<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-1"?>
<rss version="2.0">
<channel>
  <title>FORUM-NURAS</title>
  <link>http://www.forum.jds.pl/index.php</link>
  <description>Froum dla nurkujących i nie tylko ...</description>
  <language>polish</language>
  <copyright>(c) Copyright Dzisiaj 12:34 by FORUM-NURAS</copyright>
  <managingEditor>dareks@forum-nuras.com</managingEditor>
  <webMaster>dareks@forum-nuras.com</webMaster>
  <pubDate>Dzisiaj 12:34</pubDate>
  <lastBuildDate>Dzisiaj 12:34</lastBuildDate>
  <docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
  <generator>phpBB2 RSS Syndication Mod by Lucas</generator>
  <ttl>1</ttl>

  <image>
    <title>FORUM-NURAS</title>
    <url></url>
    <link>http://www.forum.jds.pl/</link>
    <description>Froum dla nurkujących i nie tylko ...</description>
  </image>

                                      <item>
                                        <title>Zaginiony w morzu.</title>
                                        <link>http://www.forum.jds.pl/viewtopic.php?p=219731#219731</link>
                                        <description>&lt;br /&gt;
                                      Autor: &lt;a href='http://www.forum.jds.pl/profile.php?mode=viewprofile&amp;u=9099'&gt;Witia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
                                      Wysłany: 03-02-2011, 15:26&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
                                      &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
                                      &lt;span style=&quot;font-weight: bold&quot;&gt;   Zaginiony w morzu. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Któregoś dnia w tygodniu... Discovery World. Program &amp;quot;O krok od śmierci.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyspy Salomona na Pacyfiku. Dwoje płetwonurków - mężczyzna i kobieta,  wypływają motorówką około dwudziestu kilometrów w morze aby zanurkować nad kraterem częściowo aktywnego wulkanu. Obsługa łodzi utrzymuje pozycję w określonym miejscu dzięki pracującemu silnikowi. Po zakończeniu nurkowania, płetwonurkowie wypływają na powierzchnię w odległości kilkuset metrów od łodzi. Załoga łodzi nie dostrzega ich i po jakimś czasie, z uwagi na brak paliwa, odpływa w kierunku lądu, gdzie organizowana jest akcja ratunkowa. W tym celu w morze wypływa kilka łodzi motorowych. Niestety, ale akcja kończy się niepowodzeniem. Nie znajdują płetwonurków, których oficjalnie uznają za zaginionych i akcja zostaje przerwana. Ci jednak, żyją i podejmują walkę o ocalenie.  Niesieni przez prąd, spędzają całą noc w wodzie. Rano usiłują dopłynąć do najbliższej wyspy. Udaje im się to dopiero w południe - po niemal dobie spędzonej w morzu. Oboje są skrajnie wyczerpani i odwodnieni.  Niestety, ale nieprzyjazny, skalisty brzeg wyspy i duże fale uniemożliwiają im wydostanie się na ląd. Mężczyzna ma obtartą przez płetwę stopę i krwawi. Pojawiają się dwa rekiny-młoty, które na szczęście nie atakują. Niebawem zza cypla wyłania się motorówka. Cudem uratowani płetwonurkowie zostają zabrani na łódź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Program wywołał na mnie ogromne wrażenie gdyż ożyły w pamięci moje własne, dramatyczne przeżycia z Zatoki Meksykańskiej sprzed dwunastu lat...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Właściwie wstęp do mojej opowiastki powinien wyglądać inaczej. Dzisiaj bowiem w wiadomościach tv dowiedziałem się, że w wodach Zatoki Meksykańskiej została zaatakowana i poważnie poraniona przez rekina turystka kanadyjska.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Niewielka wysepka Isla Mujeres leżąca w cieśninie Jukatan, w pobliżu słynnego kurortu Cancun w Meksyku. Druga połowa lutego 1999 roku.&lt;br /&gt;
Ranek, jak zwykle przywitał mnie ciepłym i jasnym słońcem. Spojrzałem na zegarek. Była ósma i do spotkania w porcie, skąd miałem wypłynąć na kolejne nurkowanie, było jeszcze ponad godzinę. Tym razem mój nowy przyjaciel, miejscowy płetwonurek i podwodny łowca, Fernando, organizował komercyjną wyprawę do zatopionego wraku. Miał to być niewielki statek, który zatonął w latach pięćdziesiątych w Cieśninie Jukatan na głębokości około czterdziestu metrów w odległości piętnastu kilometrów od brzegów wyspy. Gdy szedłem w kierunku portu ze sprzętem nurkowym w plecaku, na chodniku rozwijał swój stragan sprzedawca pamiątek z morza. Wśród nich dostrzegłem szczęki rekina ze złowieszczo wystającymi trójkątnymi, ostrymi zębami.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
