Wysłany: 13-06-2010, 23:54 Coś na ochłodę - relacja z nurka podlodowego
Długo mi się zeszło Ale w końcu się udało. Poniżej relacja z tegorocznego podlodowego. Potraktujcie to jak orzeźwiającą, lodową bryzę
Poddając się nastrojowi nicnierobienia ze znudzeniem przeglądam fora nurkowe. Nagle rzuca mi się w oczy ogłoszenie – KURS NURKOWANIA PODLODOWEGO. W dodatku organizowany przez Majkiego – szefa X Divers – doświadczonego instruktora jaskiniowego i Course Directora NAUI. W ułamku sekundy przez mój umysł przebiegła myśl o tym, czy nie byłoby fajnie wziąć udział w tym szaleństwie
Nieee, człowieku, nie bierz sobie tego do głowy , nie dasz rady, poza tym lód, zimno, brrr – podpowiadał mi głos rozsądku.
Jednak po kilku chwilach usłyszałem cichy, iście diabelski szept : ejjj , zawsze o tym marzyłeś a marzenia trzeba spełniać, żeby robić miejsce dla następnych. Idź, spróbuj, będzie dobrze.
Zawsze chciałem zobaczyć jak jest tam „po drugiej stronie tęczy” więc…… diabeł wygrał ( nie po raz pierwszy zresztą)
Ustalam termin szkolenia teoretycznego, na którym, podczas kilkugodzinnego spotkania dowiaduję się wielu przydatnych informacji o nurkowaniu pod lodem. Majki omawia szczegóły przygotowania stanowiska, sposoby komunikacji, niezbędne wyposażenie nurka podlodowego, rodzaje lodu i jego wytrzymałość itd. Uzgadniamy też datę i miejsce nurkowania.
28.02.2010 godzina 9.00 – stacja benzynowa gdzieś nieopodal Garwolina
Tutaj spotykam się z pozostałą częścią ekipy – jest oczywiście Majki i Margita , jest mój partner nurkowy Marcin oraz kilka osób robiących podlodowe intro lub kończących kurs.
Ruszamy ze stacji i po kilku minutach docieramy do naszego miejsca nurkowego – jest nim niewielka glinianka, która jest jednym ze słynnych „ garwolińskich Cenotów”. Nasz „ Cenot” nosi nazwę „ U Krzyczącej Pani” ze względu na wyjątkowy temperament właścicielki terenu, na którym się znajduje.
Najpierw robimy wstępny rekonesans nurkowiska - okazuje się, że kilka słonecznych dni zrobiło swoje i pod cienką warstwą lodu znajduje się woda a dopiero pod nią lód właściwy. Majki obserwuje nas uważnie i od czasu do czasu podrzuca swoje sugestie. Podejmujemy decyzję, że na lód wchodzimy w sucharach, w uprzężach, asekurowani na linie z brzegu. Dostaję przydział na „ trzymającego asekurację” i dzielnie dzierżę linę podczas kiedy koledzy docierają do starego przerębla w celu określenia jego przydatności do dzisiejszego nurkowania. Następnie ja ruszam z toporkiem podpięty pod linę, żeby wykuć dziurę w lodzie i określić jego nośność. Okazuje się, że wszystko ok. , lód właściwy ma jeszcze prawie 30 cm grubości – możemy zakładać „obóz” przy przerębli. Znosimy nasz sprzęt, szykujemy i mocujemy linę dla nurkujących oraz dla ratowników. Następnie opuszczamy do przerębla marker – linę obciążoną ciężarkiem z przymocowanym na jej końcu błyskaczem, który ma nam wskazywać drogę na powierzchnię.
Pierwsza ekipa zaczyna przygotowywać się do zanurzenia. Na początek pod lód zmierza „babska brygada” . Dziewczyny twarde duchem i hmmm… ciałem. Jedna wchodzi do wody w mokrej piance, dla drugiej jest to pierwsze nurkowanie….w Polsce . Podlodowe intro prowadzi Margita.
