Cytat z artykułu "Bezpieczne wakacje" Autor: Piotr Dębek z www.fotal.pl
"Większość ubezpieczycieli nie bierze odpowiedzialności za sprzęt komputerowy i nośniki danych. Oznacza to, że nie otrzymamy równowartości utraconych kart pamięci, image tanków czy notebooków zabranych w celu archiwizacji zdjęć i filmów (wyjątkiem od tej reguły jest polisa Holiday Charter Plus i do pewnego stopnia omówiona wyżej oferta Generali - Lew Podróżnik). O ile standardowa umowa polisy PZU Wojażer czy Hestii Podróże wystarczy użytkownikowi taniego kompaktu, o tyle właściciele drogich lustrzanek uzupełnionych o wysokiej jakości, kosztowne obiektywy znajdują się w trudniejszej sytuacji. Często ich sprzęt jest znacznie cenniejszy niż maksymalna wartość polisy. Ponadto agenci ubezpieczeniowi, z którymi się kontaktowałem, wskazywali, że uzyskanie zgody na wliczenie tak drogiego sprzętu do polisy wymaga indywidualnych negocjacji i nie zawsze musi być uwieńczone umową, która będzie satysfakcjonowała obie strony. Co paradoksalne, w znacznie lepszej sytuacji są zawodowi fotografowie i filmowcy, którzy mogą wynegocjować indywidualne warunki umowy, odpowiedno dopasowane do potrzeb, celu i długości trwania podróży oraz posiadanego sprzętu. Jeśli amatorowi zależałoby na podobnej, nietypowej polisie, to być może mógłby ją wynegocjować, ale praktycznie zależy to od dobrej woli przedstawicieli ubezpieczyciela. Wniosek z dziesiątek zapisanych drobnym maczkiem stron polis ubezpieczeniowych jest jeden: dobrze jest się ubezpieczyć, ale jeszcze lepiej po prostu uważać i przewidywać potencjalne zagrożenia, by nie musieć korzystać z odszkodowania. "
Przy wartości sprzętu rzędu kilkudziesięciu tyś. pewnie warto pomyśleć o indywidualnym ubezpieczeniu, choć koszty też będą konkretne.
Ostatnio zmieniony przez Przemo_C 13-09-2007, 13:25, w całości zmieniany 1 raz
Przy wartości sprzętu rzędu kilkudziesięciu tyś. pewnie warto pomyśleć o indywidualnym ubezpieczeniu, choć koszty też będą konkretne.
Dalej uważam, że żaden ubezpieczyciel w naszym kraju nie podejmie ryzyka ubezpieczenia sprzętu foto od zalania w trakcie nurkowania. Zbyt wysokie ryzyko i nietypowy zakres odpowiedzialności. Jeżeli stworzyli by warunki szczególne, to wyłączenia były by tak daleko idące, a składka tak wysoka, że ubezpieczenie było by martwe.
Wiek: 62 Dołączył: 05 Mar 2006 Posty: 28 Skąd: Milanówek
Wysłany: 13-09-2007, 21:53
Rozpocząłem temat, przygotowałem sprzęt na nurkowanie w bunkrze, ale zamiast na nurkowanie trafiłem do lekarza rodzinnego. Po tygodniu jego leczenia wylądowałem w szpitalu z obustronnym zapaleniem płuc. Po 10 dniach pobytu i 26 kroplówkach nareszcie jestem w domu. Ten sezon mam już z głowy, ale z przyjemnością przeczytałem Wasze relacje . Liczę na to, że dołączę wiosną.
Pozdrawiam wszystkich geojacek.
P.S. Relacja z bunkra fantastyczna, czytało się jakbym tam był. Kurs u Majkiego też super, nie mówiąc o zdjęciach.
Wiek: 56 Dołączył: 13 Lip 2006 Posty: 52 Skąd: warszawa
Wysłany: 13-09-2007, 22:05
O cholera! Ale ironia losu...
Jednak Majki okazal sie prorokiem... Wytarczyl sam etap rozwazan i przygotowan a juz:
"...jaskinie chetnie pozeraja smialkow takich jak ty" - nie gniewaj sie za zart
Zdrowiej, a tymczasem bede zdawal relacje z dalszych dzialan.