-Obym nie miał przyjemności oglądać ich w wodzie- przemknęło mi przez myśl. Potem dowiedziałem się, że rekiny rzadko, ale jednak odwiedzają te wody. &lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
   W wyprawie miał brać także kolega mojego przyjaciela Cziapo. Był on wesołym trzydziestolatkiem, który był ponoć kiedyś dobrym nurkiem. Popadł jednak w nałóg alkoholowy i przestał nurkować. Teraz Cziapo był sternikiem i obsługiwał dwie pięćdziesięciokonne Yamahy napędzające długą i szybką łódź Fernando, której łąwki i podłoga były wyklejone niebieską wykładziną dywanową. &lt;br /&gt;
W wyprawie miała uczestniczyć także dziewczyna Cziapo przezywana przez moich przyjaciół Chinką. Była ona tak jak i pozostali - Meksykanką. Chinką zaś została nazwana przez nich z powodu swoich skośnych oczu. Była, tak jak Fernando, także świetnym nurkiem. Najważniejszym członkiem załogi tego dnia miał być sponsor - młody, bogaty człowiek z interioru, wynajmujący łódź, który zamierzał nurkować po raz pierwszy w życiu i to od razu na głębokości czterdziestu metrów. Ja na tej wyprawie miałem być na tak zwaną &amp;quot;dokładkę&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Po załadowaniu akwalungów i pozostałego sprzętu do nurkowania, wypłynęliśmy w morze. Pogoda tego dnia była bardzo dobra. Świeciło słońce i wiał lekki wiaterek ze wschodu. Za sterem siedział Fernando. Łódź płynęła w ślizgu. Z początku płynęło się bardzo przyjemnie. Jednak im dalej w morze, tym fala była coraz większa.  Fale, raz po raz, mocno podbijały dziób do góry, który po chwili spadał z hukiem w dół rozbijając kolejne fale na boki. Musieliśmy mocno trzymać się burt aby nie rozbić się o dno albo, co gorzej, nie wypaść za burtę.&lt;br /&gt;
   Po około pół godzinie tej szalonej jazdy, Fernando zmniejszył gaz i zatrzymał łódź a Cziapo rzucił kotwicę. Byliśmy na miejscu. Do dziś nie mogę pojąć, jak udało mu się tak precyzyjnie trafić w to miejsce. Byliśmy na środku morza a wokoło nie było żadnych punktów orientacyjnych.  Pomimo, że wytężałem wzrok, to niczego nie potrafiłem dostrzec pod wodą. Byłem pełen uznania dla Fernando. Z tego miejsca nie było już widać lądu. Dookoła tylko morze, fale i palące słońce. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
   Ubrałem bluzę od skafandra i pas balastowy z jednym ciężarkiem. Trochę trwało, zanim wszyscy założyliśmy ekwipunek i zeszliśmy do wody. Na łodzi pozostał tylko Cziapo. Założyłem maskę i spojrzałem w dół.  Wrak, widoczny jako ciemna bryła na tle dna, był dokładnie pod nami. Wokół pojawiło się kilka zaciekawionych ryb pelagicznych. Trzymały się w bezpiecznej odległości. Zanurkowaliśmy, płynąc niemal pionowo w dół.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
    Najpierw odwiedziliśmy odkrytą ładownię zatopionego statku, gdzie dostrzegłem trzy wielkie, dwumetrowej długości barrakudy. Ryby nie przejawiały większego strachu. Obserwowały nas jednak bardzo uważnie. Mogłem podziwiać ich piękne, wydłużone kształty i szczęki z ostrymi niczym sztylety, zębami.&lt;br /&gt;
Wypłynęliśmy z ładowni i opłynęliśmy wrak dookoła. Byłem zauroczony przezroczystością wody, obecnością wraku, rozległym widokiem dna morskiego i zawieszonych w toni wodnej, nurków. Za chwilę mieliśmy się wynurzać, a ja łapczywie chłonąłem otaczające piękno wszystkimi swoimi zmysłami.&lt;br /&gt;
   Gdy inni wypłynęli już na powierzchnię, ja pozostałem jeszcze przez kilka minut na głębokości około trzech metrów. Nie wiem, czemu oni nie, ja jednak zawsze stosuję tę nurkową zasadę.&lt;br /&gt;
   Nasze nurkowanie było udane i wynajmujący ekipę był bardzo zadowolony. Wówczas Fernando zakomunikował, że popłyniemy jeszcze w inne miejsce, gdyż zamierza  upolować kilka ryb na kolację. Zapytałem, czy mógłbym obserwować go wtedy z powierzchni wody. Ja także polowałem pod wodą w Polsce i to od wczesnej młodości i byłem ciekaw jak poluje się na ryby na Jukatanie. Fernando nie miał nic przeciwko temu. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
