Wbrew temu, co mógłby sugerować tytuł, nie będzie to opowieść o zaliczeniu magicznej głębokości, albo alkoholowych ekscesach, tylko o setnym nurkowaniu, które wykonałam 18 listopada w podkrakowskiej Winnicy.
Było to moje pierwsze nurkowanie overhead, wykonane w ramach warsztatów technik jaskiniowych (metodą francuską). Przyznam szczerze, że w czasie tego weekendu byłam zbyt zmęczona, żeby skojarzyć fakty i nawet nie zauważyłam, kiedy zrobiłam swoje setne nurkowanie... Nie będzie to też relacja z warsztatów, ale subiektywna i bardzo osobista historia pewnego nurkowania- jednego z najciekawszych, które do tej pory zrobiłam. Do późnego sobotniego wieczoru nie wiedziałam, czy będę mogła wykonać to nurkowanie, a od samego początku weekendu wszystko, co tylko mogło pójść źle, szło naprawdę fatalnie…
Nadeszła niedziela.
Miałam szczęście, jeśli chodzi o pogodę. Było całkiem ciepło, jak na listopad oczywiście, i nie padał deszcz. Czego chcieć więcej?
Stres uderzył niespodziewanie, w czasie powierzchniowych przygotowań. Kiedy słuchałam Majkiego, opowiadającego o zagrożeniach wynikających z nurkowania pod stropem, zaczynałam dopiero rozumieć, że żarty się skończyły. I o ile pewna, nieznaczna dawka „ściemniactwa” i delikatnej niedbałości w wodzie otwartej nie stanowi dużego zagrożenia, o tyle wchodząc pod sufit wszystko musi być perfekcyjnie przygotowane.
Strop nie wybacza.
Przygotowując uprząż na butlach, klarując automaty, cały czas miałam w głowie ostrzeżenia Majkiego, podobnie, jak wtedy, kiedy ćwiczyłam na powierzchni wycinanie się z poręczówki bez przerywania jej ciągłości.
Do pewnego momentu czułam, że wszystko idzie źle. Nie mogłam dopiąć pasa balastowego, nie umiałam zawiązać porządnych węzłów, wydawało mi się, że automaty są źle sklarowane, a kask cały czas spadał mi na twarz. Pożyczony suchar był sztywny, plastikowe zapięcia do rękawic uwierały przy każdym ruchu w przeguby, a moja rękawiczka (nurkuję w mokrych) rozdarła się od kciuka, przez całą dłoń.
Zacisnęłam zęby, przypięłam butle do uprzęży i wyruszyłam na kilometrowy spacer przez krzaki, las, zarośla i błoto. Ponad 20 kg sprzętu ciążyło mi jak nigdy wcześniej i kilkakrotnie miałam ochotę paść trupem na ziemię i olać całe to nurkowanie.
Doszliśmy!
Dziura w ziemi. Urokliwa jak studzienka ściekowa i równie obszerna.
Bez jaj.
Padam na liście, z trudem łapiąc oddech. Mam chwilę żeby odetchnąć, i tak musimy poczekać na resztę.
Jeszcze raz patrzę z nadzieją na niepozorną dziurę, licząc w głębi duszy, że zmieni się w magiczny sposób w tajemnicze i intrygujące wejście do podziemnego świata, zwiastujące czekające na nas wspaniałości.
Nic z tego. Dziura jak dziura. Wybetonowana, ciasna, okrągła, wypisz wymaluj- studzienka ściekowa.
No nic, skoro już tu jestem…
Wchodzę pierwsza- miejmy to już za sobą.
Zjazd na tyłku po glinie i kamieniach, w pozycji półleżącej. Fajnie, że mam na głowie kask… Jestem na dole, leżę, z namysłem patrząc w oczy dziwacznemu stworzeniu, które wisi na suficie, kilka centymetrów nad moją twarzą. Małe, brązowe i chitynowe. Czas stąd spadać, ten fragment korytarza jest za mały dla nas dwojga,.
Teraz muszę tylko ułożyć butle, żeby wygodnie je za sobą ciągnąć i przeczołgać do szerszej części tego korytarza.
Nade mną wiszą jakieś pająki. Świetnie. Nie będę się czuła samotna.
Kilka minut czołgania i miotania w ciasnym przejściu i mogę przetoczyć się na kolana, i uważając na głowę i dziękując koledze, który mi pożyczył kask, przenieść dalej. Jeszcze kilka metrów i dotrę do upragnionej wody. Na suficie dalej robale, jedna wypasiona pijawka i kilka pająków. Coraz ciekawsze towarzystwo.
