Gratuluje udanego i jak wynika z opisu obfitujacego w pozytywne wrazenia nurkowania jaskiniowego.
Trzymam kciuki za nastepne akcje!
DO KAMYKA: okresleniem "nurkowanie jaskiniowe" nazywamy wszelka dzialalnosc podwodna w zalanych podziemiach (bunkrach, fortach, kopalniach, jaskiniach i innych). Czyli wszelka dzialalnosc pod stropem (chyba, ze stropem jest lod albo dekompresja... - wtedy nazywamy to nurkowaniem podlodowym lub dekompresyjnym )
Gratuluje udanego i jak wynika z opisu obfitujacego w pozytywne wrazenia nurkowania jaskiniowego.
Trzymam kciuki za nastepne akcje!
DO KAMYKA: okresleniem "nurkowanie jaskiniowe" nazywamy wszelka dzialalnosc podwodna w zalanych podziemiach (bunkrach, fortach, kopalniach, jaskiniach i innych). Czyli wszelka dzialalnosc pod stropem (chyba, ze stropem jest lod albo dekompresja... - wtedy nazywamy to nurkowaniem podlodowym lub dekompresyjnym )
Thx majki, nie wiedziałem ze to powchodzi w tą kategorie.
Ostatnio zmieniony przez kamyk 03-09-2007, 23:29, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 56 Dołączył: 13 Lip 2006 Posty: 52 Skąd: warszawa
Wysłany: 11-09-2007, 22:14
Witam,
Od dawna temat jaskiniowy chodzil za mna... ale ciagle bylo jakies ale...
W zeszłym tygodniu zebralem sie na odwagę i napisalem do Majkiego, ze moze jest mozliwosc porozmawiania, przedstawienia blizej albo nawet popatrzenia jak to się je?
I tutaj akcja nabrała tempa.
Co ja mowie tempa? Wysłany mail okazał się przyczyna lawiny, która mnie porwała...
Majki odpisal, ze luzik, ze super, ze damy rade, slowem nie ma co się szczypac niech wpadam do Niego w weekend to mi cos poopowiada.
Dolaczyl równiez spis sprzetu potrzebnego to nurkowania w konfiguracji sidemount.
Sidemount... no pewnie... sidemount... nawet nie wiedziałem, ze to się tak nazywa... troszke zaczałem się bac...
Majki jak to Majki uspokaja; dasz rade, wszystko ci wytlumacze.
No dobra.
Skoczylem do sklepu nurkowego OBI po brakujacy ekwipunek.
Najpierw kask budowlany. Poprosilem o taki dla poczatkujacych ale nie wiedzieli o co mi chodzi, wiec wzialem taki wyczynowy. Zolty z daszkiem i miekka gabka na czole.
Gites! Jak nie zostane nurkiem jaskiniowym to na saksy w Irlandii jak znalazl...
Nic się nie zmarnuje a moze sie nawet przyda.
Nastepnie sekator, tutaj wybor byl jeszcze prostrzy - jak mantra powtarzalem sobie tresc reklamy skandynawskiego banku.
Fiskars, taki czarny, opływowy, ostry i oczywiście z blokada.
Do tej pory zawsze nurkowalem z 2ma narzedziami tnacymi. Hakiem sieciowym sekodive i nozykiem na przedramieniu.
Juz pierwsze cwiczenia mialy mi uswiadomic to o czym oczywiscie wiedziałem - sekator, sekator i jeszcze raz sekator - to jedyne narzedzie do walki z linkami pod woda. Ale o tym dalej.
Nastepny etap to proba znalezienia butli 4 lub 6 litrowych do wspomnianej konfiguracji sidemount. I tutaj poległem.
Nikt ze znajomych takich nie ma, a w zaprzyjaznionych centrach nurkowych rowniez brak.
No klops...
Na szczescie Majki zaproponowal, ze da mi swoje a sam cos dla siebie wymysli.
Nadszedl sadny dzien, sobota rano...
Nie wspomne o tym, ze przez kilka dni poprzedzających warsztaty miałem koszmarne sny...
Ze sie zapodzialem, ze się zaplatalem, ze to bardzo, bardzo zly pomysl myslec o włażeniu do zalanej woda dziury... Bardzo zly...
No dobra ale wracam do soboty.
Majki powital mnie jak starego znajomego - mimo ze widzial mnie pierwszy raz w zyciu. Herbata, cytryna, miekka kanapa i ogolna atmosfera jak u cioci na imieninach.
