Strona Główna FORUM-NURAS
Froum dla nurkujących i nie tylko ...

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy    KalendarzKalendarz
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
Francja 2012
Autor Wiadomość
Sebastian Szczesniak 



Stopień: Cave
Kraj:
Poland

Wiek: 50
Dołączył: 18 Gru 2007
Posty: 600
Skąd: Warszawa
Wysłany: 20-02-2014, 22:45   Francja 2012

Jakieś 3 lata temu rozpoczęła się moja fascynacja nurkowaniem overhead. Wcześniej pojawiła się ciekawość i pierwsze pomysły, żeby spróbować. Warsztaty jaskiniowe organizowała wtedy GNJ ale poległem już na wymaganiach sprzętowych.
Jakieś półtora roku później na FN natknąłem się na zaproszenie na warsztaty jaskiniowe według szkoły francuskiej i tak poznałem Majkiego. Po przeanalizowaniu naszego nurkowego CV zostaliśmy (ja i Jarek) potencjałem na nurków jaskiniowych.
Te warsztaty wywróciły do góry kołami cały mój dotychczasowy światopogląd nurkowy, konfigurację sprzętową i bardzo boleśnie zweryfikowały umiejętności.
Od tego czasu snułem się z Jarkiem po dziurach w ziemi w konfiguracji SM 2x4l, którą pokochałem i ostatecznie (tak mi się wydawało) rozstałem się z twinem, którego nigdy nie lubiłem.
Po roku spotkaliśmy się w Srebrnej górze na warsztatach zaawansowanych połączonych z mini zlotem nurków jaskiniowych.

Tam słuchając rozmów i opowiadań innych nurków jaskiniowych zastanawialiśmy, kiedy dojdziemy to robienia takich gruuubych nurów.
Te warsztaty znów obnażyły bezlitośnie braki w umiejętnościach, więc dalej szlifowaliśmy formę głowinie w podziemiach Dolnego Śląska

Gdy już kolejny raz zostaliśmy mistrzami świata zaczął kołatać w naszych głowach temat kursu jaskiniowego. Temat wydawał się jednak bardzo odległy aż pewnego dnia dzwoni do mnie telefon. Zadzwonił Wiesiek – inspirator naszego kursu jaskiniowego.
Wiesiek zadzwonił, żeby spytać czy mam jeszcze w sklepie taki zmyślny klucz do automatów, ale od słowa do słowa okazało się, że jedzie na kurs jaskiniowy do Starnasia. Długo nie myśląc zadzwoniłem do Jarka, ten długo nie myśląc stwierdził, że w sumie też byśmy mogli, nie przerywając tych szybko płynących myśli zadzwoniłem do Majkiego, który długo nie myśląc zaproponował warunki, które długo nie myśląc przyjęliśmy!
Ja pie…lę jedziemy do Francji na kurs jaskiniowy!!
Oblatani w nowej jaskiniowej konfiguracji zadowoleni z siebie liczyliśmy dni do wyjazdu aż tu przychodzi mail od Majkiego z wymaganiami sprzętowymi. Czytam i nie wierzę!!! Strzałki, kołowrotki inne duperele i TWIN!!! Twin?? To ja dwa i pół roku tarzam się w SM 2x4 (albo 2x8) a teraz ma być twin!!
No trudno niech będzie twin. I tak kolejny raz wyuczona konfiguracja stała się historią.
Przed wyjazdem spotkaliśmy się jeszcze na Koparkach, aby zweryfikować naszą konfigurację techniczną i umiejętności. Przyjechaliśmy rano skręciliśmy twiny i zadowoleni z faktu gotowości do nurkowania czekaliśmy na szefa.
Przyjechał, popatrzył, pokręcił głową i kazał to w cholerę rozkręcić. Na szczęście w wodzie po raz pierwszy prezentowaliśmy się przyzwoicie, prezentując techniczne skilsy.
Zrobiliśmy 2 nury zostawiliśmy Majkiemu kłębek automatów do przeserwisowania i umówiliśmy się na spotkanie we Francji.
Do Francji ruszyliśmy standardowo spod Jarka stolarni, która jest zarazem naszym punktem startowym na większość wyjazdów.

