| |
FORUM-NURAS Froum dla nurkujących i nie tylko ... |
 |
OPOWIADANIA NURKOWE - Skąd się bierze nurek
mi_g - 14-11-2012, 12:52 Temat postu: Skąd się bierze nurek Latem 2007 nad Mazurami przeszedł duży cumulonimbus pogoda gwałtownie się zmieniła i na kilka minut dmuchnęło 12B. Tego dnia wywróciło się na Wielkich Jeziorach kilkadziesiąt jachtów a 9 osób zginęło.
Prowadziłem jeden z takich jachtów. Nieszczęśliwie podczas wywrotki dwie osoby zostały nakryte przez obracający się jacht.Prąd wody zalewającej kabinę wciągnął je do środka i tam utknęły w poduszce powietrznej pod łódka pływającą dnem do góry.
Okazało się, że wywrotkę z brzegu zaobserwował człowiek, który ruszył nam motorówką na ratunek. Gdy dowiedział się, że dwie osoby są pod wodą wrócił na brzeg a następnie przypłynął ze sprzętem do nurkowania!
Dziewczyny zostały szczęśliwie wyciągnięte, choć pod wodą nie było łatwo, bo plątały się liny, strzępy żagli i elementy takielunku.
Byłem zaskoczony poziomem mojego stresu, który wręcz uniemożliwiał sensowną pomoc, pomimo że pływałem dość dobrze i woda nie wzbudzała nigdy we mnie przerażenia. Doszedłem do wniosku że jestem za mało oswojony z wodą.
Po powrocie z Mazur zapisaliśmy się z żoną na kurs nurkowania. Wydawało mi się, że pomoże to w przyszłości łatwiej opanować stres w tak krytycznych sytuacjach.
Dodatkowo miała to być terapia dla żony, która spędzała pół godziny w mroku w ciasnym pomieszczeniu zalanym częściowo wodą - pewnie łatwo jej nie było.
Nurkowanie okazało się skutecznym lekiem. Teraz jestem pod wodą częściej niż na żaglach. Żona również. W jej przypadku terapia była szczególnie mocna w tym roku otrzymała certyfikat jaskiniowy.
Gdy w Trou Madame dopłynęliśmy do 650m od wejścia żałowała tylko, że trzeba wracać i że za rok większe butle...
Na koniec informacja, dlaczego teraz wrzucam taką opowiastkę. Człowiek, który mnam wtedy pomógł to Paweł Bożym, który za swoją akcje został nominowany do programu "Zwykły bohater".
Jeśli macie czas i chęć zagłosujcie (można mailowo) na osobę, która przyczyniała się do "narodzin" dwóch nurków.
http://www.zwyklybohater.pl/nominowani
Pozdrawiam
Michał
jacekplacek - 14-11-2012, 13:17
I to JAKICH! nurków
Poszło
ptja - 14-11-2012, 13:25 Temat postu: Re: Skąd się bierze nurek
| mi_g napisał/a: | | /.../Byłem zaskoczony poziomem mojego stresu, który wręcz uniemożliwiał sensowną pomoc, /.../ żony, która spędzała pół godziny w mroku w ciasnym pomieszczeniu zalanym częściowo wodą /.../ w tym roku otrzymała certyfikat jaskiniowy. |
Fajna historia i ze szczęśliwym finałem.
+1 głos.
FABER - 14-11-2012, 14:59
poszlo...
juras93050 - 14-11-2012, 16:13
I ja się przyłączyłem.
ogrod - 14-11-2012, 16:13
poszło
Yavox - 14-11-2012, 16:24
Poszło.
Takie fajne hobby, kto by pomyślał że za nim (przed nim?) stoi taka trauma
Była jakaś szansa, żeby bez tego bohatera spod tej łódki wypłynąć czy no way?
sativ - 14-11-2012, 16:25
Zagłosowane...
Sam sporo żegluję- opisywana sytuacja mimo pozornej "prostoty" musiała być cholernie stresogenna. Należy też docenić ocene sytuacji- jakiekolwiek próby wybicia dziury w kadłubie skończyłyby się, jak kiedyś na Powidzu, zatopieniem osób w środku...
TYMOTEUSZ - 14-11-2012, 17:13
zrobione
mmosk - 14-11-2012, 17:41
poszlo
artur 78 - 14-11-2012, 17:51
Poszło
winniczek - 14-11-2012, 17:53
Kolejny głos wysłany.
mi_g - 14-11-2012, 18:31
| Yavox napisał/a: | | Była jakaś szansa, żeby bez tego bohatera spod tej łódki wypłynąć czy no way |
Szansa jest zawsze. W najkrótszej wersji do przepłynięcia na bezdechu było pewnie mniej niż 2m w łatwiejszej ale dłuższej (wzdłuż osi łodzi) mniej niż 4m. Tyle że bez maski i miedzy tym co zostało z takielunku. W dodatku przy dużym stresie i gromadzącym się powoli dwutlenkiem węgla w środku wstrzymać oddech trudniej niż się wydaje. Nie wyglądało to wesoło.
Tak naprawdę dziewczyny wyszły na bezdechu bo choć miały automat w ustach nie użyły go ani razu oddechu. Pobyt pod wodą trwał może 10-15sek. Tyle że były prowadzone za rękę prze osobę która coś widziała. Do środka nie dało się łatwo wejść ze sprzętem więc dostały tylko oktopus "z pod wody" w wyciągniętej ręce. Przeszły też szybkie szkolenie nurkowe prowadzone przez dno łódki - wziąć do ust tym gumowym, oddychać ustami, zatkać nos, nie panikować.
