Pawel_B - 19-08-2012, 15:14 Temat postu: Pierwsze kroki na BałtykuWitam,
Zapraszam do przeczytania moich wrażeń i obejrzenia zdjęć (w linku, na końcu) z moich pierwszych kroków stawianych na bałtyckich wrakach . A więc...
Pogoda od początku nie sprzyjała, w nocy wiatr jak dziki miotał przyczepą, w której spaliśmy. Rano opatulony w kurtkę i jedyną ciepłą bluzę zabraną na ten przecież gorący (teoretycznie) lipcowy tydzień, z czapką zasuniętą prawie na oczy dreptałem w stronę portu. „Będę rzygał, nie mam wątpliwości” - pomyślałem patrząc na kołyszącego się riba i fale z białymi grzbietami. Jak się później okazało, na kursie wrakowym są jeszcze gorsze rzeczy niż choroba morska.
Zaczynamy na lądzie. Maria, z którą kończyłem kurs SD, Daria - moja żona, już z podwodnym doświadczeniem na morzu i ja - koleś, który zaczął nurkować, by nie nudzić się w Egipcie. Życie jednak pokazało, że zimne, ciemne polskie wody bardzo mi się spodobały.
Na wstępie Majki opowiadał o sieciach, linach, zardzewiałych blachach, prądach, falach i innych problemach, z którymi nie spotyka się typowy nurek wychowany na Koparkach czy na Zakrzówku. Różnice są tak duże i istotne, jak pomiędzy żeglarstwem pełnomorskim a śródlądowym – niebo a ziemia. Potem przechodzimy do praktycznych ćwiczeń z poręczówką i konfiguracji sprzętu.
Pierwsze nurkowanie odbywa się w porcie. Półtora metra głębokości, ślepa maska i Majki skrupulatnie zawiązujący i plączący kilkumetrową sieć. Dziewczyny mają pomagać, bym się za szybko nie zaplątał. W ruch idzie mój kultowy, wielki niczym kosa Rambo, nóż na rekiny. Staram się ciąć spokojnie i rozmysłem. Najtrudniejsze się okazuje oswobodzenie automatu. Gdy już nie mam problemów z oddychaniem zabieram się za resztę. Niestety, wielki nóż ma tyle samo plusów, co minusów. Po kilku minutach szamotaniny jestem bardziej zaplątany, niż na początku. W końcu zdaję sobie sprawę, że w rzeczywistości bez pomocy partnera nie było by wesoło. Chwilę później walkę zaczyna Daria – jej mały, przypominający sprzęt do obierania ziemniaków, DIR-nożyk okazuje się być najlepszym narzędziem. Najwięcej zaciekłości wykazała jednak Maria, która przez chwilę wydawała być się zaplątaną od stóp do głów. Po chyba 20 minutach zaciętego wicia się z nożem, udało jej się oswobodzić. Ja w całym tym zamieszaniu gubię maskę. Jest jednak tak zamącone, że decydujemy się rozpocząć poszukiwania po kilku godzinach.
Czy wypłyniemy dzisiaj na wrak? Nie wiem, gdyż mocno wiatr chwilami osiąga 7 stopni w skali Beauforta.
Po udanych poszukiwaniach maski- alarm. Bosmanat się zgadza na wypłynięcie, ruszamy na Groźnego! Szybko dobijam twina, pakujemy się na riba i ruszamy. Szyper nie żałuje gazu, a jako że siedzę z przodu, co chwilę przyjmuję całkiem pokaźne fale. Po dotarciu na pozycję nie ma czasu. Sprawdzenie sprzętu (chyba z trzecie w moim wykonaniu – opowieści o nurkach wodujących się z zakręconymi butlami są dość przekonujące, by nie zabić się w tak głupi sposób) i siup do wody.
Po dotarciu do poręczówki, szybko się zanurzamy. Jeszcze raz sprawdzamy sprzęt, tym razem na 5 metrach, lekko bujając się przy opustówce. Wizura nie zachwyca – wynosi góra 2 metry. Cała grupa (był z nami jeszcze Adam, absolwent kursu wrakowego) zanurza się na około 13-14 metrów. Tam dno robi się jakieś dziwne. Ktoś położył jakiś kamień? Nie, to Groźny! Zaczynamy poręczowanie, robiąc przy tym trochę zamieszania. Jest prawie ciemno, robotę utrudnia także silny prąd. Dość szybko osiągamy ustalone limity gazu. Powoli wynurzamy się przy opustówce, nie pomijając przystanku bezpieczeństwa na 5 metrach. Strzelamy też bojki – z pełnym powodzeniem (ćwiczyliśmy wcześniej w porcie, po wycinaniu się z sieci).
Po wypięciu się ze sprzętu i wpakowaniu na bujającego się riba bardzo się cieszę, że zaraz ruszamy. Niestety ta radość nie trwała długo. Jeden nurek, nie z naszej grupy, jeszcze pozostał pod wodą. To było jedno z dłuższych 15 minut w moim życiu. Wywieszony za burtę pozbywam się całego zapasu serków Danio, które jadłem od rana w celu… no właśnie w tym celu. Rozumie mnie tylko Majki, robiący dobrą minę do złej gry, ale tak naprawdę także okrutnie doświadczany przez chorobę morską. Bierze to i najlepszych – pocieszam się!
Całe niedzielne przedpołudnie to oczekiwanie na słabszy wiatr. Startujemy około 14! Jeszcze jedno Danio, by życie nabrało smaku w obie strony, i ruszamy! Na szczęście morze jest dzisiaj trochę spokojniejsze. Zanurzenie wydaje się być łatwiejsze – jestem już trochę oswojony z bałtycką wodą. Dzisiaj mamy specjalnie nie trafić na wrak i zacząć fachowe poszukiwania z użyciem poręczówki. Po sprawdzeniu sprzętu lądujemy na 18 metrach. Dno jest piaszczyste, a jego dotknięcie nie wywołuje podniesienia się osadów, jak ma to miejsce w śródlądowych zbiornikach. Zresztą prąd jest na tyle silny, że wszystko co się unosi natychmiast jest „zwiewane” dalej. Montujemy poręczówkę i… Daria jest totalnie zaplątana zaworami butli w grubą linę. Chyba się wkręciły włosy, będzie trzeba ich trochę obciąć. Cóż, wyciągam nóż i ratuję żonę! Tylko dlaczego ona zamiast docenić mnie – dzielnego bohatera – śmieje się dziko, zalewając do połowy maskę? Po chwili znam odpowiedź – nie mogę się ruszyć. To Majki sumiennie wiązał pętlę z grubej liny na zaworach mojego twina. W kokardę! Na szczęście sytuację udało się opanować.
Maria rozwija poręczówkę i całą grupą, gęsiego docieramy do wraku. Tu zaczynają się następne problemy. Kolejny wdech i… zasysam denko butli, nie mam gazu! Automat zapasowy również nie podaje powietrza. Szybki znak „out of gas” i po chwili mam czym oddychać – z pomocą przyszła Daria. Ciągnę gaz jak smok, adrenalina daje znać o sobie. Grożę Majkiemu sekatorem, dając do zrozumienia, że jak jeszcze raz pozakręca mi kurki, to poucinam palce. Praca instruktora jest naprawdę niebezpieczna.
Awarie spotykają również pozostałą część naszej grupy, ale ze wszystkim ostatecznie dajemy sobie radę. Denerwuję się, myślę tylko o znalezieniu się na ribie. Na 5 metrach wszyscy strzelamy bojkę, ja moją wypuszczam z ręki wraz z kołowrotkiem i plączę się w linkę. Po wynurzeniu szybko wracamy do portu. Wkurzony idę na dłuższy spacer zastanowić się, czy cała ta zabawa naprawdę mi się podoba. Szybko stwierdzam, że trzeba walczyć dalej, chociaż scena z Groźnego potem nie raz staje mi przed oczami.
Na czwartym, zaliczeniowym nurkowaniem jestem liderem. Lubię to. Nie wiem dlaczego, ale konieczność odpowiadania za partnerów sprawia, że jestem bardziej skupiony i zdeterminowany na sukces (przeżycie?). Tym razem zadanie jest jeszcze trudniejsze. Mamy opłynąć cały wrak i bezpiecznie wynurzyć się w toni przy bojce strzelonej z około 15 metrów. Na morzu i w prądzie nie jest to ani łatwa, ani bezpieczna sztuka. Oczywiście szyper jest uprzedzony o całej procedurze i gotowy, w razie czego, do podjęcia nas z wody niekoniecznie przy miejscu cumowania.
Zanurzamy się dość szybko, sprawdzenie sprzętu i ruszamy zwiedzać wrak. Po dotarciu na pokład ustalamy jeszcze limity czasu i gazu do zawrócenia i wynurzenia. Robi się to na gorąco, dlatego że dopiero w wodzie można ocenić takie szczegóły jak widoczność, czy kierunek i siłę prądu. Nie śpieszymy się, zaglądamy do każdej dziury, ciesząc się widokami. Zaglądamy do maszynowni i kilku innych pomieszczeń. Podziwiamy także życie – małe rybki, które kolorystycznie upodobniły się do muszelek na wraku. Skrupulatnie, co każde 4-5 minut sprawdzamy gaz, by nie dać Majkiemu szansy na udowodnienie, że nurek nie kontrolujący ciśnienia w butlach w rzeczywistości nie potrzebuje powietrza. Jak na jeden wyjazd mam dość awarii. Tym razem wszystko idzie zgodnie z planem. Opływamy całego Groźnego i wracamy na miejsce startu. Decyduję się popłynąć z grupą jeszcze kilkanaście metrów w stronę dziobu, tak by biorąc poprawkę na prąd wynurzyć się przy ribie. Daria strzela boję i pięknie wynurzamy się do 5 metrów. Tam trzymając się za ręce wisimy na przystanku bezpieczeństwa, a potem wynurzamy się tuż przy zacumowanym ribie.
Cała trójka szczęśliwie kończy kurs, jesteśmy nurkami wrakowymi!
Pozdrawiam, Pawełandrzej4380 - 19-08-2012, 18:19 gratulacje!!!
i wielu nurów na wrakach - są piękne!!
pozdrawiam Torpeda - 19-08-2012, 18:57 Najlepszy tekst o serkach Danio- żeby życie miało smak w obie strony
I jak mogłeś zapomnieć o fantastycznych flądrach, które smażył Majki oraz Twojej jajecznicy następnego ranka ?Pawel_B - 19-08-2012, 19:17 Oooo tak, flądry były mistrzowskie !TomKur - 19-08-2012, 19:33 Cześć,
Paweł - gratulacje !. Czytając Twoje przygody z choroba morską - tym bardziej gratuluję.
Jednak dwie rzeczy zwróciły moją uwagę. Zakręcanie zaworów przez osobę trzecia podczas nurkowania - uważam to za niebezpieczne praktyki. I ustalanie limitu czasu i gazu będąc już pod wodą, na wraku. To można spokojnie zrobić na powierzchni, na pewno spokojniej i dokładniej. Ale to moje zdanie, nie krytykuję absolutnie metod szkolenia ani tego co robiliście, .
Pozdrawiam.
Tomek.Pawel_B - 19-08-2012, 19:55 Może trochę źle się wyraziłem przez formę opowiadania - był robiony plan nurkowania przed wejściem do wody - dokładne omówienie, założenie limitów itp. Jednak po zanurzeniu dopuszczalne były modyfikacje. Lider jeszcze raz pokazywał limity biorąc pod uwagę prąd i czas jaki poświęciliśmy na zanurzenie. Nic nie pozostawało przypadkowe.
Co do zakręcania zaworów - praktyka taka z tego co wiem jest dopuszczalna i zalecana w NAUI, właśnie po to, by zaprogramować kursanta na uratowanie sobie dupska pod kontrolą i opieką instruktora. Jedni instruktorzy to stosują, inni nie, zdania są podzielone. Majki stosuje to od lat, może sam więcej o tym powie. Każdy kursant o tym wie, w programie są wszelkiej maści awarie. To nie są kursy dla cieniasów .Syrenka_013 - 20-08-2012, 09:53
TomKur napisał/a:
Zakręcanie zaworów przez osobę trzecia podczas nurkowania - uważam to za niebezpieczne praktyki..
napisz prosze dlaczego tak uwazasz?jacekplacek - 20-08-2012, 10:08
Pawel_B napisał/a:
Co do zakręcania zaworów - praktyka taka z tego co wiem jest dopuszczalna i zalecana w NAUI, właśnie po to, by zaprogramować kursanta na uratowanie sobie dupska pod kontrolą i opieką instruktora. Jedni instruktorzy to stosują, inni nie, zdania są podzielone.
Cześć Paweł Wielu instruktorów ma takie praktyki zakazane przez standardy: nie można w czasie szkolenia prowokować prawdziwej sytuacji OOG. Wielu instruktorów uważa, że nie wolno nawet dotknąć zaworów kursanta - akurat ja do nich należę.
Pawel_B napisał/a:
To nie są kursy dla cieniasów
Odpowiednio poprowadzony nie sprawia hardcorowego wrażenia. I jak w każdym kursie nurkowym, kluczem do wszystkiego jest doskonalenie pływalności Torpeda - 20-08-2012, 10:35
jacekplacek napisał/a:
Wielu instruktorów ma takie praktyki zakazane przez standardy: nie można w czasie szkolenia prowokować prawdziwej sytuacji OOG.
Jacku, z całym szacunkiem, ale CD NAUI zapewne lepiej zna standardy swojej organizacji, i skoro twierdzi, że standardy zalecają pokazanie kursantowi sytuacji realnego OOG to jednak wie, co mówi
Podejrzewam, że standardy różnych organizacji jednak się różnią, więc wydawanie tak kategorycznych osądów jest trochę na wyrost arkac123 - 20-08-2012, 10:43
Syrenka_013 napisał/a:
TomKur napisał/a:
Zakręcanie zaworów przez osobę trzecia podczas nurkowania - uważam to za niebezpieczne praktyki..
napisz prosze dlaczego tak uwazasz?
Wielu instruktorów uważa, że to niepotrzebne stresowanie kursanta.
Ja sama wybieram instruktorów, którzy nie bawią się "w rozbójnika". Nie znoszę "niespodzianek", ale doskonale wiem, że wielu znajomych właśnie dla takich praktyk wybiera Majkiego - przecież każdy może lubić co innego, prawda?
Rozumiem jednak, że jest to sprawa umowna pomiędzy kursantem a instruktorem, i kursanci są uprzedzeni, że coś takiego może się zdarzyć (sama jednak nie czułabym się komfortowo podczas takiego nurkowania z niespodziankami, cały czas czekałabym na "awarię", i byłabym spięta).
A tak przy okazji, już z doświadczenia - prawdziwe OOG bardzo różni się od nagłego zakręcenia zaworu (tzn przy OOG automat podaje "inaczej", da się to wychwycić i odpowiednio wcześniej, ZANIM skończy się całkowicie gaz, i spokojnie podpłynąć do partnura ).
A sam opis Pawła - świetny.
Brakuje tutaj na forum naszych opowieści nurkowych, a przecież na wiatach zawzięcie opowiadamy sobie własne historie, co często trwa dłużej niż samo nurkowanie Wilczy - 20-08-2012, 11:10 Bardzo fajna relacja. Pisz więcej, Pawle :)Torpeda - 20-08-2012, 11:13
arkac123 napisał/a:
A sam opis Pawła - świetny.
Brakuje tutaj na forum naszych opowieści nurkowych, a przecież na wiatach zawzięcie opowiadamy sobie własne historie, co często trwa dłużej niż samo nurkowanie
O tym samym pomyśleliśmy. Takie historie i fanie się opowiada i fajnie się ich słucha. A jak jeszcze można zdjęcia obejrzeć, to w ogóle bajer
Ja teraz pracuję nad relacją z Hańczy i wrażeniami z kursu deep Wilczy - 20-08-2012, 12:06
arkac123 napisał/a:
Brakuje tutaj na forum naszych opowieści nurkowych, a przecież na wiatach zawzięcie opowiadamy sobie własne historie, co często trwa dłużej niż samo nurkowanie :aaa:
I bardzo dobrze, to przecież dla zdrowia - wysycamy cielsko, nasycamy uszy.
Jednym z powodów niezbyt dużej ilości takich opowieści jest z pewnością to, że publikując relację wystawiamy się na oceny i reakcje innych, czasem łagodne, czasem niekoniecznie. W dodatku, wystawiamy nie tylko siebie, ale czasem i partnerów, instruktorów, przewodników itd. - a przecież sporo rzeczy można często wyczytać nawet między wierszami. Mniej lub bardziej świadomie staramy się chronić siebie i znajomych, tak więc czasem zdarza się stosować autocenzurę. To trochę ślepa uliczka, bo w ten sposób grożą nam wyłącznie opisy idealnie zaplanowanych i przeprowadzonych, niekontrowersyjnych, nurkowań. Tym bardziej więc dobrze, jeśli czasem ktoś odważy się zamieścić trochę szczegółów bez makijażu. Inaczej można by wpaść w kompleksy, czytając jak to wszystko wszystkim się udaje, a to ze mną coś musi być niehalo, skoro tak tę bojkę w sobotę... ech... ;)
Pisanie o sobie wymaga odwagi.jacekplacek - 20-08-2012, 12:09
Torpeda napisał/a:
Jacku, z całym szacunkiem, ale CD NAUI zapewne lepiej zna standardy swojej organizacji, i skoro twierdzi, że standardy zalecają pokazanie kursantowi sytuacji realnego OOG to jednak wie, co mówi
Czy ja gdzieś użyłem trybu wartościującego lub odniosłem się do standardów NAUI? Napisałem, że w wielu federacjach NIE WOLNO zakręcać zaworów kursanta a w bywa, że nawet ich dotykać.
arkac123 napisał/a:
A tak przy okazji, już z doświadczenia - prawdziwe OOG bardzo różni się od nagłego zakręcenia zaworu (tzn przy OOG automat podaje "inaczej", da się to wychwycić i odpowiednio wcześniej, ZANIM skończy się całkowicie gaz, i spokojnie podpłynąć do partnura ).
Niestety, nie zawsze tak się dzieje. Brak gazu w automacie nie koniecznie oznacza brak gazu w butli. Bywają przypadki, że robisz wydech i... gazu ni ma Kiedy i dlaczego tak się dzieje, zapraszam na szkolenie:
http://forum-nuras.com/vi...p=276948#276948Pawel_B - 20-08-2012, 12:24
Jacku, mam nadzieję, że również napiszesz (albo Twoi kursanci) jakąś fajną relację, ale teraz już daj spokój z agitacją i komentowaniem standardów organizacji w której nie działasz. Oczywiście bez obrazy .jacekplacek - 20-08-2012, 12:36
Pawel_B napisał/a:
Jacku, mam nadzieję, że również napiszesz (albo Twoi kursanci) jakąś fajną relację
Iii tam. Moje kursy są nudne i spokojne - żeby nie było, że agituję - o takich się nie pisze Do tego jestem gupi i jak uważam, że inny instruktor jest w czymś lepszy, odsyłam do niego - spytaj Torpedy Pawel_B - 20-08-2012, 12:48 Zapomniałeś jeszcze dodać, że jesteś łasuchem - lubisz pierniki i czekoladki
Pozdrawiam TomKur - 20-08-2012, 13:10
Syrenka_013 napisał/a:
TomKur napisał/a:
Zakręcanie zaworów przez osobę trzecia podczas nurkowania - uważam to za niebezpieczne praktyki..
napisz prosze dlaczego tak uwazasz?
Cześć,
przedpiszący w zasadzie wszystko na ten temat napisali. Wg mnie nagłe, niespodziewane zakręcenie zaworów u innego nurka może po prostu spowodować wypadek - nawet śmiertelny. Prowokowanie sytuacji skrajnie niebezpiecznych jest wg mnie o prostu skrajnie niebezpieczne.
Pozdrawiam.
Tomek
p.s. napisałem, że moje uwagi nie maja na celu krytyki instruktora, federacji, itp. To jest po prostu moje zdanie.pomorzanka - 20-08-2012, 13:37 jak rozumiem, są różne standardy w różnych organizacjach i każdy wybiera sobie instruktora i metody szkolenia
ja do niedawna wykluczałam swoje szkolenie na kursie, w którym instruktor zakręcałby kursantom zawory - wykluczałam z jednej podstawowej przyczyny. Nie umiałam pod wodą sama sobie odkręcić zaworów, a mam taki charakter, że lubię mieć poczucie (subiektywne) samowystarczalności. Moja wyobraźnia podsuwała mi sytuacje, w których instruktor straciłby panowanie nad moim zaworami po ich zakręceniu
Od około miesiąca nurkuję w twinie - zaczęłam w jeziorze pod okiem mojego instruktora, który m.in. miał pokazać mi i przećwiczyć ze mną procedurę samodzielnego zakręcania i odkręcania zaworów - okazało się, że sięgam, że umiem. Nie idzie mi to jakoś super sprawnie, ciągle ćwiczę, ale zmieniło mi się podejście do kursów, na których instruktor stosuje takie "sztuczki".
Dzisiaj, wiedząc, że umiem odkręcić sobie co najmniej jeden zawór dość szybko, wzięłabym udział w takim kursie grzesnur - 20-08-2012, 13:52
Cytat:
Dzisiaj, wiedząc, że umiem odkręcić sobie co najmniej jeden zawór dość szybko, wzięłabym udział w takim kursie
Próba odkręcania zaworów w sytuacji OOG nawet symulowanego to chyba błąd ...
Pzdr
GTomasz Łach - 20-08-2012, 13:57 Ja nie zakrecam kursantom butli (za wyjatkiem zajec basenowych z kursu OWD) poniewaz uwazam, ze potencjalne zyski z takiego cwiczenia sa znacznie mniejsze niz ponoszone przy tym ryzyko...
Pozatym w momencie gdyby w czasie wykonywania takiego cwiczenia doszlo do wypadku, moglo by byc trudno obronic to np w prokuraturze...
Pozatym trzeba pamietac, ze zawsze moze nastapic awaria zaworu w butli i nie da sie jej juz odkrecic (ani samodzielnie, ani instruktorowi). W przypadku twina, lub podwojnych pierwszych stopni jest to napewno mniej grozne, natomiast przy butli z pojedynczym zaworem, to juz naprawde proszenie sie o nieszczescie.pomorzanka - 20-08-2012, 14:00
grzesnur napisał/a:
Cytat:
Dzisiaj, wiedząc, że umiem odkręcić sobie co najmniej jeden zawór dość szybko, wzięłabym udział w takim kursie
Próba odkręcania zaworów w sytuacji OOG nawet symulowanego to chyba błąd ...
Pzdr
G
a tego nie wiem, ale chętnie się dowiem
i ja pisałam tylko o moim samopoczuciu podczas takiego kursu
[ Dodano: 20-08-2012, 14:03 ]
Tomasz Łach napisał/a:
Pozatym trzeba pamietac, ze zawsze moze nastapic awaria zaworu w butli i nie da sie jej juz odkrecic (ani samodzielnie, ani instruktorowi). W przypadku twina, lub podwojnych pierwszych stopni jest to napewno mniej grozne, natomiast przy butli z pojedynczym zaworem, to juz naprawde proszenie sie o nieszczescie.
na logikę wydaje mi się, że zdarzyć może to się także podczas samodzielnego zakręcania zaworów przez kursanta - czy to oznacza, że rezygnujesz również w takich ćwiczeń z kursantami?
I ja mówię wyłącznie o ćwiczeniach w konfiguracji z podwójnym zaworem i zdublowanym I stopniem.Pawel_B - 20-08-2012, 14:08 Ja miałem podobne podejście jak Pomorzanka, częściowo rozumiem także argumenty TomKura - wiadomo, że powinno się minimalizować ryzyko. Ale idąc tym torem, można dojść do wniosku, że najlepiej... nie nurkować.
Niestety, z tego co widzę, nurkowie topią się w czasie samodzielnych nurkować, a nie na tych niebezpiecznych kursach. Miałem potem rozmowę z Majkim na ten temat i np. przy następnych nurkach na 35 m wyraźnie poprosiłem o nie robienie tych ćwiczeń na takiej głębokości. Po przemyśleniu całej sprawy moje wnioski są następujące:
-ćwiczenie takie nie jest łatwe i przyjemne, ale:
-przeżyłem realną sytuację OOG - nie próbowałem się katapultować do góry, odkrztusiłem wodę, poprosiłem o bekap, dostałem go, włożyłem do paszczy prawidłowo a nie odwrotnie, zakończyliśmy zgodnie z planem nurkowanie. Mój SAC wyniósł wtedy niecałe 45 litrów na minutę, co także jest cenną informacją przy planowaniu nurkowań. Majki cały czas wisiał nade mną z automatem w ręku w pełnej gotowości, by w razie problemu podać mi gaz. Dało mi to bardzo dużo odpowiedzi na pytania, których nie da się zadać inaczej. Jak reaguję na stres, o czym myślę, jak działam, czy panikuję? Wy naprawdę wolicie to sprawdzać w realnej sytuacji bez instruktora?
Pozdrawiam, Paweł
Dopisane:
Tomasz Łach napisał/a:
zawsze moze nastapic awaria zaworu w butli i nie da sie jej juz odkrecic (ani samodzielnie, ani instruktorowi). W przypadku twina, lub podwojnych pierwszych stopni jest to napewno mniej grozne,
Miałem zestaw dwubutlowy + partnera z twinem i instruktora z twinem.jacekplacek - 20-08-2012, 14:13
grzesnur napisał/a:
Cytat:
Dzisiaj, wiedząc, że umiem odkręcić sobie co najmniej jeden zawór dość szybko, wzięłabym udział w takim kursie
Próba odkręcania zaworów w sytuacji OOG nawet symulowanego to chyba błąd ...
Pzdr
G
Nie. Sprawdzenie i próba odkręcenia zaworu to nie jest błąd. Po to uczy się kręcenia zaworami w singlu, by absolwent umiał butlę odkręcić i nie spanikować: np. przypadkowe wpadnięcie do wody z zakręconą butlą.
pomorzanka napisał/a:
jak rozumiem, są różne standardy w różnych organizacjach i każdy wybiera sobie instruktora i metody szkolenia
ja do niedawna wykluczałam swoje szkolenie na kursie, w którym instruktor zakręcałby kursantom zawory - wykluczałam z jednej podstawowej przyczyny. Nie umiałam pod wodą sama sobie odkręcić zaworów, a mam taki charakter, że lubię mieć poczucie (subiektywne) samowystarczalności. Moja wyobraźnia podsuwała mi sytuacje, w których instruktor straciłby panowanie nad moim zaworami po ich zakręceniu
Od około miesiąca nurkuję w twinie - zaczęłam w jeziorze pod okiem mojego instruktora, który m.in. miał pokazać mi i przećwiczyć ze mną procedurę samodzielnego zakręcania i odkręcania zaworów - okazało się, że sięgam, że umiem. Nie idzie mi to jakoś super sprawnie, ciągle ćwiczę, ale zmieniło mi się podejście do kursów, na których instruktor stosuje takie "sztuczki".
Dzisiaj, wiedząc, że umiem odkręcić sobie co najmniej jeden zawór dość szybko, wzięłabym udział w takim kursie
Sytuacja, że zawór się zakręci występuje w bardzo określonych okolicznościach i jest banalnie prosta do rozwiązania: to nie jest żaden hardcore. Można wywołać wiele znacznie ciekawszych sytuacji, gdzie należy rozwiązać problem partnersko, kursant ma oog a instruktor nawet nie miał cienia pomysłu by cokolwiek na kursancie dotykać Pawel_B - 20-08-2012, 14:23
jacekplacek napisał/a:
przypadkowe wpadnięcie do wody z zakręconą butlą
To już nie nazywał bym wypadkiem nurkowym, tylko gapiostwem/złym przygotowaniem nurka na etapie zakładania sprzętu. Butla na plecach i woda w okolicy = odkręcone zawory. Nie wyobrażam sobie inaczej. Do takich wypadków w ogóle nie powinno dochodzić, a niestety jak się okazuje, były one spotykane. Niestety sprawdzenie sprzętu przez wielu instruktorów jest lekceważone (nie sądzę, by wynikało to z wytycznych federacji).Tomasz Łach - 20-08-2012, 14:24
pomorzanka napisał/a:
na logikę wydaje mi się, że zdarzyć może to się także podczas samodzielnego zakręcania zaworów przez kursanta - czy to oznacza, że rezygnujesz również w takich ćwiczeń z kursantami?
I ja mówię wyłącznie o ćwiczeniach w konfiguracji z podwójnym zaworem i zdublowanym I stopniem.
Tak dokladnie, moze sie tak zdarzyc, jak sama sobie zakrecisz. Uwazam jednak, ze poziom stresu jest tu zupelnie inny...
W nurkowaniu rekraacyjnym (a takimi szkoleniami sie zajmuje) wlasciwie nie ma potrzeby stosowania zakrecania zaworow (cwicze to, tylko przy przy szkoleniach sm, a to inna bajka).
Zadne inne szkolenie ktore prowadze, nie ma w standardach zakrecania zaworu (ani samemu, ani tym bardziej przez instruktora) o wyjatku pisalem wczesniej. Jesli sie myle, to niech inni instruktorzy PADI mnie poprawia.
Oczywiscie jesli ktorys instruktor ma ochote zakrecac kursantom butle, to jest to jego sprawa. Ja pisze tylko o sobie i tym jak ja szkole.jacekplacek - 20-08-2012, 14:26
Pawel_B napisał/a:
nurkowie topią się w czasie samodzielnych nurkować, a nie na tych niebezpiecznych kursach
Niestety, to nie jest prawda. Z wielu ćwiczeń wręcz zrezygnowano, ponieważ generowały zagrożenie niewspółmierne do korzyści. Zakręcanie zaworów jest w stosunku do nich drobiazgiem, ale i tak w wielu federacjach nie wolno tego stosować. W odwrocie jest też CESA, szczególnie w jej dawniejszej wersji. Od lat wcale nie widzę pewnego ćwiczenia, które było za moich młodszych czasów powszechne: na ok 12m leżał sobie nurek z butlą(singlowy zawór, jeden automat), do niego z łodzi schodził na bezdechu kursant, kilka naprzemiennych oddechów, kursant wypływa wypuszczając powietrze... cóż, ja już wtedy postrzegałem je jako nieco ryzykowne grzesnur - 20-08-2012, 14:28
Cytat:
Nie. Sprawdzenie i próba odkręcenia zaworu to nie jest błąd. Po to uczy się kręcenia zaworami w singlu, by absolwent umiał butlę odkręcić i nie spanikować: np. przypadkowe wpadnięcie do wody z zakręconą butlą.
W sytuacji OOG w pierwszej kolejności trzeba zadbać o to, by mieć czym oddychać, o to mi chodziło. Czyli (jak sądzę), instruktor nie po to zakręcił zawory żeby kursant próbował je odkręcić.
Pzdr
Gpiotrkw - 20-08-2012, 14:44
Tomasz Łach napisał/a:
W nurkowaniu rekraacyjnym (a takimi szkoleniami sie zajmuje) wlasciwie nie ma potrzeby stosowania zakrecania zaworow (cwicze to, tylko przy przy szkoleniach sm, a to inna bajka).
Zadne inne szkolenie ktore prowadze, nie ma w standardach zakrecania zaworu
Odeszliśmy od tematu bo to przecież opowiadanie , a w nurkowaniu jest przyjemnie , zabawnie i odlotowo ( ale tylko w niektórych federacjach inne sa poważne ) . Masz rację , rekreacja to nie NavySeals , tam moga byc straty , są wkalkulowane w szkolenie . Tu raczej się ich unika .
A tak mniej zabawnie , co gdyby doszło do wypadku na skutek zakręcenia zaworów przez instruktora ??? Wybaczcie( przepraszam autora postu) za to co teraz napisze ( ale jeżeli juz został poruszony ten temat) , co wtedy powiedziałby prokurator??
Pozdrawiam Piotrpomorzanka - 20-08-2012, 14:48
grzesnur napisał/a:
W sytuacji OOG w pierwszej kolejności trzeba zadbać o to, by mieć czym oddychać, o to mi chodziło. Czyli (jak sądzę), instruktor nie po to zakręcił zawory żeby kursant próbował je odkręcić
widzisz - ja tylko napisałam, że dopóki nie umiałam samodzielnie kręcić zaworami, dopóty nie zdecydowałabym się na udział w kursie, w którym standardy przewidują zakręcanie zaworów kursanta przez instruktora. Tylko i wyłącznie z uwagi na moje samopoczucie pod wodą. Dzisiaj kręcenie zaworami wychodzi mi jako tako, rozwija się też moja konfiguracja i mój stosunek do takich kursów zmienił się. Jak doprowadzę swoje kręcenie zaworami do perfekcji, to może i wezmę udział w takim kursie - na razie instruktorzy, których sobie wybrałam, nie przewidują takich ćwiczeń na tych kursach, które również sobie wybrałam.
Wcale nie mówię, że w sytuacji takiego ćwiczenia zacznę od odkręcania mojego zaworu - postaram się zrealizować zaplanowaną i omówioną na powierzchni przez instruktora procedurę.
Samowystarczalność daje mi natomiast nieco większą pewność siebie podczas takich ćwiczeń, niż brak tej umiejętności.grzesnur - 20-08-2012, 14:56
pomorzanka napisał/a:
... Samowystarczalność daje mi natomiast nieco większą pewność siebie podczas takich ćwiczeń, niż brak tej umiejętności.
Niech Ci będzie
Pzdr
GPawel_B - 20-08-2012, 15:01 Piotr, na potrzeby prokuratora najlepiej ograniczyć nurkowanie do zajęć na lądzie. Wtedy masz 100% że nikt Cię nie pozwie. A tak na serio - pewnie by się pytał o standardy. Jak na razie proszę mnie jednak nie chować - mam jeszcze w planach dużo bezpiecznych nurkowań . A takie bezpieczeństwo moim zdaniem dają (ale nie gwarantują, zawsze coś może pójść nie tak) gruntowne i wymagające szkolenia.
Pozdrawiam, Pawełnuras5 - 20-08-2012, 15:13 Nie rozumiem tego ćwiczenia -w sytuacji prawdziwego OOG / pustej butli/ żadne kręcenie zaworami ci nie pomoże.
Gdy wpadniesz do wody z butlą z zakręconymi zaworami masz ca. 2 min. na zdjęcie sprzętu i po przełożeniu do przodu, odkręcenie butli i rozpoczęcie oddychania.
Cała ta gimnastyka jest niepotrzebna.
Może mi ktoś sensownie to wyjaśnić?pomorzanka - 20-08-2012, 15:31
nuras5 napisał/a:
Nie rozumiem tego ćwiczenia -w sytuacji prawdziwego OOG / pustej butli/ żadne kręcenie zaworami ci nie pomoże.
Gdy wpadniesz do wody z butlą z zakręconymi zaworami masz ca. 2 min. na zdjęcie sprzętu i po przełożeniu do przodu, odkręcenie butli i rozpoczęcie oddychania.
Cała ta gimnastyka jest niepotrzebna.
Może mi ktoś sensownie to wyjaśnić?
dla mnie to jest kwestia przyjętych metod szkolenia - jeden będzie zakręcał kursantowi butle, inny będzie go wrzucał do wody z już zakręconymi i kazał mu ćwiczyć rozebranie się w wodzie ze sprzętu, jeszcze inny wymyśli coś innego.
Moim zdaniem chodzi o nabycie przez nurka umiejętności radzenia sobie w sytuacji stresującej poprzez wytwarzanie kontrolowanych warunków jak najbardziej zbliżonych do realnych awarii.
A każdy z nas ma prawo wybrać sobie instruktora w oparciu m.in. o stosowanego przez niego metody.piotrkw - 20-08-2012, 15:31
Pawel_B napisał/a:
na potrzeby prokuratora najlepiej ograniczyć nurkowanie do zajęć na lądzie. Wtedy masz 100% że nikt Cię nie pozwie.
Jesteś w błedzie , możesz przewrócic się wstając z twinem , i złamać ręke lub nogę . A na poważnie , dopóki symulację wykonuje sam szkolony , jest ok. Sam wyjmie automat z ust , zakręci zawór, napłynie na sięć , czy linkę w celu ćwiczenia wycinania . Inaczej jest gdy zrobi to osoba trzecia , i dojdzie do nieszczęscia . I uwierz , jest to poważne ...
Pozdrawiam PiotrSyrenka_013 - 20-08-2012, 15:49
jacekplacek napisał/a:
Wielu instruktorów ma takie praktyki zakazane przez standardy: nie można w czasie szkolenia prowokować prawdziwej sytuacji OOG. Wielu instruktorów uważa, że nie wolno nawet dotknąć zaworów kursanta - akurat ja do nich należę.
Jacku, w organizacji NAUI standardy ZALECAJA to, zeby kursant przezyl prawdziwy OOG po to zeby:
- doswiadczyl w kontorlowanych warunkach jak to smakuje
- wyrobil sobie prawidlowe odruchy (tlyko w ten sposob mozna sprawdzic, czy sa prawidlowe)
- byl pewnien, ze niesprawdzanie gazu (ktore jest nagminne u ludzi nurkujacych) moze skonczyc sie tragicznie
TAKI OOG JESLI KTOS OD POCZATKU JEST UCZONY PROWIDLOWYCH PRAKTYK NURKOWYCH NIE JEST NICZYM ANI STRASZNYM, ANI NIEPOKOJACYM ANI NIE BEZPIECZNYM, A ZDECYDOWANIE LEPIEJ PRZYGOTOWUJE NURKA DO SAMODZIELNOSCI
[ Dodano: 20-08-2012, 15:53 ]
jacekplacek napisał/a:
I jak w każdym kursie nurkowym, kluczem do wszystkiego jest doskonalenie pływalności
uwazam ze jest kilka rzeczy o wiele wazniejszych niz doskonala plywalnosc, TO PARTNERSTWO
oraz PRAWIDLOWE ODRUCHY NURKOWE: nie wstrzymywanie powietrza pod zadnym pozorem, systematyczne sprawdzanie gazu samemu dla siebie i w zespole, poczucie, ze pomoge partnerowi kiedy bedzie tego potrzebowal, umiejetnosci ratownicze jacekplacek - 20-08-2012, 15:55
nuras5 napisał/a:
Nie rozumiem tego ćwiczenia -w sytuacji prawdziwego OOG / pustej butli/ żadne kręcenie zaworami ci nie pomoże.
Gdy wpadniesz do wody z butlą z zakręconymi zaworami masz ca. 2 min. na zdjęcie sprzętu i po przełożeniu do przodu, odkręcenie butli i rozpoczęcie oddychania.
Cała ta gimnastyka jest niepotrzebna.
Może mi ktoś sensownie to wyjaśnić?
- odkręcenie butli vs zdejmowanie sprzętu: odkręcenie butli zajmuje kilka sekund, więc zdejmowanie sprzętu w tak banalnej awarii jest czystą głupotą. Z resztą jakiekolwiek zdejmowanie sprzętu pod wodą przez coraz więcej poważnych nurków uznawane jest jako zbyteczne. Jeżeli jest potrzeba pokonania wąskich przejść, używa się dostosowanej ku temu konfiguracji: od bocznej po no mount.
Ale to jedna strona medalu. Z drugiej strony, nuras5 masz trochę racji: często widuje się nurków ze źle złożonym sprzętem, nie mających dostępu do zaworów. Wtedy na pewno przydatna jest zimna krew i umiejętność szybkiego zdjęcia sprzętu. Mam tylko obawę, że nurkowie z tak sklarowanym sprzętem, ani nie umią kręcić zaworami, ani tym bardziej zdjąć pod wodą i ponownie sklarować sprzętu.
Jest też w ćwiczeniu zdejmowania sprzętu pewne "niestety". Otóż, niestety, promujący to ćwiczenie nurkowie, sami nie umieją go wykonać. Dla demonstracji zakładają pas balastowy - czyli używają innej konfiguracji niż zwykle - oraz wykonują to w kontakcie z dnem. Mało znam ludzi potrafiących wykonać je z zintegrowanym* balastem i w toni.
* jako zintegrowany balast rozumiem tu jacket z kieszeniami balastowymi - dla celów ćwiczenia, nie usuwa się tego balastu.
[ Dodano: 20-08-2012, 15:56 ]
Syrenka_013 napisał/a:
Jacku
Jeszcze raz podkreślam: nie wartościuję tego ćwiczenia. Padło pytanie "dlaczego nie" i tyle Syrenka_013 - 20-08-2012, 15:58
arkac123 napisał/a:
Wielu instruktorów uważa, że to niepotrzebne stresowanie kursanta.
Mila Arkac, szkopul w tym, ze kursant nienauczony prawidlowych reakcji w stresie w warunkach kontrolowanych jesli napotka na takowe na samodzielnym nurkowaniu prawdopodobnie sobie z nimi nie poradzi co moze sie skonczyc mniej lub bardziej przykrymi konsekwencjami... Natomiast ktos, kto radzi sobie z takimi problemami (to wazne, zeby proces szkolenia byl systematyczny i mial swoja kolejnosc w podnoszeniu poprzeczki) prawdopodobnie sobie poradzi w sytuacji awaryjnej... Jasne, ze moze to stresowac, ale o to walsnie chodzi, zeby upewniec sie dla samego siebie, ze damy rade nawet jak sie zestresujemy... Czy wiesz, ze stres jest glowna przyczyna wypadkow w nurkowaniu? pozornie niewielka awaria do ktorej zostanie dolozony stres konczy sie tragicznie...
[ Dodano: 20-08-2012, 16:05 ]
TomKur napisał/a:
Wg mnie nagłe, niespodziewane zakręcenie zaworów u innego nurka może po prostu spowodować wypadek - nawet śmiertelny. .
TomKurku, to nie jest nagle dzialanie a proces "ciagly", w omowieniu przed nurkowaniem na pewnym poziomie jest np powiedziane, ze moze sie to zdarzyc i dokladnie objasnione dlaczego.
A w rzeczywistosci jest dokladnie tak jak piszesz - nurek na wlasnym nurkowaniu, ktory nagle straci gaz (no przeciez Posejdon nie ostrzeze) i jest nienauczony prawidlowych odruchow (jak ma byc nauczony, skoro cos takiego zdarzylo mu sie po raz pierwszy i nikt nie moze przewidziec jak sie zachowa) prawdopodobnie ulegnie wypadkowi, prawdopodobnie smiertelnemu i prawdopodobnie pociagnie za soba swojego partnera...
[ Dodano: 20-08-2012, 16:07 ]
grzesnur napisał/a:
Próba odkręcania zaworów w sytuacji OOG nawet symulowanego to chyba błąd
zalezy na jakim kursie, zalezy jaka konfiguracja, zalezy czego oczekuje od nas instruktor, zalezy jak reaguje partner, zalezy, zalezy, zalezy... ale bywa, ze tak
[ Dodano: 20-08-2012, 16:12 ]
Tomasz Łach napisał/a:
nie zakrecam (za wyjatkiem zajec basenowych z kursu OWD)
a jednak napisz prosze zatem co jest Twoja motywacja wykonujac to cwiczenie na basenie? bo i ja faktycznie od tego zaczynam...
Tomasz Łach napisał/a:
poniewaz uwazam, ze potencjalne zyski z takiego cwiczenia sa znacznie mniejsze niz ponoszone przy tym ryzyko...
wybacz lekka zlosliwosc - no tak, Ty jestes chroniony, ale w razie czego kursant jak sie utopi bez Ciebie, to juz Ciebie nie dotyczy... tak? nie ierz tego do siebie, chodzilo mi o skrotowe choc posrednie wyjasnienie mojego toku myslenia... reszte napisalam w poprzednim poscie...
Tomasz Łach napisał/a:
Pozatym w momencie gdyby w czasie wykonywania takiego cwiczenia doszlo do wypadku, moglo by byc trudno obronic to np w prokuraturze...
nie, jesli dzialasz zgodnie ze standardami...
Tomasz Łach napisał/a:
Pozatym trzeba pamietac, ze zawsze moze nastapic awaria zaworu w butli i nie da sie jej juz odkrecic (ani samodzielnie, ani instruktorowi)
nie patrzysz na pozytywy - wtedy masz od razu okazje przeciwczyc prawdziwe wynurzenie awaryjne na gazie partnera lub instruktora z zachowaniem wszelkich procedur bezpieczenstwa...
[ Dodano: 20-08-2012, 16:14 ]
Pawel_B napisał/a:
Dało mi to bardzo dużo odpowiedzi na pytania, których nie da się zadać inaczej. Jak reaguję na stres, o czym myślę, jak działam, czy panikuję? Wy naprawdę wolicie to sprawdzać w realnej sytuacji bez instruktora?
to w sumie pointa tego o co mi chodzi
[ Dodano: 20-08-2012, 16:19 ]
jacekplacek napisał/a:
np. przypadkowe wpadnięcie do wody z zakręconą butlą.
Jacus, ale jakim cudem ktos moze przypadkowo wpasc z zakrecona butla??? dobra praktyka nurkowa nakazuje odkrecenie butli zanim ja ubierzemy i napompowanie jacketu... wiec jakim cudem? a nawet jakby juz sie tak stalo, ze ubral sie i nie odkrecul butli to co mu bedzie po wpadnieciu? przeciez ma napompowany jacket? no chyba, ze mowimy o egipskich ekstremistach: skok z lodki z zakrecona flaszka, pustym jacketem, 30kg olowiu, zle zamocowanymi pletwami, maska na czole, automatem dyndajacym gdziestam, na pewno nie w paszczy... i 90 dyszek w jedna strone jak nic arkac123 - 20-08-2012, 16:23
Syrenka_013 napisał/a:
arkac123 napisał/a:
Wielu instruktorów uważa, że to niepotrzebne stresowanie kursanta.
Mila Arkac, szkopul w tym, ze kursant nienauczony prawidlowych reakcji w stresie w warunkach kontrolowanych jesli napotka na takowe na samodzielnym nurkowaniu prawdopodobnie sobie z nimi nie poradzi co moze sie skonczyc mniej lub bardziej przykrymi konsekwencjami...
Pozwolę sobie się z tym nie zgodzić. Sytuację OOG miałam zarówno ja, jak i mój mąż, niepodawanie powietrza przez automat (wynikające z nieznajomości własnego nowiutkiego sprzętu) również przeżyliśmy, i nie było to stresujące, bo zawsze podczas tych zdarzeń byliśmy bardzo blisko siebie. Żadne z nas nie miało odruchu "do góry".
Sama kilka dni temu namawiałam, aby w basenie, pod asekuracją, spróbować samemu, jakie to to uczucie, kiedy nam się kończy gaz w butli - bo jest naprawdę ciekawie, i nijak się ma do nagłego zakręcenia gazu przez instruktora.
Natomiast absolutnie nie zgodzę się, aby jakikolwiek instruktor znienacka zakręcał mi butlę (pływam w konf rec, poj. flaszka i krótkie węże).
Jednocześnie uważam, że jestem w mniejszości, bo większości osób, z którymi rozmawiałam, zabawa w instruktora "rozbójnika" bardzo się podoba.
Nie dorabiajmy niepotrzebnych teorii - opowiadanie Pawła jest świetne, humorystyczne, ale i pouczające, a każdy z nas wybiera taki styl nauki, jaki bardziej mu odpowiada.Syrenka_013 - 20-08-2012, 16:26
nuras5 napisał/a:
Nie rozumiem tego ćwiczenia -w sytuacji prawdziwego OOG / pustej butli/ żadne kręcenie zaworami ci nie pomoże.
wtedy trzeba do partnera po gaz, chyba, ze go naprawde nie ma- wtedy grzecznie przecwiczona wczesniej CESA z wypuszczaniuem babelkow i do gory...
nuras5 napisał/a:
Gdy wpadniesz do wody z butlą z zakręconymi zaworami masz ca. 2 min. na zdjęcie sprzętu i po przełożeniu do przodu, odkręcenie butli i rozpoczęcie oddychania.
Cała ta gimnastyka jest niepotrzebna.
czesciowo napisalam o tym poprzednio, no fakt, mozna tak zrobic, ale jak zrobi to zestresowany nurek, ktory nigdy wczesniej tego nie robil? to dopiero gimnastyka, trup murowany... a tak serio - wlasnie dlatego wszystko trzeba cwiczyc!!!!arkac123 - 20-08-2012, 16:27
Syrenka_013 napisał/a:
Jacus, ale jakim cudem ktos moze przypadkowo wpasc z zakrecona butla???
Syrenko, chyba nie miałaś do czynienia z nurkami rec, szczególnie w Egipcie. Dla nich to pestka Syrenka_013 - 20-08-2012, 16:29
jacekplacek napisał/a:
Pawel_B napisał/a:
nurkowie topią się w czasie samodzielnych nurkować, a nie na tych niebezpiecznych kursach
Niestety, to nie jest prawda.
poprosze przyklady, bo ja nie znam
[ Dodano: 20-08-2012, 16:30 ]
arkac123 napisał/a:
Syrenko, chyba nie miałaś do czynienia z nurkami rec, szczególnie w Egipcie. Dla nich to pestka
hehe
[ Dodano: 20-08-2012, 16:33 ]
piotrkw napisał/a:
Jesteś w błedzie , możesz przewrócic się wstając z twinem , i złamać ręke lub nogę
hehe, tez racja
piotrkw napisał/a:
Inaczej jest gdy zrobi to osoba trzecia , i dojdzie do nieszczęscia . I uwierz , jest to poważne ...
osoba trzecia - powazne zagrozenie i glupota lezaca po obu stronach
Instruktor - nabycie nieocenionych umiejetnosci, ktore ratuja skore jak sie jest w czarnej d...arkac123 - 20-08-2012, 16:39
Syrenka_013 napisał/a:
nuras5 napisał/a:
Gdy wpadniesz do wody z butlą z zakręconymi zaworami masz ca. 2 min. na zdjęcie sprzętu i po przełożeniu do przodu, odkręcenie butli i rozpoczęcie oddychania.
Cała ta gimnastyka jest niepotrzebna.
czesciowo napisalam o tym poprzednio, no fakt, mozna tak zrobic, ale jak zrobi to zestresowany nurek, ktory nigdy wczesniej tego nie robil? to dopiero gimnastyka, trup murowany... a tak serio - wlasnie dlatego wszystko trzeba cwiczyc!!!!
To normalne ćwiczenie CMAS, wielokrotnie wałkowane na basenie (w PADI nie pamiętam, czy coś takiego robiłam), ale w CMAS różne warianty tego ćwiczenia to były moje ulubione zabawy w wodzie.
Syrenko, tak pisząc poważnie; znając siebie, gdybym wiedziała, że w każdym momencie instruktor może mi zakręcić butlę, nie myślałabym o niczym innym i obsesyjnie pilnowałabym octopusa partnera. Więc dla mnie takie ćwiczenie popsułoby całego nurka. No i jak tu mówić o elemencie zaskoczenia, skoro tylko czekam, aż mi się "skończy" gaz?
No i tak naprawdę ma się sporo czasu, aby dopłynąć do partnera i wziąć octopus.
IMHO trzeba ćwiczyć, ale niekoniecznie zakręcanie butli znienacka, tylko np elementy freedivingu. Kiedy mamy świadomość, że pod wodą potrafimy przepłynąć bez gazu kilkadziesiąt metrów, jest się naprawdę dużo spokojniejszym, w przypadku wystąpienia jakiejkolwiek awarii. Dołączając do tego dobrego partnera, nie ma mowy o stresie Syrenka_013 - 20-08-2012, 16:40
arkac123 napisał/a:
Pozwolę sobie się z tym nie zgodzić. Sytuację OOG miałam zarówno ja, jak i mój mąż, niepodawanie powietrza przez automat (wynikające z nieznajomości własnego nowiutkiego sprzętu) również przeżyliśmy, i nie było to stresujące, bo zawsze podczas tych zdarzeń byliśmy bardzo blisko siebie. Żadne z nas nie miało odruchu "do góry".
tu tez jestes "w mniejszosci" ale na szczescie, bo zazwyczaj jest odruch "do gory"...
poza tym JESZCZE JEDNA wazna rzecz. Gdyby kursant powiedzial, ze sie nie zgadza na zakrecanie zaworow nigdy nie zrobilabym tego wbrew jego woli... robie to tylko za przyzwoleniem. to samo tyczy sie zrywania maski (mozna wywoalc dokladnie te sama dyskusje co na temat OOG) czy innych nieprzyjemnych i stresujacych cwiczen... Tomasz Łach - 20-08-2012, 16:51
Syrenka_013 napisał/a:
Tomasz Łach napisał/a:
nie zakrecam (za wyjatkiem zajec basenowych z kursu OWD)
a jednak napisz prosze zatem co jest Twoja motywacja wykonujac to cwiczenie na basenie? bo i ja faktycznie od tego zaczynam...
Naprawde nie dostrzegasz tej subtelnej roznicy basen-wody otwarte ?
Cwicenie ma min. za zadanie pokazanie kursantowi jakie to uczucie, gdy zaczynaja narastac opory oddechowe i gdy ostatecznie konczy sie gaz. Napewno nie chodzi w nim o zestresowanie nurka...
Syrenka_013 napisał/a:
Tomasz Łach napisał/a:
poniewaz uwazam, ze potencjalne zyski z takiego cwiczenia sa znacznie mniejsze niz ponoszone przy tym ryzyko...
wybacz lekka zlosliwosc - no tak, Ty jestes chroniony, ale w razie czego kursant jak sie utopi bez Ciebie, to juz Ciebie nie dotyczy... tak? nie ierz tego do siebie, chodzilo mi o skrotowe choc posrednie wyjasnienie mojego toku myslenia... reszte napisalam w poprzednim poscie...
Przeczytaj jeszcze raz to co napisalem. Dla mnie zyski z przeprowadzenia z zaskoczenia zakrecenia kursantowi gazu sa mniejsze, niz potencjalne ryzyko tego cwiczenia.
Wieksza wage nalezy przykladac w trakcie szkolenia do tego, by kursanci czesciej sprawdzali manometry, niz pozbawiac ich gazu pod woda (tym bardziej, ze jak twierdzisz jest to omawiane wczesniej, wiec i tak nie ma tu mowy o pelnym zaskoczeniu - taka symulacja jest wiec z gory zafalszowana...)
Syrenka_013 napisał/a:
Tomasz Łach napisał/a:
Pozatym w momencie gdyby w czasie wykonywania takiego cwiczenia doszlo do wypadku, moglo by byc trudno obronic to np w prokuraturze...
nie, jesli dzialasz zgodnie ze standardami...
Prokurator nie zna Twoich standardow... Powola bieglego i na podstawie jego opini postawi zarzuty badz nie...
