Strona Główna FORUM-NURAS
Froum dla nurkujących i nie tylko ...

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy    KalendarzKalendarz
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
NUR III
Autor Wiadomość
TomS 


Stopień: instr. SDI/TDI, PADI
Kraj:
Greenland

Wiek: 56
Dołączył: 20 Paź 2004
Posty: 2801
Skąd: Warszawa
Wysłany: 26-10-2007, 14:31   NUR III

- Masz kilka dni wolnego? - To proste pytanie zwiastowało przerwę w codzienności.
- Znajdę... odparłem tak lapidarnie jak to tylko możliwe. - Nadawaj.
Od kilku lat nasze wspólne nurkowania miały prosty schemat: jedno z nas opracowywało wszystko starannie, drugie było informowane możliwie późno i tylko o kluczowych parametrach wyprawy. Liczyła sie przygoda, niespodzianka i zdolność przewidywania.
- Max 10 metrów, operacyjny około 90 minut, zimno jak cholera, trochę noszenia...
- Czyli standardzik - zakpiłem
- Nie do końca... Zabieram Cię o czwartej, nara.
Hmm... nie do końca?
Wrzuciłem twina do bagażnika i popędziłem nabić gaz. Na wszelki wypadek podwoiłem głębokość czyli zamawiam pięćdziesiątkę. 24 litry na dziesięciu starczą na około 170 minut - to też odpowiedni zapas, jak sądzę. Po powrocie sprawdzam resztę sprzętu, pakuję do skrzyni i zasuwam spać. Taakk... jak zwykle... podniecenie i ciekawość rozkręcają mi mózg na wyższe obroty niż zwykle to bywa podczas snu... wiercę się... w końcu usypiam gdzieś w połowie "Big Blue"...
- Czekam na dole - jak zwykle spokojny głos w słuchawce podniósł mnie na nogi. Przespałem budzik!
- Cześć, buźka.
- Co tak długo?
- Nerwy, kiepsko spałem.
- Czyli standardzik...
- Eee... Otwórz pakę.
Wrzuciłem skrzynię na tył czarnej Navarry, worki i plecak na tylną ławkę. Sam zapakowałem się na miejsce pilota. Bezrobotnego. Szybko ogarnął mnie sen. Wszelkie pytania były bezcelowe. O sobie wiedzieliśmy wszystko, o wyprawie i tak nic się nie dowiem. Po jakimś czasie dotarło do mnie, że nie jedziemy prostą trasą. Zakręt po zakręcie kark co raz bardziej mnie bolał, czas było otrzeźwieć.
- Daleko jeszcze?
- Gdzieś tak bedzie...
- A ha...
Zacząłem rozglądać się po okolicy i dreszczyk przechodził mnie za każdym razem, gdy przypuszczenia się potwierdzały: Cyrhla, Głodówka, rozjazd do Zazadniej, na Palenicy nie mam już żadnych złudzeń... Wielki, leśny parking jest mi za dobrze znany abym mógł go pomylić. Wyciągam porządne buty i generalnie przebieram się w inne ciuchy. Przed nami co najmniej kilkanaście kilosów pod górę. Na szczęście gazdowie z furmankami już są. Jeden za dodatkową opłatą weźmie nas ze sprzętem choć przygląda się mu wielce podejrzliwie... Normalnie za osobę biorą po trzy dyszki...
- No to ile za wszystko?
- No dwie stówki...
- Eee... za drogo. Opuśćcie coś.
- No stopięćdziesiąt. Taniej to se piechotom idźcie.
- Przyjmujecie kartą?
- Co?
- No Visa?
- No co Wyście?
- Płacę gotówką to sto czterdzieści. Więcej nie mamy.
- Wsiadojcie. Niech bedzie moja strata...
Pakujemy się. Na szczęście zaraz dochodzą inni turyści i jedziemy.
Uwielbiam wrzesień w górach. Wszędzie kolorowo, zapach jesieni i wilgotnych świerków. Jak będziemy mieli szczęście to popruszy pierwszy śnieg...
Szum narastał. Wodogrzmoty. I tu zaskoczenie: wysiadamy..??? Już miałem rozwiązanie zagadki (Moko lub Czarny) ale tu? Kanioning Mickiewicza? Niee... Rozsądna opcja jest tylko jedna - Roztoka. Co? Taki kawał?!
- Nosimy na raty. Pakuj się rozsądnie w plecak, reszta do tej skrzyni.
W rogu parkingu stała sobie niepozornie wielka, stalowa skrzynia. Pordzewiała ale ścianka bardzo solidna; zamek też z innej bajki.
- Piękny kamuflaż - pochwaliłem - wygląda jak złom a mocna.
Pierwszy kurs idzie w miarę sprawnie. Zanosi się na trzy. Jak będzie czwarty to mamy murowany marsz po zmroku. Nie staramy się spieszyć, unikamy przemęczenia. Spokojny obiadek w schronisku i zabieramy ostatni, czwarty pakiet sprzętu. Czołówki Sigmy w zupełności wystarczają do bezpiecznego maszerowania po ciemku. Przynajmniej mamy zajęcie na wieczór. Po dziewiątej zwalamy się na łóżka; sen przychodzi natychmiast.
Poranek w Dolinie Pięciu stawów jest niesamowity. Niska mgła ma kolor dojrzałej pomarańczy, pod nią pożółkłe trawy i granatowe tafle stawów. Rześko niemiłosiernie. Wracam do pokoju.
- Co dziś robimy?
- Nic. Wakacje i relaks.
Wakacje to wakacje. Aparat na szyję i powoli na spacerek. Poszliśmy na Zmarzłą Przełęcz. Piękny widok. Po jednej Pięć Stawów, po drugiej Stawy Gąsienicowe a w środku Orla Perć i szlak co chwila ubezpieczany łańcuchami. Bardzo udane zdjęcia.