Dopiero staję na nogi. Dobrze, że zapaliłam latarki na kasku przed szalonym zjazdem w dziurę, bo mogę się rozejrzeć.
Co tam robale!
To jest dopiero widok! W świetle latarek widzę przejrzystą, turkusową wodę i komnatę wykutą w jasnej skale. Przez kilka minut w milczeniu podziwiam to niezwykłe miejsce.
Wszystkie dotychczasowe zmartwienia i problemy przestają mieć znaczenie. Słyszę, jak Robert z góry woła, czy jeszcze żyję (przestała komentować tutejszą faunę i a nuż ją pająk zeżarł?:)). Odkrzykuję coś od niechcenia, nie mogąc oderwać wzroku od wody i otaczających ją ścian.
Jak tu pięknie!
Powoli i bardzo dokładnie, niemal mechanicznie, przystępuję do kontroli sprzętu. Każdy element po kolei, od góry do dołu, od prawej do lewej…
Wciąż jestem tu sama, ale słyszę jak Robert zjeżdża korytarzem. Po nim przyjdzie kolei na Asię, Michała, Adama i Szymona… Ale ja myślami jestem już w jednym z zalanych korytarzy, przypominam sobie plan, który pokazywał nam Majki, układ korytarzy…
Nareszcie pod wodą! Prowadzę!
Wizura jest dobra, nie muszę trzymać dłoni na poręczówce, więc unoszę się jak najwyżej, czasami uderzając płetwami w sufit. Byle tylko nie zmącić dna… mijam ogromną, kolorową ropuchę, która w świetle latarki mieni się odcieniami fioletu, zieleni i czerwieni. Ślicznotka
Jak nigdy pilnuję, by równo oddychać z każdej butli, zerkam na manometry, zmieniam automat, kiedy widoczność spada, łapię za poręczówkę… Kilka razy uderzam głową w sufit, tak bardzo nie chcę opaść i namącić. Kask ratuje mi skórę (dzięki Piotrek!), bez niego nie wyszłabym stąd żywa
Tu i teraz nurkujemy solo. Pod stropem. Nie ma miejsca na błędy. Rozglądam się dookoła, zachwycona i oczarowana. Sama nie wiem, co porwało mnie najbardziej- niezwykły spokój kamiennych tuneli, bąble powietrza układające się w migoczące plamy pod stropem, obietnica odkrycia jakiejś tajemnicy w jednym z bocznych korytarzy? A może wszystko na raz…?
Z żalem, w jednej z większych sal, pokazuję, że osiągnęłam swoje ciśnienie powrotu. 4 litrowe butle łatwiej nieść, ale dają tak mało czasu na przebywanie w tym miejscu… wrócę tu z ósemkami!
Dotykam nierównych, kamiennych ścian, z ciekawością zauważam, że zapamiętam drogę powrotną, a w bardziej zamulonych miejscach zaciskam na poręczówce dłoń, pamiętając, że kciuk ma wskazywać drogę do domu. Strzałkę, założoną przez Majkiego, wyczuwam, bo nie mogę jej zobaczyć. Twardy, charakterystyczny kształt, którego nie mogłabym pomylić z niczym innym. Zapamiętałam ją, kiedy tu płynęliśmy. Już wiem, że jestem blisko wyjścia. Zerkam na swoje butle, żeby westchnąć z żalem. 120 bar… gdyby to była woda otwarta, mogłabym tu zostać dużo dłużej!
Ostatni tunel, kilka machnięć płetwami i jesteśmy przy wyjściu. Długo nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, żeby opisać co czuję. Dopiero kilka dni później pomyślałam, że chyba wiem, co mnie tam tak urzekło…
Mistyczny efekt zepsuło wygrzebywanie się z dziury, po lince wspinaczkowej. Zastanawiałam się całkiem poważnie, czy nie wsadzić sobie płetw w zęby…
Jestem na górze!
Zmęczona, ale… mam tyle energii, że najchętniej zamieniłabym tylko butle i zjeżdżała w dół jeszcze raz. Tym razem na dłuższe nurkowanie.
Dawno nie czułam się tak zachwycona i uszczęśliwiona. To wspaniale, bo inaczej w życiu nie dotaszczyłabym się z powrotem do samochodu. Tak, z tego wszystkie jakoś wypadło mi z głowy, że teraz czeka mnie spacer powrotny. Jakoś się doczołgałam. Zerknięcie w szybę samochodu i wybucham śmiechem. Wyglądam jak Rambo, cały w kamuflażu na wojnie w Wietnamie. Wszystko w błocie, suchar, kask, moja twarz, zawadiacka smuga przecina policzek i czoło, z latarek i spod uprzęży sterczą jakieś liście i patyki. To cud, że w kieszeni suchara nie zadomowiła się ropucha. Czysty i jasny jest tylko szeroki uśmiech, który nie schodzi mi z ust, nawet gdy ledwie żywa zrzucam sprzęt, plując błotem, a piasek chrzęści mi w zębach.