Fakt, jesli w Twojej organizacji jest to standard, to oczywiscie jest to mocna podstawa do obrony
Syrenka_013 napisał/a:
Tomasz Łach napisał/a:
Pozatym trzeba pamietac, ze zawsze moze nastapic awaria zaworu w butli i nie da sie jej juz odkrecic (ani samodzielnie, ani instruktorowi)
nie patrzysz na pozytywy - wtedy masz od razu okazje przeciwczyc prawdziwe wynurzenie awaryjne na gazie partnera lub instruktora z zachowaniem wszelkich procedur bezpieczenstwa...
No tak, jak cos pojdzie nie tak, to jeszcze nawet moze CESA wyjdzie...
A jak bedzie podtopienie to nawet EFR...
Moze nawet przecwiczymy podjecie nurka przez smiglowiec...
Cala masa pozytywow jacekplacek - 20-08-2012, 17:08
Syrenka_013 napisał/a:
Jacus, ale jakim cudem ktos moze przypadkowo wpasc z zakrecona butla??? dobra praktyka nurkowa nakazuje odkrecenie butli zanim ja ubierzemy i napompowanie jacketu... wiec jakim cudem? a nawet jakby juz sie tak stalo, ze ubral sie i nie odkrecul butli to co mu bedzie po wpadnieciu?
Jeden z "śmieszniejszych" wypadków, jaki na szybko przychodzi mi do głowy, to nurkowie na łodzi założyli się "kto szybciej wskoczy w sprzęt i do wody". Ten który wygrał, nie przeżył - zapomniał odkręcić butlę.
Pytanie o sens procedury jest z grupy "po co uczyć odnajdywania automatu, skoro ma być albo wpięty albo w paszczy", do tego procedury partnerskie... a jednak się uczy
Syrenka_013 napisał/a:
jacekplacek napisał/a:
Pawel_B napisał/a:
nurkowie topią się w czasie samodzielnych nurkować, a nie na tych niebezpiecznych kursach
Niestety, to nie jest prawda.
poprosze przyklady, bo ja nie znam
- moje P2 - wypadek śmiertelny
- kilka lat temu CESA podczas kursu P2 - ciężkie uszkodzenie płuc, nurek obecnie nurkuje, jest dość sławny
- OOG na kursie P1 - z ćwiczebnego zrobiło się prawdziwe - ukryta barotrauma, poszkodowany nie zgłosił się o lekarza, zrezygnował z nurkowania
- zabawa w zakręcanie zaworów na Trześniowskim - wypadek śmiertelny. "Bawili" się nurkowie, ale wzorzec był z kursu
- Hańcza, kurs TMX - zginął nurek i ratujący Go instruktor
- Francja, kurs Cave - zginął instruktor
To tak na szybko.Pawel_B - 20-08-2012, 18:07
jacekplacek napisał/a:
Jeden z "śmieszniejszych" wypadków, jaki na szybko przychodzi mi do głowy, to nurkowie na łodzi założyli się "kto szybciej wskoczy w sprzęt i do wody". Ten który wygrał, nie przeżył - zapomniał odkręcić butlę.
Przy okazji pan zapracował na Nagrodę Darwina .Syrenka_013 - 20-08-2012, 18:55
Tomasz Łach napisał/a:
Cwicenie ma min. za zadanie pokazanie kursantowi jakie to uczucie, gdy zaczynaja narastac opory oddechowe i gdy ostatecznie konczy sie gaz. Napewno nie chodzi w nim o zestresowanie nurka...
alez mi rowniez nie chodzi o sam fakt zestresowania tylko posrednio o zadbanie o jego bezpieczenstwo...
Tomasz Łach napisał/a:
Dla mnie zyski z przeprowadzenia z zaskoczenia zakrecenia kursantowi gazu sa mniejsze, niz potencjalne ryzyko tego cwiczenia...
czasem pozbawienie gazu w "nagrode" za brak sprawdzania gazu jest jedyna metoda do nauczenia regularnego sprawdzania manometru. Omowienie wczesniej nie zmienia faktu zaskoczenia. Jesliby tak bylo, ktos, komu zabrakloby gazu pod woda na nurkowaniu rekreacyjnym nie powinien byc zaskoczony, bo przeciez potencjalnie wiedzial, ze moze sie tak stac - zatem nie ma sensu ta dywagacja...
Tomasz Łach napisał/a:
No tak, jak cos pojdzie nie tak, to jeszcze nawet moze CESA wyjdzie...
A jak bedzie podtopienie to nawet EFR...
Moze nawet przecwiczymy podjecie nurka przez smiglowiec...
Cala masa pozytywow
alez dlaczego ma byc cos nie tak, skoro wczesniej bylo cwiczone i nad wszystkim czuwa instruktor? ciag wydarzen na temat ktorego sobie zazartowales jest niestety smutna prawda w czasie prawdziwych nurkowan slabo wyszkolonych nurkow i konczy sie tragicznie...
[ Dodano: 20-08-2012, 19:04 ]
jacekplacek napisał/a:
- moje P2 - wypadek śmiertelny
- kilka lat temu CESA podczas kursu P2 - ciężkie uszkodzenie płuc, nurek obecnie nurkuje, jest dość sławny
- OOG na kursie P1 - z ćwiczebnego zrobiło się prawdziwe - ukryta barotrauma, poszkodowany nie zgłosił się o lekarza, zrezygnował z nurkowania
- zabawa w zakręcanie zaworów na Trześniowskim - wypadek śmiertelny. "Bawili" się nurkowie, ale wzorzec był z kursu
- Hańcza, kurs TMX - zginął nurek i ratujący Go instruktor
- Francja, kurs Cave - zginął instruktor
To tak na szybko.
no to ja nie wiem Jacus gdzie Ty sie szkoliles, ale cale szczescie, ze juz z tymi ludzmi nie masz do czynienia... widac kiepsko wyszkoleni instruktorzy tez bywaja...
co do Hanczy - instruktor, ktory zginal ratowal trupa (sam wiesz, ze nie ma szansy na uratowanie kogos, kto stracil przytomnosc na 100m i przestal oddychac na nurkowaniu trymiksowym) i postapil nierozwaznie lamiac procedury (inny obieg niz u kursantow) oraz zostawiajac pod woda zywego kursanta - poza tym to ma sie nijak do tematu naszej wymiany zdan
co do Cave - zginal instruktor z wielu przyczyn, ale na pewno nie bylo zwiazku z tematem naszej dyskusji...
tak wiec zostaja tylko Ci Twoi straszni instruktrorzy, ktorym nie wolno bylo dopuscic od takiej sytuacji!!!!piotrkw - 20-08-2012, 19:08
Syrenka_013 napisał/a:
alez dlaczego ma byc cos nie tak, skoro wczesniej bylo cwiczone i nad wszystkim czuwa instruktor?
Bo instruktor to nie Supermen , to człowiek, jak uczy życie też popełnia błędy , i nie zależy to od stopnia wyszkolenia . W niektórych przypadkach jest to poza nim.
Tak więc bezgraniczna wiara w instruktora jest moim zdaniem nieuzasadniona.
Pozdrawiam Piotr
[ Dodano: 20-08-2012, 19:22 ]
Syrenka_013 napisał/a:
instruktor, ktory zginal ratowal trupa (sam wiesz, ze nie ma szansy na uratowanie kogos, kto stracil przytomnosc na 100m i przestal oddychac na nurkowaniu trymiksowym) i postapil nierozwaznie lamiac procedury
Wiesz co....... nie chce tego komentować , ale rozumiem go bardziej ( tam na dole) niż niejednego który wyszedł sam .Tomasz Łach - 20-08-2012, 19:35 Syrenko ani Ty nie przekonasz mnie, ani ja Ciebie ale chyba tez nie o to chodzi, by ktos kogos do czegos przekonal...
Jezeli tak szkolicie i te metody sie u Was sprawdzaja to super ! Jesli kursanci godza sie na takie metody i sa swiadomi ryzyka to ok. Majki to bardzo doswiadczony instruktor i swietny nurek jaskiniowy, napewno wie co robi. To nie znaczy jednak, ze inni instruktorzy powinni bezkrytycznie przyjmowac jego metody szkoleniowe
Bezpiecznych i udanych nurkowan wszystkim.jacekplacek - 20-08-2012, 19:42
Syrenka_013 napisał/a:
tak wiec zostaja tylko Ci Twoi straszni instruktrorzy, ktorym nie wolno bylo dopuscic od takiej sytuacji!!!!
Niestety, nie o to chodzi. Padło stwierdzenie, że wypadki nie zdarzają się na kursach. Zdarzają i nie jest to wielkość pomijalna. A fakt, że zdarzają się, bo ktoś coś przeoczył, nie zmieni tego, że się zdarzają. Na Koparkach jest taki kamień, pod nim świece. Wareto pamiętać napis na tym kamieniu: "odeszli, choć odejść nie chcieli". te słowa zostały napisane po śmierci na kursie P2 na Hermanicach... A to, że kurs prowadził ktoś mało sławny? W październiku sławnego dopadło.Mucha - 20-08-2012, 20:20 Co prawda jestem zarówno swieżym nurkiem, jak i użytkownikiem tego forum, ale mam propozycję. Z racji tego, że pierwszy post rewelacyjny, a cała reszta, to rozpieprzenie dyskusji o tym kto ma rację, mam propozycję. Można by utworzyć jakis specjalny dział, dla tych, którzy mają ochotę i ambicję na licytowanie się czyja racja jest mojsza a czyja najmojsza, tam będziecie przenosili podobne duskusje i debaty. Ja rozumiem, że każde forum służy do wymiany poglądów i rzeczowej dyskusji, ale momentami czytac się tego nie da... I to nie jest tylko w tym poscie, a wygląda własnie tak 90 % tematów na tym forum.majki - 20-08-2012, 20:28 Czytam wątek i w zasadzie Waszą wymianę zdań mogę skwitować jednym; ale niektórzy z Was pitolą...
A teraz konkretniej: nasze standardy nie zabraniaja tej i innych "niebezpiecznych" praktych.
A co gdybym Wam wyjawił, że jednym z celów szkolenia a konkretnie wprowadzenie zadań radzenia sobie ze stresem/działania w prawdziwym stresie (w NAUI oczywiscie, nie u cieniasow) jest cytuje: "wyeliminowanie słabych i nieprzygotowanych do danego poziomu nurków"?
A co gdybym Wam wyjawił, że NAUI wprowadziło "programowanie na przetrwanie", które między innymi polega na stresowaniu studentów i badaniu ich reakcji.
Powiem krótko: nie chcemy w naszych szeregach cienkich fujar, które umieraja ze strachu na myśl o czymś co jawi im sie jako niebezpieczne.
Podchodzimy do szkolenia poważnie i odpowiedzialnie.
I odpowiedzialność nie kończy się na nurkowaniu a jedynie na nim zaczyna. Dlatego nawet jeśli nad zakręcaniem zaworów wisi groźba rozbrykanego prokuratora realizujemy to chcąc jak najlepiej "zaprogramować" nurka.Syrenka_013 - 20-08-2012, 20:29
piotrkw napisał/a:
Bo instruktor to nie Supermen
Oczywiscie, ze nie ale bycie instruktorem wymaga pewnego poziomu umiejetnosci, wiedzy, doswiadczenia i myslenia. Mysle, ze taki konglomerat jest wystarczajacy, zeby bezpiecznie zrobic takie cwiczenia czy symulacje... a ryzyko niestety jest zawsze, wlasnie dlatego nasi kursanci juz na kursie podstawowym potrafia podjac nieprzytomnego nurka z dna i przeprowadzic pelna akcje ratunkowa... jak zycie pokazuje takich umiejetnosci brakuje nawet niektorym instruktorom bedacy na roznych kursach podwyzszajacych kwalifikacje...
piotrkw napisał/a:
ale rozumiem go bardziej ( tam na dole) niż niejednego który wyszedł sam .
wiesz, ja mysle inaczej: mnie poprostu szkoda tych, ktrorzy zostali: dwoch pieknych nastoletnich Corek i Zony...
[ Dodano: 20-08-2012, 20:33 ]
Mucha napisał/a:
ale momentami czytac się tego nie da...
witam serdecznie... jesli wczytasz sie w istote dyskusji, ktora sprowokowal pierwszy post zrozumiesz jak wazne i potrzebne jest to, co wydarzylo sie dalej... no a jesli zmeczyl Cie post - poprzestan tylko na czytaniu do momentu w ktorym jestes kontent... na szczesci Polska to wolny kraj, cudownych nurkowan i dobrego rozwoju umiejetnosci zycze
[ Dodano: 20-08-2012, 20:36 ]
jacekplacek napisał/a:
Padło stwierdzenie, że wypadki nie zdarzają się na kursach.
Jacku, ja zrozumialam, ze rozmawiamy o przyczynach z powodu ktorych zdarzyly sie wypadki - o niebezpiecznej praktyce instruktora na kursie, przez co zdarzyl sie wypadek... to co napisales pozniej - oczywiscie zgodajacekplacek - 20-08-2012, 20:36
majki napisał/a:
A co gdybym Wam wyjawił, że jednym z celów szkolenia a konkretnie wprowadzenie zadań radzenia sobie ze stresem/działania w prawdziwym stresie (w NAUI oczywiscie, nie u cieniasow) jest cytuje: "wyeliminowanie słabych i nieprzygotowanych do danego poziomu nurków"?
Ja bym powiedział, że rolą instruktora jest nauczyć a nie eliminować majki - 20-08-2012, 20:46
jacekplacek napisał/a:
majki napisał/a:
A co gdybym Wam wyjawił, że jednym z celów szkolenia a konkretnie wprowadzenie zadań radzenia sobie ze stresem/działania w prawdziwym stresie (w NAUI oczywiscie, nie u cieniasow) jest cytuje: "wyeliminowanie słabych i nieprzygotowanych do danego poziomu nurków"?
Ja bym powiedział, że rolą instruktora jest nauczyć a nie eliminować
To oczywiste. Problem jednak sięga głębiej. Nie umięjętności lecz sfery emocjonalnej.Mucha - 20-08-2012, 20:59
Syrenka_013 napisał/a:
[ Dodano: 20-08-2012, 20:33 ]
Mucha napisał/a:
ale momentami czytac się tego nie da...
witam serdecznie... jesli wczytasz sie w istote dyskusji, ktora sprowokowal pierwszy post zrozumiesz jak wazne i potrzebne jest to, co wydarzylo sie dalej...
I odpowiednim sposobem na to, jest zrobić z tematu, w którym kolega wrzucił fajny opis z kursu solidnego tasiemca. Uwierz mi, że jest wiele osób, którzy to forum omijają z daleka, własnie przez takie wielostronowe przekonywanie się, czyja racja jest mojsza. Stąd moja propozycja, utworzenia osobnego tematu dla takich jak Wy. Nurkowania nie uczę się w necie.Syrenka_013 - 20-08-2012, 21:04
Mucha napisał/a:
Nurkowania nie uczę się w necie.
posrednio tak, czasem mozna zdobyc calkiem spory zasob wiedzy i pomyslow na rozwoj wlasnych mozliwosci... jesli ktos uzna, ze nalezy zrobic z tego oddzielny watek - zrobi to
[ Dodano: 20-08-2012, 21:06 ]
Tomasz Łach napisał/a:
To nie znaczy jednak, ze inni instruktorzy powinni bezkrytycznie przyjmowac jego metody szkoleniowe
.
dokladnie tak pozdrawiam rowniez piotrkw - 20-08-2012, 21:11
majki napisał/a:
Powiem krótko: nie chcemy w naszych szeregach cienkich fujar,
O , i od tego trzeba było zacząć , wszyscy "cieńcy" by zrozumieli .
Pozdrawiam Piotrjacekplacek - 20-08-2012, 21:13
majki napisał/a:
jacekplacek napisał/a:
majki napisał/a:
A co gdybym Wam wyjawił, że jednym z celów szkolenia a konkretnie wprowadzenie zadań radzenia sobie ze stresem/działania w prawdziwym stresie (w NAUI oczywiscie, nie u cieniasow) jest cytuje: "wyeliminowanie słabych i nieprzygotowanych do danego poziomu nurków"?
Ja bym powiedział, że rolą instruktora jest nauczyć a nie eliminować
To oczywiste. Problem jednak sięga głębiej. Nie umięjętności lecz sfery emocjonalnej.
Ja go widzę kompletnie gdzie indziej. Gdyby organizacja składała się z samych takich gości jak Ty - super. Niestety, im więcej instruktorów ma federacja, im jest popularniejsza, tym trudniej utrzymać poziom. Weź sobie przeciętny kurs jakich obserwujesz dziesiątki i pozwól tym gościom zakręcać kursantom zawory... toż to byłby pogrom jakiś
[ Dodano: 20-08-2012, 21:17 ]
piotrkw napisał/a:
majki napisał/a:
Powiem krótko: nie chcemy w naszych szeregach cienkich fujar,
O , i od tego trzeba było zacząć , wszyscy "cieńcy" by zrozumieli .
Pozdrawiam Piotr
Jak zaczynałem nurkowanie też nie chciano fujar. Aby przystąpić do kursu był egzamin - zdał co dziesiąty chyba. Obóz szkoleniowy - kolejny przesiew, zdało nas może z 30 procent. Jak nie pamiętasz tych czasów, żałuj - sporo fajnej zabawy puściłeś piotrkw - 20-08-2012, 21:28 Pamiętam , pod wodą i w powietrzu. Tylko wtedy, było to potencjalne "mięso armatnie".
Pozdrawiam PiotrSyrenka_013 - 20-08-2012, 21:40 ... a w dzisiejszych czasach chodzi o to, zeby z adepta na nurka, ktory moglby stac sie potencjalna fujara zrobic odpowiedzialnego, bezpiecznego i samodzielnego nurka arkac123 - 20-08-2012, 22:29
majki napisał/a:
A co gdybym Wam wyjawił, że jednym z celów szkolenia a konkretnie wprowadzenie zadań radzenia sobie ze stresem/działania w prawdziwym stresie (w NAUI oczywiscie, nie u cieniasow) jest cytuje: "wyeliminowanie słabych i nieprzygotowanych do danego poziomu nurków"?
A co gdybym Wam wyjawił, że NAUI wprowadziło "programowanie na przetrwanie", które między ...........
Majki, to oznacza tylko tyle, że NAUI przyjęło inną strategię marketingową i wizerunkową niż inne organizacje - i bardzo dobrze, bo my, zwykli nurkowie, potrzebujemy różnorodności, i bardzo cieszymy się, że mamy z czego wybierać.
Dla mnie to "strategia Rambo" - ale "prawdziwi" faceci to właśnie uwielbiają. Ja na szczęście jestem blondynką, i może mi się to nie podobać.
Od razu przyznam się, że oczywiście należę do "cieniasów", którzy uwielbiają podglądać pedalskie rybki w Egipcie - i dobrze mi z tym, i dla mnie nurkowanie jest lekkie, łatwe i przyjemne..... Nawet nie ściągałam maski w wodzie poniżej 20 stopni, a nurkuję już kilka lat.......
[ Dodano: 20-08-2012, 22:38 ]
piotrkw napisał/a:
majki napisał/a:
Powiem krótko: nie chcemy w naszych szeregach cienkich fujar,
O , i od tego trzeba było zacząć , wszyscy "cieńcy" by zrozumieli .
Piotr doskonale podsumował.
A ja się zastanawiałam nad warsztatami jaskiniowymi (Yavox mi jeszcze wczoraj tyle naopowiadał) - ale widzę, że stanowczo za cienka jestem. Yavox - 20-08-2012, 23:10
jacekplacek napisał/a:
Gdyby organizacja składała się z samych takich gości jak Ty - super. Niestety, im więcej instruktorów ma federacja, im jest popularniejsza, tym trudniej utrzymać poziom. Weź sobie przeciętny kurs jakich obserwujesz dziesiątki i pozwól tym gościom zakręcać kursantom zawory... toż to byłby pogrom jakiś
Jacek, masz rację, i być może właśnie od tego są różnego rodzaju standardy - ponieważ w federacji, gdzie instruktorów jest jak mrówków, nie można dopuścić do tego, żeby nawet najcieńszy z nich zaszkodził kursantowi, wprowadza się wytyczne co ogólnie wolno a czego nie wolno - i wszyscy jeżdżą 30 na godzinę, bo tak jest bezpiecznie. Ale raz na jakiś czas zdarza się ktoś, kto po prostu jeździ na tyle dobrze, że jemu po prostu wolno - i dopóki nie skarży się na to ani żaden z pasażerów, ani policja ani ci co kładą asfalt, to nie ma się o co do niego przysysać. Jest pogrom? Nie ma. Po owocach ich poznacie.
Mucha napisał/a:
I odpowiednim sposobem na to, jest zrobić z tematu, w którym kolega wrzucił fajny opis z kursu solidnego tasiemca.
To najpierw zapytaj kolegi, czy jemu jako autorowi wątku to przeszkadza. Kolega nie chce być cienką fujarą, dlatego (podobnie jak ja) będzie dzielnie ćwiczył padanie ofiarą zakręcania butli, tracenie maski, płetw, bycie przywiązywanym siecią do wraków i co tam jeszcze jest do tego potrzebne. Czy to wprowadza dodatkowe ryzyko do takiego nurkowania? Jakieś na pewno, podobnie jak nurkowanie wprowadza dodatkowe ryzyko do życia w ogóle. Ale w takiej sytuacji może pozwólmy osobom, które się szkolą, podejmować decyzje, czy to dodatkowe ryzyko jest warte tego, aby je podejmować, w imię oswojenia się z różnymi sytuacjami awaryjnymi i możliwością sprawnego zadziałania w ich obliczu kiedyś później. Mnie się na przykład wydaje, że jest warte, ponieważ pamiętam jak się czułem za pierwszym czy drugim razem w takiej sytuacji i jak się to później zmieniało. Uważam, że przejście od wersji "o kurw...., nie podaje, nie podaje, kur... mać!" do wersji "no znoooowu trzeba do kogoś dopłynąć i prosić o gaz..." było warte tego, żeby kilka razy się narazić na panikę w oczach, skurcz żołądka i kilka mocniejszych uderzeń serca. Czy uważam, że tego rodzaju ćwiczenia były źródłem pewnego ryzyka w czasie nurkowań? Tak, były - na pewno prawdopodobieństwo niefortunnego przebiegu zdarzeń było niezerowe - mogłem np. kopnąć w twarz partnera, zerwać maskę instruktorowi i zanim by mnie zdążyli złapać zrobić 20 metrów w górę na pełnych płucach. Zawsze może coś się stać. Stało się? Nie stało. Można mówić, że to jest fart instruktora, ale jak coś kilkaset czy kilka tysięcy razy wychodzi to tego nie można już zwalić na zwykły fart - coś takiego musi być w sposobie prowadzenia takich ćwiczeń, poziomie umiejętności osób którym się je serwuje, poziomie umiejętności ich partnerów itp., że jednak wszystko zawsze kończy się dobrze. Moim zdaniem niezależnie od tego, że jakieś tam ryzyko taka zabawa wnosi, "narażanie" się na takie rzeczy było bardzo sensowną inwestycją.
arkac123 napisał/a:
A ja się zastanawiałam nad warsztatami jaskiniowymi (Yavox mi jeszcze wczoraj tyle naopowiadał) - ale widzę, że stanowczo za cienka jestem.
Jako warsztatowicz jaskiniowy mogę Cię zapewnić, że na tych zajęciach nie ma zakręcania zaworów - może dlatego, że butle masz pod pachami i Majkiemu trudno niezauważenie coś zakręcić W sumie jakbyś nad czymś lajtowym myślała nie czując jeszcze w sobie zewu komandosa, to to jest bardzo dobry temat na rozpoczęcie współpracy.Haw - 20-08-2012, 23:10
arkac123 napisał/a:
A tak przy okazji, już z doświadczenia - prawdziwe OOG bardzo różni się od nagłego zakręcenia zaworu (tzn przy OOG automat podaje "inaczej", da się to wychwycić i odpowiednio wcześniej, ZANIM skończy się całkowicie gaz, i spokojnie podpłynąć do partnura ).
sie kiedys zdziwisz, mi podwinela sie raz membrana w apeksie - jak nozem ucial w polowie wdechu...
mimo ze zakrecanie niesie za soba pewne ryzyko, uwazam ze lepiej zrobic to majac pierwszy raz asekuracje kogos kto robil to juz wiele razy.
najsensowniejsza opcja to tak jak cesa z 20m na p2 - ze wzg. na ryzyko kursant ma prawo odmowic wykonania cwiczenia, instruktor powinien rzetelnie przedstawic ryzyko przed rozpoczeciem kursu oraz poprosic kursantow o decyzje czy chca z zakrecaniem czy bez.
tak przy okazji sobie czytam i czytam, i mi sie pomyslalo: z jednej strony piszecie ze oog to dramat i prawie wypadek i bron boze nic zeby tylko nie doprowadzic do takiej sytuacji, z drugiej piszecie ze nurek ma potrafic w sytuacji oog nie dosc ze sie wynurzyc to jeszcze i przystanek wykonac. jezeli oog to nie jest taka bulka z maslem, to do cholery jak to jest z tym przystankiem?!?
nie zapominajcie ze to byl kurs wrakowy - kursanci mieli za soba min. kurs podstawowy i powinni miec umiejetnosc radzenia sobie w sytuacji oog.Włodek K - 20-08-2012, 23:46 Paweł B, naprawdę znakomity opis Szkoda że dyskusja tak się rozwija jak się rozwija. Zresztą znasz moje zdanie na temat tak prowadzonych zajęć bo rozmawialiśmy trochę o tym oko w oko. Ale skoro świetny opis wzbudza tyle emocji to i ja swoje 3 gr dorzucę.
Cytat:
Sytuacja, że zawór się zakręci występuje w bardzo określonych okolicznościach i jest banalnie prosta do rozwiązania: to nie jest żaden hardcore.
Tak. Np przepływając w prozaicznych krzaczorach bardzo łatwo, niepostrzeżenie, zakręcić dobrej jakości zawór.
Cytat:
widzisz - ja tylko napisałam, że dopóki nie umiałam samodzielnie kręcić zaworami, dopóty nie zdecydowałabym się na udział w kursie,
Dokładnie tak. Kluczem do bezpiecznego działania są zdobyte umiejętności. Bez nich każde działanie generuje zagrożenia i naszą nie zgodę na taką fanaberię.
Pawel_B napisał/a:
Butla na plecach i woda w okolicy = odkręcone zawory. Nie wyobrażam sobie inaczej.
Sądzę że gdybyś jednak podumał szerzej to znajdziesz kilka okoliczności gdzie umiejętność sięgnięcia do zaworu i umiejętność jego odkręcenia wydaje się przydatna i dość znacznie podnosi naszą wyobraźnię na to jak łatwo złamać oczywiste zasady. Gapiostwo to też całkiem normalna rzeczywistość nurkowa
piotrkw napisał/a:
co wtedy powiedziałby prokurator??
A jak sądzisz? Jest wiele ćwiczeń podnoszących umiejętności a dość mocno powiększających ryzyko czasem w oparciu o całkiem dalekie podstawy. Instruktor mając je (ćwiczenia) w standardzie i wykonując je zgodnie z zaleceniami ma chroniony tyłek.
Instruktor wychodzący poza standard bierze to na własną klatę. Trudno zabronić komuś robić tego w co wierzy. Być może przed sądem udowodni sens takiego czy innego ćwiczenia a być może sąd nie uwierzy w taką metodykę i cele i przypisze winy za nieumyślne lub umyślne....... Pokrętne są ścieżki sprawiedliwości i odpowiedzialności.
Jednak pamiętajmy że odpowiedzialność to także takie nauczenie nurkowania jakim jest w praktyce.
Cytat:
Nie rozumiem tego ćwiczenia -w sytuacji prawdziwego OOG / pustej butli/ żadne kręcenie zaworami ci nie pomoże.
No pewnie że nie pomoże.
Bo zakręcenie zaworu to uprawdopodobnienie symulacji prawdziwego braku powietrza u kursanta. Cel to wyćwiczenie reakcji kursanta na taką sytuację. Czy ryzyko komplikacji przy zakręconym zaworze jest warte podjęcia - decydują standardy danego szkolenia i decyzje instruktora. Np jest wiele umiejętności których opanowanie jest zdefiniowane bardzo ogólnie. Bywa wtedy że to instruktor decyduje o drodze do umiejętności.
Gdy mówimy o tzw rekreacji uważam że nie ma potrzeby tak realnie naśladować prawdopodobne sytuacje. Gdy mówimy o nurkowaniach z sufitem (deco, jaskinie, wraki, pod lodem) umiejętności zapewnienia ciągłości podaży czynnika oddechowego mogą prowadzić do takich ryzykownych ćwiczeń.
Czy są to ćwiczenia ryzykowne w istocie decyduje to jak kursant jest do nich przygotowany odpowiednim tokiem ćwiczeń.
Mogę mieć wątpliwości wtedy gdy ćwiczenie w kursancie wzbudza jeszcze emocje.
Jestem przekonany że gdy droga jest dobrana właściwie żadne ćwiczenie nie będzie wzbudzać emocji ani zaskoczenia.
Np podczas obecnie prowadzonego kursu kursant po około może z 20 powtórzeń OOG w toni wodnej. Robi to całkiem spokojnie budując już we mnie przekonanie że w realnej sytuacji tak samo, bez zbędnej emocji, rozwiąże partnersko ten problem
arkac123 napisał/a:
zabawa w instruktora "rozbójnika" bardzo się podoba.
Ach twardym każdy chciał by być
Cytat:
Natomiast absolutnie nie zgodzę się, aby jakikolwiek instruktor znienacka zakręcał mi butlę (pływam w konf rec, poj. flaszka i krótkie węże).
A jakby najpierw zrobił to na np. 1 m i nauczył Ciebie poprawnej reakcji na sytuację? Potem przećwiczyła byś x razy na różnych głębokościach w toni wodnej tak aby było wiadomo że dostajesz za to szóstkę potem na nurkowaniu obiecał Ci ze będzie się z Tobą w taki sposób bawił? Też byś miała tak zdecydowane wątpliwości?
Syrenka_013 napisał/a:
jacekplacek napisał/a:
Pawel_B napisał/a:
nurkowie topią się w czasie samodzielnych nurkować, a nie na tych niebezpiecznych kursach
Niestety, to nie jest prawda.
poprosze przyklady, bo ja nie znam
jacekplacek napisał/a:
To tak na szybko.
Potwierdzam kilka z nich i mógł bym kilka dorzucić Tylko po co skoro:
Syrenka_013 napisał/a:
no to ja nie wiem Jacus gdzie Ty sie szkoliles, ale cale szczescie, ze juz z tymi ludzmi nie masz do czynienia... widac kiepsko wyszkoleni instruktorzy tez bywaja...
Rzecz jest w czymś innym Wiele ćwiczeń uznano w wielu federacjach za zbyt ryzykowne i już się ich nie robi. Czasem mimo poczynienia wszelkich starań do wypadku i tak dochodzi podczas szkolenia. Można przejrzeć statystyki. Ale oczywiście można uznać że Ci Oni to byli kiepscy i się nie znali na robocie. Wtedy my zajebiści jesteśmy bo umiemy to robić lepiej. A moze tylko coś niezbyt fajnego przez nas przemawia?
majki napisał/a:
A co gdybym Wam wyjawił, że jednym z celów szkolenia a konkretnie wprowadzenie zadań radzenia sobie ze stresem/działania w prawdziwym stresie (w NAUI oczywiscie, nie u cieniasow) jest cytuje: "wyeliminowanie słabych i nieprzygotowanych do danego poziomu nurków"?
A co gdybym Wam wyjawił, że NAUI wprowadziło "programowanie na przetrwanie", które między innymi polega na stresowaniu studentów i badaniu ich reakcji.
Powiem krótko: nie chcemy w naszych szeregach cienkich fujar, które umieraja ze strachu na myśl o czymś co jawi im sie jako niebezpieczne.
Czy umiesz przewidzieć z jakim nasileniem i w jakim kierunku rozwinie się stres u prowokowanej osoby w danej sytuacji stresowej?
Czy weźmiesz odpowiedzialność za to że np dojdzie do nagłej śmierci sercowej w wyniku testowania odporności na stres szkolonej osoby?
A może zamiast eliminacji zastosować aklimatyzację do ustalonych potrzeb. Bo wiesz moje obserwacje wskazują że wielu cieniasów staje się świetnymi twardzielami gdy już się nauczą. Skądinąd wiadomo jest że na stres nie ma całkowicie odpornych ludzi. To tylko kwestia nasilenia stresorów i każdy pada. Rozumiem że zacytowałeś dokładnie standard tej federacji?
Jeśli tak to faktycznie NAUI jest dla twardzieli a nie fujar i to cienkich. Widzę to dokładnie tak jak kiedyś LOK i CMAS się jawił. Niektórym do dziś się tak jawi.
jacekplacek napisał/a:
Jak zaczynałem nurkowanie też nie chciano fujar. Aby przystąpić do kursu był egzamin - zdał co dziesiąty chyba. Obóz szkoleniowy - kolejny przesiew, zdało nas może z 30 procent. Jak nie pamiętasz tych czasów, żałuj - sporo fajnej zabawy puściłeś
Kurcze Nie chciałem być fujarą ale się stałem Z 50 osób zaczynających kurs ukończyło 7 w tym i ja. Ale to były dawne czasy. W których np oddychaliśmy w 6ściu z jednego AO czy pływaliśmy 1500 m z PR27 na grzbiecie. Twardzi byliśmy jak nie wiem co
Cytat:
... a w dzisiejszych czasach chodzi o to, zeby z adepta na nurka, ktory moglby stac sie potencjalna fujara zrobic odpowiedzialnego, bezpiecznego i samodzielnego nurka
A ja myślałem że chodzi o eliminację fujar jak przez jakieś sito antyfujarowe :
Ot tak choćby według wzorca.
Zadajesz trudne ćwiczenie człowiek nie daje rady i staje się fujarą. To sio kolego F bo nie chcemy Cię w świecie twardzieli.
Wnioski z podanych wyrywków standardu NAUI.Yavox - 21-08-2012, 00:13
Włodek K napisał/a:
A ja myślałem że chodzi o eliminację fujar jak przez jakieś sito antyfujarowe
Włodek, to chyba zależy od tego, co jest celem. Mogę sobie wyobrazić dwa ogólne modele działania tego typu testów:
1. Testy nakierowane na odrzucanie
2. Testy nakierowane na włączanie.
Przypadek nr 2 to np. sytuacja, w której chcesz znaleźć wszystkie dzieci z talentem, no powiedzmy do matematyki. Twoim priorytetem jest to, żeby żaden talent Ci nie umknął i się nie zmarnował. Podejmujesz ryzyko, że do grupy włączysz nawet kilka nie-talentów, jeżeli to zwiększy szansę, że wszystkie talenty zostaną wyłapane. Zresztą nie martwisz się tym, że test dokona fałszywego wstępnego rozpoznania nie-talentu jako talentu, bo najwyżej to wykryjesz trochę później i podziękujesz takiej osobie. Przekładając na nurkowanie - cel jest taki, żeby absolutnie każdemu stworzyć jak największą szansę na to, żeby jednak nauczył się nurkować.
Przypadek nr 1 to sytuacja, w której chcesz wyselekcjonować naprawdę najlepszych. Priorytetem jest to, żeby do grupy nie dostał się żaden cienias. Godzisz się nawet na to, żeby część osób, które powinny się dostać jednak się nie dostała, byle tylko uchronić się przed przyjęciem cieniasa. Myśl o tym jak o procesie rekrutacji na kontrolera lotu - gość patrzy na 10 radarów a jak da ciała to się zderzą samoloty. Kandydatów jest wystarczająco dużo a miejsc mało. Lepiej, żeby 8 na 10 świetnych odrzucić, byle tylko nigdy nie zaplątał się jeden taki, co nie powinien był się dostać.
Mam wrażenie, że kiedyś działała opcja 1 czyli robimy co się da, żeby ci co się nie nadają się nie dostali. Jeżeli przez to ktoś kto się nadaje też się nie dostanie bo pęknie gdzieś w trakcie, jego problem - w końcu nie każdy musi nurkować. Oczywiście, że największy cienias mógł być potencjalnym genialnym eksploratorem - ale nie martwimy się tym, bo wystarczająco wielu takich znajdziemy wśród nie-cieniasów.
A teraz zrobił się rynek - każdemu, kto zapłaci trzeba zapewnić maksimum warunków, żeby mu się udało. Każdy może nurkować. I Ty możesz zostać znakomitym płetwonurkiem! Pod to ustawione są standardy federacji - każdemu tak, żeby mu się udało, bo przecież płaci za plastik i bezpieczeństwo a nie za szansę na plastik i wolność wybierania, jak bardzo chce ryzykować. Po prostu się nurkowanie skomercjalizowało.lozerka - 21-08-2012, 00:23
arkac123 napisał/a:
A ja się zastanawiałam nad warsztatami jaskiniowymi (Yavox mi jeszcze wczoraj tyle naopowiadał) - ale widzę, że stanowczo za cienka jestem.
odniosę się tylko do tego - bo moje zdanie na temat symulacji OOG poprzez zakręcanie zaworów na tym konkretnym kursie osoby w nim uczestniczące znają, a z Michałem i Margitą przez forum gadac o metodach szkoleniowych nie będe
Gosia- ja naprawdę z całego serca polecam te warsztaty- są bardzo fajne, dają sporo nowych umiejętności na takim etapie, na którym podejrzewam, możesz być. Ja przeszłam dwa cykle i na żadnym z nich nie było nic, co wykraczałoby możliwości ogarnięcia przez nurka na takim etapie, na jakim on jest
nie było ćwiczeń, jakie określasz hardcorowymi, chociaż wiem, że kursanci w innej grupie mieli ćwiczenia awaryjne - ze ściąganiem maski i płetw. Na moich warsztatach tego nie było . Jak sądzę- ćwiczenia są dostosowywane do etapu rozwoju kursantów ( w przypadku pierwszych warsztatów konkretnie mojego ) i jeśli wszystkie inne elementy podczas nich wprowadzane są nowe- a tak było w moim przypadku- początek w SM, pierwszy raz prawdziwe szkolenie w poręczowaniu, tak naprawdę pierwsze dłuższe ćwiczenia w ślepej masce, pierwsze ćwiczenia w liczeniu gazu w pamięci przy dwóch butlach- to nie są wprowadzane elementy awaryjne- to oczywiście mój wniosek na podstawie przebiegu tych warsztatów
Naprawdę było świetnie- warto, spróbuj Yavox - 21-08-2012, 00:39
lozerka napisał/a:
Naprawdę było świetnie- warto, spróbuj
Do tego będziesz jako ekstras miała okazję oddać nasze zostawione u Ciebie ręczniki arkac123 - 21-08-2012, 06:06
Yavox napisał/a:
lozerka napisał/a:
Naprawdę było świetnie- warto, spróbuj
Do tego będziesz jako ekstras miała okazję oddać nasze zostawione u Ciebie ręczniki
Yavox, nie ma jak dobra argumentacja - tymi ręcznikami mnie przekonałeś.
Wystarczająco dużo dobrego się nasłuchałam od znajomych o warsztatach jaskiniowych u Majkiego, i naprawdę mam ochotę spróbować.
Z drugiej jednak strony, jeśli instruktor tak stanowczo mówi, że jego kursy nie są "dla cieniasów i fujar", to ja takiej argumentacji nie znoszę, i mnie odrzuca - osobiście wolałabym "będzie ciężko, ale poradzimy sobie z tym". Dlatego zresztą, po kursach w kilku innych organizacjach, i poznania ich wytycznych, wrócilam do szkolenia w PADI.
Jednak najlepsze jest to, że pomimo różnych programów szkoleń, różnego podejścia do kursanta i nurkowania, naprawdę świetnie mi się nurkuje wspólnie z innymi - o dziwo, w wodzie federacji nie widać
[ Dodano: 21-08-2012, 07:38 ]
Włodek K napisał/a:
Cytat:
Natomiast absolutnie nie zgodzę się, aby jakikolwiek instruktor znienacka zakręcał mi butlę (pływam w konf rec, poj. flaszka i krótkie węże).
A jakby najpierw zrobił to na np. 1 m i nauczył Ciebie poprawnej reakcji na sytuację? Potem przećwiczyła byś x razy na różnych głębokościach w toni wodnej tak aby było wiadomo że dostajesz za to szóstkę potem na nurkowaniu obiecał Ci ze będzie się z Tobą w taki sposób bawił? Też byś miała tak zdecydowane wątpliwości?
Tylko ja miałam OOG i podobne kilka razy w realu (ostatnio: nurkowałam w zimnej wodzie, i pod koniec nurka miałam usta tak zmarznięte, że przez chwilę nie mogłam włożyć AO do ust, po puszczaniu bojki - partnur myślał, że mi automat nie podaje, i już czekał z octopusem - po tej historii stwierdziłam,że musze wymienić ustnik na mniejszy), mam poprawną reakcję, i nie uważam, że jeszcze to muszę ćwiczyć na kursie.
Tak samo ze ściąganiem maski - w ciepłych wodach pływam bez kaptura i kilka razy zdejmuję maskę, poprawiam fryzurę ( ), wisząc w toni - ale w zimnych wodach tego nie robiłam i nie zrobię, bo nie widzę takiej potrzeby.lozerka - 21-08-2012, 08:35
arkac123 napisał/a:
jeśli instruktor tak stanowczo mówi, że jego kursy nie są "dla cieniasów i fujar"
miałam okazję obserwować pracę Majkiego z kursantami, jego stosunek do kursantów, sposób traktowania i odnoszenia się dwukrotnie na warsztatach własnych, potem już wyłącznie jako widz nawodnie na kursach i rec i tech innych osób.
Moje odczucia, obserwacje co do podejścia Tego Konkretnego Instruktora do założeń kursu i jego uczestników są tak bardzo odmienne, że po przeczytaniu powyższego tekstu byłam pewna, że ktoś Michałowi ukradł klawiaturę Nie wiem tylko kto, bo podejście Margity wydaje mi się o kolejne lata świetlne od powyższego
Sorry, Michał, nie mam zwyczaju bronić nikogo wbrew niemu samemu...ale ktoś na odcisk Ci deptał, jak to pisałeś ??
arkac123 napisał/a:
wisząc w toni - ale w zimnych wodach tego nie robiłam i nie zrobię, bo nie widzę takiej potrzeby.
Gosia, a jeśli ktos w tej zimnej wodzie, w ktorej pływasz jednak coraz częsciej, zrzuci Ci maskę ( przypadkiem ) , pęknie Ci pasek? Nie lepiej wcześniej sprawdzić, jak to jest ? Jednak większość ludzi twierdzi, że ta zimna woda to zupełnie odmienne doświadczenie pomorzanka - 21-08-2012, 08:53
lozerka napisał/a:
arkac123 napisał/a:
jeśli instruktor tak stanowczo mówi, że jego kursy nie są "dla cieniasów i fujar"
miałam okazję obserwować pracę Majkiego z kursantami, jego stosunek do kursantów, sposób traktowania i odnoszenia się dwukrotnie na warsztatach własnych, potem już wyłącznie jako widz nawodnie na kursach i rec i tech innych osób.
Moje odczucia, obserwacje co do podejścia Tego Konkretnego Instruktora do założeń kursu i jego uczestników są tak bardzo odmienne, że po przeczytaniu powyższego tekstu byłam pewna, że ktoś Michałowi ukradł klawiaturę Nie wiem tylko kto, bo podejście Margity wydaje mi się o kolejne lata świetlne od powyższego
ja też zarówno brałam udział w warsztatach Majkiego, jak i znam i polubiłam bardzo tę parę Pewnie dlatego czytając post Michała widziałam jego ładny uśmiech i przyjazne oczy, a post odebrałam jako chłopięco - zadziorny
Zajęcia z Michałem prowadzone są w takiej atmosferze, jakby na zwykłym nurkowisku tłumaczył nam coś doświadczony kolega, a przy tym bardzo cierpliwy dla ogarniającej kursantów głupawki i ich notorycznego grzebania się
ja warsztaty jaskiniowe polecam, bo z Majkim i moim warsztatowym zespołem to była przede wszystkim świetna zabawa, a przy okazji sporo nowych doświadczeń i umiejętności.jacekplacek - 21-08-2012, 08:55
lozerka napisał/a:
Gosia, a jeśli ktos w tej zimnej wodzie, w ktorej pływasz jednak coraz częsciej, zrzuci Ci maskę ( przypadkiem ) , pęknie Ci pasek? Nie lepiej wcześniej sprawdzić, jak to jest ? Jednak większość ludzi twierdzi, że ta zimna woda to zupełnie odmienne doświadczenie
Przestrzeń wokół nosa, poniżej oczu jest doskonale izolowana termicznie od warunków zewnętrznych. Znajdują się tam receptory odpowiedzialne za skurcz krtani a bodźcem mogącym go wywołać jest gwałtowne schłodzenie tego rejonu. Osoba na OC, ćwicząca zdejmowanie maski jest na ten stres przygotowana i przebiega u niej dużo mniej intensywnie, niż u osoby nie ćwiczącej a bardzo dużo mniej intensywnie niż u osoby nie ćwiczącej i przewrażliwionej.Syrenka_013 - 21-08-2012, 09:43
arkac123 napisał/a:
Dla mnie to "strategia Rambo" - ale "prawdziwi" faceci to właśnie uwielbiają. Ja na szczęście jestem blondynką, i może mi się to nie podobać.
ja tez jestem blondynka, wiesz ile u nas delikatnych blondynek i szatynek? mowie Ci, daja rade
arkac123 napisał/a:
Od razu przyznam się, że oczywiście należę do "cieniasów", którzy uwielbiają podglądać pedalskie rybki w Egipcie - i dobrze mi z tym, i dla mnie nurkowanie jest lekkie, łatwe i przyjemne..... Nawet nie ściągałam maski w wodzie poniżej 20 stopni, a nurkuję już kilka lat.......
znaczy i ja po czesci nim jestem - tez uwielbiam ogladac rybki w Egipcie, a co do maski... no coz, uwazam, ze to niedobrze, ze czasem tego nie przecwiczysz... oby Ci sie nie zdarzylo, ze ktos Ci skopnie maske w zimnej wodzie, bo bedzie nieprzyjemnieeeeee....
arkac123 napisał/a:
A ja się zastanawiałam nad warsztatami jaskiniowymi (Yavox mi jeszcze wczoraj tyle naopowiadał) - ale widzę, że stanowczo za cienka jestem.
zapytaj Dziewczyn, ktore byly, mysle, ze szale mesko-damskie sa wyrownane... tam nie ma nic strasznego
[ Dodano: 21-08-2012, 09:45 ]
Yavox napisał/a:
Jest pogrom? Nie ma. Po owocach ich poznacie.
to ladne
[ Dodano: 21-08-2012, 09:55 ]
Haw napisał/a:
z drugiej piszecie ze nurek ma potrafic w sytuacji oog nie dosc ze sie wynurzyc to jeszcze i przystanek wykonac. jezeli oog to nie jest taka bulka z maslem, to do cholery jak to jest z tym przystankiem?!?
w nurkowaniu rekreacyjnym w sytuacji OOG masz dwa wyjscia do wyboru:
1. partner jest blisko ciebie (dokladnie tak powinno byc), opkazujesz brak gazu, partner dzieli sie z toba powietrzem, zakladacie chwyt bezpieczenstwa, komunikujecie sie, uspokajacie i dajecie znak do wynurzenia. Faza komunikacji i uspokojenia jest wazna, bo w locie do powierzchni jest duzo trudniej ogarnac dodatkowe rzeczy, wiec ta minutka na uspokojenie i ogarniecie na dole jest wazna... skoro wszyskto mamy opanowane, lecimy sobie spokojnie do gory, mamy wystarczajaca ilosc gazu - wypadaloby zrobic ten przystanek bezpieczenstwa, bo co stoi na przeskzodzie?
2. partner sie zgubil, albo jest bardzo daleko (no good) wypada przypomniec sobie cwiczenie pt CESA i grzeczynie wynurzyc do powierzchni pamietajac o udroznieniu sobie drog oddechowych i wypuszczaniu babelkow...
a nurkowanie techniczne rzadzi sie nieco innymi prawami...
Haw napisał/a:
nie zapominajcie ze to byl kurs wrakowy - kursanci mieli za soba min. kurs podstawowy i powinni miec umiejetnosc radzenia sobie w sytuacji oog.
co wiecej - mieli taka umiejetnosc, bo trenowalismy to na poprzednich kursach
[quote="Włodek K"] Jednak pamiętajmy że odpowiedzialność to także takie nauczenie nurkowania jakim jest w praktyce.[quote]
to zdanie + trzymanie sie standardow = swietna pointa tego, co na ten temat mysle Pawel_B - 21-08-2012, 10:01 Luuuudzie, się przyczepiliście tych "cieniasów fujar". A może lepiej nie lamentować? . Mnie zawsze teksty Majkiego o cieniasach bardzo bawią i... motywują. Potem staję sam przed nurkowaniem i mówię "dam radę, przecież nie jestem cieniasem". I okazuje się, że daję radę! Właśnie dlatego ukończyłem kurs, który na początku tematu opisywałem i za miesiąc znów wybieram się na Bałtyk. I pewnie znowu coś napiszę .
Pozdrawiam, PawełSyrenka_013 - 21-08-2012, 10:03
arkac123 napisał/a:
Natomiast absolutnie nie zgodzę się, aby jakikolwiek instruktor znienacka zakręcał mi butlę (pływam w konf rec, poj. flaszka i krótkie węże).
A jakby najpierw zrobił to na np. 1 m i nauczył Ciebie poprawnej reakcji na sytuację? Potem przećwiczyła byś x razy na różnych głębokościach w toni wodnej tak aby było wiadomo że dostajesz za to szóstkę potem na nurkowaniu obiecał Ci ze będzie się z Tobą w taki sposób bawił? Też byś miała tak zdecydowane wątpliwości?[/quote]
ze tez nie wpadlam wczesniej na to, ze w taki klarowny sposob mozna to wyjasnic
[ Dodano: 21-08-2012, 10:09 ]
Włodek K napisał/a:
Rzecz jest w czymś innym Wiele ćwiczeń uznano w wielu federacjach za zbyt ryzykowne i już się ich nie robi. Czasem mimo poczynienia wszelkich starań do wypadku i tak dochodzi podczas szkolenia. Można przejrzeć statystyki. Ale oczywiście można uznać że Ci Oni to byli kiepscy i się nie znali na robocie. Wtedy my zajebiści jesteśmy bo umiemy to robić lepiej. A moze tylko coś niezbyt fajnego przez nas przemawia?
Wlodku, to nie tak. Moje myslenie jest nastepujace- wezmy np cwiczenie CESA:
1. kursany wielokrotnie mial do glowy wkladane, ze bardzo niebezpieczne jest wstrzymywanie oddechu i wie dosonale dlaczego
2. tuz przed cwiczeniem jest to poras fafnasty powtarzane
3. cwiczenie wykonuje pojedynczo z kazdym kursantem, twarza w twarz, trzymajac go mocno za frak, czesto przy linie
4. kiedy tlyko zauwazylabym (nie zdarzylo sie to do tej pory, oby tak zostalo) brak babelkow natychmiast "zastopowalabym" cwiczenie, a kursant wlozylby AO, ktory ma obowiazek trzymac caly czas w reku i wie, ze jesli zabraknie mu gazu to moze go uzyc, a cwiczenie sie zrobi innym razme - bez stresu
a jednak ZDARZAJA sie przy tym wypadki - dlaczego? mam nadziej, ze teraz inaczej spojrzysz na moja wypowiedz nie doszukuja sie ukrytych i negatywnych przekazow...
[ Dodano: 21-08-2012, 10:13 ]
Włodek K napisał/a:
Bo wiesz moje obserwacje wskazują że wielu cieniasów staje się świetnymi twardzielami gdy już się nauczą.
dokladnie TAK mysle, ze Majki uzyl swoistego skrotu myslowego - o to chodzi, nie wazne kto przychodzi, ale wazne jakim nurkiem kto sie staje... indywidualne podejscie do potrzeb i natezenia stresu, ktory jednakowoz MUSI sie pojawic i odpowiedni program nauczania finalnie daje DOBREGO i SAMODZIELNEGO nurka a nie jakas cienka fujare uzalezniona od instruktora...
[ Dodano: 21-08-2012, 10:19 ]
[quote="Włodek K"]
Kurcze Nie chciałem być fujarą ale się stałem Z 50 osób zaczynających kurs ukończyło 7 w tym i ja. Ale to były dawne czasy. W których np oddychaliśmy w 6ściu z jednego AO czy pływaliśmy 1500 m z PR27 na grzbiecie. Twardzi byliśmy jak nie wiem co [quote]
I jak to oceniasz z dzisiejszej perspektywy? bylo to bezpieczne? bo ja uwazam, ze standardy moich kursow (P1 i P2) nie byly takie jak byc powinny. Nie mowie o instruktorze, dzieki ktoremu udalo sie przebrnac przez te niefajne rzeczy, tylko o standardach. Sam fakt nurkowania z jednym automatem jest mocnym naruszeniem zasad bezpieczenstwa...
U mnie na P1 zdalo 2/3, w tym ja, z calej ekipy nurkuje tylko ja... Jestem przekonana, ze sprawil to niefajny program tego w czym uczestniczylam...
[ Dodano: 21-08-2012, 10:21 ]
Włodek K napisał/a:
Cytat:
... a w dzisiejszych czasach chodzi o to, zeby z adepta na nurka, ktory moglby stac sie potencjalna fujara zrobic odpowiedzialnego, bezpiecznego i samodzielnego nurka
A ja myślałem że chodzi o eliminację fujar jak przez jakieś sito antyfujarowe :
Ot tak choćby według wzorca.
Zadajesz trudne ćwiczenie człowiek nie daje rady i staje się fujarą. To sio kolego F bo nie chcemy Cię w świecie twardzieli.
Wnioski z podanych wyrywków standardu NAUI.
no nie zartuj sobie, nie wierze, ze tak inteligentny jak Ty czlowiek, nie zalapal o co chodzi! bardzo, bardzo zabawne
[ Dodano: 21-08-2012, 10:24 ]
Yavox napisał/a:
Do tego będziesz jako ekstras miała okazję oddać nasze zostawione u Ciebie ręczniki
Gosia, nie wierz Mu, ze to tak niby mimochodem, On wszedzie wszystko zostawia, to taki sposob znaczenia terytorium, pretekst, zeby zawsze miec kilka miejsc "zdatnych" do powrotu...
