Strona Główna FORUM-NURAS
Froum dla nurkujących i nie tylko ...

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy    KalendarzKalendarz
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
Tanie (względnie) Malediwy. Relacja - poradnik.
Autor Wiadomość
fdt

Dołączył: 14 Kwi 2004
Posty: 11
Skąd: Drużno
Wysłany: 21-07-2008, 11:44   Tanie (względnie) Malediwy. Relacja - poradnik.

Malediwy, atol Addu, wyspa Gan, 28.06.- 12.07. 2008

Wyjazd załatwiałem prawie w ostatniej chwili, na trzy tygodnie przed. Najpierw mieliśmy jechać we dwoje z żoną, potem ja sam a potem znowu we dwoje. Pani z biura podróży zniosła te fanaberie dzielnie i załatwiła sprawy tak jak trzeba i na czas. Wszystko telefonicznie, mailowo i przez przekazy internetowe. Pełna wygoda, kontakt bardzo dobry.

Przelot

Jako, że dzieciaki oddaliśmy w „depozyt” dziadkom w Szczecinie, wybór miejsca wylotu padł na Berlin. Linie lotnicze „Qatar Airways” z przesiadką w Doha. Na lotnisku Tegel, wszystko odbyło się jak należy. Odbiór kart boardingowych w okienku vis a vis bramki za okazaniem paszportu. Do samolotu wsiedliśmy punktualnie, punktualnie nastąpił odlot i przylot do Doha. Sam samolot to nowy Airbus A319. Bordowe kocyki, poduszki, skarpetki, darmowe słuchawki. Menu do wyboru (3 zestawy dań) napoje, alkohole i podniebny sklepik – pierwsza z serii okazji do taniego zakupu papierosów (po kiego diabła kupiłem w Polsce?). W czasie lotu 2 filmy, jakieś odcinki seriali. W A319 (który jest odpowiednikiem Boeinga 737) nie ma wyboru filmów, ogląda się to co puszczą. Lot trwał 5 i pół godziny i jako, że było to w nocy większość pasażerów drzemała.
Lądowanie w Doha i 3 godziny oczekiwania na samolot do Male. W sklepach wolnocłowych wybór lotniskowy ceny zaś internetowe. Znowu tanie fajki po 10-12 USD za wagon. W zasadzie nie ma się na co specjalnie napalać. Wsiadamy do jeszcze nowszego Airbusa A330. Samolot jest większy i cichszy. W pokładowym „kinie” 100 filmów do indywidualnego wyboru plus gry, muzyka, radio i telewizja. Żarcie gorsze, ale ujdzie. Przed lądowaniem każdy dostaje do wypełnienia kwitancję z danymi i ostrzeżeniem, że nie wolno wwozić broni, narkotyków i ........wieprzowiny.
Lądujemy. Male International Airport nie robi piorunującego wrażenia, ot lotnisko typu Gdańsk czy Łódź tyle, że na wyspie. Odprawa paszportowa w miarę sprawna. Przed wejściem oczekuje na nas (miła niespodzianka) przedstawiciel lokalnego Tour Operatora – Aqua Maldives, który bez zbędnych ceregieli prowadzi nas na sąsiedni terminal krajowy gdzie dzielnie sekunduje nam na wszystkich bramkach i przy odprawie. Daje nam do ręki bilety na Gan i z powrotem. Po zważeniu nas i bagażu, Pan XXX oznajmia nam, że w drodze powrotnej będziemy mieli 4 godziny czasu i pyta czy chcemy zobaczyć Male, bo on może zorganizować. Póki co wykręcamy się od przesądzającej odpowiedzi, ale i tak dostajemy wizytówkę z numerem telefonu. Żegnamy się. Miły facet, ale życie nauczyło nas już trochę sceptycyzmu w stosunku do nazbyt uprzejmych fachowców od turystyki.

Na Gan lecimy samolotem typu Bombardier Dash 8 linii Island Airlines. Mały hałaśliwy turbośmigłowy samolocik, znany ze swej długowieczności i niezawodności. Pomimo dość sfatygowanego wyglądu, samolot dzielnie dowozi nas na lotnisko docelowe. Pół godziny przed lądowaniem otrzymujemy zgrabnie wydrukowane certyfikaty przekroczenia równika. W końcu po godzinie i 30 minutach lotu lądujemy. Jest godzina 18.00 czasu miejscowego (+ 3 godziny do czasu CET), po 14 godzinach w podróży jesteśmy na miejscu.