Po przerobieniu busa na wersję Kempingową, który na kolejnie kilka dni stał się naszym domem, magazynem sprzętu i prowiantu ruszyliśmy w drogę do miejscowości Gramat gdzie mieliśmy się spotkać z Majkim, Margitą i współtowarzyszami niedoli. Droga minęła nam dość szybko, przejechaliśmy Polskę, Niemcy i dopiero gdzieś we Francji zatrzymaliśmy się na nocleg. Samochody „kempingowe” mają tę zaletę, że można się zatrzymać na noc w praktycznie dowolnym miejscu. Zatrzymaliśmy się, więc na jakimś parkingu zjedliśmy kolację i poszliśmy spać. Rano mieliśmy do przejechania jakieś 450 km, co zleciało bardzo szybko. Kilka godzin później byliśmy już, w Gramat. No dobra, ale co dalej? Jak to, co szukamy ekipy X-Divers są na jakimś kempingu. No dobra, ale, na którym? Nie ważne! Ile tu może być kempingów? Mamy czas, więc poszukamy. Na początek poszukaliśmy Wi-Fi by namierzyć okoliczne kempingi. Zwiedziliśmy bezskutecznie ze 3 i wtedy zadzwonił telefon. Jesteśmy u Andre Grimal powiedział Majki, a więc ruszyliśmy na spotkanie. (Wcześniej kontakt telefoniczny nie był możliwy, bo ekipa pojechała na wycieczkę w miejsce gdzie nie działają komórki).
Na miejscu byli już nasi wpółkursanci Robert i Waldek oraz nurkowie już jaskiniowi z poprzedniego „turnusu”, na których patrzyliśmy z zazdrością i podziwem.
Dość szybko poszliśmy spać, bo na rano zarządzona była już zbiórka i wyjazd pod pierwszą jaskinię. Od tego czasu poziom emocji, zmęczenia, stresu, ekscytacji rósł w postępie geometrycznym, czego zupełnie nie byliśmy świadomi.
Na popołudnia po nurkowaniach w ramach rozrywki przywieźliśmy stół do tenisa stołowego w celu rozegrania Mistrzostw Europy Nurków Jaskiniowych. I tu pojawia się pierwszy sygnał ostrzegawczy (jeszcze niezauważony), że to nie będą takie lekkie wczasy. Sygnał brzmiał mniej więcej tak: „a wam się wydaję, że będziecie mieli czas sobie w pingponga pograć?” Wypowiedział to oczywiście Majki, ale uznaliśmy, że straszy. Nie straszył.

Dzień kursu pierwszy - jaskinia Caboy. (Instruktor pomaga)

Zanim zainteresowałem się nurkowaniem jaskiniowym zupełnie inaczej wyobrażałem sobie jaskinie, a eksplorowana w młodości jaskinia Raj w niczym nie przypominała tego, co nas czekało w najbliższym czasie. Maciek nurek już jaskiniowy (z poprzedniego turnusu) określił to, jako lot na księżyc i nie mylił się.
Zanim jednak weszliśmy do wody musieliśmy wykazać się umiejętnością poręczowania więc zostaliśmy wysłani w pobliskie krzaki.
Oczywiście całą wiedzę i umiejętności poręczowania za pomocą gumek mogliśmy sobie wsadzić. Teraz będziemy poręczować po amerykańsku.

Po przygotowaniu miejsca do suszenia prania (Szefostwo siedziało tu już 10 dni, więc podejrzewamy, że nasze ćwiczenie miało drugie dno).
Nadszedł czas na omówienie nurkowania.
Na kursach Majkiego zawsze jest coś ekstra. W związku z tym, że jaskinie francuskie to podziemne rzeki nie zawsze łatwo je znaleźć. Na zdjęciu prezentacja ćwiczenia z poszukiwania wody za pomocą różdżki.

Szef pokręcił, pokręcił i woda się znalazła. My patrzyliśmy z niedowierzaniem, Jarek fotografował przyrodę, a Majki cieszył się z wykonanej sztuczki.