Po obiadku wkręciliśmy się na pogawędki z jakimiś miejscowymi łazikami. Ciężko oddzielić prawdę od "legend" ale słucha się doskonale.
- Startujemy przed piątą.
- No to spać. Co robimy?
- Wielki Polski.
- OK, ale tam jest prawie osiem dych - wymądrzałem się analizując mapę.
- Na środku - owszem. Plan jest dokładny, max dycha.
Też mi wyczyn - pewnie opłyniemy sobie dookoła... pomyślałem ale nie był to szczery niedosyt. Sam fakt, że zaliczymy Wielki Staw jest niesamowity.
- Ale leje! - mruknąłem ledwie wychyliwszy nos ze śpiwora.
- I bardzo dobrze. Nikt nas nie będzie oglądał.
O ho. Nie do końca legal... - pomyślałem - no to farcik że leje...
Po małym śniadanku ubraliśmy się kompletnie w pokoju i z płetwami w rękach, po cichaczu, poszliśmy na mostek nad Siklawą. Jeszcze kilkadziesiąt metrów w lewo i osunęliśmy się w krystaliczną, tatrzańską wodę. Wzajemne sprawdzenie sprzętu i nur. Brzeg opadał stromo. Na około sześciu metrach znalazłem linę przywiązaną do "frienda" zakleszczonego w szczelinie. Lina spokojnie kierowała się ku ujściu Roztoki ze stawu. Poczułem prąd, co raz silniejszy w miarę zbliżania się do ujścia. Już wiem po co ta lina. Nie mam za to pojęcia po co się tam pchamy...
Wyjaśnienie miało około metra średnicy. Tunel niewidoczny z powierzchni ukryty był pod nawisem skalnym. Nie wyglądał na sztuczny ale regularność kształtu pobudzała wyobraźnię. Zmniejszyłem dystans aby móc komunikować się dotykiem mimo doskonałej widoczności i braku jakichkolwiek osadów. Lekki prąd wypłukiwał wszystko cokolwiek by tu powstało lub dostało się do granitowej rury z zewnątrz. Sprawdziłem namiar - 320. Dokąd to prowadzi? Już po czterdziestu metrach wiedziałem, że to niesamowite odkrycie ale znów ogarnął mnie nieuczciwy niedosyt. No i proszę: zamiast postrzępionego sufitu widać lustrzaną powierzchnię... tunel nagle rozszerzył się a głębokość spadła do zera. Siedzieliśmy na skale rozglądając się w ciszy przerywanej cichym szumem. Snopy naszych zapasowych ledów niemal jednocześnie zlokalizowały źródło hałasu: w ścianie odległej o dobre dwadzieścia metrów miał swoje ujście podziemny potoczek. Całkiem spory. Nie spadał wodospadem lecz ześlizgiwał się po rumowisku. Omiotłem światłem resztę lokalu. W głębi sali podłoga znów opadała jednak tym razem zamiast spokojnej tafli wody zobaczyłem potok spływający w dół tunelem o podobnym rozmiarze do tego, którym przypłynęliśmy. Zasilało go wywierzysko w dnie, czy może w podłodze, woda wydostawała się spomiędzy kamieni i żwiru ze znaczną intensywnością.
- Prawie tak duże, jak Olczyskie.
- Powierzchniowo tak, ale połowa wydajności.
- Niezła miejscówka...
- Koniec pikniku. Ściągamy płetwy i idziemy do tej rzeki.
Przytaknąłem wkładając automat ponownie do ust. Przeszliśmy kilkanaście metrów po skale, kolejne kilka po wywierzysku i zajrzeliśmy do śmiało opadającego tunelu. I tu kolejna lina - opadająca w dół z biegiem rzeki - niezbędna aby w miarę bezpiecznie pokonać korytarz. Na kolanach, nogami w dół opuszczaliśmy się w nieznane (no przynajmniej dla mnie). Tunel opadał około 45 stopni, woda odbijając się od dłoni zaciśniętych na linie zalewała maskę, prąd miejscami odrywał kolana od podłoża. Nooo... uff... wkońcu spokojna woda! Kolejne jeziorko, tym razem znacznie mniejsze, wręcz kameralne... za to głębokie, dna nie czuję. Przechwytywałem linę jakieś sto dwadzieścia razy... czyli osuwaliśmy się ponad sześćdziesiąt metrów... zakładając kąt 45 (na tyle wygląda...) to będzie ponad 40 metrów różnicy poziomów! Mam nadzieję, że tędy, kurka, nie wracamy..!Rutynowe sprawdzenie przed zanurzeniem i w dół. Spadamy powoli, na piątym metrze widzę gest "spójrz w dół". Pode mną, jakieś dwa metry niżej - podłoga... niesamowite... jest gładka... i płaska... opadamy na dno, czyli podłogę... Jestem w szoku. Tak się mówi ale wrażenie jest niesamowite. W środku góry, nota bene na której wczoraj robiłem zdjęcia, jest podziemny potok, jaskinia i idealnie płaska podłoga w tejże jaskini! Zdejmuję rękawicę i... poler! Idealny poler, żadne tam "gładkie jak otoczak". To już nie może być dzieło przyrody. Tak mi się przynajmniej wydaje... Przed maską widzę machającą rękawicę... za nią uhahane oczy... taaa... muszę nieźle wyglądać, dobrze, że mam maskę a kopara ma inne zadanie niż walenie o podłogę...Wesoły palec wskazuje mi przeciwległy róg pomieszczenia. Jakiś ciemny trójkąt równoboczny stojący na jednym z wierzchołków. O nie! to jest... korytarz! Podpływam i świecę wgłąb. Nie mam siły się już dziwić, przed chwilą byłem