Wiek: 62 Dołączył: 24 Maj 2004 Posty: 3728 Skąd: Katowice
Wysłany: 02-09-2011, 17:04
tomaszg4 napisał/a:
potraktuj to bardzo przewrotnie ale jak nie spróbujesz to nie doświadczysz.
Zgadzam się, że bez przekraczania zakresu doświadczenia wszelki postęp byłby niemożliwy. Ale nie zakresu możliwości. W tym obszarze - między granicą doświadczenia i możliwości mieści się strefa progresu.
A w kwestii edukacji - jestem zwolennikiem szkolenia przez budowanie doświadczenia.
tomaszg4 napisał/a:
w którym momencie doszło do utopienia ?
Orzeczenie tego nie precyzuje.
plotek napisał/a:
Chętnie poczytamy, więc nie daj się długo prosić
Nie jestem pewien, czy ma sens snucie takich opowieści. Walor edukacyjny znikomy, wręcz mam poczucie, że to niestosowne, że to takie napawanie się cudzym nieszczęściem.
Proszę o zdanie innych osób, rozważę sprawę. To nie ma nic wspólnego z proszeniem.
Ostatnio zmieniony przez TomM 02-09-2011, 17:15, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 58 Dołączył: 09 Mar 2008 Posty: 3897 Skąd: Łódź/Gliwice
Wysłany: 02-09-2011, 21:09
maran napisał/a:
Natomiast trzymanie się sztywnego planu, z nie oddychającym partnerem skazuje go na pewną śmierć.
30 min. wentylowania nieprzytomnego, nieoddychającego partnera mnie przekonuje. Ciebie nie. Rozumiem. Obyśmy nigdy nie musieli przekonać się, kto z nas ma rację.
maran napisał/a:
Miałem nadzieję że napiszesz coś w stylu 10 minut akcelerowanej dekompresji jestem w stanie olać.
Nie wiem. Zależy od profilu nurkowania, od tego ile deco już przeprowadziliśmy, od temperatury wody... Naprawdę nie wiem. Napewno podejmując decyzję kierowałbym się naszym wspólnym dobrem, partnera i moim.
maran napisał/a:
Tylko że dekompresja to nie nauka ścisła, a pominięcie małego deco nie oznacza od razu śmierci.
No właśnie. Ile dekompresji można pominąć wg Ciebie, żeby było bezpiecznie? 5 min? 10 min? 15? A może 48i1/2? Właśnie chodzi o to, że nie wiemy. A pominięte deco zaszkodzi i mnie i nieprzytomnemu partnerowi. Więc zakładając, że jestem w stanie go uratować, może warto by było uratować go odbywając deco? Ale to pytanie na odrębny wątek...
hennessy napisał/a:
Powtarzam p...lisz momentami straszne farmazony w strasznym stylu - to nie jest atak personalny, tylko stwierdzenie faktu. I już. Potraktuj to, jako ocenę osoby, wydaną przez osobę kształconą m. in. w kierunku oceny sposobu przekazywania wiedzy - śliczne zdanie mi wyszło.
Piszesz bzdury. Potraktuj to jak chcesz. Prosty przekaz mi wyszedł.
Włodek K napisał/a:
Ważną okolicznością zdarzenia jest to że w skrzydle worki z gazem tworzą się w górnej części nieco ponad wyjściem kolanka z worka (zależy od konstrukcji). Stabilna pozycja i sylwetka pozwala na utrzymanie znacznej części tego gazu albo nawet całości, nawet wtedy gdy kolanko się rozleci.
Włodku opisane przez mnie zdarzenie miało miejsce zaraz po wejściu do wody, przed zanużeniem się, przy pozycji pionowej. Dodatkowo "rozszczelnionym" workiem był Donut Specjal Edition, który jest bardzo wąski na górze. Worek był całkiem pusty. Natomiast moja ujemna pływalność w tym momencie wynikała wyłącznie z masy gazu w twinie.