[ Dodano: 21-08-2012, 10:27 ]
arkac123 napisał/a:
Wystarczająco dużo dobrego się nasłuchałam od znajomych o warsztatach jaskiniowych u Majkiego, i naprawdę mam ochotę spróbować.
Z drugiej jednak strony, jeśli instruktor tak stanowczo mówi, że jego kursy nie są "dla cieniasów i fujar", to ja takiej argumentacji nie znoszę, i mnie odrzuca - osobiście wolałabym "będzie ciężko, ale poradzimy sobie z tym".
uwierz mi, ze dokladnie tak mysli Majki, i tak dziala... wiesz jakie sa Samce, musi sie popuszyc troche, to normalne
[ Dodano: 21-08-2012, 10:31 ]
arkac123 napisał/a:
Tylko ja miałam OOG i podobne kilka razy w realu (ostatnio: nurkowałam w zimnej wodzie, i pod koniec nurka miałam usta tak zmarznięte, że przez chwilę nie mogłam włożyć AO do ust, po puszczaniu bojki - partnur myślał, że mi automat nie podaje, i już czekał z octopusem...
Gosiu, po jaka cholere wyjmowalas AO z ust w czasie puszczania bojki??????
[ Dodano: 21-08-2012, 10:35 ]
arkac123 napisał/a:
Tak samo ze ściąganiem maski - w ciepłych wodach pływam bez kaptura i kilka razy zdejmuję maskę, poprawiam fryzurę ( ), wisząc w toni - ale w zimnych wodach tego nie robiłam i nie zrobię, bo nie widzę takiej potrzeby.
jak sie kiedys spotkamy, to na zywo postaram sie wyprowadzic Cie z bledu w jakim tkwisz... problem z maska zwlaszcza w zimnej wodzie to jeden z najniebezpieczniejszych problemow... zwlaszcza u Pan... wierz mi, wiem sporo na temat, tym bardziej, ze kiedys sama borykalam sie z tym bardzo dlugo... mam nadzieje, ze nie spotka Cie niespodzianka "maskowa" zanim uporasz sie z zimna woda... to naprawde nie zarty TomKur - 21-08-2012, 10:49 Cześć,
dla mnie wpis Majkiego jest smutny. Smutno mi, że instruktor pisze takie rzeczy. Włodek bardzo fajnie to podsumował. I nie widzę tu sensu tłumaczenie, co Majki miał na myśli. Co miał, to napisał. Nie znam standardów NAUI, znam teraz podejście do szkolenia i nurkowania jednego z instruktorów tej federacji i to podejście mi nie odpowiada.
W dalszym ciągu twierdzę, że zakręcanie zaworów przez osoby trzecie jest niebezpieczne. Realizm tej sytuacji jest wątpliwy w momencie, kiedy wiemy, że ona zaraz nastąpi a nieprzewidziana reakcja nurka jest możliwa i może prowadzić do poważnego wypadku - takie jest moje zdanie. Natomiast ćwiczenie sytuacji oog jest konieczne, i tu nie ma dla mnie kompromisów .
Pozdrawiam.
TomekPawel_B - 21-08-2012, 11:19 A jakie jest Twoje doświadczenie nurkowe czy instruktorskie? Pytam się, bo w profilu piszesz, że skaczesz do basenu ogrodowego . Pytam się, bo chcę wiedzieć kto z taką pewnością siebie ocenia metody szkoleniowe Course Directora z chyba 4000 nurkowaniami na koncie?Torpeda - 21-08-2012, 11:28 [quote="pomorzanka" Pewnie dlatego czytając post Michała widziałam jego ładny uśmiech i przyjazne oczy, a post odebrałam jako chłopięco - zadziorny
[/quote]
Dokładnie...
Miękka fujara to nie nurek, który woli ciepłe wody, nie biega z twinem 2x18 lekko jak sarenka, albo ma z czymś problem.
Cienka fujara to ktoś, kto nie chce pracować nad słabościami, spróbować poradzić sobie z problemem i obiera banana przed zjedzeniem.Syrenka_013 - 21-08-2012, 11:29
TomKur napisał/a:
Smutno mi, że instruktor pisze takie rzeczy.
ale jakie "rzeczy"? czy naprawde uwazasz, ze lepiej jest za wszelka cene komus zrobic kurs, dac certyfikat i sprawic, ze mimo braku umiejetnosci nurkuje i jest przekonany o swojej zajefajnosci? bo ja uwazam, ze jesli ktos sie naprawde sie nie nadaje, to lepiej mu nie mydlic oczu i tym samym "uratowac zycie"... coprawda ktos taki mi sie nie "zdarzyl", ale na wlasne oczy widzialam takich ludzi...
niestety od takich nurkow roi sie pod woda ( to m.in. ci, ktorzy wskakuja z zakrecona butla, wchodza do wody po alkoholu, nie sprawdzaja gazu i "pykaja" cyfry)... obserwuje wielu instruktorow, ktorzy do nurkowania podchodza wylacznie w celach komercyjnych... TO JEST DOPIERO SMUTNE Yavox - 21-08-2012, 11:38
TomKur napisał/a:
Smutno mi, że instruktor pisze takie rzeczy. [...] I nie widzę tu sensu tłumaczenie, co Majki miał na myśli.
Tomek, ja myślę, że słowo pisane ma dość ograniczone możliwości przekazywania różnych znaczeń i czasami bardzo trudno jest coś zinterpretować zgodnie z pierwotnymi intencjami autora, jak się nie zna człowieka. Jestem przekonany, że gdybyś znał Majkiego osobiście i był na jakimkolwiek kursie bądź warsztatach, to niepotrzebne byłoby żadne tłumaczenie - bo wyłapał byś takie znaczenie jak wyłapali ci, którzy go znają.
Metody szkoleniowe Michał ma takie a nie inne więc biorąc pod uwagę, że nie uczy bezkrytycznych dzieci tylko ludzi na bardzo różnym poziomie doświadczenia i umiejętności, warto posłuchać, co na temat takiej pracy piszą bezpośredni zainteresowani czyli kursanci. Myślę, że bardzo trudno byłoby znaleźć kogoś, kto by nie był zadowolony z atmosfery, merytoryki, nieadekwatnego poziomu trudności, zbyt dużego poziomu ryzyka - a jakbyś chciał szukać, to jest z kogo wybierać, bo tych osób przez szkolenia przewinęło się już wiele, w tym całkiem sporo nawet z tego forum.
Mam wrażenie, że część krytykujących osób ulega takiemu złudzeniu, że "ja to naprawdę widzę, że to jest niebezpieczne, tak nie powinno być, gdzie indziej standardy tego nie przewidują, a ci wszyscy co im się podoba to są niedouczeni, zmanipulowani, zaślepieni". A prawda jest taka, że wiele rzeczy można pod wodą robić, wszystko jest dla ludzi (tych, którzy chcą oczywiście).Bul-kot - 21-08-2012, 11:47 Smutne jest to że tak pięknie opisany kurs zaginął w gąszczu smutku, krytyki, przytyków etc etc...
Zabieram banana i idę nurać... Wilczy - 21-08-2012, 11:49
TomKur napisał/a:
I nie widzę tu sensu tłumaczenie, co Majki miał na myśli. Co miał, to napisał. Nie znam standardów NAUI, znam teraz podejście do szkolenia i nurkowania jednego z instruktorów tej federacji i to podejście mi nie odpowiada.
Heh, dla mnie również tekst Majkiego zabrzmiał mocno niemarketingowo, ale już dawno nauczyłem się, żeby nie oceniać czyichś intencji wyłącznie po tekstach na Sieci, a już szczególnie tych "ad hoc", jak wpisy na forum, czy rozmowy na czacie. Nie miałem okazji być maglowanym przez Majkiego, więc nie potrafię ocenić, czy pisał poważnie, żartem, czy to tylko środki stylistyczne na poziomie full cave :).
Myślę, że warto traktować Internet ciut mniej serio, nawet jeśli spora część naszego życia się do niego przeniosła.
lozerka napisał/a:
(o ściąganiu maski) Jednak większość ludzi twierdzi, że ta zimna woda to zupełnie odmienne doświadczenie :)
Racja. Nawet jeśli nie podoba nam się ściąganie maski na większej głębokości, to warto to potrenować na powierzchni. Teraz, kiedy woda ma na wierzchu 20 stopni to niewiele daje, ale jakąś rześką wiosną czy jesienią warto przed nurem wziąć automat do paszczy i bez maski zanurzyć twarz. Pierwszy moment bywa nieprzyjemny, ja wyraźnie czuję trudność w oddychaniu (to pewnie to ściśnięcie krtani, o którym mówi Jacek), ale, będąc na to przygotowanym, wiem o chodzi i już po chwili jest ok.
Warto poznać to uczucie po to, żebyśmy, gdy nam wesoły partner w zimnej wodzie skopie maskę, nie odnieśli wrażenia, że jednocześnie mamy też problem z automatem!
Syrenka_013 napisał/a:
wszedzie wszystko zostawia, to taki sposob znaczenia terytorium, pretekst, zeby zawsze miec kilka miejsc "zdatnych" do powrotu... :bee;
Aaa, teraz już rozumiem :) Nie dlatego zostawiłem w niedzielę pod wiatą na Zakrzówku czapkę, bo jestem pierdoła, tylko dlatego, że oznaczyłem sobie miejsce, do którego chcę wrócić. Od tej pory proszę traktować wiatę 2B jako nieformalnie przeze mnie zarezerwowaną na stałe ;-) A czapka była czarna, z logo Divezone, w razie, gdyby ktoś, coś...Torpeda - 21-08-2012, 11:49
TomKur napisał/a:
Smutno mi, że instruktor pisze takie rzeczy. [...] I nie widzę tu sensu tłumaczenie, co Majki miał na myśli.
Nie "smutno". Dobrze, że pisze.
Majki napisał prawdę- "nie chcemy cieniasów w naszych szeregach". Oznacza to, nie mniej i nie więcej, że ani on ani Syrenka nie szkolą cieniasów, tylko dobrych nurków- samodzielnych, dbających o partnera, "ogarniętych".
Jeśli pojawia się problem- wałkują do skutku- Paweł_B może opowiedzieć jak walczył z maską.
Nikt się z niego nie nabijał i nie sugerował, że jest cienias i ma spadać, ale nie miał żadnej taryfy ulgowej- pracowali z nim do skutku.
Albo ja i moja pięta achillesowa- nawigacja. Nie było zmiłuj, wszystkie figury litery nauczyłam się z robić z dokładnością do paru centymetrów, do wbitego w piasek patyczka wielkości tego od lodów Pawel_B - 21-08-2012, 11:52
Bul-kot napisał/a:
Zabieram banana i idę nurać...
Tylko nie obieraj! jacekplacek - 21-08-2012, 11:59
Syrenka_013 napisał/a:
jesli ktos sie naprawde sie nie nadaje, to lepiej mu nie mydlic oczu i tym samym "uratowac zycie"... coprawda ktos taki mi sie nie "zdarzyl", ale na wlasne oczy widzialam takich ludzi...
A kto i na jakiej podstawie miałby oceniać, czy ktoś się nadaje, czy nie? Na własne uszy słyszałem jak kilku instruktorów skreśliło nurka... obecnie przeskoczył tych skreślaczy i to gruuuuubo przeskoczył. Dlaczego? Bo warsztat skreślaczy był dla Niego nieodpowiedni - inaczej mówiąc, byli zbyt kiepskimi by dać radę nauczyć każdego. Poszedł do lepszych, nauczył się. Miałem przyjemność widzieć jednego z tych najlepszych przy pracy: trudny nurek jest dla Niego wyzwaniem a brak postępów kursanta osobistą porażką. Prywatnie nie lubię gościa, zawodowo: podziwiam i staram naśladować.lozerka - 21-08-2012, 11:59
Syrenka_013 napisał/a:
arkac123 napisał/a:
osobiście wolałabym "będzie ciężko, ale poradzimy sobie z tym".
uwierz mi, ze dokladnie tak mysli Majki, i tak dziala... wiesz jakie sa Samce, musi sie popuszyc troche, to normalne
no więc ja dokładnie tak odbieram podejście Michała do kursanta, żartobliwie rzucanego tekstu o tych na "c" nie słyszałam ( nieżartobliwe też nie ), stąd moze moje zaskoczenie
jednak słowo pisane potrafi wypaczyć intencje piszącego więc tym razem sorry za zwątpienie
Syrenka_013 napisał/a:
Gosiu, po jaka cholere wyjmowalas AO z ust w czasie puszczania bojki??????
Bo przy oralnym dmuchaniu bojki z króćcem ciężko to zrobić z ao w ustach ?jacekplacek - 21-08-2012, 12:00
Pawel_B napisał/a:
Bul-kot napisał/a:
Zabieram banana i idę nurać...
Tylko nie obieraj!
Poczęstuj kiedyś Porębę jajkiem: pogadamy wtedy o obieraniu Bul-kot - 21-08-2012, 12:11
Pawel_B napisał/a:
Bul-kot napisał/a:
Zabieram banana i idę nurać...
Tylko nie obieraj!
Wystarczy zejść głębiej a ciśnienie zrobi to za nas tylko trza wcześniej wyjąć automat i banan sam wskoczy w paszczę TomKur - 21-08-2012, 12:30 Dobre, naprawdę suuuper. Napisałem, co sądzę o zakręcaniu zaworów - co JA na ten temat sądzę. Napisałem, że nie jest to krytyka instruktora ani federacji ani kursu. Czy mogę mieć swoje zdanie w tym temacie ?. Majki napisał tekst, który WE MNIE wywołał smutek. Dla mnie podejście opisane przez Majkiego jest nie do przyjęcia. Mogę mieć takie podejście, czy nie ?. Dzielenie ludzi na fujary, cieniasów i twardzieli mi nie odpowiada. Programy szkoleniowe traktujące ludzi jak szczury laboratoryjne w celu wyrobienia "twardości" mi nie odpowiadają - a tak je odebrałem po opisie Majkiego. Ale to MÓJ problem, czemu nie chcecie tego zaakceptować ? Wciska mi się tutaj, co ja uważam, czego nie, jakie to ja zachowania akceptuję, jakich nie. Zadziwiające. No i to ciągłe tłumaczenie, co autor miał na myśli, że on przecież taki w realu nie jest, że robi super kursy, itp, itd. Ja nie zakładam, jaki jest czy nie jest, nie oceniam, nie krytykuję - pisze o MOICH spostrzeżeniach, uwagach i o tym, co JA na ten temat sądzę.
Pozdrawiam.
TomekTorpeda - 21-08-2012, 12:43
Bul-kot napisał/a:
Pawel_B napisał/a:
Bul-kot napisał/a:
Zabieram banana i idę nurać...
Tylko nie obieraj!
Wystarczy zejść głębiej a ciśnienie zrobi to za nas tylko trza wcześniej wyjąć automat i banan sam wskoczy w paszczę
To wcale nie jest takie oczywiste. Przypadkiem zrobiłam kiedyś taki test, ale kieszeń suchara wytrzymała napięcie i z banana (w skórce) zrobiła się maź. Było trochę mycia
A tak wracając do tematu tej długiej, ale ciekawej dyskusji :
1. Nie zwracając się do nikogo personalnie- czasem słyszę od instruktorów, że pewne ćwiczenia nie są potrzebne, wprowadzają niepotrzebne ryzyko, a przećwiczone "na sucho" dadzą dostatecznie dobry efekt w sytuacji realnej awarii.
Ale jak ćwiczenie OOG, kiedy nurek sam wyjmuje w dogodnej dla siebie chwili automat z ust (po wzięciu wdechu, a jak ) ma się do realnej sytuacji? Automat przestanie poddawać w najmniej dogodnej chwili (prawa murphy`ego doskonale sprawdzają się w praktyce), kiedy akurat będziemy na wydechu i spróbujemy wziąć wdech.
Szamoczący się kolega, lub inny dziwny przypadek, zerwie nam maskę w lodowatej wodzie bez żadnego ostrzeżenia- a możliwe, że i w głowę oberwiemy
Słyszę wtedy, że poprawnie nauczona procedura... itp. Dobrze, ale skoro jest tak poprawnie nauczona, to dlaczego jej nie wypróbować w NIECO bardziej zbliżonych do realnych warunkach?
Bo jak "kursant zginie to prokuratura się przyczepi"? Jeśli zginie w trakcie takiego ćwiczenia z instruktorem (od zdjęcia maki, płetw lub zakręcenia butli), to znaczy, że jednak nie był przygotowany na realną awarię (a i instruktor nieźle "dał ciała"- zarówno przy szkoleniu, jak i przy ratowaniu), zgadza się? Jeśli w trakcie ćwiczenia wyjdzie, że coś jest nie w porządku, to można dalej pracować nad techniką i odpornością na stres. Symulacja realnej awarii to zweryfikowanie, czy szkolenie przyniosło jakiś efekt- poza świetnym opanowaniem platformingu, klęczalności, czy wykonywania skillów w laboratoryjnie bezpiecznych i komfortowych warunkach.
Chyba lepiej, żeby kursant przekonał się, że coś jednak nie wychodzi w obecności instruktora, a nie sam/ z partnerem? Tak jest bezpieczniej DLA kursanta.
"Bezpieczne" szkolenie jest faktycznie bezpieczne szkoda, że głównie dla instruktora.
2. Szczerze powiem, że nie zgadzam się, z stwierdzeniem, że w nurkowaniu najważniejsza jest dobra pływalność. Najważniejsze jest partnerstwo.
Pływalność i trym to przecież tylko środki do osiągnięcia celu- podstawy dobrej techniki, a często widzę, że niektórzy nurkowie tratują je, jako cel sam w sobie.
Trochę, jakby doszło do polaryzacji- są ci źli tłukący hurtowe ilości i wypuszczający byle jakich nurków (za to na pęczki) i ci dobrzy, którzy na sztandarach mają wypisane TRYM & PŁYWALNOŚĆ- wszystko dobrze pod warunkiem, że ze środków nie robimy celu samego w sobie, zwłaszcza kosztem rzeczy ważniejszych- partnerstwa.Pawel_B - 21-08-2012, 12:52 TomKur - ale jak tylko się zapytałem o Twoje doświadczenie nurkowe czy instruktorskie . Czy to jakaś tajemnica? Chcę po prostu wiedzieć kto pisze takie kategoryczne stwierdzenia:
TomKur napisał/a:
Wg mnie nagłe, niespodziewane zakręcenie zaworów u innego nurka może po prostu spowodować wypadek - nawet śmiertelny. Prowokowanie sytuacji skrajnie niebezpiecznych jest wg mnie o prostu skrajnie niebezpieczne.
PS. Ale bardzo doceniam, że dodałeś "według mnie".
Ja np. nie wypowiadam takich stanowczych tez bo jestem jeszcze nurkowym cie... , przepraszam - lajkonikiem .jacekplacek - 21-08-2012, 13:05
Torpeda napisał/a:
jak ćwiczenie OOG, kiedy nurek sam wyjmuje w dogodnej dla siebie chwili automat z ust (po wzięciu wdechu, a jak ) ma się do realnej sytuacji? Automat przestanie poddawać w najmniej dogodnej chwili (prawa murphy`ego doskonale sprawdzają się w praktyce), kiedy akurat będziemy na wydechu i spróbujemy wziąć wdech.
OOG jest wykonywane poprzez wskazanie: Ty nie masz gazu, weź go stamtąd. Podpływając do dawcy, kursant stale robi wydech. Jeżeli tuż przed podjęciem akcji zrobił głęboki wdech, można wydłużyć dystans. Nie mniej gonienie na bezdechu zbyt oddalonego partnera najczęściej jest wystarczającym stresem.
Torpeda napisał/a:
nie zgadzam się, z stwierdzeniem, że w nurkowaniu najważniejsza jest dobra pływalność. Najważniejsze jest partnerstwo.
Pływalność i trym to przecież tylko środki do osiągnięcia celu- podstawy dobrej techniki,
Raczej trudno wykonać jakąkolwiek czynność, nie potrafiąc się zatrzymać, utrzymać założonej głębokości, przyjmując dowolną pozycję względem partnera. Głupia kontrola ciśnienia staje się problemem, bez zachowania należytej pływalności. Z resztą jest to jedna z metod sprawdzenia, czy kursant nad tym panuje: niewiele osób potrafi jednocześnie machać płetwami i komunikować się. Tak samo jest ze strzeleniem bojki, zatrzymaniem przed przeszkodą, założeniem punktu przy poręczowaniu itd. Nauczenie żabki wstecznej - jednej z podstaw dobrej pracy partnerskiej - jest nierealne bez umiejętności zatrzymania się w miejscu: w miejscu a nie latania góra-dół. Każde kolejne szkolenie nurkowe oparte jest na pływalności, jest ona fundamentem na którym buduje się resztę. Można demagogicznie wymyślać, że ważniejsze jest to czy tamto, tyle, że ani to ani tamto bez podstaw jest niewykonalne - pozostaje więc pusta gadka i slogany. Nieraz widzę to w różnych szkoleniach i łzy w oczach, kiedy zespół w pierwszej minucie się sypie. Miałem kiedyś warsztaty właśnie u Majkiego, kiedy ja sobie umiałem swobodnie zawisnąć. Michał dał nam banalne zadanie partnerskie, gdzie pozostała dwójka po prostu zaczęła na siebie wpadać, czyniąc je niewykonalnym - wiem, ze uczestnicy tamtej zabawy przeczytają tego posta
Podobnych zabaw byłem świadkiem a potem prowokatorem niejednokrotnie. Najgorzej reagują ludzie, którym wmówiono, że nurkują partnersko, nie ucząc ich jednocześnie podstaw. Potem przychodzi refleksja, przemyślenie priorytetów i praca.
Może dodam jeszcze aspekt zdrowotny- nierozerwalnie związany z nurkowaniem. Wynurzając się, tkanki się odsycają. Nadmiar gazów odbierany jest przez krew zylną i odprowadzany na zewnątrz przez filtr płucny. Problem zaczyna się wtedy, kiedy krew żylna wymiesza się z tętniczą - np. prze PFO. Z czego wynika ten problem? Otóż z przedostania się pęcherzyków z krwi żylnej i niekontrolowanego rozprowadzenia ich przez tętnice. Podobny efekt można uzyskać wynurzając się np. do 3m i bujając po kilka metrów dół-góra-dół. Bardzo często efektem takiej złej pływalności są bóle głowy, złe samopoczucie a w poważniejszych nurkowaniach - DCS.Grotto8 - 21-08-2012, 13:12
Bul-kot napisał/a:
Tylko nie obieraj!
Wystarczy zejść głębiej a ciśnienie zrobi to za nas tylko trza wcześniej wyjąć automat i banan sam wskoczy w paszczę
Ale cały, na raz ?
Parę lat temu, na moim kursie jednemu z chłopaków zamarzł automat. Instruktor był przy nim, sytuacja rozwiązana natychmiast.
Siedzimy sobie wieczorem na ławeczce i rozmawiamy: Ja mówię: "Zazdroszczę, że zamarzł Ci automat. Też bym chciał".
Ogólnie większość wybuchnęła śmiechem. Instruktor też.
Coś tam próbowałem wyjaśniać, ale jako świerzak strzeliłem buraka i się zamknąłem.
Po kilku latach przeczytałem opis kursu na stronie xdivers team, i opis ćwiczenia z zakręcaniem zaworu i jego uzasadnienie. Wtedy pomyślałem: ku...wa, właśnie tak chciałem się uczyć od początku.
Pokusiłbym się o króciutką luźną analizę zysków i strat z tego ćwiczenia:
1. ćwiczenie polega na wykonaniu niebezpiecznego manewru.
2. Jest wykonywane pod kontrolą instruktora. Daje to > niż 99% szans na przeżycie.
3. Daje nam świadomość, jak działamy, jak reagujemy, czy panikujemy i jak intensywnie, co jesteśmy w stanie zrobić, wreszcie możemy przeanalizować po nurku na spokojnie i określić co musimy zrobić, żeby przeżyć.
4. Możemy nie wykonywać tego ćwiczenia.
5. Możemy stać się ofiarą zdarzenia/wypadku polegającego na sytuacji braku gazu
6. Możemy nauczyć się właściwych procedur w takim przypadku (zdać egzamin na 5, dostać plastik i nurkować 50 lat bez sytuacji OOA)
7. Możemy również nie zdążyć tych procedur zastosować, ponieważ przy OOA wpadniemy w panikę z której żadna procedura, ani plastik nas nie wyzwolą.
8. Jakie jest prawdopodobieństwo, że pomimo dobrego wyszkolenia w sytuacji OOA nie dopadnie nas panika? > niż 99% ?
Teraz łopatologiczny wniosek:
Wg mnie istnieje znacznie większe ryzyko śmierci przy wypadku OOA, jeśli nie zapoznamy się z naszą reakcją na prawdziwy stres, niż ryzyko wypadku i śmierci przy powyższym ćwiczeniu pod okiem instruktora.
Co do tego wyjaśniania, co Majki miał na myśli i tłumaczenia go... Dlaczego sam tego nie zrobi? Ego...?
Kiedyś wychodził z wody, a ja wchodziłem. Zapytałem jaka wizura, a On na to: "Nic nie widać, tak namąciliście" A ja nawet jeszcze butów nie zamoczyłem
Nic złego nie chciałem powiedzieć. Wiem jak słowo pisane może być odebrane niewłaściwie.
Wierzę, że podejście tego konkretnego instruktora w realu jest inne niż zabrzmiało to na forum.
Swoją drogą, istnieje coś takiego jak przesadna nieskromność. Szczególnie u osób, które są na szczycie w swojej dziedzinie. Najlepszy przykład to żołnierze Navy Seal.
To zadufane w sobie, nieskromne, chamskie i gburowate typy.
Ich życiowe motto, to:"Jesteś za słaby, żebyś mógł się ze mną równać".
Okropnie to niemiłe ... i okropnie prawdziwe Syrenka_013 - 21-08-2012, 13:15
Bul-kot napisał/a:
zaginął w gąszczu smutku, krytyki, przytyków etc etc...
poczytaj wazne watki przewijajace sie w tym gaszczu - duzo ciekawego mozna sie dowiedziec
[ Dodano: 21-08-2012, 13:18 ]
Wilczy napisał/a:
Nie dlatego zostawiłem w niedzielę pod wiatą na Zakrzówku czapkę, bo jestem pierdoła, tylko dlatego, że oznaczyłem sobie miejsce, do którego chcę wrócić. Od tej pory proszę traktować wiatę 2B jako nieformalnie przeze mnie zarezerwowaną na stałe
no widzisz, trzeba patrzec na szklanke jako pelna w polowie a nie pusta w polowie... kocury znacza moczem teren, udziom nie wypada, wiec jakos musza sobie radzic... Torpeda - 21-08-2012, 13:18
jacekplacek napisał/a:
Najgorzej reagują ludzie, którym wmówiono, że nurkują partnersko, nie ucząc ich jednocześnie podstaw. Potem przychodzi refleksja, przemyślenie priorytetów i praca.
Mam trochę inne doświadczenie- nurkowałam z doskonale wyszkolonym nurkiem (pod względem techniki nurkowania), uczniem naszego wspólnego znajomego instruktora , który był tak beznadziejnym partnerem, jak to tylko można sobie wyobrazić.
Z trudem za nim goniłam, żeby mi z oczu nie zniknął. Partnerska kontrola gazu? A po co?
I powiedz takiemu, że nie jest dobrym nurkiem. Jak to- przecież pływalność jak marzenie, wszystkie style opanowane, robi grube nury w trudnych warunkach. Rambo się chowa.
Dużo lepiej nurkowało mi się ze świeżaczkiem, tuż po kursie- troszkę latał, ale gaz sprawdzał, pilnował się partnera, odpowiadał na pytania, nie wycinał dzidy, nawet o gaz pytał. Poprawi technikę i będzie super.
A ten poprzedni? Zapomnij...Syrenka_013 - 21-08-2012, 13:23
jacekplacek napisał/a:
A kto i na jakiej podstawie miałby oceniać, czy ktoś się nadaje, czy nie? Na własne uszy słyszałem jak kilku instruktorów skreśliło nurka...
intuicja Jacku, intuicja a tak serio, to mialam taki przypadek skreslonego nurka, a raczej nurkini... teraz cieszy sie posiadanym stopniem nurkowym i nurkuje juz samodzilnie... przeczytaj co napisala Torpeda na temat cieniasow i fujar- to wszystko wyjasnia
[ Dodano: 21-08-2012, 13:27 ]
lozerka napisał/a:
no więc ja dokładnie tak odbieram podejście Michała do kursanta, żartobliwie rzucanego tekstu o tych na "c" nie słyszałam ( nieżartobliwe też nie ), stąd moze moje zaskoczenie
no bo Ty nie cienias nawet w zamysle, stad nie slyszalas
lozerka napisał/a:
Bo przy oralnym dmuchaniu bojki z króćcem ciężko to zrobić z ao w ustach ?
no tak, o tym nie pomyslalam, zwracam honor jesli byla to taka bojka... choc dla mnie taka bojka to samoutrudnianie sobie zycia Yavox - 21-08-2012, 13:31
Grotto8 napisał/a:
Kiedyś wychodził z wody, a ja wchodziłem. Zapytałem jaka wizura, a On na to: "Nic nie widać, tak namąciliście" A ja nawet jeszcze butów nie zamoczyłem
Znaczy się, potrafisz namącić zdalnie, jeszcze przed wejściem. Nie zorientowałeś się nawet, a to był komplement!
Ja też miałem kiedyś podobną historię. Zgubiłem oring przekręcając węże, jedziemy nurkować pod ziemię do Winnicy, odkręcam zawór w jednej butli a tu dupa, syczy. A Majki wtedy - mam zawsze ze sobą taki oring, ale kosztuje stówę!
No i widzisz, jakby w tym momencie przerwać całą relację, to by dopiero można było nabić piany o ego, zadufaniu i gburowatości Pawel_B - 21-08-2012, 13:34 Nie mówiąc już o butlach i jacketach wiszących na czubkach drzew po nawałnicy na Hańczy . Pełna powaga!Syrenka_013 - 21-08-2012, 13:36
jacekplacek napisał/a:
Można demagogicznie wymyślać, że ważniejsze jest to czy tamto, tyle, że ani to ani tamto bez podstaw jest niewykonalne - pozostaje więc pusta gadka i slogany.
Nie zgadzam sie Jacku - najwazniejsze jest partnerstwo, nawet jesli plywalnosc pozostawia wiele do zyczenia. Na poziomie podstawowym zwlaszcza - jedni lapia ja szybciej inni potrzebuja wiecej pracy. Zeby miec szanse nad nia pracowac potrzebne sa podstawy bezpiecznego nurkowania, bez ktorych dobra plywalnosc bedzie nie do osiagniecia i nikomu nie bedzie potrzebna, jesli wydarzy sie wypadek. ODRUCH NIE ZATRZYMYWANIA GAZU, SPRAWDZANIA GAZU I POMOCY PARTNERSKIEJ sa wazniejsze niz plywalnosc. I jest to fakt!!!
[ Dodano: 21-08-2012, 13:38 ]
Grotto8 napisał/a:
Teraz łopatologiczny wniosek:
Wg mnie istnieje znacznie większe ryzyko śmierci przy wypadku OOA, jeśli nie zapoznamy się z naszą reakcją na prawdziwy stres, niż ryzyko wypadku i śmierci przy powyższym ćwiczeniu pod okiem instruktora.
bardzo Ci dziekuje za to podsumowanie majki - 21-08-2012, 13:41 arkac... instruktor majki nie mówi że "jego kursy nie są dla cieniasów i fujar".
mówi natomiast, że nie chce w swoich szeregach cieniasów co oznacza, ze zrobi wszystko aby z każdego zrobić hm nurka, po prostu nurka. Bynajmniej nie takiego spod sklepu u Pani Geni.
Jeszcze żaden mój student nie otrzymał dyplomu ukończenia szkolenia dopóki na niego nie zasłużył. Oznacza to czasem dużo pracy ale też maksimum zaangażowania i zrozumienia z mojej strony.
Wiem, niektórych to przeraża. Dlatego wolą robić kursy u sprzedawców plastików.
Osoby, które mnie znają doskonale złapały o co mi chodzi.
Dla wszystkich, którzy mnie nie znają: przesłanie jest bardzo proste - nawet jeśli jesteś beznadziejnym nurkiem spod dłuta beznadziejnego instruktora jakich jest wielu w naszym środowisku (również obecnych na forum) zrobię wszystko abyś przestał nim być. Wtedy sam się będziesz śmiał z cieniastwa i fujarstwa.
Ci co zaryzykowali i spróbowali wiedzą, że nie ściemniam, co zresztą okazują (widać również po wypowiedziach w tym wątku).
Ale ludzie uwielbiają się czepiać, szczególnie, bezpiecznie schowani za monitorem komputera. Niestety większość z nich w bezpośredniej konfrontacji okazuje się... no wrodzona grzeczność nie pozwala mi na dokończenie tej wypowiedzi
Więc jak to mówią w kraju za oceanem: TRY ME!
Polecam się również a może szczególnie instruktorom i instruktor trainerom, którzy chcieliby poprawić swój warsztat!
Pozdrawiam wszystkich z obrzydliwie gorącej Chorwacji.
Ciao!Grotto8 - 21-08-2012, 13:42
Yavox napisał/a:
Zgubiłem oring przekręcając węże, jedziemy nurkować pod ziemię do Winnicy, odkręcam zawór w jednej butli a tu dupa, syczy. A Majki wtedy - mam zawsze ze sobą taki oring, ale kosztuje stówę!
No i widzisz, jakby w tym momencie przerwać całą relację, to by dopiero można było nabić piany o ego, zadufaniu i gburowatości
Ale jakie ego, jakie zadufanie i gburowatość?! Toć to czyste braki w marketingu. No bo jeśli za warsztaty zapłaciłeś ze 400, za dojazd ze 100, natachałeś się szpeju pod dziurę, poświęciłeś czas... To byś i 200 zeta zapłacił !!! jacekplacek - 21-08-2012, 14:00
majki napisał/a:
Polecam się również a może szczególnie instruktorom i instruktor trainerom, którzy chcieliby poprawić swój warsztat!
[ Dodano: 21-08-2012, 14:04 ]
Torpeda napisał/a:
Mam trochę inne doświadczenie- nurkowałam z doskonale wyszkolonym nurkiem (pod względem techniki nurkowania), uczniem naszego wspólnego znajomego instruktora , który był tak beznadziejnym partnerem, jak to tylko można sobie wyobrazić.
Z JEDNYM!! za to, to co napisałaś polałaś wody na młyn setce innych, którzy nie maja Twoich umiejętności, za to mają marketingową sieczkę wlaną im przez gości, dla których trym jest równie obcym pojęciem jak dla mnie starożytnochiński z domieszką mongolskiego.
Syrenka_013 napisał/a:
ODRUCH NIE ZATRZYMYWANIA GAZU, SPRAWDZANIA GAZU I POMOCY PARTNERSKIEJ sa wazniejsze niz plywalnosc. I jest to fakt!!!
Jasne. Nie będę już szukał, co jest ważniejsze od nie zatrzymywania gazów piotrkw - 21-08-2012, 14:06 Hm.. agresywny marketing , znany , ale nie myślałem, że tu i aż do tego stopnia . Aby coś takiego powiedzieć innym nurkującym forumowiczom i instruktorom trzeba być bardzo zdesperowanym w pozyskiwaniu nowych klientów , albo baaaardzo zadufanym w sobie . Ważne że mówią .
Pozdrawiam Piotrmajki - 21-08-2012, 14:18
piotrkw napisał/a:
... Aby coś takiego powiedzieć innym nurkującym forumowiczom i instruktorom trzeba być bardzo zdesperowanym w pozyskiwaniu nowych klientów , albo baaaardzo zadufanym w sobie
albo zarąbiście dobrym ...Syrenka_013 - 21-08-2012, 14:18
jacekplacek napisał/a:
Jasne. Nie będę już szukał, co jest ważniejsze od nie zatrzymywania gazów
no i jak tu z Toba gadac na powaznie, to juz lepiej te czekoladki szykuj, co? Yavox - 21-08-2012, 14:23 Uwielbiam to forum . Dobrze, ze w autobusie jest otwarte okno, bo bym musial zatrzymac gazy, zeby wszystkich nie wytrymowalo...Syrenka_013 - 21-08-2012, 14:23
piotrkw napisał/a:
Hm.. agresywny marketing
PiotrKW, czy Ty naprawde nie umiesz byc grzecznym, kulturalnym Czlowiekiem, ktory potrafi napisac cos rzeczowego, budujacego? Zazwyczaj piszesz niewiele wiecej oprocz dogadywania, dogryzani, dokopywania innym. Ja bym naprawde chciala Cie zobaczyc w akcji pod woda. A jeszcze bardziej w okolicach Majkiego.
Musisz byc naprawde przezajebiscieswietnym nurkiem skoro pozwalasz sobie na takie uwagi. Zazdroszcze Ci tego. Moglbys zdradzic swoj stopien nurkowy, doswiadczenie itp? Moze moglabym sie od Ciebie czegos nauczyc???lozerka - 21-08-2012, 14:23
majki napisał/a:
piotrkw napisał/a:
... Aby coś takiego powiedzieć innym nurkującym forumowiczom i instruktorom trzeba być bardzo zdesperowanym w pozyskiwaniu nowych klientów , albo baaaardzo zadufanym w sobie
albo zarąbiście dobrym ...
wyprzedziłeś mnie
bo już miałam pisać, że skromność niekoniecznie musi być zaletą
Ja tam np. cenię niezwykle- adekwatną pewność siebie
ze szczególnym naciskiem na adekwatnąSyrenka_013 - 21-08-2012, 14:25
lozerka napisał/a:
już miałam pisać, że skromność niekoniecznie musi być zaletą
o! ja wlasnie z tym walcze u siebie... walcze z moja wrodzona skromnoscia, naprawde Torpeda - 21-08-2012, 14:25
jacekplacek napisał/a:
[ Dodano: 21-08-2012, 14:04 ]
Torpeda napisał/a:
Mam trochę inne doświadczenie- nurkowałam z doskonale wyszkolonym nurkiem (pod względem techniki nurkowania), uczniem naszego wspólnego znajomego instruktora , który był tak beznadziejnym partnerem, jak to tylko można sobie wyobrazić.
Z JEDNYM!! za to, to co napisałaś polałaś wody na młyn setce innych, którzy nie maja Twoich umiejętności, za to mają marketingową sieczkę wlaną im przez gości, dla których trym jest równie obcym pojęciem jak dla mnie starożytnochiński z domieszką mongolskiego.
Za to peany na temat pływalności i trymu utrzymują takich, jak ten jeden (nie wnikając już w szczegóły, żeby się za personalnie nie zrobiło- to w tamtej "szkole" nie zauważyłam w ogóle nacisku na partnerstwo pod wodą- a kilka nurków poznałam. A o kontroli gazu w zespole to usłyszałam też w innych okolicznościach, kilka miesięcy później) w przekonaniu o własnej zajebistości.
W końcu ogarnia najważniejsze, co się będzie przejmował pierdołami, nie?
Jacku, ja doskonale pamiętam z jakim nastawieniem* i jakimi brakami w zakresie partnerstwa przyszłam do xdivers. Włożyłam bardzo dużo wysiłku i pracy, żeby to nadrobić, nauczyć się dobrych odruchów, nabrać nawyków i przestawić się z samozadowolenia z powodu zawisania w toni, bez płetw i bez maski przy wraku. Moje wyobrażenia o tym, kim jest dobry nurek bardzo się zmieniły.
Kosztowało mnie to naprawdę dużo- nerwów, pracy, frustracji, czasem złości.
I było to zdecydowanie bardziej niewdzięczne i mniej widowiskowe, niż ćwiczenia w ślepej masce i szkolenie a la navy seals...
*I mam bolesną świadomość, skąd wzięło się moje nastawienie.jacekplacek - 21-08-2012, 14:44
Torpeda napisał/a:
acku, ja doskonale pamiętam z jakim nastawieniem* i jakimi brakami w zakresie partnerstwa przyszłam do xdivers. Włożyłam bardzo dużo wysiłku i pracy, żeby to nadrobić, nauczyć się dobrych odruchów, nabrać nawyków i przestawić się z samozadowolenia z powodu zawisania w toni, bez płetw i bez maski przy wraku. Moje wyobrażenia o tym, kim jest dobry nurek bardzo się zmieniły.
Kosztowało mnie to naprawdę dużo- nerwów, pracy, frustracji, czasem złości.
I było to zdecydowanie bardziej niewdzięczne i mniej widowiskowe, niż ćwiczenia w ślepej masce i szkolenie a la navy seals...
Widzisz, bo problem w tym, że szkolenie musi być kompletne. Nie można wyrwać a kontekstu dowolnego kawałka i zachwycać się, że umie się całość. Pływalność jest fundamentem, ale nie jest CELEM! Celem jest partnerstwo, praca w zespole, swoboda w wykonywaniu zadań(fotografii, poręczowania, mapowania itp.) Jeżeli ktoś na jakimś etapie zapomni co do czego służy, robią się nieporozumienia a często i zawód ze źle ulokowanej kasy.Pawel_B - 21-08-2012, 14:54 Przecież jedno drugiego nie wyklucza. Ba - wręcz się uzupełnia. Bardziej chyba chodziło o podkreślenie priorytetów. Dla jednych będzie to właśnie pływalność, dla innych partnerstwo. Nikt nie zakłada, że zapomina się to całej reszcie .majki - 21-08-2012, 15:18
lozerka napisał/a:
... żartobliwie rzucanego tekstu o tych na "c" nie słyszałam ( nieżartobliwe też nie ), stąd moze moje zaskoczenie
na pewno natomiast słyszałaś z moich ust "Orły" To jedno z moich ulubionych słów zagrzewających "rekrutów" w drodze do nurkowej doskonałości. Bo Xdivers to Szkoła Orłów. Pukają czasem do jej drzwi takie nieopierzone, pokraczne nurkowe pisklaki a wychodzą silne, pewne siebie Orły... TomKur - 21-08-2012, 16:35
Pawel_B napisał/a:
TomKur - ale jak tylko się zapytałem o Twoje doświadczenie nurkowe czy instruktorskie . Czy to jakaś tajemnica? Chcę po prostu wiedzieć kto pisze takie kategoryczne stwierdzenia:
TomKur napisał/a:
Wg mnie nagłe, niespodziewane zakręcenie zaworów u innego nurka może po prostu spowodować wypadek - nawet śmiertelny. Prowokowanie sytuacji skrajnie niebezpiecznych jest wg mnie o prostu skrajnie niebezpieczne.
PS. Ale bardzo doceniam, że dodałeś "według mnie".
Ja np. nie wypowiadam takich stanowczych tez bo jestem jeszcze nurkowym cie... , przepraszam - lajkonikiem .
Cześć,
nazywam się Tomasz Kuraś, mam 46 lat. Mieszkam w Gdańsku. Nurkuję od trzech lat, mam na koncie 135 nurkowań. Mój stopień nurkowy to Adv. Nitrox PSAI, zrobiony u Artura Ksyckiego z CN Posejdon w Pile. Innych plastików nie wymieniam, bo po co ?. Nie jestem instruktorem nurkowania.
Moje wypowiedzi to po prostu mój głos w dyskusji, moje zdanie na jakiś temat. Staram się nie oceniać innych, ponieważ ocenianie jest często krzywdzące.
Pierwsza wypowiedz Majkiego była dla mnie smutna, następne są dla mnie śmieszne. Nie widzę tu nic pomiędzy, dziwnie to wygląda.
Sadzę, że ta dyskusja jest pożyteczna, pozwala na zapoznanie się z różnymi opcjami konkretnego przykładu treningu nurkowego oraz ich uzasadnieniami. Pozwala na dokonanie wyboru w oparciu o konkretne informacje od uczestników różnych metod szkoleniowych, jak również od praktyków nurkowania.
Pozdrawiam.
TomekYavox - 21-08-2012, 16:54 Tomku, myślę że między tym "smutne" a "śmieszne" jest po prostu bardzo duży obszar ironii, droczenia się, pisania z przymrużeniem oka itp., którego nie widać w komunikacji pisemnej. Osoby znające Majkiego czytając te teksty po prostu dobrze się bawią a nieznające odbierają tak jak odbierają. Oczywiście każdy ma prawo to wszystko odbierać tak, jak odbiera Syrenka_013 - 21-08-2012, 17:43
TomKur napisał/a:
Cześć,
nazywam się Tomasz Kuraś
dzieki Tomku za przyblizenie Twojej Sylwetki mam nadzieje, ze inni tez nie beda sie wstydzic swojej "kariery" nurkowej i ujawnia ja na FN Yavox - 21-08-2012, 17:54
majki napisał/a:
na pewno natomiast słyszałaś z moich ust "Orły" To jedno z moich ulubionych słów zagrzewających "rekrutów" w drodze do nurkowej doskonałości.
Przychodzi Jasio do szkoły i pyta panią nauczycielkę - Proszę Pani, czy można "to" robić ze zwierzętami? Pani bardzo się oburza. - Ale co, Jasiu? - No wie Pani, no "to". - Ale o co ci dokładnie chodzi, gdzie coś takiego słyszałeś? - A bo tata jak dzisiaj rano rozmawiał z mamą to powiedział, że wczoraj po ciemku na schodach to taaaakiego orła wypierd..ił!Torpeda - 21-08-2012, 18:12
Pawel_B napisał/a:
Przecież jedno drugiego nie wyklucza. Ba - wręcz się uzupełnia. Bardziej chyba chodziło o podkreślenie priorytetów. Dla jednych będzie to właśnie pływalność, dla innych partnerstwo. Nikt nie zakłada, że zapomina się to całej reszcie .
Ależ tak.
Ja pisałam o nieco innym zjawisku- o instruktorach, którzy kładąc ogromny nacisk na techniczne doskonalenie, zapominają poinformować kursanta o tym, co jest celem, a co środkiem.
Z jednym nurkowałam, piszę o tym kilka postów wyżej. Myślicie, że to wyjątek? Beż żartów.
Jemu NIKT nie powiedział, że coś robi źle, że czegoś mu brakuje. Instruktor słowem się nie zająknął o partnerstwie. Bo po co? W końcu wyszkolił świetnego nurka...Pawel_B - 21-08-2012, 18:19 TomKur -
Pozdrawiam, Pawełarkac123 - 21-08-2012, 21:46
Torpeda napisał/a:
Ja pisałam o nieco innym zjawisku- o instruktorach, którzy kładąc ogromny nacisk na techniczne doskonalenie, zapominają poinformować kursanta o tym, co jest celem, a co środkiem.
Z jednym nurkowałam, piszę o tym kilka postów wyżej. Myślicie, że to wyjątek? Beż żartów.
Jemu NIKT nie powiedział, że coś robi źle, że czegoś mu brakuje. Instruktor słowem się nie zająknął o partnerstwie. Bo po co? W końcu wyszkolił świetnego nurka...
Jeden z moich znajomych jest takim "ciężkim" przypadkiem. I moim zdaniem, w jego przypadku absolutnie to nie zależy od instruktora (instruktorów mieliśmy tych samych). Prawie każde nasze nurkowanie w zespole trójkowym kończy się awanturą, ale żadna argumentacja nie skutkuje - po serii nurkowań jest tak źle, że się do siebie chwilę nie odzywamy......
Pomimo tego, że ma mniej więcej podobne wyszkolenie, non stop trzeba na niego uważać, kontrolować, przewidywać, co mu może strzelić do głowy. Inni jego partnurzy określili go jako " nurka nieprzewidywalnego". Ciągle mi mówi, ze ja przesadzam - ale z nim naprawdę nurkuje się źle........ To taki urodzony solo-diver, nie patrzący na partnurów, nie myślący pod wodą o zespole.
Kiedy z nim nurkuję we dwójkę, jest to zawsze relacja prowadzący- kursant (za którego trzeba myśleć i opiekować się).
Tak więc nie krytykowałabym za bardzo jego instruktora - pewne typy tak mają, i nic im nie pomoże.Grotto8 - 22-08-2012, 10:08
Torpeda napisał/a:
Z jednym nurkowałam, piszę o tym kilka postów wyżej. Myślicie, że to wyjątek? Beż żartów.
To zdecydowanie nie jest przypadek ani rzadkie "zjawisko".
Z nurkami typu "w parze ale solo" spotykam się niemal na każdym nurkowaniu, na każdym wyjeździe, nurków bardziej lub mniej odbiegających od zasady partnerstwa pod wodą. Zgadzam się całkowicie, że z takimi partnurami nurkuje się źle. Zgadzam się całkowicie, że najczęściej są to nurasy z pewnym doświadczeniem. Najłatwiejsze nury partnerskie miałem się ze świeżo upieczonymi nurkami. Płytko, wolno, obok siebie. Oczywiście nie ze wszystkimi, ale z większością.
Kilka miesięcy temu wybrałem się na "ściankę" z w miarę doświadczonym nurkiem.
Płynął lekko z tyłu, wg zasady "nie płynę obok, bo jak jestem z tyłu, to lepiej cię widzę i nie muszę się ciągle oglądać". W pewnym momencie zniknął. Zacząłem się rozglądać jednocześnie odliczając minutę. Patrzę w dół, na boki, w górę (widać powierzchnię), kręcę się jak szalony i świecę latarą w czarną dupę pode mną "widząc" oczami wyobraźni jak partnur pikuje w dół. Decyduję, że pogłębię o 10m i tam się rozejrzę. I nagle się pojawia znikąd. Pytam czy ok? Oczywiście że ok. Wrzeszczę w ustnik, ale on wzrusza ramionami i odpływa. Wychodzimy. Okazuje się że zawisł dokładnie nade mną, metr może dwa nad głową, a ja patrząc w górę miałem go poza zasięgiem wzroku. Patrzyłem wszędzie, ale nie pionowo nad głową. Mówi mi potem: "Faktycznie zastanawiałem się co ty robisz, kręcisz się w kółko, rozglądasz, nie wiedziałem o co ci chodzi..."
To było żałosne. Nawet nie bardzo komentowałem.
Tak więc nie zgadzam się z Jackiem w twierdzeniu:
jacekplacek napisał/a:
Torpeda napisał/a:
Mam trochę inne doświadczenie- nurkowałam z doskonale wyszkolonym nurkiem (pod względem techniki nurkowania), uczniem naszego wspólnego znajomego instruktora , który był tak beznadziejnym partnerem, jak to tylko można sobie wyobrazić.
Z JEDNYM!! za to, to co napisałaś polałaś wody na młyn setce innych, którzy nie maja Twoich umiejętności, za to mają marketingową sieczkę wlaną im przez gości, dla których trym jest równie obcym pojęciem jak dla mnie starożytnochiński z domieszką mongolskiego.
Syrenka_013 - 22-08-2012, 11:48
Grotto8 napisał/a:
To było żałosne. Nawet nie bardzo komentowałem.
no ale mial swietna plywalnosc, wiszac Ci nad glowa, co?
i to jest wlasnie potencjalny kandydat do wypadku nurkowego jacekplacek - 22-08-2012, 12:07
Syrenka_013 napisał/a:
Grotto8 napisał/a:
To było żałosne. Nawet nie bardzo komentowałem.
no ale mial swietna plywalnosc, wiszac Ci nad glowa, co?
i to jest wlasnie potencjalny kandydat do wypadku nurkowego
Taki bez pływalności byłby znacznie lepszy - mógłby spaść nam na głowę, albo wyrwać na powierzchnię... Co ma pływalność, do tego, że ktoś jest nie koleżeński? Choćby był największym safandułą - bez tej cholernej, wrogiej nurkom i partnerstwu pływalności - dalej będzie dupa a nie partner.Syrenka_013 - 22-08-2012, 12:22 a tak Jacku troche zlosliwosci z rana nie zawadzi nikomu, hehe a tak- widzisz, od razu mile dzien dobry mi powiedziales jacekplacek - 22-08-2012, 12:24
Syrenka_013 napisał/a:
a tak Jacku troche zlosliwosci z rana nie zawadzi nikomu, hehe a tak- widzisz, od razu mile dzien dobry mi powiedziales
a bo już tyle złego w tej pływalności widzicie... Buziaki Syrenka_013 - 22-08-2012, 12:44
jacekplacek napisał/a:
a bo już tyle złego w tej pływalności widzicie... Buziaki
skadze znowu, uwielbiam ja miloscia... ale druga, bo pierwsza na te inne rzeczy zarezerwowana Wilczy - 22-08-2012, 12:53
jacekplacek napisał/a:
Taki bez pływalności byłby znacznie lepszy - mógłby spaść nam na głowę, albo wyrwać na powierzchnię... Co ma pływalność, do tego, że ktoś jest nie koleżeński?
Albo rybki albo akwarium? To może wprowadzić specjalizacje "Wytrymowany Egoista" oraz "Przyjacielskie Jojo"?
Dyskusje, co jest ważniejsze: pływalność, czy partnerstwo pozwolę sobie jednak traktować jako ćwiczenia z krasomówstwa oraz podtrzymywanie kontaktów towarzyskich :)Grotto8 - 22-08-2012, 13:26 Co to za ciekawe licytacje co jest ważniejsze, pływalność czy partnerstwo...
Czy będąc instruktorami uczycie bardziej pływalności, albo bardziej zasad partnerstwa?
Nie wyobrażam sobie, żeby instruktor pomijał lub bagatelizował którykolwiek aspekt.
Jednak stopniując ważność:
Czy chcielibyście zanurkować z partnerem który ma braki w utrzymaniu pływalności, czy z takim który nie przestrzega zasad partnerstwa ?ptja - 22-08-2012, 13:30
Grotto8 napisał/a:
Czy chcielibyście zanurkować z partnerem który ma braki w utrzymaniu pływalności, czy z takim który nie przestrzega zasad partnerstwa ?
Pierwsze.Syrenka_013 - 22-08-2012, 13:32
Wilczy napisał/a:
To może wprowadzić specjalizacje "Wytrymowany Egoista" oraz "Przyjacielskie Jojo"?
Daria, co Ty na to? moze dolaczymy takie specjalizacje, hehe, zabawne, moze by zazarlo?
Wilczy napisał/a:
Dyskusje, co jest ważniejsze: pływalność, czy partnerstwo pozwolę sobie jednak traktować jako ćwiczenia z krasomówstwa oraz podtrzymywanie kontaktów towarzyskich
cholera, to nas rozgryzles...