Atol Addu, wyspa Gan

Atol Addu jest drugim po Male zamieszkanym ośrodkiem Malediwów. Mieszka tu około 30 tysięcy ludzi na 7 wyspach, z których 5 połączonych jest groblami (mostami). Na całym atolu są 2 hotele turystyczne (w tym jeden nieukończony na wyspie Herathera, niepołączonej z pozostałymi) plus jeden superluksusowy w budowie na wyspie Vilingili (też niepołączonej z pozostałymi). Malediwy rządzone są przez reżim wojskowy, który nie pała sympatią do mieszkańców Addu, albowiem ci dobrze pamiętają jeszcze czasy brytyjskiej obecności na atolu (baza lotnicza Gan została ewakuowana w 1976 roku) i są nastawieni dość buntowniczo w stosunku do rządzącej kliki. Dość powiedzieć, że jest to matecznik miejscowej opozycyjnej partii demokratycznej a napisy w stylu „Freedom is people’s right” są tu dość często widywane na murach. Generalnie atol ten ma jeszcze przed sobą okres turytycznego boom, co jest wadą ale i zaletą. Addu jest najdalej na południe wysuniętą częścią Malediwów i jedynym atolem położonym na południe od równika. Do Male jest stąd ok. 400 km i regularnie kursują tu samoloty do i z Male. Jako, że nasz hotel Equator Village znajduje się na terenie byłej brytyjskiej bazy lotniczej (czyli w pobliżu lotniska), obawialiśmy się, że samoloty będą nam tu zatruwać życie. Nic podobnego jednak nie miało miejsca, albowiem częstotliwość startów i lądowań nie jest duża, dziennie ląduje tu zaledwie 5 maszyn.

Lotnisko na Gan, robi przyjemne wrażenie. Jest to nowiuśki terminal zbudowany rok temu przez firmę brytyjską i przez nią obsługiwany. W porównaniu z lotniskiem w Male jest nieco mniejszy ale czyściutki i naprawdę schludny.

Po odebraniu bagaży, kierujemy się do wyjścia, przed którym czeka już na nas busik z hotelu. Jedziemy nim 1200 m i jesteśmy na miejscu. W recepcji dajemy paszporty (po spisaniu danych zwracają) i lotnicze bilety powrotne, które zobaczymy dopiero w dniu wyjazdu... ot tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś nie uregulował rachunków z baru przed opuszczeniem wyspy.

Hotel Equator Village

Według wszelkich danych 3 gwiazdki, czyli jak na standardy malediwskiej turystyki, nastawionej raczej na zasobniejszych klientów, dość spartański. Uwaga! Nie jest to hotel typu „Paradise Resort” czy też jak mówią złośliwi „Paradise Prison Island”, gdzie turyści są doskonale odizolowani od miejscowych na niezamieszkanych wysepkach i mieszkają w abstrakcyjnie luksusowych hotelach prowadzonych przez Europejczyków, gdzie „siła robocza” jest sprowadzona w całości z Indii i Sri Lanki. Hotel Equator Village, to coś zupełnie innego, to kawałek brytyjskiej historii kolonialnej. Dawna baza wojskowa, która w części oficerskiej została przerobiona na hotel. Zabudowa jest parterowa. Dawne bungalowy/baraki mieszkalne zostały odnowione i przerobione na całkiem obszerne (ok. 25-30 m2) i czyste pokoje. Główna część hotelu, czyli recepcja, bar i restauracja to po prostu dawne klub i kasyno oficerskie. Oszczędny kolonialny styl, przestrzeń i lekkość. W części jadalnej żadnych ścian, przewiewnie (co w tym klimacie jest ważne) a w suficie wiatraki. Wypisz wymaluj obrazki jak z filmów o wstrętnych brytyjskich kolonizatorach w Indiach. Plaży jako takiej raczej nie ma (zależnie od pływów raz jest kawałek a potem nie ma). Morze od brzegu oddziela tu 1,5 m wysokości murek (brzeg jest o te 1,5 m wyniesiony ponad wodę), o który romantycznie tłuką fale. Choć brak jest plaży piaszczystej do wylegiwania się na leżaczku czy kocyku, to spokojnie można się plażować tuż za murkiem gdzie stoją leżaczki i ławeczki, na stojących przy samym morzu drzewach wiszą hamaczki. Można do woli gapić się na grzebiące w piasku kraby. Jeśli chcesz popływać schodzisz po schodkach i już jesteś w morzu. Dodatkową opcją jest możliwość udania się na molo czy też pirsik, wychodzące w morze, skąd jest sporo bliżej do hotelowej rafki. Rafa „domowa” jest absolutnie znakomita. 30 m od brzegu zaczyna się prawdziwy koralowy ogród w którym pełno jest małych kolorowych rybek, ale trafiają się też żółwie i półmetrowe Titan Triggerfishe. Na wyciągnięcie ręki: parrotfishe, butterflyfishe i cała pozostała hałastra. Do snurkowania idealna i to pod samym nosem. Po prostu wychodzisz z pokoju (20-50 m od morza), zakładasz ABC, trzy razy machniesz płetwami i godzinami można wytrzeszczać gały.

Dla kogoś kto przyjechał ponurkować, hotel w sam raz i bolsze nie nada. Jeżeli chcesz się ponapawać luksusem, nie umiesz pływać czy masz ochotę pozwiedzać – odradzam. Stosunek cena / efekt bardzo dobry szczególnie w wariancie All Inclusive (i tak wychodzi ok. 2000 zł. taniej od 5* hotelu w wariancie HB).

Basen jest mały, ale czysty no i z barem przy którym dyżuruje Francis. Zresztą, kto przyjeżdża na Malediwy moczyć się w basenie?

