wciąż uważam za dość powierzchowną praktykę, niewiele dającą :)

[ Dodano: 07-02-2013, 20:25 ]
lozerka napisał/a:
A że robiłam także ITT, to

A co to za dynks ten ITT?

Yavox - 07-02-2013, 20:32

lozerka napisał/a:
moja percepcja obejmuje znacznie więcej niż tylko koniec mojego własnego nosa i mój własny wtyk do inflatora


I z tym bym Włodku nie dyskutował, bo może się okazać przy następnym nurkowaniu, że również Twój własny wtyk zostanie objęty percepcją lozerki - i mimo, że zapewne regularnie serwisowany, może nie wytrzymać takiego partnerskiego sprawdzenia bez zmiany parametrów, a stąd już bardzo blisko do wypadku :)

lozerka napisał/a:
Czy może moderator mógłby to sprawdzanie sprzętu wydzielić z wątku jaskiniowego ?


To ja też poproszę o wydzielenie jakiegoś wątku, np. "Wpadki nurkowe - analiza słodkich doświadczeń" czy coś podobnego.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group