Było zajebiście! Ciemne, skaliste tunele Winnicy śnią mi się przez kilka nocy, nie mogę się doczekać, kiedy będę mogłam tam wrócić. Może niedługo, może w grudniu…? Teraz już wiem, co mnie tak zaczarowało. Spokój.
Kiedy zanurzyłam się pod stropem, zostawiłam na górze wszystkie problemy, oczekiwania, cały bagaż, który (mniejszy lub większy) każdy z nas ze sobą nosi. Nie było miejsca na żadne ściemy.
Byłam tam tylko ja i moja pierwsza jaskinia.
Miłej lektury!
jacekplacek [Usunięty]
Wysłany: 27-11-2012, 16:25
Torpeda napisał/a:
o setnym nurkowaniu, które wykonałam 18 listopada w podkrakowskiej Winnicy.
GRATULACJE!!!!
Daria, wiesz czego chcesz i idziesz do celu niczym tajfun Niewiele osób może pochwalić się takim samozaparciem, chęcią rozwoju i otwartością na wyzwania i "nieznane". Pamiętam Twój pierwszy telefon, kiedy dzwoniła do mnie najarana na nurkowanie, ale wystraszona nieco, mocno początkująca nurczynka. Teraz jesteś nurkiem pierwszej klasy i jestem pewien, że przerastasz wielu o spooooro wyższej ilości nurkowań Tak trzymaj i powodzenia na drodze teach-tech divera
o setnym nurkowaniu, które wykonałam 18 listopada w podkrakowskiej Winnicy.
GRATULACJE!!!!
Daria, wiesz czego chcesz i idziesz do celu niczym tajfun Niewiele osób może pochwalić się takim samozaparciem, chęcią rozwoju i otwartością na wyzwania i "nieznane". Pamiętam Twój pierwszy telefon, kiedy dzwoniła do mnie najarana na nurkowanie, ale wystraszona nieco, mocno początkująca nurczynka. Teraz jesteś nurkiem pierwszej klasy i jestem pewien, że przerastasz wielu o spooooro wyższej ilości nurkowań Tak trzymaj i powodzenia na drodze teach-tech divera
Jacku
Strasznie dziękuję, zrobiło mi się baaardzo miło, kiedy to przeczytałam !
Nie ma co ściemniać, nurkowanie jest moją największą pasją i miłością i chociaż mam krótki staż, to nie wyobrażam sobie teraz innego życia.
Przed nurkowaniem miałam trochę obaw- jaskinie marzyły mi się od pewnego czasu, ale nie miałam pojęcia, czy nie spękam przy zanurzeniu, jak zareaguję na zamkniętą przestrzeń- ja nieswojo czuję się nawet w windzie, wolę zasuwać na 9 piętro na piechotę
To było zaskoczenie- czułam się fantastycznie.
I już ostrzę sobie zęby na francuskie jaskinie w przyszłym roku
jacekplacek [Usunięty]
Wysłany: 27-11-2012, 16:46
Torpeda napisał/a:
I już ostrzę sobie zęby na francuskie jaskinie w przyszłym roku
Wiek: 50 Dołączył: 02 Maj 2012 Posty: 709 Skąd: Warszawa
Wysłany: 27-11-2012, 17:04
Torpeda napisał/a:
Wyglądam jak Rambo, cały w kamuflażu na wojnie w Wietnamie. Wszystko w błocie, suchar, kask, moja twarz, zawadiacka smuga przecina policzek i czoło, z latarek i spod uprzęży sterczą jakieś liście i patyki.
Nie tylko wyglądałaś jak Rambo. Ty jesteś Rambo - taki nurkowy! .
Jak Ty to poetycko pamiętasz Ja pamiętam niedzielę nieco inaczej:
1. Przepychanie się przez krzaki z ponad 30kg szpeju przez pół kilometra, z jęzorem na wierzchu.
2. Zjazd na dupie do jakiejś dziury po kamieniach, ciasno jak diabli, nic nie widać bo kask spada na twarz, ciekawe czy skafander wytrzyma.