KSD - 14-11-2012, 19:42
No proszę, kto by pomyślał, że w taki sposób zazęła Wam się przygoda z nurkowaniem. Głos poszedł, zdecydowanie się człowiekowi należy, dodatkowo jakoś tak mu dobrze z oczu patrzy na tym zdjęciu
LAKOTA - 14-11-2012, 19:50
Poszło
pecze - 14-11-2012, 20:18
poszło
fwj - 14-11-2012, 21:08
I moją kreskę macie.
szczurek_płetwonurek - 14-11-2012, 21:14
I ja się dołączam
gazeliusz - 14-11-2012, 22:09
| mi_g napisał/a: | | Yavox napisał/a: | | Była jakaś szansa, żeby bez tego bohatera spod tej łódki wypłynąć czy no way |
W najkrótszej wersji do przepłynięcia na bezdechu było pewnie mniej niż 2m w łatwiejszej ale dłuższej (wzdłuż osi łodzi) mniej niż 4m. Tyle że bez maski i miedzy tym co zostało z takielunku. W dodatku przy dużym stresie |
Racja, w nie oczekiwanej sytuacji, stresie nie jest łatwo się opanować. Miałem kiedyś przyjemność prowadzić szkolenie z wywrotek jachtów dla ratowników WOPR ( wywrotki dnem do góry, tzw. grzybki). Kilka lat temu pomysł takiego szkolenia poddałem znajomemu instruktorowi WOPR i jak się później okazało, zrealizował je. Miało to miejsce w ośrodku AWF w Pięknej Górze k. Giżycka. Zaprosił mnie do wzięcia udziału i tak wyszło.. Faktycznie, aby zachować zimną krew i rozsądnie się zachować, należy wcześniej to przećwiczyć. Jako instruktor żeglarstwa zawwsze ubolewałem nad macoszym traktowaniem nauki stawiania wywróconego jachtu. Wprawdzie troszkę polskie żeglarstwo się zmieniło (99% to jachty kabinowe), jednak gdy ktoś uczestniczy w stawianiu wywróconego jachtu w realu, będzie wiedział czego się spodziewać i zdecydowanie lepiej poradzi sobie z zaistniałą sytuacją. Niewielka poduszka powietrzna, zimna wodą, ciemność, plątanina takielunku i żagli. Dla nie wtajemniczonych to zdecydowanie za dużo.
Tylko cieszyć się z dojrzałej świadomości.. Dobrze, że wsystko skończyło się pomyślnie.. Głos poszedł..
Scaner - 14-11-2012, 22:15
kliknąłem
Marcin13736 - 14-11-2012, 22:23
poszły dwa
Grotto8 - 15-11-2012, 09:08
Cholera...kopara mi opadła
Poszło
Pawel_B - 15-11-2012, 09:34
Niesamowita historia! Głos poszedł!
A co do samego wypadku - z takich właśnie powodów jak dobrze "duje" na mieczowym jachcie lepiej trzymać całą ekipę w kokpicie, albo chociaż w gotowości do szybkiej ewakuacji.
Pozdrawiam, Paweł
jacekplacek - 15-11-2012, 09:37
| Pawel_B napisał/a: | | A co do samego wypadku - z takich właśnie powodów jak dobrze "duje" na mieczowym jachcie lepiej trzymać całą ekipę w kokpicie, albo chociaż w gotowości do szybkiej ewakuacji. |
A ja myślałem, ze się refuje i spiernicza do najbliższego brzegu
Pawel_B - 15-11-2012, 11:18
Jacek, jak trzeba to się nie refuje (przy 12 st B nic to nie da) tylko zrzuca żagle, podnosi pół miecza (w razie obrócenia łodki bokiem do wiatru masz większy dryf i szansę na uniknięcie wywrotki) i spier.... z wiatrem do najbliższego brzegu. Jak masz czas, to można i maszt złożyć... Niestety wiele osób o powadze sytuacji zdaje sobie sprawę za późno. Tu jest trochę podobnie jak z nurkowaniem - czasami drobny błąd powoduje lawinę następnych. Jeziora dają złudne poczucie bezpieczeństwa, podobnie jak w przypadku nurkowania. A to woda jak każda inna. Zdecydowanie wolę być w sztormie na morzu, na dużym balastowym jachcie...
Włodek K - 15-11-2012, 11:18
mi_g,
Wciąż się dziwię że świat jest taki mały. Wczoraj chyba oglądałem jakąś informacje o tej akcji a tu akurat Was ratował.
Dałem swoją kreseczkę.
[ Dodano: 15-11-2012, 11:23 ]
| Pawel_B napisał/a: | | Niestety wiele osób o powadze sytuacji zdaje sobie sprawę za późno. |
Raz widziałem taką nawałnicę przy klamociarni. Dosłownie kręcący się wał chmur szybko nasunął się nad nas i za chwilę dmuchnęło z pod nich z niezwykłą siłą. Groźnie to wyglądało. Na wodzie pewnie było by groźne. Spróbuję później znaleźć zdjęcia tego wału i tu wrzucę.
jacekplacek - 15-11-2012, 11:29
| Pawel_B napisał/a: | | Niestety wiele osób o powadze sytuacji zdaje sobie sprawę za późno. |
Taki szkwał nie wyskakuje spod ziemi znienacka. Widać go i to z daleka. Dość dobrze pamiętam relacje z tamtych wydarzeń i dziwi mnie, że ofiar było... tak mało. Część ludzi CELOWO wypłyneła "bo jaja będą". Cóż, szybkie szkolenia i ich efekty nie tylko w nurkowaniu dają efekty
| Pawel_B napisał/a: | | Jeziora dają złudne poczucie bezpieczeństwa, podobnie jak w przypadku nurkowania. A to woda jak każda inna. Zdecydowanie wolę być w sztormie na morzu, na dużym balastowym jachcie... |
Taaa.... pamiętam rozbitą "Polke" stojącą w Trzebieży. Niesamowite, ile stalowy kadłub potrafi wytrzymać. Czeski kapitan pomylił z letka metody sztormowania i walnęło nimi o skały. Ze szkła nie byłoby co zbierać a ten... spore wgniecenie i trochę przeciekł
Pawel_B - 15-11-2012, 11:39
| jacekplacek napisał/a: | | Taki szkwał nie wyskakuje spod ziemi znienacka. Widać go i to z daleka. |
Ilość ofiar pokazuje, że nie koniecznie. Widzieć to raz, interpretować to dwa. Meteorologia na kursach żeglarza często jest traktowana po macoszemu, dopiero na morzu przykłada się do tego znaczenia (też nie zawsze, przerażające jest jak wiele osób unika jak ognia prognozy pogody).
fantomas - 15-11-2012, 11:41
Oddałem mój głos i będę głosował codziennie.
I ja miałem wątpliwą przyjemność płynąć żaglówką w ten szkwał. dopadło nas z 500 m za promem koło Wierzby, w drodze z Mikołajskiego na Bełdany. Ja jako "kapitan" (wg papierów sternik jachtowy z wypływanymi ponad 500 godzinami dowodzenia na morzach ciepłych i zimnych) chciałem kozaczyć, bo cóż może zrobić nam mała burza na śródlądziu. Poddałem się w wyniku paniki załogi.
