"za co" wykropkowałem, bo to nie istotne. Kurs ma nauczyć, a więc wiadomo, że w jego trakcie będą i sukcesy i drobne wpadki. Należy je dokładnie omówić, wyciągnąć wnioski i wskazać rozwiazanie, nauczyć poprawnego wykonania. "Zjebanie jak psa" jest jednym z największych błędów dydaktycznych, prowadzących wprost do zamknięcia się kursanta na jakiekolwiek sugestie. Na kursie masz dostać wędkę i umiejętność jej obsługi a nie strzała z piąchy w nos.
Pamiętam opowieść pewnego instruktora. Jako początkujący nurek był na kursie, gdzie wymogiem było przepłynięcie 25m na bezdechu. Nie dawał rady a instruktor "jebał go jak psa" za każdą porażkę. O on chodził za nim i chodził - bo to guru był dla niego - aż trafił do takiego, co w dwa dni nauczył go JAK te 25m na bezdechu przepłynąć... no i przepłynął... do "guru" nie wrócił już nigdy
sativ napisał/a:
Wg standardów NACD wymagane są 4 nurkowania cavern w trakcie kursu. 4 poprawne, zdarza się więcej. Nurkowanie cavern zaś wymaga wlezienia trochę pod sufit- z min. 15m widocznością na początku, bez deko, max 30m głębokości, 60m penetracji liniowej, bez restrykcji.
Szkoda, ze nie podałeś wymogów wstępnych.
stefanis napisał/a:
Jacek moze tyczy sie to osob ktore nie robily u Pawla zadnego kursu wcześniej.
Możliwe
Ostatnio zmieniony przez AkademiaNurkowania 03-10-2013, 02:17, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 62 Dołączył: 24 Maj 2004 Posty: 3728 Skąd: Katowice
Wysłany: 03-10-2013, 07:12
Grotto8 napisał/a:
Klain nie wymagał.
W związku z zastosowana pisownią można mieć wątpliwości, czy chodzi o Kleina czy o Klajna, użycie czasu przeszłego jest chyba nieprzypadkowe, zatem chodzi o śp. Roberta Kleina.
A jeśli tak, to bywało różnie i zmieniało sie w czasie.
Na pewno Robert nie prowadził nigdy "warsztatów", czyli kursu z założenia bez certyfikacji, unitarki, wyrównawczego czy jak zwał.
Ale miał taki okres, kiedy hołdował zasadzie, że na kurs zabiera osoby albo sobie dobrze znane (szkolone przez niego, partnerów nurkowych itp), albo prowadzi "check-dive" na wodach otwartych (koparkach). W każdym razie ja i Tomek Wójcik taki czekdajw przechodziliśmy. Chodziło o to, co napisano powyżej - aby nie doszło do sytuacji straty wyjazdu.
Później zarzucił ten zwyczaj i pamiętam, że dwa razy doszło do takiego właśnie problemu - przyjechały osoby, które w danym czasie i przestrzeni nie nadawały się.
W obu znanych mi wypadkach osoby te powoływały się na wcześniejsze szkolenie GUE u bardzo znanych instruktorów, co Robert uznał za wystarczającą rekomendację. Już w praniu sie okazało, że w jednym przypadku chodziło o niezaliczone Fundy, a w drugim o krótkie warsztaty.
Jest więc sens pracy na wodach otwartych z kandydatami na kurs jaskiniowy przed wyjazdem, tylko trudno chyba się zgodzić, że po takich warsztatach uczestnicy maja poczucie, że są nurkami jaskiniowymi, tylko bez certyfikacji...
Motti [Usunięty]
Wysłany: 03-10-2013, 08:49
AkademiaNurkowania napisał/a:
"za co" wykropkowałem, bo to nie istotne. Kurs ma nauczyć, a więc wiadomo, że w jego trakcie będą i sukcesy i drobne wpadki. Należy je dokładnie omówić, wyciągnąć wnioski i wskazać rozwiazanie, nauczyć poprawnego wykonania. "Zjebanie jak psa" jest jednym z największych błędów dydaktycznych, prowadzących wprost do zamknięcia się kursanta na jakiekolwiek sugestie. Na kursie masz dostać wędkę i umiejętność jej obsługi a nie strzała z piąchy w nos.
