| |
FORUM-NURAS Froum dla nurkujących i nie tylko ... |
 |
OPOWIADANIA NURKOWE - po churaganie...
ted79 - 15-11-2005, 05:35 Temat postu: po churaganie... Zeby zaczac ta miniopowiesc, wspomne tylko, ze naszymi pierwszymi krokami(nurami), byly zanurzenia podczas kursu OWD na wyspie Cozumel. Byla wtedy moja partnerka "nurkowa", ja, no i nasz instruktor, naprawde go szanuje, byl dobry...Nauczyl nas podstaw nurkowania...Ukonczylismy kurs z wynikiem pozytywnym(ze zdawaniem testow po angielsku juz nie chce miec nigdy nic do czynienia, wyrazenia w stylu ascending i descending myla mi sie do dzisiaj;), ale nie o to chodzi... Pozwiedzalismy Meksyk, ale zapalilismy sie we dwoje do nurkowania, wiec przed powrotem z miesiecznych wakacji, chcielismy zaliczyc jeszcze jeden dzien nurkowania.Tak dotarlismy do Playa Del Carmen. Bedac wczesniej na Kubie przetrwalismy huragan "Dennis"...Po "Dennisie" byla jakas "inna kobieta", nie pamietam juz teraz, ale byl to churagan zaraz po "Dennisie"na Zatoce Meksykanskiej",ktora zniszczyla miejsce naszego chwilowego zamieszkania(zerwane kable, palmy na drogach, powybijane szyby).My jednak chcielismy ponurkowac na koniec wakacji w Meksyku. Zostalo wystarczajaco duzo czasu do podrozy samolotem... Zabralismy sie wiec lodzia na nurkowanie.Bylo to pierwsze nurkowanie z tej "stajni" po huraganie. Bylo 8 nurkow plus instruktor.Wsrod "nas"jeden dive master, ktory wcale sie tym nie chlubil. Dowiedzialem sie o nim dopiero pozniej od mojej partnerki, po calym zajsciu, ze ma ten stopien. Pierwsze nurkowanie- po wynurzeniu z 70 feet(maksymalnie, kontrolowalem glebokosc caly czas, pomijajac, ze OWD nie powinien nurkowac na tej glebokosci ) zgubil sie wymieniany wczesniej divemaster, byl zwyklym uczestnikiem wyprawy...Po "zebraniu" wszystkich z lodzi, brakowalo wlasnie jego.Nasza przewodniczka powiedziala tylko, ze brakuje "jednego"...Powiedziala, zeby szukac glowy na powierzchni...Znalezlismy "zgube" na powierzcni po 10 minutach...Drugie nurkowanie- "Znalismy" ta rafe z maja partnerka z kursu, po prosu nurkowalismy tam na dzien po zakonczeniu OWD, wtedy prywatnie wynajelismy lodz(zolwie sa super!!!). Ale po huraganie widocznosc byla gorsza(tak sadze)niz na niejednym polskim jeziorze. Prawie nie poznalem "oplywanego" terenu, widocznosc ok.3 metrow. Byl nawet pien palmy wbity w rafe!!!To wszystko bylo przez ten huragan...
Bylo nas osmiu plus instruktor... Po 15 minutach w zasiegu wzroku mialem tylko moja partnerke i wspomnianego divemastera-trzy osoby z dziewieciu!!!Dawalismy sobie znaki z rodzaju"co sie dzieje?".Widzialem, ze moja partnerka byla mocno zdenerwowana cala sytuacja...Ja, nie ukrywam, tez. Staralem sie trzymac caly czas z nia, przeciez ona byla dla mnie najwazniejsza...Poza tym widzielismmy, ze koles "divemmaster" nie wymieka.Moze znal ta rafe, nie wiem...Zaufalismy mu jednak i podazalismy za nim przez nastepne minuty. Czulismy sie strasznie nieswojo... Powiem Wam teraz , ze gdyby nie moja partnerka, to zaczalbym wynurzanie na wlasna reke...(jednak po OWD zna sie zasady...). Plynelismy za nim i po kilku minutach zauwazylismy przewodnika, po kilku chwilach reszte...
Bylo wynurzanie, przystanek bezpieczenstwa...Ale to nie bylo to...Przyznam sie...Balem sie, szczegolnie o moja towarzyszke, czulem sie za nia odpowiedzialny, mimo, ze doswiadczenie mielismy takie same...
Wtedy kiedy bylismy tylko we trzech(moja towarzyszka, ten dive master i ja), naprawde chcialem sie z nimi znalezc juz tylko na powierzchni...Ale czulem, ze to bedzie kolejne doswiadczenie...Wiele mnie to nauczylo, bedac nawet poczatkujacym nurkiem... Juz nigdy nie zaufam(tak do konca) instruktorowi. Bede polegal na sobie-jesli sobie nie radze---uciekam na powierzchnie, biarac za reke swojego partnera....Na wlasna/wspolna... reke...
Co o tym myslicie? Jakies podobne doswiadczenia?
Strasznie pozdrawiam--------TED79
|
|