Wiek: 56 Dołączył: 20 Paź 2004 Posty: 2801 Skąd: Warszawa
Wysłany: 30-10-2007, 02:41 NUR III , rozdział czwarty, ostatni punkt widzenia
Obudziłam się nieco wcześniej. Nie wiem czy to ekscytacja czy deszcz walący o szyby ale o dalszym spaniu nie było już mowy. Obserwowałam w skupieniu Jego spokojne, męskie rysy, w wyobraźni głaskałam piękną muskulaturę. Znaliśmy się od dawna, przeżyliśmy niesamowite przygody ale nigdy nie odważył się na ten krok, na który czekam od tak dawna. Ja też nie, co prawda, ale mam raczej konserwatywne podejście do zawierania intymnych znajomości. Przynajmniej tak sobie tłumaczyłam zawsze moją nieśmiałość. Mam nadzieję, że to, co wykombinowałam na najbliższe godziny pozwoli mu na zdefiniowanie czy może raczej wyekstrahowanie swoich uczuć. Ekstremalne to będzie ale nie widzę innego rozwiązania. Nasza przyjaźń ugruntowuje się i stabilizuje na poziomie, który mnie stanowczo nie satysfakcjonuje. Za dwa dni wybuchnie. Albo pozytywnie albo mnie znienawidzi; ale warto zaryzykować... Nagrodą będzie On-Na-Zawsze... o ile wygram... a właściwie - wygramy... Niesamowite miejsce, strach o mnie i tęsknota powinny wywołać pożądany skutek. Przecież nie wezmę Go na zazdrość jak jakaś pospolitka... Poza tym facio z taką psychiką byle czym się nie przejmie.
- Ale leje! – usłyszałam z sąsiedniego śpiwora.
- I bardzo dobrze. Nikt nas nie będzie oglądał - odparłam beznamiętnie choć nie było to łatwe. Najchętniej teraz poprawiła bym nam nastrój... cicho... jeszcze kilka dni wytrzymam.
Poszłam do łazienki przebrać się, jak zwykle zostawiając nieco uchylone drzwi. Ale, jak zwykle, On potraktował to jak przejaw porannego roztargnienia i usiadł tyłem abym miała pewność, że nie podgląda. Niby miło ale nie do końca...
Zrobiłam kanapeczki, takie jak lubi, z łososiem, On herbatkę i zjedliśmy miłe śniadanko.
Ubierając się w suchacza zaczęły drżeć mi dłonie - wyrzuty sumienia? Zdenerwowanie? Raczej trema... Podał mi twina na plecy i wyszliśmy. Udałam, że zamykam drzwi i cichuteńko poprowadziłam nad Siklawę. Było niesamowicie pięknie mimo siąpiącego deszczyku. Do wschodu jeszcze trochę ale mogłam bez obaw poruszać się bez latarki. Weszliśmy do wody, sprawdziliśmy sobie nawzajem sprzęt, test bąbelków i pod wodę. Popłynęłam prosto do liny, którą umocowałam tydzień temu. Sprawdziłam czy "friend" nadal jest dobrze osadzony i lekko się asekurując podążyłam z narastającym prądem. Płynął tuż za mną. Wślizgnęłam się do korytarza i szybciutko popłynęłam ku jaskini.
Pierwsze wzmianki o jaskini w Wielkim Stawie znalazłam przypadkiem, przeszukując notatki Starego Rzymianina, który po którejś-tam krucjacie postanowił uciec w góry północnego wschodu. Nie wiedział dokładnie gdzie jest ale pozostawił szkice. Dokładne ale obejmujące mały obszar. Wtedy poziom wody w stawie był niższy, Roztoka niemal wyschła i wejście do jaskini było częściowo widoczne z brzegu. Rzymianin mający zacięcie odkrywcy wpłynął korytarzem do suchej wówczas jaskini zakończonej "źródłem".