Cały hotel to jeden wielki ogród tropikalny. Same rośliny doniczkowe plus jakieś wiecznie kwitnące drzewa. Wszędzie depcze się po kwiatach, wszędzie są palmy kokosowe i wystarczy poprosić ogrodnika, a ten w trymiga zorganizuje świeżutkiego kokosa i na waszych oczach go obłupi ze skorupy. Jak w bajce. Wieczorami, zamiast ptaków, nad głowami śmigają ogromne owocożerne nietoperze a po ścianach buszują małe różowe jaszczurki (są czyste i tolerowane przez miejscowych gdyż wyżerają robactwo).

Na koniec rzecz najfajniejsza. W całym hotelu są tylko 2 telewizory (jeden przy barze a drugi koło portierni). Okoliczność ta sprawia, że po godz. 18.00 gdy zapada zmrok, wszyscy walą do baru, gdzie są znacznie bardziej rozmowni i kontaktowi niż zwykle. Pewnie właśnie dzięki temu poznaliśmy tam naprawdę sympatycznych Anglików, Niemców, Francuzów i Szwajcarów... i to nie tylko innych nurków. Wystarczyło podejść, przedstawić się i potem już leciało. Dziewczyny wymieniały się kosmetykami a faceci przy piwie kibicowali finałowi ME. Później organizowaliśmy w barze dni muzyki niemieckiej, polskiej i francuskiej z naszych MP3 i konkursy, kto zrobił tego dnia najlepsze zdjęcie podwodne.... Jedna Angielka podarowała mojej małżonce cały zestaw leków na tzw. „zimno” (jakieś wirusowe świństwo co to wyskakuje na ustach)... a na koniec wymieniliśmy się adresami. Czy byłoby to możliwe gdyby w każdym pokoju byłby telewizor? Nie sądzę.

Ze wskazówek praktycznych.

- Gniazdka elektryczne są tu w starym typie brytyjskim tzn. trzypalczaste. Trzeba wziąć przejściówkę.
- Na Malediwach dalej rządzi dolar USA. Jeżeli chcesz robić zakupy w tutejszych sklepach weź dolary w gotówce, przydadzą ci się też na napiwki dla tubylców. Wszystkie pozostałe należności hotelowe, w tym za usługi bazy nurkowej, uregulujesz kartami kredytowymi lub płatniczymi (VISA, VISA Electron, AMEX, Master, Maestro) w kasie hotelu. Tutejsza waluta to RUFIA i jej kurs (VII 2008) to ok. 13 RUF za USD.
- Papierosy kup na miejscu. Dobre marki jak Camele, Marlboro, Benson & Hedges kosztują tu w sklepiku przed hotelem ok. 1,2 do 2 USD za paczkę.
- Rowery są za friko. Na recepcji meldujesz że chcesz, prowadzą cię do „rowerowni” wybierasz sobie rower i trzymasz go na ganku choćby i przez 2 tygodnie.
- W ramach All Inclusive masz 2 wyprawy snurkowe i jedną tzw. „Island Hopping” gdzie wożą cię po wyspach atolu i na koniec jest grill na małej wysepce. Przy recepcji jest wielka tablica, gdzie wpisujesz się, że chcesz następnego dnia snurkować i już.
- W ramach All Inclusive (tu wersja rachunek z podpisem a nie „obrączkowa”) dostajesz przyzwoite alkohole a nie jakieś dziwne podróby jak w Egipcie. Tu whisky to „Jasiu”, gin to Seagram’s a wódka to Smirnoff. Z piw to mają tu egipskiego licencyjnego „Kaisera” i jakieś coś chyba z Indii. Heineken nie jest w ramach All Inclusive.

Ze spostrzeżeń ogólnokrajoznawczych, to powiedzieć trzeba jeszcze, że rozsądnym posunięciem tu, jest dawanie napiwków tzw. niższemu personelowi (sprzątaczom, kelnerom czy kucharzom). Przemysł turystyczny na Malediwach to w przytłaczającej większości następujący model: europejski właściciel hotelu, główny menadżer to Hindus a reszta niżej to import ze Sri-Lanki czy Indii. Miejscowych zatrudniają tu z rzadka. Equator Village jest tu wyjątkiem, bo właściciel jest miejscowy i około połowa personelu niższego to miejscowi (reszta to Lankijczycy i Hindusi). Ci ludzie zarabiają naprawdę grosze i parę dolarów za dobrą robotę i własny komfort to nie tak wiele a czasem jest to po prostu dobra inwestycja, bo o tych którzy dają napiwki (nawet małe) zawsze lepiej się dba. Są różne szkoły dawania napiwków (z góry na zachętę lub w nagrodę po robocie) i samemu trzeba zdecydować, która lepiej pasuje do konkretnej sytuacji.

