Strona Główna FORUM-NURAS
Froum dla nurkujących i nie tylko ...

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy    KalendarzKalendarz
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
Relacje z akcji X Divers
Autor Wiadomość
nseal 



Stopień: jest
Kraj:
Poland

Wiek: 50
Dołączył: 05 Sty 2002
Posty: 529
Skąd: z lasu
Wysłany: 04-10-2007, 09:31   Relacje z akcji X Divers

„OBIEKT”
Nurkowanie jaskiniowe, 29 września 2007

Sobotni poranek okazał się zadziwiająco bezbolesny, biorąc pod uwagę że poprzedni dzień zakończyłem ok. 4 nad ranem po kilku godzinach udowadnia że „mi muzyka w tańcu nie przeszkadza” oraz że nazwa drinka „kamikadze” jest mocno przereklamowana.
Z żalem stwierdziłem że pędzący nieubłaganie czas sprawił, iż wyjątkowo udany firmowy wyjazd szkoleniowy dobiegł końca. Z drugiej mój przytępiony poprzednim wieczorem umysł rozjaśniała myśl, że zbliża się moment kiedy będę miał okazję poznać X Divers Team i pozostałych kolegów, z którymi mamy atakować OBIEKT. No i zbliża mnie do samego OBIEKTU. Do nurkowania reklamowanego przez Majkiego jako „takie, które będzie się śniło po nocach” pozostało kilkanaście godzin i jakieś 320 kilometrów do przejechania.

Spotkanie

Na Zakrzówku pojawiłem się wieczorem. Wiedziałem że Majki z Rysiem wprowadzają chłopaków w arkana poręczowania i technik jaskiniowych, niestety nie było mi dane wziąć udziału w tym treningu. Cóż, nie można mieć wszystkiego… przywitałem się z uroczym personelem naziemnym i razem z dziewczynami czekałem na powrót trenującej grupy. Pierwszy, niczym Czerwony Październik pojawił się skuter Rysia i sam Ryś. Potem sukcesywnie na brzegu pojawiała się reszta grupy.

Tego co się działo pod wodą mogę się jedynie domyślać, więc ta część opowieści niech przypadnie uczestnikom warsztatów. Ja, cienias, miast doskonalić swe umiejętności utrzymania się przy życiu, mknąłem w tym czasie bezstresowo autostradą A4 i ulicami Krakowa.

W każdym razie wszyscy powrócili szczęśliwie, a wieczór spędziliśmy na próbach rozpalenia grilla (co samo w sobie musiało być ciekawym zjawiskiem dla postronnego obserwatora – ilość pomysłów i użytego w tym celu sprzętu była zaiste imponująca). W końcu szczęśliwie udało nam się zjeść, wyśmienitą zresztą, kolację, pogadać o tym i owym i rozjechać się na spoczynek. Ryś z Mateuszem pewnie mogliby coś powiedzieć na temat swojej bazy noclegowej, bo wyboru dokonali zaiste ciekawego… gdzie się podział Darek nie wiem, my twardziele wybraliśmy opcję Million Star Hotel… czyli nocleg w autach.

Orły lądują

Jak dobrze… po raz pierwszy od czterech dni miałem okazję się wyspać. Wygramoliłem się ze śpiwora, rozprostowałem pogięte w paragraf kości i zerknąłem kontrolnie co się dzieje na zewnątrz. Wszyscy już wstali i pili herbatę… o fuck, nie błysnąłem. Nic to, moje zbójnickie prawo, każdy czasami musi w końcu się wyspać. Herbatka i zbieramy się.
Pod Krakenem dołączył do nas Darek, Rysiek i Mateusz też jakoś przetrwali noc w „tęczowym” hotelu. Dobicie butli i kolumna czterech aut, prowadzona przez Vito Majkiego ruszyła w stronę OBIEKTU.

Cóż, daleko nie mieliśmy. Kilka kilometrów i droga nagle urwała się ”in the middle of nowhere”. Czyli koniec wożenia się autem… dalej pozostaje nam determinacja i siła mięśni.

Do OBIEKTU wg. chłopaków mieliśmy około 0,5 km marszu. Niby niedaleko… Czas nas troszkę naglił, więc szybkie klarowanie sprzętu i ruszamy. Podszedłem do tematu ambitnie: twinset 2x10 z płytą na plecy, torba z sucharem na ramię, główna torba ze sprzętem na kark. I wymarsz.

Zaiste, gdyby ktoś nas obserwował, musielibyśmy przedstawiać sobą ciekawy widok. Grupa ludzi objuczonych butlami, torbami i dobrem wszelakim maszerująca przez łąkę wśród pasących się koni i kierująca się w stronę lasu. Do najbliższej wody wg mapy kilka kilometrów… i to nie do końca w tę stronę. Ale odprowadzał nas tylko zdziwiony wzrok pasących się bydlątek, które po chwili straciły zainteresowanie nami i wróciły do dalszego skubania zieleniny.

Łąką szło się fajnie. Parędziesiąt kilo gratów nawet nie męczyło tak bardzo. W końcu „nindża nie może być miętka”. Łąka się skończyła, z wdziękiem rusałki bagiennej przesadziłem rów z błotem i zanurzyłem się w las. Mhmm… w krzaczorach nie było już tak różowo. Przedzierałem się przez nie z finezją spychacza gdy nagle…

…oszszsz kur…! :!!: Torba z moimi cennymi zabawkami przeleciała mi przez kark, wyprzedziła mnie i wylądowała jakieś 2 metry przede mną, co zdążyłem refleksyjnie zauważyć lecąc na pysk z twinsetem na plecach. Dramaturgię sytuacji wzmagał fakt że leciałem z sykiem ulatujących z twina barów warszawskiego powietrza. Okazało się że potknąłem się o jakiś pień, przy okazji zawadzając zaworami o gałąź. Trening skillsów u Żaby zadziałał perfekcyjnie. Odruchowo zakręciłem zawór, co ciekawsze (zauważyłem to później) separując wcześniej łącznik. Fakt że nie spodziewałem się że będę to trenował klęcząc w mieszaninie błota i ściółki leśnej… ale zadziałało.