już zdziwiony najbardziej jak mogłem. A teraz? Teraz przede mną ciągnie się podziemny, podwodny korytarz, idealnie prosty, o przekroju trójkąta, nie posiadający podłogi tylko krawędź za to posiadający ściany i sufit idealnie wypolerowane! Kiepsko?! Takie kosmiczne Toblerone. Durne pytania w stylu "kto?', "kiedy?" i "po co?" zostawiłem sobie na jutro. Prosty gest zapraszał mnie do środka, mam sobie płynąć pierwszy, prowadzić, poczuć się jeszcze bardziej nieswojo i bezradnie. No to płynę. Szacuję rozmiary - około półtora metra ma ścianka, bok trójkąta tworzącego przekrój "tego". Regularności nie muszę sprawdzać - sama się potwierdza z każdym metrem: żadnych niedokładności "obróbki". Chyba pozbywam się złudzeń - to nie jest twór naturalny, nie odkrywamy jaskiń, odkrywamy "infrastrukturę"... O!! Jednak nie takie idealne! Staję w miejscu i badam dokładnie ściany. Uskok. Korytarz jest tu jakby przełamany i osunął się ze dwadzieścia centymetrów. Na dnie trochę kamieni i żwiru, najwyraźniej powstały przy wypadku. Dalej korytarz prowadzi lekko w prawo choć poza zmianą wysokości utrzymuje poziom. Ruchy górotwórcze? Skoro przełamanie jest szczelne to nie może być "nowe". Ileż "to" ma lat?? Głębokość 9,9 metra przy dolnej krawędzi. Pokazuję głębokościomierz, w odpowiedzi OK, OK. Czyli to najgłębsze miejsce dzisiaj... Prawie godzinka za nami. Mimo doskonałej widoczności mój hid nie sięga końca tunelu. Czas sie sprężać, tak na wszelki wypadek. Fascynacji zagadką zaczyna towarzyszyć nuda. Ile można płynąć w trójkątnej rurze? Zakładany czas operacyjny zbliża się ku końcowi, zaufanie pozwala myśleć, że zaraz koniec. Ale jak wygląda koniec takiej wycieczki w środku Tatr?.. Światełko zamajaczyło w oddali. Przejrzystość wody strasznie myli... Kolejny kwadrans i tylko szaroniebieski trójkąt wyraźnie się powiększył. Jeszcze trochę i docieram do końca cholernego tunelu. Mam go już dość, nie żeby klaustrofobia, o nie. Jakiś dołujący klimat... Powoli wypływam... jestem przy brzegu... dużego jeziora! Rozglądam się, chwila zastanowienia... i tak nikogo nie zapytam... nie dość, że nie ma jeszcze ósmej to leje jak przed zanurzeniem. Jest tylko jedna opcja, przypominam sobie namiar... mapę topo... ten szczyt po lewej to... Kościelec! Jestem na Hali Gąsienicowej! Czarny Staw Gąsienicowy! Żołądek z przejęcia mam w okolicy mostka... Aktualny dylemat? Czy komuś o tym opowiedzieć??!
- Jak to znalazłaś??!! Ej! Gdzie...???
Poprzednie emocje to pikuś. Zgubiłem ją! Zgubiła się? No tu jej nie ma... ostatnio badaliśmy razem ten uskok... to pęknięcie korytarza... Razem? Na pewno była w dolnej jaskini... pod górę by się nie pchała... rozwidleń brak... mam 90 bar... mniej niż połowa... ale to nie daleko... zaraz! To ponad dwa kilosy w linii prostej! Od wejścia do wyjścia. Mam jakieś półtora do zrobienia i powrót... tędy nie wrócę... Po linie rzeką pod górę jak by co... powietrze wewnątrz nie powinno mnie zabić a brak gazu pod wodą zabije mnie raczej na pewno. Zanurzam się, spadam na okolice dziewiątego metra i... gdzie to wejście?! Tylko systematycznie! Omiatam postrzępiony brzeg na coraz płytszej głębokości, na przestrzeni około stu metrów, w tą i z powrotem, w tą i z powrotem, co raz szybciej, panicznie potrzebuję odnaleźć ten trójkąt. Gazu coraz mniej. Już wiem, że nawet nie dotrę do uskoku, ale rozpacz i ambicja nie pozwalają mi przestać, byle znaleźć i obojkować! Zaciągam na siłę resztki gazu... bita godzina poszukiwań i nic! Dramat. Pozostało mi tylko zaalarmować profesjonalnych poszukiwaczy. Porzuciłem sprzęt w kosówce i zasuwam do Murowańca. "Nieczynne z powodu remontu. Najbliższe schronisko w Dolinie Pięciu Stawów". Nie mogłem uwierzyć. Remont schroniska?? Dziś?? Leje i ani żywej duszy. Wiem co mnie czeka. W górę przez Skupniów nie pójdę, nie zaryzykuję komory. W dół do szosy mam dziesięć kilosów po kocich łbach... dwie godziny jak nic... Jak nie żyje to nie mam się co spieszyć. Jak żyje... i tak nie zdążę, żeby nie wiem co...Tylko kibel w którejś z jaskiń może Jej pomóc... jak tam dotrze... W samochodzie jest jeszcze twin!! Tak! Do szosy dotarłem według przewidywań. Poszedłem w prawo, w kierunku Łysej Polany. Na szczęście trafił się busik. Wyjaśniłem, że zapłacę na miejscu. Miły góral się zgodził. Chyba ubawił go mój kostium.
