Dla mężczyzny ślub to inwestycja coraz mniej opłacalna. Ociągają się zwłaszcza mili chłopcy, za których chętnie byśmy wychodziły. Co ich powstrzymuje?
Znajomy czterdziestolatek na pytanie, czy uważa swoje małżeństwo za udane, odparł: "Dla mojej żony z pewnością". Mężczyźni z młodszego pokolenia, by uniknąć tego rodzaju gorzkiej konstatacji, odwlekają ślub, jeśli w ogóle zamierzają go brać. Tymczasem, jak wynika z badań, zdecydowana większość młodych kobiet lubiłaby wyjść za mąż, i to niekoniecznie dlatego, że męskie szowinistyczne społeczeństwo poddało je od dzieciństwa ukierunkowującemu treningowi (gumowy słodki dzidziuś, kuchenka, mebelki jak prawdziwe), ale raczej ze względu na to, że są bystre i widzą, jak jest: małżeństwo jest układem dobrze zaspokajającym potrzeby kobiety, jeśli tylko umie się ona w nim przytomnie umieścić.
Matrymonialny odwrót
Z kolei dla mężczyzny ślub to inwestycja coraz mniej opłacalna. Jeśli wierzyć antropologom, małżeństwo monogamiczne samo w sobie jest porażką podstawowej strategii prokreacyjnej samca bazującej na zapłodnieniu maksymalnej liczby partnerek. Mężczyźni byli zmuszeni z tego wzorca zrezygnować, bo nadprodukcja przypadkowo poczętych dzieci przestała być akceptowalna moralnie, społecznie i ekonomicznie. Przestawili się zatem z ilości na jakość i zaczęli dbać o mniejszą liczbę dzieci poczętych z jedną partnerką, a nie z wieloma. To sytuacja dla kobiet bardzo korzystna.
Niestety, od jakiegoś czasu mężczyźni są w matrymonialnym odwrocie. Wprawdzie nie wszyscy - życie pokazuje, że tradycjonaliści, którzy w razie czego posłuch w łóżku i w domu wymuszą pięścią, żenią się akurat dość chętnie i bez obaw. Ociągają się raczej mili chłopcy, za których chętnie byśmy wychodziły, ci, którzy szanują i lubią kobiety i zostali wyedukowani w kulturze związku partnerskiego.
Co ich powstrzymuje?
Pit bez zobowiązań
W dzisiejszych czasach seks jest dostępny bez ślubu, dzieci przestały się dzielić na małżeńskie i inne, a legalna żona nie jest gwarantowanym bezpłatnym robotnikiem do obsługi wspólnego gospodarstwa. Mężczyzna może mieć więc poważną wątpliwość, czy małżeństwo jest mu do czegokolwiek potrzebne.
Zwłaszcza że kandydatki na żony wymagają dużo, a dają nie tak znów wiele. Chcą dla siebie jednocześnie przywilejów tradycyjnie męskich (wolność, autonomia, samorealizacja), ale też tych uznawanych za raczej kobiece (bezpieczeństwo materialne i społeczne, oparcie). W dodatku trudno im się zgodzić na koszty związku: konieczność dostosowania się do drugiej osoby, obowiązki, odpowiedzialność. Nie muszą i nie chcą prasować koszul, gotować codziennych obiadków, mieć wyłączności na reprezentację rodziny na wywiadówkach i być dyspozycyjne seksualnie na żądanie. Ale z drugiej strony oczekują, że mąż wypełni PIT, naprawi pralkę, da w prezencie najnowszy krem odmładzający za 700 zł i zawsze obiegnie samochód dookoła, by otworzyć drzwi.
My, współczesne kobiety, chcemy mieć wszystko natychmiast, bez wysiłku i poświęceń. Zastawiamy więc na naszych mężczyzn liczne pułapki, tyle że w ostatecznym rozrachunku same w nie wpadamy.
