| |
FORUM-NURAS Froum dla nurkujących i nie tylko ... |
 |
CMAS/PADI/SSI/... - Jak powstaje wypadek nurkowy?
Tomasz Strugalski - 15-07-2004, 14:26 Temat postu: Jak powstaje wypadek nurkowy? Jak powstaje wypadek nurkowy?
Sprawa jest poważna, bo chodzi o ludzkie życie. Pomyślałem więc sobie, że nie zaszkodzi podzielić się z Państwem doświadczeniem, które (bez żadnej mojej zasługi) przyszło do mnie przez wiele długich lat zajmowania się wyłącznie nurkowaniem. Lektura tego tekstu jest całkowicie dobrowolna - nikogo do niej nie zmuszam.
Wszyscy znamy procedury chronienia się przed błędem - jesteśmy przecież wszyscy nurkami. Problem polega na tym, że te procedury pozwalają wyłapać tylko WYRAŹNE przekroczenie. "Poszedłem do wody z pustą butlą, bo zapomniałem sprawdzić", "poszedłem do wody sam", "poszedłem do wody po wódce", "poszedłem na powietrzu na 100 metrów", "poszedłem pod lód bez lin", "wykonałem nurkowanie bez asekuracji tlenem", "zamknąłem zawór butli, gdy wystąpiło zalodzenie automatu", "zgubiłem partnera w toni", tego wszystkiego nikt z nas nie zrobi, byłyby to bowiem przekroczenia grube, a przecież wszyscy wiemy co wolno a czego nie wolno.
Lecz procedury standardowe NIE CHRONIĄ przed przekroczeniami drobnymi, na tym polega ich główna wada. "Wczoraj troszkę balowaliśmy przy ognisku, ale w zasadzie to się całkiem nieźle czuję", "moja butla jest PRAWIE pełna, choć wczoraj dmuchaliśmy z niej podpalając grila", "w jeziorze PODOBNO postawili sieci, ale to pewnie tylko plotka", "mój nóż jest TĘPY jak niektórzy komentatorzy postów Strugala (bez nazwisk!). Nie ostrzyłem go chyba ze dwa lata, ale przecież mam nóż - więc właściwie o co chodzi", "mój partner jest świetnym nurkiem, choć miał ROK PRZERWY - ale przedtem naprawdę bardzo dużo nurkował", "mój skafander jest trochę ciasny, bo przez zimę przytyłem, trochę CIĘŻKO mi oddychać - ale to się przecież w wodzie ułoży", "butle nabijaliśmy sprężarką spalinową a WIATR w tym czasie strasznie kręcił, ale właściciel tej sprężarki na pewno zna się na ładowaniu - przecież ma ją już drugi miesiąc", "baterie w mojej latarce są już troszkę wyładowane, bo wczoraj oświetlałem śpiewnik gitarzyście - ale przecież są jeszcze PRAWIE całkiem dobre", "jak wyjeżdżaliśmy z kumplami na nurkowanie to przecież na pewno któryś wziął TLEN, ale właściwie to nie wiem gdzie on jest, pewnie w bagażniku któregoś samochodu - a co tam, znajdzie się", "nie pamiętam numeru telefonu do KOMORY, ale przecież mam go w telefonie. Co prawda pinu też nie pamiętam, ale mam chyba gdzieś zapisany", "mój partner pokazuje znaki w sposób bardzo niestaranny, ale nie zwrócę mu uwagi bo po co się kłócić, przecież i tak się jakoś dogadamy" itd. itd. itd.
Mógłbym godzinami wymieniać tego typu przekroczenia, z których w zasadzie żadne nie jest w sposób kategoryczny karygodne. Żadne z nich SAMO nie jest w stanie spowodować wypadku. Lecz gdy przypadkiem ZBIERZE SIĘ ICH KILKA w jednym miejscu i czasie - jest trup.
To wyjaśnia czemu zawsze tak trudno ustalić PRZYCZYNĘ wypadku, a wszyscy się dziwią dlaczego. Otóż dlatego, że pojedyncza przyczyna wypadku zwykle po prostu NIE ISTNIEJE. Można natomiast mówić o przekroczeniu pewnej "masy krytycznej" błędów, z których żaden nie zasługuje na nazwanie go przyczyną wypadku. Dotarcie do wszystkich nici tworzących ten splot jest zwykle niemożliwe, często bowiem są to zdarzenia rozłożone w czasie. Dla przykładu : osoba, która jest meteopatą albo po prostu miewa migreny, wie że z powodu niskiego ciśnienia atmosferycznego będzie musiała stosować środek na ból głowy. Mimo to planuje wyjazd nurkowy na najbliższy weekend. Środek ten oczywiście działa na układ nerwowy, wystąpi więc dramatyczne obniżenie odporności na narkozę azotową. Osoba taka ZACZĘŁA KONSTRUOWAĆ swój wypadek już na kilka dni przed wejściem do wody!