Uratowało nas to, że Bełdany w tym miejscu są wąską rynną i moja świadoma decyzja o wyborze brzegu zawietrznego. Wszystkie jachty, które wybrały drugi brzeg, zostały w różnym stopniu zniszczone przez wiatr i gałęzie drzew.
Z naszej perspektywy nie wyglądało to tak źle, jednak ogrom tragedii uświadomiły nam widziane w drodze powrotnej do Mikołajek całkowicie zatopione jachty mieczowe, teoretycznie niezatapialne (choć tajemnica poliszynela jest, że na prośbę armatorów te jachty są przebalastowane, aby było je trudniej wywrócić w normalnych warunkach), pływające bagaże załóg i elementy wyposażenia łodzi oraz widok reanimacji ofiar na kei w Mikołajkach.
To była dla mnie wielka lekcja pokory.
[ Dodano: 15-11-2012, 11:52 ]
| Pawel_B napisał/a: | | jacekplacek napisał/a: | | Taki szkwał nie wyskakuje spod ziemi znienacka. Widać go i to z daleka. |
Ilość ofiar pokazuje, że nie koniecznie. Widzieć to raz, interpretować to dwa. Meteorologia na kursach żeglarza często jest traktowana po macoszemu, dopiero na morzu przykłada się do tego znaczenia (też nie zawsze, przerażające jest jak wiele osób unika jak ognia prognozy pogody). |
Na jeziorach jest z tym różnie, przeważnie widoczność nieba ograniczają brzegi i drzewa.
Ja naprawdę poważne zagrożenie dostrzegłem na 2-3 minuty przed uderzeniem szkwału, na moje szczęście miałem blisko do "właściwego" brzegu. Gdy do brzegu masz kilkaset metrów, szanse ucieczki maleją do zera.
do tego mechanika powstawania takich zjawisk jest nieco inna niż na morzu, więc nawet meteorologia z kursów "morskich" na niewiele się sprawdza.
BitPump - 15-11-2012, 12:03
| gazeliusz napisał/a: | | Miałem kiedyś przyjemność prowadzić szkolenie z wywrotek jachtów dla ratowników WOPR ( wywrotki dnem do góry, tzw. grzybki). |
Czy załoga jest własnymi siłami w stanie odwrócić grzybka?
fantomas - 15-11-2012, 12:20
| BitPump napisał/a: | | gazeliusz napisał/a: | | Miałem kiedyś przyjemność prowadzić szkolenie z wywrotek jachtów dla ratowników WOPR ( wywrotki dnem do góry, tzw. grzybki). |
Czy załoga jest własnymi siłami w stanie odwrócić grzybka? |
Jeśli to jest mały jacht typu omega (i to pod warunkiem, że miecz się nie schowa, a to mało prawdopodobne), to można próbować.
W innym wypadku załoga jest bez szans. można próbować, ale wiąże się to z poluzowainem całego takielunku, najlepiej "zwinęciem" żagli. Przy czym całość takielunku jest w tej sytuacji minimum 1 metr pod wodą. a liny niespecjalnie chętnie przesuwają się przez bloczki pod wodą...
Nawet nie ustosunkuję się do instrukcji jak najszybszego podkładania koła ratunkowego pod top masztu.
I jak napisałem, większość jachtów "rodzinnych/rekreacyjnych" dostępnych obecnie w czarterze, raczej zatonie po wywrotce - po prostu nadmiar balastu zmienia te jachty w wywracalno-zatapialne...
mi_g - 15-11-2012, 12:46
| BitPump napisał/a: | | Czy załoga jest własnymi siłami w stanie odwrócić grzybka |
Zależy jaki... Horneta z kolegą stawiałem w 2min bo nie mamy wprawy jakby miał to pewnie w 1min, Omegę czasem się uda choć zależy od modelu, my wyłożyliśmy się na kabinowym ponad 7m Tangu - bez pomcy z zewnątrz żadnych szans. Mając do dyspozycji motorówkę, Pawła ze sprzętem do nurkowania (wypiął olinowanie trzymające maszt) udało nam się ją odwócić ale musieliśmy odcholować na płytsze miejsce.
Co do samego wypadku, to oczywiście podjąłem niewłaściwe decyzje które spowodowały kolejne aż do momentu gdy już niewiele dało się zrobić.
Spodziewłem się uderzenia silnego wiatru ale raczej tak 8-9B a nie 11-12B. Na morzu potęgę chmury widać z daleka, tu pełną krasę cumolonimbusa zobaczyliśmy jak już odskoczyliśmy od lini drzew. Płynąc na foku z wiatrem szkwał wbił dziób w wodę i przewrotka była nie na bok a bardziej ukośnie jakby wypadkowo przez dziób i burtę...
No ale to juz nie opowieść na forum o nurkowaniu
Dzięki za głosy w imieniu całej załogi.
jacekplacek - 15-11-2012, 13:24
| Pawel_B napisał/a: | | Ilość ofiar pokazuje, że nie koniecznie. |
Że cooo? Paweł, weź się coś napij... Ilość ofiar i wywrotek wskazuje tylko na poziom tych ofiar. Na pewno nie na możliwość oceny.
| Pawel_B napisał/a: | | Meteorologia na kursach żeglarza często jest traktowana po macoszemu, dopiero na morzu przykłada się do tego znaczenia |
Tego nie wiem. Kiedyś była elementem żeglarstwa. Równie ważnym jak locja, nawigacja itp. pierdoły... Może teraz się tego nie uczy, bo to jednak zbyt trudne jest
| mi_g napisał/a: | No ale to juz nie opowieść na forum o nurkowaniu |
Jak "nie"? Przeca daliście nura... przez dziób
Pawel_B - 15-11-2012, 13:30
| jacekplacek napisał/a: | | Że cooo? Paweł, weź się coś napij... Ilość ofiar i wywrotek wskazuje tylko na poziom tych ofiar. Na pewno nie na możliwość oceny. |
Jacek, ale co i dlaczego mam pić? Przecież piszę o tym samym co Ty. Ludzie siedzą, mówią "o jaka wielka chmurka idzie" a tu powinno się zapierdzielać i zwijać szmaty. Braki w szkoleniu i tyle. Ale nie zawsze, bo:
| mi_g napisał/a: | | Płynąc na foku z wiatrem szkwał wbił dziób w wodę i przewrotka była nie na bok a bardziej ukośnie jakby wypadkowo przez dziób i burtę... |
Nikt się nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji. Nawet 7-mio metrowy jacht może się wywrócić "przez nos". Chyba mało kto bierze taką możliwość na śródlądziu. Chcąc nie chcąc, w tym wypadku było dużo pecha i szczęście, że znalazł się odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. No i teraz mamy dwójkę świetnych nurków (miałem okazję nurkować z Michałem .