Wyżywienie jest mieszane. Generalnie da się wytrzymać. Wszystkie posiłki na modłę wyżywienia hotelowego czyli tzw. stół szwedzki. Nakładasz sobie ile chcesz a kelner donosi napoje. Na śniadania (7.00-9.00) zawsze jest jakieś pieczywo, kucharz przy stanowisku jajecznicowym, dżemy, masło (wszechobecny hotelowy Lurpak), jakieś warzywa i słodkości. Na obiad (12.00-14.00) zwykle kurczak i ryba, a do tego 3 lub 4 surowki, ryż, ziemniaki, warzywa gotowane lub smażone, no i oczywiście słodkości. 3 razy była nawet wieprzowina, co niemało mnie zdziwiło wobec pamiętnych ostrzeżeń przed wwozem wieprzowiny na kwitach rozdawanych w samolocie. Kolacje (19.30-21.00) są podobne do śniadań, choć dania są cięższe i trafia się np. ryba. Kuchnia głównie hinduska, potem brytyjska, ale zdarza się tzw. dzień włoski czy chiński gdzie można zjeść lazanię z wołowiny lub warzywne chop suey. Do wszystkich posiłków są świeże owoce (papaja, kokos, mango, arbuz). W godzinach od 16.00 do 18.00 w barze stoi kawa, herbata, ciastka i kanapki. Jeżeli ktoś chce tu przyjechać aby delektować się wyrafinowanymi daniami to raczej odradzam, ale jednocześnie z ogromną satysfakcją donoszę, że na Malediwach nie występuje żadna lokalna wersja „zemsty faraona”.

Klimat i pogoda na przełomie czerwca i lipca

Generalnie klimat na Malediwach jest piekielnie wilgotny. Temperatura jako taka raczej oscyluje w okolicach 30 stopni, ale w połączeniu z 80% wilgotnością daje to wrażenie duchoty. Nad morzem (a ciężko tam być nie nad morzem) gdy wieje wiatr (nawet w dni słoneczne) lub po deszczu spokojnie daje się wytrzymać. W porównaniu do piekielnego pieca Egiptu warunki klimatyczne są więc dość komfortowe.

Wiele osób, w tym moja małżonka, pukało się znacząco w głowę, kiedy oznajmiłem, że w tym roku jedziemy na Malediwy w samym środku pory monsunowej. Muszę przyznać, że gdybym miał większą swobodę w wyborze daty urlopu, też wolałbym pojechać tam w porze suchego monsunu północno wschodniego (czyli listopad – marzec). Niestety jak się nie ma co się lub to się lubi co się lubi.

Po konsultacjach na miejscu stwierdziliśmy, że opowieści o tygodniowych monsunowych ulewach, gdy nie sposób wyjść z pokoju hotelowego, są nieco przesadzone. Po pierwsze, niebo nad Malediwami jest zawsze mniej lub bardziej zachmurzone bo Ocean Indyjski „rodzi” chmury na wschód od Madagaskaru w miejscu zetknięcia zimnego prądu oceanicznego z ciepłą wodą okolic równika. Po drugie archipelag Gan w okresie czerwiec – lipiec jest nieco mniej narażony na opady, albowiem te głównie „podróżują” drogą okrężną nad północne wyspy i atole. Pytany o pogodę niemiecki divemaster Axel, odpowiedział, że w tym roku najgorsze pod względem pogody były kwiecień i maj, a z kolei Anglik Alan, który przyjeżdża na Malediwy od 8 lat w okresie koniec czerwca początek lipca twierdził, że tylko raz mu się zdarzyło, że w tym czasie było więcej niż 3 dni opadów.
W ciągu 14 dni naszego pobytu na Gan mieliśmy 1 dzień gdzie mocno padało ok. 8 godzin (ale i tak tego dnia zwiedziliśmy wrak „British Loyalty”) i drugi gdzie cały dzień niebo było zachmurzone. W pozostałe dni było słonecznie z przemykającymi się po błękicie chmurkami. No i w rezultacie sam nie wiem, czy mieliśmy szczęście, czy po prostu akurat na atolu Addu w tym okresie pogoda jest po prostu inna niż na atolach północnych. Zresztą co do szczęścia to byliśmy absolutnie uszczęśliwieni tym, że w czasie naszego „pozasezonowego” pobytu w hotelu (który ma 76 pokoi dwuosobowych) było raptem od 25 do 40 osób. Luz totalny. Leżaki na plaży i koło basenu wszystkie nasze. Jeden kelner na jeden stolik i to zawsze ten sam stolik, od którego inni byli odganiani. A poza tym cisza, spokój i szum fal... W sezonie „suchym” ponoć jest tam niezły tłok, do szwedzkiego stołu kolejki a stoliki w restauracji i przy barze są zajęte wszystkie (a jest ich razem ok. 70!). Podobnie sytuacja wyglądała na wodzie i pod wodą. Na całym atolu pływały z nurkami ledwie 2 łódki, tak, że o tłoku mowy być nie mogło.