Nie zrażony drobnymi niedogodnościami ruszyłem dalej, by po kolejnych kilku minutach powtórzyć tę samą akcję, tym razem przetrenowałem to z lewym zaworem. Torba ze sprzętem tym razem została już jako depozyt – wrócę po nią za chwilę, w przeciwnym wypadku może i dotrę do OBIEKTU, ale bez zębów i gazu na nurkowanie (50bar poszłoooo w dwóch poprzednich wywrotkach).

Ech, co Wam będę opowiadał. Łatwo nie było. Ale skoro o tym piszę, znaczy to że się udało. Zlany potem, trochę zasapany, uwalany w błocku i igliwiu ale mega zadowolony z siebie dotarłem do miejsca, gdy Majki powiedział w końcu: „Jesteśmy, to tu”.

„Znaczy gdzie?”… rozejrzałem się i moim oczom ukazała się…

Dziura

Przede mną z ziemi wystawał betonowy portal, który kiedyś był wejściem którym przemieszczali się żołnierze. Tak, kiedyś się może i przemieszczali… tylko teraz to było zasypane ziemią i liśćmi, poza tym żołnierz to ma gnata i manierkę a nie zestaw dwubutlowy, latarki i masę innych pierdółek.

Taaa… Kiedy byłem mały, właziłem w takie miejsca. Ale teraz mam 180m, 86kg, masę sprzętu i z tym wszystkim mam się wpakować w TEN OTWÓR? Spoko, skoro ktoś to przede mną już zrobił, mi też się uda.

„Mi się podoba, ale mi się zawsze podoba”, parafrazując mojego druha serdecznego Helpika.

Szkoda czasu na dalsze rozmyślania. Powtórzyliśmy plan nurkowania: grupa rozpoznania A (Mateusz, Andrzej i jako kierownik Majki) udaje się w strefę cavern, nurkując w części
OBIEKTU bliżej wejścia. Wchodzą pierwsi, mają czystą wodę, Mateusz ma za zadanie wykonać zdjęcia. Grupa uderzeniowa B (prowadzona przez Rysia, złożona z Darka i mojej skromnej osoby) ma dotrzeć do końca OBIEKTU, czyli nam przypada w udziale czysta woda poza strefą cavern. Na zakończenie Majki dodaje że naszym głównym celem jest nie dać się zabić… i przystępujemy do akcji, wspierani przez jakże uroczą ekipę lądową.

Grupa pierwsza się ubiera, ja z zaciekawieniem oglądam konfiguracje jaskiniowe chłopaków, bo to dla mnie świeży temat. Po kilkunastu minutach są gotowi. Jako pierwszy z grupy A w otworze znika Andrzej. Podobnie jak ja nurkuje z twinsetem, więc daje mi to już wyobrażenie że łatwo nie będzie. My, czyli grupa B po ich zniknięciu kontynuujemy przygotowania i włazimy do otworu jakieś 15 minut po nich. Włażę, a właściwie wpadam/ześlizguję się, jako pierwszy…

Ujmę to tak: dla X Divers pewnie to wejście jest szerokie jak tunel metra. Ja to odczuwałem tak, że ślizgając się trochę brzuchem a trochę kolanami po błocie, jednocześnie szoruję twinsetem o strop. Na dodatek korytarz zakręcał i trzeba się było trochę złożyć by dotrzeć do jeziorka. Kurde, ciemno trochę… w zasadzie zupełnie. Ale chlupot wody świadczy że dotarłem.

Zapaliłem latarkę i… wyraziłem co czuję słowami, których tu nie przytoczę :ping: . Stałem w dość długim korytarzu szerokości… chyba 1,5-2 m, nad głową miałem przepiękny wykuty w skale strop. Moje zachwyty przerwało sapanie Darka, który po chwili dotarł do jeziorka i równie kwiecistym językiem wyraził swój zachwyt. Ryś dołączył do nas po chwili, ale że dla niego to normalka, na jego twarzy zagościł tylko delikatny uśmiech.

Po chwili na końcu korytarza zauważyliśmy bąble i światło… grupa rozpoznawcza wracała z rekonesansu i sesji foto. Zatem czas na nas. 200 metrów zalanego korytarza dla naszej dzielnej trójki. Wzajemne sprawdzenie sprzętu i zanurzamy się obierając kierunek wskazany nam przez poręczówkę...

Nur

Płyniemy wzdłuż poręczówki, przedzierając się przez zmąconą wodę. Niestety, tu się nie da płynąć bez mącenia. Zmodyfikowany kraul i żabka a nawet podciąganie się rękoma minimalizują efekt, niemniej należy się liczyć że droga powrotna będzie przebiegała w „nieco” trudniejszych warunkach. OBIEKT składa się z głównego korytarza, z trzema odnogami zaczynającymi się małymi salkami. Główny korytarz, zaporęczowany na stałe, kończy się zawałem. Naszym celem jest dotarcie do końca, zwiedzenie bocznych korytarzy no i szczęśliwy powrót do domu.

Ustalamy że będziemy się zmieniać na czele grupy. Pozwoli to każdemu płynąć w kawałek w niezmąconej wodzie. Zaczynam ja… po opuszczeniu strefy cavern przed moimi oczyma pojawia się niesamowity widok… jak by wiatr rozgonił chmury i ukazało się błękitne niebo. Woda jest tak czysta, że w zasadzie ma się wrażenie że jej nie ma! Mój HID przebija się tak daleko jak się da widzieć, nie zdziwiłbym się gdyby widoczność sięgała 30m. Po opuszczeniu wybetonowanej części wpływamy w skalny korytarz, ściany mają piękny brązowy kolor z delikatnymi naciekami. Jest ok. 2m wysokości, szerokość korytarza jest taka że bez problemu mieszczę się w nim, ale też bez problemu mogę się podciągać rękoma chwytając ścian. Czyli tak na szerokość barków + 15cm a każdej strony.

Płyniemy komunikując się ze sobą światłem, potem zmieniamy szyk, prowadzi Darek a następnie Ryś. Docieramy do zawaliska, nad którymi przeciskam się ciągnąc brzuchem po zalegających deskach. Płyniemy dalej korytarzem, a ja nie mogę wyjść z zachwytu, to wszystko jest niesamowite – kryształowa woda, OBIEKT, sama specyfika nurkowania w jaskini. Pół roku temu zapytany o coś takiego nawet bym nie pomyślał, że kiedykolwiek znajdę się w podobnych okolicznościach.