Dość tych sztuczek czas do wody. Zostaliśmy podzieleni na 2 zespoły i ruszyliśmy w nieznane.
Gdzieś w dnie tego jeziorka jest wejście do jaskini Caboy

Pierwsze nurkowania trwały ok. 30 minut z głębokością ok. 20 metrów. Przed nurkowaniem jaskinia ostrzegła nas przed nonszalancją. Nie dokładnie sprawdzona latarka oczywiście nie zadziałała!
Z nurkowania pamiętam jedynie tyle, że szybko robiło się głęboko, spąg opadał pod sporym kątem a na początku była nieduża restrykcja.

W przerwie Majki ocenił nasze nasz poczynania, dał wskazówki jak nie dać się zabić i zarządził drugie nurkowanie.
To nie zawsze są miłe dla ucha oceny jednak w przypadku nurkowań jaskiniowych mogą w przyszłości ocalić życie.

Przyjęliśmy je z pokorą i zrozumieniem. Majki dodał nam też otuchy słowami „dziś Wam jeszcze pomagam, jutro przestanę, a później zacznę wręcz przeszkadzać.” Jak powiedział tak zrobił.
Drugie nurkowanie było dalsze i głębsze. Osiągnęliśmy po ok. 30 metrów z czasem 30 minut. Dzięki czujności instruktora przeżyliśmy pierwszy dzień.

Wydawało się, że gumki się już nie przydadzą, ale jak się okazuje warto je mieć, aby np. zastabilizować pistolet na stacji benzynowej. Bo jak bez tego (pistolety nie miały blokad) wlać sto litrów paliwa?

Późnym wieczorem wróciliśmy na kemping u Andre i poszliśmy spać następnego dnia rano czekała nowa jaskinia i nowe wyzwania

Dzień kursu drugi - jaskinia Fontaine Saint Georges

Od drugiego dnia kursu nurkowaliśmy już w zespole 3 osobowym. Ja, Robert i Jarek. Waldek zdecydował się na „wersję light”, czyli kurs Cavern. Roberta poznaliśmy w Srebrnej Górze. To bardzo doświadczony nurek TMX, który stał się prawdziwym filarem naszego zespołu.
Z nurkowania znów niewiele pamiętam, mogę jedynie napisać, że zrobiliśmy tam dwa trzydziesto-czterdziesto minutowe nurkowania z głębokością 30m. Z profilu nurkowania wynika, że wpłynęliśmy na ok. 150 metrów w głąb jaskini.

Wejście do St Georges również ukryte jest w jeziorku wejściowym. I gdyby nie widok ginących przy ścianie bąbli powietrza.

Można by pomyśleć, że to zagubiony nurek od Jakuzy udający się na eksplorację kolejnej sadzawki:)

Po kolejny dniu pełnym wrażeń, zjedzeniu kolacji i nabiciu twinów w niezwykle ciekawej spreżarkowni Andre Grimal’a został już tylko czas na sen.



Dzień kursu trzeci – jaskinia Emergence Du Ressel ( instruktor już nie taki miły)

Od dnia trzeciego już trochę pamiętam. Poziom komplikacji jaskiniowej wzrósł do konfiguracji doszły butle z gazem depozytowym. Po raz pierwszy spotkaliśmy też innych nurków. Majki uznał, że można nas już pokazać ludziom i że nie narobimy już kichy takiej jak pierwszego dnia.
Dużo słyszałem o „szkole francuskiej” pod Ressel mogliśmy zobaczyć to z bliska.
Oto „twinsety” przytroczone do jacketów. Jeden twin miał nawet obejmy:) Do tego większości towarzystwa w piankach.


