| |
FORUM-NURAS Froum dla nurkujących i nie tylko ... |
 |
HYDE PARK - Nauka angielskiego...
Rumelia - 15-03-2005, 22:15 Temat postu: Nauka angielskiego... Czy uczył się ktoś angielskiego metodą Callana? Proszę o opinię na temat tej metody.
Pozdrawiam
agrest - 15-03-2005, 23:28
jam to byl.
Niestety musialem przerwac po trzech czy czterech stage'ach.
Ogolnie moge powiedziec tyle. Przelamuje bariery a czy mozna sie z tego nauczyc angielskiego?... Jesli tylko bedziesz chcial to pewnie tak. Jesli nie to nikt Ci lopata do glowy nie nalozy. Wszystkie szkoly uczace ta metoda daja lekcje probne. Uwaga. Jesli Ci sie spodoba i sie zapiszesz to placisz za te lekcje, jesli nie to nic nie bulisz. Fajne jest tez to ze jest bardzo mala powtarzalnosc prowadzacych. Prawie zawsze masz zajecia z kims innym. Mozesz dzieki temu nauczyc sie rozumiec ludzi z roznymi akcentami. Ogolnie bylem bardzo zadowolony i chyba zapisze sie jeszcze raz. Co do certyfikatu to nie liczylbym na nic. Jesli bedziesz na spotkaniu FN to moge podrzucic Ci pare materialow ze szkoly Callana. Zobaczysz jak to miej wiecej wyglada.
Pozdrawiam
J.
Mania - 16-03-2005, 00:14
No to ja moze jako stara ciotka z praktyka uczenia angielskiego.
Na poczatku przyznam sie bez bicia, ze nie znam tej metody i nie iwem na czym ona polega. ale mowiac kilkoma jezykami i bedac w zasadzie od urodzenia dwujezyczna (polsko - angielska) powiem tak - niezaleznie jaka jest metodyka nauczania nikt i nic nie zastapi pracy wlasnej, czyli po prostu kucia na pamiec - slowek, formulek gramatycznych, odmian etc.
jesli natomiast chodzi o angielski jest to wbrew pozorom dosc trudny jezyk do nauczenia sie przez Polakow. Poczawszy od phrasal verbs, poprzez idiomy az po czasy i tryby warunkowe, ktore w jezyku polskim nie istnieja (to znaczy niektore czasy - jak zaprzeszly - istnialy w staropolskim, ale tryby nigdy). Nie mowiac o wymowie...
Jesli naprawde chcesz sie nauczyc angielskiego to zacznij juz dzis oszczedzac, a nastepnie wyjedz do Anglii na miesiac do szkoly jezykowej. Najlepiej takiej, w ktorej nie ma Polakow i ktora daje ci mieszkanie u Angoli. Chodzi o to bys po prostu byla zmuszona do uzywania angielskiego. Po miesiacu nawet nie zauwazysz, ze zaczelas mowic. Ja do takiej szkoly zostalam wyslana jak mialam chyba 15 lat, potem przez kilka lat z rzedu co roku na coraz wyzszy poziom.... No dobra, skonczylam na poziomie uniwersyteckim studiujac anglistyke (dokladnie English as a foreign language - anglistyka dla cudzoziemcow) na Uniwersytecie Londynskim
Mania
Rumelia - 17-03-2005, 11:49
| Cytat: | Jesli naprawde chcesz sie nauczyc angielskiego to zacznij juz dzis oszczedzac, a nastepnie wyjedz do Anglii na miesiac do szkoly jezykowej. Najlepiej takiej, w ktorej nie ma Polakow i ktora daje ci mieszkanie u Angoli...
Hmmm...perspektywa kusząca ,ale mnie mój mąż na tak długo nie wypuści ,bo kto by w garach w tym czasie mieszał(?)he he he
Nauki muszę pobierac w Warszawce.
Jeśli macie namiary na jakąś dobra szkołę językową to dajcie namiary.....na priv oczywiście
co by nas o kryptoreklamę nie posądzili .:)
Pozdrawiam |
Mania - 17-03-2005, 14:49
Rumelia
smutna prawda jest taka, ze w zasadzie zadnego obcego jezyka nie da sie nauczyc dobrze w swoim ojczystym kraju. Tylko w kraju, w ktorym tym jezykiem mowia. No chyba, ze zamienisz meza na jakiegos Angola - to jeszcze drugie niezly sposob nauczenia sie jezyka.
Mania
stachu - 17-03-2005, 14:56
kazdy ma swoje opinie ja obecnie uczeszczam na taki kurs prowadzony w rybniku i jestem bardzo zadowolony >metoda jest swietna ja tempy i jakos sobie radze .............................zachecam wszystkich bardzo dobry system nauczania ,nauczanie podobne jak na kursach nurkowania , total luz swietna atmosfera oraz dobra zabawa polecam kazdemu STACHU
Mania - 17-03-2005, 15:16
Stachu
Ja nie neguje kursow w Polsce. Sa rewelacyjne do nauczenia sie gramatyki i zlapania podstaw jezyka. Solidnych podstaw. Ale potem - niestety - to juz kraj mowiacy oryginalnie po angielsku. Moge sie z Toba zalozyc, ze jesli byles juz w Anglii, to mimo swietnego kursu przez pierwsze dni nie rozumiales nic co do ciebie dookola mowia. A jesli nie byles to moge sie z toba zalozyc, ze tak wlasnie bedzie. I rozumienie ulicy - a wiec pan plotkujacych w sklepie, kolesia zachwalajacego swoj towar, etc - zajmie conajmniej tydzien.