Docieramy do końca korytarza, zadziwiająco szybko. Nie pozostaje nic innego jak zapinać w drugą stronę. Ustalamy że w zależności od widoczności będziemy próbowali zwiedzić jeszcze boczne korytarze, a przy okazji Ryś poleca nam zwrócić uwagę na strop nad deskami, nad którymi się przeciskaliśmy. Okazuje się że nad nami jest kilka metrów wolnej przestrzeni, komin zakończony włazem. Niezłe, a ja tam pełzałem na brzuchu, bo się nie chciałem zaklinować o strop, który widziałem oczami wyobraźni.

Ok, plany zapamiętane, ruszamy.

Docieramy do pierwszej odnogi. Zaczyna się salką, woda jest silnie zmącona, ale salka kończy się korytarzem który chcemy eksplorować. Rysiowi chrzani się kołowrotek, przekazuję mu mój. Zakłada jumpa i odbijamy w bok. Widoczność spada tak dramatycznie że w zasadzie jedynym elementem zapewniającym nam kontakt jest rozwinięta z kołowrotka poręczówka. Wpływamy do korytarza… i znowu kryształ. No po prostu pięknie. Tylko szkoda że tak krótko, to tylko kilkadziesiąt metrów. W drodze powrotnej Darek złapał się w wiszącą luzem linkę, ale „team work” działa bez zarzutu. Mam łatwiej, więc odplątuję feralną linkę i nawet nie ma potrzeby się wycinać. Wracamy do salki, widoczność w międzyczasie spada do zera. Mamy okazję docenić wartość markerów, ich kształt wskazujący wyjście działa kojąco. Po usunięciu jumpa podejmujemy decyzję, ze przy dobrej widoczności zwiedzimy pozostałe korytarze, ale szanse na to są marne. Zanurzamy się i ruszamy w stronę „domu”. W zasadzie dalsza droga odbywa się solo. Przy tak dramatycznej widoczności nie mamy możliwości innego kontaktu niż dotykowy z poręczówką. Mój HID się powoli kończy, więc backup czeka w pogotowiu. W zasadzie w tej sytuacji nie ma znaczenia. Jest tak zmącone, że poręczówkę widzę gdy ją przyłożę do maski. Latarka niewiele tu wnosi. Na chwilę zakrywam światło by się zorientować gdzie są koledzy. Nic. Ok, czekam chwilę na Rysia, dopływa do mnie, więc jest ok. Suniemy dalej wzdłuż linki. Strasznie mi się to pływanie przy zerowej widoczności podoba… trochę to chore, ale naprawdę jest super. Przypomina mi się jak Żaba wykształcił mi na kursie umiejętność trzymania kontaktu z poręczówką, na kilka sposobów wyrywając ją z rąk nieświadomemu kursantowi w ślepej masce. Zadziałało, teraz jestem pewien chwytu. Przyklejony do goldline docieram do jeziorka, czeka tam Darek, po chwili dołącza do nas Ryś. Naszym zachwytom nie ma końca, ja troszkę przemarznięty (uznałem że odpuszczę ciuchy polarowe pod ocieplaczem, błąd – woda miała ok. 10 stopni, ale nurkowanie było dość długie – spędziliśmy pod wodą 80 minut) ale bardzo szczęśliwy.

No cóż, nic co dobre nie trwa wiecznie. Teraz trzeba wyciągnąć siebie i graty na powierzchnię. Wejść było dość trudno. Wyjście jest masakryczne. Płetwy i kołowrotki zostają na dole, próbuję się wygramolić… o fuck… nogi się ślizgają, wyłażenie na rozpórkę nie bardzo mi wychodzi. Z pomocą przychodzi Majki i sapiąc, uwalany w błocie wypełzam na powierzchnię. Przyjmujemy gratulacje od X Divers Team, sami dziękujemy za stworzenie szansy i nura … tylko, kurna, trzeba wleźć po płetwy i kołowrotki. Ale bez butli to już betka.

Rozbieramy się ze sprzętu nawijając w koło o tym jak było, co widzieliśmy itp. itd.
Darek coś tam grzebie przy swoich gratach i nagle wyciąga pudełko z przepysznym domowym ciastem. Pyyyycha! Takim drobiazgiem jak ubłocone ręce nikt się nie przejmuje, przeżyliśmy jaskinię, to bakterie nas bohaterów tym bardziej nie ruszają.

Kręta ścieżka do domu

Cóż, teraz trzeba jeszcze poznosić szpej do aut. Tym razem odpuszczam zabieranie się na raz, mam od iluś lat stałe zęby, na HIDa musiałem wydać parę peelenów, nie chciałbym stracić jednego bądź drugiego potykając się kolejny raz. Zresztą, naładowany adrenaliną czuję się pełen energii, więc dziarskimi susami mknę z twinsetem do auta… szkoda tylko że złą drogą i wpieprzam się do bagna. Do bagna z którego wyłazi właśnie Darek… podobnie jak ja zabłądził.

Zatem, drodzy czytelnicy, nie pytajcie mnie jak odszukać OBIEKT. Ja tę ścieżkę pokonywałem 5 razy. W tym 4 razy, idąc samotnie, zabłądziłem. Ale w porównaniu z Mateuszem, moje spacery to betka. Ale to już on sam opowie… dodam tylko że miał okazję odziany w skafander przejechać się quadem 

Koniec końców wszyscy się odnaleźliśmy, graty też zostały odnalezione w komplecie. Oczywiście uświniłem na maksa bagażnik, ale to betka. Nie pozostało nic innego jak zapakować się w auta, przebić przez korki w Krakowie i jechać do domu.

Wszyscy byliśmy szczęśliwi, wszystkim się podobało. Wszyscy chcemy jeszcze.

Nie było istotne jakie organizacje reprezentujemy, jakie kwity mamy w portfelu. Był projekt, byli ludzie którzy bezinteresownie zdecydowali wziąć nas, jaskiniowych leszczyków, pod swoje skrzydła – wynikła z tego super przygoda i interesujące plany na przyszłość.
Dziękuję raz jeszcze wszystkim uczestnikom tej wyprawy :pa: .
 
 
 
icek
[Usunięty]

Wysłany: 04-10-2007, 10:02   Re: Relacje z akcji X Divers

nseal napisał/a:
Do nurkowania reklamowanego przez Majkiego jako „takie, które będzie się śniło po nocach” pozostało kilkanaście godzin i jakieś 320 kilometrów do przejechania.