Wyjąłem spod nadkola zapasowy kluczyk, zabrałem pełnego twina. Na szczęście zapasową płytę z workiem i automat mieliśmy w pokoju w schronisku. Bez targów opłaciłem "prywatny kurs furmanką natychmiast". W schronisku byłem koło piętnastej. Zmontowałem sprzęt i nie kryjąc się przed oczami ciekawskich turystów wskoczyłem do wody tu, gdzie dziś rano. Szybko odszukałem linę, otwór w ścianie, jaskinię z wywierzyskiem. Pusto. Ostrożnie opuściłem się w dół podziemnej rzeki, omiotłem światłem dolną jaskinię. Znowu pusto. Zanurzam się obracając wokół osi pionowej aby nic nie przegapić. Dno... zaraz... nie jest płaskie... jest tak samo postrzępione jak reszta ścian do tego miejsca... opłynąłem dno trzy razy i nic... żadnego korytarza. Woda uchodzi licznymi spękaniami w dnie jednak ciężko w nie wcisnąć choćby nóż. Zmęczony, zrezygnowany, skonsternowany postanawiam odwrót. W pokoju rozłożyłem sprzęt do suszenia, spakowałem jej rzeczy i bez kolacji zaległem. Rano postanowiłem opuścić schronisko. Jak mam alarmować skoro miejsce zaginięcia nie istnieje? Kto mi uwierzy? Może w to, że nurkowałem... owszem... dowalą karę i tyle. Znoszenie idzie szybciej. Do wieczora cały nasz sprzęt zabezpieczyłem w skrzyni przy wodogrzmotach. Padam ze zmęczenia. Zabieram Navarrę z parkingu i przyczajam się w okolicy przejścia na Słowację. Po północy, nielegalnie, omijam szlaban i jadę na górę po sprzęt. O tej porze nikogo już nie ma na szlaku. Udało się, teraz trudniejsze - podjazd do Murowańca. Nie mam chęci ani siły zasuwać tam na piechotę. Znowu leje. Zapinam 4x4, reduktor i wbijam się na szlak. Zostawiam furę pod schroniskiem, końcówkę muszę przejść piechotą. Nie miałem kłopotu z odnalezieniem sprzętu. Wrzuciłem zestaw na plecy i wróciłem do auta. Miałem już odpalać gdy zza schroniska, od strony drogi wyłonił się UAZ.
- No to k...wa pięknie - zakląłem w duchu powoli osuwając się na fotelu. UAZ zaparkował kilkanaście metrów dalej. Wysiadł jakiś ludek i konspiracyjnie rozejrzał się dookoła. Uspokojony rozpakował bagażnik... nur? Tak, nur. Skoro nocą to zapewne ma taki status jak ja. Wysiadłem pogadać, a co tam...
- Dobry wieczór. Ma Pan pozwolenie na wjazd i nurkowanie?
- Eee... mmm... noo... nieee...
- Spoko, ja też nie.
- Zabić mnie chcesz na zawał?
- Sorki, nie mogłem się powstrzymać. Gdzie nurasz?
- Czarny.
- Jest tam coś ciekawego?
- A ha.
- Skąd wiesz? Byłeś już?
- Tydzień temu znaleźliśmy ze znajomą dziwne wejście. Miała je sprawdzać ale się nie odezwała. No to badam sam. Jak masz sprzęt to zapraszam, zawsze bezpieczniej we dwóch.
- Zostało mi z 80 bar. Daleko nie pociągnę.
- Twin czy singiel? Jak twin to mam zapasowy. Wiesz, sprężarki tutaj nie wożę...
- OK, zaraz się rozpakuję.
Mimo zmęczenia ogarnąłem się sprawnie. Poszedłem po twina... dziwnie znajomy... To Jej butle!! Pewnie razem odkryli to wejście tydzień temu... Udam głupa, zobaczymy co dalej. Po drodze omówiliśmy pobieżnie plan i sygnalizację. Nie było trudno. Skoro obaj z Nią nurkowaliśmy to musieliśmy być z "jednej szkoły". Ona z "byle kim" nie wchodziła do wody. Odnalazł wejście bez kłopotu... dokładnie w miejscu gdzie ja bezskutecznie motałem się ponad godzinę... dopłynąłem za nim do uskoku korytarza, i dalej do dolnej jaskini. Podłoga tym razem była płaska jak za pierwszym razem. Czy się dziwiłem? Nie, już chyba nie... Nadmiar wrażeń. Pokazał, żebym prowadził... Odnalazłem linę i wspinam się w górę podziemnego potoku. Osiągnąłem górny poziom relatywnie szybko. Miałem już wprawę i nie traciłem czasu na podziwianie okolicy. Tym razem odwracałem się kontrolnie nad wyraz często, aż do przesady. Zawsze dostawałem beznamiętną okejkę. W jaskini zdziwił mnie nieco brak reakcji towarzysza na... mój brak entuzjazmu. Może ocenił mnie jako zimnego i bezdusznego odkrywcę "nie takich rzeczy"? Po ciemku wynurzyliśmy się w Wielkim Stawie, tym razem niedaleko kładki, nie korzystając z liny pozwalającej na oddalenie sie od strefy silniejszego prądu. Trochę nas zniosło ale w granicy rozsądku. Wyszedłem jako drugi; w zasadzie wypełzłem. Stanąwszy w mniej więcej pionie dostrzegłem w oddali majaczącą sylwetkę nurka podążającego w kierunku schroniska.
- No tak, na pewno ma plan zakończenia przeprawy, gazu na powrót z pewnością nie starczy... - pomyślałem nie zwracając uwagi na wątpliwości logiczne. No bo skąd wiedział jak kończy się tunel mający początek w Gąsienicowym? Wszedłem do śpiącego schroniska i kierując się mokrymi śladami wszedłem do pokoju. Rzeczy leżały porozrzucane dokładnie tak, jak je zostawiliśmy przedwczoraj rano...
- Ja Cię pier...! Nie mogłem uwierzyć. Sześć kursów jeszcze czułem w nogach...
- Spokojnie, najpierw się wykąpię - usłyszałem z łazienki Jej dźwięczny głos.
 