Pozodzenia
Mateusz
oz [Usunięty]
Wysłany: 14-09-2007, 04:27
geojacek napisał/a:
Rozpocząłem temat, przygotowałem sprzęt na nurkowanie w bunkrze, ale zamiast na nurkowanie trafiłem do lekarza rodzinnego. Po tygodniu jego leczenia wylądowałem w szpitalu z obustronnym zapaleniem płuc. Po 10 dniach pobytu i 26 kroplówkach nareszcie jestem w domu. Ten sezon mam już z głowy, ale z przyjemnością przeczytałem Wasze relacje . Liczę na to, że dołączę wiosną.
Pozdrawiam wszystkich geojacek.
P.S. Relacja z bunkra fantastyczna, czytało się jakbym tam był. Kurs u Majkiego też super, nie mówiąc o zdjęciach.
Niektórzy kisną, robiąc magisterkę w miesiąc.
Szybkiego powrotu do zdrowia!
Znam Twój ból.
Świetna lektura. Brdzo fajnie wszystko opisane. Też chetnie bym się wybrał na jakieś warsztaty, ale jaskinie to jeszcze nie mój poziom. Może za jakieś 100 nurków albo może 200.
Nareszcie weekend… ludzie sposobią się na piątkowe imprezy. W większości mieszkań unosi się zapach perfum, słychać szelest żelazek przesuwających się po tkaninach i brzęk flaszek pakowanych w plastikowe reklamówki.
W jednym z mieszkań na warszawskim Tarchominie, skulona postać siedzi w pokoju obłożona cybantami, linkami i sprzętem nurkowym wszelkiej maści próbując w miarę bezboleśnie poskładać z tego konfigurację jaskiniową z sidemount. Szczególnie dużo uwagi poświęca przekształceniu kasku budowlanego kupionego w Castorama Diving Shop za 16pln w „fulprofeszional kejw dajwing ekłipment”. Ok. 22 wszystko zdaje się być gotowe, butle sklarowane, sprzęt zapakowany do bagażnika auta drzemiącego na parkingu a tajemniczy jegomość zamiast oddawać się hulaszczej zabawie i rozpuście idzie grzecznie spać.
Sobota, 15.09.2007, środek nocy.
O 4 rano (sic!) budzik brutalnie przerywa jego sen. Mrucząc przekleństwa jednak zrywa się z łóżka. Szybkie śniadanie, ciche zejście do garażu i rusza w drogę do Józefowa. Tam do auta wsiada kolejna osoba. Cicho ruszają i rozpływają się w mroku…
„Witaj wesoła przygodo”
Spośród pytanych osób tylko Paweł zdecydował się spędzić pół dnia w aucie, uwalić błotem i nosić część moich gratów - mimo iż sam nie nurkuje. Innym zabrakło woli by stawić czoła przygodzie Cóż, ich strata. Pakuje do auta plecak i ruszamy w dalszą drogę… przed nami ok. 3h jazdy.
Droga jak to droga, w większości rozkopana. Euro 2012. Na szczęście o tej porze ruch jest minimalny, kilometry lecą szybciutko przy dźwiękach płyty „Ellodia” Lacrimosy.
Około 8 docieramy na miejsce. Chwilę kręcimy się po okolicy, w końcu parkujemy auto. Mimo gróźb Omeny i Zubilewicza pogoda jest całkiem całkiem. Zachęceni tym faktem wyłazimy z auta i rozpoczynamy poszukiwania wejścia do jaskini – póki co „na lekko”.
Poszukiwania… mhmmm… wstydliwy temat. Majki zastawił namiary GPS, ale jakoś krzywo je wpisaliśmy, co zaowocowało zwiedzaniem okolicy przez kolejne 1,5h. W końcu pozostało tylko ostatnie wyjście – „telefon do przyjaciela”. Majki w krótkich żołnierskich słowach wskazuje nam jak dotrzeć do wejścia, przy okazji udziela wskazówek. Biegusiem ruszamy i po kilkunastu minutach odnajdujemy wejście. Wracamy do auta, nakładam na siebie graty i człapiemy do wejścia.