Po powrocie do domu, gdy planowałam spokojnie kolejną wyprawę w Tatry, wpadła mi w oko kopia tego szkicu. Sama nie wiem czemu położyłam ją na wojskowej mapie Pięciu Stawów - kształt akwenu był tak podobny, że koniecznie musiałam to zbadać. Spakowałam do plecaka przycięte kaloszówki, Minimę i krótką trójkę. Tyle mogłam zabrać i ukryć w plecaku aby nie budzić podejrzeń przyjaciół. O wschodzie zanurkowałam w miejscu zaznaczonym na szkicu. Nurkowałam trzymając się skał bo prąd nieubłaganie znosił w kierunku wodospadu a nie miałam żadnej asekuracji. Już przy czwartym zanurzeniu znalazłam wejście ale korytarz był na tyle długi, że nie ryzykowałam wpływania na jednym oddechu. Wychodząc zziębnięta wiedziałam, że to początek regularnych wizyt w tym miejscu. Już po dwóch tygodniach przyjechałam na jedną noc do schroniska targając siedmiolitrową butlę, automat, długą piankę, kołowrotek itd; wszystko do podstawowej eksploracji na małą odległość.
Wypłynęliśmy i przysiedliśmy na wystającej skale. Woda szumiała jak zwykle, poświeciłam na źródło w ścianie; On także. Jaka miła jedność myśli... Oglądał dokładnie dalej wnętrze jaskini... Fantomowe włoski na moich plecach podniosły się ze strachu, że odkryje... że To odkryje.
- Prawie tak duże, jak Olczyskie.
- Powierzchniowo tak, ale połowa wydajności - wstępne pomiary robiłam akurat miesiąc temu.
- Niezła miejscówka...
- Koniec pikniku. Ściągamy płetwy i idziemy do tej rzeki - pogoniłam wycieczkę aby nie kusić losu.
Sprawdziłam zamocowanie liny, zsunęłam płetwy i na kolanach zeszłam w dół.
Niemal identyczne miejsce napotkałam w Nowej Zelandii. Kształt, kąt spadku, wydajność źródła i dolna komora... Taaa... Ta komora z posadzką niczym w pałacu... Tyle, że w Nowej Zelandii na podłodze był jeszcze metaliczny wzór do złudzenia przypominający pająka z Nazca...
Aj! Do licha!.. Następnym razem chyba jednak zabiorę ten badziewny kask.
Opadamy w kierunku dna. Patrząc na jego największe na świecie oczęta nie mogę powstrzymać się od śmiechu; aż mi maska podciekła... hihi... "Tam, tam lepiej sobie popatrz" pokazuję palcem dolny korytarz i nie mogę się nadziwić jak On teraz wygląda. W zasadzie pierwszy etap czyli niesamowite miejsce mamy za sobą a to nie koniec... "Prowadź Stary, teraz ty... no rusz się klocu, hihi" - niedwuznacznie pokazałam Mu co dalej; musi się zgodzić bo inaczej klops... Uff... płynie, jest dobrze.
Podążam tuż za Nim przez "Trójkącik". Wiedziałam... nie oparł się uskokowi. "Okej, okej, głębiej nie będzie", niedowiarek. Mówiłam: dziesięć to dziesięć. Dobrze, że przyspiesza, nudy i gaz trzeba oszczędzać... Dobrze, że już wyjście... wypływa... oby się nie obejrzał za wcześnie, całą drogę mnie pilnuje jak mamusia... ooo... sam na powierzchnię, nie ładnie... no to w dodatku masz za swoje...