Pozdrawiam, Paweł
Yavox - 15-11-2012, 13:46
Można działania prewencyjne podejmować jeszcze inaczej. Pamiętam u Strugalskiego padło kiedyś hasło "biały szkwał!". Rozpoczęła się ewakuacja sprzętu, podczepili łódkę linką do samochodu do haka, żeby wyciągać, bo przyjdzie wiatr, fale i wszystko poniszczy.
W czasie wyciągania na brzeg pół łódki ujebali, bo się rozerwała na dwie części A potem się rozpogodziło i żaden biały szkwał nie przyszedł
Mucha - 15-11-2012, 14:17
Ode mnie też poszło!
jacekplacek - 15-11-2012, 14:55
| Pawel_B napisał/a: | | Jacek, ale co i dlaczego mam pić? |
Jak CO? To co lubisz. A dlaczego? A czemu nie?
| Pawel_B napisał/a: | | Nikt się nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji. Nawet 7-mio metrowy jacht może się wywrócić "przez nos". |
Z drugiej strony... dobrze to świadczy o jakości żagli i sile woli tego foka trzymacza
| Yavox napisał/a: | Można działania prewencyjne podejmować jeszcze inaczej. Pamiętam u Strugalskiego padło kiedyś hasło "biały szkwał!". Rozpoczęła się ewakuacja sprzętu, podczepili łódkę linką do samochodu do haka, żeby wyciągać, bo przyjdzie wiatr, fale i wszystko poniszczy.
W czasie wyciągania na brzeg pół łódki ujebali, bo się rozerwała na dwie części A potem się rozpogodziło i żaden biały szkwał nie przyszedł |
filipesku - 15-11-2012, 15:32
Jacek XXI wiek kabestany takie sprawy Trzymacze mają już wolne.
W dobie nawtexu, UKF meteorologia podupadła. To tak jakby w dzisiejszych czasach gdzie każdy ma gps w telefonie, a na pokładzie jest ich ze 3 szt uczyć nawigacji zliczeniowej.
jacekplacek - 15-11-2012, 15:43
| filipesku napisał/a: | Jacek XXI wiek kabestany takie sprawy Trzymacze mają już wolne. |
Pewnie się zdziwisz, ale knagi zaciskowe, kabestany i parę innych zabawek wynaleziono już jakiś czas temu I chyba było to coś w podobnym okresie, jak wymyślono zasadę NIE knagowania na Mazurach w kiepskich warunkach
filipesku - 15-11-2012, 15:49
Na kabestanie obkładasz 2 razy i nie trzeba większej siły żeby trzymać.
Ale nurkowanie często zaczyna się przez żeglarstwo.
Nam Pan o mały włos nie zatopił jachtu w Świnoujściu. Czym zniszczył zaplanowany na 3 tygodnie rejs. Tutaj o nas napisali: http://www.eswinoujscie.p...nie-na-bornholm
Więc wymyśliliśmy, że po drodze do domu jest Łagów i zabawiliśmy 2 tygodnie kończąc OWD z Włodkiem.
jacekplacek - 15-11-2012, 15:52
| filipesku napisał/a: | Na kabestanie obkładasz 2 razy i nie trzeba większej siły żeby trzymać.
|
No pacz... tyle lat żeglowałem a nikt mi tego nie powiedział...
| filipesku napisał/a: | | Więc wymyśliliśmy, że po drodze do domu jest Łagów i zabawiliśmy 2 tygodnie kończąc OWD z Włodkiem. |
No i nie ma takiej tragedii, która nie może się gorzej zakończyć
sativ - 15-11-2012, 18:06
...A i uczy sie zliczeniówki- co więcej- nawet używa!
http://www.classiccup.pl/
I w wypadku fuckupu jest to rzecz bardzo przydatna
| filipesku napisał/a: | Jacek XXI wiek kabestany takie sprawy Trzymacze mają już wolne.
W dobie nawtexu, UKF meteorologia podupadła. To tak jakby w dzisiejszych czasach gdzie każdy ma gps w telefonie, a na pokładzie jest ich ze 3 szt uczyć nawigacji zliczeniowej. |
filipesku - 15-11-2012, 18:41
A ja tam mam zapasowego gpsa, na baterie kieszonkowego, zestaw map w razie jak by się prądzisz skończył i tyle.
Mam nawet sekstant w domu ale po co to liczyć
gazeliusz - 15-11-2012, 21:24
| fantomas napisał/a: | | BitPump napisał/a: | | gazeliusz napisał/a: | | Miałem kiedyś przyjemność prowadzić szkolenie z wywrotek jachtów dla ratowników WOPR ( wywrotki dnem do góry, tzw. grzybki). |
Czy załoga jest własnymi siłami w stanie odwrócić grzybka? |
Jeśli to jest mały jacht typu omega (i to pod warunkiem, że miecz się nie schowa, a to mało prawdopodobne), to można próbować.
W innym wypadku załoga jest bez szans. można próbować, ale wiąże się to z poluzowainem całego takielunku, najlepiej "zwinęciem" żagli. Przy czym całość takielunku jest w tej sytuacji minimum 1 metr pod wodą. a liny niespecjalnie chętnie przesuwają się przez bloczki pod wodą...
Nawet nie ustosunkuję się do instrukcji jak najszybszego podkładania koła ratunkowego pod top masztu.