 
bskb 



Kraj:
Poland

Dołączył: 23 Kwi 2006
Posty: 271
Skąd: Pomorskie
Wysłany: 26-10-2007, 19:59   

Zbierz "tomik".
 
 
 
Jaga19 


Kraj:
Poland

Dołączyła: 15 Sie 2007
Posty: 199
Skąd: Dolny Śląsk
Wysłany: 27-10-2007, 11:57   

Emocje, dowcip, fajny wybieg z kartą Visa.
Podobało mi się, czekam na część IV.
 
 
Crowley 



Stopień: TDI Trimix Diver
Kraj:
Poland

Wiek: 41
Dołączył: 03 Maj 2007
Posty: 324
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 27-10-2007, 15:50   

kiedy książka??:P text zajefajny ale tego się spodziewałem akurat:P
 
 
 
$$
[Usunięty]

Wysłany: 27-10-2007, 16:53   

TomS napisał/a:
O ho. Nie do końca legal... - pomyślałem - no to farcik że leje...

TomS napisał/a:
Światełko zamajaczyło w oddali. Przejrzystość wody strasznie myli... Kolejny kwadrans i tylko szaroniebieski trójkąt wyraźnie się powiększył. Jeszcze trochę i docieram do końca cholernego tunelu.
TomS napisał/a:
że nie ma jeszcze ósmej to leje jak przed zanurzeniem.
Jakim cudem woda w jaskini jest krystaliczna, a na powierzchni leje, nie siąpi, nie pada, tylko leje.

powodzenia
 
 
TomS 


Stopień: instr. SDI/TDI, PADI
Kraj:
Greenland

Wiek: 56
Dołączył: 20 Paź 2004
Posty: 2801
Skąd: Warszawa
Wysłany: 27-10-2007, 17:15   

$$ napisał/a:
Jakim cudem
TomS napisał/a:
Zasilało go wywierzysko
 
 
$$
[Usunięty]