Wejście jest dość niskie, Majki to zapowiadał. Dalej czekać ma na nas stosunkowo wygodny korytarz. Już w tej chwili stwierdzam że rada Majkiego „daj sobie spokój z twinem, zmasakruje Cię. Załatw sobie boki 4l albo pożyczę Ci swoje” była bezcenna. Na dzień dobry musiałbym tego twina wciągać do dziury. Chwilę potem przypier… głową w strop słyszę drugą radę „stanowczo zalecam użycie kasku, zwłaszcza w części suchej”. Noooo przyjacielu, dobrze że Cię posłuchałem. W przeciwnym wypadku miałbym w tej chwili łeb jak po półfinałach K-1. Korytarz się stopniowo robi wyższy, na dnie zalega sporo błota, strop się czasami obniża, co czuję zaliczając regularnie dzwona, na szczęście hełm spisuje się ok… poza tym że lata mi na głowie. Kilka odnóg, sprawdzamy wszystkie, by nie przeoczyć niczego, ale wyglądają na wnęki z których wydobywano urobek – są ślepe.
Myśl: "Ależ superrrr!!!" Dotąd łażenie po jaskiniach ograniczało mi się do turystyki. Tu nie ma przewodnika, kładek, turystów, elektryczności. Tylko cisza, chłód, błoto i my. Docieramy do kamienia blokującego 2/3 szerokości korytarza. Muszę zdjąć uprząż z płytą, inaczej się nie przecisnę. No kurcze… już sobie wyobrażam jak targam tu twina. Masakra! Kawałek za przewężeniem po przejściu którego wyglądam jak bym rozkopywał groby, trafiamy na szyb prowadzący na dolny poziom. To nie dla nas – brak sprzętu i umiejętności. My musimy trawersować otwór szybu… w sumie nic trudnego, ale trzeba uważać – nieuważny krok i lądujesz na dole. Po ostatnim locie w życiu. Po raz trzeci dziękuję w myśli Majkiemu – podawanie twina nad tą wąską półeczką to proszenie się o kłopoty. Po kilku minutach graty i my obaj jesteśmy po drugiej stronie. Woda! Jest! Jest! Syfony! Szybki rekonesans, namierzamy dwa pierwsze syfony, trzeci się cholera gdzieś ukrył. Nic to, przypinam butle, rozwieszam automaty i siup do pierwszego syfonu…
Zaczynam od staropolskiego „Nooooooszzzzz kurrrrrr…. mać! ” Jestem niedoważony na maksa! Sądziłem że płyta wystarczy. Właśnie, sądziłem… Efekt jest taki że by się zanurzyć muszę oddychać, jak to kiedyś określił na sekcie Paweł Poręba ,„w dolnych rejestrach płuc” (Sly, druhu serdeczny, pozdrowienia dla Ciebie ). Woda krystalicznie czysta, patrząc teraz z perspektywy kilku godzin to niby nic szczególnego – mała sadzawka, ale atmosfera miejsca i przejrzystość wody sprawiają że jest superrrr. Potem kolej na syfon II. Mhmmm… kwestia troszkę trudniejsza. Lustro wody znajduje się około metra niżej. Taka studnia z wodą, która swoją przejrzystością zdaje się prosić „come to me”. No cóż, „raz Białemu śmierć”. Siup i wślizguję się do tej studzienki. Głęboki wyyyyydech (niedoważenie) i zanurzam się. Woda klarowniejsza niż w basenie na Inflanckiej (dno na pewno czystsze ). Ok. 3 m poniżej powierzchni wody studnia przekształca się w korytarzyk, niestety zasypany. Mnóstwo niedużych kamieni. Spostrzeżenie – kask powinien mieć otwór na szczycie. Niby oczywiste, ale nie pomyślałem o tym w domu – w rezultacie po dwóch - trzech wydechach muszę wypuszczać spod kasku powietrze, bo lewituje mi nad głową.