Na drugim biegunie my, dążąca do ideału DIR armia (płetwy na zdjęciu nie są nasze my mamy dżety ze spężynami)

W naszym trzyosobowym zespole + Majki ruszyliśmy do rzeki, z której prowadziło wejście do kolejnego cudu natury. W samej jaskini Majki zmienił się w znikającego demona jaskiniowego polującego na nas z ukrycia. Jeszcze przed nurkowaniem zostaliśmy ostrzeżeni, że po kontakcie z jaskinią mogą się nam zakręcić lub przykręcić zawory, a zakręcenie zaworu może spowodować nawet rozszczelnienie pierwszego stopnia AO. Strop jaskini Ressel wspomagany aktywnie przez rezydującego tam demona, co rusz zakręcał nam wszystko, co było możliwe. O ile zakręcenie zaworu głównego AO można było dość szybko zauważyć, bo objawiało się brakiem czynnika oddechowego to zakręcenie separatora trzeba było zauważyć przez brak aktywności wskazówki manometru. Można było to zauważyć samemu lub podczas kontroli gazu w zespole, który musiał w każdym momencie nurkowania znać poziom gazu we wszystkich butlach całego zespołu.
Wcześniej jednak zdeponowaliśmy butle a ja pobiłem rekord świata w czasie deponowania. Operacja trwała chyba z 7 minut!
To nurkowanie trwało 84 minuty z głębokością 12m. Nie byliśmy zbyć daleko i głównie ćwiczyliśmy poręczowanie.
Wracając do wyjścia u Jarka rozszczelnił się pierwszy stopień AO, ale Jarek sobie dzielnie z tym poradził i znów cali i zdrowi wróciliśmy na powierzchnię.
Tego dnia było tylko jedno nurkowanie i odpoczynek przed „grubymi nurami”, które czekały nas dnia następnego.
Pomimo ćwiczeń powierzchniowych z poręczowania wykonanych przed nurkowaniem. W wodzie nie poszło nam zbyt dobrze.

Po wyjątkowo wczesnym powrocie na kemping pod okiem Kasi, która była dla nas wsparciem duchowym oraz bezkresną skarbnicą wiedzy ćwiczyliśmy dalej poręczowanie. W pewnym momencie u Andre zaporęczowaliśmy chyba wszytko, co było możliwe z samochodami włącznie.


Dzień kursu czwarty – jaskinia Emergence Du Ressel („grube nury”)
Znów jesteśmy pod Ressel. Humory dopisują, poziom nurkowej abstrakcji rośnie. To będzie dłuuugi dzień.

Tego dnia poza standardowymi problemami spotykającymi nurków jaskiniowych takich jak utrata wszystkich masek, wszystkich latarek, płetw, gazu, przy czym oczywiście zespół nie może się pogubić, rozłączyć, stracić orientacji czy nie znać poziomu gazu we wszystkich butlach zespołu, bawiliśmy się w wycinanie z poręczówki i jej naprawę oraz pływanie na bezdechu do pozostawionego depozytu.