   Cziapo odpalił silniki i pomknęliśmy w kierunku łowiska. Po kilku minutach zatrzymaliśmy się i Fernando z akwalungiem i swoją długą kuszą z naciągiem gumowym, zanurkował w kierunku dna, ja zaś, ubrany tylko w bluzę z kapturem i w sprzęcie ABC, wskoczyłem do wody by obserwować go z powierzchni. Aby dodać sobie odwagi, na wszelki wypadek, przypiąłem do nogi swój nóż nurkowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
   Pływałem nad Fernando obserwując jego poczynania. Były chwile, że widziałem go dobrze i wyraźnie.  Jednak, gdy zanurzał się głębiej, wtedy widziałem tylko  żółte butle jego akwalungu. Cziapo miał płynąć za nami motorówką. W pewnym momencie zrobiło się głębiej i straciłem Fernando z oczu. Próbowałem go odnaleźć płynąc w kierunku, w którym podążał ostatnio. Niestety, ale nadaremnie. Po jakimś czasie zrezygnowałem z poszukiwań i wyjrzałem na powierzchnię by zobaczyć, gdzie jest łódź. &lt;br /&gt;
   Ze zdziwieniem stwierdziłem, że w zasięgu wzroku, tam gdzie spodziewałem się ją zobaczyć, łodzi niestety nie było. Zdjąłem maskę by lepiej widzieć i wynurzając z wody tułów pionowo do góry, starałem się odszukać wzrokiem łódź. Niestety, ale kilka ponawianych prób spełzło na niczym. cdn. &lt;img src=&quot;images/smiles/9.gif&quot; alt=&quot;&amp;#058;zdz&amp;#058;&quot; title=&quot;&amp;#058;zdz&amp;#058;&quot; border=&quot;0&quot; align=&quot;top&quot; /&gt;  &lt;br /&gt;
 &lt;img src=&quot;images/smiles/9.gif&quot; alt=&quot;&amp;#058;zdz&amp;#058;&quot; title=&quot;&amp;#058;zdz&amp;#058;&quot; border=&quot;0&quot; align=&quot;top&quot; /&gt;   &lt;img src=&quot;images/smiles/9.gif&quot; alt=&quot;&amp;#058;zdz&amp;#058;&quot; title=&quot;&amp;#058;zdz&amp;#058;&quot; border=&quot;0&quot; align=&quot;top&quot; /&gt;  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 9px; line-height: normal&quot;&gt;[ &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: bold&quot;&gt;Dodano&lt;/span&gt;: 04-02-2011, 08:59&lt;/span&gt; ]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Tak oto znalazłem się sam na bezkresnym morzu, gdzie tylko fale i palące słońce dookoła. Nie wiedziałem nawet w którym kierunku jest ląd by podjąć próbę dopłynięcia. Głębokość w tym miejscu była na tyle duża, że nie widziałem także dna.  Byłem zdany tylko na siebie. To było coś nowego, nawet ekscytującego, gdyż jeszcze nigdy nie znalazłem się w takiej sytuacji.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Przecież nie mogli odpłynąć zbyt daleko - zacząłem kombinować... - Muszą gdzieś tu być; zarówno Fernando, oraz asekurująca łódź. Chyba nie zostawią nas na pełnym morzu; jednego pod wodą a drugiego na powierzchni.&lt;br /&gt;
  A co będzie, jak nie przypłyną? Przyjdzie się pożegnać z tym ziemskim padołem. Odejść z życia w taki sposób, życzyłby sobie chyba każdy zapalony nurek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłem, że  pozostanę w miejscu, bo łatwiej mnie będzie odnaleźć. Nie wiedziałem, że prąd morski znosił mnie w kierunku otwartego morza. Chyba nie zdawałem sobie jeszcze wtedy sprawy z powagi mojej sytuacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas dłużył się niemiłosiernie. Pływałem na powierzchni i przez maskę obserwowałem wodę dookoła. Po chwili zauważyłem stado zbliżających się ryb. Płynęły na głębokości kilku metrów i wyglądały wspaniale. Były dość spore, wysmukłe i miały, podobnie jak inne ryby pelagiczne, duże, bezbarwne płetwy. Kształtem przypominały mi nieco nasze srebrzyste sieje. Stado podpłynęło bliżej, zatrzymało się, po czym ryby rozdzieliły się i zaczęły, opływać mnie dookoła. To był piękny widok. Na chwilę zapomniałem o swoim położeniu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z praktyki łowieckiej w naszych wodach wiedziałem, że za stadem ryb często podążają drapieżniki. Oby tutaj nie były to rekiny...&lt;br /&gt;