Dziewczyny długo podróżują w lodowej krainie, wynurzają się całe szczęśliwe i uśmiechnięte od ucha do ucha.
Kolej na mnie i na Marcina. Najpierw omówienie. Ja prowadzę naszą grupkę , Majki obserwuje i pokazuje kolejne ćwiczenia do wykonania. Ogólnie tematyka braku gazu. Zakładamy nasz standardowy sprzęt oraz uprząż do której przypinana jest lina łącząca nas z powierzchnią . Z dodatkowego wyposażenia dopinamy małego stage’a a na głowie ląduje twarzowy kask.
Wreszcie pod wodą – jest inaczej, mroczniej , jakby ciszej. Wydychane przez nas powietrze rozpływa się po tafli lodu jak rtęć , jesteśmy w innym bajkowym świecie.
Bajka szybko się kończy, kiedy Majki daje sygnał do rozpoczęcia ćwiczeń. Marcinowi zabrakło powietrza i muszę szybko mu go dostarczyć, co udaje się bez problemu. Niestety odkręcenie mojego stage’a , którego używam pierwszy raz w życiu nie wychodzi mi i przechodzę na automat zapasowy. Błąd. Ojjj, Majki nie będzie zadowolony. Drugie ćwiczenie to autoratownictwo. Symuluję brak powietrza z własnego źródła, przechodzę, na stage’a – tym razem poszło trochę lepiej – lekka zadyszka, mały stresik ale…daję radę . I trzecia odsłona braku gazu – tym razem wszystko idzie nie tak ( oczywiście symulujemy) i bez powietrza muszę uciekać do przerębla. Wypływam na powierzchnię bardzo szczęśliwy, że tą część ćwiczeń mam za sobą. Niestety zbyt długo wstrzymuję oddech pod wodą co nie uchodzi czujnemu oku Majkiego .
Drugie zadanie na tym samym nurkowaniu to poszukiwanie zaginionych nurków. Tych ostatnich symuluje sprzęt Marcina, który zdjął podczas jednego z ćwiczeń , i który wisi sobie gdzieś w odmętach przyczepiony do śruby lodowej. Ustalam z ekipą powierzchniową kierunek ostatniego kontaktu z zaginionymi , nastawiam kompas i ruszam na poszukiwania. Trzymam linę tuż pod taflą lodu i po kilku minutach czuję „zaczep”. Majki, jak szpieg podwodny jakiś, cały czas czuwa nieopodal . Dopływam do poszkodowanych tj. do sprzętu Marcina i bezpiecznie holuję go do przerębla. Ufff, jakoś poszło…
Po wyjściu na powierzchnię chwila odpoczynku i znów zaczynamy asekurację kolegów pod lodem, następnie wcielamy się w rolę ratowników. Jeszcze kilkanaście minut i ponowne zanurzenie. Przed nim oczywiście odprawa i omówienie ćwiczeń. Kiedy słyszę co na mnie czeka pod wodą dochodzę do wniosku, że nie dam rady…. Celem jednego z ćwiczeń jest bowiem pozbycie się całego sprzętu i powrót na powierzchnię jedynie ze stagem pod pachą. Nigdy w życiu nie zdjąłem swojego sprzętu pod wodą – trochę wstyd ale tak właśnie jest. Jak mam to zrobić pod lodem???
Majki uspakaja sytuację – jak nie chcesz to trudno, zaliczysz jak będziesz gotów. Tylko, że to prawdopodobnie ostatni „lodowy” weekend ,więc zaliczenie będzie za jakiś rok…
Zaczynamy od kolejnego ćwiczenia z autoratownictwa. Tym razem zakładamy, że pomoc nie dotarła i muszę sam odnaleźć drogę do wyjścia. Odpływamy od przerębla, w pewnym momencie Majki daje znak do rozpoczęcia ćwiczenia. Wkręcam śrubę lodową w taflę , podpinam do niej linkę z kołowrotka i prowadzę ją tuż pod powierzchnią lodu w kierunku najbardziej prawdopodobnego położenia przerębla. Za taczam okrąg, po pewnym czasie zahaczam o marker. Udało się – jesteśmy uratowani !
