| |
FORUM-NURAS Froum dla nurkujących i nie tylko ... |
 |
OPOWIADANIA NURKOWE - 50........ minęło...
Zetkazet - 04-03-2014, 15:17 Temat postu: 50........ minęło... Zaglądam do loga z nurkowaniami, a tu przekroczone 50 nurkowań. Wydaje się być niezłym wynikiem jeśli uwzględnić, że po 35 latach przerwy, ponownie zacząłem początkiem listopada ubiegłego roku, a cały grudzien przesiedzialem w Nowym Yorku. No i juz niezupełnie takim dobrym jeśli policzyć ile mnie to kosztowało (wypożyczenie butli 10 $ szt) .
Jakie było to 50 nurkowanie? Durnowate. Dla mnie kiedyś to była rutyna. Ułożyć na dnie łańcuch, Podnieść workiem wypornosciowym kotwicę , przetransportować ja o jakieś 20m do ułożone go łańcucha, opuścić, połączyć. Głębokość 15 stóp . Proste, nie skomplikowane, niepotrzebne - niepotrzebne bo istniejące betonowe prosiaki i kawałek skaly martwego koralowca solidnie trzymają łódź, ale szefowa uparła się na jejszcze jedno zabezpieczenie. OK. Na początek dostałem zjebkę ze odpiąlem przygotowany przez nią na pokładzie, łańcuch od kotwicy i rozdzielnie wrzuciłem do wody. Tłumaczę, że tym razem mamy tylko jeden worek (a raczej profesjonalny płaski zbiornik o miękkich sciankach, z szybkozlaczka do węża niskiego cisnienia bcd (na wszelki wypadek delikatnie bo to kobieta i szefowa, no i master driver! t łumacze gdzie jest góra worka a gdzie dół - poprzednio podpięła 2 worki odwrotnie i byl problem z ich opróznieniem bo zawory spustowe były na dole worka.!) - jeden, nie udźwignie łańcucha i kotwicy razem, ale chyba mi nie wierzy. Wchodzimy do wody, na wszelki wypadek biorę worek w posiadanie i zajęty wypuszczeniem z niego resztek powietrza, na dno schodzę trochę później. A tam szefowa juz zdążyła odwiazać odmierzający line jaka przygotowałem do transportu kotwica nisko nad dnem i skończyła łączyć na nowo kotwicę z łańcuchem!, na dodatek zabezpieczając szeklę piękna, kolorową opaska samozaciskowa. I nie ma dyskusji.
OK. Dmucham worek, kotwica i 1/2 łańcucha idzie w górę na ok 7ft . Transport tego kompletu bez motorówki, tylko na pletwach juz nie tak bardzo. Powoli posuwam się do przodu, ale 1/2 łańcucha szoruje po dnie i robi za kotwicę dla mnie. Po minucie, czuje ze automat nie wydała z podawanie powietrza. Mam zadyszkę - a tak naprawdę brakuje mi powietrza - głoszę teorie ze automaty atomic który mam, nie pracują zbyt dobrze na małych głębokościach i to się znowu potwierdza, ale żeby być sprawiedliwym pojemność płuc tez mam niemałą . Mam wrażenie ze nie mam już powietrza w butli , ale komputer pokazuje 1600 psi. Dalej robie za galernika i ciągnę ten wóz. Jest przysłowie akurat a propos. Szefowa chyba się zorientowała ze zrobiła kuku bo stara się unieść łańcuch, ale dala za wygraną po 2 próbach i pływa wokół jak gdyby nigdy nic. Kompletnie wykończony, docieram na miejsce dla kotwicy. Osadzencie jej na dnie przebiega bez problemu. Szefowa zakłada szeklę na wolnym końcu łańcucha, a ja ciągle dysząc jak lokomotywa sprawdzam instalacje. I co widzę. Łańcuch wraz z szeklę ze śliczna kolorowa opaską samozaciskową jest przymocowany nie do ramienia kotwicy a do jej du...!!. Ma pracować na wstecznym?!. Szefowa tez to widzi i sama podaje mi nóż do rozcięcia opaski, klucz francuski do rozkręcenia szekli , i robi mi fotkę kamera gopro (ciekawe co kobiety trzymają jeszcze w kieszeniach swoich bcd) . Na powierzchni słyszę ze WYKONALIŚMY! kawał dobrej roboty, tylko czemu tak strasznie dyszę?
W cztery oczy przyznała mi się ze 2 dni temu pierwszy raz pracowała z workiem wypornosciowym. No cóż...... Nie jestem szowinistą, ale czasami ręce opadają....
Nic to jutro jadę przez Costa rica, Honduras, Gwatemalę do Belize ponurkować w Blue Hole.
|
|