[ Dodano: 22-08-2012, 13:37 ]
Grotto8 napisał/a:
Czy chcielibyście zanurkować z partnerem który ma braki w utrzymaniu pływalności, czy z takim który nie przestrzega zasad partnerstwa ?
dla mnie odpowiedz jest jasna jak slonce
a co do nauczania tego i tego - zasady partnerskie jest duzo latwiej wlozyc do glowy, plywalnosc cwiczy sie, to oczywiste, ale rozne osoby z rozna predkosca lapia te magiczna umiejetnosc, stad:
- osoba majaca braki w plywalnosci (oczywiscie w pewnym zakresie przyzwoitosci, bo umowmy sie, ze tego uczymy sie wszyscy i przez cale zycie) moze ukonczyc kurs podstawowy i otrzymac certyfikat
- osoba, ktora pokazuje, ze nie opanowala zasad partnerskiego i bezpiecznego nurkowania nie ukonczy tego kursu, dopoki tego nie pokaze... i nie otrzyma plastiku
mowie oczywiscie o sobie Torpeda - 22-08-2012, 13:54
Grotto8 napisał/a:
Co to za ciekawe licytacje co jest ważniejsze, pływalność czy partnerstwo...
Czy będąc instruktorami uczycie bardziej pływalności, albo bardziej zasad partnerstwa?
Nie wyobrażam sobie, żeby instruktor pomijał lub bagatelizował którykolwiek aspekt.
Jednak stopniując ważność:
Czy chcielibyście zanurkować z partnerem który ma braki w utrzymaniu pływalności, czy z takim który nie przestrzega zasad partnerstwa ?
Porównałam obie atrakcje i wolę nurka, który ma problem z pływalnością, ale pływa partnersko, niż doskonałego technicznie solowca.
btw. jak definiujemy ten problem z pływalnością ? Bo ja przyjmuję pewną "normę" dla kompletnych świeżaków- tzn trochę lata, ale też bez przesady
Przyjmujemy, że nie wymagamy od owudziaka zawisania w toni na poziomie adv nitrox, dobrze ?
I uważam też, że łatwiej później udoskonalić pływalność i pracować nad nią samodzielnie bądź z instruktorem, ponieważ świeżak będzie miał świadomość swoich słabości, niż wytłumaczyć takiemu bardzo dobremu technicznie nurkowi, że ma braki w zakresie partnerstwa.
Nie mówimy tu o szkoleniu na zasadzie "albo - albo", tylko o położeniu dużego nacisku na partnerstwo już na samym początku. Zauważyłam, że pewna grupa instruktorów, którzy szkolą z ogromnym naciskiem na technikę, kompletnie pomija temat partnerstwa.
Myślę, że do braku odruchów partnerskich może doprowadzić szkolenie w dwuosobowym zespole- kursant i instruktor. Takich przykładów też widziałam kilka.
Kiedy myślę o prawidłowych odruchach mam na myśli- wspólne zaplanowanie nurkowania, zrobienie odprawy, wspólne sprawdzenie sprzętu, pływanie łokieć w łokieć (tak, żeby obie osoby miał się na oku- niekoniecznie oznacza to odległość paru centymetrów), partnerską kontrolę gazu co 4-5 minut, dobrą komunikację, ale też: zauważenie, czy partner jest w stresie, złapanie go, jeśli ma kłopot z pływalnością, złapanie za rękę, jeśli nagle spadnie widoczność...
A TAKICH odruchów jest u nurków jak na lekarstwo, ponieważ bardzo niewielu instruktorów, nawet tych naprawdę dobrych, kładzie na to nacisk.
Są też tacy magicy, którzy łączą jedno i drugie- po kursie nie umiesz nurkować, ani partnersko, ani wcale
[ Dodano: 22-08-2012, 13:57 ]
Syrenka_013 napisał/a:
Wilczy napisał/a:
To może wprowadzić specjalizacje "Wytrymowany Egoista" oraz "Przyjacielskie Jojo"?
Daria, co Ty na to? moze dolaczymy takie specjalizacje, hehe, zabawne, moze by zazarlo?
Świetne nazwy jacekplacek - 22-08-2012, 14:01
Torpeda napisał/a:
Zauważyłam, że pewna grupa instruktorów, którzy szkolą z ogromnym naciskiem na technikę, kompletnie pomija temat partnerstwa.
Kolejny raz o tym wspominasz. Ja nie tylko, że nie znam takiej grupy, ale nawet jednego takiego instruktora nie znam. Możesz napisać, kto zacz?Torpeda - 22-08-2012, 14:08
jacekplacek napisał/a:
Torpeda napisał/a:
Zauważyłam, że pewna grupa instruktorów, którzy szkolą z ogromnym naciskiem na technikę, kompletnie pomija temat partnerstwa.
Kolejny raz o tym wspominasz. Ja nie tylko, że nie znam takiej grupy, ale nawet jednego takiego instruktora nie znam. Możesz napisać, kto zacz?
Nie mam zamiaru wymieniać żadnych nazwisk.
A co do znajomości grupy/ osób- to może inaczej pojmujemy kryteria uczenia partnerstwa?
Rachunek sumienia we własnym zakresie może przeprowadzić każdy instruktor jacekplacek - 22-08-2012, 14:15
Torpeda napisał/a:
Nie mam zamiaru wymieniać żadnych nazwisk.
A co do znajomości grupy/ osób- to może inaczej pojmujemy kryteria uczenia partnerstwa?
Nie wydaje mi się. Znając procedury: START SDI, GUEEDGE Gue i to co opisałaś, mamy identyczne podejście. I w ramach tego podejścia nie znam instruktorów - z grona stylu on jakim piszemy - nie stosujących czy tym bardziej nie uczących tych zasad.Grotto8 - 22-08-2012, 14:19 Również nie znam, nie widziałem ani nie słyszałem o instruktorze który pomija kwestie partnerstwa, tym bardziej ...kompletnie.
Epizod z mojego kursu (w formie ulubionego dialogu ):
Płyniemy sobie z instr. jesteśmy obok. Jakieś ćwiczonka i dalej płyniemy.
Po wyjściu zjebka:
- Dlaczego nie kontrolowałeś partnera czyli mnie?
- Jak to nie. Patrzyłem co chwila, co 8, 10 machnięć płetwami.
- Aha. A jaką mamy dzisiaj widoczność?
- No ze 3, 4m.
- Ile to machnięć płetwami?
- No ze 3, 4.
- Rozumiesz?
- Rozumiem.
piotrkw - 22-08-2012, 14:22
Syrenka_013 napisał/a:
Moglbys zdradzic swoj stopien nurkowy, doswiadczenie itp? Moze moglabym sie od Ciebie czegos nauczyc???
Na wstępie , przeproszę autora tematu za mój post , nie mający nic wspólnego z opowiadaniami nurkowymi . Ale wypada mi odpowiedzieć . Nie bardzo rozumiem skąd takie dążenie do poznania stopnia nurkowego i doświadczenia forumowiczów ? Czy to jest ważne, czy to, co miał piszący do przekazania ? Mnie nigdy nie interesuje, czy powiedział to Kowalski czy Kwiatkowski , czym on się zajmuje , jaki ma numer buta i wagę . Odnoszę się do treści wypowiedzi .
Jako dygresja , tak się składa , że na co dzień poruszam się samochodem tzw "uterenowionym", i bardzo pomocnym w wielu sprawach jest udział w forum jego użytkowników . Co ciekawe w awatarach znajduje się tylko nick i typ samochodu używanego przez forumowicza. Nie wpisują , jakiej kategorii maja prawo jazdy, od ilu lat , ile przejechali kilometrów , jaką mają moc silnika , jakiego rozmiaru felgi i opony.
Te informacje nikogo nie interesują . Natomiast jest wiele rzeczowej rozmowy , porad , podpowiedzi . Zaznaczę że są na tym forum ludzie zawodowo zajmujący się np. naprawą i sprzedażą części do tego typu pojazdów . O tym wszyscy użytkownicy wiedzą , natomiast nie spotkałem się nigdy z przenoszeniem przez nich na forum reklamy poza dział do tego przeznaczony. I nikt nikomu nie udawadnia , że jego pojazd jest dłuższy , a sam jest takim kierowcą , że Hołowczyc mógłby się u niego uczyć .
Specyficzny jest ten nasz "światek " nurkowy , a przynajmniej jego forumowa część .
Tak więc załóż , że mój stopień to... od zawsze OWD , a co do nauki ..... ja uważam, że od każdego można się czegoś nauczyć .
Wlodku, to nie tak. Moje myslenie jest nastepujace- wezmy np cwiczenie CESA:
……………..
4. kiedy tlyko zauwazylabym (nie zdarzylo sie to do tej pory, oby tak zostalo) brak babelkow natychmiast "zastopowalabym" cwiczenie, a kursant wlozylby AO, ktory ma obowiazek trzymac caly czas w reku i wie, ze jesli zabraknie mu gazu to moze go uzyc, a cwiczenie sie zrobi innym razme - bez stresu
Tu na początek mam pytanie dlaczego kursant wyciąga automat z ust podcza wynurzania awaryjnego. Przecież w realnym wypadku braku powietrza nikt nie wyciąga z ust automatu. Moim zdaniem to nierealistyczny przebieg a poza tym może skutkować dużym błędem czyli wyciąganiem automatu z ust w realnym wypadku. Po co wyciąga z ust automat? Przecież wystarczy aby tak jak w realnej sytuacji musiał wypływać na ciągłym wydechu.
Tu parę cytatów o problemie prostego błędu:
Cytat:
To już nie nazywał bym wypadkiem nurkowym, tylko gapiostwem/złym przygotowaniem nurka na etapie zakładania sprzętu. Butla na plecach i woda w okolicy = odkręcone zawory. Nie wyobrażam sobie inaczej. Do takich wypadków w ogóle nie powinno dochodzić, a niestety jak się okazuje, były one spotykane. Niestety sprawdzenie sprzętu przez wielu instruktorów jest lekceważone (nie sądzę, by wynikało to z wytycznych federacji).
Jacus, ale jakim cudem ktos moze przypadkowo wpasc z zakrecona butla??? dobra praktyka nurkowa nakazuje odkrecenie butli zanim ja ubierzemy i napompowanie jacketu... wiec jakim cudem? a nawet jakby juz sie tak stalo, ze ubral sie i nie odkrecul butli to co mu bedzie po wpadnieciu? przeciez ma napompowany jacket? no chyba, ze mowimy o egipskich ekstremistach: skok z lodki z zakrecona flaszka, pustym jacketem, 30kg olowiu, zle zamocowanymi pletwami, maska na czole, automatem dyndajacym gdziestam, na pewno nie w paszczy... i 90 dyszek w jedna strone jak nic
Bo instruktor to nie Supermen , to człowiek, jak uczy życie też popełnia błędy , i nie zależy to od stopnia wyszkolenia . W niektórych przypadkach jest to poza nim.
Tak więc bezgraniczna wiara w instruktora jest moim zdaniem nieuzasadniona.
Każdy z nas na pewno umie dobrze się poruszać i sprawnie chodzić, ale też pewnie każdy kiedyś potknął się wchodząc na krawężnik. Potykamy się nie dlatego że nie umiemy perfekcyjnie chodzić ale dlatego że ludzie popełniają błędy. Dlatego każdy z nas pewnego dnia popełni jakiś głupi nurkowy błąd i jako nurkowie i jako instruktorzy (jeżeli jesteśmy instruktorami). Szkolenie oraz procedury mają za zadanie zmniejszyć szansę wystąpienie błędu oraz zminimalizować skutki. Niestety nie są w stanie zupełnie wyeliminować błędów.
Paru naprawdę wspaniałych nurków technicznych utopiło się skacząc z zakręconymi butlami do wody. Jako ćwiczenie to jest łatwe – w realnej sytuacji czasami się nie udaje.
Niebezpieczne jest wiara, że JA nie popełnię błędu nigdy bo nie jestem egipskim nurkiem. Niebezpieczna ponieważ świadczy o złym wyszkoleniu. Nurek który uważa że nigdy nie popełni jakiegoś błędu nie opanował jednej z ważnych umiejętności nurkowych – realnego oceniania ryzyka związanego z nurkowaniem. Jest to podobnie niebezpieczne jak brak umiejętności dmuchania maski a w mojej ocenie może nawet zabiło więcej osób niż brak umiejętności dmuchania maski.
Cytat:
Jacku, w organizacji NAUI standardy ZALECAJA to, zeby kursant przezyl prawdziwy OOG po to zeby:
- doswiadczyl w kontorlowanych warunkach jak to smakuje
- wyrobil sobie prawidlowe odruchy (tlyko w ten sposob mozna sprawdzic, czy sa prawidlowe)
- byl pewnien, ze niesprawdzanie gazu (ktore jest nagminne u ludzi nurkujacych) moze skonczyc sie tragicznie
TAKI OOG JESLI KTOS OD POCZATKU JEST UCZONY PROWIDLOWYCH PRAKTYK NURKOWYCH NIE JEST NICZYM ANI STRASZNYM, ANI NIEPOKOJACYM ANI NIE BEZPIECZNYM, A ZDECYDOWANIE LEPIEJ PRZYGOTOWUJE NURKA DO SAMODZIELNOSCI
Czytam wątek i w zasadzie Waszą wymianę zdań mogę skwitować jednym; ale niektórzy z Was pitolą...
A teraz konkretniej: nasze standardy nie zabraniaja tej i innych "niebezpiecznych" praktych.
A co gdybym Wam wyjawił, że jednym z celów szkolenia a konkretnie wprowadzenie zadań radzenia sobie ze stresem/działania w prawdziwym stresie (w NAUI oczywiscie, nie u cieniasow) jest cytuje: "wyeliminowanie słabych i nieprzygotowanych do danego poziomu nurków"?
A co gdybym Wam wyjawił, że NAUI wprowadziło "programowanie na przetrwanie", które między innymi polega na stresowaniu studentów i badaniu ich reakcji.
Powiem krótko: nie chcemy w naszych szeregach cienkich fujar, które umieraja ze strachu na myśl o czymś co jawi im sie jako niebezpieczne.
Podchodzimy do szkolenia poważnie i odpowiedzialnie.
I odpowiedzialność nie kończy się na nurkowaniu a jedynie na nim zaczyna. Dlatego nawet jeśli nad zakręcaniem zaworów wisi groźba rozbrykanego prokuratora realizujemy to chcąc jak najlepiej "zaprogramować" nurka.
Słyszę wtedy, że poprawnie nauczona procedura... itp. Dobrze, ale skoro jest tak poprawnie nauczona, to dlaczego jej nie wypróbować w NIECO bardziej zbliżonych do realnych warunkach?
Bo jak "kursant zginie to prokuratura się przyczepi"? Jeśli zginie w trakcie takiego ćwiczenia z instruktorem (od zdjęcia maki, płetw lub zakręcenia butli), to znaczy, że jednak nie był przygotowany na realną awarię (a i instruktor nieźle "dał ciała"- zarówno przy szkoleniu, jak i przy ratowaniu), zgadza się? Jeśli w trakcie ćwiczenia wyjdzie, że coś jest nie w porządku, to można dalej pracować nad techniką i odpornością na stres. Symulacja realnej awarii to zweryfikowanie, czy szkolenie przyniosło jakiś efekt- poza świetnym opanowaniem platformingu, klęczalności, czy wykonywania skillów w laboratoryjnie bezpiecznych i komfortowych warunkach.
Chyba lepiej, żeby kursant przekonał się, że coś jednak nie wychodzi w obecności instruktora, a nie sam/ z partnerem? Tak jest bezpieczniej DLA kursanta
Pokusiłbym się o króciutką luźną analizę zysków i strat z tego ćwiczenia:
1. ćwiczenie polega na wykonaniu niebezpiecznego manewru.
2. Jest wykonywane pod kontrolą instruktora. Daje to > niż 99% szans na przeżycie.
3. Daje nam świadomość, jak działamy, jak reagujemy, czy panikujemy i jak intensywnie, co jesteśmy w stanie zrobić, wreszcie możemy przeanalizować po nurku na spokojnie i określić co musimy zrobić, żeby przeżyć.
4. Możemy nie wykonywać tego ćwiczenia.
5. Możemy stać się ofiarą zdarzenia/wypadku polegającego na sytuacji braku gazu
6. Możemy nauczyć się właściwych procedur w takim przypadku (zdać egzamin na 5, dostać plastik i nurkować 50 lat bez sytuacji OOA)
7. Możemy również nie zdążyć tych procedur zastosować, ponieważ przy OOA wpadniemy w panikę z której żadna procedura, ani plastik nas nie wyzwolą.
8. Jakie jest prawdopodobieństwo, że pomimo dobrego wyszkolenia w sytuacji OOA nie dopadnie nas panika? > niż 99% ?
Tutaj jak w całym powyższym wywodzie widzę osobiście pierwszy błąd.
Błąd polega na tym, że w mojej ocenie naszym zadaniem jako instruktorów jest wyszkolenie osób tak aby prawdopodobieństwo wypadku było jak najmniejsze przy danym poziomie trudności nurkowań wykonywanych przez danych nurków. Czyli poziom ryzyka podczas szkolenia powinien być dostosowany do poziomu ryzyka podczas wykonywanych nurkowań. Jak rozumiem opisywany kurs to był kurs rekreacyjnych a nie technicznych nurkowań wrakowych?
Cytat:
Teraz łopatologiczny wniosek:
Wg mnie istnieje znacznie większe ryzyko śmierci przy wypadku OOA, jeśli nie zapoznamy się z naszą reakcją na prawdziwy stres, niż ryzyko wypadku i śmierci przy powyższym ćwiczeniu pod okiem instruktora.
To jest mylny wniosek. Jeżeli ćwiczenie na kursie wykonuje każdy kursant a czasami po parę razy bo musi je dobrze opanować to znaczy że jak kurs kończy 100 000 nurków to wystarczy 0,1 % wypadkowości aby mieć 100 wypadków.
Wyobraźmy sobie teraz, że nurek ćwiczony sytuacje braku powietrza ale bez zakręcania butli w warunkach wody otwartej (instruktor zakręca mu butle tylko płytko gdzie nie ma stresu tylko poznanie uczucia braku powietrza) jest powiedzmy dwa razy bardziej (ryzyko 0,2%) narażony na wypadek w późniejszych nurkowaniach niż nurek ćwiczony poprzez zakręcanie butli głęboko gdzie dochodzi stres. Jednak sytuacja realnego nagłego braku gazu zdarza się w życiu nurkowym powiedzmy co 10 nurkowi (Nie wiem jakie jest wasze doświadczenie ale poza sytuacjami szkoleniowymi nigdy nie prosiłem nagle o powietrze pod wodą).
Przy tak przyjętych danych to wypadek na 100 000 nurków ma dwie tysięczne z 10 000 nurków czyli 20.
Czyli ryzykowne szkolenie może wygenerować 100 wypadków podczas szkolenia i 10 wypadków potem czyli 110 wypadków.
Bezpieczne szkolenie generuje w sumie 20 wypadków czyli 5 razy mniej.
Oczywiście jest to tylko spekulacja ale taką samą spekulacją jest to, że zakręcanie zaworów z zaskoczenia ma realny wpływ na późniejsze bezpieczeństwo.
Na koniec dodam, że moim zdaniem wszystko zależy od realnego ryzyka nurkowań w których ktoś potem chce brać udział. Dlatego podczas szkoleń technicznych nurkowie narażeni są na wyraźnie większe ryzyko niż podczas szkoleń rekreacyjnych. Kurs wrakowy to nie jest poziom gdzie moim zdaniem należy śrubować poziom ryzyka W TRAKCIE SZKOLENIA. Na to przychodzi ewentualnie czas kiedy ktoś decyduje się na szkolenia i nurkowania techniczne. Na przykład zaawansowane wraki czy nurki dekompresyjne czy coś tam więcej.
Zwiększanie ryzyka podczas szkolenia rekreacyjnego musi być zawsze bardzo uzasadnione realnym zwiększeniem bezpieczeństwa nurków w późniejszych nurkowaniach. Inaczej jest narażaniem nurków. Moim zdaniem cel - "u nas nie ma fujar" nie spełnia tego kryterium
Ale jak ktoś napisał w tej dyskusji super że każdy może sobie wybierać podejście szkoleniowe instruktora.
MSCWłodek K - 23-08-2012, 01:34
Cytat:
Porównałam obie atrakcje i wolę nurka, który ma problem z pływalnością, ale pływa partnersko, niż doskonałego technicznie solowca.
No to proszę opisz jak ten bujający się kilka m w tę i z powrotem, gubiący głębokość płynący z tyłu, zatem gubiący mniej lub więcej swojego partnera itd..... lub ze względu na te braki w pływalności nie jest w stanie wykonać tego przysłowiowego OOG skoro buja go więcej lub mniej !
Jak jest w stanie być dobrym partnerem?
Czy szczytem partnerstwa i jego istotą nie jest możliwość udzielenia skutecznej pomocy swojemu partnerowi?
Ja niestety nie umiem sobie tego wyobrazić aby nie ogarnięty technicznie nurek mógł skutecznie działać partnersko. A nawet nie chcę
Syrenka_013 napisał/a:
- osoba, ktora pokazuje, ze nie opanowala zasad partnerskiego i bezpiecznego nurkowania nie ukonczy tego kursu, dopoki tego nie pokaze... i nie otrzyma plastiku
Czy możesz zdefiniować co uznajesz/uznaje federacja za dobre partnerstwo?
W mojej ocenie stawianie jednej ze składowych umiejętności nurka samodzielnego wyżej niż inne jest nie porozumieniem albo nie zrozumieniem tego że nurkowanie i uczenie tegoż należy traktować całościowo.
Nie jest prawdą także i to że partnerstwa nie trzeba uczyć, bo trzeba to robić i bywa to bardzo trudna nauka dokładnie tak samo jak nauczenie się pływalności.
Pływalności uczymy od pierwszych zanurzeń tak jak uczenie bycia partnerem jest procesem trwającym przez całe szkolenie.
Bywa że jestem zadowolony z tego jak uczeń nauczył się partnerstwa ale także bywa i tak że ma nad tym całą masę pracy .......
Jednak jeśli dopuszczamy do nieco gorszego nauczenia się pływalności to nie rozumiem dlaczego nie mamy prawa do nieco gorszego nauczenia tak trudnej sztuki jak bycie partnerem pod wodą?
W mojej ocenie, na bazie sporej ilości obserwacji raczej dość wnikliwych, twierdzę że partnerstwo jako umiejętność na którą wpływ ma osobowość człowieka, jest najtrudniejszą ze sztuk nurkowych.
Widać to pod wodą po efektach.
I teraz pytanie Czy ktokolwiek poświęcił by np 50 godz nurkowania z kursantem aby go nauczyć bycia partnerem wtedy gdy nie ma on daru do bycia niańką?
quote]Płyniemy sobie z instr. jesteśmy obok. Jakieś ćwiczonka i dalej płyniemy.
Po wyjściu zjebka:
- Dlaczego nie kontrolowałeś partnera czyli mnie? [/quote]
Torpeda napisał/a:
Myślę, że do braku odruchów partnerskich może doprowadzić szkolenie w dwuosobowym zespole- kursant i instruktor.
Teraz też tak uważasz?
Ale cieszę się że zauważasz szerszy problem "odrywania kursanta od pępowiny"
piotrkw napisał/a:
Nie bardzo rozumiem skąd takie dążenie do poznania stopnia nurkowego i doświadczenia forumowiczów ?
Eeee tam. Na pewno wiesz tylko tak się krygujesz na niby nie wiedzącego
kraken napisał/a:
Niebezpieczne jest wiara, że JA nie popełnię błędu nigdy bo nie jestem egipskim nurkiem.
Tak.
kraken napisał/a:
(Nie wiem jakie jest wasze doświadczenie ale poza sytuacjami szkoleniowymi nigdy nie prosiłem nagle o powietrze pod wodą).
Ja też nie miałem takiej potrzeby. Jednak kilka razy (2) dawałem gaz biorcy w realnych sytuacjach czasem dość głęboko. Moi absolwenci też mieli tego typu potrzeby i wszystkie zostały rozwiązane bez zbędnego stresu a wręcz najczęściej z pełnym luzem (bezpośrednie relacje z tych zdarzeń)
Nigdy nie zakręcałem i nie będę zakręcał butli "nie spodziewanie" czyli płyniemy lub robimy coś i z przyczajki zakręcam gaz albo zrywam maskę..... Jeśli argumenty powiększania ryzyka nie docierają to może tak.
Bo naprawdę nie jest to działanie nie spodziewane tylko całkiem spodziewane bo omówione i przygotowane jak sądzę na specjalnych ćwiczeniach. Jego wartość uznaję jako nikłą w stosunku do realnego zdarzenia gdy dzieje się to całkiem nie spodziewanie. W trakcie zajęć i ćwiczeń nurek doskonale wie że jest przy nim instruktor którego zadaniem jest nie dopuszczenie do wystąpienia realnego zagrożenia.
Natomiast jest faktem że wprowadzanie trudnych ćwiczeń podnosi kursantowi własną samoocenę i sytuuje go w innej sferze pewności siebie.
Piszę to na bazie przejścia kursów w tzw wersji komandoskiej. Dlatego nie neguję ćwiczeń trudnych bo ich przeżycie skutkuje większą i lepszą samooceną. To zaś czyli przekonanie o własnych umiejętnościach jest jedną z podstaw bezpiecznego nurkowania.
To na razie tyle po przeczytaniu ostatniej strony tej dyskusjiPawel_B - 23-08-2012, 10:02
kraken napisał/a:
Niebezpieczne jest wiara, że JA nie popełnię błędu nigdy bo nie jestem egipskim nurkiem. Niebezpieczna ponieważ świadczy o złym wyszkoleniu.
Właśnie brak wiary + dobre wyszkolenie sprawia, że korzystam z procedury sprawdzającej go 3 (słownie - 3 razy - samemu, na etapie składania, samemu na etapie sprawdzenia jeszcze na lądzie ale już z butlą na plecach i partnersko - już w wodzie). To nie peność siebie, tylko procedura, która ma uchronić przed tym:
kraken napisał/a:
Paru naprawdę wspaniałych nurków technicznych utopiło się skacząc z zakręconymi butlami do wody.
kraken napisał/a:
Błąd polega na tym, że w mojej ocenie naszym zadaniem jako instruktorów jest wyszkolenie osób tak aby prawdopodobieństwo wypadku było jak najmniejsze przy danym poziomie trudności nurkowań wykonywanych przez danych nurków.
Na kursie czy po? Na kolanach na platformie, tak jak w niektórych kiepskich szkołach? A co dalej? Jakie szanse absolwent takiego szkolenia?
A czy ktoś się wreszcie zapytał mnie=kursanta, jaki poziom ryzyka JA jestem gotów ponieść? A może mnie nie interesuje ta o 0,1% większa szansa wypadku w czasie wymagających ćwiczeń kursowych, bo JA się zgadzam na takie ryzyko, bo JA czuję się potem lepiej i pewniej pod wodą gdy nie wisi nade mną Anioł Stróż Majki, który zawsze pomorze?
I przestańcie koledzy doszukiwać się spisku "partnerstwo zamiast pływalności itp". Maćku, chyba widziałeś jak sobie radzę z pływalnością (wtedy miałem około 25 nurkowań na kolcie, czyli tyle co nic) - jakoś nie latałem jak wściekły góra-gół , w każdym razie Ty mnie pochwaliłeś:).Wilczy - 23-08-2012, 10:05
Włodek K napisał/a:
No to proszę opisz jak ten bujający się kilka m w tę i z powrotem, gubiący głębokość płynący z tyłu, zatem gubiący mniej lub więcej swojego partnera itd..... lub ze względu na te braki w pływalności nie jest w stanie wykonać tego przysłowiowego OOG skoro buja go więcej lub mniej !
Jak jest w stanie być dobrym partnerem?
Mogę wyobrazić sobie sytuację mniej czarno-białą - powiedzmy, że taki ktoś może nie być dobrym partnerem, ale w danej sytuacji awaryjnej wystarczającym (na "trzy z dwoma" wg starej skali ocen szkolnych). Jeśli jest świadom znaczenia partnerstwa to w sytuacji awaryjnej będzie obok (nawet miotając się góra-dół) albo na tyle blisko, żeby dopłynąć modyfikowaną ropuchą ogrodową lub pozwolić się dopaść przeze mnie (bo przecież jako starający się być dobrym partnerem jest w miarę świadom tego, co się ze mną dzieje lub co może się dziać).
Jeśli dołożymy to tego, że jest osobą bardzo nieopływaną, to załóżmy, że nie będzie potrafił pomóc czynnie, ale pomoże biernie (pozwoli wykorzystać się jako awaryjny zapas gazu). Wtedy to ja się obsłużę jego sprzętem, to ja uspokoję jego i może nawet ja obsłużę jego inflator przy wynurzaniu. Gdyby nie mój brak gazu, to by wyglądało, że to ja ratuję jego, a nie odwrotnie.
Jeśli będę przekonany, że mogę liczyć na taką "pomoc" absolutnego nowicjusza, to bez najmniejszego wahania pójdę z nim pod wodę.Włodek K - 23-08-2012, 10:07
ptja napisał/a:
Grotto8 napisał/a:
Czy chcielibyście zanurkować z partnerem który ma braki w utrzymaniu pływalności, czy z takim który nie przestrzega zasad partnerstwa ?
Pierwsze.
Abstrahując od Ciebie i Twoich poglądów.
Czy taka postawa nie jest wynikiem ukrytych lęków własnych przed tym że w trudnej sytuacji nurek nie poradzi sobie i potrzebuje niańki zwanej partnerem?
Bo tak naprawdę pewnie w 90% nurkowań każdy nurek OWD potrafi rozwiązać każdy problem nie zależnie od konfiguracji jaką ma na grzbiecie (lepiej lub gorzej) Pozostałe nurkowania wymagają konfiguracji odpowiadającej rodzajowi nurkowań i też każdy nurek powinien umieć rozwiązać problem samodzielnie ale inaczej niż tzw świerzak.
Jeśli tak nie jest nie powinien tak nurkować tylko udać się na stosowny kurs, warsztaty czy nauczyć się samodzielnie stosownych umiejętności do akceptowalnego poziomu dla typu nurkowań które uprawia.
Nabycie umiejętności znakomicie odsuwa wszelkie lęki i emocje.
Jest tylko jedna sytuacja gdzie partnerstwo spełnia wszystkie pokładane w nim nadzieje. Jest to utrata przytomności pod wodą. Tu, po wystąpieniu nie ma umiejętności które rozwiązały by ten problem. Tylko partner może to zrobić.
Nasuwa się pytanie czy tworząc zajebistego partnura dopuszczamy do ćwiczeń w których jeden z nich naprawdę traci przytomność po to aby drugi mógł sprawdzić jakie są to emocje i jak stres na nicego działa?
Czy nie lepiej zamiast zakręcenia zaworu np obciąć wężyk jednemu a drugiemu łokciem zerwać maskę i wyrwać AO a dodatkowo rozłączyć drugiemu inflator, pierwszemu odpiąć butlę......?
I niech w prawdziwym stresie rozwiążą problem partnersko Nie czając się aby w razie draki pomóc czy wydobyć nieprzytomnego czy spanikowanego nurka bo sobie nie poradził jednak.
[ Dodano: 23-08-2012, 10:19 ]
Wilczy napisał/a:
Mogę wyobrazić sobie sytuację mniej czarno-białą - powiedzmy, że
Masz sporą wyobraźnię. A wiesz że nie ogarnięty nurek w sytuacji kryzysowej bardzo często będzie ciągnął Ciebie na dno albo da z buta i wyrwie Ciebie np z 30 m lotem pershinga wyrywając Ci z paszczy świeżo wyrwany octopus z jego uchwytu
Czy tak nie może się zdarzyć?
Przykład
Nie ogarnięty nurek z powodu braku umiejętności kontroli pływalności wywal się z 40 m. Oczywiście winna była kamizelka co to chciała go zabić. Udało mu się. Czy uważasz że taki nurek poda octo i w miarę Twoich wyobraźni użyjesz go jako samodzielnej cysterny powietrznej?
Innemu się nie udało i w realnej sytuacji jeden z nurków został na dnie mimo ze chęć działania partnerskiego jak najbardziej zadziałała.
[ Dodano: 23-08-2012, 10:22 ]
Wilczy napisał/a:
powiedzmy, że taki ktoś może nie być dobrym partnerem, ale w danej sytuacji awaryjnej wystarczającym
Jak nie jest dobrym partnerem to z dużą dozą prawdopodobieństwa nie zauważy że coś się dzieje. Jak do tego nie umie kontrolować pływalności czy sprawnie manewrować to z dużą dozą prawdopodobieństwa nie zadziała na czas A ten w realu bardzo się skraca.
[ Dodano: 23-08-2012, 10:26 ]
Cytat:
I przestańcie koledzy doszukiwać się spisku "partnerstwo zamiast pływalności itp"
Nie wiem jak Maciek ale ja spisku się nie doszukuję.
Wręcz przeciwnie bo literalnie taki priorytet wskazano w tej dyskusji pytając co lepsze/ważniejsze partnerstwo czy pływalność
Myślę że w tym kontekście należy przyjrzeć się programom kursów i praktykom bardzo wielu instruktorów którzy wieloetapowe sprawdzanie klamotów i siebie wykonują z dużą dozą wnikliwości i tak nauczają. Jeśli miałeś szkolenie PADI to takie wieloetapowe partnerskie sprawdzanie jest praktykowane zgodnie ze standardem. Stosownie do poziomu szkolenia jego dokładność rośnie osiągając na RD całkiem przyzwoity poziom. Oczywiście jestem zwolennikiem poziomu kontroli co najmniej takiego jak jest na RD już na stopniu podstawowym.Karol Susicki - 23-08-2012, 10:34
Wilczy napisał/a:
To może wprowadzić specjalizacje "Wytrymowany Egoista" oraz "Przyjacielskie Jojo"?
Rozbawiłeś mnie dobre!
Właśnie sobie uświadomiłem, że znam ludzi, którzy by się do nich nadawali
Muszę nad tym pomyśleć...Grotto8 - 23-08-2012, 10:38
kraken napisał/a:
Cytat:
Teraz łopatologiczny wniosek:
Wg mnie istnieje znacznie większe ryzyko śmierci przy wypadku OOA, jeśli nie zapoznamy się z naszą reakcją na prawdziwy stres, niż ryzyko wypadku i śmierci przy powyższym ćwiczeniu pod okiem instruktora.
To jest mylny wniosek. Jeżeli ćwiczenie na kursie wykonuje każdy kursant a czasami po parę razy bo musi je dobrze opanować to znaczy że jak kurs kończy 100 000 nurków to wystarczy 0,1 % wypadkowości aby mieć 100 wypadków.
Wyobraźmy sobie teraz, że nurek ćwiczony sytuacje braku powietrza ale bez zakręcania butli w warunkach wody otwartej (instruktor zakręca mu butle tylko płytko gdzie nie ma stresu tylko poznanie uczucia braku powietrza) jest powiedzmy dwa razy bardziej (ryzyko 0,2%) narażony na wypadek w późniejszych nurkowaniach niż nurek ćwiczony poprzez zakręcanie butli głęboko gdzie dochodzi stres. Jednak sytuacja realnego nagłego braku gazu zdarza się w życiu nurkowym powiedzmy co 10 nurkowi (Nie wiem jakie jest wasze doświadczenie ale poza sytuacjami szkoleniowymi nigdy nie prosiłem nagle o powietrze pod wodą).
Przy tak przyjętych danych to wypadek na 100 000 nurków ma dwie tysięczne z 10 000 nurków czyli 20.
Czyli ryzykowne szkolenie może wygenerować 100 wypadków podczas szkolenia i 10 wypadków potem czyli 110 wypadków.
Bezpieczne szkolenie generuje w sumie 20 wypadków czyli 5 razy mniej.
Oczywiście jest to tylko spekulacja ale taką samą spekulacją jest to, że zakręcanie zaworów z zaskoczenia ma realny wpływ na późniejsze bezpieczeństwo.
Nie zgadzam się z tym fragmentem. (nie dlatego, że dotyczy mojej wypowiedzi )
Zaczynając od wyliczeń: mamy 100tys kursantów i przyszłych nurków... 0,1% z nich ma wypadek przy ćwiczeniu zakręcenia butli, to daje 100 wypadków. Następne 0,1% (czyli 100 nurków) ginie przy realnym zdarzeniu OOG. Z tych samych 100tyś nurków 0,2% (czyli 200 nurków) nie przeżyje wypadku OOG, bo nie ćwiczyło tego na kursie. Daje nam to po 200 wypadków w obu wersjach.
Ale ta spekulacja całkowicie do mnie nie przemawia, ponieważ przykład:
200 kierowców ukończyło kurs na prawo jazdy.
100 z nich zakończyło edukację,
pozostałych 100 dodatkowo przeszło kurs panowania nad samochodem w poślizgu kontrolowanym.
Ilu z pierwszej grupy zapanuje nad poślizgiem, a ilu z drugiej grupy zapanuje nad poślizgiem ... a przydarzy się on prędzej czy później KAŻDEMU... ?
Moim zdaniem co najmniej połowa jeśli nie większość z grupy trenującej, a z grupy nie trenującej może co 10 jeśli nie mniej.
Włodek K napisał/a:
Cytat:
Porównałam obie atrakcje i wolę nurka, który ma problem z pływalnością, ale pływa partnersko, niż doskonałego technicznie solowca.
No to proszę opisz jak ten bujający się kilka m w tę i z powrotem, gubiący głębokość płynący z tyłu, zatem gubiący mniej lub więcej swojego partnera itd..... lub ze względu na te braki w pływalności nie jest w stanie wykonać tego przysłowiowego OOG skoro buja go więcej lub mniej !
Jak jest w stanie być dobrym partnerem?
Czy szczytem partnerstwa i jego istotą nie jest możliwość udzielenia skutecznej pomocy swojemu partnerowi?
Ja niestety nie umiem sobie tego wyobrazić aby nie ogarnięty technicznie nurek mógł skutecznie działać partnersko. A nawet nie chcę
Jaki zatem poziom kontroli pływalności uzyskuje się na Twoim kursie OWD?
Odpowiesz: "wystarczający" lub coś w tym stylu. Zakładam również że podobny poziom uzyska na kursie u innego instr. A jednak do doskonałości będzie sporo brakować. Czy w tym momencie u takiego nurka po OWD właściwe zachowania partnerskie nie są możliwe? Wg mnie SĄ MOŻLIWE i w większości występują.
Teraz nurek PRO HIPER DUPER poziom III :
pływalność, trym - nikt nie ma wątpliwości
partnerstwo (czyli poczucie odpowiedzialności za bezpieczeństwo całego zespołu) - hmm
Wg mnie TACY nurkowie też występują.
Nie pisze tu o proporcjach ilu jest takich, a ilu takich, ale ponawiam pytanie (retorycznie):
Z którym wolelibyście zanurkować?Pawel_B - 23-08-2012, 10:43
Włodek K napisał/a:
Czy nie lepiej zamiast zakręcenia zaworu np obciąć wężyk jednemu a drugiemu łokciem zerwać maskę i wyrwać AO a dodatkowo rozłączyć drugiemu inflator, pierwszemu odpiąć butlę......?
Włodku, można też postrzelić z kuszy. Nie rozpędzajmy się proszę .arkac123 - 23-08-2012, 10:44
Włodek K napisał/a:
ptja napisał/a:
Grotto8 napisał/a:
Czy chcielibyście zanurkować z partnerem który ma braki w utrzymaniu pływalności, czy z takim który nie przestrzega zasad partnerstwa ?
Pierwsze.
Abstrahując od Ciebie i Twoich poglądów.
Czy taka postawa nie jest wynikiem ukrytych lęków własnych przed tym że w trudnej sytuacji nurek nie poradzi sobie i potrzebuje niańki zwanej partnerem?
Kilka razy miałam za partnurów początkujących nurków (niedawno: 5 zalogowanych nurkowań, po kursie w Sharm kilka miesięcy temu), nurkowałam również z opływanymi parnurami, którym zasady partnerstwa są obce.
O wiele bardziej wolę nurkować z początkującym (bo umówmy się, problemy z pływalnością mają tylko początkujący nurkowie) partnurem.
Przed zanurzeniem, po krótkiej rozmowie, doskonale wiem, czego mogę się spodziewać. Wybieramy trasę adekwatną do umiejętności (czyli jakieś szuwarki lub płytka rafa), i z góry zakładam, że się partnurem opiekuję. Bardzo lubię takiego rodzaju nurkowania .
Tymczasem z partnurem, ktory o partnerstwie nie ma pojęcia, nie myśli pod wodą, nie potrafię się odprężyć, cały czas jestem spięta, a wychodząc z wody wręcz wściekła.
Unikam więc jak mogę takich partnurów.Grotto8 - 23-08-2012, 10:45
Włodek K napisał/a:
Abstrahując od Ciebie i Twoich poglądów.
Czy taka postawa nie jest wynikiem ukrytych lęków własnych przed tym że w trudnej sytuacji nurek nie poradzi sobie i potrzebuje niańki zwanej partnerem?
Pewnie, że nie. 50% nurków wykonuję solo. Co więcej, nawet jak mam wybór, to często wolę sam. Mój problem polega na tym, że za mało myślę o swoim bezpieczeństwie, co się rok temu źle dla mnie skończyło. Staram się to zmienić, rozpoczynając od myślenia przed działaniem.
Jak widzisz, to raczej świadomość głupoty niż lęki. arkac123 - 23-08-2012, 10:50
Włodek K napisał/a:
Nie ogarnięty nurek z powodu braku umiejętności kontroli pływalności wywal się z 40 m. Oczywiście winna była kamizelka co to chciała go zabić. Udało mu się. Czy uważasz że taki nurek poda octo i w miarę Twoich wyobraźni użyjesz go jako samodzielnej cysterny powietrznej?
Włodku, co u licha robi nieogarniający się nurek na 40 metrach????? Kto go tam zapędził??? W weekend wspólnie z kilkoma forumowiczami ( ) nurkowaliśmy na Zakrzówku - kiedy był z nami początkujący nurek (ale ogarniający się), trasa była do samolotu i z powrotem (czyli do 12 metrów i po drodze). Później wybraliśmy się sami na szukanie 30 m (wróć: testowanie nowiutkiego BZ400). Nikt z nas nie pomyślałby, żeby zanurkować głębiej z początkującym nurkiem.......ptja - 23-08-2012, 10:55
Włodek K napisał/a:
ptja napisał/a:
Grotto8 napisał/a:
Czy chcielibyście zanurkować z partnerem który ma braki w utrzymaniu pływalności, czy z takim który nie przestrzega zasad partnerstwa ?
Pierwsze.
Abstrahując od Ciebie i Twoich poglądów.
Czy taka postawa nie jest wynikiem ukrytych lęków własnych przed tym że w trudnej sytuacji nurek nie poradzi sobie i potrzebuje niańki zwanej partnerem?
Masz na myśli mój lęk o mnie samego? Nie. Ja się nawet czasem boję tego, że woda mnie nie przeraża Ale być może to kwestia tego, że nie staram się robić nurkowań wykraczających poza to, co uznaję, że umiem.
Nie mam też problemu z tym, że czasem nie zauważę "taaaakiej ryby", bo akurat 10 raz w ciągu tej sekundy zerkałem na buddy'ego Rybka też fajna, ale gdybym np. przegapił oddalenie się partnera, to wyszedłbym z wody z poczuciem, że podczas nurkowania zrobiłem duży błąd.
Napisałem "pierwsze", bo uznałem, że znacznie łatwiej w ciągu kolejnych nurkowań i ćwiczeń partner nauczyłby się panowania nad głębokością i przestałby "latać w górę i w dół" niż przestawił się na myślenie o partnerstwie. Być może się mylę, kto wie.Wilczy - 23-08-2012, 12:11
Włodek K napisał/a:
Masz sporą wyobraźnię. A wiesz że nie ogarnięty nurek w sytuacji kryzysowej bardzo często będzie ciągnął Ciebie na dno albo da z buta i wyrwie Ciebie np z 30 m lotem pershinga wyrywając Ci z paszczy świeżo wyrwany octopus z jego uchwytu
Czy tak nie może się zdarzyć?
Wierzę Ci i ufam Twojemu doświadczeniu. A że ja doświadczenia nie mam, to pozostaje mi wyobraźnia W opisanej sytuacji wypadałoby rozszerzyć (a raczej przypomnieć) opis podstawowego partnerstwa: to nie tylko trzymanie się blisko, zwracania uwagi na partnera i okresowe pukanie dwoma palcami w dłoń. To także umiejętność (niekiedy bardzo trudna, jak sądzę) opanowania paniki i oddania inicjatywy bardziej ogarniętemu partnerowi. Skoro jestem świeżakiem, to niech on opanuje mój jacket-mordercę, a ja powstrzymam się od pomagania na siłę i pozwolę mu wisieć na moim backupie. Taaak, łatwo się to pisze siedząc na fotelu...
No właśnie, do całego tego ogarnięcia, na szczęście lub niestety, trzeba podchodzić całościowo. Co z tego, że nasz partner ma idealną pływalność i trzyma się obok jak na pierwszej randce, jeśli w sytuacji awaryjnej odwali opisanego przez Włodka pershinga ku słońcu? Dobrze, że te sprawy generalnie rozwijamy w miarę jednocześnie. Zazwyczaj. Chyba. Nie wiem, ale mam taką nadzieję.
arkac123 napisał/a:
W weekend wspólnie z kilkoma forumowiczami ( ) nurkowaliśmy na Zakrzówku - kiedy był z nami początkujący nurek (ale ogarniający się), trasa była do samolotu i z powrotem. Później wybraliśmy się sami na szukanie 30 m
Czemuś mam bardzo podobne wspomnienia i do dzisiaj mi się jeszcze gęba śmieje, jak o tym pomyślę
Pawel_B, jeszcze raz dzięki za zamieszczenie relacji. Jak widzisz zapoczątkowała bardzo fajną i rzeczową dyskusję Torpeda - 23-08-2012, 13:00 Panowie, nie ma sensu malować sytuacji czarno - białych- bo jeżeli nurek W OGÓLE nie radzi sobie z pływalnością, to zapewne na kursie nikt go nie nauczył partnerstwa, ani niczego innego, tylko sprzedał mu kawałek plastiku za dość wygórowaną cenę
Nigdy nie spotkałam nurka, który byłby dobrym partnerem, a kompletnie nie ogarniał pływalności, natomiast orły trymu i stylu, które szybują ponad sprawami tak trywialnymi jak partner- i owszem. Z wypowiedzi pozostałych uczestników dyskusji wynika że takie zjawisko jest częstsze.
Można wysnuć z tego wniosek, że nacisk na partnerstwo położony w trakcie kursu nie był wystarczający i że jest to dość częsta przypadłość wśród osób dobrze wyszkolonych pod względem technicznym. Problem istnieje, nie ma co udawać, że nie...
Dobry instruktor nauczy trymu, pływalności i partnerstwa, kładąc na to ostatnie duży nacisk i uświadamiając, że dwa pierwsze są środkiem do osiągnięcia celu, a nie celem samym w sobie.
Myślę, że dla instruktorów przeglądających dyskusję dość ciekawym sygnałem mogą być wypowiedzi uczestników- to jest okazja do drobnego zrewidowana swoich poglądów Żebyśmy się dobrze zrozumieli: nikt nie postuluje, żeby olewać uczenie trymu i pływalności, ani nie twierdzi,że to sprawy marginalne- ale może kładziony jest na nie nacisk nieproporcjonalnie większy od tego, który spoczywa na partnerstwie?
[ Dodano: 23-08-2012, 13:04 ]
Grotto8 napisał/a:
Ale ta spekulacja całkowicie do mnie nie przemawia, ponieważ przykład:
200 kierowców ukończyło kurs na prawo jazdy.
100 z nich zakończyło edukację,
pozostałych 100 dodatkowo przeszło kurs panowania nad samochodem w poślizgu kontrolowanym.
Ilu z pierwszej grupy zapanuje nad poślizgiem, a ilu z drugiej grupy zapanuje nad poślizgiem ... a przydarzy się on prędzej czy później KAŻDEMU... ?
Moim zdaniem co najmniej połowa jeśli nie większość z grupy trenującej, a z grupy nie trenującej może co 10 jeśli nie mniej.
Zgadzam się...
Jest takie powiedzenie, że "im więcej potu na poligonie, tym mniej krwi w walce"...
[ Dodano: 23-08-2012, 13:06 ]
ptja napisał/a:
Napisałem "pierwsze", bo uznałem, że znacznie łatwiej w ciągu kolejnych nurkowań i ćwiczeń partner nauczyłby się panowania nad głębokością i przestałby "latać w górę i w dół" niż przestawił się na myślenie o partnerstwie. Być może się mylę, kto wie.
Raczej się nie mylisz
Spróbuj wytłumaczyć komuś takiemu, że marny z niego partner, to zobaczysz "On- marny? Przecież wisi do góry nogami na metrze głębokości i potrafi zdjąć suchara i ocieplacz przy wahnięciu mniejszym niż 5 cm!"Bul-kot - 23-08-2012, 13:07 Pieknie się umiejscowił dyskurs "Opowiadania nurkowe"
...Torpeda - nie zrewidują poglądów... Ale nie o tym chciałem.
IMHO cały wic polega na
Cytat:
Błąd polega na tym, że w mojej ocenie
I w mojej ocenie nadal szkoda opowiadania... jacekplacek - 23-08-2012, 13:10
Torpeda napisał/a:
Panowie, nie ma sensu malować sytuacji czarno - białych
Chyba, że w gułe
Torpeda napisał/a:
może kładziony jest na nie nacisk nieproporcjonalnie większy od tego, który spoczywa na partnerstwie?
Jak chodzi o wypowiadających się: nie ma takiej opcji. Są czynności fundamentalne - prawidłowy oddech, style, pływalność, trym itd. - na których buduje się resztę podwodnych relacji. Pływalność i trym są ćwiczone i rozwijane podczas całej kariery nurka. Bez nich nie ma mowy ani o prawidłowej dekompresji, ani partnerstwie, ani czynnościach banalnych: strzał bojki, sprawdzenie gazów, wymiana uwag. Prawidłowa pływalność wpływa nawet na poziom stresu.
Natomiast gadanie, że ktoś tam miał dobrą pływalność a mimo to był złym partnerem, jest tak samo logiczne spójne, jak mówienie, że mercedesy też miewają wypadki, dlatego maluchy są bezpieczniejsze.Pawel_B - 23-08-2012, 13:17
Wilczy napisał/a:
Pawel_B, jeszcze raz dzięki za zamieszczenie relacji. Jak widzisz zapoczątkowała bardzo fajną i rzeczową dyskusję
A nie ma sprawy . Póki nikt sobie nie skacze do gardeł (i mam nadzieję, że tak pozostanie), jest OK. Zrobiła się naprawdę ciekawa dyskusja!żona nurka - 23-08-2012, 13:21 [quote="Wilczy"]
arkac123 napisał/a:
W weekend wspólnie z kilkoma forumowiczami ( ) nurkowaliśmy na Zakrzówku - kiedy był z nami początkujący nurek (ale ogarniający się), trasa była do samolotu i z powrotem. Później wybraliśmy się sami na szukanie 30 m
Czemuś mam bardzo podobne wspomnienia i do dzisiaj mi się jeszcze gęba śmieje, jak o tym pomyślę
Mnie też się gęba śmieje na samo wspomnienie wspólnych nurów:)
Mi czyli temu początkującemu nurkowi co do samolotu i z powrotem:)
To były moje pierwsze nurkowania po kursie OWD...więc lekki niepokój był - szybko został rozwiany już na brzegu, bo to tu dla mnie zaczyna się partnerstwo....
Nie było namawiania na głębsze nury a była troska o to, jak skonfigurowałam sprzęt, czy aby szelki mnie za bardzo nie cisną (dzięki Gosia:)), było ustalenie trasy i w jakim układzie płyniemy aż wreszcie, że jak będziemy na 12m - to mnie jako jedynej w piance uderzy zimno, ale to tylko chwilę będzie trwało....(dzięki Marcin:))
Pływaliśmy w 2 parach: widziałam patrzenie Marcina przez nogi czy z nami z tyłu wszystko ok, pytania Gosi czy nie jest mi za zimno, podpływanie mojego męża i sprawdzanie, czy aby na pewno ten gaz, który mu podaję mam w butli:))))
Mogąc nurkować z takimi osobami uczę się partnerstwa i za to Wam dziękuję:))))
Wasza postawa sprawiła, że miałam jasność w głowie - jak spanikuję albo coś zrobię nie tak - oddam się w Wasze ręce i w miarę ze spokojem pozwolę Wam działać...
Ale mam też inną obserwację jako początkującego nurka, który raczej do strachliwych należy
i którego ktoś kiedyś skreślił z listy potencjalnych nurków....a sam kurs OWD kończyłam po rocznej przerwie.
O partnerstwie słyszałam od początku swojego kursu: o sprawdzaniu gazu bo jak nie to Majki zakręci (choć nigdy tego nie zrobił, bo do Orła to mi jeszcze daleko:))), o płynięciu obok siebie i byciu uważnym - co najlepiej wie Margita, której czasem trzymałam się aż za blisko:))))
I wiem, że takim świadomym nurkiem partnerem chcę być...
Ale żeby nim być - potrzebuję w miarę dobrze opanować pływalność, opróżnianie maski bez strachu i przy okazji windowania 2-3 metry do góry i pewnie jeszcze parę innych rzeczy...
Bo te umiejętności sprawią, że będę czuła się swobodnie pod wodą, a jak będę czuła się swobodnie pod wodą (czytaj: naprawdę ogarniam siebie) będę w stanie myśleć o drugiej osobie, z którą nurkuję - będę w stanie troszczyć się o nią, jak teraz robią to inni wobec mnie...
Ps. I nawet kiedyś będę chciała, żeby Majki zakręcił mi zawory...:)))wowi - 23-08-2012, 13:26
jacekplacek napisał/a:
Torpeda napisał/a:
Nie mam zamiaru wymieniać żadnych nazwisk.
A co do znajomości grupy/ osób- to może inaczej pojmujemy kryteria uczenia partnerstwa?
Nie wydaje mi się. Znając procedury: START SDI, GUEEDGE Gue i to co opisałaś, mamy identyczne podejście. I w ramach tego podejścia nie znam instruktorów - z grona stylu on jakim piszemy - nie stosujących czy tym bardziej nie uczących tych zasad.
Prawie prawda...
Wśród wymienionych grup instruktorów, zapału do uczenia pewnie nikomu nie zabraknie. Ze stosowaniem się do tego czego uczą bywa nader różnie.
Najzabawniej, kiedy niestosowanie procedur, sprzeczne z głoszonymi zasadami rzuca się w oczy u tych, którzy najwięcej uprawiają słodkiego pierdzenia o partnerstwie, wielokrotnym sprawdzaniu sprzętu, maksymalnych prędkościach wynurzania, bezkompromisowości.