OGROMNY PROBLEM polega na tym, że te "przekroczonka" są niekiedy tak drobne, że znajdują się niejako poniżej "poziomu sprawdzalności"! STANDARTOWE PROCEDURY SPRAWDZAJĄCE NIE BĘDĄ WIĘC W STANIE ICH WYKRYĆ! Procedury te, jak już powiedzieliśmy na początku, zaprojektowano tak, aby służyły wykryciu błędu kategorycznie karygodnego - nie zaś sumy drobiazgów i drobiażdżków. Autokontrola, czy kontrola dokonywana przez równorzędnego nam partnera TO ZA MAŁO, jesteśmy bowiem pobłażliwi dla siebie samych i dla siebie nawzajem. Konieczna jest instytucja "organizatora odpowiedzialnego", który zwróci naszą uwagę na drobne z pozoru elementy, które by nam umknęły. Taką "funkcję żandarma" pełni szef szkolenia klubu - postać istniejąca w CMASie od blisko pół wieku, pojawiająca się już niekiedy w innych, młodszych federacjach, które powoli dorastają do tego pomysłu. Oczywiście ten szef szkolenia też nie jest wszystkowiedzący, on również ma prawo być zmęczony, jemu również należy patrzeć na ręce - stąd prastary obyczaj by CMASowskiej bazy nie prowadził nigdy JEDEN INSTRUKTOR. Np. żeby przeprowadzić legalny kurs P2 - potrzebnych jest zawsze co najmniej dwóch. W Active Divers zdarza się, że zatrudniam sześciu na raz, nigdy zaś mniej niż dwóch.
Mam do Państwa gorąca prośbę: proszę przeanalizować swoje nurkowania i poszukać drobnych przekroczeń, których dokonaliście. Z pewnością znajdziecie takie, nikt bowiem nie jest wolny od błędu. Jeśli podczas tych nurkowań nie przydarzyło się Wam nic przykrego - to znaczy, że "masa krytyczna" błędów nie została osiągnięta. No i chwała Bogu. Lecz jeszcze jedno czy dwa przekroczonka i mogło być inaczej...
Wypadek nurkowy wynika wyłącznie z sumy błędów człowieka - nigdy nie wynika z niczego innego.
Analiza tych błędów stanowi bezcenny środek dydaktyczny, stosowany w mojej bazie od lat. Niniejszy krótki wykład stanowi część programu obszernych seminariów o wypadkach nurkowych. Seminaria te przeprowadzam podczas kursu P2/ CMAS.
ze sportowym pozdrowieniem
szef szkolenia Klubu Płetwonurków Active Divers PTTK
Tomasz Strugalski
grzesnur - 15-07-2004, 14:40
Skoro sam nie potrafie zidentyfikowac (prawidlowo ocenic) wszystkich bledow, niedociagniec i brakow to jak zrobi to za mnie instruktor? Czeklista na 200 pozycji? Ej, kupy sie nie trzyma - choc poczatek interesujacy, no i te prastare zwyczaje to tez lekkie przegiecie - ale te modele tak maja.
pzdr
grzesiek
Miłosz - 15-07-2004, 15:01
A ja się odniosę do znaków nurkowych. Z tym mam zawsze największy ubaw. Nie znasz dnia ani godziny... Przykłady z mojej praktyki (co znaki oznaczały dowiadywałem się na podstawie podjętej przez partnera akcji, albo na powierzchni):
* partner pokazuje na głowę - znak oznacza: sprawdź gdzie mam octopus.
* partner pokazuje palcem wskazującym w górę - oznacza: wypływam sprawdzić gdzie jesteśmy, poczekaj.
* partner pokazuje kierunek wyprostowaną dłonią ze złożonymi palcami: oznacza płyń bliżej mnie
* partner świeci mi w oczy latarką i coś na jej tle pokazuje
* pytam partnera: ok? odpowiedź: trzy. (głębokość 5 metrów, więc raczej nie narkoza).
* informuję, że płynę na rezerwie - partner: ok i wypływa.
* partner pokazuje na dno - co oznacza: trzymajmy głębokość.