Wysłany: 27-10-2007, 19:03   

TomS napisał/a:
O ho. Nie do końca legal... - pomyślałem - no to farcik że leje...
Po małym śniadanku ubraliśmy się kompletnie w pokoju i z płetwami w rękach, po cichaczu, poszliśmy na mostek nad Siklawą. Jeszcze kilkadziesiąt metrów w lewo i osunęliśmy się w krystaliczną, tatrzańską wodę
Niestety nie spójność, jak leje to woda w Siklawie nie jest zasilana z krystalicznego rezerwuaru.

powodzenia
 
 
TomS 


Stopień: instr. SDI/TDI, PADI
Kraj:
Greenland

Wiek: 56
Dołączył: 20 Paź 2004
Posty: 2801
Skąd: Warszawa
Wysłany: 27-10-2007, 21:59   

Polifoniczny Janosik wyrwał go z letargu. Było późno, wilgotno i zimno. Idealna pora na spanie; w domu a nie w dziurawym samochodzie.
- Już.
- Oki.
Przetarł dłońmi zmarnowaną twarz i odpalił UAZa. Potężny diesel Mercedesa mruknął posłusznie. Powoli wychylił się zza chatki robotników leśnych u zbiegu asfaltówki i drogi na górę. Nikogo nie zauważywszy wypełzł na szlak. Po minięciu pierwszego z mostów na Suchej Wodzie włączył światła i żwawo ruszył w kierunku schroniska. Po nudnych dziesięciu kilometrach minął zaparkowaną dyskretnie Navarę i zaparkował przed nią aby nie zostać przeoczonym. Wysiadł i zaczął się ostentacyjnie rozpakowywać.
- Dobry wieczór. Ma Pan pozwolenie na wjazd i nurkowanie?
- Eee... mmm... noo... nieee... - mino wszystko był nieco zaskoczony, twarz widział pierwszy raz.
- Spoko, ja też nie.
- Zabić mnie chcesz na zawał? - odburknął oburzony.
- Sorki, nie mogłem się powstrzymać. Gdzie nurasz?
- Czarny.
- Jest tam coś ciekawego?
- A ha
- Skąd wiesz? Byłeś już?
- Tydzień temu znaleźliśmy ze znajomą dziwne wejście. Miała je sprawdzać ale się nie odezwała. No to badam sam. Jak masz sprzęt to zapraszam, zawsze bezpieczniej we dwóch - improwizował zgodnie z wytycznymi.
- Zostało mi z 80 bar. Daleko nie pociągnę.
- Twin czy singiel? Jak twin to mam zapasowy. Wiesz, sprężarki tutaj nie wożę...
- OK, zaraz się rozpakuję.
Nieznajomy grzebiąc się niemiłosiernie klarował sprzęt. W końcu przyszedł po butle.
- "Kurka, nie poznał ich... ale kaszana... a była taka pewna... no nic, trzymam się planu" - kombinował.
Nie przepadał za takimi jazdami ale podobno "tym razem był do tego najlepszy". Czarny robił rok temu a dziś miał zaliczyć Velke Hincovo Pleso zaraz za Mięguszowieckimi. Nawet ugadał się ze znajomym Słowakiem. Inna rzecz, że intrygowało go to, co podobno Ona odkryła w Czarnym...
Nieznajomy od razu przeszedł do omawiania znaków i podstawowych procedur. Nic nowego. Szybko się dogadali. Zgodnie z instrukcją mieli zanurać od strony Zmarzłego Stawu, 220 metrów za drogowskazem na Skrajny Granat; ustawi tam mały kopczyk z kamieni. Otwór miał być między ósmym a dziesiątym metrem. Prosto do komory a dalej przekazać prowadzenie. I za wszelką cenę nie okazywać jakichkolwiek emocji.
- To tu. Gotowy? - miał nadzieję, że to naprawdę tu...
- Gotowy. Prowadź.
Obejrzeli się wzajemnie i powoli spadł na czwarty metr; Nieznajomy dołączył niemal natychmiast. Przełączyli się z zapasów na hidy i opadli na ósmy metr. Znów nie mógł się przedmuchać. Dobrze, że to płytki nurek. Mimo, że puścił już nos oczy nadal miały rozmiar spodków.
- "Co to jest, na Halcyona??! Przerośnięte "ustąp pierwszeństwa"? Jak ja mam nie pokazywać emocji??!
Podpłynął do otworu pilnując aby Nieznajomy nie widział jego wystających z maski oczu. Przynajmniej, póki co, nie ma wątpliwości dokąd płynąć - snop światła nie sięgał końca pomimo idealnych ku temu warunków. Powoli poruszał się rozglądając a właściwie zezując na boki.
- "Taką gładź pod wodą to widziałem w akwarium... Jak Ona to znalazła..? Daję głowę, że rok temu tego nie było... Musiało być, ale jak to przeoczyłem..?? Okej, Okej" - odmrugał po raz kolejny - "Co on taki sumienny? Przecież prosta droga... Wykończy mnie tym zaangażowaniem".
- "Jakie dziwne przełamanie..." pomyślał dopływając do uskoku korytarza - "Dobry moment..." - odwrócił się na plecy, wyciągnął ręce przed siebie i zahaczywszy ciekawsko palce o załamanie granitu udając, że się dla zabawy odpycha, starał się poznać fakturę skały - "Kto i po co to polerował??"
Płynął dalej. Nie musiał troszczyć się o komunikację, sama się o niego troszczyła niczym matka biegająca po boisku z parasolem za swoim kochanym syneczkiem. Po około godzinie dotarł do obiecanej jaskini.
- "#$*&^@#!! Salony jak w pałacu... pieprzona terakota w jednym kawałku! Co to jest?! do ! cholery ! jasnej!!" - krzyczał w myślach udając glonojada.
W końcu odessał się od nie mniej zdziwionej podłogi trącony przez Nieznajomego.
- "A, plan..." - przypomniał sobie. Wskazał przeciwległy "róg" komory i "wynurzenie". Popłynęli skosem do góry ku bąblującej powierzchni. Wystawił ostrożnie głowę nad powierzchnię i dostrzegłszy strumień spadający ostro na nich podziękował Jej w duchu za zmianę prowadzenia. Tuż obok pojawiła się maska Nieznajomego. Wskazał mu rzekę ruchem głowy:
- Prowadź, teraz Ty będziesz miał okazję sobie poodkrywać – krzyknął aby przebić się przez kaptur.
- Dobra - odkrzyknął i bez namysłu zagrzebał ręką w okolicy progu, wydobył czerwoną linę z supełkami, zdjął płetwy, nawlókł je na pas i dziwnie sprawnie zaczął się wspinać do góry.
Odczekał kilkanaście sekund, wsadził automat do ust i sięgnął po linę. Niestety; uciekła; a właściwie wszystko uciekło; do góry; woda pochłonęła go i odwróciła. Dopiero teraz dostrzegł siebie ze swoją płetwą w dłoni. Nie. On jest tu. To kto trzyma jego płetwę? Zdjęła maskę aby Ją poznał. No i poznał. A jak już było po nim widać, że zatrybił to zobaczył gest nakazujący natychmiastowy odwrót i swoje płetwy... nie, Jej płetwy przed swoją twarzą... wychodzące z wody... nic... tylko szum wody i bąbelki. Spuścił z worka i opadł na dno tuż przy trójkątnym otworze.
Wracając nie odpuścił sobie zagłaskiwania gołymi dłońmi gładkiej powierzchni tunelu. Mijając przełom marzył sobie jak za dwa tygodnie w ramach rewanżu za Hincove przyprowadzi tu Słowaka; wyobrażał sobie jego podwodną minę i gorące, powierzchniowe komentarze, niedotrzymane, słowackie obietnice, że nigdy i nikomu i takie tam... Głaskał mimo, że już nic nie czuł. Dłonie przemarzły na kość ale był tak rozgorączkowany, iż tego nie dostrzegał. W końcu wpłynął w otwartą toń Czarnego Stawu Gąsienicowego. Odwrócił się aby pożegnać wzrokiem Miejscówkę Życia...
- "...Skały, skały, tu też skały, gdzie to jest..? Ejj... przecież nie zniknęło, jutro sobie tu wrócę a teraz byle do ciepłego wyra!"
Wygramolił się na brzeg, odnalazł ledem kurhanik aby się upewnić, że "Tu" to właśnie tu i poczłapał do samochodu.