I jak napisałem, większość jachtów "rodzinnych/rekreacyjnych" dostępnych obecnie w czarterze, raczej zatonie po wywrotce - po prostu nadmiar balastu zmienia te jachty w wywracalno-zatapialne... |
Oczywiście miałem na myśli małe jachty mieczowe typu omega. Można postawić z grzybka, nawet jeśli to jest stary typ, bez komór wypornościowych na burtach i głęboko siedzi w wodzie.. A i oczywiście koło pod maszt zapobiega grzybkowi i nie jest to wcale żadna wydumana praktyka ale bardzo pomocna czynność. Jednak często widziałem, że załogant w ciężkim szoku najczęsciej wspierał się na maszcie, przyspieszając jego zatonięcie. Duży plus takiego szkolenia to możliwość zapoznania się z naszymi reakcjami w trudnych warunakch ale jednk kontorlowanych. Raz, drugi i nawet najbardziej przestraszone osoby zaczynają racjonalnie się zachowywać i działać. Robiliśmy grzybki i stawialiśmy omegi nawet nocą. Doznania bezcenne. A pod kadłubem omegi warunki są bardzo podobne do kabinówki. Zauważyliśmy, że nawet jedna doświadczona i opanowana osoba, jest w stanie ogarnąć i pokierować akcją. Oczywiście, trzeba zrzucać żagle pod wodą, ''sklarować'' liny i przygotować do postawienia ale da się to ogarnąć. Pomimo ogromnego zmęczenia i zimna, wszyscy byliśmy zadowoleni. Gdyby znaleźli się chętni, można pokusić się o 2-3 dni szkolenia z wywrotek. W pewnym sensie poszukania, wypracowania schematów postępowania po wywrotce jachtu kabinowego ( plus przy współpracy z nurkiem). Większość chyba pamięta jak strażacy ''pomogli'' dwójce ludzi uwięzionych w przewróconym jachcie
Pisząc o szkoleniu, nie miałem na myśli narzucenia swojej osoby jako ''szkoleniowca''. Mam na myśli wspólne przedsięwzięcie dla odniesienia wspólnej korzyści..
Bogdan WEG - 15-11-2012, 21:44
[quote="gazeliusz"] | fantomas napisał/a: | | BitPump napisał/a: | | gazeliusz napisał/a: | | Miałem kiedyś przyjemność prowadzić szkolenie z wywrotek jachtów dla ratowników WOPR ( wywrotki dnem do góry, tzw. grzybki). |
Czy załoga jest własnymi siłami w stanie odwrócić grzybka? |
Oczywiście miałem na myśli małe jachty mieczowe typu omega. Można postawić z grzybka, nawet jeśli to jest stary typ, bez komór wypornościowych na burtach i głęboko siedzi w wodzie.. |
Wielokrotnie ćwiczylem takie przewrotki i o jednym nie wspominacie.
Jeżeli maszt w środku jest pusty i nie ma w nim materiału wypornościowego czyt. steropianu, to nie ma szans na jego podniesienie z pozycji grzybka, nawet po zdjęciu takielunku grota.
Ilość wody, któjra sie w niego wleje nie pozwoli na te czynność, a skoro kadłub jest pod wodą, to nijak nie da sie tej wody usunąć.
jacekplacek - 15-11-2012, 21:45
@gazeliusz, a jak stawiasz te jachty, jak się wywrócą gdzieś poza akwarium? Np. stała 5-tka z gęstymi porywami do 7, Śniardwy... Grzybkuje wtedy bez pomocy załoganta a koło podłożysz... jak je znajdziesz i zdążysz. Stawiam, że ani nie znajdziesz, ani nie zdążysz
gazeliusz - 15-11-2012, 22:59
| Bogdan WEG napisał/a: |
Wielokrotnie ćwiczylem takie przewrotki i o jednym nie wspominacie.
Jeżeli maszt w środku jest pusty i nie ma w nim materiału wypornościowego czyt. steropianu, to nie ma szans na jego podniesienie z pozycji grzybka, nawet po zdjęciu takielunku grota.
Ilość wody, któjra sie w niego wleje nie pozwoli na te czynność, a skoro kadłub jest pod wodą, to nijak nie da sie tej wody usunąć. |
Nigdy nie ćwiczyłem na maszcie wypełnionym materiałem wypornościowym, zawsze był pusty i zawsze udawało się podnieść maszt najpierw do poziomu, następnie do pionu. M.in. za pomocą fału i człowieka z kołem ratunkowym odpływającego od kadłuba.. Oczywistym jest, że nie da się pozbyć wody ześrodka masztu, który jest pod wodą. Pamiętajmy, że maszt znurzony w wodzie traci na wadze. Im lepiej sklarowane żagle na bomie pod kadłubem, tym łatwiej.
| jacekplacek napisał/a: | @gazeliusz, a jak stawiasz te jachty, jak się wywrócą gdzieś poza akwarium? Np. stała 5-tka z gęstymi porywami do 7, Śniardwy... Grzybkuje wtedy bez pomocy załoganta a koło podłożysz... jak je znajdziesz i zdążysz. Stawiam, że ani nie znajdziesz, ani nie zdążysz |
Pisałem wcześniej o warunkach treningowych. Nasze wywrotki miały charakter treningowy, mający na celu oswojenie uczestników z sytuacją, w której w znakomitej większości byli po raz pierwszy. Idąc tym tropem, nie powinniśmy uczyć albo próbować się uczyć wychodzić z poślizgu prowadząc samochód, bo na lodzie się nie uda.. albo jak podzielić się powietrzem kiedy nam go zabraknie na 50 m, bo się nie uda itp..
Aż nadto wiem co to 5B, zwłaszcza na śniardwach, które są bardzo płytkim jeziorem, na którym nie rzadko tworzą się fale o wysokości 1,5 m..Notowano też wyższe. Poza tym zrobić grzybka na Śniardwach to jak trafić szóstkę w totka.. Zbyt mała głębokość wzdłuż szlaków Top masztu zaryje w dno i jeszcze większy problem..
Jeżeli nie można znaleźć koła po wywrotce, świadczy to o rażącym błędzie, totalnej gnorancji lub braku odpowiedniego wyszkolenia osoby prowadzącej jacht. Osoba która miała ''szczęście'' odbyć chociaż jedną wywrotkę szkoleniową na kursie, będzie wiedziała gdzie i jak powinny być rozmieszczone środki ratunkowe na jachcie i do czego służą. Ponad to załoga, nawet bez doświadczenia żeglarskiego ( a nawet tym bardziej), powinna zostać przeszkolona w stopniu podstawowym odnośnie ich użycia.
Napisałem mój post w odniesieniu do autora tematu i jego prawdziwych spostrzeżeń. Tego co czuł i jak się zachował. Nie forsuję w żaden sposób pomysłu na stawianie jachtu kabinowego przez załogę podczas 5-7 B. Chodzi mi o szerszy problem sprawdzenia swojego zachowania w takiej sytuacji, a więc elementu szkolenia na stopień żeglarski, jakim obowiązkowo powinny być wywrotki. Nawet jachtu mieczowego.
Mała relacja z tego zajścia..
Zajęcia na wodzie poprzedziły przygotowania teoretyczne..
Czas na praktykę..