3. Szukanie pod wodą utopionych płetw w kompletnym bełcie.
4. Piękna wizura w jedną stronę.
5. Zaczepienie się kołowrotkiem Włodka w czasie przechodzenia nad zawaliskiem z belkami. Przerzucenie pół tony belek pod wodą, żeby się uwolnić.
6. Powrót przy zerowej widoczności przez co najmniej 2/3 drogi.
7. Wypełźnięcie na kolanach z dziury po kamieniach, ciasno jak diabli, nic nie widać bo pot zalewa oczy, ciekawe czy skafander wytrzyma.
8. Powrót przez krzaki z ponad 30kg szpeju przez pół kilometra, z jęzorem na wierzchu i bólem mięśni pośladków od tworzących się zakwasów.
Wiek: 53 Dołączył: 13 Maj 2011 Posty: 425 Skąd: Dzierżoniów
Wysłany: 28-11-2012, 00:17
@Torpeda
Gratuluję setki, a przede wszystkim warsztatów. Ja, co prawda dobiegam dwusetki, ale takie zajebjaszcze warsztaty są jeszcze przede mną. Szczerze zazdraszczam.
P.s.
Masz talent pisarski, świetnie się czytasz
Włodek K [Usunięty]
Wysłany: 28-11-2012, 00:41
Daria. Gratuluję pasji
Cytat:
5. Zaczepienie się kołowrotkiem Włodka w czasie przechodzenia nad zawaliskiem z belkami. Przerzucenie pół tony belek pod wodą, żeby się uwolnić.
A trzeba było złoma zostawić w tych belkach i wracać do domu zamiast tony belek przerzucać aby go ratować. Mogłeś się zmęczyć albo zadyszki dostać
A tak w ogóle to jak się sprawiał ten duży kołowrotek?
Wiek: 48 Dołączył: 23 Sie 2006 Posty: 882 Skąd: Płock
Wysłany: 28-11-2012, 09:44
Przeczytałem tę relację ... nie rozumiem czym się tak podniecacie:
Brud, błoto, mokro, ciemno, pająki, stromo, pot, zmęczenie, krzaki ... jakaś paranoja Was dopadła... Normalny człowiek takich rzeczy nie robi... Opamiętajcie się !!!!
Będę mógł z Wami następny raz ?
A trzeba było złoma zostawić w tych belkach i wracać do domu zamiast tony belek przerzucać aby go ratować. Mogłeś się zmęczyć albo zadyszki dostać
Skąd wiesz?
Włodek K napisał/a:
A tak w ogóle to jak się sprawiał ten duży kołowrotek?
Odpiszę Ci na PW - no chyba, że chcesz pod pręgierz publicznie Tylko za kilka dni dopiero, bo strasznie jestem robotą zawalony, ledwie mam czas się logować na forum żeby napisać kilka zdań o pierdułach, gdzie mi tam do przemyślanych recenzji...
jacekplacek [Usunięty]
Wysłany: 28-11-2012, 10:28
Grotto8 napisał/a:
Brud, błoto, mokro, ciemno, pająki, stromo, pot, zmęczenie, krzaki ... jakaś paranoja Was dopadła... Normalny człowiek takich rzeczy nie robi... Opamiętajcie się !!!!
Będę mógł z Wami następny raz ?
Kiedyś poszliśmy tam z przewodnikiem z Krakowa - bardzo sympatyczny, szczupły speleo, nurek... słowem fajny gość. Tyle, że wejść do Winnicy jest kilka z tego drożnych dwa ale tylko jedno ma odpowiedni dla mnie gabaryt. No i - oczywiście - zaprowadził nas nie w to a ja zlazłem pierwszy klinując się tam dokumentnie Jak już mnie odetkali, spuściliśmy kolegę, który płytą podebrał nieco spągu i dało się wcisnąć... nie mniej Grotto, uważaj którędy będziesz tam wchodził
A co do pająków, to najlepiej pośmigać po dziurach - np. poradzieckich - a potem wziąć ze sobą biologa, któren uświadomi Ci poniewczasie, że bytujące tam pająki należą do najbardziej zjadliwych w tej części kontynentu
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Administrator FORUM-NURAS uprzejmie informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie ingeruje w treść wypowiedzi umieszczanych przez użytkowników na Forum.
Zastrzega sobie jedynie prawo do usuwania i edytowania, w ciągu 24 godzin, postów o treści reklamowej, sprzecznej z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej
czy tez propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady regulaminu.
Przypominam, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.
Serwis wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Forum-Nuras przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz.
Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki. Przeczytaj, jak wyłączyć pliki cookie i nie tylko