[ Dodano: 28-10-2007, 21:06 ]
****************************************************************

Wyczuł w końcu coś miękkiego a nie będącego jedynie mułem. W takich warunkach zwykł zamykać i tak niepotrzebne oczy i polegać na pozostałych zmysłach. Szukał palcami czegoś za co mógłby pewnie złapać. W końcu zacisnął zgrabiałe palce na twardym drągu i dopompował worek. Na powierzchni po pierwsze usłyszał ryk jakiejś kobiety, dopiero później, po zdjęciu zaparowanej maski poznał denata, którego wydobył za kręgosłup.
- "Cholerny dzień! Nie mogli jej trzymać w samochodzie?" - dyskretnie wyjął rękę z wnętrza i złapał ciało w bardziej konwencjonalny sposób. Na brzegu przekazał ciało lekarzowi i zgarbiony poszedł się przebrać - "Cholerny dzień, pieprzony poniedziałek..."
- Cześć.
Podniósł wzrok i mina mu poweselała. Uwielbiał te spotkania, uwielbiał Ją oglądać bo wyglądała doskonale niezależnie od sytuacji, uwielbiał obfite a zarazem wysportowane, kobiece kształty, jakże odmienne od jego domowej codzienności.
- Buziaczek, Piękna!
- Może później - zaśmiała się słodko.
- Co Cię sprowadza nad ten ściek?
- Ty. Mam dla Ciebie zajęcie, kiedy kończysz?
- Już skończyłem. Pojadę się opłukać i za godzinę w kafejce.
- Słusznie, walisz troszeczkę trupem, zatem pa.
- Pa - "no i koniec cholernego poniedziałku, zaczyna się zabawa" - ucieszył się.