Przywdziać środki ratunkowe w wodzie łatwo wcale nie jest
Nocne manewry..
Kolejny dzień..
[ Dodano: 16-11-2012, 01:04 ]
Musiałem napisać kolejny post, bo czas na edycję minął..
[ Dodano: 16-11-2012, 01:20 ]
Gdy mieliśmy problemy ze zrzuceniem żagli pod wodą i nie mogliśmy podnieść łódki, kładliśmy maszt z żaglami a dopiero po tym przystępowaliśmy do podnoszenia i stawiania. Ufff, nie jest to łatwe pod wodą..
Poprostu stawaliśmy na głowie, żeby się udało postawić..
Zmęczenie dawało znać o sobie.. Kolegę dopadł sen-znienacek..Każda pora i miejsce jest dobre aby uciąć regenerującą drzemkę..
Aby zwiększyć poziom szkolenia, kolega organizator zaprosił giżycki WOPR, dzięki czemu mogliśmy wykorzystać jacht kabinowy.
[ Dodano: 16-11-2012, 01:32 ]
W ocenie wszystkich biorących udział w spotkaniu, czas spędziliśmy bardzo owocnie. Każdy sam ocenił własne umiejętności, zdolność do działania w sytuacji zimna, zmęczenia i stresu (dla większości był to pierwszy raz kiedy musieli wejść pod przewrócony kadłub jachtu i zająć się sklarowaniem żagli pod wodą. Niektóre kadłuby zanurzały się tak głęboko, że zostawała tylko 20 cm poduszka powietrzna, co bardzo utrudniało działania. Wszystkie osoby wchodziły pod kadłub aby razem móc uczestniczyć we wszystkich etapach przygotowania do postawienia). Jestem przekonany, że każdy uświadomił sobie zagrożenie jakie niesie ze sobą wywrotka jachtu, a były to przecież warunki treningowe oraz jak należy się zachować gdy już do tego dojdzie ( zabezpieczenie ludzi i jednostki, która staje się tratwą).
Pozdrawiam wszystkich ''niewidzącychsensu'' takiego spotkania..
jacekplacek - 16-11-2012, 08:03
| gazeliusz napisał/a: | Nie forsuję w żaden sposób pomysłu na stawianie jachtu kabinowego przez załogę podczas 5-7 B. Chodzi mi o szerszy problem sprawdzenia swojego zachowania w takiej sytuacji, a więc elementu szkolenia na stopień żeglarski, jakim obowiązkowo powinny być wywrotki. Nawet jachtu mieczowego.
|
Chorych pomysłów u nas nie brakuje. Sam piszesz, że masz świadomość bezsensu podejmowania prób stawiania w REALNYCH warunkach wywrotki. Bo jedyne co można postawić, to niewielką regatową jednostkę - co jest ćwiczone, bez kombinowania ze zdejmowaniem żagli, kołem itp. bo liczy się czas. Sprawdzanie swoich reakcji, dla samego ich sprawdzenia... cóz, może i fajne ale na szczęści nikt rozsądny nie wpakuje tego w ramowy skład kursu.
Pomijając oczywiste niszczenie sprzętu, taka sytuacja stawia bardzo duże, niepotrzebne zagrożenie dla jej uczestników. Bo o ile zdejmowanie żagli, klarowanie lin we flaucie jest tylko niebezpieczne, to taki sam pomysł w prawdziwej sytuacji jest skrajnie niebezpieczny.
Procedury, zachowania w razie wywrotki były ćwiczone chyba od zawsze - podjęcie rzutki, nie opuszczanie wywróconej łodzi, odpalenie i przejście na tratwę ratunkową, obsługa środków wzywania pomocy (rakiety, radio, rogi mgłowe, sygnały rękami, proszek "na rekiny", różnego typu światło itd). I zawsze najważniejszym w czasie wywrotki było nie dać się złapać i wciągnąć plątającym się linom etc.
| gazeliusz napisał/a: | | Jeżeli nie można znaleźć koła po wywrotce, świadczy to o rażącym błędzie, totalnej gnorancji lub braku odpowiedniego wyszkolenia osoby prowadzącej jacht. |
To gdzie masz to koło? Bo ja stałych miejsc znam niewiele (dziób, achtersztag, przy skrzyni mieczowej) a jedynym, gdzie jest natychmiast dostępne, jest swobodnie leżące przy skrzyni. Żaglówka grzybkuje szybko, nawet bardzo szybko - nie wiem, czy miałeś kiedyś okazję "przerobić to poza zabawą - więc jedynym momentem na podłożenie koła, jest jest trzymanie go w ręce i wypadnięcie na zawietrzną dokładnie pod maszt... Tyle, że ja osobiście miałbym wtedy zupełnie inne priorytety, niż podkładanie koła pod cokolwiek. W normalnej sytuacji, swobodnie umieszczone koło będzie zmiecione przez pierwszą z brzegu falę i zgodnie z prawami Murphy`ego, umieszczone w najdziwniejszym możliwym miejscu - co ja i kilka znanych mi przypadków wywrotek w pełni potwierdza Tak samo jak potwierdza się najważniejsze wówczas zadanie - wyciągnięcie ludzi z wody, zabezpieczenie ich przed wychłodzeniem a dopiero potem zajmowanie się sprzętem. Bo sprzęt odtworzyć się da a ludzkiego życia nie.
Z innej beczki: ciekaw jestem, jak podejmiesz z wody człowieka, mając jacht o wysokiej wolnej burcie - w sztormie, nie w wannie
mi_g - 16-11-2012, 08:29
| gazeliusz napisał/a: | | Mała relacja z tego zajścia.. |
Cwiczenia wyglądają faktycznie ciewie i na pewno pomagają w opanowaniu sytuacji.
Moim zdaniem ma to sens i to bardzo duży.
Oczywiscie zwykle w realnej sytuacji wszystko się układa nie po myśli. Uczestniczyłem w stawianiu 3 Omeg, we wsztskich pechowo zamiast płetw mieczowych z laminatu były stalowe. W dwóch wypadkach w momencie robienia grzyba płyty chowając się wyleciały ze skrzynki (jedna wyrwała zaczepy, druga knagę o którą była zabezpieczona) i na zwsze spoczeły na dnie a stawianie łódki zrobiło się znacząco trudniejsze.
Jedna Omega była tak nierównoważona że po przyczepieniu kamizelki do topu (koło uciekło podczas wywrotki) zrobiła ponownie grzyba
Wszystkie robiły grzyba tak szybo ze załoga po wynurzeniu się z wody właściwie widziała już dno.