Pociągnęłam za wystającą u wylotu linkę i kompozytowa makieta przybrzeżnych kamieni zasłoniła podstępnie wylot korytarza. Dobra, umocowana. Jak to znajdzie to jest mistrzem... Wyjęłam z zagłębienia w klapie mały skuter i śmignęłam do dolnej jaskini. Skuter przywiązałam do liny. Zasapana wygramoliłam się na brzeg wywierzyska, wciągnęłam skuter; uwolniona lina spłynęła z prądem elegancko na sam dół. chwilka przerwy. Następnie, nie bez wysiłku, przetoczyłam okrągłą makietę skał zasłaniając wlot do korytarza i jednocześnie odsłaniając wlot do drugiego, bliźniaczego, choć kończącego się ślepą jaskinią piętnaście metrów wyżej od poprzedniej. Będzie na tyle zmęczony, że nie powinien poznać różnicy wysokości... niech się cieszy, że ma kondycję. Sprawdziłam jeszcze mocowanie liny u wylotu drugiego korytarza. Zabrałam skuter i prędziutko do pokoju. Na szczęście nikogo nie było po drodze, wszyscy jeszcze twardo śpią po imprezce. Stanęłam na progu pokoju - trzech osiłków robiło zdjęcia wszystkiego wokół a czwarty coś notował.
- Jak tam, Panowie?
- Cześć Piękna. Już kończymy. Dawaj te butle... no. Przebieraj się, wszystko masz w sąsiednim pokoju.
Oddałam z ulgą twina i pozwoliłam się rozpiąć. Skończyliśmy niemal jednocześnie. Chłopaki zabrali mi sprzęt i poszliśmy w dół ku Wodogrzmotom. Dalej zabrała nas furmanka powracająca z Morskiego Oka. Na Polanie Palenicy czekał już przeprawowy UAZ.
- Był?
- Jeszcze nie.
Wsiadłam do UAZa aby zza innych samochodów obserwować ruch przy Nissanie. Chłopaki poszli coś zjeść w międzyczasie; mnie przynieśli pyszną, grillowaną kiełbaskę.
Jest! Wysiada z busika i pędzi do Navary... znalazł kluczyki... płaci kierowcy... oj smutny pyszczek... szkoda mi Go ale przynajmniej plan działa poprawnie... dobrze, zabrał twina i zasuwa do furmanki... ok, jadą... będzie mnie szukał od drugiej strony. Zdziwi się jak nigdy. W pokoju został tylko Scout, przy tym kaganku nie odkryje makiety... Mam nadzieję...
- Jedziemy! Panowie... jeedzieemyy!
- Dokąd?
- Wysadźcie mnie przy szlaku do Murowańca.
Chłopaki tak się nakręcili na jazdę po górach, że mimo moich protestów podwieźli mnie do samego schroniska. Miło. Strasznie nie lubię tej drogi - nudna, kamienista i długa.
- No to skoro tak to schodzę w sprzęcie.
- Dobra, idź spokojnie, wszystko Ci zaraz doniesiemy.
Kochani są... Miałam schodzić w piance na bezdechu ale bardzo chętnie zanurkuję w suchaczu... upału nie ma... Przebrałam się, dostałam butle prosto na plecy i zeszłam w głąb Czarnego Stawu. Niełatwo mi było odszukać zasłonięte wejście. Doskonale się spisali chłopaki z HomeAqua. Dla nich to też było nowe wyzwanie. Nie dość, że skala nie ta co zwykle to musieli się obejść zdjęciami i jednym kamieniem na wzór. O, jest. Odblokowałam "drzwi" i workiem wyporowym podniosłam do góry. Sprawdziłam zawias i spust. Tym razem zamiast wyzwalacza wewnętrznego założyłam cieniutką żyłkę kilkadziesiąt centymetrów pod sufitem. Ze względu na układ kamieni raczej nie poruszą jej wpływając.
Zakładania pułapek nauczył mnie były zwiadowca Viet Cong'u. Poznałam go w Kambodży podczas mojej czteromiesięcznej wyprawy po Półwyspie Indochińskim. Nie dość, że się we mnie zadurzył to chyba szukał ucznia, spadkobiercy jego technik zwiadowczych i zastawiania pułapek. Niestety nie byłam pilnym uczniem ale zawsze coś mi w głowie zostało. Musieliśmy się rozstać po wycieczce podziemnymi korytarzami w wietnamskiej dżungli. Ciemno, ciasno - ok, ale szkielety w dużych ilościach nie są tym, co lubię oglądać na wakacjach.