Baza nurkowa – Diverland Gan

Baza PADI ze stażem 25 lat, prowadzona przez Niemca Axela Horna (Big Axel). Sekundują mu instruktorzy: Axel Stuckrath z Hamburga (little Axel) i dwaj miejscowi małolat Maousoum i poważniejszy Ummar. Na pierwszy rzut oka baza bardzo przyzwoita. Sprzęt prawie nowy i nie złachany. BCD Maresa a automaty to klubowe „Kalipsiaki” Aqualunga. Nowy i ładny niemiecki kompresorek. Można tachać swój sprzęt, ale nie jest wielką rozrzutnością wziąć samo ABC. Jednorazowe wypożyczenie kamizelki i automatu to raptem po 4 USD za sztukę. Jeżeli chodzi o jakość „czynnika ludzkiego” to „mały” Axel reprezentuje prawdziwą klasę, uczynny, życzliwy i wyrozumiały a przy tym naprawdę fachowiec z dużym doświadczeniem. Moja szanowna małżonka zrobiła tu upgrade ze Scuba Diver do OWD i w porównaniu do jakości z którą zetknęła się rok temu w Hurghadzie nie mogła się nadziwić, że można uczyć nurkowania do bólu fachowo i przy tym bezstresowo. Miejscowi, jak cię mogę. Maousoum to napalony smarkacz, który jak zobaczy dużą rybę to ciągnie całą grupę choćby pod prąd (a te są tu dość silne), starszy Ummar jest bardziej zrównoważony, a przy tym ma niezłe oko do ryb i pozostałej fauny podwodnej.

Temperatura wody od 28 do 32 stopni, tak, że dwójeczka shorty wystarczy dla zmarźluchów, ja nurkowałem w t-shircie. Normalnie nurkowania są poranne i popołudniowe. Poranne to zbiórka w bazie o 8.00, zbieranie sprzętu, ładowanie na wózek i o 8.30 na morze. Powrót ok. 12.00, obiadek i siesta. O 14.00 znowu zbiórka i o 14.30 w morze (sprzęt zostaje na łódce). Łódka - stareńkie 12 m dhoni z daszkiem i antycznym sterem z rumplem - jest własnością miejscowych, którzy starają się być mili i pomocni dla nurków. Na moje oko byli to dziadek, ojciec i syn – byli rybacy. Pomagają założyć sprzęt, potrzymają za zawór przy „wysiadaniu” z bujającej łodzi a po nurku częstują papają i kokosem. Warto na koniec dać napiwek. Ja po 2 tygodniach uznałem, że zapracowali na 20 USD na twarz i chyba kwota ta została uznana za godziwą, co potwierdziły krzepkie uściski dłoni. Nurkowanie tu to w 80% nurki „prądowe” w wejściach do atolu lub przy odsłoniętym pn-zach jego krańcu. Przed każdym nurkiem jeden z divemasterów wskakuje do wody i ustala w jakim kierunku dziś płynie prąd i z jaka siłą. Mylą się rzadko... Falowanie wody niewielkie, tzn fale są tak długie, że w ogóle nie zalewają, w ogóle było łatwiej niż myślałem. W ogóle nie praktykuje się „egipskiego” zwyczaju kotwiczenie, potem do wody i powrót do stojącej łódki. Pływa się „liniowo” w jednym kierunku a łódź najpierw stoi w dryfie a potem po nurkowaniu chodzi po powierzchni i wyławia towarzystwo.

Co pod wodą?

Generalnie nastawiałem się na to, że rafki i rafowa kolorowa drobnica będzie na poziomie egipskim a prawdziwą różnicę tworzyć będą duże ryby. Pomyliłem się w pierwszym przypadku. Rybek i kolorów jest znacznie więcej niż w Egipcie a duże egzemplarze to w ogóle... bez porównania. Rekiny rafowe (white tip, black tip, grey, nurse) eagle rays, Napoleony no i specjalność zakładu manty.

Na manty pływa się w jedno specjalne miejsce zwane Muda Kan gdzie mają one swoją „myjnię” – tzn. małą rafkę na której żyje gatunek rybki, która czyści skórę mant. Jest to jedyne miejsce na Malediwach gdzie występują one przez cały rok. Wygląda to fantastycznie. Nurkowie dopływają do sąsiedniej rafki pełniącej rolę „trybuny” widokowej (nie wolno się wkrochmalać między manty bo się płoszą!) na głębokości 18 m i obserwują jak jedna po drugiej manty majestatycznie nadpływają nad rafkę i stoją nad nią w toni czekając na czyszczenie. Po zakończeniu zabiegu, manta odpływa a następna wpływa na jej miejsce i tak w kółko. Za pierwszym razem widzieliśmy tam na „myjni” 6 sztuk a za drugim 4 sztuki. Rekiny pojawiają się wszędzie gdzie jest silny prąd, głównie w wejściach do atolu na głębokościach ok. 30 m. Często leżą w piasku na dnie odpoczywając, generalnie trzymają się na dystans, ale czasami podpłyną bliżej, żeby sobie obejrzeć nurków. Napoleony są tu bardziej płochliwe niż w Egipcie i stronią raczej od ludzi. Inaczej żółwie. Te z kolei niczym się nie przejmują. Można podpłynąć całkiem blisko i poobserwować jak z zapałem demolują koralowce w poszukiwaniu pokarmu.