Wszyscy popełniamy błędy i bez względu na poziom wyszkolenia będziemy je popełniać. Bardziej cenię sobie pokorę i poczucie, że w każdej sytuacji mogę zrobić coś głupiego niż złudne przeświadczenie, że jestem bliski osiągnięcia perfekcji i każdy scenariusz mam rozpracowany w szczegółach.Pawel_B - 23-08-2012, 13:38
żona nurka napisał/a:
I nawet kiedyś będę chciała, żeby Majki zakręcił mi zawory...:)))
To pewnie na kursie Advanced za jakiś czas . Szybko będziesz gonić Szanownego Małżonka w nurkowych dokonaniach. A Majki z pewnością nie odmówi Ci trudnych ćwiczeń.
Pozdrawiam, Paweł
PS. Może czas zmienić nick z żony nurka na nurka ?żona nurka - 23-08-2012, 13:43
Pawel_B napisał/a:
PS. Może czas zmienić nick z żony nurka na nurka ?
nie da się....szukałam, ale nie znalazłam takiej opcji:( Może Ty wiesz jak?????Pawel_B - 23-08-2012, 13:46 Wiem - napisz PW do Darka - Administratora strony. On może wszystko .Torpeda - 23-08-2012, 13:46
żona nurka napisał/a:
Ale mam też inną obserwację jako początkującego nurka, który raczej do strachliwych należy
i którego ktoś kiedyś skreślił z listy potencjalnych nurków....a sam kurs OWD kończyłam po rocznej przerwie.
Bo Cię skreślał jakiś oszołom !
Widać, że włożyłaś w to dużo pracy i wysiłku, Aniu i baaardzo gratuluję ukończenia kursu
[ Dodano: 23-08-2012, 13:48 ]
jacekplacek napisał/a:
Torpeda napisał/a:
Panowie, nie ma sensu malować sytuacji czarno - białych
Chyba, że w gułe
W gułe tylko czarno-czarne. Srebrzysty metalik to już pewna ekstrawagancja jacekplacek - 23-08-2012, 13:49
Pawel_B napisał/a:
PS. Może czas zmienić nick z żony nurka na nurka ?
Mi by się bardziej podobało w stylu Prince`a
"nurka, która kiedyś była żona nurka, ale teraz jest nurka, mimo, że jest dalej żoną nurka" o! żona nurka - 23-08-2012, 13:55
jacekplacek napisał/a:
Pawel_B napisał/a:
PS. Może czas zmienić nick z żony nurka na nurka ?
Mi by się bardziej podobało w stylu Prince`a
"nurka, która kiedyś była żona nurka, ale teraz jest nurka, mimo, że jest dalej żoną nurka" o!
cudne:))))TomKur - 23-08-2012, 15:11 Cześć,
nie spotkałem się osobiście z dobrymi nurkami (w tym technicznie dobrymi), którzy byliby kiepskimi partnurami. Spotkałem się natomiast kilkukrotnie z "dobrymi" (we własnym mniemaniu) nurkami, którzy byli kiepskimi partnurami. Po prostu uważali się za miszczów świata i wszechświata, których reszta ma się trzymać. Ale nie byli to dobrzy nurkowie, nawet technicznie. Im się tylko tak wydawało. Ukończyli kilka kursów, zrobili kilka nurków, ogarnęli trochę techniki.
Partnurem w pełni tego słowa znaczenia może być wg mnie tylko nurek sprawny technicznie. Chęci nurka słabego technicznie mogą nie wystarczyć, żeby skutecznie pomóc swojemu partnurowi. A im głębsze, trudniejsze nurkowania tym wyższe powinny być wymagania. Czyli to, o czym pisał Jacek (trym, pływalność), jest podstawą bezpiecznego nurkowania partnerskiego. Jednak ich niedostateczne opanowanie nie eliminuje nurka jako partnera w relatywnie łatwych nurkowaniach. Trzeba po prostu znać swoje realne możliwości. To oczywiście moje zdanie.Syrenka_013 - 23-08-2012, 18:15
jacekplacek napisał/a:
nie znam instruktorów - z grona stylu on jakim piszemy - nie stosujących czy tym bardziej nie uczących tych zasad.
Jacku, przynajmniej jednego z nich znasz, wiem to. Byc moze na Twoim kursie bylo inaczej. Na moim niestety nie. Na warsztatach rowniez NIE. dokladnie tak jak pisze Daria i do tego niebezpiecznie... Dlatego wiecej tam nie wrocilam. Nie wiem czy na kursie Darii u tego konkretnego instruktora tez tak bylo, ale wiem, ze Daria wie o kim pisze ja...
[ Dodano: 23-08-2012, 18:24 ]
piotrkw napisał/a:
Tak więc załóż , że mój stopień to... od zawsze OWD , a co do nauki ..... ja uważam, że od każdego można się czegoś nauczyć
Piotrze, chec poznania Twojego stopnia nurkowego i doswiadczenia jakie posiadasz byla podyktowana faktem, ze Twoje wypowiedzi (zwlaszcza w okolicznosciach mojej osoby) odbieram jako zgryzliwe, niesympatyczne, obcesowo autorytatywne. Wobec czego chcialabym sie dowiedziec od kogo mam przyjemnosc takowe otrzymywac. Nie wazne, ze na forum nurkowym, czy innym sa ub nie ma nickow. Wazna jest odwaga cywilna, aby swojej racji bronic rowniez stojac z kims twarza w twarz... Tak wiec Piotrze Kwiatkowski, nie chce zakladac jaki masz stopien nurkowy i jakie doswiadczenie tylko chcialabym sie tego poprostu dowiedziec... dziekuje i pozdrawiam, Margita Slizowska
[ Dodano: 23-08-2012, 18:32 ]
kraken napisał/a:
Przecież w realnym wypadku braku powietrza nikt nie wyciąga z ust automatu. Moim zdaniem to nierealistyczny przebieg a poza tym może skutkować dużym błędem czyli wyciąganiem automatu z ust w realnym wypadku. Po co wyciąga z ust automat? Przecież wystarczy aby tak jak w realnej sytuacji musiał wypływać na ciągłym wydechu
W standardach nie ma wzmianki czy nalezy czy nie nalezy wyjmowac AO. Uwazam, ze lepiej jest zorbic to cwiczenie wlasnie w taki sposob. To wlasnie urealnia sytuacje, bo kursant na pewno nie wezmie wdechu czy polwdechu, a jesli bedzie potrzebowal - wsadzi automat. Poza tym zwieksza to respekt kursanta przed sytuacja... Co wiecej - nie jestem odosobniona w tych praktykach. W CMASie u kilku roznych instruktorow to cwiczenie robilo sie dokladnie w ten sam sposob.
Natomiast co do prowokowania bledu - nie ma znaczenia czy majac calkowity brak gazu bedziesz mial AO w ustach czy nie... Zreszta praktyka pokazuje, ze spanikowany nurek ma dokladnie taki odruch... Wazne jest, zeby nauczyc go odruchu nuewstrzymywania powietrza...
[ Dodano: 23-08-2012, 18:37 ]
[quote="kraken"]Błąd polega na tym, że w mojej ocenie naszym zadaniem jako instruktorów jest wyszkolenie osób tak aby prawdopodobieństwo wypadku było jak najmniejsze przy danym poziomie trudności nurkowań wykonywanych przez danych nurków. Czyli poziom ryzyka podczas szkolenia powinien być dostosowany do poziomu ryzyka podczas wykonywanych nurkowań. Jak rozumiem opisywany kurs to był kurs rekreacyjnych a nie technicznych nurkowań wrakowych?[quote]
Tak, kurs rekreacyjny a nurkowie byli juz po kilkukrotnym treningu OOA (najpierw basenowym, potem na wodach otwartych) tak wiec postulat o ktorym piszesz - o dostosowaniu cwiczen do poziomu i umiejetnosci nurka byl jak najbardziej spelniony i wykonany w kontorlowany sposob.pomorzanka - 23-08-2012, 18:45
Syrenka_013 napisał/a:
jacekplacek napisał/a:
nie znam instruktorów - z grona stylu on jakim piszemy - nie stosujących czy tym bardziej nie uczących tych zasad.
Jacku, przynajmniej jednego z nich znasz, wiem to. Byc moze na Twoim kursie bylo inaczej. Na moim niestety nie. Na warsztatach rowniez NIE. dokladnie tak jak pisze Daria i do tego niebezpiecznie... Dlatego wiecej tam nie wrocilam. Nie wiem czy na kursie Darii u tego konkretnego instruktora tez tak bylo, ale wiem, ze Daria wie o kim pisze ja...
ale ja nie wiem Syrenka_013 - 23-08-2012, 18:45
kraken napisał/a:
Zwiększanie ryzyka podczas szkolenia rekreacyjnego musi być zawsze bardzo uzasadnione realnym zwiększeniem bezpieczeństwa nurków w późniejszych nurkowaniach. Inaczej jest narażaniem nurków. Moim zdaniem cel - "u nas nie ma fujar" nie spełnia tego kryterium
Macku, widac, ze tlyko wyrywkowo przeczytales watek - "cel" ktory zacytowales nie ma nic wspolnego z tokiem myslenia i tym co autor cytatu chcial przekazac.
Nurkowanie jest aktywnoscia ryzykowna. Nieuswiadomienie tego ludziom w czasie kazdego (nawet intro) kursu nurkowania jest nieuczciwoscia wobec nich. Brak zwiekszania ryzyka w treningu nurkowym w obecnosci instruktora (NA KAZDYM POZIOMIE) jest niedociagnieciem szkoleniowym, ktore moze miec potem naganne (delikatnie mowiac) skutki. Ale oczywiscie kazdy szkoli podlug swojego sumienia i mozliwosci- zatem szanuje Twoj styl nauczania i Twoje zdanie.lozerka - 23-08-2012, 19:12
pomorzanka napisał/a:
Syrenka_013 napisał/a:
ale wiem, ze Daria wie o kim pisze ja...
ale ja nie wiem
To tak, jak ja i wiedzieć nie chcę
bo to, czego najbardziej nie lubię, znacznie bardziej od tego, czy instruktor bardziej dba o te, czy inne aspekty szkolenia- to podjazdowych wojenek internetowych między instruktorami, jeszcze prowadzonych nie wprost, a na zasadzie- nie powiem, ale i tak wszyscy wiemy, o kim mówię
i bardzo cenię tych, którzy w takie sytuacje nie wchodzą Tomasz Łach - 23-08-2012, 19:20
Torpeda napisał/a:
Jest takie powiedzenie, że "im więcej potu na poligonie, tym mniej krwi w walce"...
Pewien znakomity strateg powiedzial kiedys, ze armia ktora nie walczyla przez 50 lat do niczego sie nie nadaje ! Mozna ja rozwiazac i na jej miejsce powolac zupelnie nowa...
Widzisz zanim nie zaczely sie misje takie jak Bosnia, Kosovo, Irak czy Afganistan, nasze wojsko mialo duzo poligonow... Uwierz mi ze teraz nasza armia jest zupelnie inna...
[ Dodano: 23-08-2012, 19:23 ]
arkac123 napisał/a:
W weekend wspólnie z kilkoma forumowiczami ( ) nurkowaliśmy na Zakrzówku - kiedy był z nami początkujący nurek (ale ogarniający się), trasa była do samolotu i z powrotem (czyli do 12 metrów i po drodze). Później wybraliśmy się sami na szukanie 30 m (wróć: testowanie nowiutkiego BZ400). Nikt z nas nie pomyślałby, żeby zanurkować głębiej z początkującym nurkiem.......
No ladnie ! Czyli najpierw plytszy nur, a pozniej glebszy ! Co na to teoria dekompresji... arkac123 - 23-08-2012, 20:09
Tomasz Łach napisał/a:
No ladnie ! Czyli najpierw plytszy nur, a pozniej glebszy ! Co na to teoria dekompresji...
No przecież my bezdekompresyjnie .
Na poważnie: na Zakrzówku zazwyczaj jest taka atmosfera i tylu znajomych, o oscypkach u Ramzesa nie wspomnę, że przerwa powierzchniowa trwa 3-4 godziny.
My naprawdę podchodzimy lajtowo, nie tak, jak pewne towarzystwo (pzry okazji - pozdrawiam) okupujące weekendowo wiatę Krakena (norma w 2 dni 8 nurów - już nie chcę nawet myśleć, co będzie teraz, kiedy sprężarkowania jest już na miejscu, i nie trzeba jeździć z butlami) Włodek K - 23-08-2012, 20:17
Tomasz Łach napisał/a:
Uwierz mi ze teraz nasza armia jest zupelnie inna...
Faktycznie jest inna. Pewnie z 1/4 stanów osobowych jest na wielomiesięcznych zwolnieniach lekarskich. Reszta chowa się po krzakach na placach ćwiczeń aby ich dowódca nie szczapił. Ćwiczą Ci którzy jadą na misję czyli może z 1 % masy mięsa armatniego. Tak to jakoś widzę po opowieściach kursantów wojskowych. Ale mogę się mylić bo na wojnie nie byłem tylko w czasie służby zasadniczej odbyłem 23 poligony czyli raz w miesiącu tydzień w polu wojowałem z IV dywizją pancerną z za zachodniej granicy
Ale my tu o nurkowaniu a nie o wojowaniu
[ Dodano: 23-08-2012, 20:18 ]
arkac123 napisał/a:
(norma w 2 dni 8 nurów - już nie chcę nawet myśleć, co będzie teraz, kiedy sprężarkowania jest już na miejscu, i nie trzeba jeździć z butlami)
12?kraken - 23-08-2012, 22:56
Cytat:
W standardach nie ma wzmianki czy nalezy czy nie nalezy wyjmowac AO. Uwazam, ze lepiej jest zorbic to cwiczenie wlasnie w taki sposob. To wlasnie urealnia sytuacje, bo kursant na pewno nie wezmie wdechu czy polwdechu, a jesli bedzie potrzebowal - wsadzi automat. Poza tym zwieksza to respekt kursanta przed sytuacja... Co wiecej - nie jestem odosobniona w tych praktykach. W CMASie u kilku roznych instruktorow to cwiczenie robilo sie dokladnie w ten sam sposob.
Wracam do CESA'y bo wyszedł tu pewien problem.
Kiedy mamy brak powietrza może być to spowodowane kilkoma czynnikami:
Podawanie wody przez automat
Urwanie się przewodu średniego ciśnienia.
Braku powietrza w automacie.
Tylko lekko odkręconego zaworu.
W dwóch pierwszych przypadkach nie ma znaczenia czy podczas wynurzania się ma się automa w ustach czy nie podczas CESA'y
W dwóch ostatnich ma to bardzo duże znaczenie.
Kiedy zawór jest tylko lekko na skutek błędu odkręcony to na pewnej głębokości automat przestaje podawać powietrze (zapotrzebowanie nurka jest większe niż wydatek zaworu). W takiej sytuacji podczas wynurzania nurek może zacząć zpowrotem oddychać.
Kiedy w butli nie ma powietrza to znaczy po prostu, że różnica ciśnień między butlą a otoczeniem staje się zbyt mała. W takiej sytuacji co około 10-15 metrów (1 -1,5 atm) nurkowi udaje się wziąć oddech.
W takiej sytuacji - braku powietrze jeszcze ważniejsze aby nurek nie wyciągał automatu z ust podczas wynurzania.
Cytat:
nie ma znaczenia czy majac calkowity brak gazu bedziesz mial AO w ustach czy nie... Zreszta praktyka pokazuje, ze spanikowany nurek ma dokladnie taki odruch...
Jak widać ma to znaczenie czy nurek ma automat w ustach przy braku gazu podczas wynurzania.
Żadna praktyka nie pokazuje, że spanikowany nurek ma taki odruch - taki odruch ma nurek błędnie uczony wyciągania automatu z ust podczas ćwiczenia kontrolowanego wynurzania. Uczony wynurzania z automatem nie wyciąga go i tyle.
To jeżeli chodzi o moje doświadczenie a właściwie poglądy oparte na standardach i doświadczeniu innych. W życiu nie wynurzałem się ze spanikowanym nurkiem chociaż parę razy dawałem powietrze pod wodą. Za to wykonałem na kursach OWD kilka setek wynurzeń awaryjnych a z kursami instruktorskimi wykonałem lub asekurowałem pewnie nieźle pod 500.
Proste ćwiczenie chociaż potencjalnie niebezpieczne mimo prawidłowego wykonania dlatego jest to jedno z tych ćwiczeń które po opanowaniu nie powtarza się bez powodu. Kiedyś rzeczywiście wykonywano je tak że kursant wyciągał automat z ust (wiem bo sam tak szkoliłem przed laty) ale wynikało to z braku wiedzy na temat możliwych sytuacji podczas wynurzania oraz pewnie z podejścia kadry bo ułatwia to sprawdzanie czy kursant nie wziął wdechu podczas wynurzania. Niezależnie od przyczyn podczas awaryjnego wynurzania nie należy wyciągać automatu z ust bo w niczym on nie przeszkadza a może dać jeszcze jeden czy dwa wdechy. Dlatego oczywiście podczas ćwiczenia awaryjnego wynurzania również nie należy wyciągać automatu z ust.
Co do brania wdechu przez kursanta to świetnie to widać po każdy wdech to przerwanie strumienia wydechu więc tak czy tak od razu STOP i powtarzanie ćwiczenia.
Jeżeli Syrenko robisz tak bo tak robią jacyś instruktorzy których obserwowałaś to znaczy że oni robią źle i tyle. Ty zacznij robić dobrze i będzie OK.
MSCWłodek K - 24-08-2012, 00:37
Cytat:
Żadna praktyka nie pokazuje, że spanikowany nurek ma taki odruch - taki odruch ma nurek błędnie uczony wyciągania automatu z ust podczas ćwiczenia kontrolowanego wynurzania. Uczony wynurzania z automatem nie wyciąga go i tyle.
Taki odruch, wyrzucenie AO z paszczy, ma nurek który nagle dostaje haust wody np wtedy gdy się wyluzuje i się uśmiechnie - woda wpada kącikami ust przy wdechu. To będzie się działo najczęściej u nurków o mniejszym jeszcze obyciu z wodą. W sumie możemy tą reakcję nazwać paniczną bo może prowadzić wprost do gwałtownej próby nie kontrolowanego wynurzenia z możliwymi bardzo poważnymi skutkami. Nurek już obyty z wodą nawet gdy się zachłyśnie i podrażni tchawicę będzie kaszlał z AO w paszczy lub odcedzi wodę w puszce.
Utrzymanie AO w paszczy utrudnia w realnej sytuacji zachłyśnięcie się wodą lub nawet jej wciągnięcie w wyniki nie opanowanego łaknienia oddechu. Z tych powodów (i tych wymienionych przez Maćka np ten że AO może się jeszcze uruchomić - fizyka) uważam praktykę wyciągania z paszczy AO, podczas ćwiczeń gdzie trenujemy nawyk, za mniej bezpieczną w dalszej praktyce nurkowej.Syrenka_013 - 24-08-2012, 09:53
Włodek K napisał/a:
Jednak jeśli dopuszczamy do nieco gorszego nauczenia się pływalności to nie rozumiem dlaczego nie mamy prawa do nieco gorszego nauczenia tak trudnej sztuki jak bycie partnerem pod wodą?
Wlodku, ja nie dopuszczam do nieco gorszego uczenia czegokolwiek. Napisalam, ze zazwyczaj nauczenie "perfekcyjnej plywalnosci" zajmuje wiecej czasu niz nauczenie zasad perfekcyjnego poartnerstwa. Na doskonalenie plywalnosci (opanowanej w stopniu przyzwoitym na kursie podstawowym) jest czas po kursie na wlasnych nurkowaniach turystycznych. Natomiast bez opanowania zasad bezpiecznego nurkowania partnerskiego w mojej opinii - nie jest mozliwe ukonczenie kursu i wydanie certyfikatu....
[ Dodano: 24-08-2012, 09:58 ]
arkac123 napisał/a:
bo umówmy się, problemy z pływalnością mają tylko początkujący nurkowie)
Niestety nie zgadzam sie z tym. Problemy z plywalnoscia wystepuja na kazdym poziomie zaawansowania i zawsze trzeba cwiczyc te trudna sztuke...
Natomiast sa poziomy, na ktorych pewne odchylenia od drobnych problemow z plywalnoscia sa nie do zaakceptowania a jednak wystepuja... np w nurkowaniu technicznym - widuje cale tabuny nurkow "tech" zwlaszcza w Egipcie, ktorzy robia takie cyrki jakie niektorym OWDziakom sie nie snily...Padmapatra - 24-08-2012, 10:02
Syrenka_013 napisał/a:
jacekplacek napisał/a:
nie znam instruktorów - z grona stylu on jakim piszemy - nie stosujących czy tym bardziej nie uczących tych zasad.
Jacku, przynajmniej jednego z nich znasz, wiem to. Byc moze na Twoim kursie bylo inaczej. Na moim niestety nie. Na warsztatach rowniez NIE. dokladnie tak jak pisze Daria i do tego niebezpiecznie... Dlatego wiecej tam nie wrocilam. Nie wiem czy na kursie Darii u tego konkretnego instruktora tez tak bylo, ale wiem, ze Daria wie o kim pisze ja...
Hm... miałem właściwie się nie wypowiadać, ale... Zacznijmy od tego, że jeśli się nie mylę to bardzo dobrze znam osobę o której piszesz. Co więcej szkoliłem się również u aktualnego instruktora Darii. Obydwaj instruktorzy (swoją drogą bardzo dobrzy) mają zupełnie inne podejście do metodyki nauczania - to fakt. Od obydwóch też sporo się nauczyłem właśnie na temat partnerstwa, ale będąc szczerym mistrzostwo świata w partnerstwie zobaczyłem dopiero na kursie prowadzonym przez Bartka Cyperlinga. Natomiast, jeśli chodzi o naukę radzenia sobie w trudnych (czasami ekstremalnych sytuacjach) to zdecydowanie wybrałbym osobę, którą tak negujesz z Darią - no chyba, że pomyliłem się w swoich domysłach . Na koniec oczywiście puenta: nie ma ludzi/instruktorów perfekcyjnych we wszystkim, dlatego ja staram się wybierać instruktorów w zależności od moich aktualnych potrzeb...
PozdrawiamSyrenka_013 - 24-08-2012, 10:06
Włodek K napisał/a:
Utrzymanie AO w paszczy utrudnia w realnej sytuacji zachłyśnięcie się wodą
nie zaprzecze, ze w realnej sytuacji tak jest... ale nie powiesz mi, ze dwukrotne zrobienie CESy z automatem wyjetym z ust nauczy kogokolwiek zlych odruchow - to nie mozliwe, bo odruchow uczymy sie duzo dluzej.
Wczoraj rozmawialam na ten temat z instruktorem, ktory ukonczyl kurs instruktorski u Macka C. Spytalam go w jaki sposob on wykonuje to cwiczenie ze swoimi kursantami? Odpowiedz byla prosta: "AO trzymany w reku, drogi oddechowe udroznione, wypuszczamy bable i powoli w gore."
Zapytalam - a dlaczego prosisz kursantow o wyjecie AO? Odpowiedz: "bo jesli tego nie zrobie to zazwyczaj kursancji oszukuja dobierajac malutkie wdechy - wtedy dopiero mogloby byc niebezpiecznie!!!! A tak - nie maja szans na oszukanie ani siebie ani mnie. Krotka pilka-albo wypuszcza bable i daje rade, albo wklada AO (ew zatrzymuje powietrze) i cwiczenie do powtorki"
[ Dodano: 24-08-2012, 10:10 ]
arkac123 napisał/a:
Nikt z nas nie pomyślałby, żeby zanurkować głębiej z początkującym nurkiem.......
dziekuje
[ Dodano: 24-08-2012, 10:17 ]
lozerka napisał/a:
i bardzo cenię tych, którzy w takie sytuacje nie wchodzą
masz racje, nie nalezy tak robic, juz sie zamykam jacekplacek - 24-08-2012, 10:24
Syrenka_013 napisał/a:
nauczenie "perfekcyjnej plywalnosci" zajmuje wiecej czasu niz nauczenie zasad perfekcyjnego poartnerstwa. Na doskonalenie plywalnosci (opanowanej w stopniu przyzwoitym na kursie podstawowym) jest czas po kursie na wlasnych nurkowaniach turystycznych. Natomiast bez opanowania zasad bezpiecznego nurkowania partnerskiego w mojej opinii - nie jest mozliwe ukonczenie kursu i wydanie certyfikatu....
Wydanie certyfikatu nie jest możliwe ani w jednym, ani w drugim przypadku. Każdy poziom szkolenia daje odpowiedni do niego poziom umiejętności. Partnerstwo zaczyna i kończy się na lądzie, tyle, że gdzieś w środku jest woda. Nie ma opcji, by je w wodzie prawidłowo zrealizować, jeżeli nurkowie nie mają w stopniu choćby minimalnym opanowanej pływalności - po prostu zespół/para rozpierniczy się już w chwili zanurzenia. Obserwuję to notorycznie - goście rozjeżdżają się, kazdy w inną stronę a problem na tym etapie bywa, że kończy się tragicznie: wskakuje 5 "partnerskich" nurków i na dzień dobry nie wiedzą gdzie góra-dół, że o pozycji partnera nie wspomnę. Ilu nurków widziałaś, potrafiących zanurzyć się w sposób kontrolowany (czyli z umiejętnością zatrzymania w dowolnym jego momencie), jednocześnie patrząc sobie z czułością w oczy? Bo ja niewielu a Ci którzy to realizowali, byli z reguły po kursach GUE, Poręby, Huberta, Filipa, lub naczytali się jak ma to wyglądać i nauczyli się sami.
Jak sobie wyobrażasz "ogarnięcie" w OOG, kiedy nurkowie utrzymują pływalność "z płetwy"? Bo ja zakładam się o skrzynkę czarnego Jasia, że w chwili kontroli gazów, albo wylecą jak z procy w górę, albo spadną kilka metrów w dół - a z moich obserwacji, dzieje się i jedno i drugie. Spadnięcie maski w takiej sytuacji = walka i obaj nie wiedzą gdzie są. To gdzie tu mowa o partnerstwie, stopach, przystanku bezpieczeństwa, lub skrajnie dekompresyjnego?
A bojka? Przy partnerski strzale bojki, jeden nurek kontroluje głębokość i asekuruje strzelającego - jak mają to zrealizować, bez pływalności?
Nie można odpuszczać jednej czynności, kosztem drugiej - i dobrze o tym wiesz a ja wiem, że ani Majki ani Ty, tego nie odpuszczacie. Więc, proszę, nie pisz w stylu naszego ukochanego marketingowca z małopolskiej wody
Acha: no i nie zapominajmy, że skala ocen jest od 1 do 6 - i nikt nie oczekuje samych doskonałości Syrenka_013 - 24-08-2012, 10:29
kraken napisał/a:
Niezależnie od przyczyn podczas awaryjnego wynurzania nie należy wyciągać automatu z ust bo w niczym on nie przeszkadza a może dać jeszcze jeden czy dwa wdechy.
dokladnie to samo powtarzam kursantom
kraken napisał/a:
robisz tak bo tak robią jacyś instruktorzy których obserwowałaś
nie, nie, robie to w taki sposob, bo uwazam go za lepszy a nie bo ktos tak to robi, natomiast tak jak juz wspomnialam wczesniej - dwukrotne wykonanie tego cwiczenia (albo nawet jednokrotne) nie ma szans nauczyc kogokolwiek odruchu, bo wymagaloby to znacznie wiecej powtorzen. Ale szanuje fakt, ze Ty uczysz inaczej, choc mocno zbila mnie z tropu rozmowa z Twoim kursantem (instruktorem) na ten temat, ktorego nauczyles inaczej, a kurs skonczyl wcale nie tak dawno...
[ Dodano: 24-08-2012, 10:33 ]
Włodek K napisał/a:
Nurek już obyty z wodą nawet gdy się zachłyśnie i podrażni tchawicę będzie kaszlał z AO w paszczy lub odcedzi wodę w puszce.
niestety niekoniecznie, nie mamy takiej gwarancji...
Włodek K napisał/a:
uważam praktykę wyciągania z paszczy AO, podczas ćwiczeń gdzie trenujemy nawyk
tlyko ze to cwiczenie nie ma na celu nauczenia nas nawyku!!! a jedynie POKAZANIE, ze DA sie wynurzyc w taki sposob do powierzchni i trzeba to zrobic, a nie siedziec cichutko w kaciku i czekac az sie utopimy...
[ Dodano: 24-08-2012, 10:35 ]
Padmapatra napisał/a:
nie ma ludzi/instruktorów perfekcyjnych we wszystkim, dlatego ja staram się wybierać instruktorów w zależności od moich aktualnych potrzeb
o, i to jest naprawde dobra pointa
[ Dodano: 24-08-2012, 10:38 ]
Padmapatra napisał/a:
osobę, którą tak negujesz
jeszcze PS, no musze dodac, nie ma rady - ja nie neguje "Osoby", ja tylko mowie, ze mnie osobiscie jako kursantowi te kursy/ warsztaty sie nie podobaly, bo byly niebezpieczne i ryzyko ciagniecia tego dalej bylo sporo wieksze niz korzysci plynace z tego, czego sie uczylam...
[ Dodano: 24-08-2012, 10:45 ]
jacekplacek napisał/a:
no i nie zapominajmy, że skala ocen jest od 1 do 6 - i nikt nie oczekuje samych doskonałości
Jacku, no i wlasnie o to dokladnie chodzi, o te skale, dobrze, ze ja przywolales.
Zalozmy, ze te "dwa nasze koniki" (Twoja plywalnosc i moje partnerstwo) oceniamy w skali 1-6, no i jak to w szkole bywa- dwoja zalicza, no ale ja jestem wogole wymagajaca, wiec u mnie, zeby zaliczyc musi byc troja. Trojka z plywalnosci, najmniej! zgoda? tak jest ok?
No ale teraz mam prawo jako instruktor miec swoj czuly punkt, i tym wlasnie jest partnerstwo. Wiec u mnie trzeba dostac piatke najmniej, zeby zaliczyc. Z tamtego trojke, z tego piatke. No i mam takie prawo, nikt mi nie moze tego zabronic, ze z czegos jestem bardziej wymagajaca a z czegos mniej... Teraz OK? jacekplacek - 24-08-2012, 10:58
Syrenka_013 napisał/a:
tak jest ok?
Bardzo ok
W sumie chodzi tylko o to, że za jakiś czas ktoś wytnie z kontekstu Twoje czy Darii słowa i będzie udowadniał niestworzone historie - a jak napisałem wcześniej, w tej formie, są wodą na młyn różnej maści ... Po prostu wiem jak szkolicie, Ty wiesz jak wysoko to cenię i szkoda by było dawać napęd w niewłaściwą stronę... ale może też i po sekcie jestem przewrażliwiony? pomorzanka - 24-08-2012, 11:00
Syrenka_013 napisał/a:
Padmapatra napisał/a:
osobę, którą tak negujesz
jeszcze PS, no musze dodac, nie ma rady - ja nie neguje "Osoby", ja tylko mowie, ze mnie osobiscie jako kursantowi te kursy/ warsztaty sie nie podobaly, bo byly niebezpieczne i ryzyko ciagniecia tego dalej bylo sporo wieksze niz korzysci plynace z tego, czego sie uczylam...
widzisz, Margita ten temat, w którym ileś osób wypowiedziało się dość krytycznie na temat jednego z ćwiczeń przeprowadzanych przez Ciebie i Majkiego zgodnie ze standardami NAUI powinien jednak dać Ci do myślenia, zanim metody i ćwiczenia innego instruktora ocenisz jako niebezpieczne, a ryzyko większe, niż korzyści.
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie Pawel_B - 24-08-2012, 11:05 Dla mnie jako kursanta zrobienie CESY z automatem z paszczy wydaje się dziwne bo:
- odruchowo będę oszukiwał. I tyle.
- chyba dopuszczalna jest sytuacja zaplątania i OOG (na raz) - wtedy się odpinasz ze sprzętu i ratujesz dupsko. Wtedy nie ma automatu w ustach.
jacekplacek napisał/a:
Jak sobie wyobrażasz ...
To już się staje męczące - czy ktoś napisał "partnerstwo zamiast pływalności"? Nie. Kłaść nacisk na jedno nie równia się olać drugie.Syrenka_013 - 24-08-2012, 11:13
pomorzanka napisał/a:
ten temat, w którym ileś osób wypowiedziało się dość krytycznie na temat jednego z ćwiczeń
Pomorzanko, no nie dam rady na to nie odpisac (mimo, ze Lozerka ma racje i to bardzo nieladnie, ze dalam sie wciagnac w taka przepychanke - mimochodem sie to zadzialo, wiem, winni sie tlumacza, jestem winna) ale uwzglednij prosze ten ekstremalny przyklad o ktorym zaraz i wybacz mi ale kurs podlodowy na ktorym instruktor nurkuje bez liny asekuracyjnej i znika pod woda sam, nie czekajac na kursantow, podczas gdy jeden z nich prawie panikuje na powierzchni, a drugi uspokaja go i wreszcie zanurzaja sie pod lod (nie wiadomo gdzie instruktor, bo wizura gora dwa metry) nie moze podlegac zadnej dyskusji na temat czy taka praktyka instruktorska jest czy nie jest pomocna w nauczaniu nurkowania czy nie... chyba przyznasz mi racje?
[ Dodano: 24-08-2012, 11:16 ]
jacekplacek napisał/a:
ale może też i po sekcie jestem przewrażliwiony?
chyba tak, choc ja osobiscie nie czytam... niestety zawsze jest takie ryzyko, ze ktos cos wytnie z kontekstu, zle zinterpretuje bedzie wmawial, ze tak na pewno jest, bo... ale to tak jak z ryzykiem w nurkowaniu - mimo wszystko warto je podjac dla wymiany spostrzezen wiesiek01 - 24-08-2012, 11:17
Pawel_B napisał/a:
chyba dopuszczalna jest sytuacja zaplątania i OOG (na raz) - wtedy się odpinasz ze sprzętu i ratujesz dupsko
Czyżby ? A 3/4 tego wątku jest poświęcone partnerstwu .....Pawel_B - 24-08-2012, 11:25
wiesiek01 napisał/a:
sytuacja zaplątania i OOG (na raz)
sytuacja zaplątania i OOG + zagubienia/zjedzenia partnura przez rekina
Lepiej? pomorzanka - 24-08-2012, 11:38
Syrenka_013 napisał/a:
uwzglednij prosze ten ekstremalny przyklad o ktorym zaraz i wybacz mi ale kurs podlodowy na ktorym instruktor nurkuje bez liny asekuracyjnej i znika pod woda sam, nie czekajac na kursantow, podczas gdy jeden z nich prawie panikuje na powierzchni, a drugi uspokaja go i wreszcie zanurzaja sie pod lod (nie wiadomo gdzie instruktor, bo wizura gora dwa metry) nie moze podlegac zadnej dyskusji na temat czy taka praktyka instruktorska jest czy nie jest pomocna w nauczaniu nurkowania czy nie... chyba przyznasz mi racje?
no też nie mogę się powstrzymać Czy to byli kursanci OWD? bo jeżeli byli to samodzielni nurkowie pewnie co najmniej ze stopniem AOWD, to wybacz - ale po kiego Wyście w tej sytuacji zanurzali się pod lód?
Nikt i nic nie zmusiłoby mnie do zanurkowania (lód jest tu tylko dodatkowym smaczkiem), gdybym przed chwilą ja albo osoba, z która mam się zanurzać, prawie panikowała.
Uwierz mi, Margo ja odmawiam wykonania ćwiczenia, jeżeli nie czuję się komfortowo - na świetnych warsztatach u Majkiego też tak zrobiłam, bo przy jednym z dość prostych ćwiczeń czułam, że nie jestem wystarczająco opływana w konfiguracji SM, a przy tym nie doważona Syrenka_013 - 24-08-2012, 13:58
pomorzanka napisał/a:
wybacz - ale po kiego Wyście w tej sytuacji zanurzali się pod lód?
Widzisz, to bylo dawno temu w czasach kiedy jeszcze nie znalam standardow na tyle, zeby nie wiedziec, ze to masakryczne naruszenie zasad bezpieczenstwa. Bylam sredniozaawansowanym nurkiem z dwoma gwiazdkami. Instruktor tak kazal, to ja sie zastosowalam. Mialam tez ambicje, wrecz misje, zeby tak zaopiekowac sie moja partnurka i uspokoic ja na tyle, zeby jednak wykonac to nurkowanie. Zanurzalam sie z nia b.b.powoli do czasu, az zobaczylam ze czuje sie lepiej. Po tym momencie zanurzania instruktor nagle sie pojawil i nurkowanie bylo kontynuowane. Ona odmowila wykonania wszelakch cwiczen. Mnie nie przyszlo do glowy, zeby odmawiac. Poprostu trzeba wykonac i kiniec, wykonuje. Nie powodowalo to we mnie jakiegokolwiek sprzeciwu. Ale rozumiem Ciebie i innych, ktorzy czasem odmawiaja wykonania cwiczenia. Przeciez nic na sile, mozna to sprobowac zrobic inego dnia, w innym czasie itd...
Przytoczylam te opowiastke w bardzo konkretnym celu: zeby pokazac roznice a wartosciowaniu slowa "niebezpieczny". Co do zakrecania zaworow mozna dywagowac nad metodami - dobrze czy zle, zasadne czy nie, zwieksza czy zmniejsza sie ogolny poziom bezpieczenstwa. Rozni instruktorzy maja rozne metody, kursant moze wybrac, zaakceptowac lub nie. Natomiast tutaj pojawia sie sytuacja ktora jest i realnym zagrozeniem i nie ma mozliwosci dywagowania nad nia... Mozna pytac czemu sie zanurzylysmy, moglysmy zrezygnowac, nie zrobilysmy tego, bo sytuacja wydawala mi sie do opanowania, natomiast fakt zanurzenia sie instruktora bez liny asekuracyjnej pod lod (mysmy oczywiscie mialy) i pozostawienie kursantow bez opieki na poczatku zabawy w nurkowanie podlodowe uwazam za porazajacy Torpeda - 24-08-2012, 14:28
Pawel_B napisał/a:
wiesiek01 napisał/a:
sytuacja zaplątania i OOG (na raz)
sytuacja zaplątania i OOG + zagubienia/zjedzenia partnura przez rekina
Lepiej?
Jako, że temat dryfuje trochę w złym kierunku, pozwolę sobie na żart okolicznościowy.
Majki zawsze uprzedza swoich kursantów o możliwości pojawienia się podwodnej bestii i żaden kursant xdivers nie wchodzi pod wodę bez wystruganej własnoręcznie, dwumetrowej dzidy bojowej.
Jak znajdę zdjęcia z intro w podwarszawskim Garwolinie, z Majkim uzbrojonym po zęby w takie właśnie dzidy, to wrzucę
Poza tym, Panowie... Ja nic nie chcę mówić, kto mnie na Marie Agnes namawiał
Co było szalenie miłe i strasznie mnie cieszyło, tak na marginesie I mam nadzieję, że się tam kiedyś razem wybierzemy pomorzanka - 24-08-2012, 14:53
Torpeda napisał/a:
Poza tym, Panowie... Ja nic nie chcę mówić, kto mnie na Marie Agnes namawiał
a nie musisz sporo osób i tak już wie arkac123 - 24-08-2012, 16:05
Syrenka_013 napisał/a:
Mozna pytac czemu sie zanurzylysmy, moglysmy zrezygnowac, nie zrobilysmy tego, bo sytuacja wydawala mi sie do opanowania, natomiast fakt zanurzenia sie instruktora bez liny asekuracyjnej pod lod (mysmy oczywiscie mialy) i pozostawienie kursantow bez opieki na poczatku zabawy w nurkowanie podlodowe uwazam za porazajacy
Syrenko, bardzo dobrze, że tak luźno dyskutujemy
Nie mogę się powstrzymać z komentarzem, że byłam święcie przekonana, że kurs u Majkiego wygląda dokładnie tak samo, jak u Twojego pierwszego instruktora.
Twój opis kursu podlodowego doskonale mi pasuje do słów:
Majki napisał/a:
A co gdybym Wam wyjawił, że jednym z celów szkolenia a konkretnie wprowadzenie zadań radzenia sobie ze stresem/działania w prawdziwym stresie (w NAUI oczywiscie, nie u cieniasow) jest cytuje: "wyeliminowanie słabych i nieprzygotowanych do danego poziomu nurków"?
A co gdybym Wam wyjawił, że NAUI wprowadziło "programowanie na przetrwanie", które między innymi polega na stresowaniu studentów i badaniu ich reakcji.
Syrenka_013 - 24-08-2012, 16:14
arkac123 napisał/a:
Nie mogę się powstrzymać z komentarzem, że byłam święcie przekonana, że kurs u Majkiego wygląda dokładnie tak samo, jak u Twojego pierwszego instruktora.
no nieeeeeee, Gosiu, NIE, NIE, NIE!!!! to absolutnie ma sie nijak wogole nie ma porownania, to niebo a ziemia w sumie niefajnie, ze tak zrozumieli slowa przedmowcy Ci, ktorzy Go nie znaja...Padmapatra - 24-08-2012, 16:20
pomorzanka napisał/a:
Torpeda napisał/a:
Poza tym, Panowie... Ja nic nie chcę mówić, kto mnie na Marie Agnes namawiał
a nie musisz sporo osób i tak już wie
Ciekawe, że takie historie opowiedziane kilkukrotnie zaczynają już później żyć swoim własnym życiem, zazwyczaj takim, który z pierwotnym ma nie za wiele wspólnego . Osobiście, o ile pamiętam to nikt nikogo do nurkowanie nie namawiał, tylko zapraszał na wyjazd. Nurkowanie miało być tylko ewentualnością i dotyczyło nie Marie Agnes, a Sobótki. No ale może ja tam źle pamiętam arkac123 - 24-08-2012, 16:21
Syrenka_013 napisał/a:
no nieeeeeee, Gosiu, NIE, NIE, NIE!!!! to absolutnie ma sie nijak wogole nie ma porownania, to niebo a ziemia w sumie niefajnie, ze tak zrozumieli slowa przedmowcy Ci, ktorzy Go nie znaja...
No dokładnie: i stąd ta cała dyskusja
Ale najważniejsze: wyjaśniło się, kto co miał na myśli, dyskusja przebiega w stosunkowo miłej atmosferze, nikt się na nikogo nie obraził, nikt z forum nie odszedł (ostatnio to była jakaś plaga ) - czyżby nowa jakość forum?
Czekamy na więcej historii .pomorzanka - 24-08-2012, 16:29
arkac123 napisał/a:
Ale najważniejsze: wyjaśniło się, kto co miał na myśli, dyskusja przebiega w stosunkowo miłej atmosferze, nikt się na nikogo nie obraził, nikt z forum nie odszedł (ostatnio to była jakaś plaga ) - czyżby nowa jakość forum?
tak przebiega dyskusja, w którą angażują się bardziej kobiety Syrenka_013 - 24-08-2012, 16:30
Padmapatra napisał/a:
Nurkowanie miało być tylko ewentualnością i dotyczyło nie Marie Agnes, a Sobótki.
ja tam sie nie wtracam w inne sprawy, ale czy Sobotka czy Marie Agnes - nadal jest to nurkowanie jaskiniowe, ktore wymaga odpowiedniego przeszkolenia i przygotowania arkac123 - 24-08-2012, 16:46
pomorzanka napisał/a:
tak przebiega dyskusja, w którą angażują się bardziej kobiety
I ich drugie połówki, bo mamy tutaj kilka par nurkowych Syrenka_013 - 24-08-2012, 17:10 pomyslalam, ze dla rozrywki jako przerywnik milej dyskusji wrzuce sympatyczny filmik z wraku, na ktorym wczoraj zrobilam juz po raz ktorys 50m z 30min czasem dennym... http://www.youtube.com/wa...A&feature=g-uplJozio - 24-08-2012, 17:25 Fajny filmik szkoda ze to jeszcze nie mój poziom ale fajnie się ogląda. arkac123 - 24-08-2012, 17:30
Jozio napisał/a:
Fajny filmik szkoda ze to jeszcze nie mój poziom ale fajnie się ogląda.
Jak to nie Twój poziom? Konfiguracja rekreacyjna z poj. flaszką, na wraku rybki, homary i ślimaki, widoczność super - czysta rekreacja.
Aaaaa. Teraz zauważyłam - 50 metrów.....
50 metrów i pojedyncza flaszka????
Sugerowałabym jednak utworzenie następnego wątku, bo film jest świetny. Aż mi się teraz zachciało skoczyć na Chorwację, chociaż na jednak mniejsze głębokości .Syrenka_013 - 24-08-2012, 17:40
Jozio napisał/a:
szkoda ze to jeszcze nie mój poziom
poklad zaczyna sie na 25m, wiec ogarniety AOWD moze obejrzec 2/3 wraku plynac nad pokladem i nie przekraczajac 30m Tomasz Łach - 24-08-2012, 17:42 Dziob zaczyna sie na 25m, a nabudowka jest na jakis 40m. Do tego od dziobu jest lina opustowa, a jakby tego bylo malo to wrak skierowany jest dziobem do przepieknej scianki na ktorej jest masa zycia. Smialo mozna wiec zejsc po opustowce, ogladnac co sie da i wracac po sciance...
Super nur.Syrenka_013 - 24-08-2012, 17:42
arkac123 napisał/a:
Aaaaa. Teraz zauważyłam - 50 metrów.....
50 metrów i pojedyncza flaszka????
no co Ty! ja mialam twina+stejdz Nx50, ale rec z pojedyncza flaszka do 30m spokojnie, bo glebiej to ja juz stejdza rowniez polecam
P.S. nie umiem utowrzyc z tego nowego watku, a pomyslalam, ze filmik jak najbardziej konweniuje z opowiadaniem Pawla Tomasz Łach - 24-08-2012, 17:43 Syrenka mnie uprzedzila jak pisalem posta Syrenka_013 - 24-08-2012, 17:45
Tomasz Łach napisał/a:
Smialo mozna wiec zejsc po opustowce, ogladnac co sie da i wracac po sciance...
dokladnie tak a jutro VIS czeka... hura Pawel_B - 24-08-2012, 18:00 Powiem jedno - "zazdraszczam" . Na otarcie łez będzie Jastarnia i nasze wraki w połowie września .Jozio - 24-08-2012, 18:35
Syrenka_013 napisał/a:
Jozio napisał/a:
szkoda ze to jeszcze nie mój poziom
poklad zaczyna sie na 25m, wiec ogarniety AOWD moze obejrzec 2/3 wraku plynac nad pokladem i nie przekraczajac 30m
To i tak nie moj poziom ja mam tylko OWD do 18 metrow wiec na razie nic z tego jacekplacek - 24-08-2012, 18:49
Jozio napisał/a:
Syrenka_013 napisał/a:
Jozio napisał/a:
szkoda ze to jeszcze nie mój poziom
poklad zaczyna sie na 25m, wiec ogarniety AOWD moze obejrzec 2/3 wraku plynac nad pokladem i nie przekraczajac 30m
To i tak nie moj poziom ja mam tylko OWD do 18 metrow wiec na razie nic z tego
Poza tym, Panowie... Ja nic nie chcę mówić, kto mnie na Marie Agnes namawiał
a nie musisz sporo osób i tak już wie
Ciekawe, że takie historie opowiedziane kilkukrotnie zaczynają już później żyć swoim własnym życiem, zazwyczaj takim, który z pierwotnym ma nie za wiele wspólnego . Osobiście, o ile pamiętam to nikt nikogo do nurkowanie nie namawiał, tylko zapraszał na wyjazd. Nurkowanie miało być tylko ewentualnością i dotyczyło nie Marie Agnes, a Sobótki. No ale może ja tam źle pamiętam
Nie pamiętasz, bo nie z Tobą akurat konsultowałam czy to aby na pewno dobry pomysł
Mowa była o DWÓCH miejscach- browarze i marie agnes Yavox - 24-08-2012, 18:59
Hm.. agresywny marketing , znany , ale nie myślałem, że tu i aż do tego stopnia .
Włodek K - 24-08-2012, 19:00
Syrenka_013 napisał/a:
kraken napisał/a:
Niezależnie od przyczyn podczas awaryjnego wynurzania nie należy wyciągać automatu z ust bo w niczym on nie przeszkadza a może dać jeszcze jeden czy dwa wdechy.
dokladnie to samo powtarzam kursantom
To dlaczego piszesz że uczysz wyciągać AO podczas CESA?
Syrenka_013 napisał/a:
Włodek K napisał/a:
uważam praktykę wyciągania z paszczy AO, podczas ćwiczeń gdzie trenujemy nawyk
tlyko ze to cwiczenie nie ma na celu nauczenia nas nawyku!!! a jedynie POKAZANIE, ze DA sie wynurzyc w taki sposob do powierzchni i trzeba to zrobic, a nie siedziec cichutko w kaciku i czekac az sie utopimy...
O matko, a czego jak nie nawyku uczy każde ćwiczenie robione w ramach kursu? Każda procedura uczona na kursie uczy nawyku. Uknuto nawet pojecie pamięci mięśniowej Ta ma kluczowe znaczenie podczas realnej sytuacji problemowej.
Prozaiczne uczenie np. wyciągania AO z paszczy uczy poprawnych nawyków niezbędnych do dalszego bezpiecznego rozwoju. Wydech podczas CESA też uczy nawyku wynurzania i wydychania gazu. Nie pokazujesz tego co można zrobić w pełnym zakresie tej umiejętności ale równie ważnego nawyku wydychania gazu. Ot i tyle. Bo to zakres różnych celów tego ćwiczenia które warto znać.
Doprawdy nie rozumiem takiego toku myślenia.
Bo nawet chwyt za wąż jest uczony nie w celu pokazania że tak można tylko dlatego aby uzyskać nawyk. To samo dotyczy wszystkich umiejętności uczonych na kursie.
Bo jest tak że gdy kursant raz wykona jakieś ćwiczenie to jest wielce prawdopodobne że w realnej sytuacji wykona je tak samo. Gdy nauczysz wyciągać AO z paszczy na tak trudnym emocjonalnie ćwiczeniu jak CESA to jest wielce prawdopodobne że następnym razem absolwent też wyciągnie AO bo pomyśli że skoro na kursie tak robił to teraz też. Nie będzie pod wodą rozpatrywał niuansów technicznych i metodycznych oraz celów jakie Tobie przyświecały. Wyciągnie AO i już.jacekplacek - 24-08-2012, 19:08
Hm.. agresywny marketing , znany , ale nie myślałem, że tu i aż do tego stopnia .
Co agresywnego widzisz w podaniu nurkowi linka do najtańszej na rynku możliwości zrobienia Deep zaraz po OWD?
http://forum-nuras.com/viewtopic.php?t=30018
Jest to reklama, ogłoszenie znajduje się w dziale "Reklama", więc o co chodzi? Nie ulokowałem tego w dziale "Zaproszenia", co niektórym zdarza się nagminnie Yavox - 24-08-2012, 19:21 Nic nie widze, po prostu zacytowalem inny post z tego watku. Nie zauwazyles agresywnej ironii? jacekplacek - 24-08-2012, 19:42
Yavox napisał/a:
Nic nie widze, po prostu zacytowalem inny post z tego watku. Nie zauwazyles agresywnej ironii?
Ja nie mam pretensji Po prostu w wielu przypadkach podając informację, daję link do stron komercyjnych. Np. w wątku o skrzydłach dałem link do komercyjnej strony xDEEP:
http://forum-nuras.com/vi...der=asc&start=0
Reklama jak po byku, prawda? I tam nikt nie zarzuca mi ani reklamy, ani tym bardziej agresywnej. Podobnie dzieje się w innych wątkach, gdzie inni forumowicze polecają to, co ich zdaniem jest w danym momencie najlepsze.
Tutaj, w przypadku pytania Jozia - gdzie wielu nurków OWD uważa za nie możliwe zrobienie Deep zaraz po OWD a prawie nikt nie wierzy, że można zrobić to tanio - podałem link do najlepszej, moim zdaniem, oferty na rynku. To, że akurat ja ta ofertę przygotowałem? Gdybym uważał ją za ni najlepszą, nie linkowałbym do niej, prawda?
Może więc zastosować zasadę, że linki do ofert nie swoich podajemy normalnie, jako linki a linki do ofert własnych podawać w stylu Cejrowskiego:
UWAGA! Reklama bydzie!
? Yavox - 24-08-2012, 19:47 Oferta wymiata. Na miejscu Jozia bym przyjechal. Nawet na swoim wlasnym bym przyjechal zeby sobie to i owo powtorzyc, tylko mi termin nie pasuje jacekplacek - 24-08-2012, 19:56
Yavox napisał/a:
Oferta wymiata. Na miejscu Jozia bym przyjechal. Nawet na swoim wlasnym bym przyjechal zeby sobie to i owo powtorzyc, tylko mi termin nie pasuje
Dziękuję Pawel_B - 24-08-2012, 19:59
jacekplacek napisał/a:
Może więc zastosować zasadę, że linki do ofert nie swoich podajemy normalnie, jako linki a linki do ofert własnych podawać w stylu Cejrowskiego
Możesz Jacku też zastosować zasadę nie podawania jednego linka 5 razy w jednym temacie . Człowiek inteligentny przeczyta zawartość po pierwszym razie i wystarczy.
A teraz proponuję wrócić do rozmów o nurkowaniu - szczególnie wrakowym .
Cytat:
Do tego od dziobu jest lina opustowa, a jakby tego bylo malo to wrak skierowany jest dziobem do przepieknej scianki na ktorej jest masa zycia. Smialo mozna wiec zejsc po opustowce, ogladnac co sie da i wracac po sciance...
Czy tam się wchodzi do wody z brzegu?Tomasz Łach - 24-08-2012, 20:03 Nie slyszalem by tam ktos nurkowal z brzegu...
My akurat przyplynelismy z Krnicy, a Syrenka zdaje sie z Czechami z Lamkry...
Ale z tym nie ma problemow, jak tylko pogoda pozwoli, to plywa tam kilka CN.
[ Dodano: 24-08-2012, 20:07 ]
jacekplacek napisał/a:
Tutaj, w przypadku pytania Jozia - gdzie wielu nurków OWD uważa za nie możliwe zrobienie Deep zaraz po OWD a prawie nikt nie wierzy, że można zrobić to tanio - podałem link do najlepszej, moim zdaniem, oferty na rynku.
Widocznie niektorym "umknal " pytajnik u Jozia...