Wyszłam na brzeg.
- Telefon do Ciebie!
Odebrałam:
- Tak?
- Już jest. Siedzi w pokoju - zakomunikował mi jeden z poznanych wczoraj w schronisku łazików.
- Dzięki. Jeszcze zadzwonię.
- Jasne.
Fajne chłopaki. Dwie minuty wystarczyły aby wciągnąć ich w zabawę. Skoro już wyszedł z wody to od razu mogę działać dalej. Podali mi skuter, śmignęłam korytarzem do dolnej jaskini, zdjęłam sprzęt i wgramoliłam się do zatarasowanego przejścia. Makieta zasłaniająca otwór nie bardzo chciała się przetoczyć aby odsłonić choćby malutkie przejście. Dobrze, że woda nie napierała tak jak zwykle, mogłam w miarę normalnie stać. Postanowiłam przewrócić zawalidrogę... naparłam ramieniem ale nie poszło. Dopiero za trzecim, bardzo już bolesnym razem makieta łaskawie straciła równowagę we właściwą stronę. Jestem. Jak ja ją przesunę??! O! prawie pływa! Chłopaki pomyśleli! Przesunęłam leżące na wodzie "drzwi" w stronę krótszego korytarza. Podnieść... Jak to k..wa podnieść??.. W ćwiartkach było lżejsze, teraz, po sklejeniu ma swój "ciężar właściwy"... Poza tym chłopaki są silniejsi, im było łatwiej... Wydobyłam ze szczeliny "frienda" i odwiązałam od niego linę, nie będzie już potrzebna w tym korytarzu... Znalazłam nad wejściem odpowiednie zagłębienie i umieściłam w nim zacisk. Przez karabinek przewlekłam linę i jeden koniec przywiązałam do stalowego uszka w makiecie. Za to uszko wyciągają odlewy z formy... baardzo rozsądna technologia, niech żyją uszka... i barszcz z uszkami hihi. Eeeppp..! No idziesz ty do góry cholero jedna... poszło!! Z ogromnym wysiłkiem podniosłam krawędź z metr, byle tylko stanąć pod spodem i podeprzeć ramieniem... cholerne węzełki, teraz nie pomagały... dobrze, że małe... Ajj! nie to ramię! Nieźle walnęłam przewracając ten kawał plastiku, będzie siniak, oj szpetny będzie skurczybyk, jak ja się pokażę... mam nadzieję, że lubi siniaki... uff, stoi.
Odcięłam linę tuż przy węźle, zbuchtowałam i zrzuciłam na dół. W dolnej komorze założyłam sprzęt, wzięłam linę, skuter i popędziłam do wyjścia. Nie poszło łatwo ale zadanie wykonane.
- Znaleźliśmy jakiś sprzęt w krzakach. Twój?
- Nie, Jego. Ruszaliście?
- No co Ty.
- Dobrze. Niech tak zostanie. Bardzo go widać?
- Troszeczkę. Jak zejdziesz ze szlaku się wysikać to widać.
- Przysłońcie to jakoś żeby nie "zginęło". Tylko dyskretnie.
Przy zejściu usypałam jeszcze małą piramidkę rozpoznawczą.
- Babki to się lepiej z piasku robi, dziecinko.
- Spadówa. Zmieńcie mi akumulatory w skuterze i latarce.
- Jeszcze idziesz?
- Na później.
Przebrałam się, sprawdziłam ciśnienie - starczy... Wrzuciłam graty do worka i ukryłam w kosówce, z dala od szlaku i miejsc do sikania.
- Zbieramy się.
Wystukałam numer.
- To ja. Co robi?
- Krząta się ale nic poważnego.