Te sielanke zaklucaly tylko wtracane w trakcie opowiadania o procedurach jaskiniowych uwagi:
- jesli zrobisz to tak a tak to zginiesz
- jesli to zaniedbasz to jestes trup
- jesli sie zapomnisz i spanikujesz to nie zyjesz
- jesli spieprzysz tamto to zabijesz caly zespol
- nurkujesz autonomicznie i inni mogą być tylko swiadkami twojej smierci, nikt ci nie pomoze, jestes tam sam i sam musisz wszystko przezwyciezyc...
No mowie wam, herbatka jakos nabrala dziwnego smaku a cytrynka dziwnie zrobila się kwasna...
Awaria krytyczna receptorow smaku - tak pewnie okreslil by to Majki. Nie powinna się zdarzyc ale jak się zdarzy to moze mnie zabic.
Zaczalem nerwowo nabierac powietrze i wstrzymywac oddech na dłuzej. Chcialem oszczędzać gazy a jeszcze nadal siedziałem na kanapie...
Niby wszyscy o tym wiemy ale jak się slucha opowiesci człowieka, ktory zna to z autopsji i wykonal iles tam setek nurkowani w ekstremalnych warunkach - to zaczyna dzialac na wyobraznie.
Moim zdaniem sluszne kladziony jest nacisk na te wszystkie zagrozenia a nie na czarowanie wizjami bajkowych scenerii nurkowych.
Majki od czasu do czasu wspominal o kolejnych zagrozeniach przy jaskiniowych eksploracjach.
Ja miałem coraz wieksze oczy...
Jeszcze tylko procedura planowania i zarzadzania gazami.
Wyliczanie czasow i dystansow. Gospodarowanie depozytami.
Po tym wykladzie ruszylismy nad zwirownie - jedna ze slynnych Garwolinskich Cenotow.
Wyobrazalem ja sobie inaczej. Myslałem, ze to bedzie szczelina w ziemi z odrobina wody na dnie. Zaskoczony bylem na plus. To taki staw nad, ktory jedzie się z wedka, spokojnie posiedzieć i pogapic w wode.
Przyszla pora na praktyczne cwiczenie tego co mamy zrobic pod woda (a raczej to ja mam zrobic). Ta czesc to poreczowanie w krzakach i miedzy drzewami + kamienie i narysowany na ziemi kontur jaskini.
Poreczowanie, metoda francuska i amerykanska. Robienie jumpow, czyli odplyniec i stawiania nowej poreczowki od poreczowki głownej.
Zaplatywanie w poreczowka i wycinanie się z niej z zachowaniem ciagłosci liny.
Poszukiwanie zagubionej poreczowki i plan wykonywania tego wszystkiego pod woda.
Caly czas Majki zwracal mi uwage na arcywazna czesc wszystkich działań - caly czas mam pilnowac kompasu i korygowac azymuty.
To tak się wydaje, ale wszystko to zajeło nam caly dzien!
Zrobil się wieczor i przyszla ciemnosc...
Zgodnie z planami mielismy wykonac nurkowanie nocne by jeszcze bardziej zblizyc sie do warunkow realnych.
Pora przygotowac sprzet, przebrac sie i do wody...
Nowa i troche egzotyczna dla mnie konfiguracja sidemount okazala się nadwyraz wygodna. Dwie butle pod pachami i regulacja pływalności samych suchym skafandrem da sie opanowac. Do tego kask z dwoma swiatłami na glowie i lampa w rece.
Myslalem ze bedzie gorzej.
Przystapilismy do realizacji planu nurkowania.
- Poreczowanie - poszlo mi jako tako. Problemem bylo wynajdowanie punktow zakotwienia. Mulilem strasznie i widoczność spadala do 0. Miałem problemy z odczytaniem przyrzadow.
Ale to i tak maly miki.
Aha, na samym początku zamotałem się w poreczowke - dalem rade się wyplatac...
Aleze mnie sprytek.
Niby banalne zadanie ale jeśli jednoczesnie trzeba pilnowac azymutow i przestawiac tarcze kompasu to robi sie ciekawie. Do tego dochodzi koniecznośsc pilnowania manometrow i zmienianie automatow z ktorych sie oddycha.
No... zaczyna brakowac glowy i rak do robienia wszystkiego naraz...
- Nastepne cwiczenia to symulacja awarii oswietlenia i plywanie na backupowych latarkach - przyzadowkach. Caly czas pilnujac poreczowki i zarzadzania gazami...
Poszlo...
Dalsze poglebianie awarii - plyniecie calkowicie bez swiatel. Tu się pogubilem, chwila nie uwagi. Stracilem poreczowke i nie moglem jej odnalezc - pierwszy raz zginalem...
- Kolejne cwiczenie czyli robienie jumpa. Mialem przymocowac nowa poreczowke do istniejacej. Odplynac w wirtualny nowy korytarz, postawic nowe punkty do poreczowki i wrocic.