Politykę finansową ustalamy w duchu zasady: "Co moje, to moje, a co twoje, to jeszcze zobaczymy". Żądamy szacunku dla naszej pracy zawodowej ("Zrób dzieciom kolację, bo ja mam raport do zrobienia na jutro"), ale jej finansowe owoce traktujemy jako prywatny dochód, który zagospodarowujemy zgodnie z naszymi potrzebami, podczas gdy zarobki męża mają być pod naszą kontrolą.
W zakresie prokreacji wyznajemy bezkompromisową formułę: "Mój brzuch należy do mnie". Chcemy rozstrzygać o zajściu w ciążę, a nawet jej utrzymaniu lub nie, ale mężczyźnie nie dajemy prawa do decyzji o poczęciu ("No tak, to fakt, mówiłam, że biorę pigułki, bo od dwóch lat biorę. Ale zapomniałam, że akurat zrobiłam przerwę, bo mi lekarz zalecił. No i stało się. Co, nie jesteś zadowolony? Jak nie chcesz, to sobie poradzę, sama urodzę i wychowam"), ani o tym, czy dziecko ma się urodzić ("Jak będę chciała, to usunę, a tobie nic do tego").
Nie chcemy być traktowane jak zabawki seksualne - laleczki dostępne na życzenie dla rozładowania rozmaitych męskich napięć, ale same traktujemy naszych partnerów jak misie pluszaki, w których ramiona wtulamy się, gdy jest nam zimno, smutno i źle, szepcząc przy tym: "Chcę się tylko przytulić... Taka jestem nieszczęśliwa... Na nic nie mam siły". Żądamy, by nasz nowoczesnym partner rozumiał, że bliskość fizyczna może być wyrazem nie tylko pragnień seksualnych, ale i czułości, natomiast same nie zamierzamy uznać, że konstrukcja typowego mężczyzny uniemożliwia wytrzymanie dwóch tygodni czysto platonicznych przytulanek. Otóż takie numery wypada robić tylko tatusiowi, który musi znieść stoicko, że w pełni rozwinięta nastolatka pakuje mu się do łóżka, szlochając: "Tato, boję się, miałam taki zły sen...". Jednak na tatusia miało się tylko jedną szansę w życiu, a mąż zasadniczo służy do czego innego.
Oczekujemy, że - zgodnie z zaleceniami tygodników kobiecych - nasz partner zapewni nam po kilka orgazmów na życzenie, znajdzie punkt G i wszystkie inne punkty, rozbudzi w nas nieznane nam dotąd pokłady seksualności, a przy tym będzie jak po viagrze (chociaż poczułybyśmy się zdradzone i oszukane, gdyby rzeczywiście ją zażywał), ale nie zamierzamy w najmniejszym stopniu zachowywać się uwodząco, bo przecież erotyczna prowokacja poniża kobietę i czyni z niej podległą samicę. Bez fałszywego wstydu pokazujemy partnerowi nasze fizyczne defekty, bo jeśli kocha, to musi akceptować nas w pełni.
Nękanie codzienne
Uważamy, że mężczyzna powinien uczestniczyć we wszystkich obowiązkach domowych, również (a może zwłaszcza) tych, których nie lubi: zmywaniu, praniu czy zmianie pieluch, a same się obruszamy, gdy wyraża zdziwienie, że nie pojechałyśmy do wulkanizatora z przebitą przez nas oponą ("Ja miałam to zrobić? Chyba żartujesz! Przecież nie dałabym rady, zresztą nawet nie wiem, gdzie jest warsztat").
Chcemy, żeby nam opowiadał o swoich sprawach zawodowych, a nie lekceważąco zbywał:
"Przecież i tak to cię nie interesuje", ale po trzech minutach relacji o negocjacjach, gdzie odegrał pierwszoplanową rolę, wykrzykujemy: "To Marek też tam z tobą był? Nic mi nie mówiłeś, że już wrócił. A wiesz, że jego żona chyba kogoś ma?".