- Śpi w pokoju?
- Na pewno.
- Zadzwoń jutro jak odda klucze.
- Załatwione. Jak poszło?
- Dowiesz się wszystkiego naraz. Muszę kończyć. Jestem pojutrze rano. Pa.
- Teraz Ty będziesz opowiadać "legendy". Do zobaczenia.
Poszliśmy do Murowańca.
- Pobudka! - silny kopniak w drzwi delikatnie wydobył kierowcę z błogiego snu.
- Cojestkur... a to Wy...
- Chłopaki, jedźcie do Murzasichla na kwaterę i czekajcie na telefon.
- A Ty?
- Będę w Betlejemce. Nie mam już po co wracać a w końcu mam wakacje.
Odprowadziłam wzrokiem UAZa i powoli poszłam w kierunku Skupniów. Słońce zaszło już całkiem. Pod chatką zastała mnie urocza ciemność podziurawiona najjaśniejszymi gwiazdami jakie widziałam. Klucz, zgodnie z umową, znalazłam pod wiadrem, torbę z rzeczami na łóżku. Obmyłam się przy świecy, alle sinior! Boszsz! Całe ramię! Na szczęście gorzej wygląda niż boli. Mała kanapeczka, jogurcik z ziarnem, ząbki i spać... ale miiłooo... Drrr....!!!
- Haloo...
- Wstał i poszedł z plecakiem na dół.
- Klucze..?
- Nie.
- Pewnie zrobi kilka kursów aby zabrać wszystko. Dzwoń jak zda klucze.
- Okej.
Eee.. myślałam, że już się nie zachmurzy a tu taka szarówa. Dobrze, że nie pada, przynajmniej szlak Mu przeschnie do tego noszenia. Biedaczek. Eee.. lubi sport, niech trenuje...
Mam ładne kilka godzin. Skoczę sobie na Liliowe. Małe śniadanko, trochę do plecaczka, aparat i idę. Bardzo dobrze mi się szło. Na przełęczy zrobiłam śliczną panoramę z Zielonym Stawem i mając kupę czasu poszłam przez Świnicę na Zawrat. Zjadłam kolejną kanapkę, popiłam gorącym Izoplusem z termosu i zastanawiałam się nad przyszłością z Nim. Zakładając, że ta przyszłość będzie wspólna, co niestety było dla mnie coraz mniej oczywiste, czy intymne relacje między przyjaciółmi nie zniszczą tego, co było dla mnie najważniejsze i co tak bardzo mnie przy Nim trzymało? Im bardziej więź między ludźmi się zacieśnia, tym bardziej wytwarzają się zależności stadne. W każdym stadzie jest osobnik alfa. Czy naturalna walka o dominację w związku może pozostać bez wpływu na przyjaźń? Czy w naszym przypadku dojdzie do walki o dominację? A w zasadzie - czy jest sposób i czy uda nam się go odnaleźć aby tej walki uniknąć? Czy On jako Partner w ogóle będzie chciał jej unikać? Czy nie będzie debilnie zazdrosny jak moi poprzedni, pożal się Boże, partnerzy? Jeśli tak, to wszystko się posypie i nie będzie ani miłości ani przyjaźni. Nic. A jeśli odwrotnie? Nie będzie się interesował co robię bez niego? Totalny brak zazdrości? Wtedy może się okazać, że to ja wyimaginuję sobie u niego brak miłości i przywiązania jako powód takiego stanu rzeczy. Zzzimnoo... ale wieje... czas schodzić.
Z Zawratu zeszłam prosto nad Czarny Staw i niebieskim szlakiem, koło schroniska do Betlejemki... Drrr...
- Tak?
- Oddał klucze.
- Dzięki
- Nie ma za co. Co u Ciebie?
- Nic nowego, muszę kończyć. Pa.
- Pa.
Nie chce mi się z nikim gadać, właśnie ugotowałam sobie ziemniaczki i brokuły na parze. Pychotka, smakowe. Znów wystukałam do chłopaków.
