Wysłany: 21-01-2005, 12:37 Nurek zawodowy Polski Ludowej!
Szperać się opłaca.
Przedstawiam próbke kolejnego skarbu bibliotecznego pana Stanisława Biskupskiego
pt. Nurek" Wydawnictwa Ligi Morskiej z 1952 roku.
Mozolnie przepisywany-cytowany tekst dedykuję wszystkim nurkom zawodowym (w szczególności ofiarom - również tym ostatnim) a wszystkich forumowiczów zachęcam to zapoznania się z ciekwą pozycją.
Kiedy schodzi się w głąb , woda, początkowo jasnozielona, staje się coraz bardziej mętna i ciemna. Po południu, gdy promienie słońca padają na ukos, już na niewielkiej głębokości staje się zupełnie mroczno. Opuszczenie się na czyste dno morza lub po prostu w celu zbadania zanurzonej części okrętu, to „wycieczka” stanowiąca chleb poprzedni dla przeciętnego nurka. Nieco inaczej ma się sprawa, gdy w ciężkim, niezgrabnym skafandrze, wlokąc za sobą kabel telefoniczny, linię sygnałowa oraz węża doprowadzającego powietrze, trzeba przedostawać się przez zawiły labirynt zatopionego wraku, w którym co krok czyhać może nieprzyjemna niespodzianka. Jeśli zaś „spacer” taki odbywa się po zakamarkach olbrzyma, którego wyporność wynosi 32 000 ton, nie trudno wywnioskować, że podobna wycieczka zgoła nie należy do przyjemnych i bezpiecznych. A mimo to nurek Bronisław Sadowy posuwał się wolno, lecz pewnie na przód. Kontuary ciemnego wraku „Gneisenau” urastały do potwornych rozmiarów, kryjąc w sobie wiele tajemnic, na których rozpoznanie wyruszył właśnie Sadowy. Nie była to pierwsza jego wyprawa. Minęło już z górą 300 dni od chwil, gdy z pokładu statku-bazy opuścił się poraz pierwszy w głąb wody. Sporo czasu minęło już od tego dnia...
Było to 27 kwietnia 1950 roku, kiedy do postrzępionej burty hitlerowskiego pancernika „Gneisenau” dobił statek baza „Smok”.
Zatopiony przez własnych twórców, pływający potwór rozparł się stalowym kadłubem u samego wejścia do portu gdańskiego. Zdawało się, że żadna siła nie zdoła poruszyć z miejsca tego kolosa zakutego w stal, że po zakończeniu swej zbójnickiej i pirackiej kariery spoczął już raz na zawsze u stóp tego potu, na którym wczesnym rankiem 1 września 1939 roku posypały się pierwsze pociski hitlerowskiego najeźdźcy. Nie wiedziano początkowo, co z wrakiem począć. Ktoś radził, aby wnętrze pancernika zabetonować i stworzyć w ten sposób nowy falochron, a wejście do portu zrobić w innym miejscu. Byli tacy, którzy radzili zwrócić się do jednej z zachodnich firm ratowniczych i zaproponować jej wydobycie pirata. Przyjeżdżali nawet przedstawiciele wyspecjalizowanych firm i kręcili wymownie głowami.
- Nie , gra nie warta świeczki, trud nie opłaci się, ryzyko wielkie, a widoki na powodzenie znikome...
- ...A gdyby tak samemu....- zaproponował ktoś nieśmiało i zamilkł pod spojrzeniami wielu „fachowców’, w oczach których zaigrał uśmiech politowania dla tak „niefachowych” propozycji.
„Sami?” w jaki sposób? Przecież nie mamy żadnego doświadczenia. Przed wojną tego rodzaju robót w ogóle nie przeprowadzano i wątpliwy, czy któremu kolwiek fachowcowi mogłoby wówczas przemknąć przez głowę tak zuchwała myśl. „Nonsens”.
A potwór wciąż leżał. Potężny, olbrzymi, ciężki. Wreszcie jednak decyzja zapadła : wydobędziemy sami!....
I oto 27 kwietnia 1950 roku s/s Smok przycumował do burty „Gneisenau”.
Mijały dni. Bronisław Sadowy wraz ze swymi towarzyszami: Nikolasem, Jońcą, Wiśnieskim, Sołtyśkiewiczem, Konkolem, Kieszką i Szpielem – tym samym co to w Sewastopolu radziecką szkołę nurków ukończył, dzień w dzień odbywali podwodne wędrówki po zakątkach obezwładnionego pirata, jednego z tych, za pomocą których obłąkańczy umysł fuhrera chciał świat sobie pod nogi rzucić.
Nie było to łatwe i przyjemne wędrówki. Brak planów, trudności w odtworzeniu położenia okrętu, nieznany stan pomieszczeń, wszystko to komplikowało poruszanie się we wnętrzu wraku.