Pamiętam opowieść pewnego instruktora. Jako początkujący nurek był na kursie, gdzie wymogiem było przepłynięcie 25m na bezdechu. Nie dawał rady a instruktor "jebał go jak psa" za każdą porażkę. O on chodził za nim i chodził - bo to guru był dla niego - aż trafił do takiego, co w dwa dni nauczył go JAK te 25m na bezdechu przepłynąć... no i przepłynął... do "guru" nie wrócił już nigdy
Nurkowanie jaskiniowe to nie są kursy "zdejmij maskę załóż maskę".
Dlaczego wojsko od wieków stosuje szkolenia wysoko stresowe ?
Właśnie dlatego że w działaniu nie będzie miło, komfortowo, spokojnie.
Pojawią się problemy które trzeba rozwiązać, przy dużym przeładowaniu zadaniami i problemami.
Kolejny wątek, gdzie mamy totalne mylenie pojęć Także czasem na nurkowiskach daje się zauważyć podobnie fatalne podejscie, gdzie wychodzący z wody nurkowie kwitują "ufff, znowu się udało" - tak, jakby nurkowanie było jakamś hrdcorowym wyzwaniem, traumatycznym przeżyciem.
A jest dokładnie inaczej. Nurkowanie rec, to relaks, wypoczynek, zabawa, oderwanie od codziennych problemów, ładowanie "akumulatorów". I dotyczy to zarówno zabawy na koparkach, płytkim jeziorze, jak trimiksowych nurkowań na wrakach, czy jaskiniach. Oczywiście każdy z poziomów nurkowań wymaga innych umiejętności, częśćć z nich wiąże się z wyższą odpornością na stres... ale kursy mają do tego przygotować a nie złamać czy zrobić przesiew. "My nie chcemy słabeuszy" naoisał kiedyś jeden z instruktorów... no to Ci "słabeusze" pójdą do kogoś, kto poświęci im odpowiednią ilość czasu, podejdzie indywidualnie i we właściwym DLA NICH tempie wprowadzi bardziej wymagające ćwiczenia. Warto zwrócić uwagę jak pięknie napisał TomM:
TomM napisał/a:
przyjechały osoby, które w danym czasie i przestrzeni nie nadawały się.
Niestety bywa i tak, że ludzie nie są w stanie skończyć bardziej wymagających kursów, bo poprzednie - dające "przepustkę" do tych wyższych - zostały zrobione po łebkach, lub przekazano im zakorzenione w instruktorze przesądy, niewłąściwe, nie "na czasie" techniki. Np. dość nagminnie spotykam się ze złą techniką używania suchego skafandra, gdzie nurka "nauczono" że skafandra używa się zamiast skrzydła. Skutek? Na kursach AdvNitrox&DecoProc kandydat pięknie wisi, ślicznie wykonuje ćwiczenia, do czasu aż np. w V-drillu musi pokręcić lewą ręką... i do tego usiłują mi "sprzedać" marketingowy bełkot wmówiony im na "kursie" ss
W innym wątku wspominam o nagminnym NIE uczeniu technik partnerskich. Podobnie jest z technikami poruszania się pod wodą, trymem, nagminnym przeważeniem, nie robieniem planu, nurkowaniem "na pałę" czyli "jakoś to będzie" Niestety, tak się nie nurkuje i trochę bardziej złożona sytuacja eksponuje błędy natychmiast. Tyle, że pieprzenie o nurkach bojowych, krwi na poligonie i innych brucelikaratemiszczach nie ma nic wspólnego z prawidłowym, nowoczesnym nauczaniem panów z kasą, niekiedy brzuszkiem, zajętych na codzień prawdziwymi wyzwaniami w swojej pracy.