Zebrane z zeszłego sezonu. W tym na razie bez przygód. Nadzwyczajnie cenię sobie chwile, kiedy okazuje się, że nurkuję z osobą, która sprawnie pokazuje (prowadząc np. grupę) bliższe trzymanie się, głębokość, sprawdzenie manometrów, rezerwę... super. Trudno też sprawdzić jednorodność znaków przed zanurzeniem, zwłaszcza jak się ma P1. Wszystkie powyższe przykłady, to nurkowie AOWD lub P2 i wyżej.
Pozdro,
Nishi
Beny - 15-07-2004, 17:51
| Cytat: | | Skoro sam nie potrafie zidentyfikowac (prawidlowo ocenic) wszystkich bledow, niedociagniec i brakow to jak zrobi to za mnie instruktor? Czeklista na 200 pozycji? |
A moze by tak zredagowac 10 przykazan bezpiecznego nurkowania?
pozdrawiam
Beny
Art - 16-07-2004, 10:03
Takie zasady są w książeczce płetwonurka KDP CMAS.
Jest tam chyba ze 20 punktów - na końcu książeczki.
Myślę że coś podobnego też jest w Twojej tylko dobrze poszukaj
Pozdrawiam
Art - 16-07-2004, 10:06
a coś takiego znalazłem na stronach nurkomanii
http://www.nurkomania.pl/a0624.htm
... najbardziej podoba mi się ostatni punkt:
"Pamietaj, że nie jesteś niezniszczalny. Życie jest tylko jedno, podobnie jak Matka!"
nseal - 16-07-2004, 10:24
| Nishigoi napisał/a: | | A ja się odniosę do znaków nurkowych. Z tym mam zawsze największy ubaw. |
Eeeeetam
Historia ode mnie: instruktor schodzi z dziewczyną przy opustówce (kurs LOK). Na dole pyta czy wszystko ok? Panienka na to falująca dłoń (znak: coś nie ok!!!) i następnie kciuk w górę... aha, przerywamy nurkowanie i powrot na łódź.
Pytanie: co się stało?
Panienka: Nic. Spytałeś czy ok, a ja odpowiedziałam: spoko, spoko! jest ok!
Tyle, jeżeli chodzi o sygnalizację.
Z innych ciekawych znaków to do kumpla fotografa pokazywałem: patrz! miętus w jamie. Znaku nie opiszę, bo kobiety to forum czytają
Pozdrawiam
Beny - 16-07-2004, 13:24
| Cytat: | | miętus w jamie. Znaku nie opiszę, bo kobiety to forum czytają |
hahahahahahahahahahahahahahahahahaha
Mania - 16-07-2004, 14:26
nseal zebys ty wiedzial jakie my kobiety mamy rozne znaki pod woda... na pokazanie roznych rzeczy...ale nie wymienie bo sa tu mezczyzni...
Mania
MARO - 16-07-2004, 14:44
Nasz ulubiony ciag dalszy (T.S.) napisal:
Pomyślałem więc sobie, że nie zaszkodzi podzielić się z Państwem doświadczeniem, które (bez żadnej mojej zasługi) przyszło do mnie przez wiele długich lat zajmowania się wyłącznie nurkowaniem
"Poszedłem do wody z pustą butlą, bo zapomniałem sprawdzić" , "poszedłem do wody sam" , "poszedłem do wody po wódce" , "poszedłem na powietrzu na 100 metrów" , "poszedłem pod lód bez lin", "wykonałem nurkowanie bez asekuracji tlenem", "zamknąłem zawór butli, gdy wystąpiło zalodzenie automatu", "zgubiłem partnera w toni"
Wynika z tego ze T.S. byl swiadkiem takich zajsc (nawet przez mysl mi nie przeszlo ze bral w nich udzial !!!!!!) i nie zareeagowal ????
Rozumiem ze doswiadczenie zostalo nabyte empirycznie (pomimo tego ze wielu potepia empityzm).
Podobno od niepamietnych czasow, od kiedy T.S. jest instruktorem (co wyraznie sugeruje skleroze i pwazny uraz glowy) nasz mentor T.S. nie mial zadnego wypadku w "swojej" bazie. To albo ma doswiadczenie i klamie ze nie mial wypadku albo slyszal i nie ma zadnego doswiadczenia i znowu klamie ze ma.
Dalej T.S. pisze:
Taką "funkcję żandarma" pełni szef szkolenia klubu - postać istniejąca w CMASie od blisko pół wieku - jak na takie srwierdzenia mlodo wyglda nasz T.S.