Co do rafy, absolutnie pozytywne rozczarowanie. Rafa jest żywa i bujna. Atol Addu ominęła bowiem katastrofa obumierania koralowców (coral bleaching), która parę lat temu poważnie przetrzebiła rafy w pozostałych atolach Malediwów. Niektóre pojedyncze kolonie koralowców są wręcz ogromne i robią spore wrażenie.

Poza tym są jeszcze ładnie zarośnięte „ściany”, jaskinie, cała kupa podwodnych mięczaków w bogatym wyborze, wielkie homary, krewetki, skrzydlice, mureny, barrakudy, tuńczyki, jakieś duże makrelopodobne, od groma różnych triggerfishów i cała plejada większych i mniejszych kolorowych rybek... Full wypas.... z wyjątkiem rekina wielorybiego, który tu się nie zapuszcza.

Atrakcją atolu Addu jest również wrak (największy na Malediwach) brytyjskiego statku „British Loyalty”.

Nurkowiska

Oficjalnie nurkowisk (czyli tam gdzie pływa się z nurkującymi turystami) jest ok. 35, czyli można zaliczyć większość z nich w ciągu 2 tygodniowego pobytu. Nie będę wymieniał wszystkich, ale tycj kilka naprawdę warto zaliczyć:

Muda Kan

Gwiazdą pierwszej wielkości jest wspomniana wyżej słynna Muda Kan i jej Manta Cleaning Point. Warto zaliczyć i potem powtórzyć to przeżycie. Nurkowanie w prądzie, szansę na spotkanie mant zwiększa prąd wchodzący do atolu. Gwarancja zobaczenia tych wyjątkowych ryb ok. 80% (ja miałem 100% bo byłem 2 razy i za każdym razem były na miejscu, ale jeden Anglik był 3 razy a widział je tylko przy dwóch okazjach).

Wrak „British Loyalty”

W marcu 1944 r. zacumowany wewnątrz atolu tankowiec został storpedowany i ciężko uszkodzony przez niemieckiego u-boota U-183. Statek nie zatonął, jednakże już po zakończeniu wojny Brytyjczycy zdecydowali o jego zatopieniu. Ponad 130 metrowa łajba leży na głębokości od 18 m do 30 m i po 60 latach spoczynku bujnie obrosła koralowcami. Wrak jest łatwy i niezbyt głęboki. Leży sobie spokojnie w wodach wewnątrz atolu co sprawia, że jest dostępny nawet w czasie kiepskiej pogody. Oprócz żelastwa i koralowców atrakcją jest tu wyjątkowy okaz rzadkiej ryby - leaf fisha w kolorze.... różowym, która mieszka sobie na stałe w zakamarku lewej burty statku.

Banana Thila

Sympatyczne i łatwe miejsce z fantastyczną rafą. Mnóstwo kolorów, mnóstwo ryb i rybek. Mureny, leaf fishe, liczne kolonie błazenków, ogromne homary. Rafa żywa, bujna i kwitnąca. Czysty relaks. Nurkowisko wewnątrz atolu, czyli dostępne w każdych warunkach pogodowych.

Mahala

Po tutejszemu „zupa rybna”. Nazwa może nieco na wyrost, ale ta rafa położona w pn-zach wejściu do atolu oferuje liczne atrakcje rybne i żółwiowe, a czasem i coś większego się trafi.

Demon Point

Ze względu na nieprzewidywalne prądy może być trudna, ale tu znaleźć można duże sztuki. Rekiny, eagle rays, Napoleony no i czasem trafi się manta. Jako, że jest to nurkowisko po zewnętrznej stronie atolu występują tu znaczne falowania, dające zdrowo popalić na głębokościach do 10 m. Najlepiej od razu zejść na 25-30 m w celu oględzin rekinów a potem powoli zmniejszać głębokość, aż do poziomu występowania koralowej bariery.

Dla tych co nie nurkują

Kilka uwag. Pobyt w hotelu Equator Village z całą pewnością nie zalicza się do tych luksusowych. Ma jednak inne ważne zalety. Po pierwsze jest pobytem na solidnym 3 gwiazdkowym poziomie i dla osoby o przeciętnym zapotrzebowaniu na luksus jest absolutnie OK. Po wtóre; oprócz dobrego standardu hotel ten oferuje ciekawy klimat i w okresie poza szczytem turystycznym wspaniały komfort spokoju i ciszy (ze względu na małą ilość innych turystów). Po trzecie są tu fantastyczne warunki do snurkowania. Hotel oferuje dwie małe łódki motorowe (z daszkiem!) dla fajkarzy, które chodzą w różne ciekawe miejsca (np. Banana Island i Banana Thila czy wejście do atolu przy wyspie Gan) 2 razy dziennie. Ponadto jest jeszcze bardzo fajna rafka hotelowa, z której można korzystać na okrągło.