Wiek: 48 Dołączył: 23 Sie 2006 Posty: 882 Skąd: Płock
Wysłany: 03-10-2013, 10:30
W dyskusji pojawiły się chyba złe założenia:
Wygląda na to, że ten kto robi kurs z dużą ilością ćwiczeń typu "total fuckup" - jak Majki, powinien raczej skupić się na nauczaniu prawidłowych technik nurkowania w jaskini, zamiast "gnębić" biednych kursantów.
Przecież to śmieszne.
Myślę, że takie nurkowania jakie opisał YaCa, pojawiają się na kursie, ale są raczej jego zwieńczeniem, testem, egzaminem, przykładem i zobrazowaniem takiego "total fuckupu", a nie sposobem na naukę. Przecież taki kurs to nie lawina "katastrof" tylko w większości nauka (bieganie między drzewami, czy ćwiczenie procedur w jaskini). Czy to jest ok? Moim zdaniem zdecydowanie tak!
Podam przykład:
Na kursie OWD nauczają, że nurek powinien być wyposażony z nóż.
Dlaczego?
Między innymi dlatego, żeby mógł wyciąć się z poręczówki lub sieci.
Kto zatem wycinał się na kursie z poręczówki lub sieci?
Ja nie, a bardzo bym chciał, bo do puki tego nie zrobię, to nie jestem w stanie powiedzieć, czy sobie poradzę z czynnością którą teoretycznie nurek OWD powinien mieć opanowaną.
AkademiaNurkowania napisał/a:
"My nie chcemy słabeuszy" naoisał kiedyś jeden z instruktorów...
A kto bo mi się coś kojarzy, ale nie do końca...
[ Dodano: 03-10-2013, 10:37 ]
AkademiaNurkowania napisał/a:
... no to Ci "słabeusze" pójdą do kogoś, kto poświęci im odpowiednią ilość czasu, podejdzie indywidualnie i we właściwym DLA NICH tempie wprowadzi bardziej wymagające ćwiczenia.
... Tyle, że pieprzenie o nurkach bojowych, krwi na poligonie i innych brucelikaratemiszczach nie ma nic wspólnego z prawidłowym, nowoczesnym nauczaniem panów z kasą, niekiedy brzuszkiem, zajętych na codzień prawdziwymi wyzwaniami w swojej pracy.
Mam wrażenie że nie doceniasz bardzo ważnego aspektu psychologicznego w nurkowaniu jaskiniowym. A przeceniasz troszkę czystą wiedzę i umiejętności jako lek na wszystkie problemy które mogą pojawić się w jaskini.
Mam wrażenie, bo nie jestem nurkiem jaskiniowym, więc mogę mieć tylko wrażenie...
Dołączyła: 12 Maj 2011 Posty: 2773 Skąd: jak wyżej
Wysłany: 03-10-2013, 10:46
AkademiaNurkowania napisał/a:
Kolejny wątek, gdzie mamy totalne mylenie pojęć (...)
A jest dokładnie inaczej. Nurkowanie rec, to relaks, wypoczynek, zabawa, oderwanie od codziennych problemów, ładowanie "akumulatorów". I dotyczy to zarówno zabawy na koparkach, płytkim jeziorze, jak trimiksowych nurkowań na wrakach, czy jaskiniach. Oczywiście każdy z poziomów nurkowań wymaga innych umiejętności, część z nich wiąże się z wyższą odpornością na stres... ale kursy mają do tego przygotować a nie złamać czy zrobić przesiew.