Wyszło jak wyszło, ale zespół dał radę. W pewnym momencie nic jednak na to nie wskazywało. W drodze powrotnej nagromadzenie awarii spowodowało u Jarka chęć natychmiastowego opuszczenia jaskini. Jarek nie miał wtedy już wtedy żadnej maski ani głównego światła był też pozbawiony płetw. My z Robertem tez byliśmy już na „backup’ach”, ale Jarek tak zapiepszał, że nie można było go dogonić. Dopadł go jednak demon jaskini Ressel i umiejętnie zaplątał w poręczówkę dodatkowo dezorientując pozbawionego maski „dezertera”. Wkrótce dopadliśmy naszego zbiega. Nie wyglądało to dobrze. Jarek nie wiedząc, co dokładnie dzieje się wokół niego ( brak maski) złapał się tak poręczówki, że nie można było go ruszyć. Gdy już Robert był bliski oddania Jarkowi swojej maski a ja chciałem ciąć palce sekatorem (po pierwszym palcu powinien puścić). Udało się opanować sytuację, sformować zespół, sprawdzić gazy i udać się bezpiecznie do wyjścia.
Sytuacja widziana z boku wyglądała dość dramatycznie, po nurkowaniu Majki stwierdził, że był bliski przerwania tej jatki. Dodał też, że jednak zespół wykazał się dużą wolą przetrwania, co zabrzmiało jak mała pochwała (?). Nurek jaskiniowy musi mieć w pewnym sensie zrytą psychę, po takiej przygodzie, jaką przeżyliśmy, a głównie Jarek część znanych mi osób powiedziałaby „wystarczy” wolę jednak rafę i rybki kolorowe. Jarek jednak należy do osób ze zrytą psychą, więc ochoczo przystąpił do drugiego, dłuższego i głębszego dekompresyjnego nura w jaskini Ressel.
Przed nurkowaniem dostaliśmy jeszcze ostrzeżenie, że jeśli zespół znów się rozłączy lub kogoś zostawi to ten ostatni będzie miał przykrą przygodę. „Zakręcę mu zawory i pozwolę się mocno przestraszyć”
Drugie nurkowanie było niby proste, wchodzimy, na 5 metrach deponujemy tlen, dalej pozostawiamy depozyty kontynuując nurkowanie na twinach. W drodze powrotnej pobieramy depozyty, przechodzimy się na oddychanie ze wspominanych butli i kończymy wykonując pięcio minutowe deko na tlenie.
Proste prawda? Niby tak. Zapomniałem jednak dodać, że mieliśmy to zrobić bez widoczności! A wiec każdy musiał zapamiętać kolejność depozytów i pobrać swój! To samo z tlenem. Potem jeszcze policzyć te 5 minut dekompresji na tlenie!!
Udało się i znów przeżyliśmy, co w pewnym momencie nie było takie pewne. Byłem ostatni i nagle czuję, że się o coś zaplątałem. Nic tylko robota demona. Daję znaki, a koledzy płyną sobie w najlepsze. Zajebiście! Nie oddycham bo wiem, że mam maks 2 wdechy z węża bo zawory zakręcone. Nagle cud! Robert mnie zauważył (raczej mnie brak). Okazało się, że demon nie maczał w tym płetw.
Przeżycie na kursie oznacza również brak błędu podczas nurkowania, który w warunkach realnych mógłby skończyć się śmiercią. Takim błędem jest np. pomyłka na skrzyżowaniu płynąc do wyjścia bez widoczności.
Drugie nurkowanie to 95 minut z głębokością 25m.
Dzień znów był bardzo długi i znów sobie nie pograliśmy.