Sądzimy, że powinien spędzać więcej czasu z rodziną, nie pracować wieczorami i w weekendy, ale gdy mówi, że wobec tego zrezygnuje z dodatkowego zlecenia i zarobi mniej, niepokoimy się: "A co z naszą działką? Przecież mieliśmy ją w tym roku ogrodzić, wykarczować i rozejrzeć się za jakimś niedrogim projektem".
Gdy znękany małżonek próbuje nas przekonać, że nie da się jednocześnie pracować mniej i zarabiać więcej, mówimy znacząco, że inni jakoś potrafią,
pozostawiając jego domyślności, czy uważamy go za niedołęgę, czy raczej za cwaniaczka sprytnie wymigującego się od bycia z dziećmi.
Chyba nigdy nie miałyśmy takiej szansy stworzenia korzystnego dla kobiet modelu relacji męsko-damskich jak teraz. I tę właśnie szansę krok po kroku marnujemy. Za kilka pokoleń nasze następczynie będą się mogły rozkoszować towarzystwem damskich bokserów oraz mężczyzn homoseksualnych z wyboru rozmnażających się przez klonowanie.
Zofia Milska-Wrzosińska psycholog, psychoterapeuta z Laboratorium Psychoedukacji.
Wydała książkę "Bezradnik. O kobietach, mężczyznach, miłości, seksie i zdradzie"
Wiek: 57 Dołączył: 08 Maj 2003 Posty: 683 Skąd: Warszawka
Wysłany: 16-11-2004, 16:59
Cytat:
Zwłaszcza że kandydatki na żony wymagają dużo, a dają nie tak znów wiele.
a po za tym (hmmm) żeby sie napic piwa nie trzeba kupowac browaru (hmmm, gdzie ja to słyszałem;)))
najciekawsze w tym tekscie jest to że to kobieta napisała (choć to pewnie zostanie zakwestionowane;)
A ja Wam mowie, ze pani Zofia Milska-Wrzosińska jest mezczyzna!
Wyglada bowiem na to, ze my myslimy jak tu zaobraczkowac jakiegos pana... a my tylko chcemy, zeby ktos nam butle z tlenem ponosil
Wiek: 40 Dołączył: 13 Kwi 2004 Posty: 589 Skąd: warszawa
Wysłany: 16-11-2004, 20:03
bulte z tlenem ponosil...
jak sie pytam pań czy im nie pomóc to się obruszają i twierdzą że sobie same dadzą radę...
a co do tekstu, to rzeczywiście... może nie mam takiego doświadczenia jak forumowicze starsi odemnie, ale zauważyłem że kobiety wymagją od nas zarówno pełnego równouprawnienia jak i zachowanie starych zasad, no bo inaczej to się na chama wychodzi....
zresztąnajczęsciej wybierają sobie same pozytywne rzeczy
nie chce tu wyjść na jakiegoś tyrana domowego, ale nie wyobrazam sobie abym mial tolerowac w domu taka kobiete jak opisana w artykule...
A ja mam w piątek zaliczenie z socjologii Polaka !! Po przeczytaniu nawiasem mówiąc bardzo ciekawego a zarazem i o zgrozo urzeczywistniającego się artykułu wiem o wiele więcej. Dzięki tsharny !
Obserwując własne moje środowisko ta teza o małżeństwie się potwierdza. Sam mam duże grono przyjaciół grubo po 20-stce jak na razie nie myślących o takich inwestycjach!
Żeby tylko po 20 kilku latach jakiś socjolog nie napisał o kobietach lat dwudziestych " macie co chciałyście".
A ja mam w piątek zaliczenie z socjologii Polaka !! Po przeczytaniu nawiasem mówiąc bardzo ciekawego a zarazem i o zgrozo urzeczywistniającego się artykułu wiem o wiele więcej. Dzięki tsharny !