Takie rzeczy odbierają chęć walki a to źle wróży. Ćwiczenia nawet jeśli później nie mają bezpośredniego przełożenia na rzeczywistość zawsze "uspokajają" sytuacje i pozwalają walczyć dłużej.
Tu można wrócić do nurkowania i ćwiczeń uważanych czasem za nieralistyczne i przez to bez sensu. Jeśli ćwiczenia uczą opanowywać stres, jeśli wzmagają wolę walki, uczą podzielności uwagi to sens mają zawsze choć nie bezpośredni.
Raz - na kursie u Majkiego - mój poziom stresu osiągnął pułap gdy "zapomniałem" że to "tylko ćwiczenia". Wtedy działa sie całkiem inaczej
dziubek72 - 16-11-2012, 08:30
| mi_g napisał/a: | | Jeśli macie czas i chęć zagłosujcie |
poszlo x2
jacekplacek - 16-11-2012, 11:38
| mi_g napisał/a: | Wszystkie robiły grzyba tak szybo ze załoga po wynurzeniu się z wody właściwie widziała już dno.
Takie rzeczy odbierają chęć walki a to źle wróży. |
?? Takie rzeczy mają uczyć a nie odbierać chęć walki. Realna sytuacja czasem te ćwiczenia mocno przerasta, ale wtedy korzysta się z już posiadanych doświadczeń, by to w miarę możliwości opanować... choć czasem najlepszym wyjściem jest czekać Czasem potrzeba wykonać ćwiczenia do wykonania niemożliwe, by ich niemożliwość mieć uświadomioną. Takim było np. przepłynięcie pewnego dystansu w ubraniu i gumowcach - potem już wiesz, że jak dołożysz sztormiak, to masz być wpięty albo założony kapok Podobnie ćwiczenie "człowiek za burtą" uczy... wpinania się, bo znalezienie gościa graniczy z cudem. Z drugiej strony, jak już się wyleci, też się ma świadomość, że zachowanie pasywne niewiele wniesie i trzeba dać kolegom szansę na niemanie potem wyrzutów sumienia Osobiście najwięcej pokory nauczył mnie nieoświetlony cypel rewski choć białych czy czarnych szkwałów przerowbiłem na Mazurach 2 w tym jeden na wodzie pod pełnymi żaglami: DZ brała wodę całą burtą,prawie po maszt(akurat tym płynąłem), Orionowi wyrwało piętę masztu razem z kawałkiem dachu kabiny i złamało maszt a Omce "tylko" wyrwało z masztu okucie bomu i potargało nieco żagiel I też byliśmy na wodzie, bo prowadzący rejs koleś grubo przykozaczył Ale i tak najweselej było, jak zorganizował ognisko i po pijaku zrobił demonstrację czerwonych rakiet... pół Mazur na imprezę się zleciało, ze strażą rezerwatu na czele
Voltek - 16-11-2012, 12:35
| jacekplacek napisał/a: | | pół Mazur na imprezę się zleciało, ze strażą rezerwatu na czele |
Najpewniej na sępa, bo wątpię by ktoś doniósł prowiantu
mi_g - 16-11-2012, 13:47
| jacekplacek napisał/a: | | Realna sytuacja czasem te ćwiczenia mocno przerasta, ale wtedy korzysta się z już posiadanych doświadczeń |
Chodziło mi o to że przez ćwiczenia też zdobywasz doświadczenie choć jest ono niepełne. Całkowite zaskoczenie stresująca sytuacją to panika, całkowita rezygnacja z jakiejkolwiek walki albo spontaniczne i najczęściej bezsensowne decyzje (marginalnie się takie jednostki zdarzają). Każde z tych zachowań sprzyja rozwojowi sytuacji w jeszcze gorszym kierunku. Moim zdaniem lepsze "cieplarniane" doświadczenie poprzez ćwiczenia niż żadne.
Istnieje pewny zasób wiedzy/umiejętności, również w nurkowaniu, którą można zdobyć na 3 sposoby:
- Słuchając opowiści o "strasznych zdarzeniach". Mało skuteczne ale za to proste. Niestety rzadko kto lubi opowiać o swoich błędach więc żeglaże mają tu łatwiej niz nurkowie. Imprezy mają bardziej zakrapiane a jak ktoś ma trochę w czubie to mniej wybiela swoją historie.
- Ćwicząc "sytacje awaryjne". Bardziej skuteczne ale pracochłonne i jednak niepełne.
- Nurkując, żeglując, latając czy co tam jeszce - po jakimś czasie tak dużo nam się przytrafi że o ile przeżyjemy to będziemy "wiedzieć jak się zachować". Proces strasznie długotrawły i selektywny.
Cały czas się zastanawiam co znaczy "doświadczony nurek" 1000+ nurkowań...???
PS.
Opisane przeze mnie Omegi to były sytuacje realne. Nigdy nie wyracełem łódki ćwiczebnie. Jedyny raz kiedy widziałem Omegę która padła, położyła się spokojne i właściwie bez problemowo dała się ponieść w "nie ćwiczebnych" warunkach to taka którą wywrócili niedoszli ż.j w porcie w Jastarni. Wiało 1B i próbowali pokazać dziwczyną w jakich przechyłach można na takiej łódce pływać . Chwilę wcześniej odwołano egzaminy bo za słabo wiało....