Dzień kursu piaty – jaskinia Saint Sauveur ( spotkanie z narkozą)

Na ten dzień też było przewidziane jedno nurkowanie. Do końca nie było wiadomo czy się odbędzie z powodu kontuzji pleców u Majkiego. Nie mogliśmy do tego dopuścić, szefu niechętnie i nieufnie przyglądał się puszcze z uzdrawiającą miksturą, ale jednak się skusił.

Zdrowie i humor powróciły na tyle, że trzeba było dostarczyć kolejną puszkę. Ta została skonsumowana już bez wcześniejszych obaw.

Do Saint Sauveur przyjechaliśmy dużą grupą. Dołączyła do nas Kasia z Michałem. W sumie było nas 8 osób, więc do transportu na miejsce nurkowania użyliśmy 2 ciężarówek i 2 większych osobówek typu kombi.

Wejście tradycyjnie z jeziorka, w którym trzeba było uważać na dość licznie występujące tam pijawki.

Saint Sauveur trochę nas elektryzowała, ponieważ to właśnie tu całkiem niedawno przed naszym przybyciem zginął Robert Klein.
W jaskini poza standardowymi już ćwiczeniami mieliśmy za zadanie zmierzyć się z narkozą, która w jaskiniach sieka mocniej i dopada łatwiej niż w wodach otwartych.
Ćwiczyliśmy też poszukiwania zaginionego nurka oraz ewakuację nieprzytomnej osoby do wyjścia.
Zanim jednak weszliśmy do jaskini zawróciłem zespół z jeziorka na powierzchnię, ponieważ przy sprawdzaniu sprzętu nie widziałem czy lampa główna Jarka działa. Chłopaki byli trochę wściekli, ale nie ma ch…..ja. Wynurzamy się i sprawdzamy wszystko tak jak trzeba. I co się okazuje? Lampa nie działa! Po zmianie latarki już bez przeszkód wpłynęliśmy do jaskini.
Na zaginionego Majki wytypował mnie, ustaliliśmy w tajemnicy przed reszta zespołu moją rolę. Polegało to na tym, że zespół zgasi światła, Majki odholuje mnie i schowa w sobie znanym zakamarku a potem będzie się przyglądał akcji poszukiwawczej. Moi wybawiciele nie wiedzieli jeszcze o jednym miałem być spanikowany, zdezorientowany, nieskory do współpracy, a nawet agresywny.
Siedzę sobie, więc po ciemku w dziurze na głębokości 40m i czekam na ratunek, po jaskini błąkają się światła, ale ekipa poszukiwawcza nie radzi sobie zbyt dobrze. Siedzę wiec już dłuższą chwilę i nagle następuje zwrot akcji. Widzę zbliżające się światło. Ktoś się do mnie zbliża. Gdy był już na wyciągnięcie ręki jednym sprawnym ruchem pozbawiłem go AO. Mój wybawca natychmiast zniknął. Za drugim razem podpłynął już ostrożniej oświetlając swoje oblicze. Ty był Majki, który nie brał udziału w wojnie a tylko chciał sprawdzić czy aby ze mną wszystko w porządku. Po jakimś czasie przybyła odsiecz, która też atakowałem. Potem zaparłem się w szczelinie, żeby mnie nie mogli ruszyć. Tak się trochę poprzekomarzaliśmy i dałem za wygraną.
W ćwiczeniu nr 2 rolę główną grał Jarek. Opadł na spąg, wypluł automat. Podjęliśmy akcję ratunkową. Ja utrzymywałem drożność dróg oddechowych i zabezpieczałem automat, z którego nieprzytomny oddychał (?), a Robert utrzymywał pływalność. Czy na pewno oddychał? Nie wiadomo, ale gdyby tak to miał, z czego. To było najcięższe fizycznie ćwiczenie wykonane dodatkowo na dużej głębokości. Nurkowaliśmy według zasady ¼ a pomimo to podczas akcji ratunkowej zużyłem gazy praktycznie do 0 w twinie i depozycie.
To nurkowanie trwało godzinę, a nasza głębokość to 40 Mertów.

Dzień kursu szósty i ostatni – jaskinia Font Del Trufle

To nasz ostatni dzień kursu. Dziś kończymy program i zdajemy egzamin. Na ten dzień zaplanowane były dwa płytkie nurkowania. Płytkie, ponieważ jaskinia sama w sobie do głębokich nie należy.
Wejście jak zwykle nie wskazywało, że może kryć coś ciekawego (a może właśnie wręcz przeciwnie). Byliśmy tam przy niskim stanie wody a wejście wyglądało tak:

To naprawdę jest wejście do jaskini. Pierwsza zanurkowała Margita w konfiguracji SM 2x80cf. Jak ja jej zazdrościłem.

Mogłem sobie jednak robić groźne miny a i tak musiałem założyć twina, dowiesić depozyt i z całym tym klamoctwem przeciskać się przez strzegące wejścia zaciski.

Podczas nurkowania, (co już było tradycją) zostaliśmy pozbawieni części ekwipunku. Bez widoczności zostaliśmy odciągnięci od poręczówki, a za zadanie mieliśmy ją odnaleźć ustalić prawidłowy kierunek i całym zespołem udać się do wyjścia. W programie był też powrót z najdalszego punktu penetracji bez widoczności.

Po nurkowaniu Majki długo zastanawiał się czy zaliczyć nam ćwiczenie z odnajdywania drogi. Ćwiczenie zostało wykonane, ale nie do końca tak jak sobie Majki tego życzył.

Ostatecznie zostaliśmy dopuszczeni do egzaminu praktycznego. I mogliśmy pójść się suszyć gdyż nasze suche skafandry suchymi były tylko z nazwy.