Mania
PS. Troche to pisze z wlasnego doswiadczenia - i jako osoby uczacej sie angielskiego i takiej, ktora uczyla innych.
Tomasz-Szeryf - 17-03-2005, 15:17
Mania napisała
| Cytat: | | No chyba, ze zamienisz meza na jakiegos Angola - to jeszcze drugie niezly sposob nauczenia sie jezyka. |
Szukam męża, może być żona koniecznie angielka (uroda bez znaczenia byle zadbana) bo kurde trza ten jezyk rozplatać na dobre.
Tak na poważnie zgadzam się z tym co pisze Mania. Mój angielski to kulawy pies na kursie chodzenia. Przez kilka ładnych parę lat uczyłem się niemieckiego i szprechen w dechen nadal - bo się nie przykładałem. Angielski tak na poważniej dał mi w kość na studiach przez 4 lata miałem wymagającego anglika i przedewszystkim chciałem się nauczyć tego języka. Wchodził mi bardzo szybko, może dzięki podstawom z niemieckiego! Choć poziom mam podsawowy to wiem coś więcej a to motor do dalszego uczenia się! Mam współpracownika, który uczy się ang. już w trzeciej szkole. Mając kilka certyfikatów miedzynarodowych (jeden z Angli) nadal twierdzi, że nie potrafi mówić po angielsku - bo siedział w Irlandii tylko 3 miechy.
Mania - 17-03-2005, 15:21
I w zwiazku z tym mowi po irlandzku "sewen up" (czytac doslownie) podczas gdy brytole mowia "sewen ap"
I jeszcze pare takich.....
Irlandia piekny kraj
Mania
Tomasz-Szeryf - 17-03-2005, 15:24
Dokładnie !
agrest - 17-03-2005, 17:15
Jesli chodzi o rozumienie i kurs callana to jest to chyba najlepszy kurs prowadzony w kraju ktory przygotuje przecietnego kowalskiego do rozumienia. Dlaczego? Ano pewnie dlatego ze w szkole masz zajecia prawie caly czas z kims nowym a wiadomo nowy=nowy akcent. Liczba lektorow typu native jest rozna w zaleznosci od szkoly ale przewaznie co druga lekcja jest z takim nauczycielem. Idea takiej szkoly zaklada ze nie moze byc to tez zwykly native. Powinien byc to czlowiek ktory mowi duzo szybciej niz przecietnie (w rzeczywistosci jest inaczej).
Ja np. mialem zajecia z angolem, amerykancem, gostkiem z nowej zelandii i jeszcze jakimis innymi odmianami angielskiego Fajnie bo od kazdego mozna bylo dowiedziec sie czegos innego specyficznego dla kraju z ktorego pochodzi (oczywiscie w kontekscie jezyka).
Jednak tak jak pisze Mania, nic nie zastapi ciaglego kontaktu z zywym jezykiem.
Pozdrawiam i polecam.
J.
Leszek Remesz - 17-03-2005, 22:13
Popieram Manie w jej stanowisku. Moje doświadczenie to dwa kursy w szkole językowej w Anglii po dwa tygodnie. Ciekawostką było to, że w grupie byli ludzie z całego świata i ogromnym wysiłkiem było zrozumienie francuza z jego akcentyem czy japończyka, który myśląc w swoim języku i mówiąc po angielsku nigdy nie był pewien czy odpoweiedź winna brzmieć yes czy no iwęc na wszelki wypadek mówieł " yes, no" Dodatkowo mieszkając w rodzinie angielskiej zmuszony byłem co dziennie zdawać relację z całego dnia oraz opowiadać o Polsce i naszych zwyczajach. To był prawie obóz przetrwania ale wyniki równe rocznej intensywnej nauce języka w Polsce.
agrest - 17-03-2005, 22:16
No to gratuluje przetrwania. A dawno tam byles?
Leszek Remesz - 17-03-2005, 22:20
Ostatni raz dwa lata temu a poprzenieno czrery lata temu.
Rumelia - 17-03-2005, 23:35
Nio Agrest masz dar przekonywania. Chyba się odważę i popracuje nad kulawą angielszczyzną metodą Callana ,bo cóż mi więcej pozostało.... Męża na anglojęzycznego nie będę na gwałt zmieniać, ponieważ z polskojęzycznego jestem całkiem zadowolona Wyjazd do Albionu też mi raczej się nie kroi ,bo właśnie zainwestowałam w egipskie nurki. W końcu w Egipcie też można sobie po angielsku pogadać....albo po mozambicku
Pozdrawki
martin - 18-03-2005, 08:51
| Mania napisał/a: | | I w zwiazku z tym mowi po irlandzku "sewen up" (czytac doslownie) podczas gdy brytole mowia "sewen ap" |
Slaski jest gorszy. Pisze sie "watrabianka" a wymawia "leberwuszt"
Bania - 18-03-2005, 12:15
Taaaa,
to ja tez tu podpisuje sie pod tym co Mania pisze..z tym mezem to gorzej,
ja mam meza francuza, po francusku w zab, zaczalam sie uczyc i nic mnie cholera nie zmotywuje. Bo motywacja najwaznieszy czynnik w calej tej zabawie.
Przyklad - motywacje do Hiszpanskiego mam - i przychodzi mi z latwoscia, do francuskiego nie..i sie mecze..
Tak, Irlandia kraj piekny, zielono wczoraj bylo, duzo zielonych ludzikow tu biegalo..
Pozdrawiam
Bania
yogi - 20-03-2005, 06:02
dokładnie Martin ma racje
lub pisze sie leberkeese a mówi martadela
pozdrawka dla ziomala z bawarii
|
|