Ale dajmy już spokój OT, bo zrobimy z tego wątku osobne forum
Nie jestem pewien, czy ma sens snucie takich opowieści. Walor edukacyjny znikomy, wręcz mam poczucie, że to niestosowne, że to takie napawanie się cudzym nieszczęściem.
Jeżeli mówimy o nie-wychodzeniu z sytuacji, z których od pewnego momentu nie ma wyjścia, to rzeczywiście walor edukacyjny może się wydawać marny. Nie myślałbym jednak o podaniu przykładów i opisów zdarzeń w kategoriach napawania się nieszczęściem. Mam wrażenie, że na forum jest wiele osób (siebie włączam w ten zbiór bez wahania i od ręki), które o twardych warunkach brzegowych pewnych sytuacji nie mają zbyt wielkiego pojęcia. Rozmawiając o wypadkach teoretyzujemy, bawimy się w "co by było gdyby", "a gdyby jednak wtedy zrobić to i to" itp. - w wielu przypadkach podając pomysły i zadając pytania z d... wyciągnięte - z powodu braku świadomości tego, jak wyglądają realne ograniczenia różnych sytuacji.
Myślę, że przedyskutowanie kilku prawdziwych zdarzeń może spełnić wiele pożytecznych funkcji, np.:
- zadziałać jako kubeł zimnej wody, zapobiegający biciu piany w różnych dyskusjach
- zapobiec podejmowaniu przedwczesnych (względem bieżącego poziomu umiejętności) decyzji nurkowych przez różne osoby - poprzez pokazanie, że sytuacje ostatecznie naprawdę się zdarzają, a ich uczestnikom wydawało się wcześniej to co pewnie niektórym z nas teraz - że kogo jak kogo ale ich to nic takiego nie spotka
- uwypuklić rolę planowania jako narzędzia mogącego zapobiec części wydarzeń, które niosą za sobą drastyczne konsekwencje
- uświadomić to, że wykonywanie pewnego rodzaju nurkowań powinno być naprawdę świadomym wyborem.
W ostateczności, choćby żadne powyższe się komuś nie przydało, informacje o prawdziwych zdarzeniach pochodzące od osoby z Twoim doświadczeniem i autorytetem mogą chociaż sprawić, że kilka innych osób (nie mam tu nikogo konkretnego na myśli) zastanowi się raz więcej, zanim zacznie na forum pierdzielić farmazony. Nawet ten ostatni skromny punkt byłby moim zdaniem dużą korzyścią dla społeczności.
Wiek: 55 Dołączył: 30 Gru 2009 Posty: 355 Skąd: Warszawa
Wysłany: 02-09-2011, 21:57
hubert68 napisał/a:
maran napisał/a:
Natomiast trzymanie się sztywnego planu, z nie oddychającym partnerem skazuje go na pewną śmierć.
30 min. wentylowania nieprzytomnego, nieoddychającego partnera mnie przekonuje. Ciebie nie. Rozumiem. Obyśmy nigdy nie musieli przekonać się, kto z nas ma rację.
maran napisał/a:
Miałem nadzieję że napiszesz coś w stylu 10 minut akcelerowanej dekompresji jestem w stanie olać.
Nie wiem. Zależy od profilu nurkowania, od tego ile deco już przeprowadziliśmy, od temperatury wody... Naprawdę nie wiem. Napewno podejmując decyzję kierowałbym się naszym wspólnym dobrem, partnera i moim.
maran napisał/a:
Tylko że dekompresja to nie nauka ścisła, a pominięcie małego deco nie oznacza od razu śmierci.
