FORUM-NURAS
Froum dla nurkujących i nie tylko ...

NURKOWANIE EKSTREMALNE I TECHNICZNE - Kurs jaskiniowy - opis

mi_g - 18-12-2015, 13:10
Temat postu: Kurs jaskiniowy - opis
Nie chcę tu opisywać jakichś indywidualnych przygód czy odczuć ale pokazać jak z grubsza taki kurs wygląda i zcego sie można spodziewać. Wydaje mi się że właśnie to było jedno z oczekiwań w wątku: kurs jaskiniowy rozne poziomy . ceny i organizacje
Ponieważ widziałem jeszcze jeszcze inne kursy prowadzone przez tego samego instruktora - w jednym uczestniczyła moja żona, inne odbywały się w czasie gdy nurkowaliśmy w pobliżu, rzeczy o których wiem że są typowe dla tego instruktora postaram się oznaczyć kursywą.

Instruktor Michał "Majki" Winek. (jeden z tych wymienionych w poprzednim wątku jako czynny)

Można przyjąć że częścią wstępną do kursu były warsztaty - teraz może to być kurs Cavern. Nie są one obowiązkowe i nie są częścią kursu ale czas we Francji jest ograniczony i nie za bardzo jest możliwość powtarzania ćwiczeń, jeśli odstaje się od pozostałych kursantów lub coś wyraźnie nie idzie można po 2-3 dniach stanąć przed wyborem czy wracać do domu czy spędzać czas na ogladnaiu okolicy (zresztą bardzo ładnej).

Czyli najpierw warsztaty na Koparkach:
2 dni, 3-4 nurkowania: trochę teorii i trochę praktyki, nauka poręczowania, komunikacji światłem, pływania w zespole "jaskiniowym", obsługi sytuacji awaryjnych. Te dwie ostatnie również przy braku widoczności. Zwieńczeniem warsztatów było nurkowanie "zadaniowe" nieco utrudniane przez instruktora.
Jego celem było: dopłynąć do końca poręczówki po drodze deponując "tlen" na 6m, wrócić, podjąć depozyt i odbyć na nim 3min przystanek. To wszystko bez widoczności. Ślepe maski zostały założone przed zanurzeniem zdjęte po wyjściu. Na koniec po zdjęciu czarnych masek mieliśmy powiedzieć ile mniej więcej mamy gazu w butlach (oczywiście nie patrząc na manometr). Poręczówka około 200m ze skrzyżowaniem. Dla znających kamieniołom: zanurzenie przy platformie, w lewo do końca a następnie w prawo tam gdzie było BMW i dalej w kierunku gdzie obecnie jest wrak. Droga powrotna z zestawem awarii: najpierw jedna osoba zaplatana w poręczówkę, później OOG.
Ogólnie poszło nam w miarę OK, za wyjątkiem przystanku... Doszło do jakiejś kłótni na ślepo czyj state jest czyj w wyniku której rozdzieliliśmy się a mój partner lotem koszącym zaliczył dno…