Jeżeli chodzi o zwiedzanie, to w zasadzie nie ma tu czego zwiedzać. Co innego wycieczki rowerowe. Wyspy połączone mostami to razem ze 14 km do objechania i to w dodatku po płaskim jak stół terenie. Główne drogi przyzwoite asfaltowe, duży ruch motorowerków i mniejszy samochodowy. Zadziwiające jak dużo jest samochodów (w tym kilka naprawdę przyzwoitych) na tak małej przestrzeni. Same miasteczka na wyspach to w zasadzie duże wioski z parterową architekturą i gajami bananowców w ogródkach. Nic specjalnego, choć można zobaczyć jak mieszkają tubylcy i poobserwować lotnicze wyczyny nietoperzy, które stanowią miejscowy odpowiednik naszej wrony. Miejscowi są w zasadzie sympatyczni i przyjaźni. Dzieciaki machają i wołają hello, i nikt nie wyciąga łapy po pieniądze. Handlarze nie są namolni ani szczególnie pazerni. Kobiety nie sprawiają wrażenia uciśnionych, a z plotek zbieranych od kelnerów wynika, że całkiem często zdarzają się tu rozwody z inicjatywy niezadowolonych żon! Jak na kraj o zadekretowanej w 100% muzułmańskiej populacji – to całkiem ciekawe zjawisko.
Zakupy, to w zasadzie 3 sklepy „turystyczne” koło hotelu i trochę sklepów dla miejscowych typu GS mydło i powidło, które znajdują się w wioskach na sąsiednich wyspach. Opłaca się tu kupować papierosy i podróbki markowych okularów. Reszta asortymentu pamiątkarskiego to chała, choć jest to z grubsza ta sama chała jaką znaleźć można w Male i w sklepikach na lotnisku ... tyle że ok. 30-50% tańsza. Jeżeli komuś potrzeba nakazuje zakup wystruganej z drewna manty albo rekina, to lepiej kupić tu niż w Male. Jeden wyjątek to pamiątkowe t-shirty. Te dostępne na Gan to katastrofa, w tej kwestii warto odpuścić sobie zakupy i poszukać czegoś w stolicy.

Do widzenia Gan

W dzień powrotu hotel przyozdobi wasz stolik kwiatami i piaskową mozaika w kształcie ryb i rybek. Potem pakowanie maneli do busika i podróż na lotnisko z odzyskanymi biletami na lot do Male. Znowu ważenie bagażu i turystów. Lot znowu głośny. Lądowanie w Male z małym kangurem. Na lotnisku oczekuje na nas niezawodny Pan XXX z przewodnikiem i prowadzi nas najpierw do przechowalni bagażu (6 USD za sztukę na 4 godziny) a potem na przystań promową, skąd z przewodnikiem udajemy się (za 1 USD od łebka) na zwiedzanie stolicy. Zwiedzanie trwa ok. 2 godzin i mam wrażenie, że zobaczyliśmy wszystko co zwiedzić tam można. Dodatkowe pół godziny na ostatnie zakupy. Kupujemy t-shirty dla dzieciaków a resztę tylko oglądamy bo ceny tutejszego rękodzieła są sporo wyższe niż na Gan. Male jest straszliwie zatłoczonym miejscem. Wysepka o rozmiarach 2,5 km na 1,8 km a na ulicach BMW serii 5, mnóstwo koreańskich dostawczaków, chmara skuterków Hondy no i hałaśliwa ciżba ludzka. Tłok zaiste nieludzki. W sklepach wszechobecny import, na bazarze całkiem sporo miejscowej zieleniny no i potwornie śmierdzący (jak wszędzie) targ rybny. Ryby jadalne lądują na tacach z lodem a biedne małe martwe triggerfishe wyrzucane są prosto do wody. Sama stolica liczy ok. 80 tys. Mieszkańców plus ok. 40 tys. gastarbaiterów z Indii i Sri-Lanki. Na godzinę przed odlotem pakujemy się na prom i wracamy na wyspę „lotniskową”. Na przystani znowu oczekuje na nas czujny Pan XXX i niańczy nas od przechowalni bagażu aż do boardingu, dzielnie popychając wózek z naszymi bagażami. Facet zrobił naprawdę kawał dobrej roboty i nie wyciąga łapy po napiwek. Oboje z żoną jesteśmy pod wrażeniem... no kurczę profesjonalista w każdym calu. Żegnamy się serdecznie. Na lotnisku ostatnie zakupy, jakieś bransoletki i album o Malediwach. Kupić tu też można np. wisiorki z zębami rekina... co jest objawem fantastycznej hipokryzji, bo całe Male obwieszone jest plakatami „Nie zabijajcie rekinów!” tuż obok plakatów wyborczych (pierwsze od wielu lat wybory odbędą się tu w sierpniu) „ukochanego generała – prezydenta”. Zbieg okoliczności? Potem już tylko zwykła przepychanka do samolotu wśród tłumu opalonych i zblazowanych białasów a później Doha i w końcu Berlin...