hmmm
Widzisz, Jacku, tylko chcącemu nie dzieje się krzywda, jak już najstarsi górale powiadali
Ludzie na pewnym etapie nurkowym, idąc do konkretnego instruktora, najczęściej wiedzą, czego się spodziewać, jak i najczęściej wybierają tego konkretnego właśnie dlatego, że oczekują na kursie tego, co o nim słyszeli I bywają zawiedzeni, jeśli tego nie otrzymują
Uwaga ta jest w takim samym stopniu ogólna, jak konkretna i odnosząca się do tego konkretnego instruktora, który prowadził te warsztaty, które wątek zainicjowały
Pierwsze ze swoich warsztatów francuskich robiłam ja, w zasadzie świeżynka nurkowa, jak i SM-owa, z trzema instruktorami, a tym jednym znanym Ci doskonale ze wspólnego profilu . Na tych warsztatach dla mnie wszystko było nowe- konfiguracja, poręczowanie na tym poziomie, liczenie czasu, gazu i chociaż niby jakoś ogarniałam temat, to nie muszę mówić, że nijak się moje umiejętności do umiejętności wyjadaczy instruktorskich i nurków - technicznych, sidemountowych, gueowskich miały. Dla mnie było oczywiste, ze wobec tego w sposób elastycznym, bez mówienia o tym wprost ( przynajmniej tak potem wywnioskowałam ) , program jakoś tam został dostosowany do mnie i pozbawiony właśnie owych wszystkich omawianych tu elementów- nikomu nie zdzierano płetw, nikt nie stracił maski, latarek, nie było powrotów całej grupy na jednej butli.
I wiem, ze niektórzy, w tym Piotr, byli trochę zawiedzeni tym, że tego nie było, bo takich elementów w tym szkoleniu się spodziewali, byli na to nastawieni i chcieli w tym się sprawdzić
O ile jestem przeciwnikiem wprowadzania niektórych elementów stresujących, symulujących awarię na zbyt wczesnym etapie, bo nawet jeśli kursant się niby godzi, to najczęściej nie ma pojęcia na co tak naprawdę wyraża zgodę, o tyle już w przypadku takich zabaw jaskiniowych, ludzie najczęściej wiedzą na co się decydują. Jeśli jest to świadome, a w dodatku w każdej chwili moze byc przerwane..to jak na wstępie chcącemu...
@Maciej, wiem, ze pisałeś, Twoja uwaga nie odnosiła się do konkretnego instruktora, ale ze konkretne metody są dyskutowane to tylko dodam, ze ten konkretny instruktor, z całą pewnością nie musi sobie i innym udowadniać, ze On jest TAKI, a oni tacy malutcy i na pewno nie taki jest cel tych ćwiczeń. Zresztą wystarczy pobyć z Michałem na powierzchni, pokursować się, by wiedzieć, że nie ten cel - na filmiku zresztą jest kilka wstawek, z których można sie o tym przekonać
Nie tyle złe założenia, co zła percepcja - działania bardziej ekstremalne mocniej rzucają się w oczy i są lepiej zapamiętywane, skutkiem czego opis kursu, gdzie jest 90% nauki i 10% total-fuckup wygląda bardzo szybko tak, jakby było 50 na 50 albo i lepiej.
Dla każdego w miarę myślącego powinno być dosyć oczywiste, że nauka pewnej umiejętności polega na wielokrotnym powtórzeniu danego działania zaczynając od wersji bazowej - najłatwiejszej, a kolejne komplikacje się wprowadza dopiero wtedy, kiedy na poprzednim stopniu trudności działanie jest wykonywane na zadowalającym poziomie. Nie sądzę, żeby ktokolwiek prowadził szkolenia w inny sposób - różnica może być jedynie ilościowa, tzn. jak szybkiego progresu oczekujemy (i jakie mamy ciśnienie na wprowadzanie kolejnych utrudnień) oraz do jak złożonej i wymagającej sytuacji się dochodzi na końcu drogi. To, co moim zdaniem różni podejście wielu instruktorów, to priorytety - jeden będzie wolał dojść do stopnia trudności powiedzmy 3 (w skali 1-5) i poświęci dużo czasu na bardzo solidną pracę w tym zakresie, drugi część czasu przeznaczonego na trening od 1 do 3 wykorzysta na dorzucenie sytuacji o poziomie trudności 4 a nawet 5. Jeżeli instruktor rodzaju drugiego będzie pracował z kursantem bardzo zdolnym i mocno ogarniętym już na wstępnie, rezultaty mogą być bardzo dobre. Jeżeli zastosuje to podejście w stosunku do przeciętnego to - nawet jak przeciętny ćwiczenia przeżyje - nauczy się paradoksalnie znacznie mniej niż by się nauczył u instruktora "1-3".