Teraz czas na kurs.
Miejsce: Francja, region Lot. Czas końcówka czerwca. 6 dni kursowych. Początek kursu niedziela koniec - piątek
Z powodu chorób wykruszyli się kursanci i kurs zrobił się indywidualny co na pewno miało wpływ na jego przebieg.
Jaskinie: St. George, Cabouy, Ressel, Landenouse, Truffe, St. Saveur [Typowe to: Cabouy/Pou Meyssen, Ressel, najmniej typowa Truffe, wszystko zależy od stanu wody w Lot]
Zwykle dziennie były 2 nurkowania, jedno rano drugie popołudniu, aby nie tracić czasu w użyciu były dwa twinsety które były bite wieczorami.
Każde z nurkowań miało dedykowane jakieś zadanie lub sytuacje awaryjną (jedną lub wiele) np. poręczowanie, OOG, brak światła, wplatanie w poręczówkę skrzyżowanie i ich oznaczenie, poszukiwanie zagubionej poręczówki, poszukiwanie zagubionego partnera, itd. W każdym kolejnym nurkowaniu oprócz zadania głównego były "powtarzane" ćwiczenia z jednego lub kilku poprzednich nurkowań.
Z grubsza doprowadziło to do tego że gdzieś od 4 nurkowania każde kolejne było sekwencją wymuszanych/prowokowanych przez instruktora awarii które trzeba było rozwiązać aby wykonać zadanie lub powrócić na powierzchnię.
Przed każdym nurkowaniem było omówienie planowanych zadań (ćwiczeń) które będą na nurkowaniu. Oczywiście ćwiczenia „powtórzeniowe” nie były omawiane i wynikały w trakcie nurkowania. Po każdym nurkowaniu było omówienie, podsumowanie i wnioski. Najpierw ze strony zespołu (kursantów) później ze strony instruktora.
Nurkowania trwały zwykle koło godziny (najkrótsze 45min najdłuższe prawie 2h) , przygotowanie sprzętu po i przed nurkowaniem około 1.5h omówienia przed i po każdym nurkowaniu w sumie koło 1-3h. Średnio dwa nurkowania koło 8h do tego obiad przy jaskini około 1h, dojazd 1h a na wieczór trzeba było nabić butle zjeść jakąś kolacje. Zwykle zaczynaliśmy koło 8 rano kończyliśmy o 8 wieczorem, czasem jeszcze jakieś ćwiczenia na sucho, czasem jakieś dodatkowe omówienie/wykład…
Nurkowania odbywały się w szybkim lub bardzo szybkim tempie, co dla osób nieprzyzwyczajonych jest meczące.
Jeśli czas pozwalał czyli ćwiczenia szły sprawnie a tempo było dla Majkiego zadowalające to nurkowanie w głąb było bardziej "turystyczne" a z powrotem bardziej "kursowe".

Jak wyglądały nurkowania, te bliżej końca kursu, przedstawie na przykładzie jednego z nurkowań w Ressel (oczywiście z nieco już przyćmionej pamięci bo to parę lat temu było):
Założenia do nurkowania: Celem nurkowania jest przećwiczenie zachowania w przypadku zaplątania się w poręczówkę i wycinania się oraz powrotu przy braku widoczności. Przy czym aby nie rozwalić stałego oporęczowania zrobię jumpa w bok i posłuży on do ćwiczeń. Płyniemy w głąb do szaftu (około 380m od wejścia) lub do ciśnienia 1/4.
Uwagi: Jeśli tempo będzie szybkie i nie skopie czegoś po drodze to będę mógł sobie sobie pogadać to bardzo znane miejsce a instruktor nie będzie przeszkadzał po drodze, a ćwiczenia będą w drodze powrotnej.
Sprawdzenie powierzchniowe było OK, oznaczyłem poprawnie skrzyżowania, zareagowałem na sygnalizacje partnera, tempo okazało się dobre (cel osiągnięty w 16min co oznacza prawie 24m/min i zużycie gazów 1/6) więc instruktor nie przeszkadzał i pooglądałem okolice szaftu.
Już w trakcie oglądania został zasymulowany wyciek gazu - usłyszałem zrobiłem poprawny S-Dril. Chwilę później "straciłem światło główne" [*]. Przeszedłem na backup. Zrobiłem skrzyżowanie zostałem zaplatany w poręczówkę i wycinałem się. Gdy posprzątałem i ruszyłem dalej została „straciłem płetwę”[**], po chwili dostałem czarna maskę i ciąg dalszy odbywał się "bez widoczności"[***].
Następnie wystąpił OOG, a później zaplątałem się w poręczówkę ponownie (pewnie nigdy sie nie dowiem czy to ja źle nawinąłem kołowrotek po ćwiczeniu, czy pomógł instruktor oraz na ile zaplątanie było wygenerowane). Kolejne wycinanie/wyplątywanie się tym razem w ślepej masce...

Kurs kończył się "nurkowaniem zaliczeniowym"[****]. Nurkowanie w całości zaplanowane i zrealizowane przeze mnie i w którym instruktor „tylko” starał się aby "wysypało się" prawie wszystko.
Był jeszcze egzamin pisemny raczej prosty. Tak w ogóle kurs jest bardziej praktyczny teorii niewiele. Nie miałem typowych wykładów a widza teoretyczna była przekazywana przy okazji planów ćwiczeń, ćwiczeń na powierzchni lub omówienia po nurkowaniu. Jak się tego słuchało to egzamin pisał się właściwie sam.

[*] czytaj: instruktor kazał zgasić
[**] czytaj: instruktor zabrał
[***] czytaj: ubrałem ślepą maskę
[****] można by to też nazwać nurkowaniem podsumowującym.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group