- Zbierajcie się. Oddał klucze, teraz musi zabrać sprzęt. Macie spakowane co trzeba?
- Tak.
- Jak Was minie to puść mi sygnał.
- Ta-jest.
Czas zaczął się strasznie dłużyć. Co On tyle czasu robi? Zrezygnował ze sprzętu? Niee.. nigdy. Pewnie czeka aż szlaki opustoszeją. Na pewno. Siedem godzin... Drrr... Drrr... O ho. Jest.
Poszłam zająć pozycje przy mojej torbie ze sprzętem. Widząc światła wystukałam numer do kierowcy:
- Już.
- Oki.
Przebrałam się w ocieplacz póki był daleko. W końcu przeszedł obok ze spuszczoną głową. Nie widziałam buzi ale na pewno był smutny. Zabrał sprzęt i poszedł z powrotem. Po cichutku założyłam resztę sprzętu i poszłam nad staw. Minęłam usypany wcześniej kopczyk i spokojnie zanurzyłam się w wodzie. Skuter położyłam obok na kamieniach, sama klęcząc schowałam się za niewielkim głazikiem. W ostatniej chwili bo właśnie nadchodzili cicho rozmawiając. Szybko schowali się pod powierzchnią. Odczekałam kilkanaście minut i dyskretnie podążyłam ku trójkątnemu wejściu. Włączyłam specjalnie do tego celu zrobione lampki: czerwone diody umieszczone na obwodzie skutera świeciły prostopadle do kierunku ruchu tworząc wokół skutera trójkątną poświatę oświetlonych ścian tunelu. Dzięki temu nie mogli mnie widzieć a ja doskonale orientowałam się w położeniu względem ścian. Mogłam też trzymać dystans obserwując ich hidy.
Zatrzymałam się przed wejściem do jaskini. Głowy mieli już na powierzchni... niech prowadzi..! pamiętasz..? OK. Wyszedł. Popędziłam po dnie pod wodospad, puściłam skuter i złapałam za płetwę wciągając nurka pod wodę. OK. Dobry nurek. Ale strasznie zamotany. Poznał mnie? Ściągam maskę... ale zimno... Zakładam, przedmuchuję... Poznał. Pokazuję mu odwrót. Strasznie to długo trwa! Odpalam zapasowego leda i wychodzę. Wspinam się na kolanach wciągając się mocno po linie. Byle szybko nadrobić dystans... Płetw nie ściągam, jakoś daję radę, dobrze, że założyłam dodatkowy neopren na kolana... Szybko przez jaskinię, korytarz, ale stres, zdążę czy nie..? Popłynął w prawo, dobrze. Prąd nie jest aż tak silny, skierowałam się w lewo, zniosło mnie prawie do kładki. Wyskoczyłam jak nigdy, byle się nie potknąć, nie poślizgnąć... migiem do pokoju...
- Co Wy tu... sssspadówa, Panowie!!! - zasyczałam wściekła. Ciekawe, czy zdążyli?
- Damy radę, spoko Piękna... Tu! - wskoczyli do sąsiedniego pokoju.
Rozbierałam się po drodze. Zrzuciłam twina na łóżko, odpięłam suwak o klamkę, ocieplacz w kąt... wskoczyłam naga do łazienki pod gorący prysznic... Ale milutko!
- Ja Cię pier...! - usłyszałam zza drzwi.
Chciał byś... to dobrze wróży... hihi...
- Spokojnie, najpierw się wykąpię - odparłam tak miło i spokojnie jak tylko umiałam w tej chwili.
Dreszcz niepewności przeleciał mi po plecach...
Ostatnio zmieniony przez TomS 30-10-2007, 03:05, w całości zmieniany 2 razy
Dołączyła: 15 Sie 2007 Posty: 199 Skąd: Dolny Śląsk
Wysłany: 30-10-2007, 12:09
TomS napisał/a:
To po kiego my się tak staramy?