No właśnie. Ile dekompresji można pominąć wg Ciebie, żeby było bezpiecznie? 5 min? 10 min? 15? A może 48i1/2? Właśnie chodzi o to, że nie wiemy. A pominięte deco zaszkodzi i mnie i nieprzytomnemu partnerowi. Więc zakładając, że jestem w stanie go uratować, może warto by było uratować go odbywając deco? Ale to pytanie na odrębny wątek...
hennessy napisał/a:
Powtarzam p...lisz momentami straszne farmazony w strasznym stylu - to nie jest atak personalny, tylko stwierdzenie faktu. I już. Potraktuj to, jako ocenę osoby, wydaną przez osobę kształconą m. in. w kierunku oceny sposobu przekazywania wiedzy - śliczne zdanie mi wyszło.
Piszesz bzdury. Potraktuj to jak chcesz. Prosty przekaz mi wyszedł.
Włodek K napisał/a:
Ważną okolicznością zdarzenia jest to że w skrzydle worki z gazem tworzą się w górnej części nieco ponad wyjściem kolanka z worka (zależy od konstrukcji). Stabilna pozycja i sylwetka pozwala na utrzymanie znacznej części tego gazu albo nawet całości, nawet wtedy gdy kolanko się rozleci.
Włodku opisane przez mnie zdarzenie miało miejsce zaraz po wejściu do wody, przed zanużeniem się, przy pozycji pionowej. Dodatkowo "rozszczelnionym" workiem był Donut Specjal Edition, który jest bardzo wąski na górze. Worek był całkiem pusty. Natomiast moja ujemna pływalność w tym momencie wynikała wyłącznie z masy gazu w twinie.
Ale dajmy już spokój OT, bo zrobimy z tego wątku osobne forum
Może źle się skojarzę ale, Hubert tymi odpowiedziami chyba mnie przekonałeś Nie wcinałem się bo jestem na takie dywagacje za cienki ale z wielką uwagą czytałem.
Jak mógłbyś jeszcze rozszerzyć pierwszą odpowiedź i ostatnią byłbym bardzo wdzięczny.
Wiek: 58 Dołączył: 09 Mar 2008 Posty: 3897 Skąd: Łódź/Gliwice
Wysłany: 02-09-2011, 22:17
Morrigen napisał/a:
Jak mógłbyś jeszcze rozszerzyć pierwszą odpowiedź i ostatnią byłbym bardzo wdzięczny.
Pierwsze - nie mam pewności, co lepsze dla partnera, jeżeli można w takiej sytuacji go skutecznie wentylować, to wydaje mi się to lepsze. Jeśli nie, maksymalnie możliwe skrócenie deco jest lepszą opcją. Mnie przekonało, to co usłyszałem, i o czym napisałem. Ale pewność zdobyłbym tylko wtedy, gdybym sam znalazł się w tej sytuacji. A tego ani ja, ani nikt z nas napewno by nie chciał. Ostatnia - wspomniałem o całkowitym rozszczelnieniu kolanka w worku D22SE. Konstrukcja worka jest taka, że powyżej kolanka gaz nie ma się gdzie zbierać. A rozszczelnienie nastąpiło przed zanurzeniem, na powierzchni, w pozycji pionowej. Więc worek stracił cały gaz. Ponieważ byłem prawidłowo wyważony nie opadłem na dno jak kamień, tylko nieznacznie się zanurzyłem na mniej więcej 1 m i zamykając zawór upustowy wynużyłem się "na suchym". Zdarzenie jest ilustracją dla tezy o przewadze suchego skafandra w połączeniu z prawidłowym wyważeniem nurka, nad innymi rozwiązaniami.
Wiek: 62 Dołączył: 24 Maj 2004 Posty: 3728 Skąd: Katowice
Wysłany: 02-09-2011, 22:22
Yavox napisał/a:
przedyskutowanie kilku prawdziwych zdarzeń może spełnić wiele pożytecznych funkcji
Jestem pod wrażeniem twojej wypowiedzi.
Prześpię sprawę.
Być może masz rację.
Nieunikniona jednak stanie się możliwość rozpoznania konkretnych osób, mimo wszelkich zabiegów narracyjnych.