Podsumowanie

Warto było. Malediwy uchodzą w Polsce (i chyba słusznie) za drogi kierunek. Dla zwykle niskobudżetowych nurków jest to bariera trudna do pokonania. Dobra wiadomość jest taka, że wariant w atolem Addu i hotelem Equator Village jest jednym z najtańszych i jeżeli chodzi o nurkowanie jednym z atrakcyjniejszych. Jak na pierwszą wizytę na Malediwach było super. Nawet moja sceptyczna małżonka była pod wrażeniem. Wspomniany już wyżej kolega nurek z Anglii, powiedział coś takiego: Od 20 lat jeżdżę po całym świecie. Nurkowałem już na Filipinach, na Wielkiej Rafie w Australii, w Indonezji, na Karaibach, Francuskiej Polinezji, Kenii, Wenezueli, Ekwadorze, Florydzie i Hawajach o Egipcie nie wspominając..., ale najlepsze nurkowania są tu, na Malediwach i dlatego też spędzam tu moje 8 wakacje. Czy trzeba lepszej zachęty?

(fotki wkrótce)
 
 
tomkus 

Stopień: AOWD
Kraj:
Ireland

Dołączył: 17 Maj 2008
Posty: 17
Skąd: Tullamore / Gdynia
Wysłany: 21-07-2008, 13:24   

Bardzo fajna relacja. Az chce sie pakowac i jechac, no ale rodzi sie podstawowe pytanie: ile? ;-)

Czy moglbys napisac na forum jaki jest koszt przelotu, pobytu i nurkowan ?
 
 
fdt

Dołączył: 14 Kwi 2004
Posty: 11
Skąd: Drużno
Wysłany: 21-07-2008, 13:34   

Na jedną twarz (w wariancie pokój dwuosobowy) wyszło w zaokrągleniu 5700 PLN pobyt 14 dni AI + przelot. Do tego 250 PLN na full ubezpieczenie z nurkowaniem włącznie. Jeżeli chodzi o samo nurkowanie, to ze swoim ABC wychodzi 1000 USD za 20 nurków (w tym wynajęty sprzęt i łódź).

[ Dodano: 21-07-2008, 17:48 ]
Kilka fotek. Robione aparacikiem wielkości paczki papierosów. Moje pierwsze robione pod wodą i dlatego z góry przyjmuję wszelką krytykę za uzasadnioną. Ktoś z porządnym sprzętem może tam robić naprawdę cudne zdjęcia...






























 
 
Dany 



Stopień: MSDT
Kraj:
Poland

Zaproszone osoby: 1
Wiek: 51
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 466
Skąd: 54°03'N, 15°15'E
Wysłany: 21-07-2008, 19:48   

Pięknie.............
 
 
nuras5 



Stopień: P3.Nitrox TDI
Kraj:
Antigu and Barbuda

Dołączył: 23 Sie 2002
Posty: 1556
Skąd: Inowrocław
Wysłany: 21-07-2008, 20:17   

Świetna relacja - gratulacje !
 
 
 
robertg 



Stopień: poczatkujacy
Kraj:
Poland

Wiek: 46
Dołączył: 03 Paź 2006
Posty: 430
Skąd: Katowice
Wysłany: 21-07-2008, 20:32   

Swietna relacja i bardzo fajne zdjecia :)
 
 
fdt

Dołączył: 14 Kwi 2004
Posty: 11
Skąd: Drużno
Wysłany: 21-07-2008, 21:42   

Do wątku głównego:

Baza Diverland (w tle sprężarkownia)



"Mały" Axel



Mapa nurkowisk (mural z bazy)

Ostatnio zmieniony przez fdt 21-07-2008, 21:44, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Chopin 



Stopień: spiryt blender 99%
Kraj:
Antigu and Barbuda

Wiek: 49
Dołączył: 21 Sie 2003
Posty: 411
Skąd: Wawa
Wysłany: 25-07-2008, 21:34   

Świetnie napisana relacja - dzięki! Właśnie się zastanawiam nad podróżą poślubną, miała być Kuba ale po przeczytaniu twojego opowiadania mam wątpliwości.
 
 
Sail 


Stopień: AOWD
Kraj:
Poland

Wiek: 73
Dołączył: 21 Sty 2007
Posty: 134
Skąd: Wrocław
Wysłany: 26-07-2008, 22:25   Malediwy

Dobre pióro - świetna relacja, zauwazone ważne szczegóły.
Dopisane do planów urlopowych - dziękuję.
Mirek
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Dodaj do: Wypowiedź dla Wykop  Wypowiedź dla Facebook  Wypowiedź dla Wyczaj.to  Wypowiedź dla Gwar  Wypowiedź dla Delicious  Wypowiedź dla Digg  Wypowiedź dla Furl  Wypowiedź dla Google  Wypowiedź dla Magnolia  Wypowiedź dla Reddit  Wypowiedź dla Simpy  Wypowiedź dla Slashdot  Wypowiedź dla Technorati  Wypowiedź dla YahooMyWeb
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Administrator FORUM-NURAS uprzejmie informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie ingeruje w treść wypowiedzi
umieszczanych przez użytkowników na Forum. Zastrzega sobie jedynie prawo do usuwania i edytowania, w ciągu 24
godzin, postów o treści reklamowej, sprzecznej z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej
czy tez propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady regulaminu.
Przypominam, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.

Serwis wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych.
Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania.
Korzystanie z serwisu Forum-Nuras przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz.
Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.
Przeczytaj, jak wyłączyć pliki cookie i nie tylko
FORUM-NURAS topic RSS feed