Pomimo ciężkiego psychicznie i fizycznie kursu, nieprzewidywalnych zdarzeń pod wodą, nurkowania bez maski, światła i płetw z zakręcającymi się zaworami, licząc w pamięci pozostały gaz itp nie czułem takiego stresu jak teraz. Patrząc po minach zespołu każdy też pozostawał z własnymi myślami.
Z kronikarskiego obowiązku dodam, że nurkowanie trwało 74 minuty z głębokością 12m

To najważniejsze nurkowanie tego kursu, a błąd powoduje koniec egzaminu. Nikt tego nie chciał tym bardziej, że byliśmy już nieźle zgranym zespołem i jako zespół przystępowaliśmy do egzaminu. Tu już nie było miejsca na błędy indywidualne. Błąd był błędem zespołu.
Egzamin był prosty. Zespół nurków ma zaplanować i wykonać nurkowanie. Jeśli zespół przeżyje, egzamin jest zdany. Jeśli nie? Poprawka na jesieni. Przeżycie oczywiście oznaczało również brak błędów, mogących skutkować śmiercią zespołu lub któregoś z jego członków.

Na egzamin Majki ubrał się specjalnie dla nas na niebiesko, ale jego mina nie wróżyła łatwej przeprawy.

Mimo to ochoczo ruszyliśmy do wody

Wykonaliśmy chyba najdokładniejsze z możliwych sprawdzenie sprzętu. Idealnie zgodne z procedurą i kolejnością. Wcześniej dowiedzieliśmy się, że każda rzecz niesprawdzona ulegnie natychmiastowej awarii.

I udaliśmy się na spotkanie z przeznaczeniem.

Stres trochę puścił a samo nurkowanie było całkiem lajtowe (przynajmniej na początku). Nasz instruktor powiedział, że nie będzie stwarzał już sytuacji, które w realnych warunkach nie powinny się zdarzyć, ale żebyśmy się zbyt pewnie nie czuli podkreślił, że wykorzysta każdy nasz błąd.
W drodze powrotnej zaczęły się kłopoty. Demon jaskini przypomniał sobie o nas. A ponieważ zakładał w tym miejscu bazę nurkową postanowił złupić nas z rzeczy, bez których można w jaskini żyć.
Straciliśmy, więc: maski, latarki, płetwy, a Jarek dodatkowo gaz z twina.

Każdy nurek wie jak pokazać partnerowi brak gazu. Ale jak to zrobić w całkowitej ciemności?
Można! Uczą tego na kursach jaskiniowych:)
Na koniec zostało na jeszcze pokonać zaciski i cieszyć się ze zdanego egzaminu. Ja szedłem pierwszy. Z całej grupy posiadałem największy obwód własny i musiałem się ostro podkopać i poruszać w tył i w przód z oczami pełnymi żwiru zanim jaskinia mnie wypuściła. Za mną Robert a ostatni Jarek pozbawiony gazu z twinie. W związku z tym na wszelki wypadek Robert zostawił Jarkowi swój depozyt. Jarek miał, więc trudniejsze zadanie, ale posiadał już dwa źródła gazu do pokonania zacisków.
Ja już czekałem w jeziorku, po chwili wynurzył się Robert. Przybiliśmy piątki i czekamy na Jarka. Bąble są, ale coś nie wyłazi, co się dzieje?

Otóż Jarek nurek już jaskiniowy postanowił zaplątać się z wyrwanym z ust AO i omal nie utopił się na głębokości 1m w jeziorku wejściowym:) Było, więc na koniec trochę śmiechu.
Gdy już byliśmy w komplecie radość była ogromna.

I tak się ciesząc nagle zauważyliśmy, że kogoś nam brakuje.



PO PEWNYM CZASIE


Gdy już wszyscy szczęśliwie znaleźliśmy się na powierzchni radości nie było końca.



I rzadki widok. Zadowolony instruktor:)

Egzamin trwał 30 minut. I tak zakończył się nasz kurs NAUI TECHNICAL CAVE.

Nareszcie mogliśmy sobie spokojnie rozegrać Mistrzostwa Europy Nurków Jaskiniowych, które odbyły się w Gramat (Francja) pod sprężarkownią u Andre Grimal (http://www.gonflage.com)

W zawodach udział wzięli:
Margita (Polska)

Jarek (Polska)

Valle (Szwecja)

Robert (Polska)

Seba (Polska)

Pascal (Francja)

Kto wygrał? Dobre pytanie:)

Dzień wyjazdu ostatni - jaskinia Emergence Du Ressel (nurkujemy samodzielnie)

Nad wyborem jaskini na nasze pierwsze samodzielne nurkowanie nie myśleliśmy długo. Oczywiście była to Ressel. Stawiliśmy się tam rano w stałym składzie plus rodzina Roberta. Wcześniej pożegnaliśmy się już z Margitą i Majkim.