Dziwne mi chyba tez ale moze Ty czytasz miedzy wierszami...jacekplacek - 24-08-2012, 20:16
Pawel_B napisał/a:
A teraz proponuję wrócić do rozmów o nurkowaniu - szczególnie wrakowym .
Racja
To, dla kontrastu, jeden z najpopularniejszych polskich wraków "nie-Abille". Wizurka bywa tam dobra, ale prawie zawsze jest ciemno, zimno, do domu daleko - czyli "co tygryski lubią najbardziej"
Tylko proszę: nie róbcie tego w domu
Szczególnie NIE polecam penetracji bez specjalistycznego kursu - znam osobę, która w doborowym towarzystwie - ale nie miała uprawnień do penetracji - nieźle tam utknęła Abille jest też na granicy nurkowań powietrznych i zapewniam, że na trimiksie wrak jest znacznie przyjemniejszy i odkrywa wiele innych swoich obliczy Przy okazji przypominam, że nurkowanie na trimiksie bez wymaganego kursu, może skończyć się oglądaniem marmurka na swoim brzuchu lozerka - 24-08-2012, 20:29
jacekplacek napisał/a:
Yavox napisał/a:
Oferta wymiata. Na miejscu Jozia bym przyjechal. Nawet na swoim wlasnym bym przyjechal zeby sobie to i owo powtorzyc, tylko mi termin nie pasuje
Dziękuję
w zasadzie to ja dziękuję bo wymiatającość tej oferty zauwazyłam od razu i namówiłam swojego domowego świeżego adepta nurkowego na udział
Więc...zadbajcie mi o dziecko
Pawel_B napisał/a:
A teraz proponuję wrócić do rozmów o nurkowaniu - szczególnie wrakowym .
nie zauważyłam ale to było o nurkowaniu i do tego o wrakowym- bo to po to, by na takie wraczki, jak w Chorwacji na wyjazdach popatrzeć jacekplacek - 24-08-2012, 21:15
lozerka napisał/a:
w zasadzie to ja dziękuję bo wymiatającość tej oferty zauwazyłam od razu i namówiłam swojego domowego świeżego adepta nurkowego na udział
Więc...zadbajcie mi o dziecko
Osobisty opiekun - samomianowany - na pewno nie odpuści. Świeża adeptka będzie zadowolona, bo to ten mniej brzydki TYMOTEUSZ - 24-08-2012, 21:23 Co do nie- abilki
Jutro sprawdze wizurkeTorpeda - 24-08-2012, 21:34
jacekplacek napisał/a:
Świeża adeptka będzie zadowolona, bo to ten mniej brzydki
Czyli Ty Jozio - 24-08-2012, 21:38
jacekplacek napisał/a:
Jozio napisał/a:
Syrenka_013 napisał/a:
Jozio napisał/a:
szkoda ze to jeszcze nie mój poziom
poklad zaczyna sie na 25m, wiec ogarniety AOWD moze obejrzec 2/3 wraku plynac nad pokladem i nie przekraczajac 30m
To i tak nie moj poziom ja mam tylko OWD do 18 metrow wiec na razie nic z tego
Dzieki za zaproszenie Jacku ale nie da rady dopadl mnie kryzys moze innym razem Yavox - 24-08-2012, 22:02
Jozio napisał/a:
Dzieki za zaproszenie Jacku ale nie da rady dopadl mnie kryzys moze innym razem
Jozio, rozgryzłem Cię!
Ty masz u siebie na kompie jakiś generator wpisów na fora. Polega to na to, że pół zdania piszesz na temat od siebie, np.: "Dzięki za zaproszenie", "Ale fajne jezioro", "Szykuje się super wyjazd", "Wizura jest bardzo dobra" itp. a druga połowa tekstu jest dostawiana automatycznie - i tam się dokleja:
- niestety nie każdy może sobie na to pozwolić.
- ale dla mnie jest tam za daleko.
- ale dopadł mnie kryzys.
- niestety to jeszcze nie mój poziom.
- ale ja jeszcze długo nie będę mógł tam nurkować.
- tylko w piance jest tam za zimno a ja nie mam suchego.
- ale żaden skafander na mnie nie pasuje.
- tylko ja nie jestem taki młody jak wy.
- więc zróbcie z tego relację dla tych, co nigdy tam nie będą.
- ale niestety auta brakuje.
i pewnie jeszcze kilka innych, ale to bym musiał wątki poprzeglądać, bo z pamięci tyle tylko potrafię wypisać.
Mógłbyś tak czasem spróbować coś skomentować bez generatora? Jozio - 24-08-2012, 22:22 Moze i kiedys móglbym
Widac juz sie starzeję i robie sie marudny moze pora juz zamilknąć andrzej4380 - 24-08-2012, 22:36
Jozio napisał/a:
moze pora juz zamilknąć
nie zaczac wiecej pisac od siebie ( ze srodka siebie )
pozdrawiam Grotto8 - 25-08-2012, 09:37
jacekplacek napisał/a:
.... nurkowanie na trimiksie bez wymaganego kursu, może skończyć się oglądaniem marmurka na swoim brzuchu
O co kaman ?
ziemia - 25-08-2012, 10:26 O DCSastefanis - 25-08-2012, 11:34 to wiadomo ze o dcs ale dlaczego na brzuchu i dlaczego postac skorna?Miły Maciej - 25-08-2012, 12:42
stefanis napisał/a:
ale dlaczego na brzuchu i dlaczego postac skorna?
No bo dlaczego nie ?stefanis - 25-08-2012, 12:49
Miły Maciej napisał/a:
stefanis napisał/a:
ale dlaczego na brzuchu i dlaczego postac skorna?
No bo dlaczego nie ?
no mozna miec w roznych miejscach. znajomy mial akurat na barku.myslalem ze to jakos szczegolnie ze na brzuchu po nurkowaniu na tmxMiły Maciej - 25-08-2012, 12:59 Yavox żeś naubliżał Joziowi i co Ty sobie myślisz teraz co ?? Od generatora go zwyzywałeś i masz ...Syrenka_013 - 25-08-2012, 15:54
Włodek K napisał/a:
To dlaczego piszesz że uczysz wyciągać AO podczas CESA?
tak jak pisalam - jednorazowe cwiczenie TAK, ogolna zasada NIE. A uzasadneinie dlaczego - juz wczesniej napisalam...
NAWYKU uczy nas kazde cwiczenie pod warunkiem, ze zostanie ono powtorzone conajmniej kilkukrotnie. Jedni zlapia szybciej, innym potrzeba wiecej czasu, ale nie wierze, ze sa geniusze, ktorzy wyrobia sobie nawyk po jednokrotnym wykonaniu jakiegokolwiek cwiczenia.
Włodek K napisał/a:
Bo nawet chwyt za wąż jest uczony nie w celu pokazania że tak można tylko dlatego aby uzyskać nawyk.
Dokladnie, a policzyles ile razy na kursie podstawowym sie to robi? Bo ja obliczylam, ze w grupie czteroosobowej miedzy 30 a 40 razy... i wtedy faktycznie jest szansa, ze kursant zapamieta (wyrobi sobie odruch i pamiec miesniowa)...
Nie mam nic przeciwko metodom innych Instruktorow, natomiast mam przekonanie, ze ta metoda jest lepsza, wiec taka ucze...
[ Dodano: 25-08-2012, 16:01 ]
jacekplacek napisał/a:
wielu nurków OWD uważa za nie możliwe zrobienie Deep zaraz po OWD
i slusznie moim zdaniem, bo zeby robic (zwlaszcza w Polsce) nurkowania na poziomie deep trzeba miec na koncie "jakas" ilosc nurkowan, byc oplywanym na poziomie 30m i miec duzo teorii w glowie, zeby zabierac sie za wcale nieproste nurkowania deep, zwlaszcza, ze warto rozwazyc drugie zrodlo gazu przy takich nurach...
P.S. a swoja droga to ty masz jakies chody u PiotraKW (ktory zniknal, nie objawiwszy sie), bo do mnie doczepia sie natychmiast, a Ciebie ingnoruje
[ Dodano: 25-08-2012, 16:05 ]
Pawel_B napisał/a:
Czy tam się wchodzi do wody z brzegu?
nie da sie tam wejsc z brzegu, plyniesz statkiem ok 50' lub ribem ok 15'... my od kilku lat nurkujemy z Czechami z Lamkry i jestesmy bardzo zadowoleni...
[ Dodano: 25-08-2012, 16:10 ]
stefanis napisał/a:
to wiadomo ze o dcs ale dlaczego na brzuchu i dlaczego postac skorna?
dlatego, ze na brzuchu najczesciej jest tluszczyk, a ten tluszczyk to tkanki wolne i one sie najwolniej odsycaja (tak w skrocie)... i takimi kwiatkami moze sie skonczyc kazda, nie tylko trymiksowa zla dekompresja (ew fakt, ze organizm jest nie w formie z jakiegos powodu). Z dekompresja bez dobrego szkolenia naprawde nie warto eksperymentowac. DCS baaaaardzo boli i poozstawia spustoszenie w organizmie i czest na dlugo eliminuje z nurkowan dekompresyjnych... Piotr Stańczuk - 25-08-2012, 16:40 z różnych nawyków łapanych na OWD najważniejsze by kursanci złapali nawyk patrzenia na manometr, to może najczęściej ratować dupsko.
ćwiczenie cesy ma głównie pokazać, że MOŻNA wypłynąć z kilkunastu metrów bez dodatkowych oddechów i jak to robić , czy tu złapie się pamięć mięśniową? nie sądzę głównie to zachować spokój i wypuszczać bąbelki.
tak naprawdę to nurkowanie głównie uczy jak zachować spokój i pamiętać o procedurachSyrenka_013 - 25-08-2012, 17:20
Piotr Stańczuk napisał/a:
z różnych nawyków łapanych na OWD najważniejsze by kursanci złapali nawyk patrzenia na manometr, to może najczęściej ratować dupsko.
ćwiczenie cesy ma głównie pokazać, że MOŻNA wypłynąć z kilkunastu metrów bez dodatkowych oddechów i jak to robić , czy tu złapie się pamięć mięśniową? nie sądzę głównie to zachować spokój i wypuszczać bąbelki.
tak naprawdę to nurkowanie głównie uczy jak zachować spokój i pamiętać o procedurach
bardzo rozsadna wypowiedz Piotrze
a ja jeszcze dodam WRAKOWO - dzis zrobilismy nurkowanie na VISie, 61m, 37min czas denny, filmik co prawda nie nasz, ale warto sobie popatrzec i pozazdroscic
Oj zazdroszcze ... dla mnie to najfajniejszy wrak z tej w okolicy !! Warto też wybrać się na Stella Polare - pewnie znacie.Syrenka_013 - 25-08-2012, 17:52
Miły Maciej napisał/a:
Stella Polare - pewnie znacie.
ano, obnurkowalismy kiedys wszelkie wraki w okolicy Jozio - 25-08-2012, 19:23 Też wam zazdroszcze jacekplacek - 25-08-2012, 20:01
Syrenka_013 napisał/a:
moim zdaniem, bo zeby robic (zwlaszcza w Polsce) nurkowania na poziomie deep trzeba miec na koncie "jakas" ilosc nurkowan, byc oplywanym na poziomie 30m i miec duzo teorii w glowie, zeby zabierac sie za wcale nieproste nurkowania deep, zwlaszcza, ze warto rozwazyc drugie zrodlo gazu przy takich nurach...
Mam podobne zdanie. Dlatego przeanalizowałem programy specjalizacji i dobrałem je pod kątem dobrego przygotowania nurka do nurkowań głębokich. Zaproponowałem też wyjątkowo niską cenę, by program uczynić dostępnym dla każdego, chcącego realizować takie nurkowania z głową i pełną odpowiedzialnością:
- nitroks da wiedzę na ile bezpieczniej jest używać wzbogaconego tlenem powietrza, nauczy takie nurkowania planować, da wiedzę jak dobrać sprzęt pod kątem środowiska o stężeniach tlenu do 40%
- doskonała pływalność pozwoli na prawidłowe realizowanie zasad partnerstwa, bezpiecznego zanurzenia utrzymanie prawidłowego profilu nurkowania, umiejętność zgodnego z założeniami wynurzenia
- ograniczona widzialność i nocne pozwoli zapanować nad stresem, da wiedzę umiejętności niezbędne do spokojnej realizacji partnerskich nurkowań w razie nawet nagłej utraty wizury, bezstresowego nurkowania w ciemnych polskich wodach, da umiejętność prawidłowej komunikacji światłem - pokaże jego zalety i tą niewielką garstkę wad
- nawigacja da umiejętności sprawnego posługiwania się kompasem - by np. nie utracić kierunku w razie nagłej utraty wizury - da umiejętność prowadzenia nawigacji naturalnej, nauczy poszukiwać założone cele, pozwoli znaleźć drogę powrotną
- deep da wiedzę niezbędna do partnerskiego zaplanowania nurkowań głębokich - tak pod kątem doboru czasu, jak gazów i sprzętu. Pozwoli nurkowi w kontrolowanych warunkach sprawdzenia swoich reakcji i odczuć na większych głębokościach.
Każde nurkowanie można w każdej chwili przerwać. Każde nurkowanie nauczy coraz lepszej pracy zespołowej, poprawi styl i technikę nurkowania.
Jestem przekonany, że przejście tego szkolenia jest znacznie lepszym rozwiązaniem, niż realizowanie głębokich nurkowań na pałę - a często są realizowane "na pałę" wyłącznie dlatego, że kursy są zbyt drogie.
Mam nadzieję, że inni instruktorzy pójdą podobną drogą i będą bardziej kierować się dobrem nurków, niż doraźnym zyskiem.Tomciuch - 25-08-2012, 22:23
Jozio napisał/a:
Moze i kiedys móglbym
Widac juz sie starzeję i robie sie marudny moze pora juz zamilknąć
Ostatnio zmieniony przez Jozio Wczoraj 22:25, w całości zmieniany 1 raz
No weź na jedno forum już się obrażałaś …
Może wystarczy
PozdrawiamJozio - 25-08-2012, 22:31 Ja sie nie obrazilem poprostu dano mi do zrozumienia ze marudze wiec wole zbyt czesto sie nie odzywacPawel_B - 25-08-2012, 23:02
Syrenka_013 napisał/a:
filmik co prawda nie nasz, ale warto sobie popatrzec i pozazdroscic
WOW . Normalnie czad! 60 m i jasno jak w dzień, na Hańczy na 35 była noc .
A jak z prądami w tych miejscach, dają w kość, czy jest spokojnie? Są sieci i inne pułapki?
Pozdrawiam, PawełWłodek K - 26-08-2012, 00:11
Syrenka_013 napisał/a:
Zapytalam - a dlaczego prosisz kursantow o wyjecie AO? Odpowiedz: "bo jesli tego nie zrobie to zazwyczaj kursancji oszukuja dobierajac malutkie wdechy - wtedy dopiero mogloby byc niebezpiecznie!!!!
O matko.
Jeśli dobierają wdechy podczas wydechu to w żaden sposób nie może to być niebezpieczne. Takie działanie nazywa się to oddychaniem i nie generuje ryzyka UCP.
Czyli w mojej ocenie ów instruktor nie umie sprawdzić czy go oszukują czy też nie. Bo jednak sprawa jest prosta i uczona od pierwszego wyjęcia AO na pierwszym nurkowaniu. Dzisiaj nawet jeden ze spotkanych na prezentacji i krótkim wykładzie, nurek chwalił się że tak sobie wydychał z użyciem tej zasady
Musisz wiedzieć, że ta zasada jest ujęta w podręcznikach i przewodnikach. Myślę że Ów instruktor nie może być źródłem wiedzy na temat tego jak to się powinno robić według standardu tej federacji. Przykro mi, nie ucz się od niego bo to może być groźne
[ Dodano: 26-08-2012, 00:12 ]
Syrenka_013 napisał/a:
Wlodku, ja nie dopuszczam do nieco gorszego uczenia czegokolwiek. Napisalam, ze zazwyczaj nauczenie "perfekcyjnej plywalnosci" zajmuje wiecej czasu niz nauczenie zasad perfekcyjnego poartnerstwa.
Wiem co napisałaś
Np to:
Syrenka_013 napisał/a:
[ Dodano: 22-08-2012, 13:37 ]
Grotto8 napisał/a:
Czy chcielibyście zanurkować z partnerem który ma braki w utrzymaniu pływalności, czy z takim który nie przestrzega zasad partnerstwa ?
dla mnie odpowiedz jest jasna jak slonce
a co do nauczania tego i tego - zasady partnerskie jest duzo latwiej wlozyc do glowy, plywalnosc cwiczy sie, to oczywiste, ale rozne osoby z rozna predkosca lapia te magiczna umiejetnosc, stad:
- osoba majaca braki w plywalnosci (oczywiscie w pewnym zakresie przyzwoitosci, bo umowmy sie, ze tego uczymy sie wszyscy i przez cale zycie) moze ukonczyc kurs podstawowy i otrzymac certyfikat
- osoba, ktora pokazuje, ze nie opanowala zasad partnerskiego i bezpiecznego nurkowania nie ukonczy tego kursu, dopoki tego nie pokaze... i nie otrzyma plastiku
mowie oczywiscie o sobie
Czyli jednak dopuszczasz do tego aby nurek mniej umiał pływalność
Włożyć do głowy kilka prostych zasad partnerstwa faktycznie łatwo. Znacznie trudniej jest doprowadzić do tego aby kursant je stosował gdy nie widzi w tym według własnych poglądów, wewnętrznych ograniczeń, większego znaczenia.
Tym bardziej dobrym partnurem nie będzie nurek jeszcze nie ogarnięty technicznie, który wpada we własny tunel czasoprzestrzenny z klapami na oczach czasem jak koń prujący do przodu w bezrefleksyjnym pędzie.
Na nauczenie się partnerstwa, w większości przypadków, uważam że trzeba znacznie więcej czasu niż na opanowanie dobrych podstaw pływalności. Mam takie przekonanie po kilku setkach kursantów z którymi miałem przyjemność pracować. Być może zbyt wysoko stawiam poprzeczkę partnerskich zachowań skoro tak uważam.
Apropo nie zauważyłem odpowiedzi na zadane pytanie o to co tak naprawdę znaczy partnerstwo nurkowe w szczegółach. Bo sprawdzanie gazu co 4-5 min itd nie jest jednym wykładnikiem zasad partnerstwa. Wręcz przeciwnie pewnie bym wściekł się gdyby mój partner pytał mnie co 4-5 min o powietrze (w typowych dla mnie nurkowaniach mogło by być 24 zapytania i tyleż moich zapytań gdybym uznawał taką procedurę za sensowną)
Czyżby jednak to było tak trudno zdefiniować Używana przezemnie definicja partnerstwa zawiera około 1 str tekstu. A Wasze standardy czy przemyślenia?
Syrenka_013 napisał/a:
Włodek K napisał/a:
Utrzymanie AO w paszczy utrudnia w realnej sytuacji zachłyśnięcie się wodą
nie zaprzecze, ze w realnej sytuacji tak jest... ale nie powiesz mi, ze dwukrotne zrobienie CESy z automatem wyjetym z ust nauczy kogokolwiek zlych odruchow - to nie mozliwe, bo odruchow uczymy sie duzo dluzej.
Odpowiedź nie bardzo pasuje do cytatu. Ale owszem jestem przekonany że uczymy po to aby uczeń umiał zrobić jakąś procedurę. Ta jest bardzo ważną bo ostatnią z szeregu gdy już nic innego nie pozostaje nurkowi żeby uratować swoje życie. Nie bardzo rozumiem dlaczego tak ważnej procedury uczy się inaczej niż samemu się uważa?
Uważasz że raz można źle pokazać i uczyć ale zasady są jednak inne.
[ Dodano: 26-08-2012, 00:17 ]
Syrenka_013 napisał/a:
Włodek K napisał/a:
To dlaczego piszesz że uczysz wyciągać AO podczas CESA?
tak jak pisalam - jednorazowe cwiczenie TAK, ogolna zasada NIE. A uzasadneinie dlaczego - juz wczesniej napisalam...
Znaczy że co?
Że w realnej sytuacji nurek ma nie wyciągać AO a podczas ćwiczenia jednorazowego, tak może i jest to dobra bezpieczna praktyka?. A co będzie gdy zrobi jak na ćwiczeniach i nie da sobie szansy na jeden kilka wdechów i tuż przed powierzchnią straci przytomność?
Znowu nie rozumiem tego rozdwojenia proceduralnego gdy uczy się sprzecznie z ogólnymi zasadami? Nie uważasz że kursant będzie nieco skołowany gdy mu tak zaplątasz w głowie?
Widać znasz się na tym lepiej.
I niech tak zostanie.
Tylko jeszcze jedno pytanie, takie laika w temacie .
Co zrobi nurek który będzie musiał wynurzyć się awaryjnie z ciągłym wydechem np z 45 m?.
Nie znam się, ale jakoś jestem święcie przekonany, że najczęściej zrobi tak jak na kursie był uczony.
I tyle w temacie.
I to nie jest ważne czy nazwiemy to nawykiem czy nauczaną procedurą. Bo albo procedura jest uczona od początku do końca zgodnie z zasadami uznanymi za bezpieczne Albo poprostu nie jest bezpieczną i tym powodujemy pogorszenie sytuacji w razie skuchy.Pawel_B - 26-08-2012, 00:26 Włodku, ponawiam moją prośbę o strzał z kuszy jako element szkoleniowy .
A tak na serio - żyj i daj żyć = daj szkolić innym instruktorom według ich zasad.
Dokładnie studiowałem książki NAUI Scuba Diver i NAUI Advanced Scuba Diver i nie miałem okazji zagiąć Margity czy Majkiego na złamaniu procedur. A jestem naprawdę upierdliwym klientem!
Pozdrawiam, PawełWłodek K - 26-08-2012, 00:31
Cytat:
Włodku, ponawiam moją prośbę o strzał z kuszy .
A tak na serio - żyj i daj żyć = daj szkolić innym instruktorom według ich zasad.
Ok zaraz naciągnę gumówkę i se puku se zrobię
Ale mimo wszystko i tak napisałeś znakomity tekst z kursu Pawel_B - 26-08-2012, 00:36
Włodek K napisał/a:
Ale mimo wszystko i tak napisałeś znakomity tekst z kursu
A dziękuję . W Łagowie również mi się podobało .żona nurka - 26-08-2012, 13:07
Cytat:
A tak na serio - żyj i daj żyć = daj szkolić innym instruktorom według ich zasad.
Nie kumam....Paweł, przecież oni dyskutują - każdy z nich ma inne podejście, każdy inne założenia, każdy z nich podaje uzasadnienia dlaczego tak a nie inaczej szkoli - każdy w każdym momencie może powiedzieć pas.
dla mnie to bardzo ciekawa dyskusja
[ Dodano: 26-08-2012, 13:33 ]
i doszłam do bardzo ciekawego odkrycia.
Co ja bym zrobiła z tym automatem pod wodą?
na kursie robiłam Cesę i pamiętam cel i uzasadnienie dla tego ćwiczenia:
Cytat:
uważam praktykę wyciągania z paszczy AO, podczas ćwiczeń gdzie trenujemy nawyk
tlyko ze to cwiczenie nie ma na celu nauczenia nas nawyku!!! a jedynie POKAZANIE, ze DA sie wynurzyc w taki sposob do powierzchni i trzeba to zrobic, a nie siedziec cichutko w kaciku i czekac az sie utopimy...
a jak zadałam sobie pytanie: co zrobię/co mi się pojawia w głowie/jaka sekwencja działań mi się uruchamia, gdy pomyślę o tym, że automat nie podaje gazu.....i rozumiem, że nie mam w pobliżu partnera....
.....to niestety pojawia mi się ....automat w ręku, wyjęty z paszczy.....i dzida do góry z puszczanymi bąbelkami...
ja jestem na początku swojej drogi, więc dziękuję Wam, bo wiemco przy najbliższej okazji chcę sobie przećwiczyć:))Yavox - 26-08-2012, 13:56 Ja robiłem CESę kilka razy na P2, najgłębiej z 35 do 5 metrów. Warunki bardzo komfortowe - opustówka, czas na uspokojenie się tam na dole i wspierający instruktor dbający o zdrowie moich płuc, cytuję: "Mam widzieć jak cały czas robisz wydech, jak przestaniesz puszczać bąbelki to najpierw ci przypomnę a potem jak dalej nie będziesz puszczał, łapię za szelki i od razu walę cię z kolana w brzuch żeby powietrze z ciebie wyleciało i targam cię dalej na powierzchnię za fraki" Tak więc generalnie to sytuacja kontrolowana, tylko jak się za dużo powietrza wypuści i już człowiek czuje, że więcej na razie nie może, to się zaczyna zastanawiać nad tym brzuchem i trochę nerwowo się patrzy na instruktora Ale w sumie do przeżycia.
Główna obserwacja: jest duża trudność z wyczuciem, na ile tempo wypuszczania powietrza idzie w parze z tempem wynurzania się i co się stanie (niepotrzebne skreślić) - uda się płynnie do powierzchni / pęcherzyki pierdykną / za wcześnie skończy się powietrze.
Główny wniosek (dla mnie): znaleźć instruktora z którym to przećwiczę w różnych warunkach co najmniej ze 20 razy (tak, żeby na tyle ogarnąć temat, żeby móc w miarę bezpiecznie regularnie ćwiczyć później samemu) albo dać sobie spokój i nie brać tego pod uwagę wcale.
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że w sytuacji naprawdę awaryjnej (brak gazu i np. w wyniku jakiejś szarpaniny brak maski, a przez to możliwości kontroli głębokości, prędkości wynurzania - i czy w ogóle się wynurzam, bo nic nie widać i ciemno) przy obecnym poziomie umiejętności (ćwiczenie wykonane kilka razy) CESA mi nie wyjdzie i będzie - z takiego czy innego powodu - po zawodach.kraken - 26-08-2012, 16:01
Cytat:
"Mam widzieć jak cały czas robisz wydech, jak przestaniesz puszczać bąbelki to najpierw ci przypomnę a potem jak dalej nie będziesz puszczał, łapię za szelki i od razu walę cię z kolana w brzuch żeby powietrze z ciebie wyleciało i targam cię dalej na powierzchnię za fraki"
Co instruktor to metoda.
Ja osobiście mówię tak:
Jak nie masz nagle powietrza a do partnera jest wyraźnie dalej niż do powierzchni lub partnera nie ma, to zaczynasz płynąć do góry. Ręka w górze abyś się w coś nie walnął, inflator w górze aby szczególnie bliżej powierzchni kontrolować prędkość wynurzania. Ciągły powolutki wydech który najlepiej kontrolować poprzez wydawanie ciągłego dźwięku aaaaaa..... . (takie śpiewanie literki pozwala wykorzystać wysoką sprawność sterowania mową do udrażniania dróg oddechowych).
Patrzysz w kierunku powierzchni co szczególnie na ostatnich metrach ułatwia kontrolę prędkości bo widać powierzchnię (W przejrzystych wodach widać od razu). Automat oczywiście cały czas w ustach bo po co go wyciągać a może przed powierzchnią da jeszcze jeden czy dwa wdechy - jednak pamiętaj teraz na ćwiczeniu robionym tylko z 6-7 metrów, staraj się nie brać takich wdechów.
Podczas ćwiczenia asekuruję nurka liną i (nawiązując do początkowego cytatu) mówię:
"Mam widzieć jak cały czas robisz wydech, jak przestaniesz puszczać bąbelki to pokażę znak STOP, zanurzymy się z powrotem, przypomnę ci o ciągłym wydechu i spróbujemy jeszcze raz. Gdyby był z tym dalej problem omówimy to po nurkowaniu i spróbujesz na nurkowaniu następnym."
Dlaczego cytowany na początku instruktor po przypomnieniu nurkowi o bąbelkach i braku reakcji nie zaproponował włożenie automatu do ust i wznowienie oddychania tylko proponował "walenie w brzuch" nie rozumiem ale świat jest piękny bo jest różnorodny.
MSCYavox - 26-08-2012, 16:09
kraken napisał/a:
Dlaczego cytowany na początku instruktor po przypomnieniu nurkowi o bąbelkach i braku reakcji nie zaproponował włożenie automatu do ust i wznowienie oddychania tylko proponował "walenie w brzuch" nie rozumiem ale świat jest piękny bo jest różnorodny.
Myślę, że mówienie o wkładaniu automatu do ust wyglądało na zbyt mało motywujące Włodek K - 27-08-2012, 01:04
Yavox napisał/a:
"Mam widzieć jak cały czas robisz wydech, jak przestaniesz puszczać bąbelki to najpierw ci przypomnę a potem jak dalej nie będziesz puszczał, łapię za szelki i od razu walę cię z kolana w brzuch żeby powietrze z ciebie wyleciało i targam cię dalej na powierzchnię za fraki"
Tak kiedyś w istocie się to robiło. Tyle że mogło to mieć jakieś istotne znaczenie gdy wynurzenie robiło się z płetwy i walka jarzyła się jako jakaś deska ratunku. Gdy mamy kompensator u kursanta na grzbiecie, zatem to oczywiste że start jest z pływalności neutralnej To już nie jest tak różowo jakby się dawno temu zdawało. Dlatego że np. nie było to bezpieczne np dla śledziony ucznia
No to toś wpadł na pomysł i wprowadził sztywne standardy obowiązujące podczas tego ćwiczenia. Czyli prosiak, lina i ręce prowadzącego ćwiczenie, jedna na linie druga na nurku. Omówienie co i jak się robi literalnie po kolei.....
Podczas wynurzania gdy pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości z wydechem ucznia (nie widzimy bombli/nie słyszymy ich) robimy prosty STOP przez zaciśnięcie dłoni na opustówce. Ponawiamy ćwiczenie. Gdy jednak nie wychodzi niestety wracamy do już opanowanych przygotowań na wodzie płytkiej. Już nie ma potrzeby walić z kolana w splot słoneczny Jest bezpieczniej ponad wszelką wątpliwość.
Yavox w istocie masz rację, problemem jest zapewnienie ciągłości wydechu. Jest ona warunkiem i wskaźnikiem czy panujemy nad wydechem w sposób racjonalny czyli dobrze gospodarujemy gazem i zapewniamy sobie bezpieczeństwo podczas lotu.
Nie zdradzę tajemnicy gdy powiem że wydawanie z siebie powolnego dźwięku aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa wraz z samo-udrożnieniem GDO (głowa patrzy do góry) ma dwa ważne cele.
Pierwszy to otwarcie układu oddechowego które zabezpiecza płuca przed wzrostem objętości gazu i ich uszkodzeniem Poprostu nadmiar gazu ujdzie sam bo ma wolną drogę - czujemy to w ten sposób iż dźwiek sam zanika . Ten cel uważam za najważniejszy w trakcie tego ćwiczenia i co ważniejsze w realnej sytuacji.
Drugi to wskazanie dźwiękiem instruktorowi że masz układ oddechowy otwarty. Mniej ważne bo zawsze można widzieć bombelki.
Okolicznością budującą poprawność procedury są wszystkie wcześniejsze ćwiczenia w których wyciągamy AO z paszczy np w celu OOG. Wtedy powstaje nawyk wydechu z dźwiękiem aaaaaaa.
W realnej sytuacji musimy pamiętać że celem nie jest świetne wykonanie procedury tylko odsunięcie ryzyka UCP. Np wynurzając się z dziestu m gdy w połowie dystansu zabraknie na wydech to oznacza że Twoje płuca są bezpieczne w danej chwili
Myślę że zamiast poświęcać czas na kikanaście/diesiąt ćwiczeń tej umiejętności lepiej poświęcić czas na umiejętności zapewnienia sobie ciągłości czynnika oddechowego i jego sprawnej redundacji np partnerskiej stagowej
To tyle bo jak zwykle już późno.Yavox - 27-08-2012, 01:20
Włodek K napisał/a:
Myślę że zamiast poświęcać czas na kikanaście/diesiąt ćwiczeń tej umiejętności lepiej poświęcić czas na umiejętności zapewnienia sobie ciągłości czynnika oddechowego i jego sprawnej redundacji np partnerskiej stagowej
Tylko widzisz, mnie się ostatnio pojawia sentyment do starych czasów w nurkowaniu, których nie dane mi było być świadkiem. I mi taki plan kiełkuje w głowie, żeby kiedyś przejść przez te wszystkie legendarne hardcorowe ćwiczenia, co to podobno kiedyś się je robiło a teraz już nie robi, bo się technika zmieniła i niepotrzebne. Żeby zebrać po instruktorach starszej daty taką listę tego, co kiedyś było na kursach, co uprawniało do twierdzenia, że nurkowanie to kiedyś było dla studentów AWF i komandosów, a potem rzeczywiście to jakoś we w miarę bezpiecznych warunkach zrealizować - ot, z ciekawości choćby własnej, jak kiedyś szkolenie wyglądało. Komandos ze mnie żaden, na magistra od wywijania koziołków też się chyba nie nadaję, ale jakby tak zainwestować trochę czasu w przygotowowanie kondycyjne to coś by z tego wyszło. Zresztą sam wiesz jak jest, nurkowanie to nie dla fujar i cieniasów kraken - 27-08-2012, 08:24
Cytat:
Tylko widzisz, mnie się ostatnio pojawia sentyment do starych czasów w nurkowaniu, których nie dane mi było być świadkiem.
Cytat:
taką listę tego, co kiedyś było na kursach, co uprawniało do twierdzenia, że nurkowanie to kiedyś było dla studentów AWF i komandosów, a potem rzeczywiście to jakoś we w miarę bezpiecznych warunkach zrealizować - ot, z ciekawości choćby własnej, jak kiedyś szkolenie wyglądało.
Możesz zebrać, ale ja w tamtych czasach i szkoliłem się i potem sam szkoliłem. Wspomnienia z dawnych czasów zawsze są piękne ale w sumie to było niestety bardzo mało efektywne pod każdym względem.
Pod tekstem szkolenie dla komandosów możemy rozumieć bardzo wysoki poziom osiąganych umiejętności albo specyficzny trening który nastawiony jest nie na poziom tylko na selekcję wykonywania poleceń w trudzie i znoju. To było niby i to i to ale w wykonaniu 2 tygodniowych obozów nie imponowało wynikami.
Adept nurkowania przychodził na kurs i najpierw w okresie listopad maj pływał na basenie dwa razy w tygodniu szkoląc się z pływania, pływania w ABC i bezdechów. To akurat było fajne ale ze względu na braki w wiedzy i procedur szkoleniowych tempo rozwoju było powolne. Po roku do dwóch 80% osób pływało 50 metrów pod wodą niektórzy 75 metrów w ABC. Teraz jak się zapiszesz na kurs freedivingu to taki wynik robisz po paru miesiącach.
Potem był 2 tygodniowy obóz nurkowy na którym znowu głównie pływało się po jeziorze wpław w ABC i holowało sprzęt różnymi technikami. Po pierwsze marzliśmy strasznie - wszystko co nie było głębiej niż 10 metrów (nurkowania też) odbywało się bez pianek.
Byłem zachwycony tym wszystkim ale po latach jak zostałem instruktorem i teraz to ja goniłem do wody innych trafiła mi się pierwsza "nowożytna" grupa. To był chyba 94 rok. Mam grupkę nurków na P2 (CMAS**) którzy proszę to sobie wyobrazić nasz szok - kupili sobie po P1(CMAS*) swój sprzęt i cały sezon przenurkowali. Ja ich zmuszam do zaliczenia ćwiczenia zejść na platformę na bezdechu na 5 metrów ubrać tam płetwy maskę i rurkę, przedmuchać maskę, potem ubrać na siebie zestaw dwubutlowy bez automatu, pokazać OK i wynurzyć się. Oni jęczą, ale w sumie robią chociaż mam "wojnę" w grupie. Ja uważam, że nie ma w nich hartu prawdziwych nurków ale zauważam jednocześnie, że pod wodą na nielicznych na takim kursie nurkowaniach są pod wodą dużo lepsi niż wszyscy inni. Oczywiście własnych poglądów nie zmienia się w parę godzin ale zauważam, że może droga którą mnie szkolono a teraz ja szkolę innych nie jest najlepszą metodą aby być DOBRYM NURKIEM. Parę lat i ląduję oprócz CMASu w PADI a potem w paru innych organizacjach bo warto wiedzieć co i jak różni ludzie robią. Oczywiście to nie była wina CMAS tylko bardziej oderwania od świata jakie zafundował nam system totalitarny tamtych lat.
Wracając do sprawy. Nurkujemy nie po to aby było łatwo więc oczywiście możesz sobie takie ćwiczenia robić.
U nas kultowe było:
Ubranie z napłynięcia 20 metrowego żabą na bezdechu: ABC i zestawu dwu butlowego bez automatu pozapinanie wszystkich pasków (nie było krocznego), pokazanie OK i wynurzenie. Tak średnio jedna utrata przytomności na 10 prób różnych osób.
4 x 25 metrów żabą na bezdechu z dokładnie liczoną 15 sekundową przerwą pomiędzy kolejnymi 25m.
Przepłynięcie na basenie 25 metrów ubranie ABC i powrót 25 metrów w ABC.
Wystrzelenie się na chomącie (taki protoplasta jacketu) z 15 metrów na powierzchnie poprzez odkręcenie specjalnej małej butli "ratowniczej" przy nim.
Odbieranie przez kadrę pierwszych jacketów przywożonych przez kursantów na obozach jako "niebezpiecznych" co z punktu widzenia opisanego powyżej ćwiczenia wydaje się uzasadnione
Pamiętaj tylko, że jak pójdziesz teraz na dobry kurs free divingu to zrobisz 4 x 25 metrów w ogóle bez wynurzania. Sam z ciekawości się chyba na taki kurs free divingu zapiszę aby zobaczyć jak oni czarują. Ale w sumie przecież nie chodzi o to aby było łatwo... więc może taki retro trening jest ciekawym pomysłem; coś jak bieganie boso.
Maciek "Szczęściarz" CurzydłoWłodek K - 27-08-2012, 08:31
Yavox napisał/a:
Zresztą sam wiesz jak jest, nurkowanie to nie dla fujar i cieniasów
Ale właśnie nurkowanie jest dla fujar i cieniasów
Jak masz czas na takie zabawy to czemu nie, kilka próbowanych przezemnie "hardkorów" może Cię zainteresować.
Maciek zaczął wiec kilka odemnie:
- przepływanie dowolnej ilości razy szerokości basenu (12m) z wydechem tak aby po wnurzeniu wziąć tylko jeden wdech i z powrotem bez odpoczynku. cykle powtarzamy dowolną ilość razy (oczywiście na bosaka)
- to co wyżej tylko 25 m z ciągłym wydechem wolno płynąc po przepłynięciu kilka wdechów i następny basen.
- pływanie od aparatu do aparatu ustawionego po przeciwnych narożnikach basenu. Ćwiczenie wykonujemy przez 3 osoby. Płynie się długość + szerokość + oddychanie w narożniku + dł + szer + oddychanie w narożniku. Trzeci nurek oddając AO przepływa na bezdechu przekątną basenu Taka swoista sztafeta z przekazywaniem AO W płetwach
- pływanie długości basenu z ciagłym wydychaniem tak aby na końcu nie mieć gazu w płucach
- pływanie dł basenu z ciągłym wydechem, na końcu leży aparat nurkowy z odkręconym AO Skręcasz AO do butli, odkręcasz zawór i dopiero bierzesz wdech stosownie od typu AO
- W ramach zabawy podwodny hokej albo piłka do kosza Drużyny przepychają go pod wodą na bezdechu do bramki przeciwnika
- Na wodzie otwartej wskakujesz z klamotami SCUBA w rękach i sprzętem ABC. Składasz AO, oddychasz zakładasz resztę i klarujesz.
- Zatopiony, zakręcony aparat na 10 - 12 m Dopływasz na bezdechu do niego wraz z partnerem, odkręcasz, dzielisz się powietrzem z partnerem następnie wypływamy razem z ciągłym wydychaniem gazu.......!?
- holowanie partnera na bezdechu pod wodą dystansu 25 m w płetwach
- oddychanie stacjonarne z jednego AO (Mors, Kajman) przez grupę nurków (osiągaliśmy 6 osób)
- Pływanie w płetwach na bezdechu dystansu 50 m na czas czyli im szybciej tym lepiej.
I wiele innych np. tych że na opanowanie tego zajmuje kilka miesięcy jesienno zimowych dość intensywnych treningów co tydzień albo 2 x w tygodniu. Dziś nie mam czasu na więcej bo balasty czekają jacekplacek - 27-08-2012, 09:00
kraken napisał/a:
wszystko co nie było głębiej niż 10 metrów (nurkowania też) odbywało się bez pianek
Taaa, to było najlepsze.... Tyle, że "u nas" wpadli na pomysł, żeby pierwsz tydzień bez pianek przegibać - nie zależnie od głębokości. Człowiek wymurzał nad powierzchnię jak najmniejszy czubek nosa, żeby nie przewiało ptja - 27-08-2012, 09:19
Yavox napisał/a:
/.../ kiedyś przejść przez te wszystkie legendarne hardcorowe ćwiczenia, co to podobno kiedyś się je robiło/.../
Jedno kojarzę (z opowieści): wrzuć maskę, fajkę i płetwy na dno basenu, na środek, zanurkuj z brzegu, załóż to wszystko na siebie i wypłyń z przedmuchaną maską.Włodek K - 27-08-2012, 09:32
Cytat:
Jedno kojarzę (z opowieści): wrzuć maskę, fajkę i płetwy na dno basenu, na środek, zanurkuj z brzegu, załóż to wszystko na siebie i wypłyń z przedmuchaną maską.
To było laitowe zadanie i każdy MUSIAŁ to umieć. Odmianą której celem było osiągnięcie perfekcji technicznej (dziś perfekcję nieco inaczej pojmujemy) było ułożenie iluś masek na dnie co około 1 m a Ty po kolei płynąc na bezdechu przedmuchiwałeś po kolei następną maskę i następną i następną i następną........
I to wszystko na tych kilku litrach zalegających w płucach
[ Dodano: 27-08-2012, 09:37 ]
jacekplacek napisał/a:
Taaa, to było najlepsze.... Tyle, że "u nas" wpadli na pomysł, żeby pierwsz tydzień bez pianek przegibać - nie zależnie od głębokości.
Łał a te codzienne rozpływki o 6 rano gdy wydobyłeś się z cieplutkich bambetli i prosto do parującej wody i tam i z powrotem prosimy
No ale to se ne vrati
Nikt już z nurków amatorów nie c]zechce robić prawie Navy Seals Yavox - 27-08-2012, 10:05 No dobra, przekonaliście mnie W porównaniu do tamtych czasów to zakręcanie zaworów pod wodą jest takim samym pedalstwem jak oglądanie rybek Pawel_B - 27-08-2012, 10:39 Adam, ja bardzo chętnie bym porobił całą serię tych hardkorowych ćwiczeń które opisał Maciek i Włodek (mówię o basenowych). Dlaczego? Wydaje mi się (poprawcie mnie, jeśli się mylę), że im więcej oswajania z wodą, brakiem gazu itp. tym lepiej. Już wiem co będę robił w zimę na basenach .Yavox - 27-08-2012, 10:43 Oki Pawel, jestesmy umowieni arkac123 - 27-08-2012, 10:45
Yavox napisał/a:
No dobra, przekonaliście mnie W porównaniu do tamtych czasów to zakręcanie zaworów pod wodą jest takim samym pedalstwem jak oglądanie rybek
Miałam większość ćwiczeń przytoczonych przez Włodka, jednak w wersji soft, na basenie w wodzie 30 stopni. Niektóre z tych ćwiczeń miałam na wstępnych zajęciach z freedivingu
Oprócz tego mieliśmy różnego rodzaju bezmaszcza, typu odpłynięcie bez maski, płetw, sprzętu na daną odległość, i powrót. .
W sumie super zabawa na zimowe wieczory, ale dużo wspólnego ze współczesnym nurkowaniem to nie miało (żabka zabroniona, ponieważ to styl wyłącznie dla nurkow zabronionych, skrzydło zabija, itp).
Świetne jednak na poznawanie siebie, swoich ograniczeń, zobaczenie, ile tak naprawdę jesteśmy w stanie wytrzymać bez gazu, oswojenie z wodą.
A co do oglądania rybek - kiedyś się wybraliśmy na wspólny wyjazd ze starym CMAS. Ponieważ żabki nie znali, mącili niemiłosiernie - my, płynąc w ostatniej parze, oczywiście się zgubiliśmy. Po nurku, dowiedzieliśmy się, o co chodzi w nurkowaniu - chodzi o to, aby patrzeć na płetwę nurka przed nami Jakie rybki?????
Po w sumie miłej rozmowie doszliśmy do kompromisu: CMAS na prawo, PADI na lewo. I było super. ptja - 27-08-2012, 11:33
kraken napisał/a:
/.../Adept nurkowania przychodził na kurs i najpierw w okresie listopad maj pływał na basenie dwa razy w tygodniu szkoląc się z pływania, pływania w ABC i bezdechów. To akurat było fajne ale ze względu na braki w wiedzy i procedur szkoleniowych tempo rozwoju było powolne. Po roku do dwóch 80% osób pływało 50 metrów pod wodą niektórzy 75 metrów w ABC. Teraz jak się zapiszesz na kurs freedivingu to taki wynik robisz po paru miesiącach.
Skoryguję z doświadczenia mojego kursu u Agaty Bogusz: 50-tkę większość pokonała drugiego dnia. I nawet nie dlatego, że Agata się na tym zna, a w kursie brało udział paru chłopa ze skrzelami, a kwestia właśnie postępu wiedzy o freedivingu i metod nauczania.
kraken napisał/a:
Tak średnio jedna utrata przytomności na 10 prób różnych osób.
ostro. To raczej nie uczy wiary we własne siły...
BTW; pewnie hiperwentylacja była wtedy stosowana?
Resztę wyciąłem, ale przeczytałem uważnie i oczywiście dziękuję za ciekawy wpis.
A kurs polecam, Agata prowadzi też zajęcia na Zakrzówku, więc masz niedaleko kraken - 27-08-2012, 12:10 Agata siedzi właśnie pod wodą na Zakrzówku, widać jej czerwone boje.
Hiperwentylowaliśmy się tak że przed oczami były czarne płatki jak gęsty śnieg.
MSCjacekplacek - 27-08-2012, 12:13
ptja napisał/a:
BTW; pewnie hiperwentylacja była wtedy stosowana?
Nie, wiedzieliśmy już co nieco gorcio - 27-08-2012, 12:14
ptja napisał/a:
kwestia właśnie postępu wiedzy o freedivingu i metod nauczania.
Wlasnie. W lokalnym klubie robimy cwiczenia opisane przez Wlodka, ale ... to sa w wiekszosci bezdechy, ktore okreslilbym jako silowe lub wymuszone. Wiekszosc ludzi, plynac na bezdechu 10m i potem ubierajac sie w sprzet pod woda wychodzi na powierzchnie zielona lub blada. A wynika to z tego, ze istruktorzy nurkowania czesto o freedivingu i treningu bezdechowym maja pojecie nikle i powtarzaja bezmyslnie te cwiczenia, ktore sami robili jako kursanci. Bardzo chetnie bym wzial udzial w jakims treningu bezdechowym prowadzonym przez kogos kto naprawde ma pojecie o bezdechu.
ptja napisał/a:
Jedno kojarzę (z opowieści): wrzuć maskę, fajkę i płetwy na dno basenu, na środek, zanurkuj z brzegu, załóż to wszystko na siebie i wypłyń z przedmuchaną maską.
To cwiczenie u nas wyglada inaczej. Kursanci w pelnym ABC + balast startuja z brzegu basenu. 10 m na bezdechu, zostawiaja na dnie pas balastowy. Powrot po woda do brzegu basenu. 3 oddechu, pod woda do tego samego miejsca zostawiamy jedna pletwe pletwe. Wracamy do brzegu (zawsze pod woda), 3 oddechy, jazda pod wode i zostawiamy druga pletwe. Powrot, 3 oddechy, jazda pod wode, zostawiamy maske i rurke. 1 minuta odpoczynku, start z brzegu basenu lub skok ze slupka - pod woda, ubrac sie na jednym oddechu i wrocic pod woda do brzegu basenu.ptja - 27-08-2012, 12:22 Na początek (albo jako uzupełnienie wiedzy) polecam "Podręcznik freedivingu", którego autorami są Umberto Pelizzari i Stefano Tovaglieri.
Można sporo dowiedzieć się o naszym ciele i metodach treningowych.
A ja, gdybym miał napisać, co jest najważniejsze w początkach free, to byłoby to: "spokój".
To zadziwiające, o ile łatwiej (i dalej) jest popłynąć pod wodą, jeśli robi się to spokojnie i powoli, a nie "szybko do celu".Syrenka_013 - 27-08-2012, 14:50
Pawel_B napisał/a:
A jak z prądami w tych miejscach, dają w kość, czy jest spokojnie? Są sieci i inne pułapki?
teraz byl prad minimalny, sieci sa takie wielkie, stare, obrosniete roznymi stworzonkami, jak w prawdziwym statku pirackim pulapki? nie, raczej nie, jesli nie liczyc mozliwosci zawalenia sufitu
[ Dodano: 27-08-2012, 14:59 ]
Włodek K napisał/a:
Apropo nie zauważyłem odpowiedzi na zadane pytanie o to co tak naprawdę znaczy partnerstwo nurkowe w szczegółach. Bo sprawdzanie gazu co 4-5 min itd nie jest jednym wykładnikiem zasad partnerstwa. Wręcz przeciwnie pewnie bym wściekł się gdyby mój partner pytał mnie co 4-5 min o powietrze (w typowych dla mnie nurkowaniach mogło by być 24 zapytania i tyleż moich zapytań gdybym uznawał taką procedurę za sensowną)
Wlodku, wybacz, ja tylko wyrywkowo i skrotowo odpisuje, bo poprostu nurkuje i szczerze mowiac zbyt wiele czasu zajmnuje mi siedzenie przy komputerze i czytanie samego tylko tego watku.
Napisalam juz niemaleze wszystko co mialam do napisalania, jesli interesuja Cie standardy NAUI - sluze pozyczka wersji papierowej przy okazji.
Masz swoje zdanie na pewne tematy, ja swoje i prosze nie zabraniaj mi go posiadac.
Co do sprawdzania gazu (ktore oczywiscie nie jest jedynym wykladnikiem zasad dobrego partnerstwa) to SPRAWDZANIE GAZU W ZESPOLE co 5 minut (a w swojej glowie nieustajaco) JEST NIEZBEDNYM WYKLADNIKIEM BEZPIECZNEJ KONTORLI GAZU W ZESPOLE. MOJ GAZ MIESCI SIE NIE TYLKO NA MOICH PLECACH, ALE W BUTLACH INNYCH CZLONKOW ZESPOLU I CHCE MIEC NAD TYM PANOWANIE! Jesli ty podchodzisz w taki sposob do kontorlowania gazu to wybacz, ale nie moglibysmy razem zanurkowac, bo Twoje podejscie uwazam za wysoce niesluszne a w tym temacie kompromisow nie uznaje.
[ Dodano: 27-08-2012, 15:02 ]
żona nurka napisał/a:
...i dzida do góry z puszczanymi bąbelkami...
to a propos CESY: Nurkinio, Zono Nurka: i wlasnie to JEST NAJWAZNIEJSZE
[ Dodano: 27-08-2012, 15:04 ]
Yavox napisał/a:
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że w sytuacji naprawdę awaryjnej (brak gazu i np. w wyniku jakiejś szarpaniny brak maski, a przez to możliwości kontroli głębokości, prędkości wynurzania - i czy w ogóle się wynurzam, bo nic nie widać i ciemno) przy obecnym poziomie umiejętności (ćwiczenie wykonane kilka razy) CESA mi nie wyjdzie i będzie - z takiego czy innego powodu - po zawodach.
Adam, zabraniam Ci tak myslec. Oprocze tego, ze trzeba to czasem sobie przypomniec (tylko moze nie 20 razy pod rzad, bo pozegnasz sie z nurkowaniem na dlugo z powodu uszu), przede wszystkim trzeba WIERZYC, ze sie DA i ze SIE UDA
POZDRAWIAM WSZYSTKICH DYSKUTANTOW żona nurka - 27-08-2012, 15:40
Cytat:
Adam, zabraniam Ci tak myslec.
Dokładnie tak...ja również zabraniam!!!
Cytat:
to a propos CESY: Nurkinio, Zono Nurka: i wlasnie to JEST NAJWAZNIEJSZE
wiem, dokładnie wiem, miałam świetnego instruktora:))Syrenka_013 - 27-08-2012, 16:00
żona nurka napisał/a:
wiem, dokładnie wiem, miałam świetnego instruktora:))
nuras5 - 27-08-2012, 16:39 Maciek, Włodek - przywołaliście piękne wspomnienia
Z całkowicie bezsensownych ćwiczeń [ z dzisiejszego punktu widzenia] dodam jeszcze skoki do wody - w pełnym sprzęcie z 5m lub rozpędzonej motorówki Pawel_B - 27-08-2012, 16:59 A skakać to też lubię . Zawsze na Koparkach się woduję przy ostatniej (licząc od wjazdu) wiacie, jest tam na oko z 2,5 metra .Włodek K - 27-08-2012, 20:58
Yavox napisał/a:
No dobra, przekonaliście mnie W porównaniu do tamtych czasów to zakręcanie zaworów pod wodą jest takim samym pedalstwem jak oglądanie rybek
Nic podobnego. Dzisiaj "perfekcyjne" kręcenie gałkami pełni podobną funkcję, cel to poradzenie sobie tyle że fizyczne, jak wtedy owe hardcory
Wtedy musiałeś byś silny/wydolny dzisiaj wystarczy że będziesz umiał
arkac123 napisał/a:
Po w sumie miłej rozmowie doszliśmy do kompromisu: CMAS na prawo, PADI na lewo. I było super.
No wiadomo. Mężczyźni na prawo dziewczynki na lewo Wilczy - 28-08-2012, 11:31
Syrenka_013 napisał/a:
Włodek K napisał/a:
(...) pewnie bym wściekł się gdyby mój partner pytał mnie co 4-5 min o powietrze (w typowych dla mnie nurkowaniach mogło by być 24 zapytania i tyleż moich zapytań gdybym uznawał taką procedurę za sensowną)
(...)