Zwijam linkę na kołowrotek, Majki upewnia się, że nie chcę ściągać sprzętu pod wodą. Ok.- jeśli nie to robimy małą rekreację . Pokazuje mi, żeby odwrócić się do góry nogami a raczej płetwami i dotknąć nimi powierzchni lodu. Stajemy (wisimy?) jak jakieś k…wa nietoperze . Majki uśmiecha się szeroko ( widać to nawet pomimo maski) i po kilkunastu sekundach mam wrażenie, jakbym rzeczywiście stał na lodowej tafli !!! Robię kilka kroków, łażę po lodzie od spodu!, to działa – oszukanie własnego mózgu nie jest takie trudne i nie wymaga stosowania chemii .
Wracamy do pozycji horyzontalnej i płyniemy pozwiedzać gliniankę. W pewnym momencie spotykamy monstrualnej wielkości karpia, który leniwie ucieka w zarośla ,zaskoczony obecnością gości w „jego” akwenie.
Po kilkunastu minutach wynurzamy się na powierzchnię, Majki rzuca delikatną sugestię, że zostało mi do zaliczenia tylko jedno ćwiczenie aby uzyskać certyfikację. Szybko myślę- Stary jesteś to po to , żeby przełamywać własne bariery, jedną już przełamałeś włażąc pod lód- przełam następną, zostawiając pod lodem cały swój sprzęt. Oczywiście ulegam i po raz kolejny wsuwam się pod lód z mocnym postanowieniem zdjęcia mojego ekwipunku pod wodą.
Odpływamy kilkanaście metrów od przerębla i zaczynam przygotowania do zdjęcia sprzętu. Wkręcam śrubę podlodową, odpinam stage i mocuję go do śruby. Następnie , dopuszczam powietrze do jacketu i zdejmuję go ! Jacket również zawisa na śrubie a ja zdejmuję z niej stage , zmieniam źródło powietrza i pędzę w kierunku przerębla. Nagle- stooppp! – coś nie pozwala mi odpłynąć od śruby. Chwila paniki i nagle okazuje się, że na mojej szyi pozostał automat podwieszony na gumie. Zrywam go szybkim, mocnym ruchem i oswobodzony docieram do wyjścia z lodowej krainy. Nie próbuję nawet ukryć mojej radości – udałoooooo się
Już po wszystkim spotykamy się w pobliskiej pizzerii i następuje podsumowanie nurkowań, stemplowanie logbooków i takie tam . Majki omawia nurkowania poszczególnych osób, wymienia ćwiczenia które zostały wykonane poprawnie, i te nad którymi należy jeszcze popracować.
Wracam do domu piekielnie zmęczony lecz przeszczęśliwy – znów przegoniłem kilka potworów z mojej głowy…..
Wiek: 49 Dołączyła: 20 Sie 2009 Posty: 111 Skąd: Bugibba, Malta
Wysłany: 17-06-2010, 10:54
Bardzo fajna relacja. Narobiles mi smaka na mrozonke
Juz jakis czas temu utkwilo mi w glowie zdjecie nurka chodzocego do gory nogami po lodzie(i to w rakach!), a teraz jeszcze ten twoj opis!
Byle do zimy!
Pozdrawiam i zazdroszcze!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Administrator FORUM-NURAS uprzejmie informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie ingeruje w treść wypowiedzi umieszczanych przez użytkowników na Forum.
Zastrzega sobie jedynie prawo do usuwania i edytowania, w ciągu 24 godzin, postów o treści reklamowej, sprzecznej z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej
czy tez propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady regulaminu.
Przypominam, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.
Serwis wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Forum-Nuras przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz.
Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki. Przeczytaj, jak wyłączyć pliki cookie i nie tylko