Temat juz od jakiegos czasu nie na temat
ale widze krotkie podsumowanie:
sa tacy co pomysla zanim zaczna ratowac
i tacy co bez zastanowienia rzuca sie do pomocy...
Wiek: 56 Dołączył: 20 Paź 2004 Posty: 2801 Skąd: Warszawa
Wysłany: 02-09-2011, 23:42
gringo napisał/a:
sa tacy co pomysla zanim zaczna ratowac
i tacy co bez zastanowienia rzuca sie do pomocy...
Podstawowa zasada wpajana na kursach Rescue Diver i pierwszej pomocy:
"Ocena miejsca wypadku: zatrzymaj się, pomyśl, działaj".
Nie widzę powodu, dla którego pod woda miało by być inaczej.
Jestem pod wrażeniem twojej wypowiedzi.
Prześpię sprawę.
Być może masz rację.
Pamiętam, jak kiedyś byłem pod dużym wrażeniem tego. Z pełną odpowiedzialnością mogę napisać, że głęboko wierzę w ten rodzaj podejścia do dzisiaj.
TomM napisał/a:
Nieunikniona jednak stanie się możliwość rozpoznania konkretnych osób, mimo wszelkich zabiegów narracyjnych.
Uważam, że możliwość identyfikacji przez niektóre osoby niektórych bohaterów opowieści nie powinna powstrzymywać od dokonania tego, co słuszne. Moim zdaniem rzetelna analiza przebiegu prawdziwych zdarzeń, której rezultaty mogą wpłynąć na decyzje, które my nurkowie będziemy podejmować nad wodą i pod wodą jest słuszna. Nawet gdyby do realnego skorzystania z wiedzy i wyciągnięcia wniosków była gotowa tylko część osób a cały wątek miałby w niektórych momentach padać ofiarą skutków ubocznych typowej forumowej głupoty, w dalszym ciągu pod powyższym się podpiszę.
Wiek: 48 Dołączył: 23 Sie 2006 Posty: 882 Skąd: Płock
Wysłany: 03-09-2011, 11:01
TomM napisał/a:
Jestem pod wrażeniem twojej wypowiedzi.
No, ja też Zawodowy negocjator, czy co ?
Również uważam, że dzielenie się doświadczeniem i obserwacjami z krytycznych sytuacji jest słuszne. Nie wyobrażam sobie czyichkolwiek chęci, celów, pobudek wykorzystania tej wiedzy przeciw konkretnym osobom (np rodzinom rozpoznanych).
Podobne dylematy miały odzwierciedlenie w dziele "wypadki" i w wielu przypadkach nie poznaliśmy faktów lecz jedynie ploty.
Kiedyś czytałem post Wojtka Filipa w którym argumentował słuszność omawiania wypadków. To były mądre słowa. Poszukam...
gringo napisał/a:
Temat juz od jakiegos czasu nie na temat
ale widze krotkie podsumowanie:
sa tacy co pomysla zanim zaczna ratowac
i tacy co bez zastanowienia rzuca sie do pomocy...
A wg mnie, twoje krotkie podsumowanie jest błędne. Zakładać -na pewno- to możemy, że "Jas Fasola" nie zagra w dramacie.
Chciałem tez zwrócić uwagę na pewną bardzo ważną wypowiedź, która w toku rozmowy umknęła (lub którą celowo pominięto), a która jest bardzo ważna w chwili zaistnienia zdarzeń o których rozmawiamy:
tomaszg4 napisał/a:
W tej sytuacj gdybym spotkał na swojej drodze ekipę nurkującą zwróciłbym sie do nich o pomoc bądz w formie asysty do wyjścia/powierzchni bądż o przekazanie gazu. Jeżeli systuacja byłaby w stylu że ktoś tu na pewno się utopi odmowa pomocy byłaby dla mnie nie do przyjęcia czyli albo współpracujemy albo walczymy o przeżycie.
Co Wy na to?
... hubert68? Weźmiesz pod rozwagę taką ewentualność?