Co do sprawdzania gazu (ktore oczywiscie nie jest jedynym wykladnikiem zasad dobrego partnerstwa) to SPRAWDZANIE GAZU W ZESPOLE co 5 minut (a w swojej glowie nieustajaco) JEST NIEZBEDNYM WYKLADNIKIEM BEZPIECZNEJ KONTORLI GAZU W ZESPOLE. (...) Jesli ty podchodzisz w taki sposob do kontorlowania gazu to wybacz, ale nie moglibysmy razem zanurkowac, bo Twoje podejscie uwazam za wysoce niesluszne a w tym temacie kompromisow nie uznaje.
Brzmi to absolutnie bezkompromisowo, ale ciekaw jestem, czy dopuszczasz jednak odstępstwa w określonych (dość wąskich) warunkach nurkowania rekreacyjnego. Wyobraźmy sobie, że mamy tę przyjemność, że nurkujemy już po raz kolejny z partnerem, który ma praktycznie zawsze tą samą "prędkość wskazówki manometru", co my. Wchodzimy do wody mając po 200 bar, jak ja mam 100, to partner też sto, a po wyjściu się śmiejemy, że się rozjechaliśmy, bo ja mam na oko 72 bar, a partner aż 73 :) I nie ważne, że ja mam butlę 15-kę, a partner 12-kę. cyferki się zgadzają. Tak jest praktycznie zawsze (tylko szkoda, że tak rzadko).
Jeśli płyniemy w parze i regularnie sprawdzamy swoje własne zużycie gazu, to z dużym przybliżeniem znamy ilość gazu partnera. Oczywiście, pamiętając o partnerstwie widzimy, że nie zachodzą sytuacje odbiegające do normy, które mogłyby spowodować zauważalne różnicę w zużyciu gazu. Żadnych, choćby drobnych awarii i wycieków, gonienia i zadyszek, znaczących różnic w aktywności czy głębokości płynięcia. Oczywiście, okresowe sprawdzanie jest niezbędne, czy to przy szablonowej "stówie" czy po jakimś nietypowym działaniu albo, co nawet ważniejsze, przed nim. Jednak, okazuje się, że w praktyce, w takich warunkach, sprawdzanie się średnio co kwadrans w zupełności wystarczy. Jasne, nie polecał bym tego jako regułę, a raczej jako wyjątek zarezerwowany dla ścisłego grona sprawdzonych, przewidywalnych i godnych zaufania partnerów. No i do takich tam, lajtowych nurkowań - pedalskie rybki czy inne samochody policyjne... :-D
Czy to dobre podejście? Wydaje mi się, dla prostych nurkowań rekreacyjnych takie uproszczenie jest dopuszczalne, o ile jesteśmy świadomi jego implikacji. Oczywiście, "świadomi" to śliskie słowo i chyba nigdy w oczach wszystkich nie będziemy wystarczająco "świadomi". Stąd, otwarcie na rzeczowe "budzenie świadomości" (to cytat ;) jest bardzo ważne, niezależnie od własnego szkodliwego ZPZ. Czytam więc wątek dalej :)
Pawel_B napisał/a:
A skakać to też lubię :). Zawsze na Koparkach się woduję przy ostatniej (licząc od wjazdu) wiacie, jest tam na oko z 2,5 metra :).
Brr, zrobiłem to niedawno. Dwa razy. Pierwszy, żeby spróbować, drugi, żeby poprawić błędy i przekonać się, że to jednak nie gryzie. Na razie wystarczy ;-)jacekplacek - 28-08-2012, 11:40 Skakanie do wody należy bardzo dokładnie przemyśleć, czy aby jest niezbędnie konieczne a jeżeli tak, mieć bardzo dobrego obserwatora, bo można niezłego bigosu narobić - szczególnie na tak "gęstym" nurkowisku jak Koparki czy Zakrzówek. Nurek na rebie, ze skuterem potrafi przemieszczać się wyjątkowo szybko. A na samych Koparkach znam kilku tak nurkujących - w tym czasem ja.Syrenka_013 - 28-08-2012, 11:57
Wilczy napisał/a:
Wyobraźmy sobie, że mamy tę przyjemność, że nurkujemy już po raz kolejny z partnerem, który ma praktycznie zawsze tą samą "prędkość wskazówki manometru", co my. Wchodzimy do wody mając po 200 bar, jak ja mam 100, to partner też sto, a po wyjściu się śmiejemy, że się rozjechaliśmy, bo ja mam na oko 72 bar, a partner aż 73 I nie ważne, że ja mam butlę 15-kę, a partner 12-kę. cyferki się zgadzają. Tak jest praktycznie zawsze (tylko szkoda, że tak rzadko).
No zgoda, ale wlasnie dlatego, ze wiesz ile gazu partner ma w butli mozesz np stwierdzic, ze jest jakas awaria, bo nie zgadza sie z tym co przewidziales, ze powinno byc. Partnerskie sprawdzenie gazu regularnie w dodatku ma na celu potwierdzenie Twojej kalkulacji w glowie a nie "dowiedzenie" sie ile partner ma gazu, bo Ty nie masz o tym pojecia...
A co jak sie manometr zatnie? A jak manifold bedzie nie odkrecony, bo zapomnisz przy sprawdzeniu sprzetu? A jak manometr bedzie wskazywal blad pomiarowy? O wyciekach nie wspolne, bo to widac naocznie...
[ Dodano: 28-08-2012, 11:57 ]
Wilczy napisał/a:
Wyobraźmy sobie, że mamy tę przyjemność, że nurkujemy już po raz kolejny z partnerem, który ma praktycznie zawsze tą samą "prędkość wskazówki manometru", co my. Wchodzimy do wody mając po 200 bar, jak ja mam 100, to partner też sto, a po wyjściu się śmiejemy, że się rozjechaliśmy, bo ja mam na oko 72 bar, a partner aż 73 I nie ważne, że ja mam butlę 15-kę, a partner 12-kę. cyferki się zgadzają. Tak jest praktycznie zawsze (tylko szkoda, że tak rzadko).
No zgoda, ale wlasnie dlatego, ze wiesz ile gazu partner ma w butli mozesz np stwierdzic, ze jest jakas awaria, bo nie zgadza sie z tym co przewidziales, ze powinno byc. Partnerskie sprawdzenie gazu regularnie w dodatku ma na celu potwierdzenie Twojej kalkulacji w glowie a nie "dowiedzenie" sie ile partner ma gazu, bo Ty nie masz o tym pojecia...
A co jak sie manometr zatnie? A jak manifold bedzie nie odkrecony, bo zapomnisz przy sprawdzeniu sprzetu? A jak manometr bedzie wskazywal blad pomiarowy? O wyciekach nie wspolne, bo to widac naocznie...ptja - 28-08-2012, 12:33
Syrenka_013 napisał/a:
A co jak sie manometr zatnie? A jak manifold bedzie nie odkrecony, bo zapomnisz przy sprawdzeniu sprzetu? A jak manometr bedzie wskazywal blad pomiarowy? O wyciekach nie wspolne, bo to widac naocznie...
Jeśli dobrze rozumiem Marcina, to on postuluje rzadszą kontrolę gazu partnera, ale nie swojego.
Ja regularnie kontroluję gaz (przy okazji bawię się w "zgadywankę": jakie jest teraz ciśnienie), widzę, że partner też kontroluje, ale niekoniecznie widzę potrzebę pytania go o ciśnienie co kilka minut. Zazwyczaj wystarczy wspólne sprawdzenie w charakterystycznych punktach, żeby upewnić się, że wszystko idzie zgodnie z planem lub ów plan skorygować - jeśli zużycie jest inne.Syrenka_013 - 28-08-2012, 12:43
ptja napisał/a:
Jeśli dobrze rozumiem Marcina, to on postuluje rzadszą kontrolę gazu partnera, ale nie swojego.
to i ja tak zrozumialam, ale kontorla obu butli jest tak samo wazna, bo partner ma rowniez moj zapasowy gaz na plecach, wiec chociazby z egoistycznego punktu widzenia chce go pilnowac...
ptja napisał/a:
Ja regularnie kontroluję gaz (przy okazji bawię się w "zgadywankę": jakie jest teraz ciśnienie)
swietnie, o to dokladnie chodzi, a teraz doloz jeszcze zabawe w zgadywanke ile ma Twoj partner (i niech on zrobi to samo), a wasza regularna kontrola gazu potwierdzi czy dobrze mysleliscie. Wlasnie o to mi chodzilo! a ile dodatkowej rozrywki umyslowej pod woda
ptja napisał/a:
widzę, że partner też kontroluje, ale niekoniecznie widzę potrzebę pytania go o ciśnienie co kilka minut.
Powyzej napisalam a propos zgadywanki, a we wczesniejszym poscie inne jeszcze aspekty, ale jestes na dobrym tropie Zobaczysz jak dzieki temu latwiej Ci bedzie kiedys na kursie technicznym, na ktorym jest to wymagane, choc my uczymy juz tego od kursu podstawowego, tak jak i ratownictwa... Wilczy - 28-08-2012, 13:22
ptja napisał/a:
Jeśli dobrze rozumiem Marcina, to on postuluje rzadszą kontrolę gazu partnera, ale nie swojego.
Dokładnie tak :) To zadziała wtedy, kiedy będę regularnie sprawdzał swój gaz i o zauważonych odchyłkach od normy niezwłocznie poinformuję partnera i vice versa.
Syrenka_013 napisał/a:
to i ja tak zrozumialam, ale kontorla obu butli jest tak samo wazna, bo partner ma rowniez moj zapasowy gaz na plecach, wiec chociazby z egoistycznego punktu widzenia chce go pilnowac...
Oczywiście. Dlatego z nieznanym mi dobrze partnerem, który w dodatku najwyraźniej niechętnie sprawdza swój gaz, takiego uproszczenia bym nie zastosował nawet na prostym nurkowaniu.
ptja napisał/a:
Ja regularnie kontroluję gaz (przy okazji bawię się w "zgadywankę": jakie jest teraz ciśnienie)
Przy okazji warto zauważyć, jak w trakcie nurkowania zmienia się tempo zużycia - i nie zależy to wyłącznie od głębokości. Najpierw "w mgnieniu oka" z początkowych 200 robi się 170, a potem już okolice 150-ki dziwnie się ślimaczą :)arkac123 - 28-08-2012, 16:39
Wilczy napisał/a:
Przy okazji warto zauważyć, jak w trakcie nurkowania zmienia się tempo zużycia - i nie zależy to wyłącznie od głębokości. Najpierw "w mgnieniu oka" z początkowych 200 robi się 170, a potem już okolice 150-ki dziwnie się ślimaczą
Szczególnie widoczne w Egipcie, kiedy butle stoją długo na słońcu, jednak nie wiązałabym tego z większym zużyciem
Nie chciałabym mieć partnura pytającego mnie co 5 minut o gaz (czyli 12! razy w ciągu jednego nurkowania). Prowadziłoby to mojego rozdrażnienia, a co za tym idzie, do zwiększonego zużycia - efekt odwrotny od zamierzonego. Nie zapominajmy, że naszym celem jest nurkowanie, a nie kontrolowanie wszystkiego i wszystkich naokoło.
Zazwyczaj umawiam się z partnurem, że pokazujemy sobie 100 atmosfer. Kiedy ja mam w okolicach 120-130, pytam się partnura o gaz - zwykle ma powyżej 100.
Ponieważ ja mam spokojnych, zrelaksowanych partnurów, baaardzo rzadko zdarza się jakiekolwiek zwiększone zużycie
Jeszcze jedno. Zwykle w okolicach 100 atmosfer (ewidentna naleciałość z nurkowań egipskich) wypłycam się, i nurkuję w okolicach 6-10 metrów. Czułabym się niekomfortowo, mając np 70 atmosfer w poj butli na 20 metrach.
Oczywiście, nie zawsze się tak da - np ostatnio złośliwa poręczówka, zamiast prowadzić na 6 metrach, "zeszła" niespodziewanie na 19,00 metrów (na mapce nie było tego widać ). Zaczęliśmy płynąć poręczówką mając 90 atm, skończyliśmy mając 60 - prawie starczyło na przystanek bezpieczeństwa - ale wtedy to już trzymałam manometr w ręce Yavox - 28-08-2012, 16:48
arkac123 napisał/a:
Wilczy napisał/a:
Przy okazji warto zauważyć, jak w trakcie nurkowania zmienia się tempo zużycia - i nie zależy to wyłącznie od głębokości. Najpierw "w mgnieniu oka" z początkowych 200 robi się 170, a potem już okolice 150-ki dziwnie się ślimaczą
Szczególnie widoczne w Egipcie, kiedy butle stoją długo na słońcu, jednak nie wiązałabym tego z większym zużyciem
No niby nie, ale:
- w butli 12 litrów nabitej do 200 bar, każde kolejne 12 litrów powietrza pod ciśnieniem atmosferycznym to 1 bar mniej
- biorąc pod uwagę to, że muszę mieć 16 kilo balastu do zatopienia się w suchym i ocieplaczu, to samo zanurzenie na np. 30 metrów powoduje, że już trochę tych litrów pójdzie na dopompowywanie suchara
- do tego, nie zaczynam z pustym workiem na plecach bo tam też jest kilka litrów konieczne do utrzymania początkowego ciężaru gazu na początku nurkowania, więc dopompowywanie tego przy zanurzeniu to też kilka litrów jest
- do tego oczywiście oziębienie butli
- do tego często większe zużycie w fazie zanurzania, bo nurek sobie na spokojnie w wodzie chwilę nie posiedział, tylko zaczął się zanurzać zasapany po wcześniejszym targaniu sprzętu, albo dopłynięciu gdzieś po powierzchni albo walce z falami żeby z łódki dorwać bojkę na Bałtyku
- do tego wcześniej przed skokiem być może dopompował całe skrzydło, więc też kilkanaście litrów poszło, zanim jeszcze do wody wskoczył.
Nie wiem jak innym, ale mnie początkowe 15-20 bar na początku nurkowania to praktycznie prawie od razu znika.arkac123 - 28-08-2012, 16:58
Yavox napisał/a:
Nie wiem jak innym, ale mnie początkowe 15-20 bar na początku nurkowania to praktycznie prawie od razu znika.
Mnie tak samo, ale ponieważ dzieje się to niezależnie od sprzętu (u mnie balast od 2 do 15 kg, pianka od 2,5 mm do suchego i BZ400) uznałam, że za te "znikające" 20 atm odpowiedzialne jest przede wszystkim schłodzenie butli - w sumie bardzo ciekawy temat.lozerka - 28-08-2012, 17:49
arkac123 napisał/a:
Nie chciałabym mieć partnura pytającego mnie co 5 minut o gaz (czyli 12! razy w ciągu jednego nurkowania).
mam dokładnie tak samo dodam też, że przy 70-80% moich nurkowań byłoby to pytanie co 10-15 BAR- bardzo męczące
do tego nie widzę uzasadnienia dla takiej częstotliwości.
W przypadku znanego partnura zwykle wiem a) jakie ma zużycie w stosunku do mojego, b) wiem, ze sam na bieżąco kontroluje gaz, wiec jakieś anomalie przyrządów wychwyci, c) widzę, czy zachowuje sie normalnie i czy ma zwykłe zużycie, d) żeby zauważyć ucieczkę gazu pytanie o niego nie jest potrzebne.
w przypadku mniej, czy nieznanego partnura wystarczy na początku 3-4 razy zapytać częsciej- co może być potrzebne w przypadku mniej doświadczonej osoby i - po tylu razach juz mam orientację, jak zużycie w stosunku do mojego wygląda, a poza tym widzę, czy ten ktoś kontroluje swoj manometr, czy też za każdym razem patrzy na niego, jakby pierwszy raz widział.
zdarzało mi się ostatnio kilka razy nurkować z zupełnymi świeżynkami i to zarówno takimi znanymi lepiej prywatnie, jak i przygarniętymi z brzegu, kimś zupełnie nieznanym. metoda sprawdza sie w zasadzie caly czas.
Jedyne uzasadnienie dla częstszego pytania i gaz widziałabym w przypadku pływania własnie ze swieżymi nurkami, by wyrobić w nich nawyk kontroli mano i tyle.kraken - 28-08-2012, 19:55 Za gwałtowny spadek ciśnienia w butli na początku nurkowania odpowiada częściowo spadek temperatury około 0,6 atm na 1 stopień a częściowo nasze niepoukładanie na początku nurkowania Pompowanie jacketu czy suchacza w mniejszym stopniu.
MSCżona nurka - 28-08-2012, 22:17
kraken napisał/a:
a częściowo nasze niepoukładanie na początku nurkowania Pompowanie jacketu czy suchacza w mniejszym stopniu.
MSC
możesz rozwinąć, co dokładnie masz na myśli?kraken - 28-08-2012, 22:25 Każdy nurek (doświadczony mniej ale w sumie też) na początku nurkowania wykonuje więcej niepotrzebnych ruchów rytm oddechowy też nie jest idealny, więc ma większe zużycie powietrza. Zwiększony SAC w połączeniu ze spadkiem temperatury gazu w butli odpowiada za dość dramatyczne spadki ciśnienia przez pierwsze 5 minut nurkowania. To tak z mojej obserwacji na sobie i innych.
MSCWłodek K - 28-08-2012, 23:05
kraken napisał/a:
Każdy nurek (doświadczony mniej ale w sumie też) na początku nurkowania wykonuje więcej niepotrzebnych ruchów rytm oddechowy też nie jest idealny, więc ma większe zużycie powietrza.
Do tego dochodzi konieczność adaptacji do zwiększonego wysiłku np skafander, zmęczenie przygotowaniami, opory przepływu gazu, brak uspokojenia się ................... i mamy dziwne przyspieszenie zużycia gazu. Po kilku kilkunastu minutach zwykle ogarniamy tematy i zużycie wraca do normy. Obserwacje własne.waterman - 28-08-2012, 23:10
kraken napisał/a:
To tak z mojej obserwacji na sobie i innych.
czyli po prostu doświadczenie, a nie wojek googielSyrenka_013 - 29-08-2012, 08:28
Wilczy napisał/a:
To zadziała wtedy, kiedy będę regularnie sprawdzał swój gaz i o zauważonych odchyłkach od normy niezwłocznie poinformuję partnera i vice versa.
gorzej, jak Twoj partner nie bedzie robil tego samego...
Wilczy napisał/a:
Dlatego z nieznanym mi dobrze partnerem, który w dodatku najwyraźniej niechętnie sprawdza swój gaz, takiego uproszczenia bym nie zastosował nawet na prostym nurkowaniu
o
[ Dodano: 29-08-2012, 08:32 ]
arkac123 napisał/a:
Nie chciałabym mieć partnura pytającego mnie co 5 minut o gaz (czyli 12! razy w ciągu jednego nurkowania). Prowadziłoby to mojego rozdrażnienia, a co za tym idzie, do zwiększonego zużycia - efekt odwrotny od zamierzonego.
Arkac, niezaprzeczalnie jestes szczesciara nurkowa, ci partnerzy, relaks, to niezdejmowanie maski w zimnej wodzie... I nie odbierz tego jako zlosliwosc, nie mam takiego zamyslu (naprawde zycze Ci jak najlepiej) ale kiedys mozesz sie zdziwic na jakims nurkowaniu...
[ Dodano: 29-08-2012, 08:36 ]
lozerka napisał/a:
mam dokładnie tak samo
Dziewczyny, macie swoje zdanie (wynikajace z Waszych doswiadczen), ja swoje (ktore wynika z moich doswiadczen)... no i przy tym nalezy pozostac, nie ma rady Pawel_B - 29-08-2012, 09:41 Jak dla mnie możecie nie sprawdzać gazu u partnera, wynurzać się z 15 barami na manometrze itp. Beze mnie. Jak nurkuję, sprawdzam gaz u partnera bo oprócz spraw czysto ludzkich (dbałości o partnera itp.) jest on dla mnie rezerwą w razie draki. Proste wytłumaczenie, które powinno przekonać każdego egoistę .
waterman napisał/a:
czyli po prostu doświadczenie, a nie wojek googiel
Głównie fizyka . Zmiana temperatury o 1 stopień C powoduje zmianę ciśnienia w butli napełnionej wyjściowo do 200 bar o 0,66 atm. To całkiem sporo.Włodek K - 29-08-2012, 09:50
Cytat:
Dziewczyny, macie swoje zdanie (wynikajace z Waszych doswiadczen), ja swoje (ktore wynika z moich doswiadczen)...
Wprawdzie nie jestem dziewczyna ale.....
Znaczy że co? Nie sprawdzanie partnerskie co około 2 min (raz jeden raz drugi partner daje taki interwal) skutkowało jakimś problemem.
Jeśli tak to proszę o konkretny przykład?
Bo jak na razie logikę i zdrowy rozsądek ma być gorszy niż omal okultystyczne czary nad manometrem co 5 min.
Napisałem że dla mnie, w moich typowych nurkowaniach, zabawy z manometrem co 5 min mogą skutkować np pięćdziesięcioma czynnościami w grupie partnerów (po 25 na głowę).
Jak dla mnie to czysty irracjonalizm wynikający z braku odrobiny refleksji.
Ale oczywiście każdy może robić jak chce i jak umie.
I nie idzie tu o to że:
- partnur dla nas nie jest cysterną z naszym powietrzem na jego grzbiecie - bo jest,
- nie należy sprawdzać manometru swojego i partnera - bo koniecznie trzeba,
- nie należy sprawdzać partnersko naszej cysterny przed zanurzeniem - bo trzeba,
Chodzi wyłącznie o racjonalizm działania w grupie partnerskiej.
Po stronie irracjonalnej stoi np przykład nurka który konsoli z mano nie wypuszczał z rąk tylko trzymał przed oczami tak jak na najlepszym z filmów nie spuszczamy oczu z ekranu żona nurka - 29-08-2012, 10:07
Cytat:
Po kilku kilkunastu minutach zwykle ogarniamy tematy i zużycie wraca do normy. Obserwacje własne.
Dzięki, Panowie. Im dłużej się nad tym zastanawiam, to rzeczywiście i moje obserwacje są podobne. Z ciekawością przyjrzę się temu zagadnieniu na kolejnych nurkach:)
Cytat:
Jak dla mnie możecie nie sprawdzać gazu u partnera, wynurzać się z 15 barami na manometrze
Paweł, ale nikt nie pisze o 15 barach, tylko sprawdzaniu co 5 min.
Po pierwsze, rozumiem, że 5 minut jest umowne - bo np. ja pływam bez zegarka
Po drugie - pewnie inaczej jest ze sprawdzaniem gazu na płytszych i głębszych nurkach - przytoczę przykład - nurkowaliśmy ostatnio na Zakrzówku i oglądaliśmy te "pedalskie łączki i rybki" - nurek trwał dobrą godzinę, umówiliśmy się, że informujemy siebie, gdy mamy 100 bar w zespole. I od tego momentu zwiększyliśmy częstotliwość pytania o gaz.
Po trzecie - dla mnie ważne jest, żebym to ja wiedziała ile mam gazu i kiedy partner zapyta - bez zerkania - podała mu stan w butli.
Więc, niezależnie od umowy w zespole, ja indywidualnie sprawdzałam własny gaz, ale nie co 5 min.
Co nie oznacza, że nie interesuje się ile ma mój partner - za każdym razem, gdy zanurzaliśmy się nieco głębiej, robiło się bardziej zimno lub jakoś drastycznie zmieniała się nasza aktywność pod wodą - po chwili pytaliśmy siebie nawzajem. Ale też nie było to co 5 min.
Kiedy jeszcze sprawdzaliśmy gaz z partnerem - gdy zobaczyłam, że "jakoś dużo mi tego gazu coś zeżarło" w porównaniu do poprzednich kontroli - natychmiast sygnalizowałam partnerowi i sprawdzałam, jak sprawa wygląda u niego.
Po czwarte - pewnie ważne jest z kim nurkujemy i na ile mamy do niego zaufanie czy też na ile jesteśmy opływani z tą osobą. I od tego, jak się umówimy na brzegu na naszą współpracę pod wodą.lozerka - 29-08-2012, 10:34
Syrenka_013 napisał/a:
lozerka napisał/a:
mam dokładnie tak samo
Dziewczyny, macie swoje zdanie (wynikajace z Waszych doswiadczen), ja swoje (ktore wynika z moich doswiadczen)... no i przy tym nalezy pozostac, nie ma rady
No nie, do tej pory to ja mówilam o swoich preferencjach, a nie doświadczeniach
Ale jeśli chodzi o te ostatnie, to oczywiscie nie mam ich co równać do Twoich, Syrenko , to oczywiste, tym niemniej w ciągu tego półtora roku uwazam, że relatywnie zrobiłam dużo nurkowań, udało mi się nurkować z kilkoma bazami w świecie, zrobić parę kursów i nurkować z pewną iloscią ludzi.
I w przypadku żadnego instruktora, DM prowadzącego nurkowanie, czy partnura mniej lub bardziej znanego nie spotkałam się z praktyką pytania o gaz co 4-5 minut.
Pawel_B napisał/a:
Jak dla mnie możecie nie sprawdzać gazu u partnera,
Paweł, już Ania napisała, ale ...chyba niepotrzebne darcie szat Bo między sprawdzaniem gazu co parę minut, a niesprawdzaniem go w ogole, jest dość duży zakres zachowań i te, jak rozumiem, większość stosuje.
Ania Mądry i rozsądny nurek z Ciebie nam rośnie pomorzanka - 29-08-2012, 11:55
lozerka napisał/a:
I w przypadku żadnego instruktora, DM prowadzącego nurkowanie, czy partnura mniej lub bardziej znanego nie spotkałam się z praktyką pytania o gaz co 4-5 minut.
a bo w nurkowaniu, jak we wszystkim, potrzebny jest rozsądek, którego nie zastąpią żadne procedury. Jak słusznie zauważył Włodek, pytanie się partnurów wzajemnie o gaz co 5 minut mogłoby doprowadzić do sytuacji, że gaz kontrolujemy co 2 minuty. Jeżeli jeszcze jako standard wprowadzimy okejke co dwie 5 minut, to okaże się, że nauka nawigacji podwodnej będzie zbędna.
Z drugiej strony mi ostatnio zdarzył się zestresowany partnur z 15 l butlą nabitą powyżej 200 bar, który w 6 minucie pokazał mi na swoim mano 50 bar.Padmapatra - 29-08-2012, 12:20
pomorzanka napisał/a:
Z drugiej strony mi ostatnio zdarzył się zestresowany partnur z 15 l butlą nabitą powyżej 200 bar, który w 6 minucie pokazał mi na swoim mano 50 bar.
150bar x 15 l = 2250 l / 6 min. = 375 l. Zakładając, że nie byliście głębiej niż 20 m - 375 l / 3 = 125 l / min. imponujący wynik arkac123 - 29-08-2012, 12:34
pomorzanka napisał/a:
Z drugiej strony mi ostatnio zdarzył się zestresowany partnur z 15 l butlą nabitą powyżej 200 bar, który w 6 minucie pokazał mi na swoim mano 50 bar.
A zawór miał odkręcony do końca? pomorzanka - 29-08-2012, 12:35 Wiem, że nieprawdopodobne, ale tak było. Schodziliśmy na Delfina, kolega był tuż po OWD - nie chcę opisywać wszystkiego, co działo się na tym nurkowaniu, ale mój nadgarstek mocno bolał mnie jeszcze następnego dnia. Dla mnie kolejna nauczka, aby nie nurkować ze świeżymi nurkami, bo ja nie nadaję się do tego.
I ja więcej nic o tym nurkowaniu nie napiszę wystarczy, że od dwóch tygodni sama je analizuję.To był jedynie przykład tego, że historia zna przypadki szybkiego osiągnięcia rezerwy.
ps. kolega na pewno był przeważony znacznie, na pewno cały czas pracował inflatorem, więc jego zużycie powietrza, to nie tylko SAC, który jednak był ogromny.Wilczy - 29-08-2012, 13:22
Syrenka_013 napisał/a:
Wilczy napisał/a:
To zadziała wtedy, kiedy będę regularnie sprawdzał swój gaz i o zauważonych odchyłkach od normy niezwłocznie poinformuję partnera i vice versa.
gorzej, jak Twoj partner nie bedzie robil tego samego...
"Moda na dyskusje", odc. 5831:
"Wilczy przypomina, że mówił, że pomysł z rzadszym odpytywaniem partnera można bezstresowo stosować ze sprawdzonymi, 'ogarniętymi', osobami. Lokaj wnosi herbatę i ciasteczka. Miła rozmowa trwa dalej :)".
żona nurka napisał/a:
Po trzecie - dla mnie ważne jest, żebym to ja wiedziała ile mam gazu i kiedy partner zapyta - bez zerkania - podała mu stan w butli.
Dobra zasada :) Mi się jeszcze czasem udaje, kiedy zauważę, że partner sprawdza swój gaz (a ja tego przez ostatnie parę minut nie robiłem), szybko sprawdzić swój, bo przecież jest szansa, że partner za chwilę zapyta mnie. Wtedy mogę odpowiedzieć natychmiast, a nie dopiero udawać się na rozmowy z cyferblatem. Tak głupotka, a zwiększa zadowolenie.
żona nurka napisał/a:
Co nie oznacza, że nie interesuje się ile ma mój partner - za każdym razem, gdy zanurzaliśmy się nieco głębiej, robiło się bardziej zimno lub jakoś drastycznie zmieniała się nasza aktywność pod wodą - po chwili pytaliśmy siebie nawzajem. Ale też nie było to co 5 min.
No widzisz, pewnie miałaś dobrego partnera - a on dobrą partnerkę w Tobie ;-)Grotto8 - 29-08-2012, 13:42
arkac123 napisał/a:
pomorzanka napisał/a:
Z drugiej strony mi ostatnio zdarzył się zestresowany partnur z 15 l butlą nabitą powyżej 200 bar, który w 6 minucie pokazał mi na swoim mano 50 bar.
A zawór miał odkręcony do końca?
Oczywiście. Oba, z czego automat przykręcony tylko do jednego... Torpeda - 29-08-2012, 15:48
Grotto8 napisał/a:
arkac123 napisał/a:
pomorzanka napisał/a:
Z drugiej strony mi ostatnio zdarzył się zestresowany partnur z 15 l butlą nabitą powyżej 200 bar, który w 6 minucie pokazał mi na swoim mano 50 bar.
A zawór miał odkręcony do końca?
Oczywiście. Oba, z czego automat przykręcony tylko do jednego...
Jak skierujesz zawór do tyłu, to masz skuter!Włodek K - 30-08-2012, 00:37
pomorzanka napisał/a:
Wiem, że nieprawdopodobne, ale tak było.
Prawdopodobne ale u dużych silnych usportowionych facetów
Mój przykład to zużycie około 100 l/min. w odniesieniu do powierzchni (trudno tu mówić o SAC"u w czystej postaci)
Uważa się że organizm człowieka może zwiększyć wentylację około dziesięciokrotnie od spoczynkowej. Przy czym należy przyjąć że wraz z wzrostem wentylacji w pobliże max może dochodzić do kumulacji CO2..........
U takich nurków widać w kilkanaście sekund że "żrą" na potęgę a i po zachowaniu da się przewidzieć że mamy do czynienia ze smokiem.
Wtedy oczywiste jest że należy się zmiana planu na całkiem płytkie nurkowanie. Bo ów nurek nie nadaje się do głębokości większych niż kilka m i to pod nadzorem przewodnika lub innego doświadczonego nurka. Lub poprostu powrót na szkolenie/warsztaty na których powinien spróbować się ogarnąć.
Cieszę się że nic złego się nie zdarzyło
bo mogło!
[ Dodano: 30-08-2012, 00:39 ]
pomorzanka napisał/a:
ale mój nadgarstek mocno bolał mnie jeszcze następnego dnia
Nie bije się nurków bo potem rączka boli Pawel_B - 30-08-2012, 09:42
Włodek K napisał/a:
Lub poprostu powrót na szkolenie/warsztaty na których powinien spróbować się ogarnąć.
Np. kurs wrakowy jeśli się myśli o wrakach .Włodek K - 30-08-2012, 10:15
Cytat:
Włodek K napisał/a:
Lub poprostu powrót na szkolenie/warsztaty na których powinien spróbować się ogarnąć.
Np. kurs wrakowy jeśli się myśli o wrakach .
Po opisie nie sądzę aby to była dobra droga.
Dlatego że ów nurek najprawdopodobniej ma spore zaległości do dopracowania w ramach zakresu umiejętności przyzwoitego poziomu podstawowego.
Ważne jest to właśnie wtedy gdy myśli o wrakach (na starcie znacznie większe wymagania od ucznia). Skierowanie go na kurs o wyższych wymaganiach, dalszym rozwoju w szerz, zamiast go naprawić, najprawdopodobniej utrwali mu braki w umiejętnościach podstawowych.
Dodatkowo najprawdopodobniej nowe umiejętności przykryją mu stare braki No bo przecież On już se jest nurek wrakowy to kto mu podskoczy . Co oczywiście z jego punktu widzenia może podnieść jego ego własne Z punktu widzenia partnerów już nie koniecznie ):Yavox - 30-08-2012, 10:17
Pawel_B napisał/a:
Włodek K napisał/a:
Lub poprostu powrót na szkolenie/warsztaty na których powinien spróbować się ogarnąć.
Np. kurs wrakowy jeśli się myśli o wrakach .
Ja bym bardziej celował w warsztaty typu "trym, pływalność, poruszanie się pod wodą - wersja basic ale hardcorowo solidnie" niż kurs wrakowy, który jest kolejnym etapem - i jako taki najlepiej go robić moim zdaniem w momencie, w którym naprawdę swoje nieogranięcie się ma się już na 99% wyczyszczone.
Piszę z własnego doświadczenia - kilka lat temu skończyłem kurs podstawowy, po którym z perspektywy techniki nurkowania (podstawy) pozostały mi duże luki. Proces usuwania ich kolejnymi kursami ponadpodstawowymi nie działa, ponieważ w nich pojawiają się nowe, charakterystyczne dla nich rzeczy, a uzupełnianie dziur jest robione raczej mimochodem, w ograniczonym zakresie i przy okazji. Jeżeli ktoś z powodu nieogarnięcia się miałby mieć TAKIE zużycie, jak opisane kilka postów wcześniej (Boże, co on musi wyprawiać pod wodą!) to właściwe działanie to jest raczej "robimy jeszcze raz wszystko od zera, tyle że tym razem żmudnie i porządnie" niż "będziesz się bardziej ogarniał na kolejnym, wyższym kursie" Tak przynajmniej ja to po sobie widzę, ale ja to po prostu zawsze nieogarnięty jestem taki - może powinienem wrócić do przedszkola i przerobić jeszcze raz leżakowanie
Edit: widzę, że z Włodkiem żeśmy w tym samym czasie wystrzelili... jaroner - 30-08-2012, 11:10 Miałem w czerwcu za partnura jednego gościa z Rosji.
Pytam się go w 15 min nurkowania na głębokości 28m o gaz.
Ja mam 160 BAR
On mi odpowiada: 60 BAR
Jego stopień : Rescue
Ominąłem dwa przystanki żeby jak najprędzej znaleźć się na 3m na ostatni 3 min.
Nie wiem jak on to robił, nie widziałem żeby co chwila bąble uciekały mu z paszczy.
Sprawdzałem przed zanurzeniem, mieliśmy po równo 200 BAR.Yavox - 30-08-2012, 11:15 Może robił pełne głębokie wdechy, do tego pełne głębokie wydechy i do tego dwa razy szybciej od ciebie - to powinno w zupełności wystarczyć, żeby wytłumaczyć różnicę Pawel_B - 30-08-2012, 11:18 Adam, Włodek - wspomniałem o kursie wrakowym, by móc zgodnie ze sztuką nurkować na wrakach. To takie chociaż nie formalne) prawo jazdy. Przed takim kursem jest jeszcze dużo do zrobienia - to o czym mówicie. W ogóle dziwi mnie, że ktoś (szyper) zabrał na wrak kolesia z takim stażem. Dla mnie to jest niepotrzebne stwarzanie sytuacji mogących bardzo szybko zmienić się na wypadek nurkowy. Skoro samo zanurkowanie w morzu zrobiło takie mocne wrażenie, nie chcę nawet myśleć i jakimkolwiek zaplątaniu, zagubieniu opustówki, partnera, problemami z prądem itp.
Wszyscy mówicie (również ja) o szkoleniach, warsztatach, trymie, pływalności, partnerstwie a chyba czasami zapomina się o jednym chyba najważniejszym detalu - wyobraźni.jaroner - 30-08-2012, 11:30
Pawel_B napisał/a:
Wszyscy mówicie (również ja) o szkoleniach, warsztatach, trymie, pływalności, partnerstwie a chyba czasami zapomina się o jednym chyba najważniejszym detalu - wyobraźni.
DOKŁADNIE !!ptja - 30-08-2012, 11:35 Przyszła mi na myśl wypowiedź na innym forum "/.../ dokonuje swiadomego wyboru i /.../ olewam nawigacje./.../ nie moge sobie jeszcze pozwolic na poswiecenie wiecej uwagi na nawigacje. Wole sie skupic na plywalnosci/.../". Napisał to kolega z AOWD...
Przyznam się, że sam ostatnio miałem trochę kłopot z poprowadzeniem zespołu "w kierunku" i oddałem kompas i przewodnictwo innemu nurkowi (zbliżałem się do rezerwy gazu i troszkę się najwyraźniej tym rozkojarzyłem), ale właśnie dlatego wolę doskonalić te podstawy, żeby wreszcie móc np. dłubanki na Hańczy obejrzeć nie dzięki "plastikowi deep", a w poczuciu, że wiem, co robię.Yavox - 30-08-2012, 11:42
ptja napisał/a:
Przyznam się, że sam ostatnio miałem trochę kłopot z poprowadzeniem zespołu "w kierunku" i oddałem kompas i przewodnictwo innemu nurkowi (zbliżałem się do rezerwy gazu i troszkę się najwyraźniej tym rozkojarzyłem), ale właśnie dlatego wolę doskonalić te podstawy, żeby wreszcie móc np. dłubanki na Hańczy obejrzeć nie dzięki "plastikowi deep", a w poczuciu, że wiem, co robię.
No ja na kompas jakoś daję radę, ale potrzebuję współpracującego partnera (żeby się nie trzeba było na niego co chwila oglądać) no i do tego jeszcze, wstyd się przyznać, ale jest mi potrzebny widok dna! To tyle odnośnie podstaw - ogarnięcie jednocześnie kompasu i pilnowania głębokości na kompie mnie póki co deczko przerasta. Znaczy się, trzeba ćwiczyć podstawy (czyli na ten moment niestety pływalność, nie kompas).
Pawel_B napisał/a:
Wszyscy mówicie (również ja) o szkoleniach, warsztatach, trymie, pływalności, partnerstwie a chyba czasami zapomina się o jednym chyba najważniejszym detalu - wyobraźni.
No tego niestety nie ma w standardach, a bardzo by się przydało. Tylko jest ten problem wstępny z osobami, które jeszcze nie wiedzą, że nie wiedzą, bo jak się dowiadują że nie wiedzieli to przeważnie się to odbywa w niefajnych okolicznościach.lozerka - 30-08-2012, 11:58
Yavox napisał/a:
To tyle odnośnie podstaw - ogarnięcie jednocześnie kompasu i pilnowania głębokości na kompie mnie póki co deczko przerasta. Znaczy się, trzeba ćwiczyć podstawy (czyli na ten moment niestety pływalność, nie kompas).
nie wiem, Adam, jak masz usytuowane kompas i komputer wzajemnie ze sobą. Ja radzę, żeby oba przyrządy były na jednym ręku i tak ustawione, by tarcze były w jednej pozycji- ja np. mam kompas na gumkach i trzymam go na zewnętrznej stronie dłoni, a digital na przedramieniu tej samej ręki. To pozwala na jednoczesną kontrolę obu instrumentów i moim zdaniem w takiej konfiguracji pilnowanie kierunku i głębokości jednocześnie jest stosunkowo łatwe Yavox - 30-08-2012, 12:16 Mam dobrze usytuowane, tylko pilnowanie kierunku i głębokości zakłada, że masz opanowane samo pilnowanie głębokości w toni, bez żadnego punktu odniesienia z wyjątkiem cyferek na wyświetlaczu komputera ptja - 30-08-2012, 12:29
Yavox napisał/a:
/.../ opanowane samo pilnowanie głębokości w toni, bez żadnego punktu odniesienia z wyjątkiem cyferek na wyświetlaczu komputera
ano, życie jest ciężkie, a potem się umiera To co, przy najbliższej okazji "okienko" ćwiczymy?Yavox - 30-08-2012, 12:35
ptja napisał/a:
ano, życie jest ciężkie, a potem się umiera To co, przy najbliższej okazji "okienko" ćwiczymy?
Przy najbliższej okazji katujemy góra/zawis/dół do upadłego jacekplacek - 30-08-2012, 15:06
Yavox napisał/a:
pilnowanie kierunku i głębokości zakłada, że masz opanowane samo pilnowanie głębokości w toni, bez żadnego punktu odniesienia z wyjątkiem cyferek na wyświetlaczu komputera
Utrzymanie stałej głębokości nie wymaga patrzenia na komputer - im płycej, tym łatwiej. Zdanie się tylko na komputer, powoduje kłopoty w razie potrzeby wykonania czegokolwiek, co spoglądanie na cyferblat rozprasza - co, jak piszesz, sam zauważyłeś pmk - 30-08-2012, 20:15
jacekplacek napisał/a:
Utrzymanie stałej głębokości nie wymaga patrzenia na komputer
...zwłaszcza w ślepej masce Włodek K - 30-08-2012, 22:41
Yavox napisał/a:
Edit: widzę, że z Włodkiem żeśmy w tym samym czasie wystrzelili...
Nie, ja byłem lepszy o jedno kliknięcie klawiszem
[ Dodano: 30-08-2012, 22:43 ]
jacekplacek napisał/a:
Utrzymanie stałej głębokości nie wymaga patrzenia na komputer - im płycej, tym łatwiej. Zdanie się tylko na komputer, powoduje kłopoty w razie potrzeby wykonania czegokolwiek, co spoglądanie na cyferblat rozprasza - co, jak piszesz, sam zauważyłeś
Niemniej jednak umiejętność zrobienia tego na przyrządy jest wielce przydatne w różnych innych sytuacjach
[ Dodano: 30-08-2012, 23:07 ]
Pawel_B napisał/a:
a chyba czasami zapomina się o jednym chyba najważniejszym detalu - wyobraźni.
Ale szkolenie właśnie budzi wyobraźnię
Np ktoś kiedyś powiedział że nie wyobrażał sobie że nurkowanie wymaga tyle nauki
lozerka napisał/a:
jak masz usytuowane kompas i komputer wzajemnie ze sobą. Ja radzę, żeby oba przyrządy były na jednym ręku i tak ustawione,
To nie zawsze ma znaczenie ale dobrze jest mieć poprawnie skonfigurowane przyrządy.
Niektórzy nurkowie muszą ze względu na mniejszą percepcję pod wodą jakby dzielić oba parametry np teraz patrzę na głębokość (oceniam i decyduję a to trwa czasem dość długo) a za chwilę busola odczyt analiza odchyłki i decyzja. To też trwa i w trudnych warunkach wymaga wprawy. A wkoło dzieje się masa rzeczy do ogarniania.
Tylko nie pomyślcie że to o czym napisałem dotyczy jakichś mało rozgarniętych osób.
Użyję cytatu "im bardziej wrażliwą masz duszę tym większe w życiu cierpisz katusze"
Jakoś tak postrzegam problemy z wielowątkowym działaniem pod wodą.
Dlatego część osób musi włożyć znacznie większy wysiłek aby się z tymi wszystkimi "śrubkami" zapoznać na poziomie odruchów.
Yavox napisał/a:
Tylko jest ten problem wstępny z osobami, które jeszcze nie wiedzą, że nie wiedzą, bo jak się dowiadują że nie wiedzieli to przeważnie się to odbywa w niefajnych okolicznościach.
Chyba nie aż tak katastroficznie bo trup siał by się gęsto
Zwykle jednak nurkowie zauważają różnicę i zaczynają się zastanawiać dlaczego ten nurek ma pod wodą jakoś inaczej TomKur - 31-08-2012, 00:11
jacekplacek napisał/a:
Utrzymanie stałej głębokości nie wymaga patrzenia na komputer - im płycej, tym łatwiej. Zdanie się tylko na komputer, powoduje kłopoty w razie potrzeby wykonania czegokolwiek, co spoglądanie na cyferblat rozprasza - co, jak piszesz, sam zauważyłeś
Cześć,
Jacek, możesz napisać, w jaki sposób utrzymujesz stałą głębokość bez przyrządu pomiarowego ?. Chodzi mi o taką kontrolę w toni, bez punktów odniesienia (np. wiszącego przede mną partnura, dna, liny, itp).Judas - 31-08-2012, 09:17
TomKur napisał/a:
Jacek, możesz napisać, w jaki sposób utrzymujesz stałą głębokość bez przyrządu pomiarowego ?.
czuje sie w uszach, "zmyśle równowagi" ... pocwicz ze ślepa maską to poczujesz...Grotto8 - 31-08-2012, 09:27
TomKur napisał/a:
jacekplacek napisał/a:
Utrzymanie stałej głębokości nie wymaga patrzenia na komputer - im płycej, tym łatwiej. Zdanie się tylko na komputer, powoduje kłopoty w razie potrzeby wykonania czegokolwiek, co spoglądanie na cyferblat rozprasza - co, jak piszesz, sam zauważyłeś
Cześć,
Jacek, możesz napisać, w jaki sposób utrzymujesz stałą głębokość bez przyrządu pomiarowego ?. Chodzi mi o taką kontrolę w toni, bez punktów odniesienia (np. wiszącego przede mną partnura, dna, liny, itp).
Słyszałem, że miszczowie robią to metodą "na uszy"
Kiedyś na forum pojawił się wątek wynurzenia na "najwolniejsze bąble".
Jednak poważnie ... jacekplacek ... również jestem bardzo ciekaw czy masz taką metodę i czy działa?jacekplacek - 31-08-2012, 09:33
Grotto8 napisał/a:
jacekplacek ... również jestem bardzo ciekaw czy masz taką metodę i czy działa?
Działa, tyle że w wodzie. Zapraszam Włodek K - 31-08-2012, 09:57
jacekplacek napisał/a:
Grotto8 napisał/a:
jacekplacek ... również jestem bardzo ciekaw czy masz taką metodę i czy działa?
Działa, tyle że w wodzie. Zapraszam
Eeeeeeeeeee tam działa . Podpierasz się patyczkiem o dno i już. I za taką tajemnicę chcesz kasiorę
Ja mam taki rozkładany patyczek jacekplacek - 31-08-2012, 09:59
Włodek K napisał/a:
Ja mam taki rozkładany patyczek
Dlatego trzymasz się nie więcej jak 30cm od dna żona nurka - 31-08-2012, 10:01
Włodek K napisał/a:
Zwykle jednak nurkowie zauważają różnicę i zaczynają się zastanawiać dlaczego ten nurek ma pod wodą jakoś inaczej
Włodku, to ja właśnie na takim etapie jestem. ...tak patrzę na tych pod wodą i patrzę a oni jakoś tak mniej latają niż ja góra-dół, tak jakoś mniej ruchów wykonują, tak jakoś wiszą w toni i robią jeszcze wiele innych rzeczy, które mi bardziej wychodzą na zasadzie: raz wyjdzie raz nie wyjdzie - niż są moją świadomą kompetencją.
więc utrzymanie dla mnie stałej głębokości przez patrzenia na komputer - awykonalne. Jak to zrobić? Kto zdradzi tę tajemną wiedzę, no kto????
[ Dodano: 31-08-2012, 10:08 ]
[quote="Yavox"] wstyd się przyznać, ale jest mi potrzebny widok dna! To tyle odnośnie podstaw - ogarnięcie jednocześnie kompasu i pilnowania głębokości na kompie mnie póki co deczko przerasta.
To ja również, ale bez wstydu, przyznaję: POTRZEBNY JEST MI WIDOK DNA.
Macie jakieś patenty, jak nad tym ćwiczyć?Włodek K - 31-08-2012, 10:21
żona nurka napisał/a:
więc utrzymanie dla mnie stałej głębokości przez patrzenia na komputer - awykonalne. Jak to zrobić? Kto zdradzi tę tajemną wiedzę, no kto????
Zanim zaczniesz patrzeć na kompa i według niego trzymać głębokość najpierw naucz się świadomego kontrolowania pływalności za pomocą faz oddechu (np w PADI ćwiczenia pivot a dalej Hover mają właśnie taki cel i jeśli tego Ci nie dały to standard nie został spełniony bo nie umiesz zastosować w praktyce umiejętności wynikających z tych ćwiczeń).
Tzn pójdź dalej i naucz się zanurzać i wynurzać kilka m góra dół wyłącznie sterując oddechem (poprawny trym i ilość balastu jest podstawą do tego szeżej opisałem tu www.balastnurkowy.yoyo.pl w zakładce o wyważaniu). Jeszcze dalej idąc naucz się tak aby przypadkowe nie spodziewane rzucenie Ci np kamienia w ręce nie skutkowało opadaniem (zastosuj fazy oddechu)
Potem naucz się korelować swój oddech (fazę i głębokość już uświadomioną) ze wskazaniami kompa/głębokościomierza. tzn wskazanie zmiany głębokości powinno skutkować dopasowaniem głębokości i faz oddechu. To też jest miejsce gdzie wielowątkowość działań i ocen w wodzie może być zachwiana np. nadmiarem stresu - pisałem nie dawno o tym.
Ot i cała niby tajemnica
Jak sobie nie poradzisz zapraszam na warsztaty.arkac123 - 31-08-2012, 10:57
żona nurka napisał/a:
Yavox napisał/a:
wstyd się przyznać, ale jest mi potrzebny widok dna! To tyle odnośnie podstaw - ogarnięcie jednocześnie kompasu i pilnowania głębokości na kompie mnie póki co deczko przerasta.
To ja również, ale bez wstydu, przyznaję: POTRZEBNY JEST MI WIDOK DNA.
Macie jakieś patenty, jak nad tym ćwiczyć?
Tak. Nurkować
Pływalność naprawdę przychodzi z czasem (naukę wspomóc można ćwiczeniami na basenie, idealne ćwiczenia podał post wyżej Włodek) - nie znam nikogo (opróćz bytów wirtualnych), kto pływałby po 5 zanurzeniach "od poziomnicy".
Mnie również jest potrzebny widok dna, i wtedy nie potrzebuję głębokościomierza (jeśli jeszcze dodatkowo znam akwen, to wogóle nie ma problemu, kiedy oboje z Arkiem nie weźmiemy komputerów ( a to się zdarza).
Natomiast w toni.... No cóż. Wcześniej była tragedia (zawroty głowy, utrata orientacji, było wręcz niebezpiecznie), teraz jest już lepiej, ale jestem tak skoncentowana na przyrządach (komputer, kompas mam obok siebie), że nie widzę partnera. Kiedy tylko się obejrzę, skaczę o pół metra w dół lub w górę..... Więc dalej ćwiczę.....żona nurka - 31-08-2012, 12:44
Włodek K napisał/a:
... najpierw naucz się świadomego kontrolowania pływalności za pomocą faz oddechu (np w PADI ćwiczenia pivot a dalej Hover mają właśnie taki cel i jeśli tego Ci nie dały to standard nie został spełniony bo nie umiesz zastosować w praktyce umiejętności wynikających z tych ćwiczeń). .
Ja się szkoliłam w NAUI, a tam na kursie podstawowym tego rodzaju ćwiczeń nie ma.
Z mojej perspektywy są podstawy podstaw, kontrolowania pływalności za pomocą faz oddechu nie ma. Jest o tym mowa, ale ćwiczeń nastawionych tylko na to zagadnienie brak.
Włodek K napisał/a:
Jak sobie nie poradzisz zapraszam na warsztaty.
No chyba wygląda na to Włodku, że to się stanie szybciej niż się spodziewasz....mój nurkomąż jest z Tobą na październik umówiony w Łagowie, a ja będę razem z Nim...jeśli tylko mnie zimna woda w piance nie pokona..brrr.
[ Dodano: 31-08-2012, 12:49 ]
arkac123 napisał/a:
Tak. Nurkować
Nooo, to raczej inaczej się nie da. Chodziło mi o nieco inne patenty....np. ostatnio na którymś z forum przeczytałam, że dziewczyna miała kłopot z zalewaniem maski i ćwiczyła w domu - chodząc z wypełnioną maską wodą.....podobno podziałało:)
jeszcze nie sprawdzałam, ale kto wie...
[ Dodano: 31-08-2012, 12:51 ]
no chyba, że to był żart a ja go nie skumałam...wtedy pozostaje mi za radą Yavoxa:
[quote="Yavox] do przedszkola i przerobić jeszcze raz leżakowanie [/quote]
Grotto8 - 31-08-2012, 13:16
Włodek K napisał/a:
jacekplacek napisał/a:
Grotto8 napisał/a:
jacekplacek ... również jestem bardzo ciekaw czy masz taką metodę i czy działa?
Działa, tyle że w wodzie. Zapraszam
Eeeeeeeeeee tam działa . Podpierasz się patyczkiem o dno i już. I za taką tajemnicę chcesz kasiorę
Ja mam taki rozkładany patyczek
He he No jak bym się dał skusić na to zaproszenie, najechał się, wykosztował, a by się okazało, że ktoś się patykiem o dno podpiera, to bym go tym kijem ...
Ostatnio kilka razy puszczałem bojkę w toni, bez odniesienia do czegokolwiek. Robię to w granicach 5 - 5,5m. Ostatnio zauważyłem, że podczas manewrowania bojką mogę zerkać na kompa rzadziej (tzn nie co 5s, ale co 15s) , a to dlatego, że próbuję orientować się w pływalności na podstawie ... farfocli w wodzie
P.S.
Czy ten Wasze "patyczki" to chodzi o "latarki" ? Yavox - 31-08-2012, 13:35
żona nurka napisał/a:
Ja się szkoliłam w NAUI, a tam na kursie podstawowym tego rodzaju ćwiczeń nie ma.
Są, tylko nazw nie kojarzysz albo przespałaś Padmapatra - 31-08-2012, 13:50
Grotto8 napisał/a:
Czy ten Wasze "patyczki" to chodzi o "latarki" ?
Raczej "trąbki" Włodek K - 31-08-2012, 13:55
żona nurka napisał/a:
Ja się szkoliłam w NAUI, a tam na kursie podstawowym tego rodzaju ćwiczeń nie ma.
Z mojej perspektywy są podstawy podstaw, kontrolowania pływalności za pomocą faz oddechu nie ma. Jest o tym mowa, ale ćwiczeń nastawionych tylko na to zagadnienie brak.