Oj tak, to się może śnić :-) Zajebiaszcza relacja, Krzysiu.


Nurkowaliśmy w fortach trochę ponad rok temu. Jak ktoś chce zobaczyć, jak to wygląda, to poniżej link do filmu.
http://www.stajniakleina....video/forty.wmv

A jak ktoś chce przeczytać, jak się idzie bezpośrednio po deszczu przez łąkę, którą nsealowi szło się "fajnie", to poniżej link do relacji.
http://www.stajniakleina....lacje/forty.htm

Pozdrawiam,
kapusta
Ostatnio zmieniony przez icek 04-10-2007, 10:06, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
D@rek 



Stopień: instruktor SDI/TDI
Kraj:
Poland

Wiek: 58
Dołączył: 08 Lis 2004
Posty: 1037
Skąd: Piotrków T
Wysłany: 04-10-2007, 10:39   

Najwiekszą odwagą i determinacją wykazał się X Divers Team w całym składzie, to dzięki Wam ten weekend zostnie zapisany w pamięci na długo.Dla większości z nas była to inicjacja nurkowania jaskiniowego :) , klimat wyjazdu, spokuj akcji, aktywna pomoc surface support-u :) no pełen profesjonaliz Panie i Panowie że proszę siadać.Mama się ucieszyła że placek ze śliwkami smakował :)
 
 
styx 



Stopień: IANTD NTx Instructor
Kraj:
USSR

Wiek: 48
Dołączył: 08 Mar 2006
Posty: 1731
Skąd: Warszawa
Wysłany: 04-10-2007, 10:48   

oj...zazdraszczam...w końcu się nie wybrałem, no coż, jest czego żałowac ;) Może w przyszłym roku też coś podobnego szanowne XDivers zorganizuje ?
 
 
Kula 



Stopień: nur bałtycki
Kraj:
Eritrea

Wiek: 47
Dołączył: 16 Lis 2006
Posty: 337
Skąd: z morskiej głębiny
Wysłany: 04-10-2007, 13:08   

Jeżeli macie ochotę na zdjęcia to można zobaczyć je TU
Autorem Podwodnych i naziemnych jest Monika i Mateusz

Podziękowania dla X Divers i całej ekipy
 
 
 
nseal 



Stopień: jest
Kraj:
Poland

Wiek: 50
Dołączył: 05 Sty 2002
Posty: 529
Skąd: z lasu
Wysłany: 04-10-2007, 13:16   Re: Relacje z akcji X Divers

icek napisał/a:

A jak ktoś chce przeczytać, jak się idzie bezpośrednio po deszczu przez łąkę, którą nsealowi szło się "fajnie", to poniżej link do relacji.
http://www.stajniakleina....lacje/forty.htm


Relacja rewelka :)
Aż Wam współczułem, ale tylko tylko trochę, bo wiem że było warto.
Filmik sobie w domu obejrzę bo mnie za inet kiedyś w końcu z pracy wyp... zwolnią

Pozdrawiam serdecznie
 
 
 
mateuszwarszawa 

Stopień: tak
Kraj:
Poland

Wiek: 56
Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 52
Skąd: warszawa
Wysłany: 04-10-2007, 20:33   

Majki nie przesadzal mowiac, ze nurkowanie w sztolniach to będzie przygoda zycia...
Ale po kolei
Krszysiek opisal nurkowania w obiekcie, ja dodam swoje trzy grosze czyli fotki i troche komentarzy.
W mysl zasady, ze jedno zdjecie jest warte tysiaca slow” będzie to bardziej fotorelacja niż opis przyrody opatrzony rycinami...
Dzien warsztatow.

Podstawa to dobre punkty mocowania poręczówki na starcie.


Majki przypomina zasady i techniki poreczowania.
Na poczatek amerykanska:


Rysiek pokazuje metode francuska zmodyfikowana.
Tak zwana jaskiniowa taboretowo-kucana... Bardzo wyrafinowana...


Teraz pora na nas...
Omowienie cwiczenia


Darek walczy z linka pod okiem Ryska


Jeszcze tylko super supeł


I można ciac... Majki tlumaczy decyzje...


Trzeba to zapamiętać :-)

Tym razem Andrzej walczy...


I tak wszyscy po kolei zaplątywaliśmy się w poręczówkę i wycinaliśmy z niej.

W tym czasie Monika ze stoickim spokojem lupala sobie orzeszki i czytala książkę.


Pora wejsc do wody i poćwiczyć na mokro.
Na pierwszym nurkowaniu nie miałem szans na robienie zdjęć.
Plan przewidywal:
Poreczowania.
Poreczowania w restrykcjach, pod platforma, przez fiata od strony bagażnika i wypłynąć przednia szyba, na plaskich odcinkach.
Nastepnie plywanie przy poręczówce przez wszystkie te zaciski bez widoczności w ślepej masce.
Js się tak na slepo rozochociłem, ze zamiast przepłynąć przez fiata próbowałem się za wszelka cene wepchac pod niego (ci co znaja akwen wiedza jak smiala była to koncepcja). Nastepnie próbowałem się wbic do silnika zanim sobie przypomniałem ze poreczowka przechodzi przez wnetrze.

Tu w zalaczeniu moje zdjecie pogladowe fiata (z zupełnie innego nurkowania)


Ale i tak lepszy był Andrzej.
Nie widzial przedtem kombiaka. Jak było omowienie cwiczenia, okreslenie Fiat skojarzyl z malym fiatem i caly czas zachodzil w glowe jak do malego fiata można wejsc przez bagażnik a wyjsc nad silnikiem :-)

Od czasu do czasu Majki dodawal brak powietrza u poszczególnych członków zespolu.
Kolejny etap to plywanie znowu przez te atrakcje tym razem bez maski.
Żeby nie było za latwo bez maski i bez powietrza do partnera lub do depozytu.
He, He czasem depozyt był zakręcony (kawalarze...)
Na tym etapie ja już byłem bez powietrza i zdazylem przed armageddonem na brzeg...

Darek wychodzi na brzeg po 1,5 godziny jak to opisal siedzenia bez maski w wodzie... (bez maski oczywiście).