A kierownictwo techniczne oczekiwało wciąż na najmniejszą nawet wskazówkę, informację, które nurkowie dostarczali z głębin. Wreszcie kierownik techniczny kpt. Poinc wpadł na pomysł:
- Podzielmy wrak na trzy strefy – powiedział któregoś dnia do swych współtowarzyszy - dziobową, środkową i rufową, każdą z nich będziemy osobno odrywać od dna...
I ekipy nurków uzbrojone w żelazo i beton ruszyły w głębiny, by poranione wybuchami cielsko kolosa załatać wodoszczelnymi plastrami.
Na pierwszy ogień poszła potężna wyrwa o długości ponad 40 metrów, po czym załatano kilkaset mniejszych otworów w burtach. W stalowym pancerzu, którego grubość w tym miejscu wynosiła 36 cm, pozostały jednak nieznaczne szczeliny, przez które woda mogła się sączyć do wnętrza. Trzeba buło przepalać podwodnymi palnikami otwory, umocować w nich stalowe plastry i uszczelnić je gumą.
Dni mijały na żmudnej, niewdzięcznej pracy uszczelniania pierwszej strefy kadłuba. Po zakończeniu tych robót przystąpiono do uszczelniania części dziobowej, po czym zaczęto wypompowywać wodę. Z napięciem oczekiwano rezultatów. Woda jednak przeciekała nadal do uszczelnionej zdawałoby się , części kadłuba.
Trzeba było wyśledzić i zbadać miejsca przecieków. I znów Sadowy wraz z towarzyszami wyruszyli na poszukiwania nie uszczelnionych miejsc. Idąc za nurtem wody wciskającej się w szczeliny i otwory, wykrywali je, oznaczali i betonowali.
Pompy ponownie ruszyły. Tym razem cześć dziobowa okazała się szczelna. Zalano ją więc ponownie wodą, aby urządzenia nadające się do wykorzystania nie rdzewiały, i przystąpiono do szturmu na następną strefę – maszynownię.
Po kilku dniowej pracy uszczelniano strefę I i II. Doświadczenie zdobyte przy tej pracy ułatwiły dokonanie uszczelnienia części rufowej. Prace zbliżały się do końca. Na strudzonych twarzach ekipy ratowniczej łatwo można było wyczytać rosnące z każdym dniem napięcie.......
... Robota jak wskazywały na to wszelkie oznaki, zbliżała się ku końcowi. „Gneisenau” został już całkowicie uszczelniony i dziś właśnie miało się odbyć generalne wypompowanie wody. Nurkowie otrzymali polecenie dokonania ostatecznego pociągnięcia i uszczelnienia pozostałych , nielicznych zresztą, miejsc przecieków, które jednak mogły zaważyć na pomyślnym przebiegu całej operacji.
Sadowy, Jońca i Kiszka operowali w jednej strefie, sześciu zaś innych towarzyszy pracowało w innych rejonach kadłuba. Coraz mniej nurtów wodnych przedostawało się do wnętrza. Z dala dochodził szum wody wypompowywanej za pomocą potężnych pomp.
W pewnej chwili wewnątrz pancernika rozległ się jak gdyby trzask i e tejże chwili dyżurny telefonista na pokładzie statku bazy usłyszał w słuchawce głos meldującego nurka.
- Gródź... wodoszczelna grodź ... pęka...
Wodę wypompowywano z poszczególnych pomieszczeń oddzielonych od siebie stalowymi grodziami wodoszczelnymi. Nierówny ubytek wody był tak silny, że grodź zaczęła pękać. Widmo katastrofy zajrzało w oczy dziewięciu nurkom znajdującym się w tej chwili wewnątrz wraku.
Na pokładzie statku-bazy wszczęto alarm. Każdy zdawał sobie sprawę, że działać trzeba natychmiast, że każda chwila zwłoki oznacza zgubę dziewięciu ludzi oczekujących na ratunek. Ich nadzieje nie mogą być zawiedzione. Ratować więc, za wszelką cenę ratować! Ale jak ?
Na pokładzie nikt nie potrafił dąć odpowiedzi. Wreszcie ktoś rzucił projekt:
- Napełnić wrak równomiernie wodą , grodź wzmocnić stalowymi i żelbetonowymi palami....
Natychmiast przystąpiono do dzieła. Grodzie zostały wsparte potężnymi podporami, woda zaś z szumem poczęła się wlewać do opróżnionego niedawno pomieszczenia.
Nurkowie byli uratowani.
340 dni pracy sprawiło załodze radosną niespodziankę . Kiedy po dokładnym uszczelnieniu kadłuba odpompowano wodę, rufa zagrzebanego w dennym piasku potwora – drgnęła.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Administrator FORUM-NURAS uprzejmie informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie ingeruje w treść wypowiedzi umieszczanych przez użytkowników na Forum.
Zastrzega sobie jedynie prawo do usuwania i edytowania, w ciągu 24 godzin, postów o treści reklamowej, sprzecznej z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej
czy tez propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady regulaminu.
Przypominam, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.
Serwis wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Forum-Nuras przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz.
Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki. Przeczytaj, jak wyłączyć pliki cookie i nie tylko