Tak czytam i sie zastanawiam, do czego tak wlasciwie w tej dyskusji brniecie??
Czy chodzi tylko o to by powiedziec w prosy "gnebienie na kursie/warsztatach jest zle" czy odwrotnie??
Jadac do Majkiego na warsztaty wiedzialem ze napewno bedzie jedno ciezkie nurkowanie na zyczenie.
W relacji ktora napisalem mogl bym sie godzinami rozwodzic nad materialem ktory przerabialismy od rana do nocy ale nie okszukujmy sie, mam pisac na temat lin, komunnikacji swiatlem liczenia gazow itp ??
Czy jest sens robic warsztaty przed kursem??
Jesli nie znamy sie z Instruktorem, razem nie nurkowalismy to tak. I my sie o tym przekonalismy.
Czy byl sens robienia nurkowania z problemami??
Pisalem juz wczesniej ze nie musielismy tego robic, w kazdej chwili moglismy przerwac itp itd
Wy piszecie o kompletnie roznych rzeczach...
Nactych warsztatach oprocz tego ze instruktor weryfikowal mnie jako kandydata na nurka jaskiniowego, ja weryfikowalem tez jego jako mojego przyszlego instruktora.
Jesli czlowiek ktory ma nauczym mnie jak "przetrwac" w razie "W" w jaskini i jak bezpiecznie do niej wejsc i wyjsc cale warsztaty mowil by o dzieleniu sie gazem i plywalnosci to bylo by to nasze ostatnie spotkanie...
Ja nie pojechalem uczyc sie nurkowac, pojechalem w konkretnym celu.
To co nam przekazal instruktor w czasie weekendu to bylo naprawde multum inforamcji.
Sposob prowadzenia warsztatow jak i same nurkowania byly w mojej ocenie na najwyzszym poziomie...
Z pelna swiadomoscia jestem przekonany ze ten wlasnie instruktor nauczy mnie bezpiecznie nurkowac w jaskini i jak radzic sobie z problemami.
I bez stresu o to problematyczne nurkowanie. Padlo pytanie czy takowe chcemy. Chcielismy i bardzo sie cieszymy ze dalismy rade. Bo pomimo tego co napisano wczesniej to co dla was jest "gnębieniem" dla mnie jest wyzwaniem.
Po tym nurkowaniu z wielka satysfakcja wyszedlem z wody po tym nurkowaniu, ciezko pracowalem na to by nawet taka "tyre" pod woda przejsc i nie odpuscic.
A tymczasem z chceia dalej bede sie przygladal dyskusji, ilu nurkow tye opinni
Jeszcze tylko 4 godziny i 45 minut i bede wisial nad pieknym wrakiem
"Piona"
[ Dodano: 03-10-2013, 11:20 ]
Yavox napisał/a:
Grotto8 napisał/a:
W dyskusji pojawiły się chyba złe założenia:
Nie tyle złe założenia, co zła percepcja - działania bardziej ekstremalne mocniej rzucają się w oczy i są lepiej zapamiętywane, skutkiem czego opis kursu, gdzie jest 90% nauki i 10% total-fuckup wygląda bardzo szybko tak, jakby było 50 na 50....
Nic dodac nic ujac.
W opisie z warsztatow najdokladniej opisalem fuckup nura bo to sie fajnie czyta, fajnie przezywa...