Nastepne nurkowania to już zabawa stawianie, gubienie i odnajdywanie poręczówki w autobusie w ślepej masce. Bez maski bez, lub jak kto woli sobie jeszcze to komplikowac.
Żeby było weselej Majki wciągał nas „oslepionych” do srodka. Zakrecal nami kilka baczkow tak by stracic poczucie kierunku i proszę bardzo, szukaj zaginionej poręczówki.
Markery kierunkowe zakładane na lince faktycznie przy macaniu okazaly się bardzo pomocne.
A nie dodalem, trzeba było wyjsc z autobusu we właściwym kierunku do domu.

Kolejne cwiczenia to wycinanie się z poręczówki we wnętrzu autobusu.
To robilem na poprzednich warsztatach wiec miałem okazje złapać aparat i zrobic kilka zdjęć.

Darek jak zwykle bez maski, bez kasku, na macanego szuka wyjscia.


Majki gmatwa sprawe i poręczówkę.


Andrzej wlasnie się wycina z poręczówki z zachowaniem ciągłości a tu wpada facet i pyta o bilety...
No ludzie kochani... tu się pracuje...


Rysiek wraca do zaparkowanego skutera i zaraz sobie popyla...
Zreszta Rysiek caly czas popylal na skuterku by upilnowac clale towarzystwo.


Mnie konczy się powietrze i wracam na brzeg.
Dzieki ryskowi i jego wyścigowej maszynie docieram szybko. Ale i tak zdrowo się namęczyłem ze sprzętem foto.

Rysiek i skuter przy brzegu.


Reszta dnia to omowienie nurkowan, klarowanie sprzętu i wieczorny grill na zakrzowku.

Niedziela - dzien proby.

Tam gdzie konczy się droga zaczyna się przygoda.


Smichy, chichy a tu trzeba omowic plan brac tobolki na plecy i w droge.


Majki ciągle przypomina... nie dajcie się zabic...


Przygotowanie sprzętu...


Przerysowanie planu obiektu


I przebranie się zajęło troche czasu...


Klamoty na plecy i w droge.


"Maszyna" czyli Krzysiek vel nseal idzie na spacer.
Twin na plecach, dwie "torebeczki" i troszke szpargałów... luzik.
Przy okazji jeszcze raz wielkie dzieki za przetachanie mojego twina w czasie kiedy pochłonęła mnie puszcza i bagna. Ale o Tyn za chwile...


Dziewczyny za nim...


Majki siaty w rece, butle pod pachy i rusza z kapcia...


Rysiek w stylu wytrawnego jaskiniowca i grotołaza - na luzie, to samo...
On to nawet kasku nie zaklada... trzeba trzymac fason w dziczy...


"Apostol jaskiniowy" Darek idzie nieść przeslanie miłości i pokoju do podziemi...


Poszly konie po betonie...

Scena jak z czeskiej komedii. Maly źrebaczek nie może dobiec do klaczy bo na drodze przez lake maszeruja nurki.

Po dotarciu na miejsce (opis drogi w relacji nseal’a / Krzyska).

Krajobraz przed bitwa.


Sprawdzenie wejścia.


Majki idzie poreczuje pierwszy suchy odcinek


Wszyscy gotowi? Tarabanimy się do srodka...
Andrzej w krytycznym miejscu szybu. Kto tu się zmiesci ten przejdzie dalej...


Sucha sztolnia przechodzi w podziemne jeziorko.


No, koncza się zarty...
Ostatni checkin, chwila refleksji i ruszamy do jak to napisal Andrzej "Hells basement"


Zamyka się strop i zaczynaja zalane korytarze.


Majki prowadzi nas przy poręczówce i stawia nowego jumpa w boczna odnoge.


Bajkowa sceneria...
Pejzaz podwodny, widoczność ciezko mi okreslic... Tam gdzie siega snop swiatla tam wszystko widac.
Można powiedzie "no limit"


Ale wystarczy delikatne poruszenie opadow a w mgnieniu oka widzialność spada do zera.
Tutaj ostatnie chwile kiedy jeszcze moglem zrobic zdjecie.


Jeszcze raz sory Andrzej. Staralem się nie machac pletwami ale malem zajete rece sprzętem.
Nie moglem się podciągać i mulilem Ci przestrzen.
Ponizej Andrzej znikajacy w klebach osadow


Uciekamy od Beltu i ponownie czar podwodnych lochow.


Doplywamy do bocznych wnek.
Majki zaglada tu i owdzie. Ja robie fotki.




Majki daje znak powrotu przy poręczówce.
Zamieniamy się miejscami w szyku.
Andrzej idzie przodem ja w srodku probuje wymyślić plany zdjęciowe.


Momentami czuje się strasznie samotnie w tych ciemnościach.
Mimo, ze mam kolege z przodu i z tylu.

Majki wylania się z mroku.


Co chwile przypomina mi się to co powiedział Darek po zaklinowaniu się pod platforma w czasie ćwiczeń:
- "Już czulem jak tam leze i śmierdzę..."

Wracamy do głównej poręczówki.
Ja daje znak Majkowi, ze doszedłem do super zachowawczo wyliczonego gazowego punktu powrotu.
W drodze powrotnej widzialność momentami spada do zera.
Musze przykładać poręczówkę do maski bo nie mam pewności czy plyne przy głównej zoltej lince.
Swiece sobie prosto w oko i nadal nie mam pewności ze to zolta "godline"...
Troszke mnie to niepokoi.
Doplywamy do podziemnego jeziorka w którym weszliśmy do systemu.
Ja zostaje na brzegu a Majki z Andrzejem wracaja pod wode.
Maja jeszcze sporo gazu i duzo mniejsze zuzycie niż ja :-)
Czekam na ich powrot by zrobic kilka zdjęć powierzchniowo / wodnych.
Woda w startowym jeziorku z kryształowej zamienila się w zupe szczawiowa.
Nie jestem w stanie przeczytac wskazan komputera.

Po jakims czasie pojawia się mój zespol.


Pamiątkowe zdjecie i do gory.
Mnie jest latwo bo w czasie kiedy na nich czekalem wyniosłem twinset i zostawiłem go na powierzchni.

Ale i tak nie jest to prosto utrzymac się na sliskim blocie.


To co dzialo się potem znam z opowieści...
Bo ja rozpocząłem moja wlasna odyseje...