Wszystko ok, tylko, ze przekombinowałem i zle oznaczyłem kierunek powrotu do wyjscia z jaskini. Tak zginalem 2gi raz...
- Nastepne cwiczenie to zagubienie głownej poreczowki. Postawienie punktu mocowania nowej poreczowki i odnalezienie zagubionej linii zycia. Poleglem calkiem. Zerowa widocznosc, dno pokryte takim mulem, ze nie wiedziałem czy go dotykam, czy jeszcze jestem w toni.... 3ci raz zginalem.
Tak przy okazji przyszla mysl "a wiec to tak sie umiera..."
Nawet nie było zlosci tylko taka cholerna bezradnosc...
- Pora na deser czyli zaplatanie sie w poreczowke, wyciecie z niej z zachowaniem ciagłosci. A nastepnie zabezpieczenie odcinka dla reszty wirtualnego zespolu.
Tutaj dalem rade o tyle, ze wycialem sie, zabezpieczylem ciaglosc a nastepnie... uwaga! Odcialem poreczowke w zlym miejscu!
Tym razem przezylem ale MOGLEM ZABIC CALY ZESPOL ZA SOBA!
Tak wlasnie w ulamku sekundy zabija się przyjaciol... Daje do myslenia!...
- Czekalo mnie jeszcze cwiczenie z plywania bez maski przy calej poreczowce w te i wewte. I tu sie zawachalem. Nie zdazyłem przecwiczyc zdejmowania pod woda, nie byłem pewien jak to zrobic. Problemem jest kask na glowie i automat w ustach.
Koniec powietrza (rezerwa) i koniec nurkowania. Na powierzchni jeszcze podpowiedz ze strony Majkiego jak zdejmowac maska w kasku.Wracam pod wode, zdejmuje maske zgodnie ze wskazaniami... jednak sie dalo.
Po wszystkim omowienie nurkowania i oczywista konkluzja Majkiego.
Gdyby to bylo nurkowanie realne - bylby to spacer na cmentarz.
Nie jest zaskoczony bo takiego obrotu sprawy się spodziewal.
Ja mam poczucie solidnie przepracowanych warsztatow.
Wiem, ze nic nie umiem - to pierwsza moja samoocena. Wiem rowniez, ze chce szkolic sie dalej...
Nie namawiam nikogo na jakiekolwiek "cave", bo to trzeba zdecydowanie chciec.
Majki, powiedział ze ludzie poddaja się czasami przy pierwszych cwiczeniach pod woda. Potrafie ich zrozumiec. Nic na sile...
Moim zdaniem jesli ktos wchodzi do jaskini bez odpowiedniego nastawiania psychicznego i treningu to igra z zyciem...
Wiem, wiem, banal i truizm...
Ja bardzo lubie nurkowania nocne i podlodowe, ALE LUBIC TO ZA MALO...
W jaskini nasze umiejetności moga byc zweryfikowane doslownie w ciagu sekundy.
Jednej cholernej sekundy...
No i pora na napisy koncowe.
Wielkie dzieki dla Majkiego za cierpliwosc i bezinteresowna chec przekazania wiedzy!
Jestes wielki, a co tam, ze lukier...
Ps. mam nadzieje, ze z wyjazdu do Winnicy bede mogl przywiezc zdjecia pod i nadwodne.
I, ze przydam się jako czesc supportowa.
W zalaczeniu kilka fotek Cenota - wykonane w ostatnia niedziele.
[/img]
[/img]
Mam nadzieje, ze jesli cos pokielbasilem w opisie to Majki to wyjasni i opatrzy odpowiednim przypsiem...
Wiecie jak to jest - chcialem dobrze a wyszlo jak zawsze...
pozdrawiam
Mateusz
Ostatnio zmieniony przez mateuszwarszawa 12-09-2007, 00:09, w całości zmieniany 2 razy
Wiek: 56 Dołączył: 13 Lip 2006 Posty: 52 Skąd: warszawa
Wysłany: 12-09-2007, 21:29
Witam,
Dziekuje wszystkim za cieple komentarze...
Mialo byc o jaskiniach a zaczyna byc o zdjeciach... he, he...
nseal:
To miedzy innymi Twoja relacja zmobilizowala mnie do dzialania, wiec to po czesci przez Ciebie!
darek:
Ja zginalem kilka razy jeszcze w czasie cwiczen na powierzchni.
Tych nie liczyłem. Pewnie i tak bedziesz mial lepszy bilans niz ja...
I do zobaczenia!
grzegorz:
Te zdjęcia robilem zestawem. Canon D20 + 16-35 2.8.
Jednak odpowiedzia na Twoje pytanie nie jest prawdopodobnie opis sprzetu.
Ogromne znaczenie ma tutaj obrobka. A to juz jest inna bajka i temat na oddzielny elaborat...