Np. dość nagminnie spotykam się ze złą techniką używania suchego skafandra, gdzie nurka "nauczono" że skafandra używa się zamiast skrzydła. Skutek? Na kursach AdvNitrox&DecoProc kandydat pięknie wisi, ślicznie wykonuje ćwiczenia, do czasu aż np. w V-drillu musi pokręcić lewą ręką... i do tego usiłują mi "sprzedać" marketingowy bełkot wmówiony im na "kursie" ss
"Zła" w Twoim mniemaniu. Tysiące ludzi wyważa się tylko ss i nie ma problemów z v-drillem. Yours truly też, i to od wielu lat. Problem to nie ss a przeważenie, jak ktoś targa na sobie 18kg żelastwa (lub więcej) i nadyma się jak ludzik Michelin a na dodatek nie umie ustawić zaworu upustowego to nie dziwota że zwala cały gaz z ss jak tylko uniesie lewą rękę.
Wiek: 52 Dołączył: 15 Mar 2010 Posty: 1532 Skąd: Jaworzno
Wysłany: 03-10-2013, 12:29
Grotto8 napisał/a:
Myślę, że takie nurkowania jakie opisał YaCa, pojawiają się na kursie, ale są raczej jego zwieńczeniem, testem, egzaminem, przykładem i zobrazowaniem takiego "total fuckupu", a nie sposobem na naukę.
Do nauki teorii jest raczej mało. Na tyle mało, że średnio rozgarniety nurek nie powinien mieć z nią problemu. Niestety teoria prawie natychmiast wyparowuje gdy pojawia się odobina stresu. Do tego jeszcze...
Gdy ktoś ci mówi o regule 1/4, 1/5 to zaczynasz myśleć o wielkich awariach, nieprawdopodobnych fuckup'ach a jak poddenerwowany ćwiczeniami zaczynasz widzieć jak szybko potrafi ubywać gazu, jak stresuje to ubywanie jak spirala się nakręca to zaczynasz pod innym kątem myśleć o rezerwie.
Gdy jest mowa o markerach to rozmyślisz o totalnym braku widoczności, o skrzyżowaniach gdzie jest 5 kierunków "do wyjścia" aż do momentu gdy ktoś ci udowodni pod wodą że przy idealnej przejrzystości w jaskini z jedną poręczówką możesz zwątpić gdzie jest "do domu".
I takich przykładów jest wiele. Dobrze jest sobie to uświadomić na kursie pod okiem instruktora niż później w "prawdziwym" nurkowaniu.
Nie tyle złe założenia, co zła percepcja - działania bardziej ekstremalne mocniej rzucają się w oczy i są lepiej zapamiętywane, skutkiem czego opis kursu, gdzie jest 90% nauki i 10% total-fuckup wygląda bardzo szybko tak, jakby było 50 na 50 albo i lepiej.
Dla każdego w miarę myślącego powinno być dosyć oczywiste, że nauka pewnej umiejętności polega na wielokrotnym powtórzeniu danego działania zaczynając od wersji bazowej - najłatwiejszej, a kolejne komplikacje się wprowadza dopiero wtedy, kiedy na poprzednim stopniu trudności działanie jest wykonywane na zadowalającym poziomie. Nie sądzę, żeby ktokolwiek prowadził szkolenia w inny sposób - różnica może być jedynie ilościowa, tzn. jak szybkiego progresu oczekujemy (i jakie mamy ciśnienie na wprowadzanie kolejnych utrudnień) oraz do jak złożonej i wymagającej sytuacji się dochodzi na końcu drogi.
Dokładnie
lozerka napisał/a:
Ludzie na pewnym etapie nurkowym, idąc do konkretnego instruktora, najczęściej wiedzą, czego się spodziewać, jak i najczęściej wybierają tego konkretnego właśnie dlatego, że oczekują na kursie tego, co o nim słyszeli I bywają zawiedzeni, jeśli tego nie otrzymują
Jeden lubi walca inny rock`n&roll Lozerko, nie odnoszę się do metod Majkiego czy Poręby - obie znam i uważam za skuteczne i fajne, obaj dostosowują skalę trudności do aktualnych możliwości, obaj nie odpuszczają w spełnianiu standardów a z wyszkolonymi przez nich nurkami można iść w ciemno (cokolwiek w tym wątku to znaczy )
Odniosłem się tylko do debilnych stwierdzeń typu "na dobrym kursie kursanta należy być zjebanym jak pies" czy porównaniami kursów nurkowych do szkoleń US NAVY. Majki czy Poręba, to chodzące ostoje kultury osobistej i NIGDY nie spotkałem się u nich z jakimkolwiek naruszeniem godności osobistej kursanta, czy jakimkolwiek przejawem zniecierpliwienia czy innym brakiem profesjonalizmu. Mam nadzieję, ze wyjaśniłem, bo zdaje się, że moja intencja została nieco opacznie zrozumiana.