Po jakims czasie wrócił zespol Ryska z Krzyskiem i Darkiem.


Darek napiera, cel uswieca srodki...

Darek w wersji "glinka"


Rysiek elegancki do konca mimo ze w blocie po pas...


Majki luzik...


Krzysiek i Darek tym razem w "Mickey Mouse"


Zmasakrowany sprzet i ciasto na osłodę - a ja w tym czasie walcze o zycie (he, he)




Po lewej nieoceniona Kinga, bez niej nie było by zdjęć podwodnych. Ona ofiarnie targala za mna sprzet do sztolni i pomagala w wydostaniu się. Wielkie dzieki!


Ja w wersji fotograf niedzielny.



A tymczasem, opodal w lesie.
Ale cofne się w czasie.
Wpadlem na pomysl, ze skoro 2gi zespol wyplynie za ok.
30 minut (mimo ze czekalem już na nich w sadzawce pod ziemia 30 minut) to zdaze skoczyc do samochodu i zanieść aparat podwodny z lampami. Zanim oni wyleza.
Sprzetu miałem cala skrzynie.
Mysle sobie - szliśmy tutaj z samochodow jakieś 10 no może 15 minut.
Raz dwa skocze tam i z powrotem w 20 / 30 - będzie git.
Nawet nie zdjalem z siebie suchego skafandra (nie rozpialem go).
Skrzynka w dlonie i lece.

Lece tak lece, cos dziwnie geste te krzaki. I drzewa tak się na mnie cisna...
O i bagno jakieś inne...
Ale co tam. Obudzil się we mnie duch Magellana. Nowa droge wyznacze. A co... Ja nie dam rady...?
Stekam, sapie, przeklinam i brne... Pochyliłem glowe, miesnie napinam. Pruje na azymut...
W pewnym momencie stanąłem jak wryty.
Widze przed soba ambone mysliwska.
Cie pietruszka...
Jeszcze się jakis wąsaty gajowy pomyli i zastrzeli szubrujacego w lesie dzika w przebraniu nurka...
Nie jest dobrze...
Jest zle...
Trzeba przec, napierac, brnac i osiągać...
Poczulem się jak afrykanski general z książek Kapuscinskiego, przemawiajacy na rewolucyjnym wiecu...

Takie mysli w takiej chwili! Humanisci gora!

Widze jasność, rzadsze krzaki.
Powietrze, swoboda, otwarta przestrzen...
Jak ptak co się wyrwal z klatki!!!!
Jest laka. A za nia...
O cholera jasna Klasztor w Tyncu...
Nie żeby tak bardzo blisko, na wyciagniecie reki...
Ale zdecydowanie za blisko.
Jak wchodziliśmy do lasu to było go widac tak daleko, daleko...
A tutaj proszę. Chwile mnie nie było podsunęli go bliżej...

Nie jest dobrze...

Byłem już tak zmordowany, ze kitram sprzet w skrzynce w krzaki i ide sciezka.
Mysle sobie zrobie rekonesans gdzie mnie wiatry zagnaly.
Po jakims czasie widze z daleka idzie kobieta a przed nia biegnie pies.
Zaczalem do niej wolac: halo... halo... i machac przyjaznie reka - reka w suchym kombinezonie ma się rozumiec.
A ona co? A ona zawołała psa i uciekla...
No mowie Wam... nie jest dobrze.
Jest zle.
Ide dalej. Widze jest inna kobieta, również z psem. Co one tak z tymi psami polesie laza... no ale dobra...
Nauczony doświadczeniem z daleka krzycze do niej (żeby nie uciekla).
Proszę Pani! Proszę Pani! Zgubiłem się w tym lesie i nie wiem jak dotrzec z powrotem.
Dala się przekonac.
Nie ucieka.
Jest dobrze.
Psa zawołała. Pies szczeka.
Jest zle bo ona nie słyszy co ja mowie. Ja nie slysze co odpowiada.
No sytuacja jest bez sensu jak lokata w banku...
Podchodze bliżej, tlumacze co i jak. Pytam gdzie mam isc?
A ona na to: A co Pan tam riobil w tym lesie?
No to ja od nowa tlumacze i pytam gdzie mam isc?
A ona: A gdzie tam zalane sztolnie?
No mowie Wam... niezrecza sytuacja.
Ja tlumacze, pies szczeka, ona pyta...
Ping-pong intelektualny mi się trafil... Jasny gwint...
Wreszczie ja grzecznie ale stanowczo: Proszę Pani to nie ma znaczenia co jest w tym lesie. Gdzie do cholery jest ta droga?
Na co Pani nie zrazona: tam - i pokazuje palcem na droge na horyzoncie prawie.
Ja dalej się pytam:
A na tej drodze to w prawo czy w lewo?
A ona: A gdzie pan chce dotrzec?
Jezu kochany.... Ona mnie wcale nie słuchała...
Dobra zaryzykuje. Podziekowalem, ukłoniłem się i odszedłem w przeciwnym kierunku niż wskazala.
Troszke się zdziwila (pies szczeka) ale nie mialem sily tłumaczyć jej, ze ukrylem sprzet w lesie i musze po niego się wrócić zanim pojde tam gdzie mi wskazala.
Już slysze te dociekliwe, podchwytliwe pytania:
A po co w krzakach?
A jaki sprzet?
A co pan tam robil?
Tym razem to ja uciekłem... Znam ja Was kobiety...

Wrocilem się. Odnalazłem sprzet i dalej drałować do wskazanej drogi.
Trzeba było widziec miny ludzi którzy przejeżdżali obok mnie, a ja próbowałem złapać stopa w skafandrze ze skrzynia po reka.

Ide ta droga i ide. Z sil opadam. Skrzynke za soba po trawie ciagne.
Wymyslilem, ze dotre do zabudowan, zostawie u kogos sprzet.
Dotre do samochodu pieszo i wroce się po aparat z lampami.

Najblizsze zaburowania to była jakas baza MPO czy cos takiego.
Wiecie, taka w krzakach za zardzewiałym parkanem...
Super! Siedzi ciec w kanciapie i ciekawie lypie okiem na ufoludka.
Podchodze, mowie co i jak...
On się patrzy na mnie jak by chciał powiedziec:
- Porwij krowe ale daruj mi wolnosc... Jestem pierwotna forma zycia na tej planecie.
Krowa jest lepsza, bardziej cenna. Wy przeciez zawsze porywacie krowy i robicie kregi w zbozu...