Hmmm. To chyba mało prawdopodobne aby standard nie prowadził do metodycznego ustalania pływalności? Może jednak były tylko się nie nazywały albo inaczej nazywały?
Minimum w PADI to zawiśnięcie minimum 30 sek w bezruchu na stałej głębokości. Potem trzeba tą umiejętność zastosować w praktyce. Wtedy trudno na tej bazie nie zrobić ćwiczeń wykorzystujących w praktyce tego sterowania pływalnością. Zwłaszcza ze ćwiczenie balansu na płetwach (inna nazwa Pivota) uczy podstaw tego sterowania a jest to jedno z pierwszych ćwiczeń bez których jest trudniej się w tym połapać.
żona nurka napisał/a:
No chyba wygląda na to Włodku, że to się stanie szybciej niż się spodziewasz....mój nurkomąż jest z Tobą na październik umówiony w Łagowie, a ja będę razem z Nim...jeśli tylko mnie zimna woda w piance nie pokona..brrr.
No to znowu świat się zrobił mały
Zimną wodę rozgrzejemy latarkami i tarciem płetw o wodę Yavox - 31-08-2012, 13:59
Włodek K napisał/a:
żona nurka napisał/a:
No chyba wygląda na to Włodku, że to się stanie szybciej niż się spodziewasz....mój nurkomąż jest z Tobą na październik umówiony w Łagowie, a ja będę razem z Nim...jeśli tylko mnie zimna woda w piance nie pokona..brrr.
No to znowu świat się zrobił mały
Zimną wodę rozgrzejemy latarkami i tarciem płetw o wodę
Z tego co wiem, nurkomąż pozostanie umówiony jak mu Włodek K potwierdzi, że może w tym terminie zająć się jego balastem do singla Włodek K - 31-08-2012, 14:03
żona nurka napisał/a:
- chodząc z wypełnioną maską wodą.....podobno podziałało:)
jeszcze nie sprawdzałam, ale kto wie...
W zasadzie wszystkie tego typu działania zadziałają z czasem Bo w zasadzie problem ten to problem naturalnych skłonności nie usuniętych doświadczeniami w wodzie - znaczy za mało kontaktów z wodą i jest jak jest. Mam inne sposoby aby dopasować się do wody Jeśli i z tym jest problem to przy okazji pokażę co i jak się trenuje.TomKur - 31-08-2012, 14:56
jacekplacek napisał/a:
Grotto8 napisał/a:
jacekplacek ... również jestem bardzo ciekaw czy masz taką metodę i czy działa?
Działa, tyle że w wodzie. Zapraszam
Bardzo dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.
Byłem po prostu ciekawy, jak to robią zawodowcy. Teraz wiem, że w wodzie. Dobre i to...żona nurka - 31-08-2012, 15:10
Yavox napisał/a:
Są, tylko nazw nie kojarzysz albo przespałaś
Szybko reaguję, żeby dymu nie było - w NAUI są ....tylko przespałam....
a że jestem powolnym uczniem - to nie przyswoiłam na tyle by myśleć w kategoriach - acha, wiem jak to się robi i za każdym, no niemal za każdym, razem powtórzę to w ten sam sposób.
[ Dodano: 01-09-2012, 11:50 ]
Włodek K napisał/a:
Hmmm. To chyba mało prawdopodobne aby standard nie prowadził do metodycznego ustalania pływalności? Może jednak były tylko się nie nazywały albo inaczej nazywały?
Były, były... Tylko inaczej się nazywały...
Włodek K napisał/a:
Zimną wodę rozgrzejemy latarkami i tarciem płetw o wodę
No to mnie przekonałeś:)) nie ma to tamto....będą nury:)) tylko jeszcze nurkomężowi musisz potwierdzić:))[/quote]fwj - 04-09-2012, 22:01
żona nurka napisał/a:
Były, były... Tylko inaczej się nazywały...
Nie przejmuj się, jak mi DM w Egiptowie kazała jakieś "Devoty" robić to też patrzyłem jak na wariatkę . Jak pokazała o co chodzi to się zastanawiałem, czemu w toni tego nie robi tylko się na płetwach podpiera Syrenka_013 - 05-09-2012, 08:59
Włodek K napisał/a:
Chodzi wyłącznie o racjonalizm działania w grupie partnerskiej
dokladnie tak. Wlodku, szukasz na sile ciemnych stron, zeby mi pokazac, ze nie mam racji. Nikt z tych, z ktorymi nurkuje nie ma nosa w manometrze i nigdy nie slyszalam tez, zeby bylo to w jakikolwiek sposob uciazliwe. Wrecz przeciwnie, taki schemat daje poczucie bezpieczenstwa. I nie probuj przerabiac tej procedury na "dane statystyczne". Kontrola w zespole co 5' i juz. Swiadomosc umiejetnosci liczenia gazu w glowie (swojego i partnera) oraz weryfikacja tego w zespole co 5' to doskonala procedura przeniesiona z kursow technicznych. To nie jest moj wymysl. Zaczeli to stosowac duzo madrzejsi i bardziej doswiadczeni ode mnie. Ja uwazam, ze to swietna rzecz (sprawdzialam na sobie, partnerach i w wielu sytuacjach i warunkach nieco trudniejszych niz nurkowanie w basenie) i okazalo sie, ze dziala w kazdych warunkach jednakowo dobrze (nawet na basenie). Zatem znowu prosba - pozwol mnie dzialac w taki sposob, Ty dzialaj jak chcesz, mozesz nawet wcale nie sprawdzac manometru, albo robic to na chybil trafil. Ja wole ustalone reguly, bo DBALOSC o GAZ to PODSTAWOWA CZYNNOSC ktora mamy do ZROBIENIA POD WODA. I to ona jest priorytetem, a nie ogladanie rybek tak jak to ktos wczesniej zasugerowal...
[ Dodano: 05-09-2012, 09:04 ]
żona nurka napisał/a:
To ja również, ale bez wstydu, przyznaję: POTRZEBNY JEST MI WIDOK DNA.
Macie jakieś patenty, jak nad tym ćwiczyć?
punkt odniesienia jest zawsze przydatny, co do patentow na cwiczenie plywalnosci i np nawigacji bez niego - trzeba probowac do skutku... proponuje ciwczenia z kompasem najpierw na powierzchni, tak, zeby przyzwyczaic reke do odpowiedniego ukladu (zawsze w tej samej pozycji w dwoch plaszczyznach). Minutka tam, stop, zwrot, komunikacja, minutka z powrotem. Zobaczysz, ze najpierw trzeba bedzie caly czas wgapiac sie w kompas, potem stopniowo coraz mniej. To samo pod woda. Jak dobrze ulozysz sobie rece zeby widziec i komuter i kompas i odruchowo zawsze wracac do tego ulozenia bedzie latwiej. Dodatkowo badz czujna a propos uszu - one tez sa dobrym wyznacznikiem zmian glebokosci, a Twoje sa wrazliwe, wiec trzeba nauczyc sie ich sluchac... żona nurka - 05-09-2012, 09:41
fwj napisał/a:
Nie przejmuj się, jak mi DM w Egiptowie kazała jakieś "Devoty" robić to też patrzyłem jak na wariatkę
No to przez te nazwy, których jeszcze zbyt dobrze nie kojarzę, mogę samej sobie przykleić łatkę "devoty":))) arkac123 - 05-09-2012, 10:32
Syrenka_013 napisał/a:
Ja wole ustalone reguly, bo DBALOSC o GAZ to PODSTAWOWA CZYNNOSC ktora mamy do ZROBIENIA POD WODA. I to ona jest priorytetem, a nie ogladanie rybek tak jak to ktos wczesniej zasugerowal...
Gdyby moim priorytetem pod wodą byłaby dbałość o gaz, to.............. nie wchodziłam do wody, nie miałoby to dla mnie sensu.
Nurkuję, ponieważ chcę podglądać rybki, nurkowanie w akwalungu jest tylko i wyłącznie narzędziem, a nie celem samym w sobie.
Widzę, że mamy kompletnie różne poglądy na nurkowanie, i żadna z nas tego nie zmieni, ani nie przekona drugiej strony. jacekplacek - 05-09-2012, 10:40
Syrenka_013 napisał/a:
Nikt z tych, z ktorymi nurkuje nie ma nosa w manometrze i nigdy nie slyszalam tez, zeby bylo to w jakikolwiek sposob uciazliwe. Wrecz przeciwnie, taki schemat daje poczucie bezpieczenstwa.
Kiedyś myślałem, że rebreatherowcy nic nie robią, tylko się w te handsety gapią to gapienie przerywają wyłącznie na momenty gapienia się w komputer, tudzież kontrolę manometrów... Aż sam spróbowałem i jakoś do ogarnięcia to było
Podanie początkującemu nurkowi jakiegoś autorytatywnego interwału kontroli partnerskiej uważam za bardzo dobry pomysł: nie tylko wyrabia dyscyplinę, ale pomaga w nabraniu wyczucia odległości, czasu, pozwala na szybkie nauczenie się szacowania gazu własnego i partnerów. Można polemizować, czy ma to być akurat 5 minut, ale jeżeli nie, to ile? Chyba nawet w tym wątku jest przykład wyssania butli w 15 minut...
Syrenka_013 napisał/a:
Swiadomosc umiejetnosci liczenia gazu w glowie (swojego i partnera) oraz weryfikacja tego w zespole co 5' to doskonala procedura przeniesiona z kursow technicznych
A to akurat zależy pewnie od kursu i federacji. Np. IANTD na kursie Full Cave uczy, że NIE sprawdza się wskazań manometrów partnerów, uznając, że nurkowie na tym poziomie są na tyle odpowiedzialni, że nie muszą tego robić.
[ Dodano: 05-09-2012, 10:44 ]
arkac123 napisał/a:
Syrenka_013 napisał/a:
Ja wole ustalone reguly, bo DBALOSC o GAZ to PODSTAWOWA CZYNNOSC ktora mamy do ZROBIENIA POD WODA. I to ona jest priorytetem, a nie ogladanie rybek tak jak to ktos wczesniej zasugerowal...
Gdyby moim priorytetem pod wodą byłaby dbałość o gaz, to.............. nie wchodziłam do wody, nie miałoby to dla mnie sensu.
Nurkuję, ponieważ chcę podglądać rybki, nurkowanie w akwalungu jest tylko i wyłącznie narzędziem, a nie celem samym w sobie.
Widzę, że mamy kompletnie różne poglądy na nurkowanie, i żadna z nas tego nie zmieni, ani nie przekona drugiej strony.
I sądzisz, że Syrenka śmiga po wrakach i jaskiniach, wyłącznie po to, by sprawdzać sobie gaz? Skąd u Ciebie tak przewrotna logika? Chyba, że nurkujesz na żywioł a jak braknie wiatru, siur do góry i niech kto próbuje podskoczyć? PADI tak uczy?Piotr Stańczuk - 05-09-2012, 11:42 a ja z egoistycznych pobudek uważam, że NALEŻY znać z grubsza ilość powietrza jaką posiada budy: nurałem w ciepłych wodach z gościem o dużo większym stażu niż mój i nie kontrolowałem go. zużył powietrze do rezerwy popłynął do DM i obaj dostaliśmy sygnał do wynurzenia (słusznie).
gdybym wiedział, że z jakiś powodów w tym nurku zużywa 2x więcej niż ja to dawałbym mu swój octo by wyrównać ilość gazu a głównie by wydłużyć czas nurkowania.
w następnym nurku tego samego dnia miał już dobre spożycie i wszyscy zakończyliśmy nurka z powodu zakładanego czasu 50 minut.Syrenka_013 - 05-09-2012, 11:48
arkac123 napisał/a:
Gdyby moim priorytetem pod wodą byłaby dbałość o gaz, to.............. nie wchodziłam do wody, nie miałoby to dla mnie sensu. Nurkuję, ponieważ chcę podglądać rybki, nurkowanie w akwalungu jest tylko i wyłącznie narzędziem, a nie celem samym w sobie.
Widzisz, dla mnie dbalosc o bezpieczenstwo jest wazniejsza niz ogladanie rybek. I wazne jest tu zanegowanie powiedzenia, ze "cel uswieca srodki". Rybki TAK, ale po zapewnieniu sobie tego, ze robimy to bezpiecznie. Akwalung i owszem jest narzedziem, zeby osiagnac cel, ale pamietaj, ze woda to obce srodowisko i bez ogarniecia tego diabelskiego sprzetu jakim jest akwalung latwo zrobic sobie kuku, a rybki, mimo, ze beda kolo nas niestety nam nie pomoga...
arkac123 napisał/a:
Widzę, że mamy kompletnie różne poglądy na nurkowanie, i żadna z nas tego nie zmieni, ani nie przekona drugiej strony.
moze kiedys cos sie u nas pozmienia, kto wie
[ Dodano: 05-09-2012, 11:53 ]
jacekplacek napisał/a:
Podanie początkującemu nurkowi jakiegoś autorytatywnego interwału kontroli partnerskiej uważam za bardzo dobry pomysł: nie tylko wyrabia dyscyplinę, ale pomaga w nabraniu wyczucia odległości, czasu, pozwala na szybkie nauczenie się szacowania gazu własnego i partnerów. Można polemizować, czy ma to być akurat 5 minut, ale jeżeli nie, to ile? Chyba nawet w tym wątku jest przykład wyssania butli w 15 minut...
o
jacekplacek napisał/a:
IANTD na kursie Full Cave uczy, że NIE sprawdza się wskazań manometrów partnerów, uznając, że nurkowie na tym poziomie są na tyle odpowiedzialni, że nie muszą tego robić.
to jeszcze spory krok dalej... ale wiesz Jacku, ja jednak wole te bezpieczniejsza metode, wolalabym nie przekonac sie kilometr od otworu, ze moj partner po raz pierwszy w zyciu popelnil nieodpowiedzialny blad, bo mial gorszy dzien... pozostane przy mojej wersji, a tak wogole to pozostane przy wersji nurkowan solo w ekstremalnych warunkach, bo partner wtedy moze raczej zaszkodzic a nie pomoc... mam tylko do jednego, jedynego zaufanie. Inaczej - wole nurkowac solo.
jacekplacek napisał/a:
I sądzisz, że Syrenka śmiga po wrakach i jaskiniach, wyłącznie po to, by sprawdzać sobie gaz?
a w ten sposob na siebie nie patrzylam, bardzo zabawny punkt widzenia arkac123 - 05-09-2012, 12:24
jacekplacek napisał/a:
I sądzisz, że Syrenka śmiga po wrakach i jaskiniach, wyłącznie po to, by sprawdzać sobie gaz? Skąd u Ciebie tak przewrotna logika? Chyba, że nurkujesz na żywioł a jak braknie wiatru, siur do góry i niech kto próbuje podskoczyć? PADI tak uczy?
Chodzi o to, że mamy różne priorytety, a to, że dla kogoś priorytetem jest oglądanie rybek, nie znaczy, że nurkuje w sposób niebezpieczny.
Przypominam, że cała dyskusja jest na temat "czy sprawdzać partnerowi gaz co 5 minut, a nie czy sprawdzać gaz - subtelna różnica, prawda?
Ja traktuję to w ten sposób: zawsze wiem, ile mam gazu, i wiem, że gdyby coś się stało, mojego gazu starczy zarówno dla mnie, jak i dla partnera.......
Niedawno nurkowałam z moją córką (12 lat) - no i oczywiście, jako początkującemu nurkowi (2 nurkowania na koncie, roczna przerwa), sprawdzałam co chwilę gaz - właśnie co 5 minut. W końcu córka nie wytrzymała, i zwróciła mi uwagę, że się wygłupiam. Nikt nie lubi, żeby go traktować jako nieogarniającego się, bezmyślnego osobnika.
Godzinne nurkowanie skończyłyśmy z 100 atm (ja) i 150 (córka).
Co do PADI: po kilku organizacjach (CMAS, SDI/TDI) z powrotem wróciłam do PADI, i tu już pozostanę - bo ta filozofia najbardziej do mnie przemawia, i najlepiej się tutaj czuję
[ Dodano: 05-09-2012, 12:27 ]
Syrenka_013 napisał/a:
arkac123 napisał/a:
Widzę, że mamy kompletnie różne poglądy na nurkowanie, i żadna z nas tego nie zmieni, ani nie przekona drugiej strony.
moze kiedys cos sie u nas pozmienia, kto wie
Syrenko, cały czas podejrzewam, że kiedy wejdziemy razem do wody, to okaże się, że nasz sposób nurkowania wcale tak bardzo się nie różni
[ Dodano: 05-09-2012, 12:32 ]
Piotr Stańczuk napisał/a:
gdybym wiedział, że z jakiś powodów w tym nurku zużywa 2x więcej niż ja to dawałbym mu swój octo by wyrównać ilość gazu a głównie by wydłużyć czas nurkowania.
Zdajesz sobie sprawę, że taka procedura jest niedopuszczalna? Nam się kilka razy oberwało za podwodne wycieczki na octopusie partnera.
O ile zdecydowałabym się na podanie octopusa mężowi (w sytuacji: ja mam 100 atm, on 70), to z niesprawdzonym partnurem bym tej operacji nie przeprowadzała.żona nurka - 05-09-2012, 16:43 [quote="jacekplacek"]
Podanie początkującemu nurkowi jakiegoś autorytatywnego interwału kontroli partnerskiej uważam za bardzo dobry pomysł: nie tylko wyrabia dyscyplinę, ale pomaga w nabraniu wyczucia odległości, czasu, pozwala na szybkie nauczenie się szacowania gazu własnego i partnerów.[quote]
To prawda, potwierdzam.
tak byłam uczona i z perspektywy moich nurków kursowych- mam wrażenie, że nierzadko spoglądałam częściej niż 5 min z myślą: czy aby na pewno jest tyle ile potrzeba, czy aby tym razem jak machnęłam płetwą, zaryłam w mule lub miałam inne przygody - tego gazu nadal jest wystarczająca ilość etc...
Im więcej nurów, tym większa swoboda i luz w kontrolowaniu gazu. Bo zaczynam dostrzegać, ile tego gazu zużywam, w jakich warunkach etc...choć oczywiście to nadal obszar moich obserwacji i wnikliwej analizy.
Oczywiście zbyt duży luz, jak zresztą we wszystkim co robimy, może mieć fatalne skutki. Ale o tym już pisali w tym wątku.
Dla mnie, skoro nadal rozmawiamy o sprawdzaniu gazu, ważne jest również takie myślenie: mój gaz to to co mam na swoich plecach i plecach partnura. Zdarzyło mi się, że zapytany partnur o gaz- podał swój a moim nie był zainteresowany....albo mnie zapytał ale swojego nie pokazał. I wtedy płyń człowieku i goń i proś..... ladowny - 19-09-2012, 03:30 Na początku pozwolę sobie na podziekowanie Pawel_B za fajny opis pierwszych nurów na Bałtyku. Akurat tak się składa, że choć na morzach róznych już nurkowałem, w róznych jeziorach też, nie tylko w Polsce ( ach, Attersee ), to w Bałtyku po raz pierwszy miałem okazję zanurkować w tym miesiącu i powiem, że była rewelacja. Choć określiłbym to tak - wizura z Hańczy połączona z falowaniem Morza Adamańskiego w czerwcu albo Czerwonego w październiku. Wiała 6-tka. Ale tym niemniej nurkowanie super, choć lekki hardcor.
Myślę że każdy akwen ma swoje zasady. Bywalcy Bałtyku może mnie skorygują, ale :
- prądy to w zasadzie prądziki, kudy im do prądów w Indonezji ( wstępujacych, zstępujących itp ), wiejących tak, że trzeba się trzymać rafy a pod prąd niepodobna popłynąć albo do prądów na Thistlegorm'ie, gdzie kiedyś prawie odrywało mnie od opustówki ( nie zawsze tak jest ).
- fale krótkie, trzeba było uważać, żeby nie dostać dziobem RIB'a w łeb przy wynurzaniu, ale kudy im do fal na Zanzibarze, kilkumetrowych.
Mój problem na Bałtyku to była wizura, a było tak: widzę że mój buddy zanurza się obok mnie, ja się zanurzam z lekkim problemem bo fale, 12Kg balastu w sucharze ( w jeziorze spoko, ale tu zasolenie trochę większe, a waże ok 100kg ). Wypuszczam z jacketu i suchara co się da ( kolejny problem, w jeziorze z brzegu łatwiej wypuścić powietrze z jacketu i suchara ). Na 5 m nie widzę mojego buddy, więc płynę tam gdzie wg mnie powinna być opustówka na wrak ( w sumie przedszkolny jeśli chodzi o Bałtyk, nurkowaliśmy na "Groźnym" ) . Po minucie dalej nie widzę buddy'ego więc się wynurzam i okazuje się, że jestem jakieś 20-30m od bojki. Oni też się wynurzyli, nurkowaliśmy we trzech, ale się nie widzieliśmy z powodu fal. Powinienem wypuscić bojkę, pewnie by mnie wtedy zauważyli, na szczęście szyper RIB'a mnie widział i dał im znać że jestem.
Gdzie był błąd ? Szyper powiedział, żeby zanurzać się od razu. Może przecenił nasze umiejętności orientacji. Na drugim nurze po wejściu do wody podpłynęliśmy do bojki na powierzchni i się zanurzyliśmy. I nie udało nam się zgubić, choć widocznośc była na 2-3 metry.
Natomiast w kwestii dyskusji o partnerze/buddy powiem tak - ja najczęściej nurkuję ze swoją ekipą. I wtedy jest super, nie sprawdzamy sobie powietrza wzajemnie co 5 minut ( ja swoje sprawdzam, partner(ka) swoje ) i nie pokazujemy sobie co chwila "ok". Wystarczy że co mniej więcej minutę spojrzymy na siebie. Na "Groźnym" pytanie o powietrze padło raz, po opłynieciu wraku dookoła, po jakichś 50-ciu minutach. Mieliśmy po 110 mniej więcej. "ok" było tylko na 5-ciu metrach przy zejściu.
Ja po prostu wiem, że mój buddy zużywa mniej więcej tyle samo, a jak będzie miał 100 bar to mi sam pokaże.
Inaczej się sprawa przedstawia podczas nurkowania z przypadkowymi partnerami. Mniej więcej 50% ma partnera w d... O ile w Egipcie mogę sobie na to pozwolić, to np. w Bałtyku wolałbym chyba zanurkować sam. Przynajmniej nie muszę się stresować o partnera, który mi nagle znika. Co z tego że on/ona jest super nurkiem jeśli chodzi o pływalność. Jeśli mi zniknie i popłynie gdzieś to ja się muszę wynurzyć. A on/ona pewnie się nie wynurzy i mam stres i zepsute nurkowanie. Naprawdę wolę świeżych nurków ( oczywiście w łatwiejszych wodach ) niż takich partnerów którzy się gubią. Miałem taką akcję na Hańczy, podczas mojego pierwszego tam nurkowania. Gość, obnurkowany tam ma max miał prowadzić i po 5-ciu minutach zniknął. Owszem, technicznie był super, ale wogóle nie zwracał uwagi na partnerów. Wtedy byłem mocno nieopierzony, ale teraz naprawdę wolałbym zanurkowac tam sam niz z takim partnerem. Przynajmniej mam jedną osobę mniej do martwienia się.jacekplacek - 19-09-2012, 10:19
ladowny napisał/a:
Bywalcy Bałtyku może mnie skorygują, ale :
- prądy to w zasadzie prądziki, kudy im do prądów w Indonezji ( wstępujacych, zstępujących itp ), wiejących tak, że trzeba się trzymać rafy a pod prąd niepodobna popłynąć
Wprawdzie nie "bywalec", ale parę razy byłem Na Zatoce prądy raz są, raz ich nie ma a czasem są bardzo silne. Zależnie od miejsca i wiatrów. Natomiast pionowych nie spotkałem, ale czytałem gdzieś opis (Sebastiana Popka chyba), że też się zdarzają.
ladowny napisał/a:
Wypuszczam z jacketu i suchara co się da ( kolejny problem, w jeziorze z brzegu łatwiej wypuścić powietrze z jacketu i suchara ). Na 5 m nie widzę mojego buddy
Nurkowanie jest sportem partnerskim a zanurzenie jest częścią nurkowania. jak można w czasie zanurzenie olać partnera i go zgubić?
ladowny napisał/a:
Szyper powiedział, żeby zanurzać się od razu. Może przecenił nasze umiejętności orientacji.
Jak cholera przecenił. Co jeszcze miał zrobić za Was? Machać płetwami? Szyper jest od prowadzenia łódki i ew. sygnalizowania zagrożeń. Ocena, czy warunki nie przerastają Waszych umiejętności na pewno nie należy do Niego.
ladowny napisał/a:
Oni też się wynurzyli, nurkowaliśmy we trzech, ale się nie widzieliśmy z powodu fal.
Mam nadzieję, ze dało Ci to wystarczającą nauczkę, by zwracać uwagę na partnerów przez całe nurkowanie a nie tylko w jego wygodnych dla Ciebie fragmentach.
ladowny napisał/a:
Miałem taką akcję na Hańczy, podczas mojego pierwszego tam nurkowania. Gość, obnurkowany tam ma max miał prowadzić i po 5-ciu minutach zniknął. Owszem, technicznie był super, ale wogóle nie zwracał uwagi na partnerów.
To była zwykła pipa, nie nurek. Gdyby "technicznie" miał przynajmniej blade pojęcie o podstawach, nie zgubiłby Was.Pawel_B - 19-09-2012, 10:43
jacekplacek napisał/a:
Gdyby "technicznie" miał przynajmniej blade pojęcie o podstawach, nie zgubiłby Was.
Niekoniecznie Jacku. Naprawdę bywają nieźli technicznie nurkowie, którzy za nic nie odnajdują się z partnerstwie. Jest to pewnie kwestia kilku nakładających się czynników - szkolenia, charakteru, podejścia do partnerstwa i nurkowania. Nie generalizował bym .jacekplacek - 19-09-2012, 11:06
Pawel_B napisał/a:
jacekplacek napisał/a:
Gdyby "technicznie" miał przynajmniej blade pojęcie o podstawach, nie zgubiłby Was.
Niekoniecznie Jacku. Naprawdę bywają nieźli technicznie nurkowie, którzy za nic nie odnajdują się z partnerstwie. Jest to pewnie kwestia kilku nakładających się czynników - szkolenia, charakteru, podejścia do partnerstwa i nurkowania. Nie generalizował bym .
W tym co piszesz, jest totalna sprzeczność wynikająca pewnie z ilości i kręgu obserwacji. Nurek mający opanowane techniczne podstawy, wie co się wokół dziej, potrafi się w każdej chwili zatrzymać, ma orientację kto i gdzie jest, potrafi potrzebującego nurka asekurować a w razie rozdzielenia zespołu, wie to prawie natychmiast. Zdarzało mi się wynurzać w poszukiwaniu partnera, ale to były z góry ustalone praktycznie solowe nurki, gdzie dwóch równorzędnych wchodziło razem do wody i jedyne co ich łączyło to kierunek płynięcia - np. przy fotografii.
Natomiast wielokrotnie widze takich pseudo "dobrych technicznie" gnających bez ładu składu i sensu, nie kumających co się wokół dzieje. Pawle, to nie są dobrzy nurkowie. Bardzo łatwo sprowokować u nich sytuację "zagubienia" gdzie ja doskonale takiego gościa widzę a on mnie nie. Najfajniej kiedyś opisał mi taką zajebistość Włodek: gość dobre pół godziny nie zauważył, że Włodka nie ma a na koniec opierdzielił Go, że się nie pilnował
Ps. A to, że ktoś się w partnerstwie "nie odnajduje" nie oznacza, że nie umie. Wiele osób nie lubi nurkować partnersko. Ale nie zganiają na to swoich braków technicznych.wiesiek01 - 19-09-2012, 14:35
ladowny napisał/a:
kolejny problem, w jeziorze z brzegu łatwiej wypuścić powietrze z jacketu i suchara
Dlaczego łatwiej w jeziorze a w morzu trudniej ? Ten sam jacket, ten sam suchar więc w czym problem ?żona nurka - 19-09-2012, 21:59
jacekplacek napisał/a:
Najfajniej kiedyś opisał mi taką zajebistość Włodek: gość dobre pół godziny nie zauważył, że Włodka nie ma a na koniec opierdzielił Go, że się nie pilnował
Ja podobną sytuację miałam parę lat temu na kursie, nie trwała pół godziny, ale....pierwszy nurek w jeziorze, płynę z instruktorem, zamuliłam szorując kolanami po dnie....nagle nie ma go...i nie ma...i nie ma....założyłam, że jak muł opadnie może coś będzie widać, więc czekam....czekam....po dobrych kilku minutach przypływa, a na brzegu opierdziela, że się zgubiłam... Włodek K - 19-09-2012, 22:41
żona nurka napisał/a:
jacekplacek napisał/a:
Najfajniej kiedyś opisał mi taką zajebistość Włodek: gość dobre pół godziny nie zauważył, że Włodka nie ma a na koniec opierdzielił Go, że się nie pilnował
Ja podobną sytuację miałam parę lat temu na kursie, nie trwała pół godziny, ale....pierwszy nurek w jeziorze, płynę z instruktorem, zamuliłam szorując kolanami po dnie....nagle nie ma go...i nie ma...i nie ma....założyłam, że jak muł opadnie może coś będzie widać, więc czekam....czekam....po dobrych kilku minutach przypływa, a na brzegu opierdziela, że się zgubiłam...
To trochę inaczej było. Ale pies drapał
Żono nurka najprawdopodobniej zostałaś celowo wpuszczona w maliny po to aby Ci pokazać że nie pilnujesz partnerstwa
Rzecz w tym że w grupie partnerskiej NA NURKOWANIU gubią się obaj partnerzy bo partnerstwo jest WZAJEMNE
Nurkowanie szkoleniowe nie jest prawdziwym nurkowaniem
To taka sztuka dla nauczenia się sztuki nurkowania
Rzecz w tym że dobrym partnerem nie może być nurek który wciąż jest wpatrzony w siebie i swoje potrzeby.
Jest tak najczęściej wtedy gdy współistnieją różne problemy:
- ma problemy z kontrolą pływalności, pozycją czy trymem,
- ma problemy z technikami przemieszczania się się,
- ma problemy ze sprzętem,
- ma problemy z techniką oddychania pod wodą,
jest z tych tytułów w stresie,
- ma narcystyczne zapędy, uważa że świat ma się kręcić w koło niego.
- ma złe nastawienie do partnerstwa lub nie umie go realizować.
Części można się nauczyć zaś reszta to w sumie decyzje nurków.
[ Dodano: 19-09-2012, 22:43 ]
żona nurka napisał/a:
a na brzegu opierdziela, że się zgubiłam...
Ja bym opierdzielił jeszcze za nie zastosowanie właściwej procedury żona nurka - 19-09-2012, 23:44
Włodek K napisał/a:
Rzecz w tym że dobrym partnerem nie może być nurek który wciąż jest wpatrzony w siebie i swoje potrzeby.
Jest tak najczęściej wtedy gdy współistnieją różne problemy:
- ma problemy z kontrolą pływalności, pozycją czy trymem,
- ma problemy z technikami przemieszczania się się,
- ma problemy ze sprzętem,
- ma problemy z techniką oddychania pod wodą,
jest z tych tytułów w stresie,
No Włodku, to jakbyś opisał mnie pod wodą przynajmniej te parę lat temu.
Nad każdym z tym zagadnień powoli i stopniowo pracuję...
Wtedy, podczas tego 1 nurkowania, kiedy stresu było tyle co wody w jeziorze, ostatnia rzecz, o jakiej bym pomyślała to wzajemne partnerstwo... z instruktorem....
tzn. oczywistym było, że on jest moim partnerem, ale żebym ja....
Moje "partnerstwo" wyglądało mniej więcej tak: instruktor pokazuje brak gazu, na co ja mu grzecznie odpowiadam, że ja mam i że jest ok i płynę dalej....od razu dodaję: ochrzan oczywiście dostałam
No, ale słusznie mówisz: kurs to taka sztuka sztuki:)
[ Dodano: 19-09-2012, 23:50 ]
A tak z zupełnie innej strony: pozdrawiam z Łagowa, a dokładniej z Gronowa jacekplacek - 20-09-2012, 00:05
Cytat:
A tak z zupełnie innej strony: pozdrawiam z Łagowa, a dokładniej z Gronowa
A może jakiś wspolny nureczek jutro? Włodek K - 20-09-2012, 00:20
żona nurka napisał/a:
No Włodku, to jakbyś opisał mnie pod wodą przynajmniej te parę lat temu.
Nad każdym z tym zagadnień powoli i stopniowo pracuję...
Nie mam pojęcia Nie widziałem Ciebie pod wodą
żona nurka napisał/a:
Wtedy, podczas tego 1 nurkowania, kiedy stresu było tyle co wody w jeziorze, ostatnia rzecz, o jakiej bym pomyślała to wzajemne partnerstwo... z instruktorem....
tzn. oczywistym było, że on jest moim partnerem, ale żebym ja....
Czy dobrze kumam że ta historia odbyła się na pierwszym nurkowaniu?
Jeśli tak, to był to bardzo poważny błąd w sztuce instruktora stwarzający poważne zagrożenie dla kursanta. Tak to oceniam z tego co zrozumiałem. Nigdy nie dopuszczam do sytuacji zgubienia się nurka przez dozowanie doświadczenia i pełny pressing.
żona nurka napisał/a:
A tak z zupełnie innej strony: pozdrawiam z Łagowa, a dokładniej z Gronowa
No ładnie w mojej okolicy grasujecie a ja nic (no prawie nic) nie wiem. No i nie w Gronowie ale obok
Jutro znaczy dziś mam plan puścić się z kursantami, w sobotę z warsztatowiczami, w piątek też coś się będzie działo mokrego.
Zatem może?Syrenka_013 - 20-09-2012, 03:09
żona nurka napisał/a:
a na brzegu opierdziela, że się zgubiłam...
Ja bym opierdzielił jeszcze za nie zastosowanie właściwej procedury [/quote]
no racja, ale najpierw trzeba kogos USWIADOMIC, ze taka procedura istnieje....żona nurka - 20-09-2012, 07:30 Dzięki, Chłopaki za propozycję nurów...
Ja tu służbowo na statek....od 8 do 17.00 dziś i jutro.... mundurek i praca, praca...
będzie jeszcze okazja, bo w grafiku kilka wypadów...mhmmm...na ten prawie koniec świata mam.
[ Dodano: 20-09-2012, 07:33 ]
[quote="Włodek K"]
Czy dobrze kumam że ta historia odbyła się na pierwszym nurkowaniu?[quote]
dokładnie tak, na PIERWSZYM.....
Cytat:
no racja, ale najpierw trzeba kogos USWIADOMIC, ze taka procedura istnieje....
no właśnie....Grotto8 - 20-09-2012, 10:44
jacekplacek napisał/a:
Nurek mający opanowane techniczne podstawy, wie co się wokół dziej, potrafi się w każdej chwili zatrzymać, ma orientację kto i gdzie jest, potrafi potrzebującego nurka asekurować a w razie rozdzielenia zespołu, wie to prawie natychmiast.
Kurde, jak to człowiek z wiekiem wiele się o sobie dowiaduje... A ja głupi myślałem, ze chociaż jakieś podstawy podstaw mam...
Pod wodą przy większej ilości nurków (3,4,5) lub przy słabej widoczności nie zawsze wiem co się wokół mnie dzieje i nie mam pełnej orientacji kto i gdzie jest.
jacekplacek napisał/a:
Natomiast wielokrotnie widze takich pseudo "dobrych technicznie" gnających bez ładu składu i sensu, nie kumających co się wokół dzieje. Pawle, to nie są dobrzy nurkowie. Bardzo łatwo sprowokować u nich sytuację "zagubienia" gdzie ja doskonale takiego gościa widzę a on mnie nie.
W ciągu ostatniego półrocza (około 40 nurów) zdarzyło mi się dwa razy nie zauważyć że spierdzielił mi partner. Raz dyndał on nade mną "doskonale mnie widząc, a ja jego nie" i nie udało mi się go wypatrzeć aż do decyzji o wynurzaniu, a drugi raz w słabej widoczności partnur w sekundę odbił od platformy na której ja coś tam ćwiczyłem i popłynął do brzegu. W obydwu sytuacjach spuszczenie ich z oczu trwało nie więcej jak 10-15s i to wystarczyło, żebym nie miał szansy na udzielenie pomocy w przypadku problemów.
Czy zatem jedynym sposobem na skuteczne partnerstwo jest NIE TRACIĆ Z OCZU PARTNERA ? Nawet na chwilę. Nie żadne tam "trzeba zerkać na partnera co chwilę", albo "kiedy spojrzymy w bok musimy widzieć jego światło". Nic z tych rzeczy. Musimy go widzieć cały czas!!!!
Czyli: podczas nurkowania w naszej głowie i oczach nie ma miejsca na nic innego niż partner.
Czy o to chodzi?
Ja myślę, że nie. Partnerstwo to nie branie odpowiedzialności za głupotę innych. Tak uważam. Choć często nie stosuję się do tej zasady.
Nadal uważam, że jest wielu świetnie przygotowanych technicznie nurków, którzy są koszmarnymi partnerami.
Ja wiem o co Ci chodzi Jacek, ale tu powraca kwestia wyboru: Z kim wolę zanurkować? Z nurkiem zaraz po OWD, który rozumie dlaczego nurkujemy jako para, czy z nurkiem HD PRO TECH Adv PORN Trimix PADI, który naszą obecność może zauważy przy czwartym dźgnięciu nożem....
Ps.
A propos głupoty:
Dzisiaj mija dokładnie rok od mojego 8-godzinnego "wypoczynku" w stalowej psychodelicznej konserwie przez bezduszność tylko zwanej zwyczajnie komorą.
jacekplacek - 20-09-2012, 11:20
Grotto8 napisał/a:
ja głupi myślałem, ze chociaż jakieś podstawy podstaw mam...
Pod wodą przy większej ilości nurków (3,4,5) lub przy słabej widoczności nie zawsze wiem co się wokół mnie dzieje i nie mam pełnej orientacji kto i gdzie jest
Zespół 3 osobowy jest trudną formacją. 4 i więcej osób, dla większości nurków - praktycznie nie do opanowania. Dlatego zespoły składają się z maksymalnie 3 osób a pięcioosobowy po prostu dzielimy, bo inaczej zamiast zespołumamy do czynienia z pięcioma nurkami solo - nikt nie wie kto, kogo ma pilnować.
Przy słabej widoczności stosuje się techniki nie pozwalające na rozdzielenie zespołu, lub rezygnujemy z nurkowania - na wyjeździe jest dość innych rozrywek, by skupiać się wyłącznie na marznięciu, zalewaniu auta i niszczeniu - drogiego skądinąd - sprzętu nurkowego.
Grotto8 napisał/a:
Czy zatem jedynym sposobem na skuteczne partnerstwo jest NIE TRACIĆ Z OCZU PARTNERA ? Nawet na chwilę. Nie żadne tam "trzeba zerkać na partnera co chwilę", albo "kiedy spojrzymy w bok musimy widzieć jego światło". Nic z tych rzeczy. Musimy go widzieć cały czas!!!!
Dokładnie TAK! Z partnerem albo widzimy się kątem oka, albo widzimy Jego światło: na zasadzie "nie ma światła = nie ma partnera = kłopoty" - jedną z najskuteczniejszych metod zwrócenia uwagi partnera w ciemności, jest właśnie przydławienie dłonią światła swojej latarki.
Partnerstwo wydaje się trudne wyłącznie nurkom, którym o tym wiele mówiono, ale nie uczono. Dla tych, którzy zamiast pustej gadki, mieli rzetelną naukę, jest to proste i naturalne.
Grotto8 napisał/a:
Ja wiem o co Ci chodzi Jacek, ale tu powraca kwestia wyboru: Z kim wolę zanurkować? Z nurkiem zaraz po OWD, który rozumie dlaczego nurkujemy jako para, czy z nurkiem HD PRO TECH Adv PORN Trimix PADI, który naszą obecność może zauważy przy czwartym dźgnięciu nożem....
Nie obrażajmy nurków PADI - znam też dobrze wyszkolonych. Nurek, którego trzeba dźgać by zauważył naszą obecność, nie jest dobrym nurkiem. To tak jak z seksem - nie sądzę, że uznasz kochankę za dobrą, jeżeli będzie myśleć wyłącznie o sobie. A jak dołoży się do tego brak techniki... tragedia Włodek K - 20-09-2012, 20:14
Syrenka_013 napisał/a:
no racja, ale najpierw trzeba kogos USWIADOMIC, ze taka procedura istnieje....
Właśnie się okazało że uświadomienia nie było. Nic jeszcze nie było! Ale było opieprzenie za nie swoje błędy. Żona nurka nie popełniła żadnego błędu. Bo aby go popełnić trzeba najpierw wiedzieć jak się to robi. Jak się nie wie to nie ma błędu po stronie ucznia. Za to jest błąd po stronie dającego instrukcje. Trudno go nazwać nauczycielem. Ale ja tam się nie znam za bardzo więc mogę się mylić.
[ Dodano: 20-09-2012, 20:16 ]
Grotto8 napisał/a:
Pod wodą przy większej ilości nurków (3,4,5) lub przy słabej widoczności nie zawsze wiem co się wokół mnie dzieje i nie mam pełnej orientacji kto i gdzie jest.
Mam tak samo w ciemnym pokoju bez latarki. Kilka kółek i nie wiem gdzie jestem
[ Dodano: 20-09-2012, 20:22 ]
jacekplacek napisał/a:
Partnerstwo wydaje się trudne wyłącznie nurkom, którym o tym wiele mówiono, ale nie uczono. Dla tych, którzy zamiast pustej gadki, mieli rzetelną naukę, jest to proste i naturalne.
Dzisiaj na drugiej lekcji OWD nurkowie sporo kłopotów mieli właśnie z utrzymaniem partnerstwa. Wisieć w toni już umieją +- 0,5 do 1 m i takie różne sztuczki robią już dość przyzwoicie. Ale się uczą partnerstwa i się nauczą do końca kursu tak jak kontroli pływalności na trochę lepszym poziomie (to dopiero piąta godzina w wodzie więc wiele wymagać nie można). Czy zastosują zasady partnerstwa to już inna para kaloszy.Miły Maciej - 20-09-2012, 20:30
Grotto8 napisał/a:
Czy zatem jedynym sposobem na skuteczne partnerstwo jest NIE TRACIĆ Z OCZU PARTNERA ? Nawet na chwilę
Jeśli jednoczesnie chcesz utrzymywać idealnie horyzontalny trym, nie ruszać się (żeby nie zwiekszyć zużycia) i żeby wyglądać jak nurek z obrazka jakiejś ekstremistycznej federacji
aaaa oprócz tego nie zgubić partnera no to Grotto musisz wydać 2t baksów na HiDa
i pływać z nim nawet na pedalskim szuwarowym nurkowaniu w jasny słoneczny dzień
Tylko że wtedy juz nie opłaca się jechac na szuwarowe nurkowanie bo i tak nic nie zobaczysz bo zakres ruchu głowa nie pozwoli - z reszta chyba nawet nie wolno sie tak za bardzo poruszac - trzeba wyglądać. W takim wypadku bierzesz twina, dwa stage, skuter, kołowrotek i swojego Hida i jedziesz gdziekolwiek (byle by duzo widzów było) i sobie wisisz nad platformą.TYMOTEUSZ - 20-09-2012, 22:15 a czy nie lepiej po prostu umówic sie z partnerem ze spotkamy sie za pół godziny przy opustówce/platformie ?
a jak sie nie spotkamy to znaczy ze pewno spotkamy sie powierzchni, a jak nie na powierzchni to chociaż na cmentazu - i wszystko staje sie prostrzeTomKur - 20-09-2012, 22:32
Włodek K napisał/a:
Dzisiaj na drugiej lekcji OWD nurkowie sporo kłopotów mieli właśnie z utrzymaniem partnerstwa. Wisieć w toni już umieją +- 0,5 do 1 m i takie różne sztuczki robią już dość przyzwoicie. Ale się uczą partnerstwa i się nauczą do końca kursu tak jak kontroli pływalności na trochę lepszym poziomie (to dopiero piąta godzina w wodzie więc wiele wymagać nie można).
Cześć,
ło kurcze, na drugim nurku w piątej godzinie nauki umieja wisieć w toni z tolerancja do 0,5 - 1m. To robi wrażenie - zarówno talent uczniów, zdolności dydaktyczne nauczyciela jak i długość tych nurkowań. Ja pamiętam na swoim kursie wysysanie 15l butli w ok 40 min., wisieć - wiszę od biedy, spalanie mi spadło, ale niestety nie aż tak. Ale mimo wszystko czuję kompleksy i palącą zazdrość.jacekplacek - 20-09-2012, 22:54
TomKur napisał/a:
Włodek K napisał/a:
Dzisiaj na drugiej lekcji OWD nurkowie sporo kłopotów mieli właśnie z utrzymaniem partnerstwa. Wisieć w toni już umieją +- 0,5 do 1 m i takie różne sztuczki robią już dość przyzwoicie. Ale się uczą partnerstwa i się nauczą do końca kursu tak jak kontroli pływalności na trochę lepszym poziomie (to dopiero piąta godzina w wodzie więc wiele wymagać nie można).
Cześć,
ło kurcze, na drugim nurku w piątej godzinie nauki umieja wisieć w toni z tolerancja do 0,5 - 1m. To robi wrażenie - zarówno talent uczniów, zdolności dydaktyczne nauczyciela jak i długość tych nurkowań. Ja pamiętam na swoim kursie wysysanie 15l butli w ok 40 min., wisieć - wiszę od biedy, spalanie mi spadło, ale niestety nie aż tak. Ale mimo wszystko czuję kompleksy i palącą zazdrość.
Zauważ, ze mało który kurs CAŁY daje 5 godzin w wodzie.
Jak się ćwiczy, żeby nauczyć, zużycie gazu nie ma wielkiego znaczenia, bo maks głębokość nie przekracza 5-6m a większość jest jeszcze płycej
Poza tym, Włodek ma na prawdę ogromne doświadczenie i nie przypominam sobie spotkania z Nim, bym sam się czegoś nie nauczył TomKur - 20-09-2012, 23:06
jacekplacek napisał/a:
TomKur napisał/a:
Włodek K napisał/a:
Dzisiaj na drugiej lekcji OWD nurkowie sporo kłopotów mieli właśnie z utrzymaniem partnerstwa. Wisieć w toni już umieją +- 0,5 do 1 m i takie różne sztuczki robią już dość przyzwoicie. Ale się uczą partnerstwa i się nauczą do końca kursu tak jak kontroli pływalności na trochę lepszym poziomie (to dopiero piąta godzina w wodzie więc wiele wymagać nie można).
Cześć,
ło kurcze, na drugim nurku w piątej godzinie nauki umieja wisieć w toni z tolerancja do 0,5 - 1m. To robi wrażenie - zarówno talent uczniów, zdolności dydaktyczne nauczyciela jak i długość tych nurkowań. Ja pamiętam na swoim kursie wysysanie 15l butli w ok 40 min., wisieć - wiszę od biedy, spalanie mi spadło, ale niestety nie aż tak. Ale mimo wszystko czuję kompleksy i palącą zazdrość.
Zauważ, ze mało który kurs CAŁY daje 5 godzin w wodzie.
Jak się ćwiczy, żeby nauczyć, zużycie gazu nie ma wielkiego znaczenia, bo maks głębokość nie przekracza 5-6m a większość jest jeszcze płycej
Poza tym, Włodek ma na prawdę ogromne doświadczenie i nie przypominam sobie spotkania z Nim, bym sam się czegoś nie nauczył
Jacek, zwróciłem na to uwagę, gdyż dla mnie jest to po prostu niecodzienne. Znam nurków z dziesiątkami wypływanych godzin bez takich umiejętności. To po prostu robi na mnie ogromne wrażenie. Ilość godzin poświęcona na naukę również. Wiszenie na 5-6 m z taką tolerancją pływalności po 5h w wodzie jest dla mnie po prostu niesamowite.
Jeszcze raz gratulacje dla uczniów i nauczyciela.Włodek K - 21-09-2012, 00:01
Cytat:
Jeszcze raz gratulacje dla uczniów i nauczyciela.
To uczniowie są zdolni. Jeden bardziej drugi trochę mniej choć jak zwykle raz jeden będzie przodował w postępach raz drugi. To że zaczynają sobie radzić z podstawą umiejętności nurkowych wynika z tego że krok po kroku metodycznie dochodzimy do poszczególnych umiejętności.
Dziś wiszą z punktem odniesienia (drabinka na Dziargu) potem pewnie uda się regulować głębokość oddechem (zmiana gł 2-3 m) a pewnie pod koniec zawisną w toni i np zrealizują OOG bez utraty głębokości. A jak w ręce rzucę im niespodziewanie ciężarek np 2 kg i bez dotknięcia inflatora i bez podparcia płetwami utrzymają głębokość to będę zadowolony.
Ale nie dziw się bo w te kilka godz w wodzie ani sekundy nie leniuchowali tylko na różne sposoby ćwiczyli i uczyli się tych sztuczek. Zapewniam Cię że dobre partnerstwo często jest trudniejsze od pływalności.Miły Maciej - 21-09-2012, 07:40 TomKur bo to wszystko jest wzgledne i umiejętnosc zawiśnięcia w toni zależy od interwałów czasowych
np. znam takich którzy juz na pierwszych zajeciach potrafią zawisnąć w toni bez punktu odniesienia .... ale trwa to zaledwie 10s
A tak serio to mam nadzieje kiedyś poznać Włodka i podpatrzeć od niego parę myków.Grotto8 - 21-09-2012, 11:50
Włodek K napisał/a:
Zapewniam Cię że dobre partnerstwo często jest trudniejsze od pływalności.
A to ciekawe. Nie wiem co WłodekK miał na myśli, no bo biorąc pod uwagę ilość opinii w tym wątku na pewno nie miał na myśli tak prostego przekazu jak "dobre partnerstwo często jest trudniejsze od pływalności"
Tak więc, analizując wszystkie wypowiedzi i opinie, odczytując je dosłownie lub na opak, zmieniając ich sens i okoliczności stosowania, doszedłem do pewnych wniosków, mianowicie
DOBRE PARTNERSTWO CZĘSTO JEST TRUDNIEJSZE OD PŁYWALNOŚCI !!!!
Hmmm, zastanawiam się jak zinterpretować te moje wnioski: dwuznacznie, trzyznacznie, pięcioznacznie...? Pomóżcie. Jak mam to rozumieć? Bul-kot - 21-09-2012, 12:37
Grotto8 napisał/a:
zastanawiam się jak zinterpretować te moje wnioski: dwuznacznie, trzyznacznie, pięcioznacznie...?
Człowiek rodzi się sam, żyje sam, umiera sam.
Dlaczego nurać ma nie sam?żona nurka - 22-09-2012, 13:37
TomKur napisał/a:
To po prostu robi na mnie ogromne wrażenie. Ilość godzin poświęcona na naukę również. Wiszenie na 5-6 m z taką tolerancją pływalności po 5h w wodzie jest dla mnie po prostu niesamowite.
Jeszcze raz gratulacje dla uczniów i nauczyciela.
Przyłączam się,
Włodku, gratulacje i ogromne uznanie dla Ciebie, Twojej metody pracy Nuroslaw - 22-09-2012, 19:10
Grotto8 napisał/a:
Włodek K napisał/a:
Zapewniam Cię że dobre partnerstwo często jest trudniejsze od pływalności.
Pomóżcie. Jak mam to rozumieć?
imho, że szybciej opanujesz pływalność niż znajdziesz odpowiedzialnego partnera, lub zanim sam staniesz się odpowiedzialnym partnerem.Włodek K - 04-10-2012, 11:36
Cytat:
A tak serio to mam nadzieje kiedyś poznać Włodka i podpatrzeć od niego parę myków.
Wprawdzie to nie Bałtyk ale Trześniowskie. Jednak powiązanie jest ze względu na pierwsze kroki nurków
Wprawdzie myków nie widać ale widać moich kursantów na trzeciej z kolei lekcji. Filmik ma kilkanaście minut z 1,5 godzinnego nurkowania szkoleniowego (doszli do około 6,5 godz w wodzie). Jeden z nich idzie do przodu drugi się uwstecznił Ale to w sumie normalne że czasem jest gorzej. Było gorzej.
Błędy zostały wytknięte i a ich sposób poprawienia zostanie omówiony przed lekcją 4 pt "pomoc partnerska".
Mam nadzieję że grabienie rękami zacznie zanikać zaś trym u jednego nurka zostanie poprawiony/uświadomiony i zniknie prowokowanie detrymowania swoją złą sylwetką i pozycją. Wtedy zniknie konikomania u jednego z uczniów. Poza tym wracamy z nim do podstaw kontroli pływalności (kilka ćwiczeń powtórzy bo gdzieś jeszcze uciekają mu te umiejętności gdy wprowadzamy utrudnienie - toń wodna i brak stabilnego punktu odniesienia (owa opisywana drabinka na Dziargu)
Zrobimy to przy okazji ćwiczenia procedur OOG w toni wodnej na 4 lekcji. Czyli idziemy do przodu ale z powrotem do źródeł po to aby uczeń kompleksowo opanował poprawne zachowania w wodzie. Mamy na to jeszcze około 10 godz w wodzie. Bo to co tu widać mnie nie zadowala w pełni
Część ujęć jak kręciłem, część Marcin. Opis co było ćwiczone w podpisie na Yutube.jacekplacek - 04-10-2012, 11:42 Włodziu, zamiast filmu, jest napis " Ten film wideo jest prywatny.
Przepraszamy za usterki." Włodek K - 04-10-2012, 11:56
Bul-kot napisał/a:
Człowiek rodzi się sam, żyje sam, umiera sam.
Dlaczego nurać ma nie sam?
Nie prawda.
Rodzi się z matką,
Żyje w społeczności,
Rzadko sam umiera
Nurkuje z partnurem właśnie po to aby sam w wodzie nie musiał umierać.
[ Dodano: 04-10-2012, 11:59 ]
jacekplacek napisał/a:
Włodziu, zamiast filmu, jest napis " Ten film wideo jest prywatny.
Przepraszamy za usterki."
Ale na FN bangla dobrze ?
Bo mi bangla ptja - 04-10-2012, 12:13
Włodek K napisał/a:
jacekplacek napisał/a:
zamiast filmu, jest napis " Ten film wideo jest prywatny.
Ale na FN bangla dobrze ?
Bo mi bangla
Bo to Twój prywatny...
Mi nie bangla-też (czy jak to się tam pisze ).Włodek K - 04-10-2012, 12:39