Co do róznych technik nurkowych - np.wyważanie suchym - osobiście w nosie mam czym kto się wyważa, byle był skuteczny. Przeważenie nurka tech jest tak oczywiste, jak to ze słońce świeci, więc zwalanie winy na wagę, jest równie debilne jak każde inne tłumaczenie bez sensu. Wiec jak krtoś napisze, że mu woda mu mokra i rzadka, też nie będę polemizował.
mi_g napisał/a:
Gdy jest mowa o markerach to rozmyślisz o totalnym braku widoczności, o skrzyżowaniach gdzie jest 5 kierunków "do wyjścia" aż do momentu gdy ktoś ci udowodni pod wodą że przy idealnej przejrzystości w jaskini z jedną poręczówką możesz zwątpić gdzie jest "do domu".
To akurat nie wymaga udowadniania. Wystarczy raz zobaczyć Ale też uczy pokory.
Przy dzisiejszej niezawodności szpeju, total fuckup większości sprzętu jest praktycznie nierealny. Za to panika- strach- zwątpienie "gdzie do domu", stracenie orientacji- to wszystko czynniki ludzkie, które mają wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia i mogą prowadzić do zgonu... Dlatego też uważam że "taskloadingowy" i stresogenny trening jaskiniowy jest wręcz niezbędny, jeśli myślimy o tym rodzaju aktywności.
Potem- w realnej sytuacji np. zgubienia się/ total siltoutu reakcją jest- hmmm.... mam czym oddychać.... nie jestem wplatany w poręczówkę... mam maskę, płetwy i zapas gazu.... pełen relaks, prawie jak na wakacjach w egipcie
Oczywiście- bez "jebania jak psa" oraz "Navy style" + wszystko w jak najbardziej bezpieczny sposób....
Jacku- napisz dokładniej co chcesz wiedzieć o standardach NACD, to wrzucę
Motti [Usunięty]
Wysłany: 03-10-2013, 14:28
AkademiaNurkowania napisał/a:
Odniosłem się tylko do debilnych stwierdzeń typu "na dobrym kursie kursanta należy być zjebanym jak pies" czy porównaniami kursów nurkowych do szkoleń US NAVY. Majki czy Poręba, to chodzące ostoje kultury osobistej i NIGDY nie spotkałem się u nich z jakimkolwiek naruszeniem godności osobistej kursanta, czy jakimkolwiek przejawem zniecierpliwienia czy innym brakiem profesjonalizmu. Mam nadzieję, ze wyjaśniłem, bo zdaje się, że moja intencja została nieco opacznie zrozumiana.
"Odniosłem się tylko do debilnych stwierdzeń", wiele razy wspominałem że jednym słowem potrafisz zniszczyć przekaz. To określenie zabiło słowo kultura. Dlatego trudno ocenić jaki jest poziom kultury u wymienionych instruktorów, na podstawie takiej rekomendacji. (Prywatnie znam obu.)
Jakimś dziwnym trafem, kolejny użytkownik widzi zalety kursów o wysokim poziomie stresu.
Wiek: 48 Dołączył: 23 Sie 2006 Posty: 882 Skąd: Płock
Wysłany: 03-10-2013, 14:49
Oczywiście "jebać jak psa" można różnie. Dla jednego będzie to rzeczowe wyjaśnienie co zrobił źle i jak to poprawić (wtedy słuchamy i poprawiamy), a dla innego kpiny, podśmiechujki i krzyki (wtedy opuszczamy towarzystwo, uprzednio wyrażając swą opinię tępym ciosem na korpus ).