Dalem mu znak palcem wskazywalcem. I powiedziałem "ill be back" po te skrzynke...

Ide dalej radosnie. Nawet sobie troche macham reka. Doszedlem do polnej drogi takiej żwirówki.
Home, sweet Home... Na jej koncu, nie dalej jak 1 albo 2 kilometry sa nasze samochody.
Ide i dalej z sil opadam.
Widze a raczej slysze - bo dookoła wysoka trawa, ze ktos w okolicy jezdzi motorem crossowym.
W pewnym momencie zobaczyłem szalejącego na quadzie człowieka.
A quad nie mot"u"r... nawet lepiej...
Macham do niego z nadziej, ze to bratnia dusza.
Sport ekstremalny ale bardziej dla ludzi...
Zareagowal, podjechal...
Wmiare jak się zbliżał wydal mi się jakis dziwny... Znaczy się maly jakis...
No tak... to dziecko... Może 8-10 lat na dorosłym quadzie.
Zapytalem czy na koncu tej drogi która ide jest taki placyk gdzie można zaparkowac samochod.
On: ze tak.
Ja się pytam czy może mnie tam podwiezc?
On: ze tak.
Wsiadlem za nim a on - niech pieklo pochlonie wszystkie dzieci - zakały ludzkości...
Zasowa tak, ze malo nie spadne.
Wiecie jak to dzieci w wielkich kaskach zasowaja na rowerkach... Na zatracenie.... Na leb na szyje... Jakby jutra mialo nie byc...
A ten miał quada do dyspozycji na dokladke...
Jakims cudem dowiozl mnie na miejsce.
Podziekowalem i chciałem mu dal jakiegos lakocia.
Znalazlem tylko paczke krakersow "Lajkonik".
Zanim mu je dalem... podziękował i uciekl...
No tak to przeciez kraina nieufnych uciekinierow...
Ucza się w tego od maleńkości.

Samochodem wróciłem się po sprzet i przywiozłem go na miejsce.

I myslicie, ze to koniec opowieści?
O nie ma tak dobrze...
Musze jeszcze się wrócić do wejścia do sztolni po mój pozostaly sprzet.
Ruszam ponownie... wchodze w las...
Jezuuuuu! nie.... zgubiłem się znowu.
Tym razem tylko na jakieś 40 minut i wróciłem na parking.

W tym czasie cala ekipa dotarla do samochodow. Przyniesli czesc sprzętu.
Tutaj wielkie dzieki dla Krzyska za przytaszczenie mojego twina.
Poprosilem Majkiego o spacer ze mna po pozostale klamoty do szybu.
Poszlismy i wróciliśmy bez problemow...
O mega korkach w Krakowie nie wspomne bo to pikus w porównaniu moimi przygodami.

Na koniec oczywiście wielkie podziękowania dla wszystkich...
Poczynając od "surface suport team" :-) i swietnych zdjęć od Moniki i ogromnej pomocy przy transportowaniu sprzętu foto pod ziemia.
To była wielka - właściwie wielkie przygody.
Super ekipa pod wodza Xdivers otworzyla mi kolejny raz oczy na zupełnie nowe horyzonty.
Wszystkim uczestnikom ekspedycji za swietna atmosfere!
Jak cos mi się przypomni to dopisze
Do milego...
Mateusz

A jeszcze jak zawsze napisy koncowe / wystapili:
Monisia "surface manager" + foto
Kinga wszechobecna i wszechpomocna
Osoba (kobieta), która utajnila swoje dane i kazala mowic, ze jej tam nie było... powaznie!
Michal "Majki" kierownik wycieczki" - powaga!
Rysiek kierownik wycieczki - powaga!
Darek "potentat na rynku orzeszkow laskowych" - powaznie!
Krzysiek vel nseal, po mojemu "maszyna" człowiek towarowy. Ile mu dasz tyle udźwignie! - powaznie!
Andrzej vel Kula - wszedł i prawie wyszedl z twinem 2x12 przez szyb do sztolni - powaznie!
Ja czyli Mateusz vel mateuszwarszawa - foto powierzcznia, foto podwodne., dźwiganie, stekanie, gubienie się i czasem odnajdywanie... powaznie... nie jest dobrze... jest dobrze... amen...
 
 
majki 



Stopień: CD NAUI
Kraj:
Poland

Dołączył: 25 Sty 2005
Posty: 402
Skąd: Warszawa
Wysłany: 04-10-2007, 21:07   

No chlopaki (Krzys i Mat), tak sobie czytam i co jakis czas (szczegolnie podczas opowiesci Mateusza) malo nie spadne z fotela ;)
Bylo az tak? :)

A zupelnie powaznie; macie talent do przekazywania emocji w swoich relacjach. Obu czyta sie z wypiekami na twarzy...
Mat - szacunek za mega-profesjonalne foty!

Choc rzeczy, ktore opisujecie wydarzyly sie doslownie przed chwila to juz trudno usiedziec w domu.
Dobrze, ze juz niedlugo przed nami kolejna cave-wyprawa i mam nadzieje kolejne pasjonujace przygody...
 
 
VooDoo_73 



Stopień: OWD+A :)
Kraj:
Poland

Wiek: 52
Dołączył: 14 Sie 2005
Posty: 320
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 04-10-2007, 21:14   

nurkować to ja się dopiero uczę... ale z wami się zgubić to jak się znaleźć :)
rispekt.
jak urosnę to chciałbym za wami nosić twiny :)

Pozdrawiam
Marcin
 
 
 
Beeker 
Moderator Grupy


Stopień: D-Diver
Kraj:
Indonesia

Wiek: 56
Dołączył: 16 Lis 2004
Posty: 1758
Skąd: Lublin
Wysłany: 04-10-2007, 23:03   

majki napisał/a:
mega-profesjonalne foty!