Jesteś blisko ale nie w tym rzecz - zupełnie co innego mi przyświecało przy formułowaniu wypowiedzi. Myślę, że wypadkom towarzyszą generalnie dwa rodzaje zainteresowania.
Jeden rodzaj, to pusta ciekawość będąca zwykłym odruchem ukierunkowania uwagi, kiedy "coś się dzieje". Widać to kiedy tworzy się zbiegowisko wokół jakiegoś wypadku na mieście, kiedy sąsiedni pas ruchu jest blokowany przez zwalniające samochody bo ktoś chce popatrzeć jak innego wsadzają do worka itp. Czasami zdarzają się hieny, które pstrykają zdjęcia - przeważnie po to, żeby mieć czym zająć sobie jeszcze trochę czasu później, pokazując je innym i mając temat do rozmowy.
Drugi rodzaj zainteresowania jest głębszy, ponieważ realizuje potrzebę zwiększania poziomu swojego własnego bezpieczeństwa - poprzez poznanie przyczyn i przebiegu wypadków mamy możliwość wyciągnięcia wniosków i - być może - zmiany sposobu postępowania. Aby ten drugi rodzaj mógł zaistnieć, z definicji potrzeba znacznie więcej informacji, ponieważ nie wystarczy wiedzieć czy widzieć, "że" coś się stało. Potrzebna jest analiza pokazująca "jak" coś się stało, ponieważ tylko znajomość prawdziwych przyczyn pozwala na podjęcie działań, które właśnie do tych konkretnych przyczyn są zaadresowane.
Te działania są często koszto- i czasochłonne, więc żeby ktoś ruszył cztery litery i coś zrobił, potrzebna jest silna motywacja. Moim zdaniem tworzy się ona częściowo dzięki temu, że dzięki omawianiu takich zdarzeń zdajemy sobie sprawę zarówno z wyższego prawdopodobieństwa zajścia takiego wypadku niż się nam pierwotnie wydawało ("tak, to może zdarzyć się również tobie") jak i z większej powagi konsekwencji ("nie, nie jest tak, że zawsze coś się wymyśli, jeżeli sytuacja będzie taka a taka to ktoś z tego nie wyjdzie, niezależnie od tego, co ci się teraz może wydawać").
Z powyższych powodów zawsze byłem za analizą tego rodzaju zdarzeń - ponieważ pisanie o nich przybliża realność takich sytuacji i zwiększa szanse zarówno na to, że ktoś będzie wiedział, co może zrobić, aby ich unikać jak i prawdopodobieństwo tego, że coś naprawdę zrobi. Przykład - właśnie wczoraj zdarzył się kolejny wypadek na Hańczy. Nic jeszcze o nim więcej nie wiem, ale zaczynam się zastanawiać, czy aby na pewno nurkowanie w piance 5+5 z 3kg balastu zrzucalnego i 5kg założonym dla trymu na butlę na górze to jest to, co powinienem robić mając ściankę i daleko do dna. Być może zrobię na górze w płycie dziury, bo wtedy 3kg niezrzucalnego wystarczy a piątkę przeniosę na biodra i będzie bezpieczniej. Ale kurde, nie chce mi się wiercić tych dziur - bo nie mam wiertła, bo bym sie musiał zastanowić, gdzie dokładnie, no bo kiedy jak będę nurkował w takich właśnie warunkach, zresztą co musiałoby się stać, żebym musiał zrzucać ten balast... Zresztą, w ciągu najbliższych dwóch tygodni i tak nie wchodzę do wody, więc sprawa pilna nie jest... I tak dalej - zwykłe lenistwo z odrobiną bezmyślności. Ale jakby mi ktoś teraz przyłożył opisem wypadku, to może bym po prostu wstał i poszedł wiercić te dziury???