Natomiast co do porównania do szkoleń US Navy, to coś jest na rzeczy.
Takie "ćwiczenia" mają za zadanie przygotować do skutecznego działania w stresie. Oczywiście różnią się szczegółami, ale zasada jest ta sama.
Motti napisał/a:
Jakimś dziwnym trafem, kolejny użytkownik widzi zalety kursów o wysokim poziomie stresu.
Chyba chodzi raczej o konkretne ćwiczenia i nurkowania a nie o stresujący kurs.
Ostatnio zmieniony przez Grotto8 03-10-2013, 14:52, w całości zmieniany 1 raz
Natomiast co do porównania do szkoleń US Navy, to coś jest na rzeczy.
Takie "ćwiczenia" mają za zadanie przygotować do skutecznego działania w stresie. Oczywiście różnią się szczegółami, ale zasada jest ta sama.
Nie ma nic "na rzeczy". Wymogi kursu wyraźnie opisują standardy: co ma być a czego robić NIE WOLNO! Natomiast warsztaty, to zupełnie inna bajka i tu działamy w zakresie umowy.
Z całego watku przebija jeszcze jedna ciekawa konkluzja: prawie jednogłośna zgodność, że kursy wymagane jako wstępne by przystąpić do szkoleń zaawansowanych nie dają wystarczających fundamentów. A powinny dawać - szkolenie na kolejne stopnie to ciągłość a nie skoki milowe.
sativ napisał/a:
Jacku- napisz dokładniej co chcesz wiedzieć o standardach NACD, to wrzucę
Wymogi wstępne by przystąpić do kursów jaskiniowych:
- podstawowy
- średni
- multistage
- dekompresyjne
- użycie skutera w jaskini
Motti [Usunięty]
Wysłany: 03-10-2013, 21:29
Grotto8 napisał/a:
Chyba chodzi raczej o konkretne ćwiczenia i nurkowania a nie o stresujący kurs.
Kiedy mamy odruch warunkowy utrwalony, czy jak poprawnie wykonujemy działanie w stresie ?
Nurkowanie jaskiniowe to nie są kursy "zdejmij maskę załóż maskę".
Dlaczego wojsko od wieków stosuje szkolenia wysoko stresowe ?
pozdrawiam rc
Ale jednak chyba z innych powodów prawda?
Żołnierz który musi zanurkować żeby wykonać misję jest ciągle żołnierzem. Musi tą misję podjąć na rozkaz w związku z czym nie ma u niego fazy oceny i podjęcia świadomej decyzji nurkuje-nie nurkuję? A więc musi być zdolny do realizacji celu pomimo stresu związanego ze świadomością że plan zawiera jego osobę również w obszarze "przewidywanych strat w ludziach"
[ Dodano: 04-10-2013, 09:49 ]
waterman napisał/a:
...
ale jak sie skonczył sezon to co poniektórzy nie maja co z sobą zrobić.
Jak to skończył? Sezon nurkowy trwa 365/24h
[ Dodano: 04-10-2013, 09:55 ]
JacekKG napisał/a:
To tak jakby robic kurs wrakowo-morski na zakrzowku
Ja nawet słyszałem że są tacy co zamiast w wodach Atlantyku czy Pacyfiku czy choćby morzu Śródziemnym robią w bajorkach typu Bałtyk
Wyobrażasz sobie takiego kursanta w realnych morskich warunkach?
Ostatnio zmieniony przez Scaner 04-10-2013, 09:56, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Administrator FORUM-NURAS uprzejmie informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie ingeruje w treść wypowiedzi umieszczanych przez użytkowników na Forum.
Zastrzega sobie jedynie prawo do usuwania i edytowania, w ciągu 24 godzin, postów o treści reklamowej, sprzecznej z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej
czy tez propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady regulaminu.
Przypominam, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.
Serwis wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Forum-Nuras przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz.
Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki. Przeczytaj, jak wyłączyć pliki cookie i nie tylko