Dla własnego dobrego samopoczucia:-)
Poza tym, my kobiety, nie patrzymy na was facetów jak na przedmiot, w sensie wyrzeźbionej w pocie czoła muskulatury zakropionej jakimiś sterydami na dodatek, tylko jak na człowieka ze swoimi małymi ułomnościami.
Najważniejsze, to mieć dobrze poukładane,,pod sufitem".
Wiek: 56 Dołączył: 20 Paź 2004 Posty: 2801 Skąd: Warszawa
Wysłany: 30-10-2007, 12:31
$$ napisał/a:
dziękuję za zmniejszenie
Istnieje coś takiego, jak punkt widzenia. Jeśli masz czas to znajdziesz więcej takich różnic. Także w różnym odbieraniu faktów przez facetów. Jaga19 zauważyła, że jako kobieta myślę zbyt męsko i wierzę jej. Ale Ty, zamiast czepiać się głupot załóż, że wszystko napisałem świadomie i na pewno nie dlatego, że według Ciebie w Tatrach jest inaczej niż napisałem.
A przy okazji: czy Twoja znajomość Tatr jest analogiczna do znajomości CCR?
Ostatnio zmieniony przez TomS 30-10-2007, 12:46, w całości zmieniany 2 razy
Wiek: 52 Dołączył: 14 Sie 2005 Posty: 320 Skąd: Gdańsk
Wysłany: 30-10-2007, 19:56
Jaga, kompleks pielęgniarki objawia się ponoć poprzez fascynację beznadziejnymi wypadkami wymagającymi intensywnej opieki i troski stąd pytanie i nawiązanie do tego, że jak mówisz kobiety kochają nas za ułomności
Wiek: 56 Dołączył: 20 Paź 2004 Posty: 2801 Skąd: Warszawa
Wysłany: 30-10-2007, 20:18
Jaga19:
Jak sobie spokojnie pomyślę, to nie mogę do końca przyznać Ci racji. Znam kobiety / dziewczyny, dla których dobrze zbudowane ciało faceta niewątpliwie ma znaczenie. Dla jednych mniejsze, dla innych większe ale ma. Lubią "kaloryferki" lub "mocne łapki" itd. Ponieważ żadna nie ma estetyki pro-Papaj to rozwinięty jeden mięsień nie załatwia sprawy. Człowiek aby był ładny musi być rozbudowany harmonijnie. I facet i babka. Przerost lub niedorozwój jest szpecący. Oczywiście statystycznie czyli nie dotyczy to wszystkich. Bohaterka jest fanką wypraw i sportów ekstremalnych, sama jest wysportowana (dobrze zbudowana) i nie widziałem nic złego w dodaniu jej fascynacji męską muskulaturą. Tym bardziej, że nie jest to jakiś tam facio tylko jej przyjaciel i wybranek; poza tym nie jest to jej fetysz tylko jedna z myśli po przebudzeniu.
Crowley:
To właśnie był "ciąg dalszy". Dopisując koniec tylko popsuję... Dla każdego ten koniec powinien być jego własny. Nie lubię klimatów "hollywoodzkich" - znam zakończenie najpóźniej po jednej trzeciej.
No i jaki koniec? Morderstwo w afekcie? Ciężkie pobicie i zemsta kumpli - policjantów? Klasyczna awantura? Niema scena wyrzutów? Beznamiętne "dobrze, że jesteś"? Radosne "tak się bałem, że Cię stracę"? Ostry seks pod prysznicem? Ślub, dzieci i bezpieczna sielanka przez resztę życia"? Co bym nie dopisał powstanie tandeta, tak mi sie przynajmniej wydaje.