Z bijącym sercem oczekiwałem, kiedy stado przepłynie. Po chwili, ryby tak jak nagle pojawiły się, tak raptem zniknęły w błękitnej toni. Przez chwilę odprowadzałem je wzrokiem, gdy nagle w odległości kilku metrów pojawiło się kilka dużych, drapieżnych barrakud. Podążały za stadem. Podobnie jak tamte,  barrakudy także opłynęły mnie szerokim kołem i zniknęły w toni wodnej. Jakie szczęście, że nie były to jednak rekiny. Na wszelki wypadek zachowywałem się w wodzie bardzo spokojnie. Wiedziałem, że pluskanie na powierzchni często wabi te drapieżniki. &lt;br /&gt;
Spojrzałem na słońce. Było już znacznie niżej. Musiały minąć ze dwie godziny jak pozostawałem sam w morzu. Zacząłem się niepokoić. Co chwilę, z nadzieją wystawiałem głowę wysoko nad wodę i rozglądałem dookoła, jednak ratunek nie nadchodził. Miałem gołe nogi i zacząłem marznąć.&lt;br /&gt;
W pewnej chwili, w oddali zauważyłem szybko płynącą motorówkę. Poczułem się dużo raźniej.  Zacząłem gorączkowo machać rękoma. Niestety, załoga nie zauważyła mnie i motorówka popłynęła dalej a potem zniknęła za horyzontem. Kolejne chwile dłużyły się niemiłosiernie. Zaczynałem poważnie odczuwać grozę sytuacji a przyszłość zaczęła przybierać czarne barwy.&lt;br /&gt;
- Czy mam szanse na ratunek? Czy to już koniec? Czy uda im się mnie odnaleźć? Czy zrobią wszystko w tym celu, czy może nie będzie ich na to stać? A jeśli nadejdzie noc?- zadawałem sobie pytania.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
 Minęło jeszcze sporo czasu i niepokoju, gdy w oddali zobaczyłem kolejną motorówkę. Wydawało mi się, że jest to łódź Fernando. Niestety, jednak i ta łódź minęła mnie w odległości kilkuset metrów. Machałem rękoma z całych sił. Jednak znów nadaremnie.&lt;br /&gt;
Przyglądałem jej się bardzo zrezygnowany, gdy naraz zauważyłem, że łódź zatrzymała się, potem zawróciła i zaczęła płynąć zygzakiem. Płynęła dość wolno, najpierw kilkaset metrów  w prawo, potem zakręcała po dość dużym łuku po czym płynęła znów kilkaset metrów w lewo. Na dziobie stały dwie osoby i widać było , że czegoś wypatrują. Zrozumiałem, że szukają mnie i poczułem ogromną ulgę i radość. Strach i niepewność minęły. Wiedziałem, że jestem uratowany. Zebrałem siły i zacząłem gorączkowo machać rękoma. Dostrzegli mnie, bowiem łódź zwolniła, prawie zatrzymała się w miejscu a potem zaczęła płynąć w moją stronę. Nigdy tego nie zapomnę jej widoku. To był najpiękniejsza łódź, jaką widziałem w swoim życiu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy podpłynęli do mnie,  Fernando wychylił się z łodzi i podał mi rękę. Zauważyłem zakłopotanie na jego twarzy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
 -Znaleźlibyśmy cię prędzej ale ale prąd morski zniósł cię tak daleko w morze - powiedział.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
 Cziapo był wyraźnie zdenerwowany.  Nie powiedział nic, ale czułem, że jest wkurzony. Jego zadaniem była asekuracja polującego Fernando. Ja miałem pływać za nim po powierzchni, jednak go zgubiłem. Cziapo nie był w stanie asekurować i jego i mnie w sytuacji, kiedyśmy się rozdzielili. Czułem, że nabroiłem. &lt;br /&gt;
Wracaliśmy do portu w milczeniu. Cziapo wypatroszył ryby i wyrzucił wnętrzności do wody. Niemal natychmiast pojawiły się ptaki i pozbierały unoszące się na wodzie resztki.   &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Kiedy dobijaliśmy do portu, był już prawie wieczór.  Niebo na zachodzie zachmurzyło się i było bardzo piękne, niczym na obrazku. Pożegnałem się ze wszystkimi i przeprosiłem za kłopot, który im sprawiłem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
  Wracając do domu, zbliżyłem się do straganu z pamiątkami z morza. Sprzedawca pakował już eksponaty do kartonów. Złowrogie szczęki rekina były  jeszcze wystawione na sprzedaż. Nie wiem jak to się stało, ale nagle znalazłem się po drugiej stronie ulicy.</description>
                                        <comments>http://www.forum.jds.pl/viewtopic.php?p=219731#219731</comments>
                                        <author>Witia</author>
                                        <pubDate>03-02-2011, 15:26</pubDate>
                                        <guid isPermaLink="true">http://www.forum.jds.pl/viewtopic.php?p=219731#219731</guid>
                                      </item></channel></rss>