W tej sytuacj gdybym spotkał na swojej drodze ekipę nurkującą zwróciłbym sie do nich o pomoc bądz w formie asysty do wyjścia/powierzchni bądż o przekazanie gazu. Jeżeli systuacja byłaby w stylu że ktoś tu na pewno się utopi odmowa pomocy byłaby dla mnie nie do przyjęcia czyli albo współpracujemy albo walczymy o przeżycie.
Hmmm... Myślę, że jeżeli w sytuacji OOG od jedynej osoby, od której mógłbym dostać gaz, dostałbym środkowy palec zamiast automatu, to rzeczywiście mógłbym podjąć decyzję, żeby się taką odmową zbyt szybko nie zrażać Sytuacja jest na szczęście prawdopodobna w stopniu tak znikomym, że chyba mogę iść spać spokojnie, nie myśląc o historii rozbitków wzajemnie zjadających się na tratwie.
Czytam wątek z zaciekawieniem jak wszyscy piszą ja bym zrobił tak a ja bym zrobił tak!
Prawda jest taka że większość tylko bije pianę,w realnej sytuacji jest całkiem inaczej i po sytuacji jaką miałem w sobotnie popołudnie(niezwiązane z nurkowaniem ratowanie życia)widzę że krzyczące cwaniaki nie potrafią nawet obsłużyć telefonu żeby wezwać pomoc bo albo uciekają biadoląc albo maja inne dolegliwości wykluczające je z akcji ratowniczej,do części nie dociera co się do nich mówi jakby się nagle zamyślili!
TomM-chętnie poczytam co i jak dzieje się pod woda,może czegoś się nauczę co pomoże mi w przyszłości
Wiek: 58 Dołączył: 09 Mar 2008 Posty: 3897 Skąd: Łódź/Gliwice
Wysłany: 05-09-2011, 14:25
koziolek napisał/a:
Prawda jest taka że większość tylko bije pianę,w realnej sytuacji jest całkiem inaczej i po sytuacji jaką miałem w sobotnie popołudnie(niezwiązane z nurkowaniem ratowanie życia)widzę że krzyczące cwaniaki nie potrafią nawet obsłużyć telefonu żeby wezwać pomoc bo albo uciekają biadoląc albo maja inne dolegliwości wykluczające je z akcji ratowniczej,do części nie dociera co się do nich mówi jakby się nagle zamyślili!
Masz rację. Zapytam, kto z Was ma jakiekolwiek doświadczenia w ratowaniu umierających (niezależnie od przyczyny) ludzi. Np. kto w swoim życiu, choćby 1 raz prowadził resuscytację krążeniowo-oddechową czy choćby sztuczne oddychanie usta-usta? I panowie, nie myślę tu o ratowaniu Miss LO ale np. siedemdziesięciolatka, który ostatni raz się wykąpał przed tygodniem?
Wiek: 48 Dołączył: 23 Sie 2006 Posty: 882 Skąd: Płock
Wysłany: 05-09-2011, 15:08
Ja nie mam.
Pamiętam jak 10 lat temu wysiadłem przy wypadku na trasie. rozpędzone bmw vs pijany chłop (pijany bo z kufajki wystawały nu resztki rozbitej flaszki po wódce), spora grupka ludzi, karetka wezwana, człowiek nie oddycha, cała twarz zmasakrowana we krwi, usta otwarte a w środku rozerwane dziąsła, powybijane zęby, jakiś młody człowiek klęczy nad ofiarą i próbuje podjąć akcje sztucznego oddychania , ... ale nie robi tego. Ja stoję obok i ... rozumiem go.
Masakra. Po prostu nie wyobrażam sobie żeby ktoś mógł to zrobić...
... A JEDNAK...