Wykonaliśmy całkiem fajne i sprawne nurkowanie dopływając do oszałamiającego szaftu. Pod Ressel spotkaliśmy Pascala (Bernabe), który dzień wcześniej tak pięknie wszedł nam w kadr, że został uczestnikiem turnieju.

Nasze ostatnie nurkowanie było najdłuższym pod względem odległości nurkowaniem wykonanym podczas całego wyjazdu. Było też pierwszym bez demona. Nielicznym wykonanym w masce, płetwach i z użyciem latarek.

Robert z rodziną bezpośrednio spod Ressel ruszył do domu, a my wróciliśmy jeszcze na kemping rozliczyć się, pożegnać Walka i spakować samochód.

Gdy byliśmy gotowi nawigacja pokazała nam równe 2000 km do domu.

Droga momentami była bardzo urodziwa.

Aż dojechaliśmy do Niemiec gdzie krajobrazy zmieniły się w nudną autostradę. A Gdy już przejechaliśmy Niemcy przywitała nas Polska niestety nie chlebem i solą a fotoradarem i punktem opłat:)
Ostatnio zmieniony przez Sebastian Szczesniak 20-02-2014, 23:13, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
mi_g 



Stopień: P2,Cave,nTMX
Kraj:
Poland

Wiek: 52
Dołączył: 15 Mar 2010
Posty: 1532
Skąd: Jaworzno
Wysłany: 24-02-2014, 11:15   

To nie sprawiedliwe że nie mnie ma na żadnym zdjeciu. Tak dzielnie was wspierałem że od samego patrzenia byłem zmęczony ;-) Kto by przypuszczał że to za niedługo będą 2 lata, jak ten czas leci. To może znowu "do zobaczenia" we Francji ?
 
 
Sebastian Szczesniak 



Stopień: Cave
Kraj:
Poland

Wiek: 50
Dołączył: 18 Gru 2007
Posty: 600
Skąd: Warszawa
Wysłany: 24-02-2014, 11:30   

mi_g napisał/a:
To nie sprawiedliwe że nie mnie ma na żadnym zdjeciu


Erratum

W trakcie kursu bardzo dzielnie wspierał nas Michał
Tu pod Saint Sauveur Michał prezentuje zdezorientowanemu Jarkowi jak przygotować się do nurkowania.



[ Dodano: 24-02-2014, 12:36 ]
mi_g napisał/a:
To może znowu "do zobaczenia" we Francji ?


Bardzo chętnie się tam wybiorę. Wstępnie planujemy coś na wrzesień (koniec sierpnia).
Myślałem bardziej o Rumuni, ale czemu nie Francja:)
Ostatnio zmieniony przez Sebastian Szczesniak 24-02-2014, 12:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Dodaj do: Wypowiedź dla Wykop  Wypowiedź dla Facebook  Wypowiedź dla Wyczaj.to  Wypowiedź dla Gwar  Wypowiedź dla Delicious  Wypowiedź dla Digg  Wypowiedź dla Furl  Wypowiedź dla Google  Wypowiedź dla Magnolia  Wypowiedź dla Reddit  Wypowiedź dla Simpy  Wypowiedź dla Slashdot  Wypowiedź dla Technorati  Wypowiedź dla YahooMyWeb
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Administrator FORUM-NURAS uprzejmie informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie ingeruje w treść wypowiedzi
umieszczanych przez użytkowników na Forum. Zastrzega sobie jedynie prawo do usuwania i edytowania, w ciągu 24
godzin, postów o treści reklamowej, sprzecznej z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej
czy tez propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady regulaminu.
Przypominam, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.

Serwis wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych.
Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania.
Korzystanie z serwisu Forum-Nuras przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz.
Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.
Przeczytaj, jak wyłączyć pliki cookie i nie tylko
FORUM-NURAS topic RSS feed