Wiek: 41 Dołączył: 03 Maj 2007 Posty: 324 Skąd: Gdańsk
Wysłany: 30-10-2007, 20:24
TomS napisał/a:
Crowley:
To właśnie był "ciąg dalszy". Dopisując koniec tylko popsuję... Dla każdego ten koniec powinien być jego własny. Nie lubię klimatów "hollywoodzkich" - znam zakończenie najpóźniej po jednej trzeciej.
No i jaki koniec? Morderstwo w afekcie? Ciężkie pobicie i zemsta kumpli - policjantów? Klasyczna awantura? Niema scena wyrzutów? Beznamiętne "dobrze, że jesteś"? Radosne "tak się bałem, że Cię stracę"? Ostry seks pod prysznicem? Ślub, dzieci i bezpieczna sielanka przez resztę życia"? Co bym nie dopisał powstanie tandeta, tak mi sie przynajmniej wydaje.
chlip:( choć z jednej strony dobrze - wyobraźnia będzie pracowała dłużej - do następnego Twojego opowiadania:P
Dołączyła: 15 Sie 2007 Posty: 199 Skąd: Dolny Śląsk
Wysłany: 30-10-2007, 20:58
VooDoo_73 napisał/a:
stąd pytanie i nawiązanie do tego, że jak mówisz kobiety kochają nas za ułomności
Nie ja mówię, tylko Ty uparcie twierdzisz, że mówię:-)
Powtarzam: jak kogoś kocham, to ze wszystkimi pozytywami i ułomnościami, kumasz?
Ubawił mnie syndrom pielęgniarki:-)
Nawet w stosunku do swoich chłopaków(dzieciaków) nie przejawiam takowego, bo dbam o to, by byli samodzielni i umieli sami podejmować decyzje.
TomS napisał/a:
nic złego w dodaniu jej fascynacji męską muskulaturą.
Ależ ja też nie widzę w tym nic złego. Jedynie podkreśliam, że kochamy Was głównie za za walory umysłowe.
Ładne opakowanie -jak najbardziej, ale to, co w środku-przede wszystkim:-)
TomS napisał/a:
sama jest wysportowana
Ja też i co z tego? Nie to świadczy o mojej wartości, no nie?
Wiek: 56 Dołączył: 20 Paź 2004 Posty: 2801 Skąd: Warszawa
Wysłany: 30-10-2007, 21:27
Jaga19 napisał/a:
Nie to świadczy o mojej wartości, no nie?
Ależ oczywiście, że świadczy! Tylko nie każdy ma system wartości, który to uwzględnia. Kobieta wysportowana (w ogóle - człowiek) to kobieta zadbana, szanująca sama siebie. Przykład? Jak zmienia się kobieta wysportowana zrzucając ubranie? A jak sie zmienia kobieta otyła ale opięta gorsetami i sprytnie umalowana po takim zabiegu w dodatku podpartym myciem twarzy? No jedna na korzyść ale czy ta druga też? Nie znaczy to, że jej facet jej nie kocha. Chodzi mi o wrażenia estetyczne.
Natomiast stanowczo nie jest to wyznacznik Twojej ani niczyjej wartości. Jedynie składowa oceny.
Jaga19 napisał/a:
nie widzę w tym nic złego
Nie podejrzewam tego. Jednak to:
Jaga19 napisał/a:
kobiety nie głaszczą muskulatury nawet w wyobraźni
plus dalsze dodatki pozwoliły mi sądzić, że wręcz nie jest to dla Was ważne i że taki sposób myślenia jest Wam obcy. I z tym ciężko mi się zgodzić.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Administrator FORUM-NURAS uprzejmie informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie ingeruje w treść wypowiedzi umieszczanych przez użytkowników na Forum.
Zastrzega sobie jedynie prawo do usuwania i edytowania, w ciągu 24 godzin, postów o treści reklamowej, sprzecznej z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej
czy tez propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady regulaminu.
Przypominam, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.
Serwis wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Forum-Nuras przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz.
Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki. Przeczytaj, jak wyłączyć pliki cookie i nie tylko