Kilkanaście lat wcześniej, kiedy byłem dzieckiem, pamiętam inny wypadek, syrenka vs żuk, wszyscy pijani jak się później okazało. Ofiara leży w rowie, nie oddycha, pełno krwi, nawet na asfalcie, nikt nie pomaga, podbiega młoda kobieta i zaczyna sztuczne oddychanie + masaż serca, SAMA, po kilku minutach ofiara zaczyna drgać, po czym wymiotuje podczas sztucznego oddychania!. Odzyskuje przytomność, podnosi się odpycha kobietę i idzie gdzieś przed siebie. Milicja akurat podjechała więc nie zaszedł daleko. Kobieta wyciera się, z mężem wraca do samochodu gdzie czeka dziecko i odjeżdżają. Nikt ich nie zatrzymuje.
Kobieta do tej pory jest zwykłą dość lękliwą osobą, nie jeździ samochodem bo się boi, boi się łobuzów, chodzenia po zmroku, itp itd, zwykły człowiek jak wszyscy, a jednak to co wtedy zrobiła nie ma komentarza.
Ostatnio zmieniony przez Grotto8 05-09-2011, 15:11, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 62 Dołączył: 24 Maj 2004 Posty: 3728 Skąd: Katowice
Wysłany: 05-09-2011, 15:20
hubert68 napisał/a:
kto w swoim życiu, choćby 1 raz prowadził
Wyłączasz, jak sądzę, osoby, które zawodowo parają się medycyną?
Tobie tego mówić nie trzeba, ale nawet posiadacze egzotycznych i wąskich specjalizacji byli kiedyś młodymi lekarzami, dyżurowali w pogotowiu, stażowali itd...
Pytanie zatem skierowane jest raczej do osób spoza grona zawodowców, w tym zawodowych ratowników, strażaków itp.
Wiek: 48 Dołączył: 19 Maj 2009 Posty: 181 Skąd: Leszno
Wysłany: 05-09-2011, 15:46
hubert68 napisał/a:
Zapytam, kto z Was ma jakiekolwiek doświadczenia w ratowaniu umierających
Nie związane z nurkowaniem i w sumie nie było szans na ratunek ale okoliczności spowodowały, że nawet chwilę się nie zastanawiałem. Błogi spokój blokowego codziennego życia zakłócił przeraźliwy krzyk kobiety na korytarzu. Gapiów nie zabrakło - okazało się, że syn sąsiadki się powiesił. Reanimowaliśmy go 15 minut do przyjazdu karetki - ta pewnie przyjechałaby wcześniej ale w zgłoszeniu podano tylko "sucho" fakt, że trzeba przyjechać do osoby, która popełniła samobójstwo. Trzeba było drugi raz zadzwonić, żeby ich ponaglić i że trwa akcja ratunkowa. Większą rolę odgrywał w tamtym momencie fakt, że próbujemy go ratować aby matka miała choćby cień nadziei w tym momencie.
Inne ma się wyobrażenie po przeszkoleniu a zupełnie inaczej weryfikuje to realna sytuacja. Życzę wszystkim aby nigdy nie musieli tego przechodzić ale kiedy przyjdzie czas na "egzamin" aby akcja pomocy przyniosła oczekiwany skutek. W mojej sytuacji towarzyszyło mi pewnego rodzaju zadowolenie, że nie stałem biernie ale ze względu na wynik (lekarz po przybyciu po kilku próbach defibrylatorem stwierdził zgon) czuję do dzisiaj porażkę i smutek.
Czytam wątek z zaciekawieniem bo sam nurkuję od czasu do czasu solo ale mimo interesujących argumentów za i przeciw dziwię się, że tego rodzaju tematy pokrewne jak choćby ostatnio postawione pytanie nie powstaje jako nowy oddzielny temat.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Administrator FORUM-NURAS uprzejmie informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie ingeruje w treść wypowiedzi umieszczanych przez użytkowników na Forum.
Zastrzega sobie jedynie prawo do usuwania i edytowania, w ciągu 24 godzin, postów o treści reklamowej, sprzecznej z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej
czy tez propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady regulaminu.
Przypominam, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.
Serwis wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Forum-Nuras przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz.
Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki. Przeczytaj, jak wyłączyć pliki cookie i nie tylko