Ładny, nowy avatarek Majki. :D

Dzięki za te relacje - macie "niezłe pióro" Panowie.
Gratuluję wyprawy i zazdraszczam zabawy.
Ostatnio zmieniony przez Beeker 04-10-2007, 23:05, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
nseal 



Stopień: jest
Kraj:
Poland

Wiek: 50
Dołączył: 05 Sty 2002
Posty: 529
Skąd: z lasu
Wysłany: 05-10-2007, 07:32   

Mateusz, cóż mogę powiedzieć :) Dokumentacja foto super, oczywiście opinia adresowana także do Moniki,
Relacja mnie rozwaliła, aż się popłakałem ze śmiechu :) Biorąc pod uwagę tę gehennę którą przeszedłeś wracając do auta, to nurkowanie mogłeś w zasadzie zrobić dla relaksu :)

Respect!

Aaa właśnie, pierwsze zdjęcie podwodne tutaj... dla mnie REWELACJA!!!
Ostatnio zmieniony przez nseal 05-10-2007, 07:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Mania 



Stopień: ale o co chodzi?
Kraj:
Poland

Dołączyła: 06 Maj 2003
Posty: 3999
Skąd: Warszawa
Wysłany: 05-10-2007, 09:33   

Nie powiem, nie powiem....
czytalo sie rewelacyjnie. Wydaje sie, ze mieliscie niezla zabawe. No moze z wyjatkie Mateusza...
:D :D :D

Dzieki iwelkie za podzielenie sie Waszymi opowiesciami

Mania
 
 
 
mateuszwarszawa 

Stopień: tak
Kraj:
Poland

Wiek: 56
Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 52
Skąd: warszawa
Wysłany: 05-10-2007, 09:54   

Bardzo dziekuje za życzliwe opinie :-)
Jak sie kiedys odwaze to opisze nasz nocleg z Ryskiem w "wesolym hostelu"....
To temat na oddzielna opowiesc...
Przepraszam, narobilem mase bykow, literowek i "niegramatnych" kiksów.
Chcialem to poprawic ale okazalo sie, ze zmienianie jest mozliwe tylko w czasie do 240 minut od umieszczenie posta.
Kapusta - dzieki za podlinkowanie Waszego filmu z obiektu.
Super. Troszke uplastycznia on statyczna relacje slowno zdjeciowa.
Wasze przygody na łąkach - he, he... Dobrze, ze mielismy sucho.

pozdrawiam
Mateusz

ps. zalalem lampe blyskowa w sztolni. Rozkrecilem ja na drobiazgi. Wysuszylem.
I nie umiem zlożyć... Kto ją zaprojektował? Erno Rubik czy co...?
 
 
TOMA52 



Stopień: kilka
Kraj:
Poland

Wiek: 51
Dołączył: 19 Sie 2004
Posty: 348
Skąd: Lublin
Wysłany: 05-10-2007, 09:55   

Szacun, Panowie!
Majki, nie wybierasz się z kolegami nad nasze bajorko? Mogę Wam powozić twina (kupiłem wózek w Tesco) ;)
 
 
 
gryf 


Stopień: AOWD SSI, PN2
Kraj:
Burkina Faso

Wiek: 65
Dołączył: 25 Lis 2005
Posty: 88
Skąd: Wawa
Wysłany: 05-10-2007, 12:51   

Kapitalna realacja! Ta nurkowa plus zdjęcia oczywiście tak, ale przygody faceta w gumowym płaszczyku pod tynieckim klasztorem.... miodzio!!! No rżałem ze śmiechu co drugie zdanie. Mateusz - nie wiem co robisz poza nurkowaniem ale piórem spokojnie zarobiłbyś na życie... Szacuneczek! :tak:
gryf
 
 
Zielona Wróżka 


Stopień: solidne OWD ;)
Kraj:
Poland

Wiek: 40
Dołączyła: 12 Cze 2005
Posty: 226
Skąd: Kraków
Wysłany: 05-10-2007, 15:12   

Doskonała relacja! Mam nadzieję, że spotkamy się kiedyś pod wodą :ping:
 
 
 
kurek 


Stopień: Jarek Kur
Kraj:
Poland

Wiek: 45
Dołączył: 02 Gru 2003
Posty: 95
Skąd: Kraków/Gdynia
Wysłany: 05-10-2007, 17:01   

Witam.
Fajna relacja, powodzenia na dalszej drodze :ping:
pozdr
kurek
ps. już z Gdyni
 
 
kamyk 


Stopień: Seal Team Juz Lvl 2
Kraj:
Bahamas

Wiek: 82
Dołączył: 14 Paź 2005
Posty: 232
Skąd: oceania
Wysłany: 07-10-2007, 01:46   

Ciekawa relacja, dobrze wiedzieć ze powiększa się grono nurków w PL. Powodzenia i życzę dalszych sukcesów w tym kierunku.


Kamyk
 
 
Habibi 


Stopień: **CMAS
Kraj:
Germany

Wiek: 63
Dołączył: 11 Mar 2006
Posty: 113
Skąd: Aachen-Krapkowice
Wysłany: 07-10-2007, 02:09   

Witam fajna relacja z wypadu do lasu ;) napiecie do samego konca :)
 
 
majki 



Stopień: CD NAUI
Kraj:
Poland

Dołączył: 25 Sty 2005
Posty: 402
Skąd: Warszawa
Wysłany: 07-10-2007, 17:20   

Cos na deser:

http://video.google.pl/vi...earch&plindex=0


Milego ogladania.

PS: Gdyby ktos z uczestnikow chcial full wersje - prosze o info na priv.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Dodaj do: Wypowiedź dla Wykop  Wypowiedź dla Facebook  Wypowiedź dla Wyczaj.to  Wypowiedź dla Gwar  Wypowiedź dla Delicious  Wypowiedź dla Digg  Wypowiedź dla Furl  Wypowiedź dla Google  Wypowiedź dla Magnolia  Wypowiedź dla Reddit  Wypowiedź dla Simpy  Wypowiedź dla Slashdot  Wypowiedź dla Technorati  Wypowiedź dla YahooMyWeb
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Administrator FORUM-NURAS uprzejmie informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie ingeruje w treść wypowiedzi
umieszczanych przez użytkowników na Forum. Zastrzega sobie jedynie prawo do usuwania i edytowania, w ciągu 24
godzin, postów o treści reklamowej, sprzecznej z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej
czy tez propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady regulaminu.
Przypominam, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.

Serwis wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych.
Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania.
Korzystanie z serwisu Forum-Nuras przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz.
Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.
Przeczytaj, jak wyłączyć pliki cookie i nie tylko
FORUM-NURAS topic RSS feed