jacekplacek - 16-11-2012, 13:58
| Voltek napisał/a: | | jacekplacek napisał/a: | | pół Mazur na imprezę się zleciało, ze strażą rezerwatu na czele |
Najpewniej na sępa, bo wątpię by ktoś doniósł prowiantu |
Oj, bardzo na sępa
| mi_g napisał/a: | | Imprezy mają bardziej zakrapiane a jak ktoś ma trochę w czubie to mniej wybiela swoją historie. |
Wybiela?! Najbarwniejsza jaką słyszałem, to wlewanie gołymi rękami surówki(roztopiona stall) do wywróconej kadzi... Drugie miejsce miała opowieść o nurkowaniu w wodzie -20st
JACooL - 16-11-2012, 15:56
poszlo
gazeliusz - 16-11-2012, 16:12
Jackuplacku, nie zamierzam z Tobą polemizować, bo Ty nie prowadzisz dialogu tylko prześmiewczo i szyderczo wypowiadasz się, jeżeli masz inny punkt widzenia. Miałem okazję uczestniczyć zarówno w wywrotkach innych jachtów, sam również wywróciłem. Żeby jeszcze dodać Ci animuszu w polewce, to dodatkowo wypadłem za burtę na środku Atlantyku.. Mieszasz Mazury z morzem na przemian, raz piszesz że doświadczenie w akwarium to bzdura innym razem się na nie powołujesz..Całe szczęście, że nie bardzo mnie poruszają takie wypowiedzi i próby sztucznego wymyślania przeróżnych sytuacji aby tylko coś komuś udowodnić. Wysoka burta, radio, flary, rakiety, kutry torpedowe i stawiacze min.. to chyba morze a kolega i ja pisaliśmy o Mazurach..mimo wszystko cieszę się, że prowadząc kursy na stopnie żeglarskie zawsze bez sensu marnowałem czas kursantom, na przeżycie kontrolowanej wywrotki jachtu mieczowego i naukę zachowania sternika i załogi w takim przypadku.. może naślesz na mnie prokuratora ale wyobraź sobie, że nie odpuściłem nawet osobom niepełnosprytnym. Bo dla takich osób kurs na stopień żeglarza również prowadziłem. Uprzedzę Cię, nie wrzucałem do wody osób na wózkach. Byłem bardzo zadowolony gdy takie osoby zupełnie samodzielnie zdawały egzamin na patent żeglarza przed komisją OZŻ..
ps.
u mnie w prawdziwych przypadkach wywrotki jak i tych treningowych, miałem to niesamowite i nierealne wręcz szczęście, że pod żaglem przyklejonym do powierzchni wody powietrze pozostawało wystarczająco długo aby policzyć załogę, zabezpieczyć środki i wysłać człowieka na top lub samodzielnie tam się udać, przy jednoczesnym wspomaganiem się mieczem.. co więcej, zdarzyło się, że podczas wywrotki nie wpadałem do wody tylko całkiem suchy stałem na mieczu..ale w to to Ty już pewnie nie uwierzysz.. U mnie na jachcie koło nigdy nie leży w kabinie koło skrzynki, pod materacami itp.. nie jest również przywiązane krawatami do achtersztagu. Wala się swobodnie albo wisi w nie zapinanym uchwycie aby można było go użyć w dowolnym momencie..
[ Dodano: 16-11-2012, 16:22 ]
| mi_g napisał/a: |
Byłem zaskoczony poziomem mojego stresu, który wręcz uniemożliwiał sensowną pomoc, pomimo że pływałem dość dobrze i woda nie wzbudzała nigdy we mnie przerażenia. Doszedłem do wniosku że jestem za mało oswojony z wodą. |
dokładnie to miałem na myśli pisząc o treningowych wywrotkach..Zwróciłeś uwagę na poziom Twojego stresu i niemoc, pomimo dużego doświadczenia żeglarskiego..Wydaje mi się, że takie właśnie szkolenie pozwala nas na to po części przygotować.. Np. wypłynięcie z kabiny przewróconej łodzi, zakładanie środków ratunkowych w wodzie itp..
Z tymi wypadającymi mieczami to faktycznie lipa.. Najczęsciej pomaga dobrze obłożony, solidny kontrafał miecza ale wiem, że i takie potrafią się urwać.
Snując rozważania na temat takich sytuacji.. Gdy pływamy jachtem kabinowym, mieczowym ( a więc z zasady nie zatapialnym), przypadku pogorszenia warunków, wszystkie osoby powinny być na zewnątrz a suwklapa i sztorc klapa powinny być zamknięte. Zapobiega to gwałtownemu wlaniu się wody do środka kabiny i grzybka lub zatonięciu jachtu.. Gdy klapy są zasunięte a jacht nie nabierze tak szybko wody, to realnym jest odklejenie żagli od wody i szybkie postawienie takiej łodzi.. Jeżeli oczywiście nie płyniemy 10cio metorwym jachtem i mamy w miarę sprawną załogę, która w miarę przechylania się jachtu przechodzi przez burtę nawietrzną na miecz. Też to przerabiałem na jachcie 6,5 m. Widziałem też kiedyś miecz z blachy stalowej ładnie wygięty w literę L
jacekplacek - 16-11-2012, 16:38
| gazeliusz napisał/a: | | Jackuplacku, nie zamierzam z Tobą polemizować, bo Ty nie prowadzisz dialogu tylko prześmiewczo i szyderczo wypowiadasz się |
Nie ma się co spinać
gazeliusz - 16-11-2012, 16:48
Rany julek,myślałem, że się posikam jak zobaczyłem ten łobrazek
pozwolę sobie go rozpowszechnić
undefine - 18-11-2012, 00:21
| mi_g napisał/a: | [
- Słuchając opowiści o "strasznych zdarzeniach". Mało skuteczne ale za to proste. Niestety rzadko kto lubi opowiać o swoich błędach więc żeglaże mają tu łatwiej niz nurkowie. Imprezy mają bardziej zakrapiane a jak ktoś ma trochę w czubie to mniej wybiela swoją historie.
|
hm.. czyli żeby się czegoś na sucho z nurkowania nauczyć, najlepiej uczestnicznyć w "zakrapianych" nurkowaniach wśród pijącej ekipy?
Warto wiedzieć
Włodek K - 18-11-2012, 01:58
| undefine napisał/a: | | najlepiej uczestnicznyć w "zakrapianych" nurkowaniach wśród pijącej ekipy? |
Wtedy musisz pić z płetwy bo inaczej nie wejdzie
Barcez - 18-11-2012, 20:53 Temat postu: Zwykły Bohater Poszło
SZymEK vel Tomek - 18-11-2012, 21:06
+1
mi_g - 02-12-2012, 21:26
Wszystkim dziękujemy za głosy na Pawła.
To też dzięki nim Paweł zdobył tytuł Zwykłego Bohatera.
Może kiedyś spotkacie go na nurkowisku choć z tego co wiem jeśli już nurkuje to w Egipcie a nie w naszych wodach.
Pozdrawiamy
Kasia i Michał
Pawel_B - 02-12-2012, 21:31
Gratuluję !
SZymEK vel Tomek - 02-12-2012, 21:45
Gratulacje
Yavox - 02-12-2012, 21:47
Super. Jak mi przyszło kilka dni temu w mailu, że teraz mam wysyłać na niego SMSy to już myślałem, że z tym konkursem to jakiś wałek jest Dobrze, że się udało bez SMSa
|
|