Obiecałem że spróbuję to odgruzować, więc zaczynam pracę… niestety, brak balastu bardzo to utrudnia. Chcąc nie chcąc muszę się po kilku minutach poddać. Wynurzam się do powierzchni…
No tak. Wpaść w tę studnię było łatwo. Teraz trzeba z niej jakoś wyjść. Podaję Pawłowi butle, płetwy i na rozpórkę wyłażę mozolnie z wody.
Uff… no to debiut jaskiniowy mam za sobą
Dzielimy się z Pawłem moim ekwipunkiem i wracamy do świata, w którym świeci słońce. Ubłocony niemiłosiernie, spocony jak szczur ale z uśmiechem od ucha do ucha wyłażę na zewnątrz, ciągnąc ze sobą butle.
Po kilku minutach, przy aucie, zagościł w mej głowie jeszcze jeden pomysł racjonalizatorski – trzeba w bagażniku wozić folię. Co prawda w razie kontroli policyjnej, przy mojej fryzurze i ogólnej aparycji, będę się musiał długo tłumaczyć z tej folii, ale dzięki temu może uniknę wożenia luzem góry błota poprzetykanej elementami wyposażenia nurkowego.
Refleksja końcowa?
Oj było warto. Super miejsce – począwszy od samego nurkowania, przez jaskinię w części suchej aż po otaczający nas krajobraz. Kurde, nawet samochód mniej mi spalił niż zwykle Trudno sobie wyobrazić lepszą formę spędzenie soboty.
Wnioski na przyszłość:
Nurkowanie w jaskiniach jest cool Już samo wejście pod ziemię jest niezwykłą frajdą. Zupełnie inne problemy logistyczne i ich rozwiązywanie – to kolejna atrakcja. No i ta krystaliczna woda…
Kilka kwestii dotyczących wyposażenia wymaga korekt, najlepiej po konsultacji z osobami zajmującymi się tym dłużej. Po co wyważać otwarte drzwi?
Na koniec chciałbym podziękować osobom które przyczyniły się do tego, że miałem tak zajebiście spędzoną sobotę:
Majkiemu – za całokształt: namiary, sugestie i rady, pomoc wszelaką i super przyjazną postawę. Mam nadzieję że wkrótce będzie okazja spotkać się i zanurać razem
Oskarowi – za pożyczenie mi butli.
Pawłowi – za poświęcenie swojego czasu i niezbędne wsparcie logistyczne.
Tym którzy to przeczytali - za cierpliwość
Ostatnio zmieniony przez nseal 16-09-2007, 11:02, w całości zmieniany 6 razy
Jak moge cos poradzic to od razu zerwij z tej maty te antyposlizgowa czesc. To sie niestety szybko rwie i potem takie male, czarne kawalki czepiaja sie wszystkiego
Nseal - super opowiesc!!!
Mania
Ostatnio zmieniony przez Mania 16-09-2007, 13:57, w całości zmieniany 1 raz
Jak dobrze pójdzie i mnie w robocie nie uziemią w przyszłym tygodniu, to będzie okazja pogadac przy browcu, bowiem też się szykuję na Winnicę
[ Dodano: 17-09-2007, 10:36 ]
Mania napisał/a:
Nseal - super opowiesc!!!
Maniu, dziekuje bardzo za mile slowo
Pozdrawiam Was wszystkich i znikam na tydzien sie urlopowac - niestety raczej bez nurkowan, chyba ze mi sie uda wyhaczyc lokalne centrum nurkowe na Krymie. A byloby warto, ponoc troche zelastwa tam lezy... tylko dosc daleko od miejsca gdzie bede.
Ostatnio zmieniony przez nseal 17-09-2007, 09:38, w całości zmieniany 2 razy
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Administrator FORUM-NURAS uprzejmie informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie ingeruje w treść wypowiedzi umieszczanych przez użytkowników na Forum.
Zastrzega sobie jedynie prawo do usuwania i edytowania, w ciągu 24 godzin, postów o treści reklamowej, sprzecznej z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej
czy tez propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady regulaminu.
Przypominam, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.
Serwis wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Forum-Nuras przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz.
Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki. Przeczytaj, jak wyłączyć pliki cookie i nie tylko