Na zakonczenie jak zwykle "odkrywczy" komunal:
Wypadek nurkowy wynika wyłącznie z sumy błędów człowieka - nigdy nie wynika z niczego innego.
Jak zwykle
Zawsze panski - MARO
kijanek - 18-07-2004, 19:20
Poprzednie posty kolegi T.S. były czasami kontrowersyjne (to delikatne określenie, prawda?), autoreklamiarskie, napuszone czy wręcz obraźliwe. Ten jest... niebezpieczny!
Nurkowanie jest zabawą stricte indywidualną (nawet gdy nurkujemy w parze): liczą się indywidualne zdolności, umiejętności, opanowanie i rozwaga. To co robi T.S. - dla celów ściśle marketingowych - jest po prostu zaproszeniem do wypadków (pomijam tu moralną ocenę wykorzystywania wypadku do reklamy własnej działalności). Żadna baza, żaden partner, przewodnik, instruktor czy szef wyszkolenia (nawet i "żandarm") nie może zdjąć z nas odpowiedzialności za nas i naszego partnera...
Wyobraźcie sobie: przyjeżdżamy do bazy i już przy wjeździe portier sprawdza czy mamy uprawnienia, badania, czy nie palimy i nie wwozimy do bazy alkoholu. Oczywiście tego dnia nie nurkujemy, bo szef-żandarm uznał, że po podróży nasze zdolności posychofizyczne to wykluczają. Potem kolacja - o jednej godzinie wszyscy jedzą to samo - i o 21 szef wyszkolenia sprawdza czy wszyscy w łóżkach i gasi światło (bo przecież przed nurkiem trzeba być wypoczętym). Rano pobudka o 7:30. obowiązkowa gimnastyka, śniadanko i odprawa. Zbiórka! Meteoropaci, kobiety z PMS-em i ci co nie nurkowali przez minimum 6 miesięcy - wystąp! Zgłosicie się w kuchni do obierania ziemniaków! Jednorazowo wchodzi do wody nie więcej niż 9 osób - trzy pary i po przewodniku na dwójeczkę (ograniczenie z powodu liczby zestawów reanimacyjnych). Pływamy w kółko - zakręty tylko w prawo. Potem badanie alkomatem, test na inteligencję, egzamin ze znaków nurkowych i dive check na platformie. Przed wejściem do wody szef wyszkolenia sprawdza manometry, automaty, zapięcie balastu i pyta czy zrobiliśmy siusiu. W wodzie 30 minut lub do 100 atm w butli (50 klasycznie i 50 dla większego bezpieczeństwa - rezerwa, którą można uruchomić tylko po sygnale szefa wyszkolenia). W czasie nurkowania para trzyma się liny i ma przywiązane do tyłka bojki. Po wyjściu szef wyszkolenia sprawdza komputery, by wychwycić ewentualne odchylenia od planu nurkowania...
Jak wam się podoba? Pomijam już brak przyjemności z takiego "totalitarnego nurkowania". Gorsze jest to, że nurkowie wyszkoleni w takim "reżimie" uczą się braku odpowiedzialności.
- Konieczna jest instytucja "organizatora odpowiedzialnego", który zwróci naszą uwagę na drobne z pozoru elementy, które by nam umknęły. Taką "funkcję żandarma" pełni szef szkolenia klubu. - twierdzi Strugalski.
Otóż nie! Nie jest konieczna; przynajmniej nie tak, jak rozumie ją T.S. Nie można zdejmować z nurków odpowiedzialności i przenosić ją na bazy, bo to prowadzi do "wyuczonej bezradności" - po pewnym czasie ci ludzie nie będą już w stanie nurkować samodzielnie.
Nie mówiąc już o tym, że jeżeli się milcząco zgodzimy, że "bezpiecznie" jest tylko tak, jak chce T.S., to po pewnym czasie doczekamy się ustawowego zakazu nurkowania "niezorganizowanego" (poza bazami z szefami wyszkolenia).
Oczywiście jest też taka możliwość, że tylko nurkowie wyszkoleni przez T.S. potrzebują koniecznie tego rodzaju nadzoru "żandarma" - wówczas radziłbym jednak Tomkowi zająć się czymś innym niż szklenie - tak będzie bezpieczniej.
kijanek
lobster - 19-07-2004, 04:01
| kijanek napisał/a: | | jeżeli się milcząco zgodzimy, że "bezpiecznie" jest tylko tak, jak chce T.S., to po pewnym czasie doczekamy się ustawowego zakazu nurkowania "niezorganizowanego" (poza bazami z szefami wyszkolenia). |
i o to chodzi panie Hawranek....
|
|