***

- Zatrzymaj tu, dojdziemy.
- Ale to jeszcze kawał...
- Po pierwsze primo mamy kupę czasu, po drugie primo tak jest bezpieczniej, po trzecie primo jesteśmy skostniali i musimy się rozgrzać. Ty masz swoją działkę a my naszą.
- Spokojnie, tylko się martwię bo pada ale jak takie z Was kozaki czy tam oficerki to wysiadka. Luz.
- Idziemy, Panowie, tylko full konspira.
UAZ pojechał dalej a czterej osiłkowie przemykali między drzewami niczym leśne rusałeczki.
Skierował się na zachód i równolegle do drogi pokonał ostatni odcinek. Przycupnął pod okapem na tyłach schroniska, chłopaki za nim. Przez noktowizor z Bazaru Europa obserwował ruch przy UAZie. Przypomniał sobie stare czasy... - "oj ciekawie było, ciekawie... "
Dwaj kolesie z twinami na plecach właśnie zbierali się w kierunku Czarnego Stawu. Odczekał, aż znikną za zakrętem, wyjął z kieszeni kluczyki, wsunął się do Navary i wrzucił luz. Pozostali pchali pikapa. Wykręcili na drogę do pierwszego, silniejszego spadku i reszta zapakowała się do środka. Pierwsze kilka kilosów jechał bez świateł i bez silnika, polegając wyłącznie na grawitacji i ruskiej elektronice. Od teraz miał bardzo mało czasu, dobrze, że zna swój samochód na wylot i wie na co razem ich stać. Spojrzał na zegarek i odpalił motor. Chłopaki jeździli z nim nie raz ale nigdy chyba nie przyzwyczają się do takiego prowadzenia. Na wszelki wypadek pootwierali okna... Kilka kilometrów po kamieniach kilkanaście po asfalcie; minął szlaban zagradzający wjazd na drogę do Morskiego Oka. Tuż za Wodogrzmotami skręcił w prawo na szlak wzdłuż Roztoki. Co i raz koła starały się tracić przyczepność ale zmuszane do posłuszeństwa ciągnęły śmiało po rozmokłym żwirze i korzeniach; nie takie kawałki miały już za sobą. Ostatni, nieprzejezdny odcinek pokonali z plecakami, biegiem.
Wpadł do pokoju, wyjął z kieszeni na stół kilkanaście zdjęć i notatki.
- Wiecie, co robić! Migiem!
Czterej policjanci w kilka minut na podstawie zebranych czterdzieści sześć godzin temu danych i własnej, zawodowej pamięci rozłożyli w pokoju rzeczy z czterech wielkich plecaków odtwarzając stan sprzed dwóch dni.
- Pięknie, Panowie, spadamy.
Wyskoczyli szeptem z pokoju
- Co Wy tu... sssspadówa, Panowie!!! - zasyczało spod maski.
- Damy radę, spoko Piękna... Tu! - wparowali za najbliższe drzwi. Ich szczęście, że były otwarte; szczęście drzwi oczywiście, bo pod naporem czterystu zdesperowanych i dobrze wyszkolonych kilogramów nie miały by szans.
Wystawił czujne oko przez szparkę nie domknąwszy drzwi. Gdy drugi nurek wszedł do pokoju czmychnął na zewnątrz. Pozostali pojedynczo za nim.
- "Ale jaja, nie sądziłem, że damy radę, ciekaw jestem relacji..."
Zjechali spokojnie na parking, zatarli ślady nielegalnych wjazdów za szlaban i spokojnie ruszyli na kwaterę. Adrenalina się wchłaniała, zmęczenie powoli dawało o sobie znać... Czuł się znowu jak chłopiec, któremu psota uszła na sucho.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Dodaj do: Wypowiedź dla Wykop  Wypowiedź dla Facebook  Wypowiedź dla Wyczaj.to  Wypowiedź dla Gwar  Wypowiedź dla Delicious  Wypowiedź dla Digg  Wypowiedź dla Furl  Wypowiedź dla Google  Wypowiedź dla Magnolia  Wypowiedź dla Reddit  Wypowiedź dla Simpy  Wypowiedź dla Slashdot  Wypowiedź dla Technorati  Wypowiedź dla YahooMyWeb
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Administrator FORUM-NURAS uprzejmie informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie ingeruje w treść wypowiedzi
umieszczanych przez użytkowników na Forum. Zastrzega sobie jedynie prawo do usuwania i edytowania, w ciągu 24
godzin, postów o treści reklamowej, sprzecznej z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej
czy tez propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady regulaminu.
Przypominam, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.

Serwis wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych.
Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania.
Korzystanie z serwisu Forum-Nuras przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz.
Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.
Przeczytaj, jak wyłączyć pliki cookie i nie tylko
FORUM-NURAS topic RSS feed