Obserwując własne moje środowisko ta teza o małżeństwie się potwierdza. Sam mam duże grono przyjaciół grubo po 20-stce jak na razie nie myślących o takich inwestycjach!
Żeby tylko po 20 kilku latach jakiś socjolog nie napisał o kobietach lat dwudziestych " macie co chciałyście".
Powodzenie na zaliczeniu
Miejmy nadzieję, że nie spełnią się te twoje gdybania... (chyba nie wszystkie kobiety takie są, a może...)
Wiek: 57 Dołączył: 08 Maj 2003 Posty: 683 Skąd: Warszawka
Wysłany: 17-11-2004, 10:29
Cytat:
Nie badzcie tacy zgorzkniali, nie wierzycie, ze sa fajne babki wokol WAS???
a jak najbardziej są i fajne, są i inteligentne, a nawet zaradne się trafią
wierzę w to
Ale jakoś tak dziwnie się na mnie patrzą jak pierwszy wchodzę do pomieszczenia i jak nie otwieram im drzwi
jak to było wczoraj na spotkaniu: "niech no jakiś facet zajrzy za ten TV jakie to on ma wyjścia" (padło to z ust kobiety która była tak miła i przyniosła mi piwo z góry
Sandii
Nie badzcie tacy zgorzkniali, nie wierzycie, ze sa fajne babki wokol WAS???
no pewnie że są, tylko czasami naturę mają jakąś wredną ...
ale to chyba zależy na jaki model się trafi... chyba kiedyś słyszałem taką piosenkę - zamienię cię na lepszy model.... czy coś w ten deseń....
pozdrawiam
tsharny
nevada [Usunięty]
Wysłany: 17-11-2004, 11:39
Ja mam super model (tak kazała mi napisać) nie narzeka, nie wydaje "swojej" kasy na kremy, tylko czasem w kącie chlipie jak kupuję sobie coś ze sprzętu - ale tak to już jest mieć uzależnionego męża
Dołączył: 02 Lip 2003 Posty: 250 Skąd: HCM City (ex Sajgon)
Wysłany: 17-11-2004, 12:46
Pani Zofia chyba trafila w sedno!
Pieknym i jakze naturalnym przykladem sa zwiazki bialych facetow ze skosnymi kobietami.
Azjaci raczej nie szanuja swoich kobiet (uwarunkowania spoleczne i te sprawy), wiec jak sie pojawi facet, ktory i w drzwiach przepusci, i kwiatka kupi, i przytuli i zrozumie, ze moze glowa bolec, to juz jest pelnia szczescia. Z drugiej strony nagle okazuje sie, ze wszelkie domowe obowiazki kobieta jest w stanie zrobic sama w bardzo spontaniczny sposob i z usmiechem na ustach. Wlasciwie od niechcenia. Wierzcie, lub nie, ale tak to wlasnie wyglada. Kwestia wychowania.
Dla nas, meskich, szowinistycznych leni wychowanych w Eropie, czy Ameryce jest to objawienie.
Znam juz kilka mieszanych par od lat zyjacych ze soba. Daja sobie wzajemnie to czego potrzebuja i mowy nie ma o jakis poswieceniach dla sprawy... Czy juz wspominalem, ze Wietnamki sa uwazane za najlepsze zony na swiecie?
Panie i Panowie, w ten prosty sposob koniec bialej rasy zostal ostatecznie przesadzony.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Administrator FORUM-NURAS uprzejmie informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie ingeruje w treść wypowiedzi umieszczanych przez użytkowników na Forum.
Zastrzega sobie jedynie prawo do usuwania i edytowania, w ciągu 24 godzin, postów o treści reklamowej, sprzecznej z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej
czy tez propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady regulaminu.
Przypominam, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.
Serwis wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Forum-Nuras przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz.
Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki. Przeczytaj, jak wyłączyć pliki cookie i nie tylko