Zajmuje się miedzy innymi, za przeproszeniem fotografia komercyjna i postprodukcja...
Mam nadzieje, ze to Cie troszke uspokoi. To nie jest takie latwe...
Wracajac do tematu jaskin.
Ostrze sobie zeby na plan zdjeciowy z krystalicznie czysta woda! no i oczywiscie ze swietnymi modelami! A tych mam zagwarantowanych...
W oczekiwaniu na fotorelacje z wyprawy do Winnicy, zalaczam kilka moich fotek podwodnych na zaostrzenie apetytu...
A co tam! Jak szalec to szalec...
Kto wie... może i w tamtych warunkach cos da się zwojowac?
Pozdrawiam
Mateusz
Te podwodne fotki, też tą elką robiłeś ? Jak to się spisuje w fotografii podwodnej? Mam canona z cropem (350d) i przymierzam się do skompletowania osprzętu pod wodę, myślałem o obiektywie 10-22 lub 17-40, ale nie wiem czy 17 nie będzie za wąsko.
Wiek: 56 Dołączył: 13 Lip 2006 Posty: 52 Skąd: warszawa
Wysłany: 12-09-2007, 22:15
Juz wyjasniam ,
Przemo_C:
Te zdjecia podwodne robilem starym dobrym D300 + kitowy 18-55 + obudowa ikelite + swiatla - stare analogowe ikelite (bez ttl).
Nie mam odwagi brac pod wode drogiego sprzetu (nie wspomne o srednim formacie).
Zreszta nie wiem czy sa obudowy do sredniego formatu....?
Moim zdaniem nie warto brac L pod wode. W zupelnosci wystarcza 10-22. Zwlaszcza przy aparacie z "cropem".
Koszt utraconego ewentualnie sprzetu nie porownywalny a efekty zblizone (upraszczam by nie wdawac sie w szczegolowe dywagacje na temat sumy bledow optyki + obudowa / domeport).
Poznałem kiedyś na łodzi w Egipcie, gościa który miał 5D+17-40L, obudowa i dwie lampy ikelite, był fotografem amatorem. Gdy zapytałem czy nie obawia się zalania, lub innego rodzaju zniszczenia sprzętu stwierdził, że ubezpieczył sprzęt od takich zdarzeń, tłumaczył, że taką polisę można wykupić w przypadku prowadzenia działalności gospodarczej związanej z foto (pewnie wystarczy odpowiedni wpis w zgłoszeniu).
I to jest chyba jedyne rozsądne rozwiązanie (jego sprzęt to coś koło 30tyś. PLN).
O średnim formacie pod woda nie słyszałem, raczej nie ma takiej potrzeby, widziałem zdjęcia z Nikona D200 i ze wspomnianego 5d, ich jakość powalała na kolana (co oczywiście głównie było zasługą fotografów).
Strasznie mnie kręci fotografia podwodna, na razie bawię się małpkami i zbieram kasę na obudowę do 350-tki.
Wiek: 56 Dołączył: 13 Lip 2006 Posty: 52 Skąd: warszawa
Wysłany: 13-09-2007, 12:01
No prosze,
nawet nie wiedzialem, ze jest mozliwosc ubezpieczenia sprzetu w ten sposob...
Ale jesli tak mowil to pewnie tak jest.
Pociesze Cie, ze widzialem zdjecia robione malpkami (w tym i podwodne), ktore rowniez powalaly na kolana.
Tak jak napisales, to jest w znacznej mierze kwestia myslenia o zdjeciu a dopiero potem sprzetu.
Gdy zapytałem czy nie obawia się zalania, lub innego rodzaju zniszczenia sprzętu stwierdził, że ubezpieczył sprzęt od takich zdarzeń, tłumaczył, że taką polisę można wykupić w przypadku prowadzenia działalności gospodarczej związanej z foto (pewnie wystarczy odpowiedni wpis w zgłoszeniu).
Nie za bardzo w to wierzę. Sprzęt elektroniczny, owszem, można ubezpieczyć bez problemu, lecz należy dokładnie przeczytać Ogólne Warunki Ubezpieczenia, szczególnie rozdział "wyłączenie odpowiedzialności". Bez tej wiedzy mozna przeżyć niezłe rozczarowanie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Administrator FORUM-NURAS uprzejmie informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie ingeruje w treść wypowiedzi umieszczanych przez użytkowników na Forum.
Zastrzega sobie jedynie prawo do usuwania i edytowania, w ciągu 24 godzin, postów o treści reklamowej, sprzecznej z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej
czy tez propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady regulaminu.
Przypominam, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.
Serwis wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Forum-Nuras przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz.
Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki. Przeczytaj, jak wyłączyć pliki cookie i nie tylko